<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; dziennikarz</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/dziennikarz/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Tue, 15 Sep 2026 23:37:06 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Łukasz Kędzior: LukeBook i świat showbiznesu</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/lukasz-kedzior-lukebook-i-swiat-showbiznesu/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/lukasz-kedzior-lukebook-i-swiat-showbiznesu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Feb 2016 00:18:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscytujący bohater]]></category>
		<category><![CDATA[celebryci]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarz]]></category>
		<category><![CDATA[lukebook]]></category>
		<category><![CDATA[moda]]></category>
		<category><![CDATA[showbiznes]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz Kędzior]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20963</guid>
		<description><![CDATA[EksMagazynowy specjalista od gwiazd i wielkich wydarzeń. Showbiznes nie ma przed nim tajemnic. Dotychczas przeprowadził setki wywiadów, m.in. z Anją Rubik, Kayah, Joanną Krupą, Marylą Rodowicz i Marcinem Tyszką. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od niedawna autor coraz bardziej popularnego modowo-showbiznesowego bloga- LukeBook.pl. Zwykle pytający, tym razem sam w ogniu pytań Redaktor Naczelnej opowiada o swoich pasjach i polskim świecie gwiazd.</p>
<p><strong>EksMagazyn: Jesteś „specjalistą EksMagazynu od gwiazd&#8221;, jak często żartujemy w redakcji. Tak naprawdę wykonujesz ciężką pracę. Jak wygląda droga od wytypowania rozmówcy do finalnego wywiadu, który możemy przeczytać?<br />
Łukasz Kędzior</strong>: Wszystkim się wydaje, że spotykam się z gwiazdami, chodzę na przyjęcia – żyć nie umierać! Cieszę się, że sama Redaktor Naczelna docenia moją ciężką pracę (śmiech). Ale, wracając do pytania- wszystko zależy od tego, kogo na kolegium redakcyjnym obierzemy na celownik do „wywiadowania”. Śledzimy na bieżąco, kto jest w danym momencie na topie, albo kogo chcielibyśmy przypomnieć czytelnikom. Często też dostajemy listy, maile z prośbą o wywiad z konkretną postacią i staramy się je spełniać. Szukam kontaktu do gwiazdy, te największe mają swoich PR menadżerów, którzy odpowiadają za kontakty z mediami . Umawiam wywiad i z terminami spotkań bywa bardzo różnie. Często jest tak, że czekam tydzień, dwa, a jest też tak, że spotkam się z gwiazdą następnego dnia. Są też przypadki, że czekam od 4 lat na wywiad (śmiech). Rozmowy są zawsze interesujące, bo ja uwielbiam rozmawiać i od każdego rozmówcy czegoś się uczę. Właśnie dlatego „wywiad” jako forma dziennikarska interesowała mnie zawsze najbardziej. Po rozmowie i zredagowaniu wywiadu jest jeszcze proces autoryzacji. Tego momentu często się obawiam najbardziej, ponieważ, niestety zdarza się tak, że menadżerowie wycinają z wywiadu najciekawsze fragmenty. Czasem trzeba negocjować, aby nasz czytelnik miał możliwość poznać prawdzie oblicze bohatera. Gdy tekst jest gotowy, składamy magazyn. Często jest tak, że gwiazda jeszcze prosi nas o złożony tekst ze zdjęciami i jeszcze to akceptuje lub wprowadza swoje uwagi. Najgorzej jest, jak terminy nas gonią &#8211; wtedy w redakcji bywa nerwowo, ale do tej pory &#8211; odpukać &#8211; zawsze wszystko dobrze się kończyło. Są też takie gwiazdy, które już podczas wywiadu mówią, że nie będą autoryzować, bo mają do nas zaufanie. </p>
<p><strong>Skąd twoje zainteresowanie światem show-biznesu?</strong><br />
To było tak, że od dziecka interesowałem się muzyką. Dorastałem w latach 90-tych i wychowałem się w czasach świetności MTV. Wtedy była to prawdziwa telewizja muzyczna. Pamiętam też niemiecką VIVĘ, bo jeszcze nie było polskiego oddziału. Pamiętam też, jak czekałem na nowy numer BRAVO, które ukazywało się co dwa tygodnie we czwartek. Później był czas, że zacząłem się interesować kinem i filmem. Wtedy musiałem w kiosku zaprenumerować miesięcznik FILM, bo nikt go nie kupował i przychodził tylko jeden numer dla mnie. Uwielbiałem chodzić do kina &#8211; nie było wtedy multipleksów. Ta aura, zapach sali kinowej i oczywiście głównie amerykańskie filmy – to było fascynujące! Co roku czekałem na gale Oscarowe, które wówczas były transmitowane przez Telewizję Publiczną. I stąd też zrodziła się moja ciekawość tego świata, „wielkiego świata”- aktorów, muzyków. W ubiegłym roku, gdy poszedłem na galę rozdania Fryderyków, wspominałem, jak bardzo marzyłem, żeby tam się znaleźć kilkanaście lat temu. Jednak teraz i ta gala i polska muzyka nie jest już taka, jak w latach 90-tych.</p>
