btr
Aneta Zadroga
10/09/2019

Witamy w Canberze!

Niespełna 200-tysięczna stolica Australii wita nas pięknym wschodem słońca i pustymi sobotnimi ulicami.

Zwiedzanie miasta przebiega spokojnie, można wręcz określić je leniwym, przyjemnie rozpoczynającym weekend spacerem. Nazwa stolicy Piątego Kontynentu pochodzi z języka aborygeńskiego, a dokładniej z dialektu plemienia Ngunnawal i oznacza „miejsce spotkań”.

Graficznym symbolem owego miejsca jest promieniujący okrąg, do centrum którego zmierzają jakby widziane z góry w postaci śladów, jakie zostawiają na piasku kangury czy węże. Taki symboliczny „rysunek” możemy podziwiać przed schodami prowadzącymi do miejsca, które wypada wpisać na listę „trzeba zobaczyć” w Canberze, a jest to stosunkowo młody, bo otwarty w 1988 roku, budynek parlamentu (ciekawostką jest to, że można pospacerować po jego dachu, który to pokryty jest trawnikiem i z którego roztacza się przyjemna panorama na miasto).

Warto odwiedzić także tzw. Stary Parlament, oddalony od nowego o zaledwie kilkaset metrów, przy którym znajduje się chyba jedna z najbardziej oryginalnych „ambasad” na świecie – mieszcząca się w blaszanym baraku – ambasada aborygeńska. Tak, jest to ambasada i tak – działa, nieprzerwanie od 1972 roku, a znalazła się w tym miejscu w trakcie starania o uznanie praw rdzennych mieszkańców Australii oraz Wysp cieśniny Torresa do ich ziemi.

O Aborygenach napiszemy nieco więcej w kolejnych dniach, bo choć historia kolonizacji tego kontynentu nie była dla nich łaskawa, do dziś udało im się zachować wiele z tradycyjnego, diametralnie różnego od tego, który znamy jako Europejczycy, stylu życia i sposobu postrzegania świata…

btrhdr btr dav btr btr btrhdr btr btrhdr btr
btr
btr

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.