Agnieszka-Sobolewska-ikona
Anna Chodacka
10/03/2018

Agnieszka Sobolewska: Przygód mi nie brakuje!

Cóż może być wspanialszego dla pasjonatki przygód niż praca w nietuzinkowym biurze podróży? Agnieszka Sobolewska realizuje się każdego dnia, pracując w miejscu wyjątkowym, jakim jest Adventure Club, który specjalizuje się w kameralnych podróżach egzotycznych, tych bliskich i tych dalekich, do których klienci zawsze chcą wracać, a każdą wyprawę wspominają z sentymentem. Poznajcie Agnieszkę – kobietę szaloną i pracowitą, która pasję łączy z pracą

Za co kochasz podróże?

Agnieszka Sobolewska, Adventure Club: Przede wszystkim za poczucie wolności. Podróż to doskonała okazja, żeby wyłączyć telefon, laptop, odciąć się od cywilizacji i żyć chwilą. Oczywiście, jeśli nie wykonuje się wówczas pracy pilota, wtedy jest to wolność kontrolowana. śmiech) Po za tym, może to oklepane, ale podróże rzeczywiście kształcą i inspirują. Jeżdżąc, zwiedzając, doświadczając, człowiek uczy się więcej niż z książek, czy filmów, zarówno o odwiedzanym kraju, jak i o samym sobie.

Pracujesz w firmie „Adventure Club”, która organizuje m.in. egzotyczne wyprawy na najdalsze zakątki świata… Jakie wyprawy organizujecie. I które z nich są najbardziej popularne?

Tak jak wspomniałaś, specjalizujemy się w egzotycznych wyprawach w małych, kameralnych grupach. Wyprawy trwają zazwyczaj 2-3 tygodnie, a grupie towarzyszy pilot – pasjonat danego kraju. Jeździmy w zasadzie wszędzie, najmniej po Europie, bo też klienci większość naszego kontynentu mają już „zjechane” i szukają czegoś nowego. Ludzie poszukują autentyczności, przygody i nowych wrażeń. Coraz częściej pojawiają chętni na wyprawę np. do Mali, na Papuę Nową Gwineę czy do Tadżykistanu, a my bardzo lubimy takie nieoczywiste kierunki. Do najpopularniejszych wypraw należą jednak nasze sprawdzone eskapady na Nową Zelandię, Kubę, zachodnie wybrzeże USA czy do Etiopii, w dużym stopniu z uwagi na to, że wielu klientów trafia do nas z polecenia przez znajomych, którzy uczestniczyli w danym wyjeździe.

Ponadto organizujemy wyjazdy typu „incentive” czyli tzw. wycieczki motywacyjne dla firm. Te z zasady są krótsze, bo trwają 5-7 dni i są intensywne. To wyjazdy typowo szyte na miarę – układając program trzeba mieć na uwadze branżę, wiek, płeć i upodobania uczestników. Program musi też być bardziej elastyczny, niekiedy w trakcie realizacji trzeba coś zmienić, reagując na potrzeby grupy. Z tymi grupami stosunkowo często odwiedzamy kraje europejskie, ale nie tylko. W zasadzie wszystko zależy od budżetu i od sytuacji geopolitycznej. Trzeba zaproponować klientowi taką destynację, której nie będą obawiać się uczestnicy, ale z drugiej strony fajnie jest odejść od mainstreamu i nie wybierać typowo wakacyjnych kierunków, albo pokazać je w zupełnie innej odsłonie. U nas w tym sezonie królowała Armenia, Gruzja, Mołdawia, RPA czy Panama.

Czy podróżujesz razem z uczestnikami wycieczek? Którą wyprawę wspominasz najlepiej, która najbardziej zapadła ci w pamięć?

Jeżeli jest taka możliwość, to bardzo chętnie jadę z grupą jako pilot. Najczęściej towarzyszę właśnie grupom „incentive”, bo są to wyjazdy krótsze, a ja muszę dzielić swój czas między biuro a plener. Pomijając fakt, że po prostu to lubię, to dzięki temu mogę dopilnować wyjazdu na każdym jego etapie – od planowania przez organizację, aż po realizację. Zawsze na miejscu pojawiają się jakieś „wyzwania”, z którymi trzeba sobie poradzić. Zależy mi na tym, żeby klienci czuli się komfortowo i wrócili zadowoleni. Chyba nie ma jednej wyprawy, która szczególnie zapadła mi w pamięć, większość z nich wspominam bardzo miło. Fajnie, jeśli trafia się nietypowa destynacja, ale tak naprawdę najważniejsza jest atmosfera na wyjeździe, a tę budują ludzie.

Jakie atrakcje i udogodnienia czekają na podróżników wybierających się z wami na wyprawę?

Na dobry początek indywidualne podejście do klienta i duża elastyczność – już na etapie zapisywania się na daną wyprawę. Zdarza się, że ktoś chce wkomponować w podróż z nami swoje dalsze plany podróżnicze, przedłużyć pobyt lub zrobić stopover na locie powrotnym i zostać gdzieś na kilka dni. Pomagamy mu wówczas dobrać odpowiednie bilety lotnicze, zapewniamy opiekę pilota lub podpowiadamy program. Generalnie przed rezerwacją lotów, zawsze konsultujemy je z grupą, jeżeli dzień wcześniej/później cena jest znacząco niższa – informujemy, że być może lepszą opcją jest wydłużenie sobie pobytu niż kupno droższego biletu. Realizujemy wyjazdy już od 2-3 osób, maksymalnie do 10, więc na wyjeździe panuje kameralna atmosfera. Program jest dobrze przemyślany, trasa zawsze zahacza też o te mniej utarte szlaki, aby być bliżej lokalnych społeczności i poznać tamtejsze realia. Przywiązujemy też dużą wagę do dobrego standardu transportu i zakwaterowania, przy czym oczywiście trzeba pamiętać, że dobry nocleg w Kirgistanie będzie wyglądał inaczej niż dobry nocleg w Nowej Zelandii. Grupą opiekuje się zawsze świetny, doświadczony pilot, specjalizujący się w danym kierunku, znający go od podszewki i potrafiący przekazać tę wiedzę w sposób atrakcyjny.