<p><strong>Twoja najbardziej nietypowa rozmowa i rozmówca?</strong><br />
Ciężko jest wskazać jedną. Mam wiele takich wspomnień, ale z największym sentymentem wracam do moich pierwszych wywiadów. Spotkanie z Urszulą Dudziak pamiętam do dziś, była ona jedną z pierwszych bohaterek EksMagazynu. Po zadaniu dwóch pytań, Urszula powiedziała do mnie: „Łukaszku! Nie mów mi na pani &#8211; Ula jestem!” To było bardzo szybkie przełamanie lodów, zresztą lody waniliowe zafundowaliśmy sobie zaraz po wywiadzie. Z takich mniej typowych miejsc, gdzie przeprowadzałem wywiad, mogę podać przykład planu programu „Project Runway” i spotkanie z Anją Rubik- ikoną stylu i modelingu. Anja, pomimo przeziębienia, dzielnie odpowiadała na wszystkie pytania &#8211; jest pełną profesjonalistką. Bardzo miło wspominam wywiad z Agnieszką Jastrzębską. Umówiliśmy się, że porozmawiamy podczas pressjunketu pierwszej edycji programu „Kto poślubi mojego syna”. Jednak kolejka do wywiadów była długa, a ja byłem na samym końcu. Agnieszka musiała pilnie tego dnia pojechać na montaż do studia Dzień Dobry TVN, więc zaproponowała, żebym pojechał razem z nią i tam zrobimy wywiad. Usiedliśmy w kawiarence na dole i bardzo długo rozmawialiśmy &#8211; to był świetny wywiad, dzięki niemu też lepiej poznałem Agnieszkę. To osoba, która ma ogromną wiedzę i intuicję, jeśli chodzi o show-biznes, a do tego jest serdeczna i pomocna. Jako jedna z pierwszych dała mi wskazówki, jak odnaleźć się na salonach.</p>
<p><strong>Ostatnio poszedłeś również w stronę mody,opowiedz nam więcej o LukeBooku. </strong><br />
Show-biznes i moda to obszary, które się przenikają i są od siebie zależne. Pomysł założenia bloga chodził mi po głowie dłuższy czas, jednak rynek zmienia się bardzo szybko i sam blog modowy dzisiaj to już za mało. Na portal show-biznesowy w Polsce już w tym momencie nie ma miejsca. LukeBook jest czymś pomiędzy. To połączenie lekkiego, subiektywnego i w pełni autorskiego punktu widzenia blogera z informacjami, newsami i relacjami w dziennikarskim wydaniu &#8211; typowym dla portali lifestylowych. To, co też wyróżnia LukeBooka na tle innych portali showbiznesowych to autorskie zdjęcia z wydarzeń oraz naprawdę wysokiej jakości sesje modowe autorstwa m.in. Karoliny Sztaby. Zachęcam do kliknięcia www.lukebook.pl.</p>
<p><strong>Branża modowa to dziś ciężki kawałek chleba z ogromną konkurencją. Z czego na tym etapie jesteś najbardziej dumny?</strong><br />
Zdaję sobie z tego sprawę &#8211; właśnie dlatego nie idę wyłącznie w stronę mody. U mnie moda przeplata się z relacjami z wydarzeń showbiznesowych oraz z wywiadami z gwiazdami. LukeBook to moje miejsce w sieci, to moja „książka” do której wrzucam wszystko to, co mi bliskie, stąd też wzięła się nazwa. „Luke” czyli Łukasz, a „book”- książka. A z czego jestem najbardziej dumny? W ciągu trzech miesięcy, bez dużych nakładów na promocję, udało się zwrócić uwagę branży i gwiazd. Coraz częściej LukeBook jest cytowany przez inne media. Mam kilka tysięcy fanów na Facebooku, prawie 10 tysięcy osób śledzi mnie na Instagramie. Wywiady video na kanale You-Tube są coraz chętniej oglądane. Jestem zapraszany do komentowania wydarzeń showbiznesowych w programie „Na Tapecie” w telewizji Superstacja &#8211; wydawcy programu zauważyli mnie dzięki mojemu blogowi. To chyba niezły start?</p>
<p><strong>Imponujący! Jakie są zatem twoje zawodowe plany na najbliższe miesiące?</strong><br />
Do wakacji pracuję bardzo intensywnie, bo sezon w showbiznesie budzi się w połowie stycznia i trwa do połowy czerwca. Wówczas jest bardzo dużo wydarzeń, pokazów mody, konferencji prasowych, na których jestem, a później je opisuję i komentuję. W planach jest jeszcze jeden program, do którego zostałem zaproszony jako stały ekspert. Tam będzie więcej mody, ale nie chcę na razie zapeszać. Trzymajcie kciuki! </p>
<p><strong>Twoje największe zawodowe marzenie?</strong><br />
