<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; ekscytująca bohaterka</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/ekscytujaca-bohaterka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Monika Dąbrowska: Patronka sześciołapnych biegaczy!</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/monika-dabrowska-patronka-szesciolapnych-biegaczy/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/monika-dabrowska-patronka-szesciolapnych-biegaczy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Jan 2018 09:47:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Michal Karas</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Bieg na 6 Łap]]></category>
		<category><![CDATA[ekscytująca bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[kampania społeczna]]></category>
		<category><![CDATA[Monika Dąbrowska]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=25462</guid>
		<description><![CDATA[W 39 schroniskach w całej Polsce dzięki jej inicjatywie psy mają z kim biegać. Ale Bieg na 6 Łap nie skończył się na jednym pomyśle. Monika Dąbrowska to wulkan pozytywnej energii, z której korzysta coraz więcej osób, w tym tych wykluczonych społecznie!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="https://www.facebook.com/biegnaszesclap/"><img class="alignleft size-medium wp-image-25465" title="logo" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/01/logo-290x300.jpg" alt="" width="290" height="300" /></a>EksMagazyn: <a href="https://www.facebook.com/biegnaszesclap/">Bieg na 6 Łap</a> w lutym skończy 5 lat. Gdy spojrzy Pani w przeszłość, jest Pani w stanie policzyć, ile psów skorzystało dzięki temu projektowi? A może ilu ludzi?</strong></p>
<p><strong>Monika Dąbrowska</strong>: Przyznam szczerze, że nigdy nie liczyłam zaadoptowanych psiaczków, natomiast po pojedynczych biegach rekord to sześć adopcji. I to adopcji, które trwają do dziś, czyli nie były pod wpływem emocji, a wywiad dyrekcji schroniska z tymi osobami był na tyle pogłębiony, że do dziś mają pod swoją opieką te futerka. U nas w Olsztynie zasadą jest, że po biegu najwięcej domów znajdują koty.</p>
<p><strong>Koty?</strong></p>
<p>Biegacze to tłumaczą tak, że gdyby mogli zaadoptować psa, to by go już mieli i nie przyjeżdżaliby na biegi. Ale kiedy pojawiają się w schronisku, to kolejka jest tak długa, że musimy im wypełnić czas. Robimy to w ten sposób, że zapraszamy ich do Kotułka, gdzie żyją koty. Oni przychodzą, koty wskakują im na kolana, miziają, domagają się pieszczot, a po wszystkim ludzie wychodzą zaskoczeni, że koty są tak przyjaznymi stworzeniami. Więc, choć bieg odbywa się z psami, to ma też wartość dodaną dla kotów.</p>
<p><strong>A inne wymierne efekty?</strong></p>
<p>To, co najbardziej widać, to jest frekwencja w schronisku. Olsztyńskie schronisko podsumowało w tym roku, ile osób odwiedziło azyl i wyszło ponad 10 800 osób. I to tylko tych, którzy umówili się wcześniej na wizytę lub wpisali na listę. A przecież gdy przyjeżdża paczka znajomych, to na listę wpisuje się jedna osoba, nie wszystkie. Mówimy o miejscu na obrzeżach, z utrudnionym dojazdem, a w dużym mieście ludzie mają przecież wiele innych atrakcji. Okazuje się, że przez propagowanie Biegu, pokazywanie zdjęć psiuniek, przyciąga się tych ludzi.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-25466" title="30 (2)" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/01/30-2.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><strong>Wróćmy do początku. Pamięta Pani pierwszy bieg, gdy narodził się pomysł?</strong></p>
<p>Miała to być akcja, którą ja chciałam robić dla siebie i pokazywać innym, poprzez treningi z psami, że też tak mogą. To miały być spotkania indywidualne dla każdego, kto ma czas. Początki były takie, że biegałam sama. Później znajomi się podpytali, czy nie mogłabym ich zabrać, skoro jadę do schroniska. Zaczęliśmy biegać w 4-5 osób, później już w 7-10. Aż pewnego dnia napisała do mnie na facebooku pani z serdeczną prośbą. Że jest onieśmielona schroniskiem, że nie zna trasy, że boi się, że może się zgubić. Spytała, czy mogłabym zorganizować bieg grupowy, a nie tylko nagłaśniać te indywidualne. Przemyślałam to i stwierdziłam, że to może być rzeczywiście dobry pomysł. Skoro jest jedna osoba, która miała chęć, ale była skrępowana, to są zapewne inne osoby, którym brakuje śmiałości. Zrobiłam więc pierwszy grupowy bieg.</p>
<p><strong>Ile osób się pojawiło?</strong></p>
<p>Było góra 15 osób. Bieg wyglądał tak, że pierwsza osoba czekała na osobę piętnastą, aż ta otrzyma swojego pieska. Później biegliśmy wszyscy razem. Czyli piętnastu „sześciołapnych biegaczy” w rządku. Pod aparat to wyglądało super, ale jak nagle zaczęło przyjeżdżać po 50 czy 60 osób, a ostatnio mieliśmy nawet 250 osób, to oczywiście nie możemy tego tak robić, bo pierwsze psy szybko robią się zniecierpliwione i nie mogą czekać na resztę. Teraz akcja wygląda w ten sposób, że ja oznaczam trasę w pełni biegową, osobno oznaczam spacerową, a na wiosnę też trasę do kąpieli. Każdy, kto otrzyma psa, może spokojnie ruszać w trasę. Czyli zaczęło się ode mnie i psiuni, potem znajomych, pierwszej grupy, a dziś dochodzimy do 250 osób.</p>
<p><strong>Skoro pojawia się 250 osób, to czy jakiś pies zostaje w ogóle w boksie?</strong></p>
<p>O nie, nie ma żadnego! W schronisku są psy biegowe i spacerowe, o czym decyduje kondycja, stan zdrowia i temperament psiuni. Wiadomo, że husky biega, ale starszy psiak ze schorowanymi stawami idzie na delikatny spacerek. Więc kiedy w kolejce pojawia się 60 osób, to trzeba czasami czekać aż pies wróci, zregeneruje się i dyrektor schroniska da znak, że jest gotowy na ponowny trening. Niektórzy czekają godzinę, a inni od razu umawiają się, że skoro schronisko jest otwarte od 10:00, to oni przyjadą w południe, bo wtedy mają największą szansę, że psiunia wróci, odpocznie i będzie gotowa do kolejnej aktywności. Staram się znaleźć im jakieś atrakcje, żeby znudzeni nie poszli do domów. Więc zapraszam do Kotułka, niech pobawią się z kotami, albo organizujemy posiłki, na przykład ciacho czy jakąś zupkę. Jak ktoś czeka, to podchodzę, częstuję, zachęcam do wzajemnego poznania się. Dzięki temu mamy świetną integrację, a z niej wynikają wspaniałe pomysły. Wszystkie poboczne idee, które powstały przy Biegu na 6 Łap, wzięły się właśnie z tego, że ktoś przyjechał, zaufał i wpadł na kolejny pomysł.</p>