Dlaczego ludzie wybierają podróże z Adventure Club? Za co was cenią?

Na pewno za to, że nie boimy się wyzwań i robimy wyjazdy w kierunki, których inne biura unikają. Po za tym za elastyczność, małe, kameralne grupy i fajnych pilotów, którzy tworzą przyjacielską atmosferę na wyprawach. Do tego dobry standard świadczeń i nietuzinkowe atrakcje, które pozwalają zobaczyć prawdziwe oblicze danego kraju. Zazwyczaj, jak ktoś z nami pojedzie raz, to wraca i zabiera ze sobą znajomych.

Co uwielbiasz w swojej pracy?

Wiele rzeczy! Pracuję jako project manager i pilot, więc łączę obowiązki biurowe z wyjazdami. Dużo się dzieje, każdy dzień jest inny i nie ma mowy o monotonii. Generalnie ciężko znoszę pracę przy biurku, ale w Adventure Club mamy przyjacielską, wyluzowaną atmosferę. Często pracuję zdalnie i zazwyczaj sama ustalam godziny, w których pracuję. Współpracujemy z firmami z całego świata, a wiąże się to z różnicą czasu, więc też korespondencja dociera do nas o nietypowych godzinach, a czas przygotowania oferty często jest kluczowy. Do tego dochodzą pilotaże, które uważam za najprzyjemniejszą część moich obowiązków, ponieważ po pierwsze wiążą się z podróżami, poznawaniem mnóstwa ciekawych ludzi, po drugie, stanowią swego rodzaju zwieńczenie danego projektu. Widzę zrelaksowaną, zadowoloną grupę, wspominającą na lotnisku przygody z wyjazdu i czuję, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty i daje mi to mnóstwo satysfakcji oraz dobrej energii.

O jakiej podróży marzysz najbardziej?

Szczerze mówiąc, to zmienia się u mnie jak w kalejdoskopie (śmiech) i dużo zależy od projektu, nad którym w danej chwili pracuję. Zawsze wiąże się to z rekonesansem, szukaniem atrakcji dla grupy, zagłębianiem się w smaczki danego kraju i kończy się zazwyczaj tym, że dana destynacja ląduje na mojej liście do miejsc odwiedzenia. Oczywiście mam swoje marzenia podróżnicze i jest ich sporo, np. bardzo lubię wyprawy piesze i marzy mi się przejście szlakiem Pacific CrestTrail albo Szlakiem Apallachów, ale na to potrzebuję pół roku wolnego, więc to marzenie na razie musi zaczekać. Tymczasem cieszę się na listopadowe wakacje w Gwatemali.

Jakie szalone przygody przydarzyły ci się podczas podróży?

Przygód nie brakuje, gdy jeżdżę jako pilot, ale te najbardziej szalone zdarzały mi się zdecydowanie podczas moich autostopowych wypadów: wschód słońca w opuszczonych termach rzymskich, przejazdy na dachu indyjskich autobusów, nocna wizyta w szpitalu w Iranie… Najbardziej niesamowite doświadczenie do tej pory to chyba półtora tygodnia spędzone w Himalajach, gdy podczas powrotu z Leh do Delhi trasę zasypała lawina, a ponieważ Hindusi zamiast zacząć zawracać, czekali na poprawę pogody, to drogę odwrotu odcięła druga lawina. W efekcie, razem z kilkunastoma innymi osobami utknęliśmy w autach na wysokości około 3000 m n.p.m. Jedzenie zrzucano nam z helikopterów, a ostatecznie po 3 dniach przywędrował do nas mnich, który zaprowadził nas do górskiej osady, składającej się z 4 jurt, gdzie mieliśmy czekać na to, co się wydarzy. Ostatecznie udało się odblokować drogę, ale wcześniej większość turystów ewakuowano z powrotem do Leh na samolot, a że nasz budżet był już w bardzo opłakanym stanie, stwierdziliśmy, że zostaniemy z lokalnymi mieszkańcami, którzy też w jakiś sposób przed zimą się przeprowadzają.

Udowadniasz, że kobiety radzą sobie świetnie w różnych nietypowych rolach. Jaki jest twój przepis na sukces w pracy i życiu?

Mój przepis to chyba nic odkrywczego…  Myślę, że trzeba po prostu wierzyć w siebie, nie bać się nowych doświadczeń i wyzwań, ale też podchodzić do życia z humorem, mieć do siebie dystans i nie załamywać się jak coś nie wyjdzie! No i bardzo ważne – traktować innych, tak jak samemu chcemy być traktowani. Dobra energia zawsze wraca!

Jaką wyprawę poleciłabyś najbardziej zapracowanej bizneswoman, która na co dzień zarządza dużą, świetnie prosperującą firmą?

Pierwsza myśl – Kostaryka. Kraj mniejszych rozmiarów, więc przejazdy zabierają mało czasu, przepiękna natura, lasy deszczowe, dzikie zwierzęta, a nasz program oprócz relaksu przewiduje różne przygody,  np. trekking wokół wulkanu, rafting, przejażdżka konna czy spływ oponami. Pani bizneswoman wróci wypoczęta i pełna wrażeń!

Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka (Jarząbek)

Agnieszka-Sobolewska-ikona
Agnieszka-Sobolewska-ikona

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.