Dawno temu marzyłem o pracy w telewizji, ale teraz internet mi zupełnie wystarcza. Zresztą obserwując media dobrze widać, jak bardzo zmienia się ten rynek. Telewizja przenosi się do internetu. Budżety reklamowe dużych firm z roku na rok z telewizji przesuwane są na rzecz obecności danej marki w sieci. Internet teraz to podstawowe medium. Może zrobię więc coś fajnego właśnie w internecie. Pomysłów mi nie brakuje! Uwielbiam hasło: „Skyis the limit”.</p>
<p><strong>A prywatnie?</strong><br />
Prywatnie mam tylko jedno marzenie &#8211; chcę być po prostu szczęśliwym człowiekiem! </p>
<p><strong>Wywiad &#8211; marzenie, który chciałbyś w tym roku zrealizować to&#8230;</strong><br />
Takie moje największe marzenie, to spotkanie z Meryl Streep. Ikona kina, legenda, niezwykle interesująca kobieta. Nie wiem, czy uda się w tym roku, ale wierzę, że kiedyś tak! Skoro zupełnie przypadkiem udało mi się uścisnąć dłoń Russela Crowe – aktora, którego również podziwiam, to wszystko jest możliwe!</p>
<p style="text-align: right;">
<strong>Rozmawiała: Aneta Zadroga</strong></p>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/lukasz-kedzior-lukebook-i-swiat-showbiznesu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Filip Chajzer: Swojak z Ursynowa</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/filip-chajzer-swojak-z-ursynowa/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/filip-chajzer-swojak-z-ursynowa/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Sep 2013 02:53:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscytujący bohater]]></category>
		<category><![CDATA[DDTVN]]></category>
		<category><![CDATA[Dzień Dobry TVN]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo telewizyjne]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarz]]></category>
		<category><![CDATA[Filip Chajzer]]></category>
		<category><![CDATA[Filip Chajzer EksMagazyn]]></category>
		<category><![CDATA[Reporter]]></category>
		<category><![CDATA[seska Filip Chajzer EksMagazyn]]></category>
		<category><![CDATA[Zygmunt Chajzer]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=13237</guid>
		<description><![CDATA[Wkurza mnie maksymalnie podział na „my wielcy, oni malutcy”. Świat celebrycki jest dla mnie trochę jak teoria światów równoległych. To jest poza mną – mówi o sobie jeden z najbardziej szalonych dziennikarzy telewizyjnych i bohater naszej okładkowej sesji]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Telewizja kłamie?<br />
 Filip Chajzer, Dzień Dobry TVN:</strong> Telewizja troszeczkę upiększa, lukruje. Brokatuje. Ja tego nie lubię. Przejawia się to choćby w tym, że nie znoszę telewizyjnego make upu. Nie lubię poprawiania tego, że człowiek się spocił. Kiedy brytyjski reporter stoi w 30 stopniowym upale na tzw. live i jest mu gorąco, to widać, w jakim jest stanie. U nas wciąż występuje model delikatnie ukraiński, a przynajmniej wschodni. Polega to na tym, że wszystko musi być perfekcyjne, jak spod igiełki, jak z idealnego świata, w którym ludzie się nie pocą, mają zawsze doskonale ułożone włosy i niemnące się ubrania.</p>
<p><strong>Walczysz z tym idealizmem?</strong><br />
 Trochę tak, chociaż moja fryzura na to nie wskazuje (śmiech).<br />
 Gdyby ktoś kazał ci wejść do Gangesu, żeby sprawdzić, co w nim pływa&#8230;<br />
 Nie wahałbym się ani chwili. Pracowałem kilka lat w dziale newsów w stacji TVN Warszawa. Była to dosyć hardcorowa, wzorowana na najlepszych amerykańskich wzorcach redakcja. Tam nie było przebacz. Jeśli było odbijanie KDT (Kupieckie Domy Towarowe w Warszawie – przyp. red.), to między demonstrantów i policjantów, trzeba było wejść. Ja sam oberwałem kamieniem ze cztery razy, ale cóż&#8230;lubię adrenalinę, która towarzyszy takiej „prawdziwej” reporterce.</p>
<p><strong>Pamiętasz okoliczności?</strong><br />
 Pierwszy raz uderzono mnie kamieniem na paradzie gejów, potem dostałem metalową rurką podczas odbijania KDT. 11 listopada oberwałem petardą, a na meczu Polska-Rosja podczas Euro butelką. Litrową. Rozbiła się na kamerze.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Wpisujesz takie akcje w ryzyko zawodowe?</strong><br />
