<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; afryka</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/afryka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Sokotra: Jemeńska rajska wyspa ukryta przed światem</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/sokotra-jemenska-rajska-wyspa-ukryta-przed-swiatem/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/sokotra-jemenska-rajska-wyspa-ukryta-przed-swiatem/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Jun 2026 22:20:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Michal Karas</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekstrawaganckie wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[egzotyczne wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Jemen]]></category>
		<category><![CDATA[plaża]]></category>
		<category><![CDATA[Sokotra]]></category>
		<category><![CDATA[wyjątkowe wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[Wyspa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29800</guid>
		<description><![CDATA[Pisał o niej Marco Polo, próbowały tu założyć bazy Portugalia i Wielka Brytania. Dziś zjawiskowo piękna Sokotra jest częścią Jemenu, geograficznie bliżej jej do Afryki, a krajobrazowo – nie ma sobie równych!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwsze wzmianki o tej niezwykłej wyspie pochodzą sprzed tysięcy lat, ze starożytnej Grecji, a jednak do dziś Sokotra pozostaje nieznana światu. Nie pomogła jej z pewnością koszmarna wojna w Jemenie, choć Sokotra nie ucierpiała w niej tak, jak kontynentalna część Jemenu. Nic dziwnego, skoro geograficznie najbliżej jej do Somalii – od Rogu Afryki dzieli ją ok. 250 km, podczas gdy od Półwyspu Arabskiego aż 350 km.</p>
<div class="mceTemp">
<dl id="attachment_29802" class="wp-caption alignnone" style="width: 710px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-large wp-image-29802" title="Sokotra, Jemen" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2022/02/andrew-svk-xr5kxyB9yxM-unsplash-1024x576.jpg" alt="zachód słońca nad turkusowym morzem Sokotry" width="700" height="394" /></dt>
</dl>
</div>
<p>Na początek wyjaśnijmy jednak, czym jest Sokotra. Nazwa obejmuje archipelag czterech wysp i wielu mniejszych skalistych wysepek. Nosi ją również największa z wysp, długa na 130 km. To właśnie o niej pisał Marco Polo, ją próbowali zaludnić Portugalczycy i odkupić Brytyjczycy. Choć położona strategicznie, na trasie do Indii, Sokotra pozostała jednak prawie niezamieszkała. Skaliste podłoże nie pozwoliło zbudować tu portu w latach świetności szlaku handlowego. Z kolei pustynny klimat i uboga roślinność nie mogłyby wyżywić armii, którą chcieli tu ulokować Portugalczycy.</p>
<p>A jednak na Sokotrze tętni życie. Mówimy tu nie tylko o ludziach, choć i ich nie brakuje. Największe miasteczko, Habiboh, położone na północy wyspy, liczy ponad 8 tysięcy mieszkańców. Sokotra ma też niewielkie lotnisko (obsługiwane w chwili pisania tekstu przez loty z Kairu i ZEA) i port (promy z Omanu) na północy.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<div class="mceTemp">
<dl id="attachment_29803" class="wp-caption alignnone" style="width: 710px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-large wp-image-29803" title="Sokotra, Jemen" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2022/02/andrew-svk-rkrNzXwtSgg-unsplash-1024x682.jpg" alt="Ssokotra, Jemen" width="700" height="466" /></dt>
</dl>
</div>
<h2>Skarby przyrody na Sokotrze</h2>
<p>Paradoksalnie, nieprzyjazność dla ludzi okazała się zbawieniem dla flory i fauny Sokotry. Dzięki temu od 2008 jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a władze Jemenu utworzyły tu rezerwat przyrody.</p>
<p>Czy jest się czemu dziwić? Spotykana w polskich ogrodach „róża pustyni” (często nazywana też małym baobabem) kwitnie tu wyjątkowo pięknie, a podłoże nadaje jej łodygom srebrzysty lub złotawy kolor. Najbardziej znaną rośliną jest dracaena cinnabari, nazywana przez miejscowych „drzewem smoczej krwi”. Czy można znaleźć bardziej fantazyjną nazwę?! Wywodzi się ona od krwawo czerwonego soku tego drzewa, który miejscowym służy jako naturalny barwnik do ubrań czy włosów.</p>
<div class="mceTemp">
<dl id="attachment_29804" class="wp-caption alignnone" style="width: 710px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-large wp-image-29804 " title="Sokotra, Jemen" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2022/02/andrew-svk-siq3xkHUhSg-unsplash-1024x682.jpg" alt="Sokotra, Jemen" width="700" height="466" /></dt>
</dl>
</div>
<p>Kształt drzewa wysokiego na 3-6 metrów jest wyjątkowy: potężny konar zwieńczony jest gęsto zaplecionymi gałęziami. Te tworzą zwartą koronę o tysiącach cienkich liści. Nie ma drugiej takiej rośliny na świecie, więc nic dziwnego, że pojawiają się obawy przed wpływem wypasu kóz na tych terenach. Smocze drzewa rosną zwłaszcza w centralnych częściach wyspy, w wysokich górach Hajhir. Tu pustynny krajobraz zmienia się w soczyście zielony, choć wciąż nie do pomylenia z jakimkolwiek innym miejscem na ziemi.</p>
<div class="mceTemp">
<dl id="attachment_29805" class="wp-caption alignleft" style="width: 210px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-medium wp-image-29805" title="Sokotra, Jemen" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2022/02/andrew-svk-Z9cI-I9HpsQ-unsplash-200x300.jpg" alt="Sokotra, Jemen" width="200" height="300" /></dt>
</dl>
</div>
<p>Sokotra oferuje zadziwiająco zróżnicowany krajobraz. Od rajskich plaż czy lagun z białym piaskiem i turkusową wodą, przez wysokie klify złocące się w słońcu, po zielone, zacienione i często spowite chmurami góry. Na poszukiwaczy czekają tutaj jaskinie, kaniony, skalne jeziorka, wodospady czy pustynne wydmy. Dzięki swoim skarbom (za to z ubogą infrastrukturą), Sokotra stała się cennym kierunkiem dla miłośników ekoturystyki. Tu nie jedzie się na all inclusive, do tureckiej czy egipskiej riwiery daleko nie tylko dosłownie, ale i pod względem standardu. Może to i dobrze? Dzięki temu do dziś Sokotra pozostaje niemal dziewicza.</p>
<h2>Zwierzęta niespotykane nigdzie indziej</h2>
<p>Poza ssakami, prawie wszystkie gatunki zwierząt lądowych na Sokotrze są endemiczne, wliczając ponad 90% motyli i innych owadów, a także gady. Ich miłośnicy znajdą tu delikatne kameleony i inne jaszczurki, których nie ma nigdzie indziej na świecie. Ograniczony kontakt ze światem sprawia, że ludzie sprowadzili ze sobą stosunkowo niewiele nowych gatunków. Udaje się tu wykarmić wielbłądy, kozy, owce i krowy, ale niewiele więcej. Dzięki temu ingerencja w lokalną faunę jest niewielka i jedyne dwa gatunki miejscowych ssaków (nietoperze i cywety) do dziś żerują spokojnie.</p>
<p>Jak na ironię, symbolem Sokotry stał się ptak znany z innych krajów. To potężny sęp egipski, który żeruje wzdłuż wybrzeży Afryki i Półwyspu Egipskiego. Ze swoim jasnym upierzeniem i żółtym łbem zdecydowanie wyróżnia się wśród mniejszego ptactwa morskiego widywanego na plażach. Można na nich spotkać inny mało oczywisty widok – flamingi. Podczas migracji, jak wiele gatunków, zatrzymują się właśnie na Sokotrze.</p>
<p>Plaże dostarczają zresztą pożywienia nie tylko zwierzętom. Kilkaset gatunków ryb oraz skorupiaki to również główne źródło żywności dla miejscowych, na co dzień trudniących się rybołówstwem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/sokotra-jemenska-rajska-wyspa-ukryta-przed-swiatem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Adventure Club: Kobiece poznawanie świata</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/kobiece-poznawanie-swiata/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/kobiece-poznawanie-swiata/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Nov 2017 09:03:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Makos</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Advnture Club]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Północna]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[Kuba]]></category>
		<category><![CDATA[orient]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[podróżnicy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=25078</guid>
		<description><![CDATA[Przeprawa przez Saharę, porywające wschody słońca u podnóży indonezyjskich wulkanów, spotkanie z Aborygenami. Świat jest piękny, a ty chcesz go poznawać. Jeśli więc marzysz o wyprawie na krańce świata, to... już przestań marzyć! Chwytaj dzień i nie czekaj, aż przygoda przejdzie ci koło nosa. Dołącz do Adventure Club i eksploruj świat z nami.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Żyjesz na wysokich obrotach, więc każda wolna chwila jest na wagę złota. Umiesz cieszyć się życiem i lubisz przygody. Wchodząc na pokład samolotu czujesz lekki dreszczyk emocji, a gdy koła oderwą się od ziemi &#8211; masz wrażenie, że właśnie wyrastają ci skrzydła. Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda!</p>
<p><strong>Adventure Club &#8211; spotkasz nas na siedmiu kontynentach</strong></p>
<p>Ilu ludzi, tyle pragnień, ale wspólnym mianownikiem jest chęć przeżycia przygody, podczas której zmierzysz się z samą sobą i odkryjesz świat zupełnie odmienny od tego, do którego przywykłaś. <strong>Solo</strong>, w <strong>duecie </strong>albo w <strong>kameralnym gronie </strong>inspirujących ludzi i pod opieką „anioła stróża” &#8211; pilota pasjonata, doskonale obeznanego z właściwościami konkretnego regionu. Bo podróż podróżą, ale wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. No i musisz się czuć bezpiecznie. <em>Specjalizujemy się w wyprawach i wyjazdach indywidualnych, czyli szytych na miarę. Nie boimy się wyzwań, zapuszczamy się w najdalsze zakątki świata. Można nas spotkać na siedmiu kontynentach. Docieramy tam, gdzie trudno dojechać, choć w ofercie mamy także programy lżejszego kalibru </em>- opowiada Radosław Kasprzyk z poznańskiego biura Adventure Club. Dokąd więc wyruszysz?</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-25084" title="DSC_1774" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/11/DSC_1774.jpg" alt="" width="626" height="415" /></p>
<p><strong>Afryka &#8211; kobieca strona mocy</strong></p>
