biznes_centra
Dagna Starowieyska
30/05/2016

Okiem eksperta: Zaufanie a utrata pracy

Zaufanie lub jego brak to konkretna energia, która determinuje sposób, w jaki patrzymy na świat, jak traktujemy innych i czego oczekujemy od siebie. Weryfikuje nasze strategie działania, zwłaszcza w sytuacjach trudnych, podbramkowych lub granicznych. Ale też determinuje to, w jaki sposób okazujemy radość i z czego potrafimy się cieszyć.

Sytuacja, w której nasi klienci dowiadują się, że tracą dotychczasową pracę jest momentem, gdzie wyraźniej odsłania się postawa zaufania lub jego braku. Postawa, można by rzec – abstrakcyjna, trudna do zdefiniowania, bo zaufanie i nieufność można okazać na wiele sposobów, ale dosyć łatwo jest je od siebie odróżnić. Ufam lub nie ufam jest jednoznaczne, bezdyskusyjne. To, co nas wytrąca z równowagi to sytuacje, w których zaufanie się chwieje, staje się niepewne, traci dotychczasowe podstawy.
Obserwuję i doświadczam konsekwencji takich sytuacji, bo często uczestniczę w tzw. ETM (Employee Transition Meeting), czyli spotkaniach z pracownikami tuż po rozmowie z przełożonym, który przedstawił im decyzje o zakończeniu współpracy z firmą.

Zaufanie do świata.
„To niesprawiedliwe…” – słyszę czasami. „Nie może być aż tak źle – to nie dzieje się naprawdę! Świat nie może być aż tak okrutny, życie nie może mnie aż tak zaskakiwać!”
Poczucie skrzywdzenia przez los, silnego zawodu i rozczarowania tym, co się wydarza czasami mnie obezwładnia i poraża mimo, że mam za sobą setki takich rozmów i towarzyszenia w tak trudnym momencie konfrontacji z faktami i ich konsekwencjami. To pokazuje mi, jak ważną próbą jest utrzymanie zaufania do życia, losu, Siły Wyższej w chwili, gdy wszystko się sypie w ciągu 15-20 minutowej rozmowy komunikującej zwolnienie.
To wielka próba dla wartości, w które mój rozmówca wierzy, dla filozofii życiowej, którą wyznaje.
I nie chodzi o to, czy ta filozofia jest słuszna czy nie, ale raczej jak silna jest wiara tej osoby w to, że ten pogląd na świat sprawdzi się – czyli pomoże odnaleźć się także w tej sytuacji. To, jak tłumaczymy sobie przyczyny, dla których spotyka nas coś trudnego, przykrego, nieodwołalnie zmieniającego nasz status jest niezależnie od posiadanych przekonań wyrazem zaufania (lub jego braku) do świata.
Zaufania, czyli nadziei (lub jej braku).
Słyszę tę nadzieję w reakcjach osób, które komentują usłyszaną decyzję słowami: „No w końcu to się stało, wiedziałem, że kiedyś przyjdzie taki moment. Wreszcie zacznę działać po swojemu… Wierzę, że to otwiera przede mną nowe możliwości, choć nie będzie mi łatwo…”
Ulga i otwartość z jaką komentują decyzję pracodawcy są zaraźliwe i pozwalają dosyć szybko przejść do planowania konkretnych działań w nowej sytuacji. Zaraźliwe, ale może zbyt naiwne, bo za szczere? Łatwowierność wyrażająca się w wierze, że wszystko dobrze się ułoży lub nadzieja, że życie jest fair i dobro zwycięży pomaga dobrze przeżyć pierwsze dni zmagania się z utratą pracy i mobilizuje do konstruktywnych poszukiwań. Mobilizuje bardziej niż bezwzględnie wnikliwy ogląd faktów i chłodny sceptycyzm. Warto odkrywać i rozwijać swój światopogląd, filozofię życia, wartości duchowe czy religijne.