 Tak. I absolutnie nie obrażam się za to na moją pracę. Już nie mogę się doczekać 11 listopada i szczytu alterglobalistów. Mam ciary! Wszyscy mówią: „co to będzie, co to będzie”, a ja lubię być w środku wydarzeń. Wiem też, że mało jest takich osób, które nie czują strachu, może kilku fotoreporterów. Sporo pozmieniało się po sytuacji ze spaleniem wozu TVN, kiedy okazało się, że to nie przelewki i ludzie z „Faktów” i TVN 24 otrzymali zakaz wchodzenia w środek akcji. Ja mam taką zasadę, że jeśli idę w tłum, to w towarzystwie małej kamery, staram jak najmniej rzucać się w oczy. Nie ma wozu, kurtek TVN, wszystko dzieje się w mniejszej skali.</p>
<p><strong>Bywało niebezpiecznie?</strong><br />
 Dwa razy miałem gigantyczne szczęście. Podczas meczu Polska-Rosja, jak już pakowaliśmy sprzęt do samochodu, a trzeba dodać, że miała tam miejsce gigantyczna zadyma, ruszyła na nas grupa rozjuszonych kiboli Legii. Ja byłem już zabunkrowany w środku, a za mną wsiadał operator. Robił to bardzo wolno i nie widział, że na nas idą. Mówię do Jacka: „pośpiesz się”, ale on – z głową w bagażniku &#8211; nie wiedział, o co mi chodzi. Za chwilę byli już przy nas, z nastawieniem bojowym i wyzwiskami na ustach. Pomyślałem: „Wyjdę, zabiją mnie. Jeszcze z tą moją ulizaną fryzurą&#8230;ale z drugiej strony nie zostawię kolegi.” Wysiadłem i widzę, że jeden patrzy na mnie. Odliczam sekundy do pierwszego strzału i nagle on mówi: „K&#8230;Zygmunt! Uwielbiam cię! Jak ty te koty rozdawałeś!!! Zdjęcie z Zygmusiem!.</p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2013/08/chajzer_kolaznowy_wpiswrzesien.jpg" alt="" width="650" height="1394" /></p>
<p><strong>Koneksje rodzinne uratowały ci życie&#8230;</strong><br />
 Tak (śmiech). Druga taka sytuacja miała miejsce rok temu, podczas zamieszek prawicowców w czasie obchodów 11 listopada. Stałem wśród dosyć mocnej grupy i nagle chłopaki mówią: „Panie Chajzer, pan się odsunie, bo teraz będziemy n&#8230;ać kamieniami!”. Mam nadzieję, że budzę jakąkolwiek sympatię, przez to, że zawsze staram się być z ludźmi i przy ludziach. Nie lubię tworzyć dystansu, nie znoszę egzaltacji samym sobą, ostentacji. Wyniosłem to z domu. Ojciec wychował się w mocno robotniczej Pradze, ja w bloku na Ursynowie. W mojej pracy trzeba uważać, żeby nie zapaść na „chorobę telewizyjną”.</p>
<p><strong>Poproszę o symptomy?</strong><br />
 Ludziom przewraca się w głowie. Wydaje się im, że są ponad. Tracą kontakt z rzeczywistością i nie potrafią rozmawiać z ludźmi. To jest irytujące i śmieszne. Radia i prasy to nie dotyczy.</p>
<p><strong>Pojechałbyś na wojnę, jako korespondent?</strong><br />
 Ciężko mi teoretyzować. Gdybym dostał konkretną propozycję, musiałbym o niej pomyśleć. Trudno powiedzieć, czy tak, czy nie. Dużo zależałoby od miejsca. Do Syrii i Afganistanu bym nie poleciał. Chyba (śmiech).</p>
<p><strong>Jaki masz sposób na rozmowy z ludźmi?</strong><br />
 To cecha ludzi inteligentnych – dopasować się do rozmówcy. Ja mam taki patent, że staram się nie stwarzać dystansu. Jak rozmawiasz z kibicem, to dwie, trzy k&#8230;musisz wpleść. Jak rozmawiasz z emerytką, to dobrze wiedzieć, co dzieje się u Hosera w diecezji. Brakuje mi w telewizji fajnych reporterek. Odpowiednika Martyny Wojciechowskiej, kobiety z pasją, która nie boi się ubrudzić.</p>
<p><strong>Przyznasz się do dziennikarskiej wpadki?</strong><br />
 Wolę o nich nie pamiętać&#8230; Nie przypominam sobie nic humorystycznego, bardziej traumatyczne historie. Pomylenie nazwiska prezydenta i wiceprezydenta Warszawy, kiedy jeden o coś oskarżony, a drugi kompletnie niewinny&#8230;Ale to był wstyd!</p>
<p><strong>Czy dziennikarstwo to nadal zawód z misją? </strong><br />
 Teraz nie zajmuję się stricte interwencjami. Kiedyś miałem ogromne poczucie misji, bo moją specjalizacją były drogi. Zajmowałem się dziurami. Tyle, ile ja serca włożyłem w te dziury, to powinny się łatać samą moją dobrą wolą (śmiech). To niesamowite, jak ogromną sympatię można sobie zaskarbić stając w obronie grupy, którą wszyscy koszą. Poczynając od stacji benzynowej, a kończąc na bramkach na autostradzie. Jak rozstawialiśmy się z kamerą, ludzie wysiadali z samochodów, by nam dziękować. A jak mnie nienawidzili w urzędach!</p>
<p><strong>Mamy dopływ świeżej krwi dziennikarskiej?</strong><br />
 Sprawa rozbija się o pytanie: studiować czy nie studiować.</p>
<p><strong>A ty jak uważasz?</strong><br />