<p><strong>Może Pani wymienić te pomysły?</strong></p>
<p>Tak powstał Muzyczny Bieg na 6 Łap, gdzie właściciel lokalu mówi: „Monika, byłem w schronisku, widzę to, co robisz. Zwolnił mi się lokal za dwa tygodnie, oddaję go w Twoje ręce. Rób co chcesz, byle dla zwierzaków”. Ja mam dwa tygodnie na znalezienie muzyków, którzy zagrają za darmo, a ludzie jako bilet wstępu przynoszą karmę dla psiaka czy kociaka, ewentualnie akcesoria dla schroniska. Ten konkretny pomysł wdrażamy już od dwóch lat i udało się zebrać 700-800 kilogramów dobrej jakościowo karmy i to wszystko ma sens.</p>
<p>Albo zbiórka makulatury. Przyjechała pani, która biegała w schronisku, a jest bardzo proekologiczna. Mówi, że zbliża się koniec roku szkolnego i zamiast wyrzucać zeszyty czy podręczniki uczniowie i studenci mogą je przekazać nam i możemy to zamienić na jedzenie dla schroniska. Więc ja piszę do marszałka, on się zgadza, robimy zbiórkę pod urzędem marszałkowskim. Okazuje się, że zjeżdżają się ludzie z całego województwa. Mało tego, co było zaskoczeniem, podjeżdża stara karetka pogotowia. Nie wiedzieliśmy, co się stało, a tu w szpitalu wyjęli z auta sprzęt, zebrali całą makulaturę i przywieźli. Tak samo sklepy Społem, panie z urzędu poznosiły prenumerowane czasopisma – wszyscy. 5 ton makulatury nazbieraliśmy.</p>
<p><img class="alignnone size-large wp-image-25467" title="2" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/01/2-1024x655.jpg" alt="" width="700" height="448" /></p>
<p><strong>I co z tymi tonami makulatury?</strong></p>
<p>Układ jest taki, że ja nie chcę, by jakikolwiek pieniądz przechodził przez moje ręce, bo tak bardzo łatwo skrzywdzić akcję. Dlatego poprosiłam, żeby firma skupująca od nas makulaturę od razu zrobiła przelew na konto schroniska, a w schronisku najlepiej wiedzą, na co w danej chwili potrzeba pieniędzy. Może się okazać, że potrzebne są wkłady dla starszych psiaków, a dzięki takim środkom można bieżące potrzeby tego rodzaju zabezpieczać.</p>
<p><strong>Muzyka, makulatura – to wszystko?</strong></p>
<p>Była taka pani, której opowiadałam, że bardzo bym chciała z psami ze schroniska jechać do szpitala. Ale wiadomo, że tam są dzieci chore, a psy to bakterie. A okazało się, że ta pani pracuje w firmie wpierającej szpital psychiatryczny dla dzieci. Mówi do mnie: „umawiam panią na spotkanie z dyrektorem szpitala i tylko od pani zależy, czy dyrektor się zgodzi”. Dwa miesiące później byliśmy już z psami u dzieci w wieku 7-17 lat i patrzyliśmy, jak dzieci na co dzień poblokowane i nieufne, okaleczone psychicznie i fizycznie, otwierały się przed tymi pieskami. Psa nie interesuje bagaż doświadczeń, tylko wbiega na kolana, liże po twarzy i człowiek jest już kupiony.</p>
<p>My, dorośli ludzie, w szpitalu się jeszcze trzymaliśmy. Ale po wyjściu kolega stwierdził od razu, że idzie się napić, ja zaczęłam płakać – na szczęście już koleżance w samochodzie. Proszę sobie wyobrazić ośmiolatka z bliznami na rękach, bo próbował sobie odebrać życie, żeby rodzice się nie rozwodzili. On spotyka się z psem, który też ma swoje przejścia i te dwa odległe bieguny spotykają się, tworząc coś dobrego i pięknego.</p>
<p><strong>I wszystko dzięki tym spotkaniom w schronisku?</strong></p>
<p>Tak, ktoś dostrzega potrzebę albo możliwość i to realizujemy. Dlatego mamy już Bieg Muzyczny, Bieg Junior, nawet zimą morsujemy za karmę. Udało mi się dzięki temu doświadczyć niesamowitych wydarzeń i poznać wspaniałych, zwariowanych ludzi. To jest najzwyczajniej mega fajne!</p>
<p><img class="alignnone size-large wp-image-25468" title="6" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/01/6-1024x675.jpg" alt="" width="700" height="461" /></p>
<p><strong>Projekt niby dla zwierząt, ale tak naprawdę sporo mówi o społeczeństwie i pomaga zmienić pogląd o ludziach, którzy nas otaczają.</strong></p>
<p>Podam panu nawet przykład. Do schroniska przyjeżdżają osadzeni. Ja za każdym razem proszę, że kto może, to niech weźmie jakieś ciasto czy inny poczęstunek. Jeden z osadzonych po biegu przyszedł i powiedział, że od lat tak dobrego ciasta nie jadł. Wiadomo, w areszcie nie mają, a tutaj tak mu posmakowało, że jeszcze przyszedł i skomplementował. Proszę sobie wyobrazić, że przed kolejnym biegiem autorka tego ciasta napisała do mnie, czy będzie ten osadzony, bo jeśli tak, to ona chętnie to samo ciasto upiecze.</p>
<p><strong>Wspaniałe!</strong></p>
<p>Ci panowie osadzeni w ramach swojej resocjalizacji robią też dyplomy dla uczestników Biegu na 6 Łap. Ja im piszę tylko tekst, żeby nie czuli się skrępowani, że zdarzy się jakiś błąd ortograficzny czy interpunkcyjny, bo jak będzie, to moja wina. A oni odpowiadają za część artystyczną. I, proszę sobie wyobrazić, miałam dorosłych ludzi po 50 lat, którzy prosili, żebym wymieniła ich dyplom wydrukowany na ten przygotowany przez osadzonego, bo dla nich to ma większą wartość.</p>
<p>Na co dzień pracuję w urzędzie i proszę mi wierzyć, że gdybym miała patrzeć na świat przez pryzmat tego, jak są odbierani urzędnicy albo jak wyglądają interakcje w ramach urzędu&#8230; o Boże, to bym chyba zwiędła! A przez Bieg odkrywam, że w pracy mamy tylko swoje role i przy odpowiedniej okazji możemy ściągnąć maski i jesteśmy pełni dobroci, empatii i wrażliwości. Trzeba tylko bezpiecznych warunków, żebyśmy mieli pewność, że ktoś tego nie wykorzysta.</p>
<p><strong>No właśnie, mówi Pani o bezpiecznych warunkach. W jaki sposób przekonać osobę z zewnątrz, że schronisko to jest miejsce, które można i warto odwiedzić?</strong></p>
