anitahill400
Michal Karas
11/06/2019

Anita Hill: Pierwsza twarz molestowania w pracy

Do dziś jest wyzywana za to, że „usiłowała zniszczyć karierę” politycznego rywala. On sam nazywa ją „najbardziej zdradzieckim wrogiem” na swojej drodze. Ale Anita Hill zapisała się w historii i pomogła ją kształtować. Być może efekty jej zeznań z 1991 roku pomogą wyłonić zwycięzcę wyborów prezydenckich 2020.

Długo zanim świat zaczął żyć sprawą Clintona i Moniki Lewinsky, zeznawać przed całym światem musiała ona. 35-letnia czarnoskóra asystentka wyryła grubą rysę w życiorysie sędziego sądu najwyższego. Nie chciała roztrząsać sprawy publicznie – ona jedynie zgłosiła swoje uwagi władzom – ale jej zeznania dla FBI wyciekły do prasy i tematem zaczęły żyć całe Stany Zjednoczone.

Anita Hill, dowiedziawszy się o nominacji Clarence’a Thomasa na stanowisko sędziego w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych, postanowiła zgłosić liczne sytuacje molestowania seksualnego z jego strony. Dziś, w obliczu skandali seksualnych Clintona czy Trumpa, mógłby to nawet nie być temat dnia, ale w 1991 był to swego rodzaju przełom.

Oto młoda prawniczka zatrudniona w Departamencie Edukacji Stanów Zjednoczonych mówi głośno o tym, jak zachowywał się wobec niej przełożony. I mówi nie tylko z akt FBI, ale godzi się na transmitowane publicznie zeznanie przed senacką komisją ds. sprawiedliwości. Stanęła przed nią 11 października 1991 i musiała liczyć się z tym, że będzie trzeba znów mówić o najbardziej kłopotliwych sytuacjach z życia. O mierzeniu jej piersi, o bardzo plastycznych opisach penisa Thomasa, o dywagacjach na temat gwałtu, seksu ze zwierzętami czy orgii. O włosie łonowym na puszce coli, o naruszaniu przestrzeni intymnej, o wielokrotnych próbach skłonienia jej do zbliżenia.



To był pierwszy w historii raz, gdy Amerykanie w każdym domu mogli usłyszeć tego rodzaju szczegóły w kontekście kandydatury do najwyższego ciała sądowniczego w kraju. Dla Hill był to też trwający wiele godzin magiel, podczas którego polityczni sojusznicy Thomasa usiłowali podkreślać, że „tylko chciał się umówić, ale nie zaproponował seksu wprost”. Albo że „rozmawiał z panią o filmach z udziałem zwierząt, ale nigdy nie kazał pani ich oglądać”. Wreszcie, pytali ją, czy robi to dla pieniędzy, czy chce wydać książkę i na tym zarobić, etc.

W pewnym momencie zrezygnowana kobieta wiedziała już, że tu nie chodzi o wagę jej oskarżeń, ale o przepchnięcie kandydatury niezależnie od jej zeznań. Dlatego zapytana, dlaczego nie kierowała sprawy od razu do władz lub dlaczego utrzymywała kontakty zawodowe z tym człowiekiem, odpowiedziała z bezradnością w głosie:

– Dobre pytanie i jestem pewna, że nie odpowiem na nie w sposób dla pana satysfakcjonujący. To jedna z rzeczy, które dziś próbowałam zrobić. Wspominałam, że obawiałam się odwetu. Obawiałam się zniszczenia swojego życia osobistego. I musi pan zrozumieć, że taka reakcja – a jest to jedna z rzeczy, których nauczyłam się o molestowaniu – że taka reakcja nie jest nietypowa, ale nie umiem jej wyjaśnić. Trzeba by eksperta psychologii, by wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Ale dzieje się, bo mi się to przydarzyło.

W kilku aspektach tej wypowiedzi Hill miała rację. Po pierwsze, nie przekonała senatora Alana Simpsona z Wyoming, bo ten uznał jej postawę za „niewiarygodną”. Po drugie, słusznie obawiała się odwetu, bowiem Thomas obficie znieważał ją później publicznie, a związane z nim organizacje przez wiele lat utrudniały jej karierę zawodową.

Po trzecie wreszcie, jej reakcja rzeczywiście nie jest niczym niezwykłym: ofiary często starają się funkcjonować „normalnie” pomimo molestowania nawet przez wiele lat. Boją się, że nikt im nie uwierzy, że zostaną zbagatelizowane – że zawsze stoją na przegranej pozycji. I miała podstawy tak myśleć. Po wielu godzinach przesłuchań i tak senat zatwierdził kandydaturę Thomasa, który do dziś zasiada w składzie sądu najwyższego.

Po wielu latach Hill przyznała w jednym z wywiadów, że momentów smutnego otrzeźwienia miała kilka. – W pewnym momencie zostałam zapytana „więc jaka procedura pani zdaniem powinna zostać zastosowana przez nas?” Ja, choć jestem tylko świadkiem i zeznaję, mam im wskazać co robić? I zdałam sobie sprawę, że oni nie mają pojęcia, co powinni zrobić.

