<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; nie warto</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Wed, 29 Jul 2026 23:12:55 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Mała Moskwa, jeszcze mniejszy efekt</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/mala-moskwa-jeszcze-mniejszy-efekt/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/mala-moskwa-jeszcze-mniejszy-efekt/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 Jan 2011 13:04:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[nie warto]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Lesław Żurek]]></category>
		<category><![CDATA[Mała Moskwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=2313</guid>
		<description><![CDATA[Waldemar Krzystek zrobił film, który wywołał wiele ochów i achów. Niedawno TVP wyemitowała serial o tej samej fabule (i pewnie nie raz go powtórzy), warto przypomnieć, że „Mała Moskwa” to bardzo niezgrabna historia, zarówno jak na romans, jak i dramat, czy film traktujący o historii]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dystrybutor opisuje fabułę tak: „&#8221;Mała Moskwa&#8221; to wzruszająca historia zakazanej miłości, w czasach, w których nawet o intymnych sprawach decydowało sowieckie imperium.” I jest to opis bardzo bardzo przesadzony.</p>
<p>Film zabiera widza w czasy wczesnego PRLu, do Legnicy, która, ze względu na to, iż była siedzibą wojsk radzieckich, i żyło tu tak samo wielu Polaków jak i Rosjan, przez mieszkańców nazywana była właśnie małą Moskwą. Widzimy tu całkiem nieźle zarysowaną historię, epizody pokazujące, jak ciężko żyło się w państwie totalitarnym, które nie akceptowało prawa do bycia sobą, miłości, równego traktowania drugiego, innego człowieka. I to jedyna dobra i mocna strona tego filmu.</p>
<p>Wielu recenzentów napisało o „Małej Moskwie”, że widz znajdzie w niej wszystko, czego szuka w dzisiejszym kinie komercyjnym: miłość, śmiech, łzy, wielkie dramaty i wielkie radości oraz wzruszenia&#8230; I tu pojawia się problem &#8211; nic tu nie jest wielkie, nic nie porusza, ani nawet nie zaciekawia. Historia toczy się powoli do przodu, a film ogląda się bez większego zainteresowania, bo nie ma tu ani fabuły, ani postaci, która zdołałaby przykuć uwagę.</p>
<p>Fabuła prosta, jak na romansidło przystało. Małżeństwo nie do końca szczęśliwe, choć w sumie nie wiadomo dlaczego, ten trzeci, bardzo niesprzyjające miłości okoliczności zewnętrzne&#8230; Przenosimy się do roku 1967. Jura (Dmitri Ulyanov), młody pilot i niedoszły kosmonauta, trafia do Legnicy. Towarzyszy mu piękna młoda żona Wiera (Swietłana Hodczenkowa). Zafascynowana polską poezją i muzyką, wygrywa piosenkarski &#8222;konkurs przyjaźni&#8221;, wykonując w części po rosyjsku i w części po polsku &#8222;Grande Valse Brillante&#8221; Ewy Demarczyk. No i kiedy tak sobie śpiewa, poznaje polskiego oficera Michała (Lesław Żurek, czyli w tym wydaniu totalna katastrofa) i zaczyna się romans.</p>
<p>No i mamy kolejny problem &#8211; nic w tym filmie nie iskrzy. Zwykle, w porządnie zrobionym, wyciskającym łzy wzruszenia romansidle jest tak, że widz, patrząc na pierwsze spotkanie pary nieszczęśliwych (im nieszczęśliwsi, tym lepiej oczywiście dla całości) kochanków, czuje ciarki na plecach, karku, stopach, czy gdziekolwiek indziej. Patrzy i myśli sobie &#8211; tak, to jest to, taż bym tak chciał, lub chciała. A tu widz patrzy, czeka na tę iskrę między bohaterami, napina mięśnie w oczekiwaniu na ciarki i.. nic. Nic, kompletnie nic. Pierwsze spotkanie &#8211; nuda. Drugie spotkanie &#8211; pretensjonalny podryw mało rozgarniętego żołnierza i całkowicie odpornej na jego brak uroku panny. Trzecie spotkanie, seks, wspólne marzenia, zdradzony i zraniony poczciwy mąż. Tylko po co?</p>