<p>To jest rzeczywiście spore wyzwanie. O tym wspominała Pani Karolina, ta od pierwszego biegu grupowego. Zdarzało się nawet, że ktoś mówił mi wprost, że boi się przyjść do schroniska, bo tam psy śmierdzą. Dlatego właśnie my zaczęliśmy jeździć z tymi psami na zawody zewnętrzne typu city trail. Tam są rasowi sportowcy. My przyjeżdżamy, biegniemy sobie na końcu, by nie blokować tych walczących o dobry czas albo nie stresować tych, którzy boją się psów. Ale później stoimy, ludzie podchodzą i pytają, skąd są te wspaniałe psy. Słyszą, że ze schroniska i robią wielkie oczy. Wielu ma taki obraz, że w schronisku są psy stare, chore, niewydolne, po traumatycznych przejściach, atakujące ludzi, a tu okazuje się, że to jest cudowna psiunia, która do każdego skacze i chce się bawić. Więc to jest prawdziwa praca u podstaw, otwieranie oczu na to, że to są wspaniałe zwierzęta, które niejednokrotnie trafiają tam przez wygodę ludzką.</p>
<p><img class="alignnone size-large wp-image-25469" title="0 (4)" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/01/0-4-1024x682.jpg" alt="" width="700" height="466" /></p>
<p><strong>Więc teraz wypada spytać, czy Pani dom to prawdziwy zwierzyniec?</strong></p>
<p>Nie, przeciwnie. Zaczęłam biegać, ponieważ tęskniłam za zwierzętami. Wracałam do domu, w którym nie było futrzastego kumpla. Wiadomo, że człowiek po jakimś czasie ma drugiego dość i mówi „przestań gadać”. A zwierzak potrzebuje uwagi i do tego trochę zabawy. Więc pojechałam do schroniska i tak się przekonałam do kotów, że mam ich dwa. Zwierzyniec jest więc najwyżej taki, że są roztocza, muchy, dwa koty i ja. Ale za to znam wszystkie psy w bloku, chociaż nie wszystkich właścicieli.</p>
<p><strong>Pani zna wszystkie psy, a osoba chcąca po raz pierwszy uczestniczyć w Biegu na 6 Łap – nie. Jak ją przekonać i o czym musi pamiętać?</strong></p>
<p>Tak, my znamy wszystkie psy i do biegów wyznaczane są tylko te, które są na to gotowe. Każdy, kto przychodzi na Bn6Ł, dostaje od nas przysmaki, bo wiadomo, że droga do serca psiaka prowadzi przez żołądek. Jeśli ktoś ma wątpliwości, może zadać pytanie na miejscu lub na stronie wydarzenia na facebooku. Tam umieszczam zresztą zasady BHP takiego biegu, bo wiadomo, że nawet pies przekonany do biegacza może nie tolerować towarzystwa innych zwierząt. Trzeba powiedzieć jasno, że biegacz musi być odpowiedzialny i za siebie, i za psa. A do tego trzeba też myśleć za ludzi, których mija się na trasie, bo nigdy nie wiadomo, czy smycz się nie zerwie albo pies nie zdejmie obroży. Ale zawsze informujemy ludzi, co robić w konkretnych sytuacjach i wychodzimy temu naprzeciw. Przez te – prawie – pięć lat nie mieliśmy sytuacji tego typu, co najwyżej ludzie zmieniali się na trasie, bo ktoś dostał za szybkiego psa, a kto inny troszkę zbyt wolnego.</p>
<p><strong>Czyli to dobra okazja, żeby poznać psa, a dopiero potem myśleć o adopcji.</strong></p>
<p>Dokładnie! Plus Biegu jest taki, że nie ma presji. Kiedy człowiek przychodzi do schroniska, to wchodzi do biura, wyraża swoją intencję i już czuje się w obowiązku, żeby jakiegoś pieska wybrać, nawet jeśli niekoniecznie jest przekonany. Nie każdy jest na tyle asertywny, by przyznać się, że może nie podołać od razu. A podczas Biegu tego nie ma. Pojawia się, spędza z psem trochę czasu, za tydzień przyjeżdża z partnerem, dwa tygodnie później z całą rodziną i po jakimś czasie są gotowi go wziąć. Dla mnie to jest plus, ponieważ wiem po sobie, że gdybym przyjechała i zaangażowała pracowników, to źle bym się czuła, gdybym nie dała żadnemu zwierzakowi domu. Jest też dodatkowa wartość Biegu, ponieważ ktoś przyjeżdża, nasi fotografowie robią mu zdjęcie z psem, on umieszcza je na facebooku lub ja go oznaczam w galerii z biegu. Jego znajomi to widzą i widzą jednocześnie, że on jest w tym schronisku, że można tam przyjść i kolejni ludzie się pojawiają.</p>
<p><strong>No właśnie, Bieg na 6 Łap rozszedł się nie tylko po Olsztynie, ale i po Polsce. Na liście jest już prawie 40 miast, w których się odbywa. Jak to się dzieje?</strong></p>
<p>Dzięki uprzejmości takich ludzi jak Państwo i dzięki zainteresowaniu nowych osób, pomysł na Bieg na 6 Łap dociera do nowych społeczności i ludzie piszą do mnie, jak to zrobić u siebie. Ja wtedy tylko mówię, jaki jest jeden podstawowy warunek: Bieg na 6 Łap nie może się odbywać odpłatnie. W jednej z miejscowości organizatorzy pobrali sobie nazwę bez mojej wiedzy i okazało się, że wpisowe wynosiło około 90 złotych. Znam biegaczy stamtąd, oni to zbojkotowali. Organizator miał jak najlepsze, w pełni szczere intencje, ale jeśli nie ma kontroli nad wydatkami, to nie można sobie pozwolić, by ktokolwiek robił coś z gotówką. Dlatego ludzie dzwonią, piszą, pytają o warunki. Ja muszę wiedzieć, kto jest koordynatorem w danym miejscu i nie po to, by go potem rozliczać czy kontrolować. Chodzi o to, że dzwoni na przykład ktoś z Wrocławia, więc ja odsyłam go do koordynatora na miejscu.</p>
<p><strong>I wszędzie Bieg na 6 Łap wygląda tak samo?</strong></p>
<p>Zdecydowanie nie. Są miejscowości, gdzie bieg odbywa się tylko indywidualnie. Mamy jedną miejscowość, gdzie dyrektor schroniska zgodziła się tylko na 30 uczestników, bo na tyle pozwalają moce przerobowe i warunki schroniska. A i tak udało się ją przekonać dopiero po interwencji samych biegaczy, którzy dzwonili do mnie z prośbą o pomoc w organizacji. Ja dzwoniłam, kobieta przemyślała, skonsultowała to ze schroniskiem w Olsztynie, by sprawdzić, na ile to może być uciążliwe dla codziennego funkcjonowania ośrodka. Najpierw zgodziła się udostępniać 5 psów. Dziś, po trzech latach, biega ich 30.</p>
<p><strong>Czyli pomysł rozchodzi się sam, wirusowo?</strong></p>
