<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; DDA</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/dda/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Czym jest syndrom DDA lub DDD</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/czym-jest-syndrom-dda-lub-ddd/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/czym-jest-syndrom-dda-lub-ddd/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Apr 2022 00:10:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karol Pisarski</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[alkohol]]></category>
		<category><![CDATA[DDA]]></category>
		<category><![CDATA[DDD]]></category>
		<category><![CDATA[dorosłe dzieci alkoholików]]></category>
		<category><![CDATA[nałogi]]></category>
		<category><![CDATA[syndrom DDA]]></category>
		<category><![CDATA[syndrom DDD]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29582</guid>
		<description><![CDATA[Z uwagi na bardzo duże rozpowszechnienie choroby alkoholowej, jest bardzo wiele osób określanych jako dorosłe dzieci alkoholików (DDA).]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Ale rodzin dysfunkcyjnych było i jest więcej niż te z problemem uzależnienia. Anna Sternik, psychoterapeutka i specjalistka terapii uzależnienia z Centrum Terapii Dialog wyjaśnia, czy zawsze dorosłe dzieci z takich rodzin muszą udać się na terapię, co może utrudniać im życie i jak sobie z trudnym dziedzictwem radzić.</h3>
<p><strong>Co to jest syndrom DDA?</strong></p>
<p>Zacznę od tego czym nie jest &#8211; nie jest chorobą ani żadną jednostką chorobową wpisaną w klasyfikację chorób i w tym sensie nie jest też diagnozą. DDA to opis pewnych stanów, uczuć i zachowań, postaw, schematów, które pojawiają się na podstawie określonych doświadczeń z dzieciństwa. To określenie wywodzi się z lat 70-tych, kiedy zaobserwowano, że uzależnienie w rodzinie ma wpływ na dzieci i później te dzieci przejawiają pewien zespół cech, z którymi borykają się w dorosłym życiu.</p>
<blockquote><p>W Polsce o tym syndromie zaczął mówić w latach 80. prof. Jerzy Mellibruda, a później też inni, związani z Instytutem Psychologii Zdrowia. Dziś sporo już wiemy na ten temat. Zrozumienie, że uzależnienie wprowadza rozmaite dysfunkcje, otworzyło „furtkę” do pomagania i do oferty psychoterapeutycznej dla tych osób.</p>
</blockquote>
<p><strong>O jakich cechach mówimy mając na myśli DDA?</strong></p>
<p>Taką listę cech stworzyła Janet G. Woititz autorka książki „Dorosłe dzieci alkoholików”. Ale to nie jest tak, że jeśli rozpoznamy u siebie kilka z tych cech to jesteśmy DDA, a jak nie &#8211; to nie jesteśmy. Właściwie każdy z nas boryka się z jakimiś problemami i znajdzie na tej liście cechy, które pasują do niego. Osoby z DDA mają zazwyczaj większość z nich, choć nie wszystkie, bo każdy ma swoją mapę doświadczeń z dzieciństwa. Te najbardziej charakterystyczne to m.in. bezlitosne ocenianie siebie samego, zastanawianie się, czy moje zachowanie jest normalnie, trudność z przeprowadzaniem zamiarów od początku do końca – np. osoba kończy studia, ale nie pisze pracy magisterskiej. Niektórzy mają problem z odprężaniem się, zrelaksowaniem i przeżywaniem radości, żyją w ciągłym napięciu i traktują siebie bardzo poważnie. Trudno im nawiązywać bądź pogłębiać relacje, co przeszkadza w osiąganiu satysfakcji życiowej. Dorosłe dzieci alkoholików przesadnie reagują na zmiany, na które nie mają wpływu. Unikają zmian i robią wszystko co możliwe, żeby różne rzeczy się nie zmieniały, dlatego często są w pewnym zatrzymaniu, czyli trwają w sytuacji, która im nie odpowiada, np. w pracy czy pozostają w związku, który ich nie satysfakcjonuje. Boją się zmian, bo to kojarzy im się z czymś złym. W rodzinie z problemem uzależnienia największą wartością jest utrzymanie rodziny i w związku z tym dorosłe dzieci alkoholików nieustannie poszukują aprobaty, uznania, potwierdzenia, tego by ktoś cały czas mówił, że są w porządku.</p>