<p>Żaden z aktorów nie przekonuje w tym filmie. Wiera jest piękną kobietą, ale całkowicie pozbawioną zmysłowości, uroku, namiętności. Zdradza męża, ale widz jej nie wierzy w tę zdradę. Bo nie widzi powodu, dla którego miałaby wdać się w romans z Michałem. Lesław Żurek może i kogoś mógłby uwieść i w sobie rozkochać, ale na pewno nie swoją grą w „Małej Moskwie”. Jedynie aktor wcielający się w zdradzanego męża wypada w miarę wiarygodna, ale jedna i to w dodatku drugoplanowa postać nie jest w stanie sama uratować filmu. Trochę szkoda, bo biorąc pod uwagę niezły komercyjny scenariusz, była szansa na całkiem znośne romansidło.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/mala-moskwa-jeszcze-mniejszy-efekt/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Scorsese nie taki tajemniczy</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/scorsese-nie-taki-tajemniczy/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/scorsese-nie-taki-tajemniczy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Jan 2011 13:56:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[nie warto]]></category>
		<category><![CDATA[Leonardo Di Caprio]]></category>
		<category><![CDATA[Martin Scorsese]]></category>
		<category><![CDATA[Shutter Island]]></category>
		<category><![CDATA[Wyspa Tajemnic]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=2307</guid>
		<description><![CDATA[„Wyspa tajemnic” zadebiutowała na tegorocznym Berlinale. Ten thriller z elementami dramatu, starego, dobrego czarnego kryminału, a nawet, jak podkreślają niektórzy recenzenci, horroru (choć tego gatunku tu nie odnajduję) wciąga i interesuje… ale tylko do połowy. Później, niestety, staje się przewidywalny]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Shutter Island” to najnowsze działo Martina Scorsese. O tym, że reżyser zna się na rzeczy, jeśli chodzi o sensację na granicy thrillera, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Mam jednak wrażenie, że tym razem, brzydko mówiąc, Scorsese przekombinował.</p>
<p>Akcja dzieje się w Ameryce lat 50. Oto poznajemy dwóch agentów federalnych: Teddy’ego i Chucka, którzy przybywają na tytułową wyspę, żeby rozwiązać pewną zagadkę. Na wyspie znajduje się specjalne więzienie połączone ze szpitalem psychiatrycznym dla wyjątkowo niebezpiecznych, a jednocześnie uznanych za obłąkanych, przestępców. Z tegoż więzienia pewnej nocy, z zamkniętej celi i bez butów uciekła jedna ze skazanych – szczególnie niebezpieczna morderczyni trójki dzieci. Agenci mają sprawdzić, czy ucieczkę przeżyła, co się z nią stało i co tak naprawdę wydarzyło się na tej skalistej wyspie odciętej od świata.</p>
<p>Jeden z detektywów, Teddy (po raz kolejny obsadzony w głównej roli przez Scorsese Leonardo Di Caprio) okazuje się postacią bardziej skomplikowaną, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przeżył wielką tragedię tracąc ukochaną kobietę (to, jak ją stracił będzie rozwiązaniem wielu zagadek, które spiętrzą się przed detektywami podczas pobytu na wyspie), ma też koszmarne doświadczenia związane z II wojną światową (ten wątek też jest niezbędny, bo już w pierwszych minutach filmu dowiadujemy się, że jeden z lekarzy zajmujących się umysłowo chorymi przestępcami jest Niemcem i wcale nie wykluczone, że maczał palce w nazistowskich eksperymentach na ludziach). Postać grana przez Di Caprio to najmocniejsza stron filmu, niestety gdzieś w połowie reżyser chyba za bardzo zaufał naiwności widzów. Bo mniej więcej po godzinie zaczyna być jasne, że coś tu w tej historii nie gra. A jeśli nie gra, to pewnie nic nie jest takie, jakim się być wydaje. A, niestety, takie myśli widza w trakcie seansu, to już pierwszy krok do rozwikłania zagadki szybciej, niż reżyser by sobie tego zapewne życzył.</p>