Zaufanie do innych
„W tych czasach nikomu nie warto ufać…” – słyszę wprost. „Inni tylko czyhają na twoje miejsce. Zostałam oszukana, ….dałam się wkręcić w tę przyjazną atmosferę i rodzinne relacje. Moj szef obiecał mi 2 lata na ten projekt… to nie fair. Przygotowywali mnie do roli managera od 1,5 roku….” – powala na kolana uczucie zawodu i rozczarowania. Kredyt zaufania powierzony konkretnym osobom z minuty na minutę traci na wartości i przeradza się w rozgoryczenie i w podejrzliwość. Na moich oczach weryfikuje się i dekonstruuje przez lata tworzona struktura ważnych relacji i wzajemnych powiązań, dająca poczucie bezpieczeństwa i przynależności do zespołu. Wspólnie realizowane projekty, dyskutowane gorączkowo idee i wartości, które dawały sens pracy ponad siły, po godzinach lub mimo braku zasobów stają się niepotrzebnym zawracaniem głowy i stratą czasu.
Nie jest trudno zakwestionować większość tego, co jeszcze parę godzin wcześniej miało znaczenie.
Komunikat o konieczności rozstania z firmą zrywa relację i potrzebę lojalności. Łatwo w takiej sytuacji popaść w skrajną nieufność wobec ludzi i karmić się nią przez kolejne miesiące poszukiwań.
Zaufanie innym w takiej sytuacji wymaga wg mnie nie wygaszania w sobie lub wyzwolenia na nowo pewnej energii. Zaufanie zatem to nie jest jakaś tam wyrachowana strategia – bo to, co się wydarzyło, konsekwencje tych zdarzeń oraz emocje temu towarzyszące każą instynktownie przestać ufać innym ludziom – przyjąć postawę nieufną.
A jednak ci, którzy w trakcie poszukiwań nowej pracy potrafią twierdząco odpowiedzieć na pytania typu:
- czy mogę im ujawnić, w jakiej jestem sytuacji?
- czy mnie potraktują poważnie, gdy zapytam ich o radę?
- czy warto uwierzyć w to, co proponują?
- czy dotrzymają zobowiązań?
- czy mogę im powierzyć swoją przyszłość?
wygrywają rozmowy kwalifikacyjne, potrafią skutecznie docierać do ważnych informacji i przekonać do siebie innych.
Zaufanie do innych jest energią, która jest zaraźliwa i skłania do dzielenia się nią nawet wtedy, gdy wszyscy wokół popadają w podejrzliwy pesymizm. Widzimy to na spotkaniach grup dyskusyjnych (JSWT) naszych klientów i mamy dowody, jak ta odwaga zaufania innym, procentuje. Warto zaryzykować i mimo wątpliwości dać sobie i innym prawo, by prosić o pomoc i korzystać z tej oferowanej spontanicznie.

Zaufanie do siebie
„Co ze mną teraz będzie? Jak ja sobie z tym wszystkim poradzę? Czy mnie jeszcze będzie stać na to, by wyjść na rynek pracy? Ja przecież nic nie umiem – całe życie poświęciłam jednej firmie. Nie mam pojęcia co teraz robić, od czego zacząć…?”. To czasami wypowiadane wprost, a często kłębiące się w głowie myśli moich rozmówców są objawem nagłego spadku zaufania do siebie. Uzasadnionego – bo często usłyszana decyzja była dużym zaskoczeniem, czymś nieplanowanym i wyjątkowo niewygodnym. Każdy w takiej sytuacji choć na chwilę zwątpiłby w swój racjonalny ogląd sytuacji. Każdemu zdarzyłaby się refleksja typu: „ja tu jednak czegoś nie ogarniam, chyba tracę kontrolę…”
A jeśli dołożą się do tego (uzasadnione w tej sytuacji) silne emocje, nad którymi trudno zapanować – to łatwo będzie też siebie oskarżyć o to, że tracimy kontrolę nad swoimi zachowaniami, a nawet własnym życiem.
Jak to się jednak dzieje, że ludzie odzyskują tę energię? Skąd czerpią nowe zasoby zaufania do siebie? Wspierająca relacja konsultantów kariery towarzyszących im w pierwszych zmaganiach ze sobą, z innymi i ze światem pozwala nie rezygnować z tego, co było wartościowe i przedefiniować to, co przestało służyć. Racjonalne rekomendacje i sugestie konsultantów rynku pracy pomagają skrócić drogę do informacji i ludzi, którzy będą mieć wpływ na decyzje i stać się bardziej dla nich dostępnymi. Spotkania z innymi uczestnikami, którzy są w podobnej sytuacji pomagają zweryfikować każdą taktykę, fałszywy gest lub nadgorliwość grożącą desperacją. Obserwujemy na seminariach i w grupach dyskusyjnych ich zaangażowanie i podejrzliwość, spryt i niezdarność, odwagę i nieufność.  Te skrajne postawy uwiarygodniają każdego z nich i są dowodem na to, że pewna dawka zaufania do siebie i gotowość by się ujawnić, otworzyć i zaistnieć na nowo – procentują większym zaufaniem do innych. Odwaga i ciekawość odkrywania siebie na nowo, uważność i szacunek dla własnych ograniczeń pozwalają odbudować zaufanie do siebie. Ta dobra energia ma wtedy taką moc, że nie sposób zatrzymać jej na własność. Wysyłana do innych pomnaża się i wraca wielokrotnie z siłą, która każe wierzyć, że istnieją jeszcze ciekawe rzeczy do zrobienia, ważne projekty do przeprowadzenia, mądrzy szefowie w profesjonalnych firmach, a świat jest raczej dobry.

Katarzyna Pieciul
Consulting Director, coach kariery,
Partner Lee Hecht Harrison DBM Polska

biznes_centra
biznes_centra

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.