<blockquote><p>Osoby z syndromem DDA często myślą o sobie, że się różnią od innych, ale w negatywny sposób. Słyszę od nich: jestem dziwakiem, dziwolągiem. W tym sensie zetknięcie się z tą listą cech może dawać rodzaj ulgi. Bo nagle widzę: „O, to jest opisane, to znaczy, że są inni, którzy czują i myślą tak jak ja. Może jest dla mnie nadzieja, może jest dla mnie szansa”. Wielu osobom robi się lżej, kiedy widzi, że to nie jest tylko ich osobliwy wewnętrzny świat, lecz inni też przeżywają podobne stany.</p>
</blockquote>
<p>Trzeba jednak wiedzieć, że jeżeli ktoś spotkał się z listą cech DDA i rozpozna w niej siebie, to bardzo ważnym krokiem jest niedefiniowanie siebie przez ten syndrom.</p>
<p><strong>Co to znaczy?</strong></p>
<p>Chodzi o znalezienie swojej tożsamości i siebie w tym wszystkim. Powiedzenie sobie: „To jestem ja, mam takie i takie cechy, dziś jestem już dorosłą osobą, pracownikiem, matką i żoną”. Dopiero gdzieś tam dalej jest fakt, że wyrosłam z takiej rodziny. Chodzi o to, żeby nie przykleić sobie etykiety: „Jestem DDA”. Taka etykieta niesie ze sobą dużo więcej strat niż korzyści, może prowadzić do zanurzenia się w poczuciu krzywdy i bycia gorszym.</p>
<blockquote><p>Z tego właśnie powodu jakiś czas temu syndrom DDA zaczął być środowisku psychologów krytykowany. Zaczęto zwracać uwagę na to, że tak naprawdę każda inna dysfunkcja może wyzwalać takie cechy. Na przykład nadmierna odpowiedzialność czy branie na siebie obowiązków za inne osoby zdarza się także osobom bez syndromu DDA. Powstaje więc pytanie: po co to tak naprawdę nazywać? Może po prostu jest szeroka grupa osób wywodząca się z rodzin dysfunkcyjnych lub z problemami emocjonalnymi, która ma określone cechy i tyle.</p>
</blockquote>
<p>Jednak warto mieć na uwadze, że niektórym osobom pomaga nazwanie problemu, chcą wiedzieć co im jest i kiedy znajdują wyjaśnienie swoich reakcji i zachowań mogą powiedzieć: &#8222;Aha, ja tak mam nie dlatego, że jestem jakaś dziwna czy głupia, tylko dlatego, że spotkało mnie pewne doświadczenie&#8221;.</p>
<p>I nie ma w tym nic złego, trzeba tylko zadbać – a to już najczęściej praca dla terapeutów &#8211; żeby pójść dalej, nie zostać w etykiecie DDA. Bo uświadomienie sobie tego na początku odciąża, ale później może ciążyć. Dlatego tak ważne jest znalezienie swojej tożsamości, wyodrębnienie się, myśleć o tym: <strong>to jest element mojej historii, ale to nie kieruje moim życiem, nie myślę o tym cały czas.</strong> Dzięki temu, że rozumiem, co się ze mną dzieje, lepiej radzę sobie ze swoimi schematami.</p>
<p><strong>Da się wyjść całkowicie z DDA?</strong></p>
<p><strong>To nie jest jednostka chorobowa</strong>, więc w tym sensie nie. Powiedziałabym, że chodzi raczej o to, żeby rozeznać, na ile różne doświadczenia, które mnie spotkały, wpłynęły na mnie i sprawić, by podświadomie mną nie kierowały. <strong>Rozpoznanie schematów postępowania pozwoli nam przejąć kontrolę nad swoim życiem, nie wchodzić w szkodliwe sytuacje</strong>. Na przykład: nie angażuję się w relację, w której nie czuję się komfortowo, odmawiam, stawiam granicę, nie staram się być za wszelką cenę lojalna wobec osoby, która wobec mnie zachowuje się nie w porządku, nie daję się wykorzystywać w pracy. Innymi słowy: zauważam, że mam taki problem i nie powielam go.</p>
<p><strong>Czy konieczna jest do tego terapia, czy można to przepracować samemu? </strong></p>
<p>Jestem przekonana, że jest wiele osób, które radzą sobie z tym same, nawet po rozpoznaniu problemu. Gdyby było inaczej, wszystkie poradnie na świecie pękałyby w szwach. Niektórzy mają takie zewnętrzne punkty oparcia, że są w stanie to zrobić. Część osób radzi sobie z różnymi schematami, natomiast mimo wszystko nie umie się z nich wyzwolić. W kółko potyka się o tę samą trudność: &#8222;Mam nową pracę, a znowu wszyscy weszli mi na głowę&#8221;, &#8222;Mam nowy związek, a znowu wszystko robię sama&#8221;.</p>
<blockquote><p>Coś, co sprowadza pacjentów z DDA do gabinetu psychoterapeuty, to powtarzalność takich sytuacji. Psychoterapia pomaga to zauważyć, zrozumieć, uczy, jak właściwie reagować. Samodzielne pomaganie sobie jest możliwe, z pewnością pewne rzeczy można sobie samemu uporządkować, jest wiele książek do pracy nad sobą. Gdyby jednak to wszystkim wystarczało, psychoterapia nie miałaby racji bytu. Poza tym w psychoterapii znajdziemy coś, czego nie dostaniemy w pracy z książką czy podręcznikiem – bliskość, wsparcie, leczącą relację terapeutyczną oraz bezpieczne warunki do uporania się z problemami.</p>