<p>„Wyspa tajemnic” ma wiele atutów. Doskonała obsada (poza Di Caprio możemy podziwiać na ekranie Marka Ruffalo, Bena Kingsley’a, Michelle Williams), klimatyczne zdjęcia, sprawny montaż, dobrze dobrana muzyka. Scenariuszowi też nie można wiele zarzucić, poza tą wspomnianą przewidywalnością. Ale, może się czepiam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/scorsese-nie-taki-tajemniczy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wilkołaki są seksowne i basta?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/wilkolaki-sa-seksowne-i-basta/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/wilkolaki-sa-seksowne-i-basta/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Dec 2010 15:01:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[nie warto]]></category>
		<category><![CDATA[Anthony Hopkins]]></category>
		<category><![CDATA[Benicio Del Toro]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[wikołaki]]></category>
		<category><![CDATA[Wolfman]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=2112</guid>
		<description><![CDATA[Nie bardzo wiem, po co powstał ten film. I co miał opowiedzieć. Z całą sympatią do Benicio Del Toro, sir Anthony’ego Hopkinsa i bajek o człekokształtnych potworach, choć to film wizualnie ładny i ze świetną muzyką, to jego egzystencja na ekranach, jak dla mnie, jest kompletnie bez sensu]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Historię można opowiedzieć w kilku zdaniach: Lawrence Talbot (Benicio Del Toro) po długim pobycie w Stanach Zjednoczonych wraca do swojego rodzinnego domu w wiktoriańskiej Wielkiej Brytanii. Jest poróżniony z ojcem (sir Hopkins), a w dodatku jego brata zabiło jakieś dzikie zwierzę (to wydarzenie otwiera film). Brat osierocił narzeczoną i swoją śmiercią pobudził miejscowych mężczyzn do szukania potwora, który od dłuższego czasu nocami atakuje ludzi. Pewnego dnia Lawrence zostaje ugryziony przez owego potwora, czyli wilkołaka i oczywiście zaczyna się zmieniać w krwiożerczą bestię.</p>
<p>Reżyser filmu Joe Johnston ma na swoim koncie kilka kasowych przebojów i tyleż klap. Wcześniej nakręcił urocze „Jumaji”, trzecią część „Parku Jurajskiego” i „Hidalgo”. „Wilkołak” to film zrobiony poprawnie. Jest historia zamiany człowieka w potwora (te, nie ważne czy wampiry, czy wilkołaki, jak wiadomo od czasu premiery „Zmierzchu” są seksowne i przyciągają miliony fanów do kin), wątek miłosny, stara rodzinna tajemnica i nienawiść.</p>
<p>Bardzo dobra muzyka, mroczne zdjęcia, kilka niezłych efektów specjalnych, przystojny odtwórca głównej roli o głębokim, uwodzicielskim spojrzeniu… Ale to za mało, żeby film nazwać horrorem, za mało nawet żeby wytłumaczyć sens jego zrobienia. Bo nie ma tu nic, co przyciągnęłoby uwagę, przeraziło, zastanowiło. Wilkołak co prawda jest seksowny (choć reżyser nie postarał się, żeby wytłumaczyć, dlaczego:) i nawet przez chwilę miłość pokonuje w filmie bestię, ale po co? Na co? I&#8230; Dlaczego? Nie wiadomo.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/wilkolaki-sa-seksowne-i-basta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdybyśmy widzieli nasze anioły</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/gdybysmy-widzieli-nasze-anioly/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/gdybysmy-widzieli-nasze-anioly/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Dec 2010 15:00:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[nie warto]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Nostalgia Anioła]]></category>