 Jak ktoś lubi mieć takie hobby, jak studia, bo to jest tylko hobby, to czemu nie? Tyle, że jest to propozycja dla dzieciaków z bogatych domów albo dla ludzi, którzy mają w sobie bardzo dużo determinacji. Tak naprawdę, punktem wyjścia do pracy w mediach jest staż. Bardzo często darmowy i taki, który może trwać rok, dwa, a czasami trzy. Potem są głodowe pensje, w stylu 300-400 zł. Fajnie, jak możesz sobie na to pozwolić, a jeśli nie, musisz dorabiać w KFC. Najwięcej można nauczyć się pisząc. Ja zacząłem, kiedy miałem 18 lat Na samym początku, w Super Expressie zarabiałem 370 zł, co wystarczało na dojazdy.</p>
<p><em>Cały materiał dostępny jest w 18. numerze EksMagazynu &#8211; do kupienia w Empikach, salonach Relay i InMedio w całej Polsce.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/filip-chajzer-swojak-z-ursynowa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Urban: Dżentelmen to idiota!</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/nigdy-nie-bylem-dzentelmenem/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/nigdy-nie-bylem-dzentelmenem/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Jan 2013 04:25:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscytujący bohater]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarz]]></category>
		<category><![CDATA[Jerzy Urban]]></category>
		<category><![CDATA[Nie]]></category>
		<category><![CDATA[Tygodnik Nie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=1789</guid>
		<description><![CDATA[Jeden z najbardziej kontrowersyjnych mężczyzn z Polsce. Słynny ze swoich ostrych wypowiedzi i uznanych przez wielu za skandaliczne, zachowań. Człowiek, który nie boi się mówić tego, co myśli – specjalnie dla EksMagazynu Jerzy Urban opowiada o swoich miłościach, miłostkach, kobietach w swoim życiu i typie „prawdziwego mężczyzny”]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Co dla Pana znaczy określenie „prawdziwy mężczyzna”?</strong><br />
 <strong><br />
 Jerzy Urban:</strong> Całe życie nienawidziłem kategorii prawdziwego mężczyzny. To oznacza idiotę, ambicjonera, człowieka nieznośnego. Mężczyznę o upodobaniach gminnych, takiego który ogląda mecze, przybija w domu gwoździe, grilluje, chce być przewodnikiem stada w rodzinie, wciąż próbuje okazywać swoje przewagi. Musi być najlepszy i mieć rację. To typ obrzydliwy i nieznośny towarzysko.</p>
<p><strong>Nie jest Pan „prawdziwym mężczyzną”?</strong></p>
<p>Nigdy nie byłem na meczu, nie zasadziłem drzewa, nie spłodziłem syna, nigdy nie grillowalem, nigdy też nie zbudowałem domu. Nigdy nie miałem ambicji domowych, za to miewałem ambicje zawodowe i polityczne.<br />
 <strong><br />
 Czy rywalizował Pan z innymi mężczyznami?</strong></p>
<p>Oczywiście konkurowałem jako samiec. Nie była to jednak konkurencja oko w oko. Odbywała się zwykle za pośrednictwem kobiety, o którą obaj konkurowaliśmy. Rywalizowałem używając manipulacji.</p>
<p><strong>Łatwo manipulować kobietami?</strong></p>
<p>Jednymi łatwo, innymi nie. Zawsze starałem się, jak zresztą każdy, wykorzystywać swoje przewagi. Do moich atutów należała np. umiejętność pisania listów. Starałem się, żeby były niebanalne, zaskakujące, zaciekawiające. Jestem fachowcem od pisania, wobec tego starałem się tę umiejętność wykorzystywać. Inni na przykład są elokwentni na randce i umiejętnie przewracają oczyma.</p>
<p><strong>Pisuje Pan jeszcze listy?</strong></p>
<p>Tak, w dodatku ciągle na papierze. Póki istniały mechaniczne maszyny do pisania  używałem ich. Maszyn elektrycznych nie potrafiłem opanować. Tak skomplikowanego urządzenia jak komputer nigdy nie dotknąłem. Kiedy maszyny do pisania stały się  zabytkami, przerzuciłem się z powrotem na ręczne pisanie.</p>
<p><strong>Pańskie teksty również są pisanie ręcznie?</strong></p>
<p>Tak. Jestem w ogóle wykluczony ze współczesnej cywilizacji.  Kiedy wchodzę do sklepu z elektroniką nie wiem do czego służą sprzedawane tam przedmioty. Nie rozpoznaję zastosowania ani po wyglądzie ani po nazwie.</p>
<p><strong>Jest Pan dżentelmenem?</strong></p>
<p>Nie. To, z czym się stykamy, to podróbki dżentelmenów. Lepiej być chamem, ale prawdziwym, niż udawanym dżentelmenem. Dziś stykamy się raczej z postdżentelmenami &#8211; ludźmi, którzy sztucznie kultywują anachroniczne zwyczaje w dziedzinie ubioru, sposobu bycia, nakrywania do stołu, stylu zwracania się do innych ludzi. I są niezwykle dumni z tego, że się myją i nie mówią kurwa.</p>