</blockquote>
<p>Psychoterapia dorosłych dzieci alkoholików to często terapia zaburzeń emocjonalnych, czasem dochodzą do tego choroby psychiczne, np. depresja, stany lękowe czy zaburzenia osobowości.</p>
<p><strong>Czym się różni syndrom dorosłego dziecka alkoholika od syndromu dorosłego dziecka wywodzącego się z domu trzeźwego, ale dysfunkcyjnego? </strong></p>
<p>Tak na prawdę niczym albo jednym: tym, że tę dysfunkcję wprowadza uzależnienie rodzica.</p>
<p><strong>Jednym z problemów osób z DDA jest lęk przed bliskością. Co zrobić, by go pokonać?</strong></p>
<p>Nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi. Po kilkunastu latach zajmowania się psychoterapią mogę powiedzieć, że bezpieczne relacja terapeutyczna sprawia, że ludzie otwierają się na tę bliskość, na coś, co dotychczas uważali za zagrażające. To się dzieje w psychoterapii, ale też może się dziać w innych dobrych relacjach, na przykład ktoś spotyka na studiach otwarte osoby, z kimś się zaprzyjaźnia i zaznaje bliskości, która może mieć leczący wpływ.</p>
<blockquote><p>Nie warto jednak zwlekać z terapią, bo z wiekiem ten lęk może być coraz trudniej pokonać &#8211; jeśli powtarzają nam się doświadczenia trudności w bliskości, w pogłębieniu relacji, czerpania satysfakcji, w zaufaniu, to te doświadczenia wzmacniają stary schemat, który mówi: nie warto wchodzić w zależność, to może mnie zranić. Tak wzmacnia się schemat dystansowania się.</p>
</blockquote>
<p><strong>Czy zawsze tak jest, że wchodzimy w schemat: ojciec alkoholik to i mąż alkoholik?</strong></p>
<p>Jestem daleka od kategorycznych odpowiedzi, choć obserwacje kliniczne faktycznie pokazują taką powtarzalność. Jedna z pacjentek powiedziała mi kiedyś: &#8222;Tak bardzo pilnowałam, żeby nie wybrać sobie pijącego partnera, a po latach okazało się, że on też nadużywa&#8221;. Przypomina mi to książkę „Jak żyć w rodzinie i przetrwać” autorstwa psychiatry Robina Skynnera oraz komika Johnego Cleese’a.</p>
<p>Jest tam mowa o ćwiczeniu terapeutycznym, które Skynner przeprowadza na początku terapii grupowej, gdy osoby jeszcze się nie znają &#8211; prosi ich, żeby dobrali się w pary, a później te pary w czwórki i żeby posługując się tylko swoją intuicją przypisali sobie role: mamy, taty, brata, siostry. Kiedy już poznają swoje historie i przyglądają się tym „swoim rodzinom” okazuje się, że zadziałała tzw. „ślepa siła”, tak jakby wybór odbywał się poza ich wolą. To znaczy, że podświadomie dobieramy się albo na zasadzie podobieństwa (zbliżamy się do osoby, która kogoś nam bardzo przypomina) albo odwrotnie: szukamy kogoś, kogo bardzo nam brakowało.</p>
<blockquote><p>Czasem nasz wybór jest kontra wyborem, czyli wybieram kogoś dokładnie odwrotnego, ale nadal pozostajemy w uwikłaniu, bo punkt odniesienia jest ten sam – wzór czy antywzór, awers czy rewers to wciąż ta sama moneta, a chodzi o dokonywanie własnych wyborów.</p>
</blockquote>
<p><strong>Czy agresja może być jedną z cech osób z DDA?</strong></p>
<p>Agresja często wynika z nieumiejętności regulacji emocjonalnej. To z jednej strony mogą być emocje, których dana osoba nie jest w stanie w inny sposób wyrazić, lub poradzić sobie z nimi inaczej niż poprzez agresywne zachowania wobec partnera, a z drugiej strony może to też być czynnik środowiskowy związany z przekazanym nam w dzieciństwie określonym modelem ekspresji, emocji czy też stylem komunikacyjnym (krzyki, wyzwiska). Mamy tu do czynienia z dwoma aspektami: z jednej strony destrukcyjny model komunikacji w związku, a z drugiej &#8211; uszkodzony mechanizm regulacji emocji, kłopot z kontrolą impulsu.</p>
<blockquote><p>Przyczyny mogą być różne, np. przeciążenie pracą odreagowywane w domu, sfrustrowane potrzeby (na przykład nie mam dla siebie czasu), brak umiejętności zrelaksowania się i odprężania. Żeby to zmienić, trzeba się zastanowić jaka jest tego przyczyna.</p>
</blockquote>
<p><strong>Czy w rodzinie, w której to nie rodzic, ale dziadek lub babcia byli alkoholikami także możemy mówić o syndromie DDA?</strong></p>