		<category><![CDATA[Peter Jackson]]></category>
		<category><![CDATA[The Lovely Bones]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=2110</guid>
		<description><![CDATA[„Nostalgia anioła” to film uroczy. Ujmujący, dobrze zagrany i nawet odrobinę wzruszający. Niestety, bez tego „czegoś”, co pozwoliłoby go nazwać wspaniałym, a nawet... dobrym]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Film wyprodukował Peter Jackson. Tak, tak, ten sam odpowiedzialny za „Władcę pierścieni”, a także za całkiem zgrabny „Dystrykt 9”. Zatrudnił niezłą obsadę (no może poza Markiem Walhbergiem). Znajdziemy tu Rachel Wiesz, Stanley’a Tucci i rewelacyjną Susan Sarandon, której rola w tym filmie to prawdziwa perełka. Fabułę oparł na książce Alice Sebold zatytułowanej tak samo jak film &#8211; &#8222;The Lovely Bones&#8221;. Pomimo tylu atutów, czegoś jednak zabrakło.</p>
<p>Ale po kolei. Jest grudzień 1973 roku. 14-letnia Susie Salmon (Saoirse Ronan) jak co dzień wraca ze szkoły do domu, marząc o pewnym starszym od siebie, ale bardzo przystojnym chłopcu. Mieszka na prowincji, gdzieś w Pensylwanii, jest typową nastolatką, właśnie się po raz pierwszy zakochała i zastanawia się, jak to jest przeżyć swój pierwszy pocałunek. Niestety, nie będzie mogła się tego dowiedzieć, bo Susie pewnego zimowego wieczoru zostaje zgwałcona i zamordowana podczas owego powrotu do domu ze szkoły.</p>
<p>To, co się dzieje z jej bliskimi i mordercą po jej śmierci, Susie obserwuje z nieba. To znaczy z miejsca, gdzie wszystko jest piękne, kolorowe, pachnące, ale może być też zimne i odpychające, w zależności od tego, co czuje Susie i jak miewają się jej najbliżsi. Susie opowiada nam, co się z nią stało i o tym, co działo się z jej rodziną kilka tygodni i miesięcy po jej zniknięciu. Dziewczynka z boku przysłuchuje się plotkom o swoim zaginięciu, współczuje rodzicom i siostrze, którzy bardzo długo żyją nadzieją, że Susie się jeszcze odnajdzie. Obserwuje też śledztwo policyjne, które prowadzi donikąd. Widzi, jak ten, który ją zamordował, zaciera ślady zbrodni. Widzi też, jak małżeństwo jej rodziców rozpada się, ojciec obsesyjnie pragnie zemsty, matka nie umie sobie poradzić z tragedią, a domem zaczyna rządzić znerwicowana babcia (wspaniała Susan Sarandon).</p>
<p>Film miał, a raczej mógł, pokazać, jak straszną tragedią jest dla rodziny strata dziecka, jak powoli ludzie muszą sobie radzić z nieszczęściem i jak zaczynają odzyskiwać nadzieję na lepszą przyszłość. Wszystko to widziane oczyma niewinnego dziecka, które doświadczyło wielkiej niesprawiedliwej tragedii. Miało być pięknie i wzruszająco, a wyszło nijako. Szkoda, bo w książce był duży potencjał, a twórcy chyba trochę nie za bardzo wiedzieli co z tym zrobić.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/gdybysmy-widzieli-nasze-anioly/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Reżyser, któremu nie staje. Weny</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/rezyser-ktoremu-nie-staje-weny/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/rezyser-ktoremu-nie-staje-weny/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Dec 2010 12:08:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[nie warto]]></category>
		<category><![CDATA[Daniel Day Lewis]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[musical]]></category>