Coś się jednak zmieniło

Dla samej Anity Hill to była droga przez mękę. Gdy była ofiarą molestowania (1981-82), miała dosłownie rok kariery prawniczej za sobą. Posada asystentki u wpływowego, czarnoskórego konserwatysty miała być dla niej drzwiami do dalszego rozwoju. Odeszła jednak po zaledwie 2 latach. Gdy go oskarżała, była już profesorem z ponad dekadą stażu w zawodzie i liczyła, że to jej pomoże. Nie wszystkich przekonało, ale otworzyło dyskusję na temat zachowania w pracy.



Wkrótce po przesłuchaniu Anity Hill ówczesny prezydent George H. W. Bush przestał sprzeciwiać się zmianom prawa na korzyść ofiar nadużyć w pracy. Odtąd ofiary molestowania nie musiały się aż tak bać zwolnienia z pracy, bowiem przysługiwało im prawo do powrotu, otrzymania zaległych pensji czy odszkodowań, zależnie od sytuacji. Prywatne firmy zaczęły masowo wdrażać programy informacyjne i szkolić pracowników na temat zachowań, które są w pracy niedopuszczalne.

Do dziś wiele jest do zrobienia, czego Hill jest świadoma. – Jedno z pytań, które mi postawiono i które tkwi mi w głowie, brzmi „jak mamy wychować córkę, by nie stała się ofiarą molestowania?” W takich kategoriach myślimy – że jeśli naprawimy ją, to nie spotka jej ten problem. Ale w rzeczywistości ona nie jest problemem.

Echa odzywają się do dziś

Choć sprawa miała miejsce w 1991 roku i później przykryły ją wielkie skandale na innym tle lub z udziałem innych polityków, to pamiętne 8 godzin przesłuchania w senacie do dziś ma swoją wagę. Może okazać się jednym z gwoździ do trumny dla kandydatury Joe Bidena na prezydenta w 2020. W chwili pisania tego tekstu Biden wciąż jest liderem sondaży i najpoważniejszym konkurentem dla Donalda Trumpa po stronie demokratów.

Jednak na Bidenie bardzo silnie ciąży przeszłość, z którą politycznie nie do końca umie sobie radzić. Okazało się, że tuż przed ogłoszeniem swojego startu w wyborach Biden zdecydował się na wykonanie jednego ważnego telefonu, do Anity Hill właśnie.

Po prawie 28 latach postanowił odezwać się do niej właśnie w kluczowym momencie. Dlaczego? Ponieważ to właśnie Biden był przewodniczącym komisji, przed którą zeznawała Hill. To Biden pozwolił senatorom zadawać nawet niestosowne i uwłaczające pytania. To Biden nie pozwolił żadnej z czterech innych kobiet (zgłaszających te same oskarżenia i czekających za drzwiami) potwierdzić jej zeznań. Wg śledztwa „Los Angeles Times” Biden w pewien sposób przehandlował przesłuchanie w zamian za układ z republikanami.

O ile Anita Hill była świadoma wrogości republikanów, którzy bronili własnego nominata, o tyle postawą Bidena mogła być zdziwiona. O tyle zdziwiona, że przez ponad dwie dekady w jej rodzinie utarł się pewien żart. Gdy nie wiadomo było, kto dzwoni, mówiło się, że „pewnie Biden z przeprosinami”. Ale Biden zadzwonił dopiero w kwietniu 2019, gdy sprawa wypłynęła w kontekście jego kandydatury. I, sądząc po szorstkim podsumowaniu Anity Hill w „New York Times”, kandydatowi nie udało się spełnić oczekiwań. Powtarzał, że nie mógł zrobić więcej, choć ewidentnie mógł – było to udowadniane latami przez najlepszych dziennikarzy USA. Bidenowi poszło na tyle źle, że prof. Hill zdecydowanie odmówiła oddania mu swojego głosu w wyborach, przynajmniej na tym etapie kampanii.

– Naprawdę jestem otwarta na to, że ludzie się zmieniają. Ale nie wystarczy powiedzieć „nie mogłem zrobić nic więcej”. Chciałabym od niego usłyszeć to, czego szukam u wszystkich kandydatów. Że problem, którego doświadczamy i którego jesteśmy świadomi bardziej niż kiedykolwiek – kwestia molestowania i napaści seksualnych, ochrony ciała kobiety – jest poważnym problemem. Że to problem wart powszechnej uwagi. Chcę wiedzieć, co każdy z kandydatów robi, by z tym walczyć – powiedziała w wywiadzie Hill. Zapewniła też, że na liście kandydatów widzi znacznie lepsze wybory niż Biden.

anitahill400
anitahill400

Komentarze Dodaj komentarz (1)

  1. Dagmara 14/06/2019 17:37

    CytujSkomentuj

    Niezwykła kobieta. Ogromne brawa za hart ducha, wiarę w to, ze to co robi – jest priorytetem. A ze nie każdemu to pasuje… cóż. Kciuki!

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.