<p>Jeżeli dziecko mieszkało z takimi osobami pod jednym dachem, a rodzice byli w jakimś sensie nieobecni, bo np. dużo pracowali i jeżeli u danej osoby wykształciły się pewne cechy, jak na przykład trudność w nazywaniu swoich potrzeb, w wyrażaniu uczuć, stawianiu granic, kłopoty w relacjach &#8211; to można mówić, że osoba ma cechy syndrom dorosłego dziecka z rodziny dysfunkcyjnej. Sporo tu zależy od rodziców &#8211; jeżeli są w stanie ochronić swoje dzieci, to jest szansa, że cechy się nie rozwiną. Natomiast jeżeli dziadkowie byli ważnymi osobami, choćby ze względu na nieobecność rodziców, to pewne cechy mogą się wykształcić.</p>
<p>C<strong>zy  dzieci mogą odziedziczyć cechy DDA po swoich rodzicach? </strong></p>
<p>Nie ma dziedziczenia DDA. To nie jest choroba. W tym przypadku możemy myśleć raczej o problemie parentyfikacji &#8211; odwrócenia ról, czyli sytuacji gdy dziecko opiekuje się swoim rodzicem i odbywa się to kosztem jego potrzeb emocjonalnych, przekracza jego możliwości rozwojowe i w dodatku jest utrwalone, bo trwa długo. To może odbywać się poprzez długotrwałą obserwację i modelowanie postaw.</p>
<p><strong>Spotkałam się z dylematem, czy osoba DDA powinna planować rodzinę. Co pani sądzi na ten temat?</strong></p>
<p>W tym dylemacie widzę lęk. Ważne jest to, by jeśli taka osoba zauważa problem, coś z nim próbowała zrobić – czytała publikacje na ten temat, zdecydowała się na terapię, znalazła grupę wsparcia. W takim działaniu chodzi o to, by rozeznać swoje deficyty. Bo jeśli nauczy się je rozpoznawać, zaspokajać, wyrażać uczucia, to one nie będą wpływały na jej dzieci. Poprzez nieradzenie sobie ze swoimi uczuciami, na przykład ze złością, będzie podświadomie tłumić w dzieciach te uczucia – w tym przypadku złość. Działa to wtedy jak w zabawie „podaj dalej”, czyli pewne postawy są przekazywane. To nie dzieje się na poziomie genów, lecz poprzez reakcję na uczucia, na to że dziecko ma swoje potrzeby i wyraża je, a my to respektujemy, uznajemy, że ma takie prawo, jesteśmy wrażliwi na jego potrzeby. Ale żeby tak się stało, najpierw musimy być wrażliwi na swoje potrzeby i umieć je nazwać.</p>
<blockquote><p>U DDA zdarza się też tzw. schemat samopoświęcenia, który polega na tym, że  osoba zaspokaja wszystkie potrzeby dziecka na żądanie, niezależnie od jego wieku, zapominając o swoich potrzebach. Takie doświadczenie nadmiaru, nadopiekuńczości też może być urazowe. Kiedyś jeden z pacjentów powiedział mi, że jego dramatem jest to, że wszystko otrzymał, o nic nie musiał walczyć, niczego nie musiał zdobywać, przez co nie mógł poczuć się dorosły, nie mógł poczuć się mężczyzną.</p>
</blockquote>
<p><strong>Niektóre osoby z DDA często używają tej informacji do usprawiedliwiania swoich reakcji i zachowań&#8230; </strong></p>
<p>To negatywna konsekwencja życia z etykietą, co czasem skutkuje roszczeniową postawą: więcej należy mi się od życia, od innych, od systemu, od życia, bo w dzieciństwie zostałem skrzywdzony. Takim &#8222;metacelem&#8221; w pracy z osobami DDA jest praca z krzywdą, rozprawienie się z nią. Używam czasem takiego porównania, że życie z tym syndromem to jakby w małym przedpokoju mieć wielkie pudło, przez które codziennie wychodząc do pracy trzeba przeskoczyć. Ono mi cały czas przeszkadza, czasem się o nie potykam, ale ciągle nie mam siły i czasu żeby do niego zajrzeć i poskładać te rzeczy. Proces psychoterapii jest zatrzymaniem się na tym wielkim pudłem, zajrzeniem do tego, co jest w środku, obejrzeniem tych rzeczy, zdecydowaniem, co zostawiamy, a co wyrzucamy, i włożeniem uporządkowanego pudła na pawlacz. Ono nie znika zupełnie, wiem, że tam jest – bo to część mojej tożsamości, ale już się o nie nie potykam, na co dzień zapominam o tych rzeczach z pudełka.</p>
<p><strong>Czy bycie DDA przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu, w pracy?</strong></p>
<p>To zależy, jaki sposób na przetrwanie w takim dysfunkcyjnym domu wybrało dziecko, albo do jakiej roli zostało przypisane. Może to być rola rodzinnego bohatera, kozła ofiarnego, maskotki, niewidzialnego dziecka. W rozumieniu parentyfikacji  dziecko może pełnić rolę opiekuna rodzica, bufora emocjonalnego, terapeuty.</p>