		<category><![CDATA[Nine]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.hoster.pl/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[„Jaka piękna katastrofa” zawołał Grek Zorba na widok walących się w gruzy marzeń o kopalni. To pierwsze zdanie, jakie przyszło mi na myśl po obejrzeniu „Nine”.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Daniel Day-Lewis nie powinien śpiewać. To pierwszy wniosek, który nasuwa się po obejrzeniu „Nine”, największego chyba zawodu filmowego ubiegłego roku. Drugi wniosek jest taki, że filmu Felliniego nie można zrobić lepiej&#8230; od Felliniego.</p>
<p>Za „Dziewięć”, którego dystrybutor reklamuje jako dzieło zainspirowane „8 i 1/2” Felliniego wziął się Rob Marshall, twórca przebojowego „Chicago”, który w 2003 roku zgarnął sześć Oscarów. Tym razem reżyser zebrał jeszcze więcej nazwisk, bo obok Lewisa pojawiają się Penelope Cruz, Nicole Kidman, Sophia Loren, Helen Mirren, czy Marion Cotillard. I wszystkie te gwiazdy razem zaiste stworzyły wspaniałą katastrofę!</p>
<p>O czym jest film? O tym, że niejaki Guido, światowej sławy egocentryczny reżyser filmowy, próbuje uporządkować swoje życie prywatne i odzyskać utraconą wenę twórczą. Stara się i stara, ale kiepsko mu idzie, bo jego życie, sny i fantazje wypełnia stado kobiet. Prym wiedzie zdradzana żona Luisa (Cotillard), tuż za nią pojawia się kochanka Carla (Cruz) oraz przyjaciółka Lily, a także dziennikarka Stephanie, nieokiełznana muza Claudia (Kidman) oraz… duch jego matki (Sophia Loren).</p>
<p>Film jest nudny, pretensjonalny, monotonny, a Day-Lewis sprawia wrażenie, jakby podczas pracy na planie przeżywał niewyobrażalne katusze, nieporównywalnie większe niż grany przez niego bohater. No ale z drugiej strony nie ma się czemu dziwić, jeśli stado roznegliżowanych, częściowo podstarzałych i przerysowanych bab rzuca się na niego i każda ma jakieś wymagania.</p>
<p>Podobno męskie fantazje o seksie z wieloma kobietami na raz kończą się na fantazjach, z obawy przed tym, że fantazjującemu nie stanie… weny, żeby zaspokoić wszystkie kochanki. Wydaje się, że podobnie jest z nieszczęsnym Guido. No bo, jak, biedaczysko, ma coś stworzyć, albo przynajmniej wpaść na pomysł, kiedy z jednego kąta wypełza podstarzała Penelope Cruz z koszmarnym akcentem i jeszcze gorszym makijażem, wijąc się po podłodze, jakby właśnie doświadczała niewyobrażalnie bolesnych spazmów (to pewnie za te cierpienia Akademia zdacydowała się dać jej nominację do Oscara), w drugim czai się posągowa i jak zwykle bez wyrazu Nicole Kidman, a w trzecim Judie Dench wymachuje melonikiem, jak nie przymierzając Liza Minelli w „Kabarecie”? Tyle, że i wiek i urok już nie ten… No i jeszcze Fergie, ucharakteryzowana, jakby właśnie wybiegła z planu teledysku do „Thrillera” Michaela Jacksona… Katastrofa!</p>
<p>Nie wiem, czy lepiej polec, starając się dorównać wielkiemu dziełu, jak niektórzy mówią o najnowszym dokonaniu Marshalla, czy po prostu zdawać sobie sprawę, że nakręciło się, delikatnie mówiąc, kiepską rzecz. Wiem, że „Nine” drugim „Chicago” nie będzie. Ani tym bardziej drugim „8 i 1/2”. Szczerze mówiąc, to, żeby oddać jakość filmu, za tytuł trzeba by obrać różnicę między obecnym tytułem, a dziełem Felliniego. Jedna druga, do czegokolwiek by nie odnieść miary (do jakości gry aktorskiej, scenariusza, czy reżyserskiego polotu), to i tak więcej niż widzimy na ekranie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/rezyser-ktoremu-nie-staje-weny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W pułapce martyrologii</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/w-pulapce-martyrologii/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/w-pulapce-martyrologii/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Aug 2010 05:54:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[nie warto]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Hurt Locker]]></category>
		<category><![CDATA[Irak]]></category>