<p>Nie mam stowarzyszenia ani budżetu na reklamę, więc to zależy od ludzi – ktoś gdzieś się dowiedział i to robi. Ktoś ostatnio nominował mnie w konkursie Optymista Roku, w którym żeby oddać głos, trzeba było wysłać SMS za 3 złote. A przecież 3 złote to jest saszetka karmy. Są takie osoby, prowadzące domy tymczasowe, które odkładają pieniądze, żeby sfinansować wyżywienie i opiekę zdrowotną dla zwierząt. Ja mam im powiedzieć, żeby głosowali na mnie i łechtali moje ego? Nie miałabym serca. Więc automatycznie nie mam środków na promocję. Ale marketing szeptany działa, właśnie napisały do mnie dwie kolejne osoby i zobaczymy, czy podejmą się organizacji.</p>
<p><strong>A czy, po tych prawie 5 latach, ma Pani w głowie jakiś cel końcowy? </strong></p>
<p>W tej chwili są trzy takie pomysły, przez które spać po nocach nie mogę, że tak powiem, z lekkiej ekscytacji. Cel nadrzędny jest taki, żeby akcja nie upadła. Kiedy zaczynałam, pani z gazety lokalnej się dowiedziała, rozmawiała z dyrektor schroniska i podsumowała artykuł w tym stylu: „kolejna ciekawa inicjatywa, ale jeszcze ciekawsze, ile ona potrwa, czy za pół roku ktoś będzie o niej pamiętał”. Więc ja mówię: rzuciła mi kobieta wyzwanie! Chcę, żeby to trwało jak najdłużej i ambicją jest, by jak najszersze grono ludzi w to wciągnąć, zwłaszcza tych wykluczonych społecznie. Mamy już dzieci z domów dziecka, mamy osadzonych. Na ostatnim Biegu osoby z autyzmem przygotowywały prace artystyczne jako załączniki do dyplomu dla dzieci. Ja wręczałam dziecku dyplom i pracę, a rodzice dostawali zadanie domowe, by opowiedzieć dzieciom o autyzmie.</p>
<p>Teraz mam jeszcze w głowie teatr z Biegiem na 6 Łap i chodzą mi też pod głowie podcasty, ale muszę się jeszcze za to zabrać. Myśli we mnie dojrzewają, nie wiem kiedy będą ich efekty. Ale cieszę się, że mam energię, żeby to jeszcze wdrażać i że mam wokół siebie ludzi, dzięki którym się chce. Każde nowe doświadczenie to jest jakiś kapitał społeczny, z którego coś dobrego można wziąć.</p>
<p><strong>Znajdź <a href="https://www.facebook.com/biegnaszesclap/">Bieg na 6 Łap</a> w swojej okolicy. A może zorganizujesz go sama?</strong></p>
<p><strong><a href="https://www.facebook.com/biegnaszesclap/"><img class="alignnone size-full wp-image-25464" title="18073532_1918861028348790_1967288723_n" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/01/18073532_1918861028348790_1967288723_n.jpg" alt="" width="700" height="527" /></a><br />
 </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/monika-dabrowska-patronka-szesciolapnych-biegaczy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>HeLa</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/hela/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/hela/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 13 Jun 2015 13:42:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Chodacka</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[ekscytująca bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Henrietta Lacks]]></category>
		<category><![CDATA[rak szyjki macicy]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój medycyny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=19110</guid>
		<description><![CDATA[Jest takie zdjęcie Henrietty, na którym jest uśmiechnięta, trzyma ręce na biodrach, stoi tak jakby chciała powiedzieć, że jest gotowa na przyszłość, cokolwiek ona może jej przynieść. W najśmielszych oczekiwaniach nie wyobraziłaby sobie tego, co świat dla niej przygotował – mówi Rebecca Skloot, autorka biografii Henrietty Lacks]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Henrietta Lacks przyczyniła się do rozwoju medycyny w sposób, jakiego nie wyśniłaby sobie w najbardziej fantazyjnych snach. Do 2010 roku, kiedy ukazała się biografia Amerykanki, autorstwa Rebecci Skloot, o samej Henrietcie niewiele było wiadomo. A wielka szkoda, bo to właśnie od niej pochodzi najsłynniejsza linia komórkowa wywodząca się z komórek raka szyjki macicy, na którego cierpiała. Wykorzystano je w badaniach nad genami powodującymi raka i nad tymi, które hamują jego rozwój. Dzięki nim opracowano leki, m.in. na białaczkę, opryszczkę, grypę, hemofilię i chorobę Parkinsona, szczepionkę na Polio. Co więcej używano ich w badaniach nad wchłanianiem laktozy, chorobami przenoszonymi drogą płciową oraz zapaleniem wyrostka robaczkowego. Listę można wydłużyć o jeszcze kilka pozycji.</p>
<p><strong>Czarnoskóra farmerka</strong><br />
 Kim była Henrietta Lacks? Kobieta, która bez swojej wiedzy i zgody(!) przyczyniła się do rozwoju medycyny? Henrietta urodziła się 1 sierpnia 1920 r. w Roanoke w Virginii, jako Loretta Pleasant. Zmarła z powodu raka szyjki macicy w wieku 31 lat, w 1951 r. <br />
 Henrietta (tego imienia zaczęła używać później) żyła i pracowała na farmie tytoniu. Tam zaszła w ciążę w wieku 14 lat z kuzynem Davidem Lacksem. Potem para miała jeszcze córkę (dziewczynka była osobą niepełnosprawną), następnie w 1941 r. wzięli ślub. Małżeństwo przeniosło się do Maryland, gdzie Henrietta urodziła jeszcze trójkę dzieci. 29 stycznia 1951 r. Henrietta trafiła do Johns Hopkins Hospital z objawami bólu brzucha i krwawieniem. Lekarz szybko rozpoznał u niej raka szyjki macicy. Podczas leczenia naświetlaniami, lekarz bez wiedzy Henrietty pobrał od niej fragmenty chorego narządu. Kobieta zmarła 4 października 195 1 r. I w tym momencie tak naprawdę rozpoczyna się niezwykła historia Henrietty.</p>
<p><strong>Tak powstała HeLa</strong><br />
 Komórki pochodzące z jej ciała powędrowały do laboratorium dr George’a Otto Gey’a. Uczony zauważył niezwykłą właściwość komórek pochodzących od zmarłej Henrietty. W przeciwieństwie do innych, które badał, te były bardzo wytrzymałe i potrafiły długo przetrwać. Gey wyizolował i pomnożył je. Tak powstała HeLa – linia komórkowa, która zrewolucjonizowała medycynę. John Salk użył HeLi do wyprodukowania szczepionki na Polio. W 1955 r., w związku z tym, że zapotrzebowanie na nie w medycynie rosło, komórki HeLi zostały sklonowane. Od tamtego czasu niemal 10 tys. patentów związanych z komórkami HeLa zostało zarejestrowanych.<br />