<blockquote><p>Na przykład rola bohatera rodzinnego, takiej pozytywnej wizytówki rodziny, może objawiać się poprzez bycie najlepszym uczniem, tym najgrzeczniejszym w rodzinie, chwalonym, podziwianym przez sąsiadów. Wyrastają z nich superpracownicy, którzy zawsze biorą na siebie odpowiedzialność, zawsze wywiązują się ze swoich obowiązków, natomiast ponoszą ogromne osobiste koszty nadmiaru obowiązków, poczucia odpowiedzialności, dociążania siebie, niestawiania granic, robienia trzech fakultetów i dbania o idealną rodzinę. Dla pracodawcy to wymarzony pracownik, ale dla niego samego to ryzyko chorób somatycznych, zawałów, stanów lękowych.</p>
</blockquote>
<p>Osoba, której przypadnie rola maskotki, to ktoś kto zawsze będzie rozładowywać atmosferę, będzie trochę błaznem, żartownisiem, wbrew swoim prawdziwym uczuciom napięcia i lęku. Wiele zależy więc od tego, jaki sposób na przetrwanie w tej trudnej sytuacji, jaką jest wychowywanie się w rodzinie z problemem uzależnienia, wybrało dziecko albo jaka rola została mu przypisana, jednak tak czy inaczej to zawsze jest urazowe doświadczenie.</p>
<p><strong>Czy odejście od męża alkoholika pozwoli uchronić dzieci przed syndromem DDA?</strong></p>
<blockquote><p>Tym, co chroni przed rozwojem większego natężenia negatywnych cech jest dobra relacja, tzw. dobra figura w dzieciństwie. Czasem to ciepła, opiekuńcza babcia, czasem trener, którego można podziwiać. Jeśli jeden z rodziców jest świadomy zagrożenia i stara się być uważny na uczucia i potrzeby dzieci, jeżeli granice i wymagania są adekwatne, jeśli pilnuje, żeby nie doszło do procesu parentyfikacji, czyli dzieci nie starają się zajmować uczuciami rodziców, a rodzic dba, by miały swój własny dziecięcy świat &#8211; to jest to możliwe.</p>
</blockquote>
<p><strong>Samo uzależnienie nie daje automatycznie objawów u dziecka</strong>. <strong>Ważne są relacje, w których dziecko ma oparcie</strong>. Bo to, czego najczęściej doświadczają w dzieciństwie dzieci alkoholików, to właśnie brak oparcia i odrzucenie oraz nieprzewidywalność zdarzeń i reakcji. Nigdy nie wiadomo, co mnie spotka w domu: czy ten uzależniony rodzic będzie pod wpływem alkoholu, czy będzie w porządku. Czy nieuzależniony będzie napięty, czekając na powrót uzależnionego, czy może będzie rozluźniony. Chwiejność zasad i norm wpływa na to, że wykształcają się pewne cechy i to w dwie strony: albo w sztywny porządek, zachowania zero-jedynkowe, albo że wszystko jest płynne i nie ma żadnych zasad i norm.</p>
<p><strong>Jak przekonałaby pani osobę niezdecydowaną, aby poszła na terapię?</strong></p>
<p>Warto sięgać po wsparcie. Ja jestem zwolenniczką psychoterapii, bo widzę, że działa, bardzo lubię swoją pracę, wiem, że jakoś trzeba przejść przez trud otwierania się, mówienia o rzeczach trudnych, ale na końcu jest nagroda. To wzruszające uczestniczyć w takim procesie, patrzeć jak w trakcie terapii poprawia się jakość życia pacjenta. Kiedyś jedna z pacjentek użyła takiego porównania, że terapia jest jak poród: krew, pot i łzy, ale rodzi się nowe życie. To porównanie bardzo mnie poruszyło, bo coś w nim jest.</p>
<blockquote><p>Trzeba jednak mieć też świadomość, że to nie jest tak, że po terapii wszystko się zmieni, że będę tylko szczęśliwym człowiekiem. Natomiast można lepiej sobie radzić, szybciej zatrzymywać szkodliwe dla mnie schematy. Warto też liczyć się z tym, że w terapii będą trudne momenty, może zweryfikują się niektóre relacje, bo zaczniemy stawiać granice, dbać o siebie i nagle się okaże, że ktoś, kogo odbieraliśmy jako bliską osobę, zacznie się wycofywać, bo zmienia się nasz sposób bycia z drugim człowiekiem. Jednocześnie większość osób zaczyna wtedy rozwijać nowe relacje, poznawać nowe osoby i w tym sensie zmienia się jakość jego życia. Nie jestem innym człowiekiem, ale lepiej mi się ze mną żyje, lepiej siebie znam, dzięki czemu mogę kierować swoim życiem i czuć się w nim w miarę dobrze.</p>
</blockquote>
<p><em>Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl</em></p>