<p><strong>Ma Pan jakieś kompleksy?</strong></p>
<p>Zawsze miałem kompleksy seksualne. Przez całe życie kompleks powodowała niezdolność do odbycia stosunku z prostytutką. Wiąże się on z traumą, jaką przeżyłem jak miałem 15 lat. Poszliśmy raz z kolegą na kurwy, popiliśmy dla kurażu i okazało się, że prostytutka, z którą mam odbyć stosunek  jest  raczej w wieku naszych matek, tylko grubsza brudniejsza i śmierdzi. Nie stanęło nam. Potem całe życie próbowałem to odczarować. Ani z zaprzyjaźnioną prostytutką mi się nie udało, ani nawet z Murzynką.</p>
<p><strong>Miewał Pan inne?</strong></p>
<p>Miałem kompleks brzydkiego, nieatrakcyjnego mężczyzny. W kontaktach z kobietami bardziej zależało mi na tym, żeby się nie ośmieszyć, niż uwieść.</p>
<p><strong>Uważa Pan, że zakochany mężczyzna głupieje?</strong></p>
<p>Myślę, że nie, bo bardziej się wtedy stara. Stara się przekroczyć swoje granice.<br />
 <strong><br />
 A Panu się to zdarzało?</strong></p>
<p>Zdarzało mi się zakochać bez skutku i szczęśliwego finału. Taka była moja pierwsza prawdziwa miłość. Związek trwał 2-3 lata. Zakończył się niefortunnie. Ona odeszła z ginekologiem, który robił jej skrobankę, na którą ja ją zawiozłem i w dodatku sam znalazłem tego lekarza. Rzadko się zdarza żeby uczennice szkoły baletowej uwiódł dotyk metalowych narzędzi w pochwie. Innym razem bardzo się zakochałem w kobiecie, która lubiła prowadzić na smyczy kilku partnerów jednocześnie. Wszystkich w kagańcach.</p>
<p><strong>Dawał Pan kiedyś kobiecie manipulować sobą?</strong></p>
<p>Owszem, co nie znaczy, że ja nie manipulowałem. Wszystkie związki to jest dwustronna manipulacja.<br />
 <strong><br />
 Ogląda Pan filmy porno?</strong></p>
<p>Pierwszy film porno który widziałem, pochodził z epoki celuloidu i przyspieszonych klatek. Lata 20. Był po prostu komiczny. Na ekranie oglądałem jak bohater w przyspieszonym tempie ściągał kalesony i blindę (blinda &#8211; pokrowiec na wąsy, przyp. red.). Nie lubię filmów porno, bo odpycha mnie od nich przewidywalność zakończenia. Jedyną rzeczą, która się w nich zmienia jest kanapa.</p>
<p><strong>Co myśli Pan o romansach w pracy?</strong></p>
<p>Nigdy nie przespałem się z nikim, z kim pracowałem. Nie lubię gmatwać stosunków w miejscu gdzie pracuję. W poczuciu własnej godności nie podrywałem tego co pod ręką.</p>
<p><strong>Co robi Pan w wolnym czasie?</strong></p>
<p>Jem, piję, oglądam telewizję, czytam, czasem rozmawiam. Najwięcej piję wody. Trochę mniej wódki. Bardzo lubię chodzić do kina, na dobre filmy. Cenię braci Coen, Allena, Altmana. Lubię angielskie filmy. Cenię dystans brytyjskich reżyserów do ich bohaterów. Nie oglądam starych filmów, przynajmniej  starszych niż 10 lat. Nie znoszę  Chaplina. Zdarza mi się oglądać romansidła. Na kiczach wzruszam się i płaczę jednocześnie śmiejąc się z siebie. Płytka uczuciowość stanowi moją wadę charakterologiczną.</p>
<p><strong>A co Pan czytuje?</strong></p>
<p>Upodobania w czytaniu mam dosyć banalne. Cenię literaturę historyczną. W tym momencie czytam autobiografię Walickiego, przedtem dokumentarną książkę o buncie na Potiomkinie.</p>
<p><strong>Lubi Pan podróżować?</strong></p>
<p>Już nie. Ale kiedy lubiłem, zawsze starałem się podróżować w nowe miejsca. Miejscem, w którym mógłbym zamieszkać jest Nowy York. Nie mieszkam tam, bo nie miałbym tam z czego żyć. No i po drugie, jestem więźniem języka polskiego. Nie znam narzecza, w którym mówią w Nowym Yorku. Choć właściwie to miasto jest bardziej atrakcyjne do bywania niż do mieszkania.</p>
<p><strong>Przeżywał Pan kryzys wieku średniego?</strong></p>
<p>Od zawsze. Kryzys wieku średniego mam od wczesnej młodości. Objawiał się on nieśmiałością, brakiem pewności siebie, męskimi kompleksami, lękiem przed ośmieszeniem się w oczach kobiet, znudzeniem. Właściwie można powiedzieć, że urodziłem się stary. Lata dziecięce były dla mnie gorsze niż starość. Najpierw strasznie się nudziłem, a później było 12-letnie siedzenie w szkole. To największy koszmar jaki w życiu przeżyłem, to było chyba gorsze niż więzienie ale nie jestem pewien bo dotychczas nie siedziałem. Poza tym lata temu w szkole były i twarde wąskie ławki, a kilkugodzinne siedzenie na nich, samo w sobie było fizyczną torturą. Dlatego też bardzo szybko traciłem zdolność przyswajania jakiejkolwiek wiedzy. Na ogół ocena ze sprawowania była najlepszą jaką udawało mi się dostać.</p>