<p>Afryka jest jak kobieta &#8211; tajemnicza i piękna, choć bywa też kapryśna. O Czarnym Lądzie wielu marzy, ale niewielu postawiło tam stopę. Powód? Wielkie wyzwanie! <strong>Czad</strong>, <strong>Sudan</strong>, <strong>Kamerun</strong>, <strong>wyprawa przez Saharę</strong>, <strong>Etiopię </strong>albo <strong>RPA </strong>- to tylko kilka z propozycji. A każda z nich kryje mnóstwo ciekawostek: dziką przyrodę, spotkania z plemionami, udział w lokalnych ceremoniach. Ponadto, na trasach organizowane są skoki na bungee, nurkowanie z rekinami czy zjazdy linowe. <em>To wyprawy ekstremalne, gdzie nie ma czasu na nudę. Jest za to czas na głębokie doświadczanie. Czasem pogoda daje w kość, bywa że brakuje normalnej infrastruktury: dróg i hoteli, ale te braki rekompensuje możliwość eksplorowania najpiękniejszych miejsc na Ziemi &#8211; </em>mówi Radosław Kasprzak, właściciel poznańskiego biura.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-25081" title="DSC_1636" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/11/DSC_1636.jpg" alt="" width="695" height="461" /></p>
<p><strong>Australia i Oceania &#8211; w krainie wiecznego słońca</strong></p>
<p>Australia i Oceania to najmniejszy kontynent świata, ale pod względem atrakcji przyprawia o zawrót głowy. Dość wspomnieć Nową Zelandię, dziką przyrodę Papui i Nowej Gwinei, Wielką Rafę Koralową oraz Alice Springs &#8211; suche, czerwone centrum kontynentu. To egzotyka pełną gębą, dopełniana przez skontrastowane z przyrodą nowoczesne, wielokulturowe metropolie Australii. Wszędzie tam dociera Adventure Club, oferując m.in. niepowtarzalną szansę na naukę nurkowania wraz z możliwością monitorowania stanu koralowców, przyczyniając się do ochrony tego niezwykłego miejsca. <strong>Australia &#8211; prawdziwa przygoda </strong>to zresztą nie tylko rafa koralowa, ale i spotkania twarzą w twarz z Aborygenami, obserwowanie dzikich walabi (małych skalnych kangurów). Ot, poznawanie prawdziwego oblicza krainy wiecznego słońca.</p>
<p><strong>Ameryka Północna: USA, Alaska i gorące rytmy salsy</strong></p>
<p>Przez całe lata niedostępna, teraz na wyciągnięcie ręki! Ameryka Północna, czyli <strong>USA</strong>, <strong>Kanada</strong>, <strong>Alaska </strong>- to już kultowe propozycje poznańskiego biura. Co tak fascynuje? Spacery po Hollywood, tętniące życiem metropolie, np. Los Angeles i Nowy Jork, a na drugim biegunie obezwładniająca momentami cisza w parkach narodowych, hawajskie plaże i spotkania z Indianami. <em>Szczególnie polecam naszą autorską wyprawę </em>do <em>Zachodnich Stanów USA. Hitami są parki Yellowstone, Goosehead oraz północna krawędź Wielkiego Kanionu. Aparaty fotograficzne rozgrzewają się do czerwoności! Na rynku nie ma podobnej oferty” &#8211; </em>zachęca założyciel Adventure Club. I po chwili namysłu dodaje, że sam chętnie też wraca na Kubę. Bo to zupełne przeciwieństwo do USA. Gorące rytmy salsy, cygara, przejażdżki starymi samochodami, palmy, plaże&#8230; Przygoda murowana!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-25080" title="DSC_0129" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/11/DSC_01291.jpg" alt="" width="695" height="461" /></p>
<p><strong>Orientalna mozaika. Joga, rajskie plaże i mango</strong></p>
<p>Jest kolebką jogi, ajurwedy i przepysznej kuchni. Znajdziesz tam rajskie wyspy, wulkany, Himalaje i ślady najstarszych cywilizacji na świecie. Azja to magia, której trudno się oprzeć. Zresztą, po co się opierać? Orient niesamowicie działa na zmysły, a podróże do Indii lub Kazachstanu na długo zapadną w pamięć. <em>Nasze wycieczki np. Birma &#8211; gdzie kobiety tatuują sobie twarze oraz Kirgistan &#8211; ostatnie takie miejsce na Ziemi pokazują Azję od kuchni. Często schodzimy z utartych szlaków i odwiedzamy miejsca mało znane </em>- mówi Radosław Kasprzak. Kirgistan to zresztą program wyjątkowy, bo łączący przyjemne (m.in. noce w jurtach, spotkania z nomadami) z pożytecznym (dobrowolna zbiórka materiałów anglojęzycznych dla dzieci z sierocińców).</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-25075" title="myanmar42" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/11/myanmar42.jpg" alt="" width="664" height="480" /></p>
<p>Świat stwarza wiele możliwości, a ty jesteś kobietą tego świadomą. Odnosisz sukcesy zawodowe, ale też hołdujesz zasadzie: dolce vita! i potrafisz docenić nawet najprostsze przyjemności życia. No i lubisz podróżować. Daj się więc porwać przygodzie i dołącz do Adventure Club!</p>
<p style="text-align: right;">Felicja Bilska – Adventure Club</p>
<p style="text-align: left;">Więcej na: <a href="http://www.adventure-club.eu/"><strong>www.adventure-club.eu</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/kobiece-poznawanie-swiata/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: Zimbabwe – miłość od pierwszego wejrzenia</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/zimbabwe-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/zimbabwe-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 May 2016 18:15:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[podróże po Afryce]]></category>
		<category><![CDATA[Zimbabwe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=21582</guid>
		<description><![CDATA[Przypadek a może przeznaczenie? Czy zdarzyło się wam kiedykolwiek, zupełnie nieświadomie znaleźć w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie? ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czy kierując się intuicją, śladowymi ilościami zdrowego rozsądku zaufaliście przypadkowi? Jeśli nie, to gorąco polecam. Czasami warto zaryzykować!</p>
<p>Planując dłuższą wyprawę przez kilka afrykańskich krajów, poddałam się właśnie takiej spontanicznej decyzji. Wraz z grupą przyjaciół umieściliśmy na naszej liście tajemniczy ląd. Była to jedna z najlepszych wypraw w moim życiu.</p>
<p><strong>Tam gdzie zatrzymały się zegary</strong><br />
 Republika Zimbabwe, bo o niej mowa, to dawniejsza Rodezja, państwo położone w południowej Afryce, bez dostępu do morza, graniczące z Botswaną, Mozambikiem, RPA oraz Zambią. Kraj odkryty przez doktora Livingstone. To zakątek zwalających z nóg cudów przyrody. Kraj wiecznie panującego Roberta Mugabe, przymurowanego do prezydenckiego fotela. Mieszka tu niecałe 14 milionów ludzi. Ze statystyk: wskaźnik umiejętności pisania i czytania wśród dorosłych wynosi około 92%, niestety aż ponad 20% mieszkańców zarażonych jest wirusem HIV. Mimo licznych polowań na zwierzęta, jest nadal bardzo bogaty w faunę. W Zimbabwe występują nosorożce, zebry, różnego rodzaju antylopy, lwy, gepardy i lamparty, słonie, żyrafy, krokodyle, węże i różne gatunki małp oraz ponad 500 gatunków ptaków. <br />
 W Zimbabwe, wehikuł czasu nie jest potrzebny. Tu czas zatrzymał się dawno temu. Tu pośpiech nie istnieje. To jeden z tych krajów, które prawdopodobnie za 20 lat wyglądać będą tak samo. Pomimo bogactwa przyrody, malowniczych zakątków, jest to niezwykle rzadko wybierany kierunek turystyczny na czarnym lądzie.</p>
<p><strong>Jeść czy nie jeść?</strong><br />
 W życiu nie byłam równie zaskoczona jak na granicy Mozambiku i Zimbabwe. Przygotowując się do podróży czytałam o problemach, kolejkach po wizę, nieprzyjemnych sytuacjach na granicy. Rzeczywistość okazała się szybko zweryfikować te historie. 10 minut! Tyle trwała cała przeprawa. W takim czasie naszym prywatnym autem, cała piątka z wizami w paszportach przekroczyła granicę. Kolejna niespodzianka czekała nas tuż za bramkami przejścia granicznego. Drogi asfaltowe istnieją i o dziwo są o wiele lepsze niż w niejednym afrykańskim kraju. Znaki drogowe w języku angielskim jasno i czytelnie prowadzą turystów do stolicy. Tu czeka nas nocleg po długim dniu jazdy. Jesteśmy w szoku. Żadne z nas nie spodziewało się tak wygodnej podróży przez ten owiany mroczną tajemnicą kraj. Szerokie jezdnie, wieżowce, rozłożyste wille na przedmieściach ogrodzone wysokimi murami. Pomimo tego Harare, prawie dwumilionowa stolica Zimbabwe, w dalszym ciągu pełna jest afrykańskich kontrastów. Bogactwo i przepych, zaraz obok &#8211; skrajne ubóstwo.</p>
<p><strong>Bazarowe historie</strong><br />
 Jak tu głośno! Nie, dziękuję, nie potrzebuję okularów. Nie, nie trzeba, piłam już sok kokosowy. Kury? Dziś nie kupię. Jeszcze chwila i oszaleję! Miejscowy targ, to jedno z najciekawszych miejsc stolicy. Mija kilka chwil, nim odnajduję się w nowej rzeczywistości. Można tutaj kupić wszystko. Jak tu pięknie pachnie! Jesteśmy głodni i niecierpliwi, planujemy spróbować wszystkich lokalnych potraw. Może z wyjątkiem smażonych robaków. Tutaj po raz pierwszy kosztuję sadzy, podstawy lokalnej kuchni. Sadza, czyli kaszka kukurydziana ugotowana na gęsto. Stałym dodatkiem są zielone liście z wyglądu przypominające szpinak. Nic bardziej mylnego! W smaku przypominające kapustę, duże i grube liście najpierw są siekane a następnie duszone w oleju z dodatkiem cebuli czy pomidorów. Kelner kieruje nas do prowizorycznej umywalki. Zgodnie z poleceniem myjemy i dezynfekujemy ręce. Po chwili wszystko staje się jasne. Nie ma mowy o sztućcach. Zamówione pyszności mamy jeść rękoma. Niezdarne początki nie wróżą szybkiego posiłku. Na szczęście udaje nam się podpatrzeć innych sprawnie konsumujących potrawy. O proszę, da się!</p>
<p><strong>Jak zostać &#8222;bilionerem&#8221;?</strong><br />
 W Zimbabwe wszystko jest możliwe. Hiperinflacja, bo o niej mowa, osiągnęła w 2007 roku 231 milionów procent (!). W maju 2008 roku bank wyemitował banknot o nominale 500 milionów lokalnych dolarów. Chleb kosztował 76 milionów. Jeden dolar amerykański wart był oficjalnie 10 miliardów. Kilka tygodni później wydrukowano banknot o nominale 100 bilionów (tylko jedenaście zer). Bank Centralny Zimbabwe próbował ograniczyć skutki hiperinflacji przeprowadzając denominację lokalnego dolara w proporcji 10 miliardów do 1. Systemy informatyczne bankomatów szalały. Nie zostały one zaprogramowane do obsługi kwot posiadających olbrzymią liczbę zer. Ponieważ rząd nie mógł opanować szalejącej inflacji, od 2009 roku oficjalną walutą kraju został dolar amerykański. Te liczby szokują! Właśnie zostałam bilionerką! Z kilkoma pamiątkowymi banknotami w kieszeni ruszam dalej. To najlepsza transakcja dzisiejszego dnia! I ja dałam się skusić lokalnym sprzedawcom starych banknotów. Ale jak oprzeć się pytaniu: &#8222;Chcesz zostać bilionerem?&#8221;</p>
<p><strong>Herbata, kawa&#8230; Czas na tytoń!</strong><br />