<p><em>Korzystałam z webinaru zorganizowanego 2 marca przez Centrum Terapii Dialog pt. „Gdy byłam/em mała/y moi rodzice pili alkohol &#8211; jak doświadczenia z dzieciństwa wpływają na nasze dorosłe życie”.</em></p>
<div id="biography-wrapper">
<p><em><img src="https://zdrowie.pap.pl/sites/default/files/styles/image_crop_portrait_100/public/202103/Anna_Sternik.jpg?itok=miirJXIh" alt="Fot. PAP/Archiwum Anny Sternik" width="100" height="100" /></em></p>
<div id="biography-label"><em>Anna Sternik, psycholog i psychoterapeuta</em></div>
<p><em>Jest specjalistką psychoterapii uzależnień, psychoterapeutką DDA, obecnie w Centrum Terapii Dialog. Ma ponad 15 lat doświadczenia pracy z pacjentami, które zdobywała m.in. w Poradni Rodzinnej SP ZOZ Centrum Odwykowego, w Poradni Leczenia Uzależnienia i Współuzależnienia MSWiA w Warszawie, w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. W tej ostatniej instytucji wprowadzała program ograniczania picia, tworzyła nowe narzędzia diagnostyczne w rozpoznawaniu patologicznego hazardu. Prowadziła badania charakterystyki systemu pomocy osobom uzależnionym od substancji psychoaktywnych.Na Uniwersytecie SWPS jako wykładowczyni została wyróżniona nagrodą dydaktyczną Prodziekana Wydziału Psychologii Uniwersytetu SWPS za uzyskanie wysokiej oceny prowadzonych zajęć.</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/czym-jest-syndrom-dda-lub-ddd/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Współcierpiące</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/wspolcierpiace/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/wspolcierpiace/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Nov 2012 09:44:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[DDA]]></category>
		<category><![CDATA[dorosłe dzieci alkoholików]]></category>
		<category><![CDATA[uzależnienie od alkoholu]]></category>
		<category><![CDATA[współuzależnienie]]></category>
		<category><![CDATA[życie DDA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=10047</guid>
		<description><![CDATA[Miałam poczucie, że życie polega na tym, żeby cierpieć. Być w jakiś sposób nieustannie nieszczęśliwą i robić dużo, dużo rzeczy, żeby o tym poczuciu nieszczęścia na chwilę zapomnieć. Później odkryłam, że to właśnie współuzależnienie]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Agnieszka</strong><br />
 35 lat. Mieszka w Warszawie. Jest szefową jednego z oddziałów dużego banku. Wysoka, okrągła brunetka z długimi włosami. Zawsze nienagannie ubrana: garsonka i buty na obcasie, ale nie za wysokim, takie, żeby można było w nich przechodzić cały dzień. Matka dwójki dzieci. Mężatka. Rozwiedziona. Mówi o sobie: Jestem DDA i na szczęście już jestem tego świadoma.</p>
<p><strong>Joanna</strong><br />
 32 lata. Mieszka w Krakowie. Jest przedszkolanką. Wysoka blondynka o bardzo kobiecej, zgrabnej figurze. Prawie nigdy nie zakłada spódnic ani sukienek. Zwykle ubrana w spodnie na kant i ciemny sweterek. Jak mówi, źle czuje się w kolorach innych niż brązy i szarości. Zaręczona. Nazywa się „genetyczną niepijącą alkoholiczką”.</p>
<p><strong>Agnieszka: Miś i wino</strong><br />
 Pamiętam nieprzespane noce, kiedy czekałam w swoim pokoju na powrót ojca. Zawsze wracał pijany. A kiedy wracał trzeźwy, robił w domu awanturę. Po pijaku zwykle zasypiał. Wszędzie: w kuchni, w łazience, czasami na klatce schodowej. A ja, każdego wieczoru czekałam na to, żeby przyszedł, zapytał, czy dostałam piątkę w szkole, żeby się mną zainteresował. Czasami przynosił czekoladę albo batonika, zwykle pogniecione i połamane, czasami śmierdzące alkoholem, bo akurat miał je w torbie z butelką, której nie domknął pijąc w drodze do domu…</p>
<p>W moje 13 urodziny czekałyśmy na niego z mamą i z tortem, takim śmietankowym, z truskawkami, bo bardzo lubię truskawki. Miał przyjść wcześniej z pracy i mieliśmy wszyscy razem pojechać do dziadków. Oczywiście ojciec nie pojawił się w domu. Wrócił nad ranem. Pijany. Przyniósł mi białego misia. Niósł go w torbie z otwartą butelką wina, więc miś był mokry, śmierdział alkoholem i nie był już do końca biały… Wręczył mi go ledwie trzymając się na nogach. Mama później próbowała uprać tego misia, ale plamy z wina nie zeszły… Mam go do dziś.</p>