 Rodzina Henrietty dowiedziała się o sekwencji komórek HeLa w latach 70., kiedy to jeden z naukowców skontaktował się z członkami rodziny Henrietty, aby móc pobrać od nich materiał genetyczny oraz próbki krwi do badań. Liczne pytania rodziny Henrietty Lacks, od momentu nabycia przez nich wiedzy o HeLi, pozostały bez odpowiedzi. Cała sprawa nabrała rozgłosu w 1998 r. po filmie dokumentalnym nakręconym przez BBC. Sprawę rodziny Lacksów opisała też Rebecca Skloot w książce „The Immortal Life of Henrietta Lacks”. W 2010 roku chęć opowiedzenia historii Henrietty (była Afroamerykanką) na srebrnym ekranie zadeklarowała Oprah Winfrey. <br />
 Odkąd sprawa nabrała rozgłosu, instytucje, które korzystały z komórek Henrietty zaczęły o tym otwarcie mówić. Henrietta Lacks została pośmiertnie uhonorowana przez Morgan State University. Rodzina Lacksów otrzymała liczne podziękowania od instytucji za wkład Henrietty w rozwój medycyny.</p>
<p><em>Cały tekst dostępny w drukowanym wydaniu EksMagazynu (nr 27).</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/hela/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Frida Kahlo: Meksykańska rewolucjonistka</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/frida-kahlo-meksykanska-rewolucjonistka/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/frida-kahlo-meksykanska-rewolucjonistka/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Apr 2015 01:33:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>magda</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Diego Rivera]]></category>
		<category><![CDATA[ekscytująca bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Frida Kahlo]]></category>
		<category><![CDATA[Magdalena Carmen Frieda Calderon]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=18535</guid>
		<description><![CDATA[Za życia pozostawała w cieniu słynnego męża Diego Rivery. Dziś jej obrazy wiszą w muzeach na całym świecie, „Vogue” zorganizował wystawę ubrań noszonych przez malarkę, a ona sama zyskała status artystki-ikony. Jej burzliwe życie naznaczone cierpieniem fascynuje ludzi na całym świecie]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Magdalena Carmen Frieda Calderon urodziła się 6.07.1907 r. w Coyoacan na przedmieściach Meksyku jako trzecia z czterech córek fotografa Guillermo Kahlo.</p>
<p><strong>Wypadek</strong></p>
<p>Dorosłe życie Fridy i jej późniejszą twórczość naznaczył wypadek, któremu uległa w wieku 18 lat, wracając ze szkoły. Autobus, którym jechała, zderzył się z tramwajem z takim impetem, że poranionej dziewczynie lekarze początkowo nie dawali szans na przeżycie. Liczne złamania kości, połamany w kilku miejscach kręgosłup, uszkodzona macica – te obrażenia na wiele lat staną się przyczyną fizycznego i psychicznego bólu Fridy. Po długiej rehabilitacji i wielu miesiącach spędzonych w szpitalu, Frida zaczęła chodzić o własnych siłach. W sumie, w ciągu całego życia, przeszła ponad 30 operacji. Pod wpływem dramatycznych przeżyć Frida zaczęła malować obrazy. Sztuka połączyła ją z najważniejszym mężczyzną w jej życiu – Diego Rivera.</p>
<p><strong>Ropuch</strong></p>
<p>Diego, charyzmatyczny, meksykański malarz, nie miał aparycji amanta, co nie przeszkodziło wielu kobietom szaleć na jego punkcie. Postawny, zwalisty, nazywał sam siebie mianem „ropucha”. Słynął z nieposkromionej żądzy, miał dominującą osobowość i twórczą energię, którą zarażał kolejne wybranki. Frida zafascynowana talentem Diego, którego uważała za mistrza, postanowiła zostać jego żoną. Nawiązali romans, kiedy on rozstał się z drugą żoną, pisarką Lupe Martin. Diego zainteresował się jej niezwykłą urodą i talentem, szybko też przyjął rolę mentora Fridy. Łączyły ich poglądy: umiłowanie rewolucji, poparcie dla komunizmu, zainteresowanie mitologią aztecką. Ślub wzięli w 1929 roku. Cieniem na małżeńskim szczęściu Fridy położył się niedostatek spowodowany wypadkiem – nie mogła mieć dzieci, a obsesyjnie pragnęła urodzić Diego dziedzica. Po trzecim poronieniu załamała się. Sztuka okazała się lekarstwem na cierpienie. Malowała, by znaleźć ujście dla swoich bolączek i frustracji, nie uważając się za artystkę i nie konkurując ze słynnym mężem. Niespełnione nadzieje, powroty i rozstania, nieustająca, wzajemna inspiracja i wymiana myśli sprawiły, że życie tych dwojga przekładało się wprost na sztukę, którą tworzyli.</p>
<p><strong></strong><strong>Trójkąty</strong></p>
<p>Sześć lat po ślubie Frida odkryła romans łączący Diego z jej młodszą siostrą Cristiną. To wydarzenie było równią pochyłą ich małżeństwa. Nastał czas oskarżeń, scen zazdrości, rozstań, powrotów i licznych skoków w bok Diego. Wkrótce zainteresowanie innymi mężczyznami zaczęła przejawiać Frida. W 1937 roku do Meksyku przyjechał Lew Trocki, który zatrzymał się w domu artystów i wkrótce nawiązał romans z malarką. Dwa lata później, na wystawie swych prac w Nowym Yorku, Frida spotkała fotografa Nicolasa Murray’a, z którym połączyła ją trwająca 10 lat, z przerwami, relacja. W 1939 roku Diego i Frida rozwiedli się, co przełożyło się na fatalny stan emocjonalny malarki. Frida ścięła włosy po męsku, wpadła w depresję i zaczęła nadużywać alkoholu. Na dodatek pogorszyły się bóle połamanego w młodości kręgosłupa. Cierpienia duszy Fridy znajdują odbicie w jej obrazach. Stają się wyjątkowo mroczne i niepokojące, a tamten okres świetnie podsumowuje jeden z cytatów malarki: „W swoim życiu przeżyłam dwa wypadki. Jeden to autobus, który mnie połamał, drugi to Diego. Diego był tym gorszym.” On nie może bez niej żyć. Jesienią 1940 roku Diego zaczyna walczyć o powrót Fridy i proponuje ponowne zawarcie ślubu. Artystka stawia warunki: żadnego seksu, utrzymuje się sama. Pod koniec roku pieczętują związek i przeprowadzają do domu w Coyoacan, który Frida zamienia na swoje królestwo. Maluje ściany na niebieski kolor (stąd dziś nazywany jest Casa Azul – niebieski dom) i gromadzi zbiory meksykańskiego rękodzieła.</p>
<p><strong>Gipsowy gorset</strong></p>