 Zimbabwe to jeden z największych eksporterów tytoniu na świecie. W 2013 roku wyprodukowano tu 165 mln kilogramów tego produktu, rok później 216 mln kilogramów. Ponieważ nigdy nie miałam okazji zobaczyć, w jaki sposób uprawia się tę roślinę, z niecierpliwością czekam na naszego przewodnika. Już na wstępie informuje nas zatroskanym głosem o problemach, z jakimi borykają się obecnie rolnicy i eksporterzy. Sezon 2015 obfituje w liczne ulewy i susze. W konsekwencji wszyscy spodziewają się niskich plonów.<br />
 Widziałam już wiele plantacji. Ale ta robi wrażenie ze względu na jej wielkość. Kilka godzin zajmuje nam zwiedzenie całości.<br />
 Precyzja, zręczność i zwinność zapewniają wynagrodzenie. Każdy chce tu pracować, ponieważ plantacje przynoszą stały dochód. Nasz przewodnik szczegółowo opisuje proces produkcji. Na koniec wyprawy ma dla nas jeszcze jedną niespodziankę. Chwila, moment&#8230; Dlaczego jest tu tak gorąco i ciemno? Gdzie my jesteśmy? Temperatura piekielna, duszne powietrze, intensywny zapach&#8230; Mamy iść w stronę światła, niczego nie dotykać. Uważnie trzymać się grupy. Jestem ostatnia i nie chcę się tu zgubić. Jesteśmy w suszarniach. Każdy kolejny etap suszenia odbywa się w coraz wyższej temperaturze&#8230; Jeszcze tylko jeden skład i będziemy w sortowni!</p>
<p>Powiew historii&#8230;<br />
 Wyjazd ze stolicy zajmuje nam trochę czasu. Skąd tu tyle samochodów? Dokąd wszyscy jadą? To będzie męczący dzień. Dzień w samochodzie. Podróżując po Afryce zdążyłam się już przyzwyczaić do znacznych odległości. Chcąc zobaczyć jak najwięcej, należy uzbroić się w cierpliwość oraz pozytywnie nastawić na sytuację, że wiele godzin spędza się w drodze. <br />
 Kolejny nocleg planujemy w kultowym &#8222;Great Zimbabwe Hotel&#8221;. Nie łudzę się, że spotkamy tu jakąś gwiazdę. Miejsce to już dawno zostało zapomniane przez wielkich tego świata. Wśród wymienianych gości są Nelson Mandela czy królowa Elżbieta II. Czas zatrzymał się w latach świetności tego hotelu. Czyli kiedy dokładnie? Meble, wystrój pokoju, w zupełności nie przypominają Afryki, jaką znam. Mam wrażenie, że cofnęłam się o co najmniej ćwierć wieku. No tak, stary hotel utrzymany w dawno zapomnianym, kolonialnym stylu.</p>
<p><strong>&#8222;Dom z kamieni&#8221;</strong><br />
 Czas na ruiny Great Zimbabwe, zwane też „Domem z kamieni”. Ruiny pochodzą z XI-XV wieku. To największa budowla położona na południe od równika, 25 km od miasteczka Masvingo. Pomimo znacznego upływu lat, ruiny są nieźle zachowane. Według archeologów Great Zimbabwe zostało wzniesione przez przodków dzisiejszego plemienia Szona i była to siedziba ówczesnego króla.<br />
 Nasze kroki od razu kierujemy do głównego obiektu. Świątynia to owalna budowla o średnicy ok. 80 m, składająca się z wysokiego na 10 metrów i szerokiego miejscami na 5 metrów muru, wewnątrz którego wznosi się tajemnicza wieża 12-metrowej wysokości i kilka innych obiektów, również kamiennych. Za tym szczelnym murem, w okresie świetności imperium żyło kilkaset żon ówczesnego króla. To przynajmniej w części wyjaśnia, dlaczego mur był tak wysoki. Nie mogę uwierzyć, że wszystko zostało wzniesione z granitowych kostek bez użycia jakiejkolwiek zaprawy. Nie spodziewałam się zobaczyć takiej budowli w Afryce. Z pobliskiego wzgórza rozciąga się wspaniały widok. Postanawiamy zostać tam do zachodu słońca, by w blasku promieni uchwycić piękno otaczających nas ruin. Powiew ciepłego powietrza wywołuje dreszcz na skórze. Czas zdecydowanie płynie tu inaczej&#8230;</p>
<p><strong>W drodze do Wiktorii</strong><br />
 Jak wspomniałam na początku, wyprawa do Zimbabwe upływa nam pod znakiem spontaniczności, pod wpływem impulsu często zmieniamy i aktualizujemy trasę. <br />
 Tym razem zatrzymujemy się na chwilę w Bulawayo, drugim co do wielkości mieście Zimbabwe. Centrum zabudowane głównie w stylu kolonialnym, posiada bardzo szerokie ulice. Polujemy na coś do jedzenia. Szybki obiad i ruszamy dalej do pobliskiej krainy olbrzymów, parku Matopos.<br />
 Park wita nas deszczową pogodą. Nic nie jest jednak w stanie powstrzymać nas przed krótkim spacerem pośród porozrzucanych olbrzymów. Skały rozrzucone są od siebie w różnej odległości. Uwagę przyciąga ich nietypowa barwa. Cieszę się, że znaleźliśmy chwilę na spacer. Pradawne malowidła, napotkane dzikie zwierzęta oraz lokalne pamiątki są cudowną nagrodą za długie godziny w aucie.<br />
 Już tylko kilkadziesiąt kilometrów dzieli nas od słynnych wodospadów. I właśnie wtedy rzuca nam się w oczy drogowskaz do parku. Mamy czas, dlaczego by nie wybrać się na krótkie safari? Kto wie, może szczęście nam dopisze? Liczymy na to, że dzikie zwierzęta zechcą wyjść nam na potkanie.<br />
 Hwange National Park to największy park narodowy Zimbabwe. Miejsce, gdzie żyją słonie, bawoły, nosorożce, hipopotamy, antylopy, żyrafy, zebry, lwy, hieny, szakale, całe stada innych zwierząt i wiele gatunków ptaków. <br />
 Kolejne stada zebr czy żyraf nie robią już na mnie wrażenia, dlatego postanawiam uciąć sobie drzemkę. Chwila moment i budzą mnie podekscytowane glosy przyjaciół. Leopard! Kociak rzuca nam jedno spojrzenie, by po chwili leniwie odejść w nieznanym kierunku. Uwielbiam dzikie koty! To była miła niespodzianka. Cieszę się z naszej decyzji. Warto czasem zboczyć z wyznaczonej drogi, by doświadczyć czegoś niespodziewanego.</p>
<p><strong>Wiktoria! W nowy rok tylko z kolorem!</strong><br />
 Festiwal noworoczny przy Wodospadach Wiktorii stanowi punkt docelowy naszej wyprawy. Docieramy na miejsce na dzień przed Nowym Rokiem. Muzyczne wydarzenie afrykańskiego kalendarza imprez co roku przyciąga setki osób. Nasze podekscytowanie sięga zenitu! Jeszcze tylko szybko zameldujemy się w hotelu, zmienimy ubrania na białe podkoszulki i szorty, i ruszamy za tłumem. Przy wejściu kupujemy woreczki kolorowego pudru. Już po chwili wszyscy mienimy się kolorami tęczy! Tańczymy, wokół unosi się kolorowy pył. Gdzie nie spojrzę, tłumy uśmiechniętych młodych ludzi tańczy i bawi się na wielkiej polanie. Wszystko wibruje. Przez chwilę zastanawiam się, gdzie jest wodospad, kiedy tam dotrzemy, co będziemy jutro robić, wtedy dociera do mnie nowa melodia i zapominam o wszystkim.</p>
<p><strong>Kolory, wodospady i bungie</strong><br />
 Wodospady Wiktoria zostały odkryte w 1855 roku przez Davida Livingstone’a i na cześć angielskiej królowej nazwane Wodospadami Wiktorii. To tu, na północnej granicy Zimbabwe, rzeka Zambezi spada z wysokości 110 metrów. Wyrzucone w górę chmury wodnego pyłu tworzą w słoneczne dni wiele mniejszych i większych tęczy. Wodospady Wiktorii uważane są za jeden z siedmiu naturalnych cudów świata. Znajdują się na terenie Parku Narodowego i od 1989 są wpisane na listę dziedzictwa światowego UNESCO.<br />
 W okolicy aż roi się od turystycznych atrakcji. Żeńska część ekipy wybiera lot helikopterem. Dwójka z nas decyduje się na skok na bungie. Idąc w stronę mostu kolejowego nad rzeką Zambezi zastanawiam się, co strzeliło mi do głowy. Za chwilę zamierzam rzucić się w ponad 100 metrową przepaść. W dodatku zapłaciłam za to szaleństwo! Może będę miała jeszcze szansę się wycofać. Wszystko dzieje się tak szybko. O nie! Moja kolej&#8230; 3,2,1 i skaczę!<br />
 Mój krzyk słyszalny jest w promieniu 40 kilometrów. Dopiero po kilku sekundach spadania otwieram oczy. To niemożliwe – zrobiłam to!<br />
 Na miękkich nogach udajemy się na spacer. Przy punktach widokowych nie ma stalowych barierek. Widok nie zmienił się od czasów Livingstone’a. Wodospad Wiktorii ma większą rozpiętość niż Niagara, mająca 998 metrów szerokości, ale jest węższy niż najszerszy wodospad. W kategorii wysokości, z 108 metrami spadku wody jest mały w porównaniu z Salto Angel w Wenezueli o wysokości aż 850 metrów. Jest wyższy od Niagary mającej jedyne 58 metrów wysokości. Najważniejszym porównaniem wielkości wodospadów będzie masa spadającej wody. W tej kategorii Wodospad Wiktorii bije na łeb Niagarę; w kwietniu spada tu około 550 milionów l/min. wody, w Niagarze 408 milionów l/min. wody, rekordzistą w tej kategorii jest wodospad Iguazú na granicy Brazylii, Paragwaju i Argentyny. <br />
 Przed nami sylwestrowa zabawa. Drugi dzień festiwalu. Na koncert docieramy po 22. Dziś panuje tu zupełnie inna atmosfera. Gorące afrykańskie rytmy zastępuje nowoczesna muzyka. Lasery i światła wprawiają wszystkich w trans. Niespodziewanie zaczyna padać deszcz. Tańczymy jak oczarowani. Magicznie, coraz szybciej pulsuje krew. Jeszcze chwila i zaczniemy Nowy Rok!</p>
<p><strong>Kilka słów od autorki &#8211; Zimbabwe, dlaczego warto? </strong><br />
 W Zimbabwe nie ma wielu turystów. Licznie odwiedzana jest jedynie miejscowość Victoria Falls, gdzie znajdują się słynne, drugie co do wielkości na świecie wodospady. Turyści na ogół wpadają tu na chwilę. Miasteczko Victoria Falls składa się głównie z hoteli i hotelików, sklepów i marketu z pamiątkami oraz restauracji. Wszystko przygotowane pod turystów. <br />
 Zimbabwe jest afrykańskim odpowiednikiem Kuby. Nieprzerwanie od 1987 rządzone twardą ręką przez Roberta Mugabe. Kryje w sobie wiele pięknych miejsc, zwyczajów i przyjaznych ludzi. Niestety ma też ciemną stronę – ludzką krzywdę i tragedie wpisane w swoją historię.<br />
 Zdecydowanie jest to bezpieczny kraj dla rozważnych podróżników. Wart odkrycia i zobaczenia w całej swojej okazałości. Jechać, jechać i jeszcze raz jechać! Zobaczyć na własne oczy i zakochać się! Najlepszej pogody spodziewać się można od kwietnia do października. Na wiosnę kończą się deszcze, właśnie wtedy sawanna bujnie rozkwita. W lecie mogą zdarzyć się chłodne noce, natomiast październik jest już bardzo gorący.<br />
 Planując podróż do Zimbabwe najlepiej połączyć tę przygodę z wycieczką po innych krajach afrykańskich. Z Polski, niestety, nie ma bezpośrednich lotów do Zimbabwe. Przy odrobinie szczęścia można znaleźć niedrogi bilet do jednego z sąsiadujących krajów. Stamtąd już prosta droga do Zimbabwe! Szukać, łączyć, planować i jechać!</p>
<p style="text-align: right;"><strong> Tekst: Justyna Szczurek<br />