<p><strong>Joanna: Piwo dla 8-latki</strong><br />
 Matka piła odkąd pamiętam. Jako dziecko, a nawet jeszcze jako nastolatka, nie widziałam w tym niczego złego. Może dlatego, że długo nie widziałam jej pijanej do nieprzytomności. Może bardziej się pilnowała, a może po prostu na początku nie piła aż tak dużo i jakoś mogła to kontrolować…</p>
<p>Matka pracowała z ojcem za granicą, kiedy siostra i ja byłyśmy małe, zajmowali się nami wujkowie i ciocie. Kiedy miałam 16 lat, zostawałam głową rodziny na dwa, trzy miesiące, kiedy rodzice wyjeżdżali zarabiać. Ojciec zawsze twierdził, że to właśnie za granicą mama zaczęła pić. Ale długo nie widział problemu – kilka głębszych na dobry sen, od czasu do czasu impreza ze znajomymi. Kiedy rodzice wracali, spędzali w domu kilka tygodni. I tu było tak samo – kilka piw na dobranoc, późne wstawanie, odwiedziny gości i wódka.</p>
<p>Ale nadszedł taki czas, że zaczęłam zauważać, że coś jest nie tak. Kończyłam wtedy liceum. Matka zaczęła być coraz bardziej zdenerwowana, nie interesowały jej nasze szkolne historie, coraz częściej zdarzało się tak, że, jak już była w domu, a nie za granicą, nie wstawała rano, żeby zrobić siostrze i mnie śniadanie i kanapki do szkoły. Robiłam je sama, umiałam to. Czasami, kiedy wracałam do domu wcześniej, bo nie było lekcji, matka jeszcze spała. Pewnego dnia, robiąc zakupy, usłyszałam od sprzedawczyni w naszym osiedlowym sklepiku, żeby rodzice nie wysyłali mojej młodszej siostry po alkohol, bo inni kupujący zwracają jej uwagę, że podaje alkohol 8-latce…</p>
<p>Nie minęło kilka miesięcy, a matka zaczęła pić oficjalnie. Przy obiedzie piwo, przy kolacji wino, a wieczorem, przy oglądaniu telewizji – wódka. Upijała się tak, że często albo ojciec musiał zanosić ją do sypialni, albo spała zwyczajnie w fotelu przed telewizorem.<br />
 Była na odwyku kilka razy, kilka razy sprzątaliśmy dom z każdego możliwego alkoholu. Kilka razy, przez kilka tygodni wydawało się, że wszystko wróci do normy. Zawsze jednak wszystko wracało na stare tory.</p>
<p>Pamiętam doskonale dzień, kiedy znienawidziłam swoją matkę do końca życia i przyrzekłam sobie, że nigdy nie wezmę alkoholu do ust. Wróciłam wcześniej ze szkoły, siostra została w domu, bo miała grypę. Weszłam do mieszkania, zawołałam matkę, jak zwykle, nikt mi nie odpowiedział. Poszłam do siostry, miała straszliwą gorączkę, majaczyła. Pobiegłam do pokoju rodziców, nikogo tam nie było, zadzwoniłam po tatę. I zajrzałam do łazienki. Matka leżała nieprzytomna na podłodze. W swoich wymiocinach. Wypiła perfumy i spirytus kosmetyczny, bo w domu nie było innego alkoholu… Od tego czasu nie przypominam sobie, żebym z nią rozmawiała czując coś innego niż obrzydzenie.</p>
<p><strong>Agnieszka: Dwa odwyki</strong><br />
 Marka poznałam na studiach. Był wulkanem energii. Studiował prawo, był jednym z najlepszych studentów na roku. Rodzina – z dwupokoleniową tradycją prawniczą. Byliśmy parą przez cztery lata – to było „to” – mężczyzna moich marzeń. Wiedziałam, że on i nikt inny. Po prostu. Był ideałem. Zaradny, opiekuńczy, rodzinny, chciał mieć do najmniej dwójkę dzieci, dokładnie, jak ja.</p>
<p>O tym, że pije dowiedziałam się kilka lat po ślubie… Może nie chciałam tego widzieć. A może po prostu był sprytny…<br />
 Ślub był jak z bajki, huczne wesele, podróż poślubna na Tajlandię. Nowe duże mieszkanie i pierwsza ciąża rok po ślubie. Żyłam w bajce. Ale, kiedy pojawiło się dziecko, coś zaczęło zgrzytać. Marek dużo pracował, coraz więcej. Po kilkanaście godzin dziennie. Wracał coraz bardziej podenerwowany. Robił awantury o byle co, coraz częściej, podnosił głos, krzyczał, kiedy dziecko wieczorem płakało, bo był zmęczony i nie mógł odpocząć. Kilka razy zdarzyło się, że w środku nocy koledzy odprowadzali go prawie nieprzytomnego. – Ciężko pracuje, ma dużo stresów, musi odreagować – myślałam. – Przejdzie, jak dziecko podrośnie, będę miała więcej czasu, pójdę do pracy, odciążę go trochę…</p>
<p>Niestety, szybko zaszłam w drugą ciążę. Wtedy już zaczął się koszmar. Marek pił prawie codziennie, z kolegami na mieście i po powrocie do domu. Kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży, stracił pracę. Przez alkohol. Siedział w domu i nie trzeźwiał.</p>