<p>Rok 1954 okazał się dla Fridy bardzo ciężki. Z powodów zdrowotnych konieczna była amputacja chorej nogi. Już kilka lat wcześniej stan zdrowia malarki znacząco się pogorszył. Przeszła kilka zabiegów i operacji, a po utracie kończyny, do końca swych dni poruszała się na wózku inwalidzkim. Mimo ciężkiej sytuacji pozostała wierna swojemu stylowi – malowała leżąc w łóżku, z nienagannym makijażem, w charakterystycznych meksykańsko-indiańskich strojach, starannie uczesana. Przyjmowanie coraz większych ilości środków przeciwbólowych utrudniało jej tworzenie. Zmarła w tydzień po swoich 47. urodzinach. Przed śmiercią zdążyła jeszcze dopisać na jednym z swoich obrazów zdanie: „Niech żyje życie” (Viva la vida).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/frida-kahlo-meksykanska-rewolucjonistka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hanna Żudziewicz: Tańczę nawet na ulicy</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/hanna-zudziewicz-tancze-nawet-na-ulicy/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/hanna-zudziewicz-tancze-nawet-na-ulicy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Mar 2015 01:33:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Prochowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Blackpool Dance Festival]]></category>
		<category><![CDATA[ekscytująca bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[taniec]]></category>
		<category><![CDATA[taniec towarzyski]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[„Dancing With The Stars. Taniec z gwiazdami”]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=18539</guid>
		<description><![CDATA[Wschodząca gwiazda międzynarodowych scen tanecznych. Zajęła 1 miejsce w najstarszym i najbardziej prestiżowym turnieju tanecznym świata - Blackpool Dance Festival w kategorii do 21. roku życia. W ubiegłym roku zadebiutowała w telewizyjnym show „Dancing With The Stars. Taniec z gwiazdami”, gdzie wystąpiła z aktorem Mateuszem Banasiukiem ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Za co pokochała pani taniec? </strong></p>
<p><strong>Hanna Żudziewicz:</strong> Za to, że pomógł odnaleźć mi indywidualność i kobiecość. <br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Wiele mówi się o tym, jak ciężka jest droga do zawodu baletnicy. Czy taniec towarzyski wymaga tylu poświęceń?</strong></p>
<p>Jeśli ktoś chce osiągnąć światowy poziom, trzeba swoje życie podporządkować tańcu.</p>
<p><strong></strong><strong>Jaka była pani droga do występów w turniejach tanecznych? Ile lat trzeba ćwiczyć, żeby osiągnąć mistrzowski poziom?</strong></p>
<p>Moja droga była wyjątkowo trudna. Od dziecka byłam bardzo zdeterminowaną osobą i wiedziałam, że ile dam z siebie, tyle do mnie wróci. Nie jest ważne, ile lat ćwiczysz, tylko jak. Często osoba trenująca dwa lata tańczy lepiej od tej ćwiczącej pięć.</p>
<p><strong></strong><strong>Czy taniec towarzyski nie zabrał w jakiś sposób części pani dzieciństwa i młodości? </strong></p>
<p>W pewien sposób tak. Moje życie nie jest typowe. Musiałam szybko sama zamieszkać i przeprowadzać się: Warszawa, Bukareszt, Moskwa. Z drugiej strony moje życie jest niezwykłe i nie zamieniłabym go na inne. <br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Co pani poświęciła dla tańca?</strong></p>
<p>Dużo. Przez ciągłe przeprowadzki w moim życiu często pojawiała się samotność. Rzadko widywałam rodzinę, a miłości szybko się kończyły z braku czasu.</p>
<p><strong></strong><strong>Co taniec daje ciału? Tancerki mają zazwyczaj fantastyczne figury.</strong></p>
<p>Taniec daje, m.in. świadomość ciała, wyprostowaną sylwetkę. A dieta i ćwiczenia mają w tym wszystkim bardzo ważny udział. Bez prawidłowego odżywiania się, nie miałabym siły tańczyć, trenować po kilka, a nawet kilkanaście godzin dziennie.</p>
<p><strong></strong><strong>W jaki sposób tancerze dobierają się w pary? Czy konieczna jest pewnego rodzaju chemia między nimi, czy też jako profesjonaliści powinni zgrać się z każdym tancerzem/tancerką?</strong></p>
<p>Muszą z pewnością zgrać się wzrostem i umiejętnościami. Muszą też czuć, że współpartner jest najlepszy, jaki do nich pasuje.</p>
<p><strong></strong><strong>Jak sędziowie oceniają turniejowe pary &#8211; dla laika często nie ma różnicy między poszczególnymi osobami. Czy liczy się tutaj bezbłędna technika, czy zdecydowanie coś więcej &#8211; indywidualny styl, charyzma tancerzy, czyli bardzo subiektywne czynniki?</strong></p>
<p>Liczy się indywidualny styl, interpretacja tańca. Technika to narzędzie pozwalające wyrazić siebie. Musi być dobra, ponieważ tylko wtedy, kiedy panuje się nad ciałem, można zatańczyć co się tylko chce i pokazać emocje. <br />
 <em></em></p>
<p><em>Tekst pochodzi z 26. numeru EksMagazynu. Cały artykuł dostępny w wydaniu drukowanym.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/hanna-zudziewicz-tancze-nawet-na-ulicy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Roma Ligocka: Dorosłość</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/roma-ligocka-doroslosc/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/roma-ligocka-doroslosc/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Mar 2015 01:33:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>magda</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[dorastanie]]></category>
		<category><![CDATA[ekscytująca bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[inicjacja seksualna]]></category>
		<category><![CDATA[pierwsza miłość]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Roma Ligocka]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=18537</guid>
		<description><![CDATA[Chciałam opowiedzieć o „wibrowaniu kobiecości”, które zaczyna się w nas, w duszy, w ciele, w umyśle - kiedy mamy 16-18 lat - i potem nie opuszcza nas już przez całe życie. Ale ta książka mówi też o alkoholizmie, aborcji, uzależnieniu od mężczyzny – pisarka Roma Ligocka o swojej najnowszej powieści „Droga Romo”, specjalnie dla EksMagazynu]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: O czym jest pani nowa powieść?</strong></p>