		<category><![CDATA[Kathryn Bigelow]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[martyrologia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=930</guid>
		<description><![CDATA[„The Hurt Locker” zdominował tegoroczne Oscary. To oczywiście mniejsze zło niż nieszczęsny „Avatar”, ale i tak nie ma się czym zachwycać. Choć film jest ciekawie zmontowany i dość zgrabnie opowiedziany, wpada w pułapkę martyrologii, z której kino amerykańskie nie potrafi się wydostać od dawna]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzieło byłej żony Camerona Kathryn Bigelow zachwyciło już wielu, łącznie z Akademią, która dała „Hurt Lockerowi” najważniejsze nagrody w branży filmowej w najważniejszych kategoriach.</p>
<p>Oto prosta historia: James (w tej roli nominowany do Oscara za pierwszoplanową kreację Jeremy Renner &#8211; raczej bez szans na statuetkę) obejmuje dowództwo nad oddziałem wykwalifikowanych specjalistów od udaremniania zamachów bombowych podczas wojny w Iraku. Żołnierz cierpi najwyraźniej na jakieś zaburzenie psychiczne, które pozbawia go lęku przed śmiercią. Dzięki temu jest mistrzem w swoim fachu &#8211; rozbroił już prawie tysiąc bomb i min i nadal żyje.</p>
<p>Film pokazuje kilka dni z życia amerykańskiego żołnierza w Iraku. Życie to polega na ciągłym napięciu, niepewności, udziale w niebezpiecznych misjach, z których można nie wrócić. Ok. Z tego każdy trzeźwo myślący człowiek powinien sobie zdawać sprawę. To przecież wojna, nikt chyba nie myśli, że żołnierze w Iraku, czy Afganistanie oglądają gwiazdy i uprawiają szczypiorek w swoich bazach na terenie wroga. Różni są też ci żołnierze. Jedni jak dzieci &#8211; gubią się i płaczą w chwilach największego stresu i niebezpieczeństwa, inni &#8211; jak wariaci &#8211; idą przed siebie bez względu na to, co się za chwilę wydarzy.</p>
<p>Widzimy to wszystko na ekranie. Montaż i chaotyczne prowadzenie kamery, dające złudzenie paradokumentu, rzeczywiście zasługują na uznanie i oklaski. Sam scenariusz również nie jest najgorszy, ale do dzieła mu bardzo daleko. Po pierwsze dlatego, że martyrologiczne podejście Amerykanów do wszystkich wojen, w których biorą udział, może się w końcu widzowi przejeść, i, obawiam się, że to już się stało dosyć dawno temu. Mniej więcej po tym, jak Forrest Gump został bohaterem wojny w Wietnamie&#8230;</p>
<p>Oczywiście bagatelizuję tu bardzo ważny i Amerykanom oraz całym USA zapewne potrzebny film. Brutalny, momentami naturalistyczny, ale niestety, również momentami żenująco naiwny, populistyczny i do bólu amerykański obraz. No bo jak zaufać reżyserce, która przez ponad godzinę kreuje bohatera pozbawionego ludzkich odruchów, zachowującego się jak robot z najgorszych filmów science &#8211; fiction (ale, paradoksalnie, takiego Jamesa widz kupuje), żeby później pokazać nam go cierpiącego i tracącego zmysły po śmierci irackiego chłopca, którego spotkał dwa razy w życiu? Nie kupuję tego, tak samo, jak nie kupuję nieprzystosowania Jamesa do normalnego życia w normalnym domu, robienia zakupów w supermarkecie, wspólnego gotowania i wychowywania syna&#8230;</p>
<p>Krytycy i filmowcy są jednak zachwyceni. Nie wiem do końca czym, bo sam montaż i zdjęcia to dla mnie za mało, żeby wzbudzić zachwyt. Brytyjska Akademia Filmowa uznała film Bigelow za najlepszy obraz roku. Pierce’a Brosnana „złapał za gardło i wcisną w ścianę”. Mnie nie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/w-pulapce-martyrologii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Robin Hood pokonany przez… Robin Hooda</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/robin-hood-pokonany-przez-robin-hooda/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/robin-hood-pokonany-przez-robin-hooda/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Aug 2010 12:56:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[nie warto]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Ridley Scott]]></category>