<p><strong>Ale nie był Pan aniołem w szkole?</strong></p>
<p>Kiedyś w Prima Aprilis dałem sygnał klasie, żeby iść na wagary. Taki banalny pomysł. Cała rzecz polegała na tym, że klasa poszła za mną, przyłączyły się inne klasy i inne szkoły i w ten oto sposób większość  młodzieży miasta Łodzi cały dzień spędziła w parku. Były to czasy stalinizmu i służbę bezpieczeństwa bardzo zainteresowało jak się organizuje wyjście z dziesiątków szkół tysięcy młodzieży jednocześnie. Zaczęło się od robienia małpich min w przedszkolu, bo wtedy jeszcze lepszych pomysłów nie miałem. Później jako 12-latek zawiadomiłem Polską Agencję Prasową o zakończeniu wojny z Japonią choć ona nadal trwała. I to poszło. Wynajdywałem  sposoby dręczenia nauczycieli, na przykład przynosiłem maszynkę elektryczną na lekcję, patelnię, jajka i smażyłem jajecznicę. Albo nosiłem do szkoły ubranie z kamizelką, muszką i złotą dewizką co denerwowało belfrów.</p>
<p><strong>Ma Pan jakiś autorytet?</strong></p>
<p>Miewałem takie autorytety tylko ich już nie pamiętam.</p>
<p><strong>Co Pan myśli o lansie?</strong></p>
<p>Lans jest niezbędny do tego, aby żyć nie tonąc. Całe życie się lansowałem, i cenię u innych umiejętność lansowania się. Bez lansu talenty giną, bo nikt się o nich nie dowiaduje. Kto by słyszał o Einsteinie, gdyby się nie lansował?</p>
<p><strong>Pan się lansuje?</strong></p>
<p>Lansuję się dosyć leniwie i mam teraz mało ku temu instrumentów. A gdy przekraczam stosowne dla mnie metody lansowania się, to efekty są żałosne. W programie „Jak Oni Śpiewają”. Anna Mucha zaprosiła mnie do duetu, ale okazało się, że ja kompletnie nie umiem śpiewać. Wszystkie próby to była katastrofa. W dodatku zaraz przed emisją show, odebrałem telefon o śmierci Mieczysława Rakowskiego i nie wyszedłem na scenę. To był mój przyjaciel i nie mogłem tego zrobić. Wielki kłopot dla stacji i dla ludzi, którzy  pracowali nad programem.  Innym razem w jakiejś telewizyjnej produkcji miałem zagrać dla draki fragment roli Romea. Tydzień uczyłem się swojej kwestii, ale w żaden sposób nie mogłem zapamiętać tego bełkotu, w związku z czym, młoda aktorka, która ze mną występowała, również była załamana… Innym razem do współpracy zaprosił mnie Liroy. Miałem go udawać na scenie. Markowałem śpiewanie hip-hopu. Skakałem… Próżność sprawia, że zapominam o tym, żeby się takich rzeczy nie podejmować. Hipopotam nie powinien pracować ciałem, ma do tego zęby.</p>
<p><strong>Ma Pan marzenia?</strong></p>
<p>Coraz trudniej mi mieć marzenia. Zwykłe marzyłem, żeby komuś boleśnie przypieprzyć w felietonie. Czasami się udawało.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>rozmawiały Aneta Zadroga, Anna Chodacka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/nigdy-nie-bylem-dzentelmenem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gorączka skarbów</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/goraczka-skarbow/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/goraczka-skarbow/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Nov 2011 02:18:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Chodacka</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscytujący bohater]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarz]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[poszukiwacze skarbów]]></category>
		<category><![CDATA[poszukwanie skarbów]]></category>
		<category><![CDATA[Tomek Michniewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=6725</guid>
		<description><![CDATA[O tym, jak dżentelmeni wyławiają perły, co kryją w sobie stare wraki hiszpańskich statków, a także o tym, dlaczego przygoda wyciągnięta prosto z filmowej kliszy może stać się największym z nałogów specjalnie dla EksMagazynu opowiada podróżnik, dziennikarz, autor książki „Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów” - Tomek Michniewicz]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Dopadła pana gorączka złota?<br />