<p>Kiedy zaczęłam rodzić, nie było go w domu, bo właśnie spotykał się z kolegami. Pojechałam do szpitala taksówką, z moją przyjaciółką. Nie dotarł na poród, ani w ciągu kilku kolejnych godzin po. Pojawił się rano następnego dnia. Pijany, w garniturze, którego nie zdjął od trzech dni, z kwiatami w ręku… Zrobił awanturę na oddziale, bo pielęgniarki nie chciały go wpuścić do dziecka…</p>
<p>Po powrocie do domu było już tylko gorzej. Marek pił, krzyczał, a następnego dnia trzeźwiał, przepraszał, obiecywał poprawę. Jakimś dziwnym sposobem, nawet nie przyszło mi do głowy, że właśnie na moich oczach w mojej rodzinie dzieje się to, co w domu rodziców…</p>
<p>Mój koszmar trwał prawie osiem lat. Kiedy dzieci były na tyle duże, żeby pójść do przedszkola, poszłam do pracy, bo Marek nie mógł znaleźć niczego na dłużej. Pił. I obiecywał poprawę. Dwa razy był na odwyku. I dwa razy nic z tego nie wyszło. Ciągle jednak wierzyłam, że się uda. Że potrafię mu pomóc. Że muszę być dla niego silna. Dla niego i dla dzieci.</p>
<p>Zrozumiałam, jak bardzo się mylę, kiedy pewnego dnia starsza córka wróciła ze szkoły z jedynką z jakiegoś testu. Marek był pijany. Nazwał ją idiotką, zamknął w pokoju mówiąc, że nie wyjdzie stamtąd, dopóki nie nabierze rozumu i nakrzyczał tak bardzo, że jak wróciłam z pracy, zastałam dziecko roztrzęsione, zapłakane i przerażone. Kiedy chciałam z nią porozmawiać, sama znalazłam się na celowniku męża. Zaczęliśmy na siebie wrzeszczeć. Kiedy nazwałam Marka alkoholikiem i nieudacznikiem, uderzył mnie w twarz. Po czym się rozpłakał i zaczął przepraszać.</p>
<p><strong>Joanna: Wyjątkowa księżniczka</strong><br />
 Janusz był moją pierwszą miłością. I chyba jedyną, taką do szaleństwa. Poznałam go podczas wakacji nad morzem, jako niespełna 25-latka. Był handlowcem, starszym ode mnie o pięć lat, wykształconym, zabawnym, nieziemsko przystojnym. Ja – wtedy szara myszka, byłam w siódmym niebie, że ktoś taki się mną zainteresował. Nazywał mnie swoją księżniczką, zupełnie wyjątkową osobą, jedyną na świecie, przy której czuje się wspaniale. Powtarzał, że czekał na mnie całe swoje życie…</p>
<p>Spotykaliśmy się przez ponad trzy lata. Wiedziałam, że Janusz zagląda do butelki częściej niż na imprezach ze znajomymi, ale nigdy nie przekraczał granic. Kiedy był bardzo pijany, szedł po prostu spać. Byłam przekonana, że to minie. Nie wiem, dlaczego. Sama od 18 roku życia nie miałam alkoholu w ustach. Zawsze, kiedy widziałam na stole wódkę, przypominała mi się pijana matka i po chwili widziałam siebie w takim stanie, jak ona. Napawało mnie to obrzydzeniem. Ale nie czułam tego obrzydzenia do Janusza, a powinnam, to byłoby logiczne.<br />
 Po dwóch latach znajomości zamieszkaliśmy razem. Po pewnym czasie jednak z piciem Janusza zaczęło być coraz gorzej. Kłopoty w pracy, coraz więcej alkoholu, kłótnie o nic, trzydniowe melanże, kiedy nie pojawiał się na noc. Stracił pracę. Ale miał bogatych rodziców, którzy nie żałowali pieniędzy, więc za bardzo się tym nie przejął, zresztą mieszkaliśmy w jego mieszkaniu, w centrum miasta, które dostał od rodziców, kiedy skończył studia…</p>
<p>Dlaczego odeszłam? Pewnego wieczoru wróciłam z pracy, a mieszkanie wyglądało tak, jakby przeszło przez niego tornado. Marek leżał nieprzytomny w salonie, koło kanapy, z rozbitą głową, obok dwie rozbite butelki po wódce. Przed oczami stanęła mi scena z pijaną matką. Poczułam wstręt do mężczyzny, który jeszcze jakiś czas temu był dla mnie całym światem.</p>
<p>Zadzwoniłam po pogotowie. Kiedy w szpitalu okazało się, że przyszłam w ostatniej chwili, bo gdyby nikt go nie znalazł, pewnie nie przeżyłby nocy, wróciłam do mieszkania, spakowałam się i już nigdy tam nie wróciłam. Z Januszem nie rozmawiałam od tej pory osobiście ani razu. Zadzwoniłam tylko po kilku dniach, żeby powiedzieć, że już nigdy się nie zobaczymy. Nie wiem, co teraz się z nim dzieje.</p>
<p><strong>Cały materiał znajdziecie w XIII numerze EksMagazynu.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/wspolcierpiace/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->