		<category><![CDATA[Robin Hood]]></category>
		<category><![CDATA[Russel Crowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=831</guid>
		<description><![CDATA[Robin Hood to legenda, którą kino uwielbia. „Robin Hood. Książę złodziei” to legenda, z którą zmierzył się Ridley Scott. I przegrał]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W tytułowego bohatera wciela się Russell Crowe. W XIII-wiecznej Anglii, Robin i dowodzona przez niego banda rabusiów stawiają czoła korupcji w wiosce i prowadzą rebelię przeciwko koronie, która na zawsze zakłóci równowagą władzy. Zaczyna się tak: Po śmierci Ryszarda, Robin udaje się do Nottingham, miasta opanowanego przez korupcję i wyniszczające podatki nałożone przez despotycznego szeryfa. Tam zakochuje się w pełnej energii wdowie Lady Marion (powalająco piękna, jak zwykle zresztą Cate Blanchett). Mając nadzieję na zdobycie ręki Marion i uratowanie wioski, Robin zbiera grupę ludzi, wspólnie zaczynają polować na dogadzającą sobie klasę wyższą, aby wyrównać niesprawiedliwość panującą pod rządami szeryfa – tyle opisu dystrybutora.</p>
<p>A teraz komentarz. Krótki, bo film mnie po prostu znudził. Ridley Scott ma słabość do tworzenia wielkich, widowiskowych obrazów, które mają poruszać widza i pokazywać „prawdziwe historie”. Tak było w przypadku „Gladiatora”, tak jest też w przypadku „Robin Hooda”. Najnowsza opowieść o zbójniku z XIII-wiecznej Anglii jest filmem bardzo dobrze nakręconym, świetnie zmontowanym i obsadzonym doborowymi aktorami. Reżyser mówi, że chciał odczarować postać Robin Hooda, pokazać go bardziej po ludzku, naturalistycznie, jak najbardziej rzeczywiście. Tylko… Po co?</p>
<p>Film Scotta jest poprawny, ale nie wzbudza żadnych emocji. A to emocje sprawiają, że o filmie się pamięta, myśli, rozmawia, chce się do niego wracać. Takim filmem o Robin Hoodzie jest „Książę złodziei” Kevina Reynoldsa. Tak, tak – ten sprzed blisko 20 lat.</p>
<p>To kolorowa, zabawna i urocza historia o banicie z lasu Sherwood. Brawurowo zagrana przez Kevina Costnera. W towarzystwie przezabawnego Morgana Freemana i mistrza w wykradaniu filmów bohaterom pierwszoplanowym – Alana Rickmana. Jego „and call of the Christmas” przeszło do historii filmowych cytatów tak samo, jak film Reynoldsa do historii kina. Dlaczego? Dlatego, że ogląda się go z rozkoszą. Śmiejąc się, wzruszając, identyfikując z postaciami na ekranie. O niemożliwie romantycznej piosence przewodniej w wykonaniu Bryana Adamsa nie wspominając.</p>
<p>Idąc do kina na opowieść o legendarnej postaci, o której tak naprawdę wiemy niewiele, nie chcę „historii prawdziwej”. Nie chcę realiów XIII-wiecznej Anglii. Nie chcę przesadnej brutalności i bohatera przytoczonego poczuciem misji, która spada na niego jak grom z jasnego nieba. Chcę przyjemniej, inteligentnej rozrywki. Z polotem i lekkim przymrużeniem oka. Niestety, przy kręceniu „Robin Hooda” Ridley Scott zbyt rzadko mrużył oczy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/robin-hood-pokonany-przez-robin-hooda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Za mało Antychrysta w Antychryście…</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/za-malo-antychrysta-w-antychryscie%e2%80%a6/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/za-malo-antychrysta-w-antychryscie%e2%80%a6/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Aug 2010 20:46:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[nie warto]]></category>