 Fot. Michael Sobeck</strong></p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="214" height="214" /></strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/zimbabwe-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hebanowy dom</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/design/wnetrza/hebanowy/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/design/wnetrza/hebanowy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Mar 2016 03:15:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Makos</dc:creator>
				<category><![CDATA[wnętrza]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[heban]]></category>
		<category><![CDATA[styl]]></category>
		<category><![CDATA[wystrój]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=21236</guid>
		<description><![CDATA[Motywy etniczne nadal są na topie. Można je znaleźć także we wnętrzach. Te odniesienia nawiązują nie tylko do polskich klimatów, ale również tych odległych. Czas na afrykańskie motywy w polskich wnętrzach!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Afryka może być inspirująca nie tylko dla podróżników, ale także dla kreatorów i dekoratorów. Nie da się ukryć, że zróżnicowanie, które tam panuje pozwala na dość skrajne sposoby aranżacji. Na pewno nie zabraknie w nich ciekawych zdobień czy gorącej kolorystyki. We wnętrzach inspirowanych nurtami afrykańskimi bardzo ważną rolę odgrywają dodatki. Nie może w nich zabraknąć dekoracji nawiązujących do sztuki plemiennej, jak na przykład czarne, lśniące powierzchnie przywodzące na myśl jeden z największych skarbów Afryki, jakim jest heban.</p>
<p>Gdzie najlepiej zastosować te stylizacje? Z pewnością dobrze wkomponują się w salon czy sypialnie. Nie oznacza to jednak, że nie można jej zastosować na przykład w kuchni.</p>
<p><strong>Gorąca kolorystyka</strong></p>
<p>Afryka niezmiennie kojarzy się z intensywnymi kolorami. Są to różne odcienie brązów, a także słoneczne kolory, takie jak pomarańcz czy ceglasta czerwień. Aby w naszej kuchni w pełni zagościła Afryka warto wykorzystać egzotyczne drewno. Najpopularniejszym przykładem będzie tu Merbau. Nie trzeba się przy tym specjalnie martwić o jego jakość. Drewno egzotyczne charakteryzuje się bardzo dobrymi parametrami technicznymi, a dodatkowo posiada wiele walorów estetycznych.</p>
<p><strong>Afrykańskie dodatki</strong></p>
<p>Nie bez znaczenia będą także wszelkie drobiazgi, które nawiązywać mogą między innymi do kultury plemiennej Afryki.  Wśród elementów dekoracyjnych powinny znaleźć się porcelanowe lub drewniane wazony i figurki. Ważne jest, aby na dodatkach pojawiały się motywy zdobnicze, takie jak na przykład pasy lub cętki. Wzór, który występuje na wazonach, można powielić również na szklanych elementach mebli. Warto pamiętać jednak o tym, by nie przesadzić z ilością takich ozdób. Sztuka regionu jest bowiem bardzo ekspresyjna. Dobrze jeżeli ozdoby te będą stosunkowo trwałe. Dlatego warto zwrócić uwagę na materiał, z którego będą wykonywane. Merbau i Jatoba z pewnością spełnią tu swoje zadanie. Są one bardzo gęste, a tym samym twarde. Oznacza to, że będą nie tylko pięknie wyglądać, ale także służyć nam przez wiele lat.</p>
<p>Źródło: www.prasoweinfo.pl</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/design/wnetrza/hebanowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: Botswana – rajem rządzą lwice</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/botswana-rajem-rzadza-lwice/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/botswana-rajem-rzadza-lwice/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 13 Feb 2016 23:39:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Botswana]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[podróże po Afryce]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy z EksMagazynem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20958</guid>
		<description><![CDATA[Afryka nie przestaje mnie zaskakiwać. Na każdym kroku ma dla mnie niespodziankę, kusi i uwodzi bogactwem przyrody i kultury. Nigdy jednak nie odkrywa się cała. Tym razem pozwoliłam uwieść się jej dzikiej i lekko przerażającej stronie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Decyzja zapadła szybko, święta Bożego Narodzenia 2015 spędzimy w Botswanie, raju przyrodniczym tak rzadko wybieranym przez turystów. Sąsiadująca Namibia czy RPA cieszą się o wiele większym zainteresowaniem. Może to i lepiej. Botswana dłużej pozostanie dziewiczym zakątkiem, którego piękno podziwiać będą nieliczni. Nie bez przyczyny określana jest wielkim rezerwatem przyrody. Botswana to kraj dwukrotnie większa od Polski gdzie liczba mieszkańców oscyluje w granicach 2 milionów osób. Krajobrazem dominującym jest półpustynia &#8211; busz z ciernistymi krzewami. Niewiele ponad 1 proc. powierzchni kraju stanowią lasy, głównie okolice rzeki Chobe. Wody stanowią zaledwie 2,5 proc. całkowitej powierzchni. Dlaczego więc raj? Tego właśnie postanowiłam się dowiedzieć podczas tej wyprawy.</p>
<p><strong>Pierwsze spotkanie z królem</strong><br />
 Wszystko zapakowane? Zapas paliwa? Minimum 10 litrów wody dziennie na osobę? Baterie naładowane? Zaraz, zaraz&#8230; Gdzie są latarki, zapałki, puszki z warzywami, suchy prowiant? Spokojnie, wszystko jest. Lista sprawdzona. Pakujemy ostatnie rzeczy i w drogę. Do Wigilii powinniśmy dotrzeć na Kalahari. Najpierw jednak przejazd przez Park Chobe i kilkudniowy postój w Delcie Okavangi. <br />
 Ruszamy w drogę. Promem pokonujemy granicą między Zambią a Botswaną w miejscowości Kazungula. Tylko dzięki uprzejmości lokalnej ludności, nasze auto szybko i sprawnie wjeżdża na prom. Kilkanaście minut i jesteśmy po drugiej stronie granicy. Stamtąd już prosto przed siebie. Decydujemy się przejechać środkiem parku Chobe i w trakcie jednego dnia dotrzeć nad Okavangę. Alternatywna droga jest szybsza i lepszej jakości. Traci jednak na wartości ze względu na monotonne widoki kolejno mijanych cywilizowanych wiosek. <br />
 Park Narodowy Chobe, położony w północnej części kraju, zajmuje powierzchnię ponad 10 tys. km2. Trzeci co do wielkości, ale za to najstarszy park narodowy Botswany, słynie przede wszystkim z olbrzymiej populacji słoni szacowanej na 50 tys. osobników. Poza nimi, w parku żyją hipopotamy, zebry, żyrafy, nosorożce, bawoły afrykańskie oraz wiele gatunków antylop. Z drapieżników można tu spotkać leopardy, gepardy, hieny, ale przede wszystkim lwy. O czym dane nam było przekonać się już po kilku godzinach jazdy. <br />
 W aucie panuje kompletna cisza. Park tętni życiem, a przecież my jedziemy jego główną drogą. Jestem wręcz oniemiała ze szczęścia. Każde moje poprzednie safari wiązało się z długimi poszukiwaniami zwierząt. A tu – proszę &#8211; wszędzie ich pełno. Zwalniamy. Dopiero po chwili uświadamiam sobie dlaczego. Stado żyraf postanowiło służyć nam za przewodnika.</p>
<p><strong>Czy można im odmówić? </strong><br />
 Jazda przez park wydaje się nie mieć końca. Niespodziewanie napotykamy dwa inne samochody. Główny szlak jest nieprzejezdny. Ulewa zamknęła drogę. Nawet terenowe auta nie będą w stanie jej pokonać. Co teraz? Wspólnymi siłami szukamy rozwiązania. Wokół busz, gdzie zapewne kryje się wiele dzikich zwierząt. Musimy znaleźć inną trasę, a przynajmniej objazd. Jest, udało się! Możemy jechać dalej. Zbaczamy trochę z drogi, jedziemy wolno kierując się intuicją i nadzieją na powrót na główny szlak. Stop! Cały konwój staje w tym samym czasie. Przed nami, na skraju szlaku, wypoczywa gromada lwic. Kilka metrów dalej dostrzegam piękną i okazałą grzywę! To niemożliwe, jeszcze chwilę temu kilkoro z nas wysiadało z auta, aby przedyskutować plan i rozprostować nogi. Dociera do nas, jak blisko byliśmy lwów. Szczęście jednak nam sprzyja. I oby tak zostało! Oczarowana widokiem stada, z przykrością akceptuję konieczność kontynuacji podróży. Musimy opuścić park przed zmrokiem.</p>
<p><strong>Rzeka, która nigdy nie spotka oceanu</strong><br />
 Późnym wieczorem docieramy do Maun. Plan jest prosty. Odnaleźć polecany Old Bridge Backpackers kemping, gdzie zostaniemy na noc, by na drugi dzień wyruszyć w nieznaną deltę. Miejscówka jest fantastyczna. Rozkładamy nasze namioty i udajemy się do centrum kempingu. Przy barze zamawiamy kolację i lokalne piwo. Miejsce tętni życiem. Z trudem udaje nam sie znaleźć wolny stolik. Panuje tu ożywiona atmosfera. Angielski, niemiecki, hiszpański, chiński, fiński, portugalski, a nawet czeski. Poddaje się! Nie jestem w stanie doliczyć się wszystkich narodowości reprezentowanych przez otaczających mnie ludzi. Zmęczenie bierze górę, po pysznej kolacji zmierzamy do namiotów.<br />
 Delta Okavango to jedno z niewielu miejsc na Ziemi, gdzie można być tak blisko pierwotnej przyrody i delektować się pięknem otaczającego świata nienaruszonego przez człowieka. Jest to wielkie rozlewisko rzeki, która niesie swoje wody z gór Angoli, przez rozległe tereny Namibii i Botswany. Jej wody nigdy nie spotykają się z oceanem tylko wsiąkają w piaski pustyni Kalahari, tworząc największą na świecie śródlądową deltę. Rozlewisko tworzy niezliczoną ilość wysepek, gdzie żyje wiele gatunków dzikiej zwierzyny i ptactwa. Podstawowym środkiem transportu są tu łódki mokoro wykonane z pni drzewa kiełbasianego, którymi kieruje pooler za pomocą długiego kija. <br />
 Decydujemy się na ryzykowną przygodę. Pozostawiamy auto na parkingu naszego kempingu i ruszamy w rejs mokoro z zawodowym poolerem. Płyniemy labiryntem kanałów pośród wysokich traw i ścieżek wydeptanych przez hipopotamy. Wszędzie pełno lilii wodnych, stada ptaków zrywających się do lotu odgrywają wspaniałe przedstawienie. <br />
 Wśród dzikich połaci buszu rozlokowały się małe wysepki-obozowiska, skąd można w zupełnym ukryciu podglądać dzikie zwierzęta. Docieramy do naszego obozu. Sprawnie rozkładamy namioty, lokujemy wszystkie rzeczy w workach, które zawieszamy na drzewie. Tak przygotowany kemping może pozostać bez opieki. Ruszamy na pieszą wyprawę przez busz pod czujnym okiem profesjonalnego tropiciela. Dzień kończy się wspaniałym widokiem zachodzącego słońca. Jestem w raju!</p>
<p><strong>Nie taki lew straszny jak go namalowali</strong><br />
 Dziś Wigilia, a my musimy dotrzeć do pierwszego kempingu przed zmrokiem. Wjeżdżając do parku, pozostawiamy za sobą resztki cywilizacji. Święta Bożego Narodzenia spędzimy na Kalahari wśród dzikiej przygody. <br />