<p><strong>Roma Ligocka:</strong> Moja nowa powieść jest, jak zwykle, o wszystkim, co jest w kręgu mojego świata, do którego zawsze wracam, w którym się poruszam. Moja bohaterka przeżywa trudne momenty, ale zdarzają się jej także miłe rzeczy. Myślę, że chociaż żyje ona jakiś czas temu &#8211; w dwudziestym wieku, nie w dwudziestym pierwszym, to jednak problemy, z którymi się boryka i o których opowiada, są bliskie również dzisiejszym kobietom. Podczas rozmów z moimi czytelnikami, przekonałam się, że nawet kobiety, które się czasem do tego nie przyznają, walczą z takimi problemami, o których opowiadam w mojej książce.</p>
<p><strong>Jest to historia młodej dziewczyny u progu dorosłości, nie nastolatki, ale młodej kobiety, która wchodzi w dorosłe życie, w pierwsze związki, pojawiają się również konflikty z jej matką.Co młode kobiety mogą znaleźć w pani powieści?</strong></p>
<p>Muszę się odwołać do mojej poprzedniej powieści, mianowicie do „Dobrego dziecka”. Tamta historia zakończyła się w momencie, gdy bohaterka stała u progu dorosłości. Nie przekroczyła go jednak, bo wydawało mi się, że tak będzie lepiej, dyskretniej. Te poważne, trudne sprawy pojawiają się właśnie w mojej nowej książce &#8211; bohaterka jest już rok, dwa lata starsza i uświadamia sobie, że stała się kobietą i wszystkie problemy z tym związane nagle na nią spadają.  Po napisaniu „Dobrego dziecka” pojawił się lekki niedosyt, również czytelnicy pytali o jego kontynuację. Wprawdzie myślę,  że powieści nie powinno się kontynuować, zwłaszcza że nie jestem Tołstojem i nie piszę „Wojny i pokoju”, ale jednak postanowiłam pokazać, jak wyglądają problemy i sytuacje, przed którymi stanie kobieta u progu dorosłości. Mówi się, że to najpiękniejszy okres w życiu kobiety. Na pewno jest najtrudniejszy. Wszystko co robi się po raz pierwszy, zostawia bardzo silne ślady w mózgu, w myśleniu, duszy człowieka, ale jednocześnie jest piekielnie trudne.</p>
<p><strong></strong><strong>W książce pojawia się pierwsza miłość, inicjacja seksualną, związki, na które bohaterka nie jest ani gotowa, ani nie wie tak naprawdę, na czym one polegają…</strong></p>
<p>To jest właśnie jej główny problem. Wynika on i z przeżyć wojennych, i z braku pełnej rodziny, która została zniszczona podczas wojny, i z trudnej relacją z matką, w której nie ma miejsca na rozmowy i tłumaczenie wielu rzeczy i przyjaźń. Jest to jest specyficzna historia kobiety, która nie jest gotowa na związek, ponieważ nikt jej do tej roli nie przygotował, nikt jej nie pomógł. Nie było tak, jak zdarza się to teraz w wielu rodzinach, gdzie młoda dziewczyna, obserwując swoich bliskich, naturalnie dojrzewa do takiej roli, przynajmniej w dużym stopniu. Również w dzisiejszych czasach, wiele młodych dziewczyn jest potwornie bezradnych, nie mają z kim porozmawiać, nie mają możliwości albo nie potrafią porozumieć się z rodzicami, z nauczycielami. Młode dziewczyny są bardzo samotne. Widzę to na przykład w listach, które do mnie piszą. Samotność młodej dziewczyny nie zmieniła się, chociaż minęło pół wieku, od kiedy moja bohaterka ją przeżywała.</p>
<p><strong>To prawda, problemy młodych kobiet, które wchodzą w dorosłość, w związki, są właściwie takie same. Teraz dziewczyny też spełniają jakieś wymagania zewnętrzne, oczekiwania, nie mając kontaktu ani ze swoją kobiecością, ani z tym, czego tak naprawdę pragną. </strong></p>
<p>Wydawałoby się, że teraz powinno być zupełnie inaczej. Internet, który ma być lekarstwem na całe zło i samotność, jednak nim nie jest. Otwartość, z którą się tam mówi o pewnych tematach, ten dobrobyt, który sprawia, że młode dziewczyny mogą sobie razem wyjeżdżać, chodzić, rozmawiać. To daje im swobodę. Szkoła, do której ja uczęszczałam i moja bohaterka też, była szkołą tylko dla dziewcząt. Śmieję się mówiąc, że po raz pierwszy zobaczyłam, jak wygląda chłopak z bliska, dopiero kiedy miałam już jakieś siedemnaście lat. Przedtem nie było okazji, by nawet na nich popatrzeć. Okazuje się jednak, że przygotowanie do konfrontacji z mężczyzną, a później do życia z nim, odbywa się dzięki bliskim ludziom, z którymi się stykamy. Mam przyjaciółkę, która swojej córce wielokrotnie powtarzała: „Natalko, kocham cię!”. Ja natomiast, nigdy tego nie usłyszałam od nikogo z mojej rodziny. To sprawia, że się oswajamy z miłością i nie spada ona na nas, jak grom z jasnego nieba. Jeżeli od dziecka mamy tą świadomość, że miłość nam się należy, to potem nie jesteśmy tak potwornie przytłoczone miłością mężczyzny. Pokorny, metafizyczny stosunek do uczuć, którymi nas ktoś nagle obdarza, sprawia, że jesteśmy bezbronne i nie umiemy sobie sformułować,  czego my tak w zasadzie oczekujemy, co uczucie ma nam dać i po co właściwie jest. Z powodu powtarzanego przez pokolenia zwyczaju, odzywa się w nas pokora i wdzięczność za to, że ktoś nas wybrał, że nie zostaniemy na tym rynku same, tylko ktoś zdecydował się ten towar, którym my jesteśmy, przynajmniej obejrzeć, a może nawet i kupić. I właśnie takie podejście, od początku stwarza niedobrą, niezdrową dla kobiety, krzywdzącą sytuację.</p>
<p><em></em><em>Tekst pochodzi z 26. numeru EksMagazynu. Cały artykuł dostępny w wydaniu drukowanym.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/roma-ligocka-doroslosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Natalia Niemen: Bez sztuki człowiek tępieje</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/natalia-niemen-bez-sztuki-czlowiek-tepieje/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/natalia-niemen-bez-sztuki-czlowiek-tepieje/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Feb 2015 01:48:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Czesław Niemien]]></category>
		<category><![CDATA[ekscytująca bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Natalia Niemien]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=17893</guid>