		<category><![CDATA[antychryst]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[lars von trier]]></category>
		<category><![CDATA[willem dafoe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=750</guid>
		<description><![CDATA[Gdybym powiedziała, że Larsa von Triera uważam za boga kina, skłamałabym (wszyscy wiedzą bowiem, bóg w kinie jest tylko jeden i nazywa się Tarantino:), niemniej jednak darzę jego filmy dużym uznaniem. Ale to, co zrobił Duńczyk w „Antychryście”, niestety nie mieści się w żadnej z moich kategorii postrzegania kina]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mógłby to być całkiem niezły film pornograficzny, gdyby podczas orgazmu zamiast spermy główny bohater (Willem Dafoe) nie wydalał z siebie krwi, a bohaterka (Charlotte Gainsbourg) nie obcinała sobie zardzewiałymi nożyczkami łechtaczki…</p>
<p>Mógłby to być w miarę znośny thriller, gdyby nie lis gadający o chaosie, nienaturalnie skrzeczące kruki i obsesja freudowska, która wszelkie zachowania ludzkie sprowadza do libido.</p>
<p>Dramat też można było z tego zrobić, gdyby nie to, że film jest jednocześnie kiepskim porno i jeszcze gorszym thrillerem…</p>
<p>O fabule słów kilka. Małżeństwo traci dziecko. Kiedy rodzice uprawiają seks, synek wypada przez otwarte okno. Kobieta widzi, co się za chwilę stanie, ale jest jej tak dobrze podczas seksualnego uniesienia, że nie umie przerwać rozkoszy i nie reaguje… Tak się film zaczyna… A później jest już tylko gorzej. Dom na odludziu, gdzie małżeństwo próbuje się pozbierać, jakieś stare ryciny, zwierzęce konstelacje gwiazd, wyobrażenia zła, szatana i kobiet, która jest tego zła przyczyną… Seks, okaleczanie się, w końcu próba morderstwa i morderstwo…</p>
<p>W wywiadach po premierze filmu w Cannes Trier opowiadał, jak w trakcie postawania filmu miał depresję, wspominał o średniowiecznych rycinach, mentalnych podróżach w świat wyobrażeń porównywalnych ze stanem narkotykowego uniesienia… Mówił, że to jego najbardziej dziecinny film, że fascynuje go seks, kobiety i pornografa, itp… Krytycy – jedni dopatrują się w „Antychryście” wielkiego dzieła, mówią o patriarchalnym świecie, kompleksie reżysera związanym z kobietami, itp., inni drapią się po głowach z niecenzuralnym pytaniem na ustach „What the f…?”</p>
<p>A mnie przychodzi na myśl „Koniec Hollywood” Woodego Allena. Ta opowiastka o starzejącym się geniuszu Hollywood – reżyserze Valu Waxmanie pasuje jak ulał do „Antychrysta”. Val kręci film gangsterski, tyle, że w trakcie pracy ślepnie z powodu nadmiaru stresu. Podczas pracy wzbudza zachwyt współpracowników i dziennikarzy, jednak podczas premiery okazuje się, że produkcja jest klapą. Producent ponosi klęskę finansową, a „genialny&#8221; reżyser &#8211; artystyczną. A później dzieło trafia na ekrany kin Paryża. I oto staje się cud &#8211; francuska krytyka, w Stanach uznawana za szczyt wyrafinowania, obwieszcza całemu światu, że gangsterski film Waxmana to arcydzieło, jakiego kino amerykańskie nie wydało od 40 lat! Puenta &#8211; nie ważne jaki shit sprzedaje się światu, ważne, jaką się dorobi do niego ideologię&#8230; A wszystko to dowcip niewidomego, podstarzałego frustrata…</p>
<p>Wydaje mi się, że Trier oślepł na czas kręcenia „Antychrysta”. Niestety, żadna krytyka nie odśpiewa mu, że to dzieło jego życia. Że to w ogóle jakiekolwiek dzieło. A szkoda, bo bardzo lubię Willema Dafoe, niestety, w tej odsłonie, podobnie, jak von Trier, jest nie do zniesienia…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kino/niewarto/za-malo-antychrysta-w-antychryscie%e2%80%a6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->