 Pustynia powstała około 55 milionów lat temu wraz z powstaniem kontynentu afrykańskiego. Słowo „Kalahari&#8221; pochodzi z języka tswana Kgala czyli zabójcze pragnienie, lub Kgalagadi, Khalagari lub Kalagare, co oznacza „miejsce bez wody&#8221;. Powstało tutaj kilka rezerwatów i innych obszarów chronionych. Kalahari jest bardzo gorąca i może osiągnąć latem temperaturę 40°C. Zimą pustynia ma suchy i zimny klimat, temperatura może spaść do 0°C.<br />
 My udajemy się do Centralnego Rezerwatu Kalahari. Zaopatrzeni w zapas paliwa, wody i jedzenia wjeżdżamy do parku.<br />
 Założony w 1961 r. rezerwat jest drugim co do wielkości obszarem chronionym na świecie. Zajmuje powierzchnię ponad 52 tys. km 2. Pomimo wielkości, Centralny Rezerwat Kalahari jest bardzo mało znany. Rozległe, otwarte równiny, niecki solne, pradawne koryta wyschniętych już rzek. Od piaszczystych wydm porośniętych trawami, różnymi gatunkami krzewów i drzew na północy po rozległe równiny buszu w centralnej części i bardziej zalesione tereny na południu z drzewami mopanowymi. Aby móc biwakować w parku, należy wcześniej dokonać rezerwacji przez Parks and Reserves Office of Botswana. Bez tego nie ma szans na wjazd do rezerwatu. Na szczęście w Maun udało nam się wykupić ostatnie miejsca.<br />
 Niezliczone gatunki zwierząt i ptaków, stada lwów, lampartów, gepardów czy karakali zamieszkują licznie tereny rezerwatu. Nie zwracają one szczególnej uwagi na samochody, więc turyści mogą obserwować zwierzęta z bliska. Czy uda nam sie zobaczyć wszystkie drapieżniki? Dzikie koty? O przewrotny losie! Gdybym tylko przeczuwała co nas czeka&#8230; Powrotu nie ma!<br />
 Docieramy do miejsca pierwszego noclegu. Pola biwakowe znajdują się na odludziu, nie są ogrodzone. Nieliczne z nich wyposażone są w drewnianą kabinę prysznicową, wychodek i murowane palenisko. Większość to puste polany oznaczone kolejnym numerem&#8230; Mimo wszystko, w czerwonym świetle zachodzącego słońca czuję, że jestem w oddalonym od cywilizacji raju.<br />
 Kompletnie odcięci od świata zewnętrznego, rozbijamy namioty pod gwiaździstym niebem. Dziś na kolację wystarczą nam banany i trochę sucharków. To wyjątkowa kolacja &#8211; Wigilia.<br />
 Myślami jesteśmy z bliskimi. Odgłosy zwierząt i szum wiatru kołyszą mnie do snu.<br />
 W tej chwili wiem, że nie ma piękniejszego uczucia.<br />
 Wstajemy przed świtem. To najlepsza pora, aby wyruszyć w drogę do kolejnego obozowiska. Unikając największego upału, mamy duże szanse na spotkanie mieszkających tu drapieżników. Większość dzikiej zwierzyny koncentruje się na północy, w Deception Valley. Tam też znajduje się nasz kolejny biwak, przy okazji jest to dogodne miejsce do obserwacji lwów i gepardów.<br />
 Ciszę poranka przerywa głos koleżanki. Zauważyła lwa wychodzącego z buszu. Jeden, drugi, trzeci. Całe stado lwic idzie w naszym kierunku. Najwyraźniej stanęliśmy na trasie ich porannej wędrówki. Nigdy jeszcze nie byłam tak blisko tak dużej ilości tych wielkich kotów. Stary samiec siada na drodze, kilka metrów od auta. Cały czas ma nas na oku. Pilnuje, aby lwice spokojnie przeszły. Nie mogę się ich doliczyć! Król stada ostatni raz patrzy w naszą stronę, by po chwili dołączyć do swoich dam. I my ruszamy dalej, by po chwili ponownie się zatrzymać. Kolejne stado lwic, tym razem z małymi lwiątkami, wygrzewa się w promieniach porannego słońca tuż obok głównej drogi. <br />
 Po kilkunastu minutach dalszej jazdy dostrzegamy trzy gepardy. Nie zauważyliśmy ich od razu. Dopiero po kilku minutach, uświadamiamy sobie, że plamy które widzieliśmy pod jednym z drzew to mogą być koty. Wracamy, by sprawdzić. Tak, kolejne kociaki postanowiły umilić nam dzień. <br />
 Czas na śniadanie. Po pełnym wrażeń poranku każdy marzy o kanapce z masłem orzechowym i dżemem. Zatrzymujemy się w jednym z obozów w Leopard Pan – kolejnej przepięknej krajobrazowo niecce. Odludzie, zamieszkałe jedynie przez dzikie zwierzęta. Wychodzimy z auta, aby rozprostować nogi, przygotować prowiant. Jest pięknie i zielono. O proszę, jaki wielki kociak siedzi pod drzewem. Mija kilka sekund nim do mózgu dociera informacja. Wszyscy do samochodu! Jesteśmy w szoku. Maksymalnie 10 metrów od nas, pod wielkim drzewem niewzruszona lwica leniwie tylko odwraca głowę w naszym kierunku. Nie zostajemy tam ani chwili dłużej. Głód, jaki głód? Jedźmy dalej. Zjemy coś, jak dotrzemy do &#8222;kempu&#8221;, w którym rozbijemy obóz na kolejną noc.<br />
 Pada deszcz, kiedy docieramy do obozowiska. Parkujemy na środku &#8222;kempu&#8221; przy palenisku. Sporo tu miejsca na namioty. Tym razem jednak miejsce otoczone jest zielonym buszem. Jak dobrze, że możemy sobie posiedzieć w aucie, pooglądać wspólnie film na jednej z komórek. W końcu są święta, nigdzie nam się nie spieszy. Burza ustaje, czas rozprostować nogi, zdecydować gdzie rozbijemy namioty. Otwieram drzwi, już chcę wychodzić, ale staję oko w oko z lwicą. Spokojnie informuję wszystkich o zaistniałej sytuacji. Oniemieli obserwujemy, jak kolejne kociaki wchodzą do obozu. Podchodzą coraz bliżej auta, bawią się kamieniami z paleniska, obwąchują. Tak mijają kolejne minuty. Jest i młody król. Cała gromada bacznie nas obserwuje, po czym wszystkie osobniki, jak na jedną komendę, uciekają w busz. Jeszcze godzinę zostajemy w aucie. Sparaliżowani odwiedzinami. Nic więcej jednak się nie dzieje. Wychodzimy z auta, w powietrzu unosi się wspaniały zapach mokrej trawy. Przed nami trudna decyzja. Czy rozbić namioty i zostać na noc, czy ruszyć w kilkugodzinną drogę ku bramom parku&#8230;</p>
<p><strong>Dla miłośników safari </strong><br />
 Podróż do Botswany była spełnieniem marzeń o dotarciu do świata niezmąconego przez cywilizację, pełnego spokoju i harmonii. Dla miłośników fotografii, pięknych krajobrazów i dzikich zwierząt to idealne miejsce na wypoczynek. Kochasz przygody? Botswana to miejsce dla ciebie. Czy można stanąć twarzą w twarz z lwem i wyjść z tego bez szwanku? Przy odrobinie zdrowego rozsądku i zimnej krwi &#8211; oczywiście! Nigdy nie myślałam, że przyjdzie mi to sprawdzić na własnej skórze. Podróżując po Afryce, czy to las, dżungla czy pustynia, nie zapominajmy, że wszędzie jesteśmy gośćmi. Respektujmy naszych gospodarzy.<br />
 Afryce nie można się oprzeć, jeśli choć raz spało się pod jej gwieździstym niebem. Ona każdy zmysł pobudza, wciąga, uzależnia, kusi, ale równocześnie hojnie obdarowuje spragnione wrażeń dusze. Po powrocie do domu, długo jeszcze krew pulsuje jej rytmem, a w sercu pali się afrykański żar. Do zobaczenia niedługo, moja Afryko!</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst: Justyna Szczurek<br />
 Zdjęcia: Michael Sobeck</strong></p>
<p style="text-align: center;"><strong>***</strong></p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="214" height="214" />Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/botswana-rajem-rzadza-lwice/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szlakiem czerwonego słonia</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/szlakiem-czerwonego-slonia/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/szlakiem-czerwonego-slonia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Nov 2015 00:13:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Patrycja Kubiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[czerwone słonie]]></category>
		<category><![CDATA[kenia]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=4521</guid>
		<description><![CDATA[Park Narodowy Tsavo w Keni ma ponad 22 tys. km2, jest podzielony na część wschodnią i zachodnią. Zyskał międzynarodową sławę dzięki dużym, czerwonym słoniom, która są pod całkowitą ochroną
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przerażająca cisza, dookoła wszystko się żarzy, a horyzont zdaje się równomiernie falować. Gorąca temperatura skłania do przestawienia się na leniwy tryb funkcjonowania i poddania się całkowicie afrykańskiej aurze. Przed tygodniem była tu pora deszczowa, zatem wszystko wokół się zieleni. Jest zupełnie inaczej gdy jest susza, wtedy widać po horyzont suche, wysokie trawy, konary drzew i pomarańczowo-czerwony piach.</p>
<p><strong>Czerwone słonie i pożyteczne błoto</strong></p>
<p>Bladym świtem wjeżdżamy na teren rezerwatu a słońce zaczyna świecić intensywniej. Po niedługim upływie czasu zaczynamy dostrzegać na horyzoncie stado czerwonych słoni. W istocie są one szare jak pozostałe, ale uwielbiają się tarzać w błocie, co im przynosi pewną ulgę i ochronę przed promieniami słonecznymi. Kenia obfituje w liczne stada słoni liczące nawet po sto osobników. Co jakiś czas spotykamy ogromne kopce termitów, sięgające nawet na dwa metry wysokości. Te pomarańczowe „budowle” są prawdziwym dziełem sztuki. Nie możemy się oprzeć pięknym widokom kenijskiej fauny i flory.</p>
<p>W takim cudownym miejscu gdzie ogromne połacie lądu zapierają dech w piersiach nie można nie skłonić się do refleksji. Jedziemy dalej, jest gorąco a widoki pochłaniają nas w całości. Panuje kompletna i przerażająca cisza, poza odgłosami zwierzyny, która ukrywa się gdzieś w trawach i cieniu pojedynczych drzew. Tutaj życie rządzi własnymi zasadami, jedziemy wzdłuż piaskowej drogi, mijamy dziesiątki szkieletów i czaszek zwierzyny, która uświadamia nam, że każdy dzień jest ciężką walką o przetrwanie.</p>
<p><strong>Wszystkie kolory ziemi</strong></p>
<p>Widzimy stado gazeli jedzących soczyste i zielne trawy. Choć są skupione na spożywaniu posiłku, to na każdy szelest reagują dość nerwowo. Ich czarne i świecące oczy bacznie obserwują teren w obawie przed drapieżnikiem. W oddali widać długie szyje żyraf, wystające wysoko znad koron akacji, które zwinnie zrywają listki z najwyższych partii drzew. Różnorodność i barwność ptaków za każdym zdumiewała wszystkich turystów. Upierzone w dość nietypowe i intensywne barwy zdecydowanie wyróżniały się na pomarańczowo – zielonym krajobrazie. Od soczystej czerwieni, poprzez pomarańcz, fuksje, aż do odcieni turkusu po chłodno zieloną kolorystykę każdego piórka.</p>