 Tomek Michniewicz:</strong> Myślę, że niestety tak. Z naszej europejskiej perspektywy to jest w ogóle jakaś abstrakcja. Ale kiedy raz spróbuje się poszukiwania skarbów, trudno wrócić do normalności. Skarby mają niesamowitą zdolność zmieniania ludzi uczciwych w nieuczciwych. Podam przykład jednego z pracowników Mel Fisher’s Treasures (profesjonalna firma zajmująca się poszukiwaniem skarbów u wybrzeży Florydy w USA – przyp. red.). Przez wiele lat pracował w ich załodze, wszyscy mu ufali, aż pewnego dnia ni z tego, ni z owego przywłaszczył sobie dziesięć pereł. Popłynął za daleko, nikogo nie było w okolicy, po prostu się skusił. Wyrzuty sumienia męczyły go tak bardzo, że następnego dnia przyznał się do tego, co zrobił.</p>
<p><strong>I co się stało?</strong><br />
 Oczywiście został wyrzucony, w sumie tylko tyle. Ten człowiek nigdzie nie znajdzie pracy jako poszukiwacz skarbów. To jest tak mała branża, liczy zaledwie kilkaset osób na świecie, że nikt nie będzie go już chciał w swojej ekipie. Informacja o tym, co zrobił, poszła w świat, dostał wilczy bilet. Poza tym, to nie była jedynie chwila słabości, osiągnął już ten stan, który określa się „gorączką złota”. On następnym razem zrobiłby pewnie to samo. Tak naprawdę ma szczęście, że nie siedzi w więzieniu, bo za coś takiego grozi 15 lat pozbawienia wolności. Przywłaszczył sobie niebagatelną kwotę 300 tys. dolarów w perłach. Ciekawe co robi teraz… Może pracuje w warzywniaku, ale na pewno nie szuka skarbów.</p>
<p><strong>Wybrał się pan na poszukiwanie skarbów z firmą Mel Fisher’s Treasueres. Znalazł pan coś?</strong><br />
 Nie mogę pani powiedzieć (śmiech). Mogłem brać udział w takich poszukiwaniach właśnie dlatego, że zawierałem dżentelmeńskie umowy, że nie zdradzę ich szczegółów. Mogę opisywać te akcje tylko do pewnego etapu. W pewnym momencie moi towarzysze mówili: „cała reszta jest już off the record”. Mogę powiedzieć tylko, że „coś” znalazłem (śmiech). To, co robią poszukiwacze skarbów, jest nielegalne, to są przestępcy. Mówienie o szczegółach ich operacji to dla nich olbrzymie ryzyko. Opowieści zamieszczone w książce to jest tylko „legalna” część tego, czym się zajmują, a i tak część nazwisk została zmieniona. Nie mogę ujawnić tego, za co mogą pójść do więzienia, czyli intryg, oszustw, porwań, buszowania po cudzych terenach, wysadzania w powietrze, itp., itd. Poszukiwacze skarbów to grupa ludzi, z którą lepiej dobrze żyć, jeśli już się ich zna&#8230;<br />
 <strong><br />
 Szukanie skarbów to jest ciężka, fizyczna, żmudna praca. Co najmniej jak w stoczni. Tak pisze pan w „Gorączce”. Jak wygląda przeciętny dzień poszukiwacza skarbów?</strong><br />
 Przede wszystkim to nie jest rejs, bo łódź się nawet nie rusza, musi stać nieruchomo w miejscu, inaczej poszukiwania tracą sens. A to jest trudne, kiedy wieje 5 czy 6 w skali Beauforta. Łódź jedynie przesuwa się o parę metrów po każdym zejściu pod wodę, czyli co godzinę. Pracuje się dosłownie od świtu do zmroku. To jest spowodowane dwoma rzeczami: po pierwsze &#8211; trzeba złapać jak najwięcej światła, a po drugie &#8211; poszukiwacze skarbów o niczym innym nie myślą. Nie zachowują się jak najemnicy, którym powierza się robotę do wykonania. Oni wprost nie mogą się doczekać kolejnego zejścia pod wodę. Wstają, żyją, oddychają tylko po to, żeby szukać skarbów… Wracając do tematu: to jest potwornie ciężka fizycznie praca. Porównałbym ją do pracy na platformie wiertniczej. Cały czas nosi się bardzo ciężkie łańcuchy, co chwilę trzeba mocować jakiś sprzęt. Do wody schodzi się zdecydowanie częściej, niż się powinno, częściej niż pozwalają regulaminy nurkowe. Pod wodą trzeba uważać, aby nie wkręcić się w śrubę łodzi. Po powierzchni pływają motorówki, w wodzie jest słaba widoczność, prądy, pływają w niej meduzy, rekiny. Statek jest mocowany na bardzo grubych linach, które czasem pękają i mogą obciąć człowiekowi głowę&#8230; Wiele rzeczy może wydarzyć się na takim statku.</p>
<p><strong><em>Cały wywiad z Tomkiem znajdziecie w urodzinowym numerze EksMagazynu. Do kupienia w Empikach i <a href="http://www.sklep.eksmagazyn.pl/index.php/elektroniczne-wydanie-eksmagazynu?page=shop.browse&amp;category_id=2" target="_blank">tutaj.</a></em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/goraczka-skarbow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->