<p>Czas stoi w miejscu. Ze stoickim spokojem i znaczną dawką adrenaliny oglądamy dzikie życie afrykańskich zwierząt. W suchych trawach dostrzegamy centki geparda, który godnie spaceruje w poszukiwaniu zdobyczy a jego długi i gruby ogon wlecze się za nim niczym kompan. Słońce świeci coraz intensywniej, słonie obrzucają się błotem przy sadzawce. Wśród gęstych koron drzew siedzą małpy, czasem widać tylko ich zwisające ogony. Małe lwiątko również szuka schronienia, czekając na pożywienie i na mamę – lwicę, posągowo zaszyło się pod jednym z krzaków. Życie na safarii toczy się własnym torem. Dzień dobiega końca. Słońce delikatnie otula swoim pomarańczowym światłem linię horyzontu i oświetla najodleglejsze zakątki dzikiego terenu. Na różowo &#8211; czerwonym niebie widnieją olbrzymie baobaby i mniejsze drzewa akacjowe. Suche trawy lśnią złotem poruszane poprzez delikatny wiatr. Jest cicho, spokojnie i przyjemnie, dzień dobiega końca…</p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2011/06/Kenia7.jpg" alt="" width="600" height="450" /></p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2011/06/Kenia6.jpg" alt="" width="600" height="401" /></p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2011/06/Kenia5.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2011/06/Kenia4.jpg" alt="" width="600" height="450" /></p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2011/06/Kenia2.jpg" alt="" width="600" height="450" /></p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2011/06/Kenia1.jpg" alt="" width="600" height="800" /></p>
<p><strong>Tekst i zdjęcia: Patrycja Kubiak</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/szlakiem-czerwonego-slonia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: South Luangwa – Dzika przyroda</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/south-luangwa-dzika-przyroda/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/south-luangwa-dzika-przyroda/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Mar 2015 02:44:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[dzika przyroda]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[Park Narodowy South Luangwa]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Zambia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=18548</guid>
		<description><![CDATA[Park Narodowy South Luangwa w południowej Zambii, jest jednym z najpopularniejszych parków narodowych Afryki. To raj dla fascynatów dzikiej przyrody]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Park zajmuje powierzchnię wielkości Szwajcarii. Wśród niezliczonych gatunków ptaków i zwierząt można tutaj spotkać przede wszystkim żyrafy, słonie (ich populacja liczy 12 tys.!), stada bawołów, zebry, lwy, leopardy, rzesze małp, gazeli. Sama zaś rzeka Luangwa stanowi lokum dla licznej populacji krokodyli i hipopotamów. Choć park jest dobrze chroniony przed kłusownictwem, od 1987 na tym terenie nie ma już czarnych nosorożców.</p>
<p><strong>W pogoni za leopardem</strong><br />
 Pędzimy jak szaleni za stadem małp, które w popłochu przeskakują z drzewa na drzewo. Ich donośny lament informuje, że coś się wydarzyło. Nasz przewodnik prowadzi jeepa jak szalony. Nic nie wyjaśnia, o niczym nie informuje. Pędzi przez tropikalny las. Nagle dostrzegam go. Wielki kot idzie w naszym kierunku. Zatrzymujemy się. W pysku trzyma małpę. Bezwładne ciało w niczym nie przypomina tych rozbrykanych zwierząt. Leopard nie zwraca na nas uwagi. Zmęczony polowaniem, podąża swoją drogą. Mija nasz samochód w odległości dwóch metrów od maski. Zatrzymuje się tylko na chwilę by obrzucić nas ciekawskim wzrokiem. Nie mija kilka sekund a to wielkie zwierzę majestatycznie odchodzi w tylko sobie znane miejsce. Oszołomiona spoglądam za nim, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczyłam. Przewodnik wyjaśnia, że scena polowania, jest czymś niezwykle trudnym do zobaczenia. Kotów jest dużo, nie ukrywają się specjalnie, ale zobaczyć je w akcji to nietypowe. Czyż nie po takie wrażenia przyjeżdża się na safari? Dopiero teraz przewodnik wyjaśnia, dlaczego tak bardzo się spieszył i gonił za hałasującymi małpami. Zwierzęta te właśnie w ten sposób ostrzegają się przed grożącym niebezpieczeństwem lub informują o stracie członka rodziny. Przeraźliwego lamentu małp nie zapomnę do końca życia. Jest bardzo wczesny poranek. Poranne safari zaczyna się pobudką o 5 rano, śniadaniem i wyjazdem z kempingu bladym świtem. Naszym celem jest zobaczyć jak najwięcej zwierząt przed największym upałem. To dopiero pierwsza godzina w parku, a ja najpiękniejsze spotkanie z wielkim kotem mam już za sobą. Jedziemy dalej. <br />
 <strong><br />
 Odpoczywając z królem zwierząt</strong><br />
 Mijamy rzesze antylop i słoni. Widok tych pięknych olbrzymów powoli przestaje budzić moje zdziwienie. Jest ich pełno! Za serce chwyta widok maluchów, nieporadnie podążających za swoimi rodzicami. Małe rozbrykane słoniątka są wszędzie. Oczarowana ich widokiem nawet nie zdaję sobie sprawy, kiedy przewodnik zatrzymuje samochód. Przed nami w odległości 20 metrów, pod rozległym krzewem, wypoczywa stado lwów. W większości są to samice. Małe lwiątka drażnią się ze swoimi matkami, które wyraźnie chciałyby odpocząć. Ktoś z współtowarzyszy safari zadaje pytanie przewodnikowi, dlaczego nie możemy podejść bliżej. Ten mądrze odpowiada, że jest to maksymalna a zarazem bezpieczna odległość, na jaką możemy się zbliżyć do lwów. Nie możemy zapominać, że te spokojnie odpoczywające kociaki to w przecież dzikie, drapieżne koty, a park to ich dom, do którego się wpraszamy.</p>
<p><strong>Jesteśmy tu tylko gośćmi </strong><br />
 Czas na poranną kawę. Zatrzymujemy się nad brzegiem rzeki, by w spokoju poobserwować leniwie wypoczywające hipopotamy. Jest ich pełno. Małe, duże, olbrzymie. W pamięci nadal mam te ich przenikliwe oczy. Wokół jest pełno krokodyli. Wydają się być bardzo przyjaznymi zwierzętami, do czasu aż masywne ciała nie wypełzną na brzeg a ich paszczy i zębów nie zobaczy się w całej okazałości. Zbliża się 10. Czas na odpoczynek, lunch i sjestę. W czasie największego upału zwierzęta chowają się, szukając ukojenia w cieniu. Podekscytowana wizją orzeźwiającej kąpieli w basenie przeglądam zdjęcia z porannego safari. Nagle samochód staje. Jesteśmy w środku dzikiej głuszy a nasz pojazd odmówił posłuszeństwa&#8230; Musimy zaczekać na pomoc. Przerażona każdym odgłosem staram się ukryć zdenerwowanie. Wiem, że w samochodzie nic nam nie grozi, ale wyobraźnia w najmniej odpowiednim momencie potrafi podsunąć rozmaite scenariusze. Co jeśli nikt nas nie odnajdzie? Co, jeśli przypadkiem natrafi na nas stado słoni, albo innych zwierząt? Nie mija kwadrans a kolejny samochód terenowy przyjeżdża z odsieczą. Znów jestem spokojna.</p>
<p><strong>Sjesta z olbrzymami</strong><br />
 Wzdłuż rzeki roi się od resortów, w których można się zatrzymać. Ten, w którym odpoczywamy mieści się nad samym brzegiem Luangwa. Jest środek pory suchej, dolina rzeki jest praktycznie sucha. Park jest na wyciągnięcie ręki. Wizja spaceru na drugi brzeg jest bardzo kusząca, ale przewodnik studzi mój zapał. Nie weźmie odpowiedzialności za moją wyprawę. Spotkanie z krokodylami, słoniami i hipopotamami jest więcej niż prawdopodobne. Pozostaje mi, więc delektować się osobliwym widokiem i serwowanym obiadem. Przed tym jednak postanawiam zrelaksować się w basenie, który mieści się na wysokości trzech metrów. Widok jest nieziemski. Tak! To zapewne dla widoku został tak zbudowany.<br />
 Dostrzegam w oddali stado słoni, które pokonują rzekę. Zaraz, zaraz&#8230; Czy te słonie wychodzą z parku? Przecież za chwilę wejdą na teren zamieszkały przez miejscową ludność i turystów. Zmierzam w stronę basenu. Nagle ktoś woła: &#8222;Stój! Nie ruszaj się! Ani kroku dalej!&#8221;. Staję jak sparaliżowana. W odległości 30 metrów, dokładnie przy schodach prowadzących do basenu, dostrzegam dwa słonie. To wielka słonica i jej małe słoniątko.  Gorączkowo próbuję sobie przypomnieć, co przewodnik mówił o tym jak należy zachować się w takiej sytuacji. Cofam się, więc powoli, siadam na najbliższym leżaku przy barze i obserwuję. Zwierzęta zupełnie nie zwracają uwagi na widownię. Majestatycznie spacerują po ogrodzie. Małe słoniątko, krok w krok, podąża za mamą w odległości kilkunastu metrów. Nagle słonica podnosi trąbę, wydaje przeraźliwy krzyk. Jest wyraźnie zdenerwowana. Zaniepokojona obraca się sprawdzić, co z jej słoniątkiem, a ja nie mogę uwierzyć w to, co widzę.  Dwójka ciekawskich turystów (dla lepszego zdjęcia?) Naruszyła bezpieczną odległość.  Przewodnik łagodnym głosem upomina nierozsądnych ludzi, nakazuje bardzo powoli wycofać się na bezpieczną odległość. Przerażona para dostała nauczkę życia. Mieli dużo szczęścia. Ogromne zwierzę nie zdecydowało się zaatakować. Nie chcę nawet myśleć jak tragicznie mogła skończyć się ta historia. No i teraz rozumiem, dlaczego basen znajduje się na wysokości 3 metrów.</p>
<p><strong>W kierunku zachodzącego słońca</strong><br />
 Popołudniowe safari zapowiada się ekscytująco. Wyruszamy na godzinę przed zmrokiem. W tej części Afryki bez względu na porę roku słońce zachodzi bardzo wcześnie. Naszym celem jest spotkać polujące koty. Po wjeździe do parku spotykamy wielkie stado zebr. Fascynujące jest to, że większość zwierząt w ogóle nie zwraca na nas uwagi. Zachowując spokój możemy zbliżyć się do nich bardzo blisko. Nieopodal dostrzegamy stada antylop. Jedziemy w kierunku zachodzącego słońca. Po kilku kilometrach naszą drogę przecina stado bawołów. Musimy się zatrzymać i przepuścić zwierzęta. Mijają kolejne minuty, a ja liczę bawoły. Jest ich kilkaset! Stado wydaje się nie mieć końca. Bawoły mają się na baczności. Ich wielkie oczy przenikliwie nas obserwują. Poddajemy się, musimy znaleźć inną drogę. Nie uda nam się przejechać tą drogą przed zachodem słońca.<br />
 Wielka pomarańczowa tarcza jest coraz bliżej ziemi. Znajdujemy perfekcyjny punkt obserwacyjny na brzegu rzeki. Zaczarowana widokiem zapominam o wszystkim. Otulona ciepłym powietrzem wystawiam twarz do słońca. Powoli zapada zmrok. Podczas tego safari towarzyszy nam drugi przewodnik, którego zadaniem jest przeszukiwanie terenu wielkim reflektorem. Każda napotkana para oczu budzi moje zainteresowanie. Czy zobaczę ponownie wielkiego kota? Snop światła przecina kompletną ciemność. Przewodnik zatrzymuje samochód. Dostrzegam szeroki uśmiech, ostre zęby i te oczy. Stoimy oko w oko z hieną. Tylko przez chwilę zdezorientowane zwierzę kompletnie nas ignoruje. Szybkim krokiem przemierza ciemność w nieznanym kierunku. Dopiero po chwili orientuję się, że za tym osobnikiem podąża jeszcze kilka większych i mniejszych sztuk. Stado oddala się a my jedziemy na dalsze poszukiwania.<br />
 Przyspieszamy. Podobnie jak rano przewodnik pędzi w bliżej nieznanym kierunku. Z odległości dostrzegam kilka samochodów pędzących w tę samą stronę. Każdy z nich dysponuje reflektorem wielkości naszego. Snopy światła jak ostre noże przecinają czerń. W ułamku sekundy wszystkie skupiają się w jednym punkcie. Jesteśmy coraz bliżej. Obok nas są jeszcze dwa inne samochody. Dostrzegam go. Poirytowany leopard przecina nam drogę. Przewodnik tłumaczy, że zwierzę polowało na antylopy. Ale te dostrzegły niebezpieczeństwo i zdążyły uciec na bezpieczną odległość. Leopard musi zacząć polowanie od nowa. Reflektor pozwala śledzić go przez kolejne 200 metrów. Tym razem to wielki kot, z którym za żadne skarby świata nie chciałabym znaleźć się oko w oko. Groźny wzrok i widok ostrych kłów przeraża. Zwierzę zboczyło z głównej drogi, nie możemy już jechać dalej. Jeszcze przez chwile odprowadzamy go reflektorami, by po chwili zupełnie stracić z widoku. Zapewne teraz bezszelestnie uda się na polowanie, być może tym razem zakończone pomyślnie. Tego już nie będzie nam dane się dowiedzieć.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="234" height="234" />Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/south-luangwa-dzika-przyroda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: W drodze na dach Afryki, cz. III</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-iii/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-iii/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 03 Jan 2015 02:18:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Kilimandżaro]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=16136</guid>
		<description><![CDATA[Praca w Afryce daje fantastyczną możliwość poznania nowych miejsc, ludzi i kultur. Dlatego właśnie zdecydowałam się zdobyć Kilimandżaro. W Boże Narodzenie. Ostatnia część opowieści Justyny Szczurek z wyprawy na Czarny Kontynent]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>„Justyna, nie zasypiaj!”, czyli ostatnia „prosta” na szczyt</strong></p>
<p>Pukanie do namiotu i ciepła herbata budzą mnie w ekspresowym tempie. Panuje przeraźliwy mrok i jest mi bardzo, bardzo zimno. Zakładam kilka warstw ubrań, zimową kurtkę, spodnie narciarskie, czapkę i rękawice. Jestem gotowa. Ale czy na pewno? Pierwsze kroki stawiane w ciemnościach szybko wyostrzają moją czujność. Na szczęście księżyc i latarka czołowa w zupełności wystarczają, by iść naprzód. Każdy kolejny krok sprawia mi coraz więcej trudności. Przede mną kilka godzin wspinaczki. Siły zaczynają mnie opuszczać. Nie mogę pozwolić sobie na dłuższy odpoczynek, ponieważ przeraźliwy mróz od razu mnie paraliżuje. Jestem senna, ośnieżona ścieżka, duże kamienie tylko utrudniają marsz. Mój przewodnik co kilka minut pyta, jak się czuję. Jesteśmy coraz wyżej, chciałabym przytulić się do wielkich głazów i zasnąć na chwilę. „Justyna idziemy dalej”, „nie zasypiaj”, „już niedaleko” &#8211; słyszę od przewodnika. Po pięciu i pół godzinach trudnej wspinaczki po stromej ścieżce docieramy do Stella Point (5685 m.n.p.m.). Nie mogę powstrzymać łez. Udało się! Stąd już tylko 45 minut do szczytu. Droga jest o wiele prostsza, łagodniejsza. Tylko zmrożony śnieg utrudnia marsz. Czas na przerwę. Siadam pod wielkim głazem osłaniającym mnie przed przeraźliwie zimnym wiatrem. Od razu pojawia się uśmiechnięta twarz częstująca gorącą czekoladą. Błogie uczucie ciepła rozlewa się po moim ciele. Do wschodu słońca pozostało już tylko kilka minut, ruszamy dalej. Niespodziewanie mam tyle energii, że wydaje mi się, że mogłabym wbiec na szczyt. Piękna iluminacja dopada mnie w połowie drogi. Nie byłam przygotowana na takie przeżycia. Wydaje mi się, że nie idę, ja płynę. W oddali już widzę zieloną tablicę informacyjną. Jestem u celu, jestem na szczycie Uhuru Peak (5895 m.n.p.m.). Jestem na dachu Afryki! Jestem w niebie! Uściskom, gratulacjom, okrzykom radości nie ma końca. Teraz nie liczy się nic, ani wiatr, ani mróz, ani zmęczenie. Udało się! Niestety, nie możemy zostać tu w nieskończoność. Pora wracać, warunki panujące na szczycie nie pozwalają na dłuższe rozkoszowanie się sukcesem. Powrót do ostatniego obozu to już tylko łatwy spacer. Ostre słońce i uśmiech na twarzy powodują, że droga upływa szybko. Docieram do namiotu i padam ze zmęczenia. Wydostaję się ze wszystkich ubrań i zasypiam. Kiedy się budzę, pyszny lunch już na mnie czeka. Jeszcze dziś musimy zejść do obozu Mweka Camp (3100 m.n.p.m.) gdzie spędzimy ostatnią noc w parku. Niestety, kolejne 4 godziny marszu nie należą do przyjemnych. Brakuje mi sił, chciałabym w końcu wziąć prysznic i porządnie się wyspać. Dlatego właśnie uprzyjemniamy sobie drogę śpiewając. Z powrotem wchodzimy do lasu deszczowego, obóz już czeka. Po kolacji zasypiam jak dziecko. Dwanaście godzin snu uświadamia mi, jak bardzo byłam zmęczona. Przygoda życia dobiega końca. Ostatnie śniadanie w moim namiocie i za chwilę wyruszymy na ostatni już odcinek naszej wędrówki. Dwie godziny dzielą mnie od bramek parku. W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, że udało mi się stanąć na szczycie dachu Afryki. Na szczęście zdjęcia, tak wyraźne i piękne przypominają mi o tym osiągnięciu. Po śniadaniu, moja grupa śpiewa i tańczy wraz ze mną. Takie tradycyjne podziękowania i pożegnanie. Później już każdy pójdzie w swoją stronę. Z łezką w oku opuszczam obóz. Udało się! Zdobyłam Kilimandżaro!</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p style="text-align: center;"><strong>***</strong></p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="234" height="234" />Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-iii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: W drodze na dach Afryki, cz. II</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-ii/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Dec 2014 02:15:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Kilimandżaro]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=16134</guid>
		<description><![CDATA[Praca w Afryce daje fantastyczną możliwość poznania nowych miejsc, ludzi i kultur. Dlatego właśnie zdecydowałam się zdobyć Kilimandżaro. W Boże Narodzenie. Przedstawiamy drugą część relacji z wyprawy do Afryki autorstwa Justyny Szczurek]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dzień trzeci: Moja Wigilia w drodze na dach Afryki</strong><br />
 Kolejny poranek, przepiękny wschód słońca. Pomimo kolejnej kiepskiej nocy, jestem szczęśliwa. Jest 24 grudnia 2013, Wigilia. Tego dnia wszystkie moje myśli wędrują do Polski. Myślę o mamie, która pewnie krząta się od rana po kuchni. O tacie, który dzielnie jej przeszkadza. Wiem, że tęsknią za mną, ale są zadowoleni, że ich szalona córka spełnia swoje marzenia. Dzisiaj w planach mamy dotarcie do punktu zwanego – Lava Tower (4600 m.n.p.m.). Musimy tam trochę pozostać, by nie nabawić się choroby wysokościowej. Z reguły pierwszymi objawami są ból głowy, nudności, wymioty. Często także osłabienie, brak apetytu, zawroty głowy, problemy z zaśnięciem. Aklimatyzacja przebiega fantastycznie, nie mogę na nic narzekać. Ból głowy, problemy żołądkowe, osłabienie&#8230; nic z tych rzeczy. Trzeci dzień, a energia mnie rozpiera! Przewodnik tylko strofuje, bym tak nie pędziła. W koło powtarza „Justyna pole, pole&#8230;” co znaczy &#8222;powoli, powoli&#8230;&#8221;. Nie ma się co śpieszyć, góry to nie wyścigi. Ale ja czuję wiatr w moich skrzydłach. Szczyt jest już tak niedaleko! Czyż nie marzyłam o tym przez ostatnie 5 miesięcy? Po przerwie lunchowej i aklimatyzacji schodzimy z powrotem na wysokość 3,950 m. Trzeci obóz rozbijamy w dolinie &#8211; Baranco hut (3950 m.n.p.m.), na styku dwóch szlaków. Wszędzie pełno namiotów. Wszędzie słychać radosne głosy, podekscytowanie. Czerwone czapki Mikołajów i dźwięk kolęd uświadamiają mi, że nie ważne gdzie, w jakich warunkach, magia świąt udziela się wszystkim. Kolacja przygotowana przez mojego kucharza w niczym nie przypomina tradycyjnej polskiej Wigilii. Ale nawet świeżo obrane mango dzisiaj smakuje inaczej. Przed snem postanowiłam poczytać. Przy świetle czołówki przenoszę się do upalnego Egiptu. W końcu znalazłam sposób jak przespać spokojnie całą noc. Zmęczenie wędrówką i dobra lektura wystarczyły, by w końcu zapaść w głęboki sen. Ta noc była równie ciepła, wygodna i spokojna, jak każda inna w moim łóżku.</p>
<p><strong>Dzień czwarty: Coraz bliżej celu</strong><br />
 Poranna toaleta, gorąca herbata, śniadanie i składanie obozu. Zwyczajny poranek w drodze na Kilimandżaro. Humory nam dopisują. Ruszamy dalej! Po 10 minutach wędrówki coś mi nie pasuje. Jesteśmy w dolinie, otaczają nas ściany. Gdzie jest droga? Nie, to nie możliwe. Czyżby ta ściana, po której zaczynają się wspinać nasi porterzy to była ścieżka? Tak, to właśnie będzie wyzwanie na kolejne półtorej godziny. Pionowa ściana, wąska ścieżka, wielkie głazy i stroma przepaść. Uważnie stawiam kolejne kroki, dłoń przewodnika jest bardzo pomocna. Tylko nie patrz w dół! Jeszcze tylko chwila, a za tym zakrętem na pewno jest szczyt tej ściany, jeszcze tylko parę kroków. Jest, udało się! Rozciągający się widok zapiera dech w piersiach i rekompensuje trud. Muszę usiąść. Czas na kilka zdjęć. Majestatyczne, gęste chmury depczą nam po piętach. Zaczynają zasłaniać całą dolinę, za chwilę nas dogonią. To znak, że czas ruszać w górę. Wszyscy się zbierają. Droga w dół nie jest już tak męcząca. Oddech wraca do normy. Krajobraz przypomina kamienną pustynię. Tylko gdzieniegdzie jakaś roślina, mały strumyk. Wyprzedzamy kolejną grupę. Na pewno spotkamy się w kolejnym obozie, ale nie ma to dla mnie w tej chwili żadnego znaczenia. Mam swoje tempo i wędrówka nie sprawia mi żadnego problemu. Przewodnik informuje, że kolejny obóz Karanga Valley (4100 m.n.p.m.) mieści się po drugiej stronie bardzo głębokiej doliny. Dzień czwarty zaczął się od wspinaczki na strome wzgórze i wygląda na to, że tak samo go zakończymy. To tylko godzina drogi, nie może być tak ciężko. Docieram do obozu porządnie zmęczona. Jeszcze tylko rejestracja w punkcie kontrolnym i mogę odpocząć. Każdy punkt obozowy ma swój mały namiot lub drewniany budynek, w którym należy się wpisać do księgi. Dzięki temu władze parku mają informację o każdym, kto rozpoczął wędrówkę. Kolacja i książka po raz kolejny pozwalają przespać spokojnie noc. Jutro wielki dzień.</p>
<p><strong>Dzień piąty: Dzień wielki!</strong><br />
 Wstaję o poranku bardzo podekscytowana. Dziś dotrzemy do ostatniego obozu. W nocy wyruszymy na szczyt. Droga do tego obozu jest krótka i przyjemna. Po trzech godzinach docieramy na miejsce &#8211; Barafu Camp (4600 m.n.p.m.). Teraz najważniejszy jest odpoczynek. Ale jak tu siedzieć spokojnie, kiedy wiem, że szczyt jest tak niedaleko. Na wyciągniecie ręki. Jesteśmy już bardzo wysoko, chmury otaczają nas z każdej strony. Wybieram osłonecznione kamienie, siadam, zamykam oczy i odpływam. Po kolacji przewodnik wygania mnie do namiotu, czas na sen, ponieważ o północy wyruszamy. O dziwo zapadam w spokojny sen.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p>Dalszy ciąg relacji już wkrótce!</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="234" height="234" />Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: W drodze na dach Afryki, cz.1</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-1/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-1/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 30 Nov 2014 02:18:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Kilimandżaro]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy po świecie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=16132</guid>
		<description><![CDATA[Praca w Afryce daje fantastyczną możliwość poznania nowych miejsc, ludzi i kultur. Dlatego właśnie zdecydowałam się zdobyć Kilimandżaro. W Boże Narodzenie. Specjalnie dla EksMagazynu - Justyna Szczurek]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kilimandżaro jest najwyższą górą Afryki i jednym z najwyższych samotnych masywów. Położona w Tanzani przy granicy z Kenią. To masyw powulkaniczny z ogromnym kraterem na jego wierzchołku. Sam szczyt stanowi najwyższe wzniesienie na krawędzi Kibo o nazwie Uhuru Peak (5895 m n.p.m.). Droga w górę wiedzie przez wszystkie strefy roślinności afrykańskiej: sawannę, las tropikalny, skalno-trawiaste planenau, a kończy na wiecznych śniegach lodowców Kilimandżaro. Góra jest stosunkowo łatwa technicznie i dostępna dla każdego, kto posiada odpowiednią kondycję. Jest jednak wysoka, a w ciągu dnia pokonuje się czasem znaczne przewyższenia, więc istotna jest właściwa aklimatyzacja.</p>
<p><strong>Moshi na rozgrzewkę</strong><br />
 Z biletem w ręce, ze szczegółowym planem trasy, z moimi notatkami i uśmiechem na twarzy wsiadam do samolotu. Malawi, kraj w którym obecnie mieszkam i pracuję, nie ma bezpośredniego połączenia z lotniskiem przy Kilimandżaro, dlatego kolejnych kilka godzin błąkam się po lotniskach &#8211; Lilongwe, Blantyer, Lusaka, Nairobi i nareszcie lądujemy. Na Kilimandjaro Airport docieram późnym wieczorem. Kierowca, który na mnie czeka, ma tak szczery uśmiech i przyjazne spojrzenie, iż od razu podbija moje serce. Niestety, jego angielski ogranicza się do kilku podstawowych słów. Nic to, pozwalam się porwać w nieznanym kierunku. Jedziemy do Moshi, bazy wypadowej całego przedsięwzięcia. Miasto tętni życiem, dlatego pomimo późnej godziny, decyduję się na kolację w małej restauracji na przeciwko hotelu. Jak się później okazuje &#8211; jednej z najlepszych w mieście. <br />
 Muszę jeszcze raz przejrzeć notatki, plan trasy, sprawdzić jakiego sprzętu mi brakuje. Sporządzam listę rzeczy do wypożyczenia: namiot, kijki trekingowe, może jeszcze płaszcz przeciwdeszczowy. Kończę kolację i udaje się do hotelu.<br />
 Drugi dzień w Moshi przeznaczam na zwiedzanie, ostatnie zakupy i nabranie sił. W końcu przede mną siedem dni w całkowitym odizolowaniu od cywilizacji. Zdecydowałam się wyjść na Kilimandżaro jedną z trudniejszych dróg &#8211; Machame Route. Ta najpopularniejsza i jednocześnie najbardziej komfortowa &#8211; Marangu Route, nie stanowi aż tak trudnego wyzwania. Mosi tętni życiem, ale spacer w takim upale kosztuje mnie wiele energii. Na szczęście wszystko udaje się sprawnie i szybko załatwić. Zostaje mi jeszcze trochę czasu na pyszną kawę i zakupy. Ciekawostką jest, że miejscowe krawcowe szyją od ręki piękne sukienki, spodnie, torebki. Maszyny do szycia stoją praktycznie przed każdym sklepem, na każdym rogu. Szum igieł idealnie komponuje się gwarem ulicy. Para pięknych, dopiero co uszytych spodni ląduje w moich dłoniach. Wracam do hotelu. Muszę się wyspać, w końcu jutro czeka mnie wielki dzień &#8211; początek wspinaczki.  <br />
 <strong><br />
 Dzień pierwszy: Trudne początki pięknej przygody</strong><br />
 Punktualnie o 9 rano stawiam się w recepcji hotelu. Mijają kolejne minuty. Przecież umówiłam się z przewodnikiem mojej grupy właśnie tutaj, nie mogłam pomylić miejsca i czasu&#8230; Z ponad godzinnym opóźnieniem pojawia się moja grupa. Zapomniałam, że czas w Afryce płynie inaczej. Tu nigdzie nam się nie spieszy, tu jest czas na wszystko&#8230;<br />
 Ponieważ na Kilimandżaro nie można wspinać się indywidualnie, musiałam wybrać grupę, która zorganizuje i zaplanuje moją siedmiodniową wyprawę. Zdecydowałam się na lokalną agencję turystyczną. W skład mojej ekipy wchodzi kucharz, przewodnik, pomocnik przewodnika i 5 porterów, którzy będą nieśli cały ekwipunek. Ruszamy. Wszyscy razem jednym, małym busikiem. Przed wjazdem do parku, robimy jeszcze drobne zakupy. Świeże warzywa i owoce, trochę mięsa, ryżu. Każdy posiłek przygotowywany będzie na bieżąco, musimy więc zaopatrzyć naszą całą grupę w prowiant.<br />
 Wjeżdżamy do parku &#8211; Machame Gate (1800 m.n.p.m.). Jakież jest moje zdziwienie, kiedy widzę tłumy ludzi! Grupy turystów wraz z ich przewodnikami, organizatorami. Cierpliwie czekam na rejestrację naszej ekipy. Ważenie naszego ekwipunku przebiega sprawnie, uzyskanie pozwolenia na wejście to tylko formalność, ale kolejka oczekujących rośnie. Chwilowe rozczarowanie szybko znika. Kiedy ruszamy, nie liczy się już nic. Tylko ja, moje myśli i plan zdobycia szczytu. Nawet świadomość czyhających zagrożeń, choroby wysokościowej, zimnych nocy, nie są w stanie przesłonić mi celu wyprawy.<br />
 Droga przez las deszczowy i żywa dyskusja mojej grupy towarzyszy mi przez kilka kolejnych godzin. Po 4 godzinach docieram do pierwszego obozu Machame Camp (3000 m.n.p.m.). Mój namiot i gorąca herbata już na mnie czekają. Oczywiście porterzy, którzy mi towarzyszą, są tak szybcy i doświadczeni, iż dotarli tam dużo wcześniej przede mną i przewodnikiem. Obóz umiejscowiony jest na skraju lasu deszczowego. Rozkoszuję się pięknym widokiem i imbirowym smakiem herbaty. Zapada zmrok, a ja uświadamiam sobie, że szum rozmów, odgłosy natury i gwieździste niebo będą moim jedynym towarzyszem przez kolejnych kilka wieczorów. Z dala od zgiełku cywilizacji, szalonego tempa życia, zapadam w sen. Pierwsza noc w namiocie jest koszmarem. Jest mi potwornie zimno. Kolejna warstwa ubrań, którą na siebie nakładam, nie pomaga. Brak wygodnego materaca i poduszki doprowadza mnie do szału. Jakim cudem będę w stanie przetrwać kolejnych 5 nocy? Jestem zdesperowana, przerażona i zła na siebie. Chcę wracać do domu. Co mnie podkusiło?! Za kilka dni święta Bożego Narodzenia, pełne ciepła, pysznego jedzenia, wszelkich wygód i relaksu. A ja tkwię na pustkowiu, z dala od rodziny, pogrążona w rozpaczy. Raz, dwa, trzy&#8230; Myśl o czymś ciepłym, co pozwoli zasnąć. Uspokój się! To przygoda twojego życia. Obolała, zziębnięta, w końcu zapadam w niespokojny sen.<br />
 <strong><br />
 Dzień drugi: głazy, deszcz i bezsenna noc</strong><br />
 Zgodnie z planem o 6.30 budzi mnie jeden z porterów, przynosi miskę z gorącą wodą. Mam chwilę na poranną toaletę. O 7 zostanie podane śniadanie. Zastanawiam się, czym też zaskoczy mnie kucharz. Talerz gorącej owsianki, tosty, dżem, miód, porcja owoców i gorąca kawa lądują na moim stole. Jestem zaskoczona ilością i różnorodnością jedzenia. Przecież jesteśmy na zupełnym pustkowiu! Zastanawiam się, kiedy i jak zostało to wszystko przygotowane. Tajemnica rozwiązuje się kilkanaście minut później. Nasza kuchnia polowa stoi tuż obok mojego namiotu. Każdy posiłek będzie więc przygotowany z dużą starannością. Czas ruszać w drogę. W ciągu 20 minut cały obóz zwinnie i sprawnie zostaje spakowany do wielkich worków. Porterzy ruszają pierwsi. Ja z przewodnikiem ruszam w ślad za nimi. Las deszczowy pozostawiamy za sobą. Droga wije się stromo w górę. Duże głazy utrudniają i spowolniają marsz. Wokół bujne krzewy. Obracam się na chwilę i widok zapiera dech w piersiach. Po raz pierwszy zauważam szczyt Month Meru, góry nieopodal Kilimandżaro. Jej majestatyczny widok będzie towarzyszył mi przez całą wyprawę. Pojawia się myśl, że może będzie okazja zdobyć i ten szczyt. Bardzo wolno idę przed siebie. Po dwóch godzinach wędrówki niepokojąca mgła przesłania widok. Pada delikatny deszcz. Przewodnik już wcześniej informował, że taka pogoda może nam towarzyszyć codziennie, piękne słoneczne poranki i chwilowe załamanie pogody w ciągu dnia.<br />
 Czas na chwilę odpoczynku. Pokonaliśmy trudny, stromy odcinek. Przed nami łagodniejsze zbocze z pięknymi widokami. Słońce z powrotem zaczyna przebijać się zza chmur i towarzyszyć nam w wędrówce. Razem z piękną roślinnością między skałami oraz szumem wody z ukrytych wodospadów stanowią idealnych kompanów. Około 14 docieramy do drugiego obozu Shira Camp (3840 m.n.p.m.) umiejscowionego na rozległej kamiennej polanie. Gdzie nie popatrzeć, rozciąga się piękny widok. Udaję się na odpoczynek. Niespodziewanie zapadam w krótką drzemkę. Budzi mnie szum deszczu. Jak to możliwe? Znowu? Przecież miało już nie padać. Na szczęście jest to tylko niewielki, intensywny opad. Pół godziny później przewodnik decyduje o godzinnym spacerze aklimatyzacyjnym. Idziemy spokojnie do obozu, który mieści się na szlaku innej trasy. Wspomniany już szczyt Month Meru cały czas przypomina o sobie w oddali. Dzisiejszy dzień był bardzo intensywny, mam więc nadzieję, że tę noc prześpię. Kolejne warstwy ubrań, porządny śpiwór&#8230; a ja w dalszym ciągu czuję chłód. Przyzwyczajona chodzić spać bardzo późno ewidentnie nie radzę sobie w polowych warunkach. Zasypiając wcześnie wieczorem, budzę się niespokojna w środku nocy. Jeszcze tylko 3 dni i zdobędziesz szczyt, dasz radę!</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p><em>Dalszy ciąg opowieści z wyprawy już wkrótce!</em></p>
<p style="text-align: center;"><em>***</em></p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="234" height="234" />Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->