		<description><![CDATA[Zachęcam, by mimo wszystko, ludzie nie patrzyli na twórczość Czesława Niemena, jak na nie wiadomo jaką świętość, której nie można tknąć ani ruszać, a jak ruszać, to mój Boże, czy podołam? Z Natalią Niemen, córka Czesława Niemena rozmawiamy o tym, jak powstawała jego muzyka oraz po co nam sztuka]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Jakie było pani pierwsze wspomnienie związane z muzyką w domu rodzinnym?</strong></p>
<p><strong>Natalia Niemen:</strong> Jako pierwszego wymienię mojego tatę, bo tata komponował przy mnie i siostrze. W domu to wszystko rozbrzmiewało. Pamiętam też, jak tata nagrywał piosenki do seriali takich jak „Rodzina Leśniewskich” czy „Kłusownik”. Te piosenki tak mi siedzą w głowie! Często też byłyśmy przy nagraniach. Jeśli chodzi o muzykę, jaką serwowali nam rodzice, to była to muzyka hinduska. Pamiętam, jak ojciec przywoził płyty ze swoich wojaży i wśród nich była płyta analogowa z etniczną, narodową muzyką hinduską graną na instrumentach typu sitar. Trzecie wspomnienie dotyczy płyty Steviego Wondera z końca lat 70’.</p>
<p><strong>Kiedy ojciec tworzył, zamykał się w pokoju?</strong><br />
 Kiedy byłyśmy małe z siostrą, mieszkaliśmy w maleńkiej kawalerce blisko Teatru Narodowego w Warszawie i tata miał tam pokój, w którym pracował. To było studio, do którego nas zabierał, kiedy mama musiała gdzieś wyjść. Brałyśmy flamastry, kredki i rysowałyśmy. Jeden z tych obrazków pojawił się jako oprawa tegorocznego koncertu Debiutów w Opolu. Później, kiedy przenieśliśmy się do trochę większego lokum, ojciec usadowił się w dziennym pokoju i wszyscy uczestniczyliśmy w procesie twórczym. Oczywiście, kiedy pracował wymagał ciszy i to było dla nas bardzo trudne, bo dom był stary, a w związku z tym na przykład, mocno skrzypiała podłoga. Trzeba było liczyć deski, na których można stanąć, a na których nie, żeby tatusiowy nie przeszkodzić.</p>
<p><strong>Czy śpiewała pani razem z ojcem?</strong><br />
 Był taki epizod. Na Placu Zamkowym, ja i moja młodsza siostra wystąpiłyśmy razem z tatą na koncercie sylwestrowym. On śpiewał oczywiście „Dziwny jest ten świat”, a my robiłyśmy chórki na: „aa” i „uu”. To było nasze jedyne wspólne śpiewanie.</p>
<p><strong>Czy to dobrze, że różni twórcy interpretują jego piosenki?</strong><br />
 Zachęcam, by mimo wszystko, ludzie nie patrzyli na twórczość Czesława Niemena, jak na nie wiadomo jaką świętość, której nie można tknąć ani ruszać, a jak ruszać, to mój Boże, czy podołam? W muzyce najważniejsze jest to, czy ja wiem, o czym śpiewam. Kiedy wiem, o czym śpiewam, publiczność to czuje. Wie, że taki delikwent nie popisuje się swoimi możliwościami, nie chce tylko pokazać siebie, tylko przekazać to, co autor miał na myśli. I wtedy wszystko jest dobrze, nawet jeśli śpiewa się tego świętego Niemena.<br />
 Była pani patronką koncertu tegorocznych Debiutów w Opolu, ale też wspólnie z zespołem zaśpiewała piosenki ojca.<br />
 Byłam przeszczęśliwa, że mogliśmy zaprezentować mniej znane utwory taty z dwóch ostatnich płyt. Na tym mi głównie zależało, żeby ludzie poznali Niemena nie jako piosenkarza, wykonawcę nieśmiertelnych hitów, ale przede wszystkim jako kompozytora, wspaniałego poetę i multi-twórcę.</p>
<p><em>Pełną wersję artykułu znajdziecie w 25. numerze EksMagazynu</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/natalia-niemen-bez-sztuki-czlowiek-tepieje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ewa Kasprzyk: Szczęście się zdarza</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/ewa-kasprzyk-szczescie-sie-zdarza/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/ewa-kasprzyk-szczescie-sie-zdarza/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 30 Nov 2014 02:02:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[ekscytująca bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Ewa Kasprzyk]]></category>
		<category><![CDATA[mężczyźni]]></category>
		<category><![CDATA[przepis na szczęście]]></category>
		<category><![CDATA[szczęście]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=17249</guid>
		<description><![CDATA[Kobieta powinna być tajemnicą nie do końca odkrytą. My też lubimy, kiedy mężczyźni tacy są. Po to się wchodzi na szczyt, żeby zobaczyć, co na nim jest, mimo, że czasem można z niego spaść. Ewa Kasprzyk rozmawia z EksMagazynem o szczęściu
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Jakie jest pani przepis na szczęście?</strong><br />
 <strong>Ewa Kasprzyk:</strong> To jedno z trudniejszych pytań, jeśli chodzi o zadanie go drugiemu człowiekowi, jeśli chcemy się nad nim zastanowić w trochę szerszym ujęciu, może nawet trochę filozoficznym. Mówiąc krótko, szczęście to jest brak nieszczęścia. Jeśli tego nieszczęścia nie ma, to jestem umiarkowanie szczęśliwa, czyli jest to stan, w którym nie czuje się zagrożenia. Szczęście się zdarza. Jeżeli szczęście ma mieć zabarwienie euforyczne i utożsamiamy je z takim stanem, który jest bardzo ulotny, trwa może pięć minut, to chcielibyśmy je przedłużyć. Tylko, gdyby to był constans, gdyby nie było przeciwstawienia, skąd wiedzielibyśmy, co to jest szczęście? Tak to się zapętla.<br />
 <strong><br />
 Czego pani potrzeba do szczęścia?</strong><br />
 Niedużo, jestem osobą nastawioną bardzo optymistycznie do ludzi, do życia i do świata. Poza tymi momentami, kiedy nie, bo i takie się zdarzają (śmiech). Jestem chyba wtedy najszczęśliwsza, kiedy mam dobrą energię daną od drugiego człowieka, kiedy spotyka mnie interesujące zdarzenie, albo coś idzie po mojej myśli, albo tak po prostu, zwyczajnie, kiedy wstaje się z łóżka, jest jakiś kolejny dzień, a ja cieszę się, że żyję. Czasami człowiek tak ma i potrafi to do siebie powiedzieć.<br />
 <strong><br />
 Czy miała pani w życiu szczęście do ludzi?</strong><br />
 Ja w ogóle mam bardzo dobry kontakt z ludźmi. Wynika to z tego, że jestem osobą ufającą i otwartą. Nie zakładam z góry, że ktoś może mi wyrządzić jakąś krzywdę psychiczną czy fizyczną. To czasami bywa zgubne, ale biorę to na margines tej mojej „naiwności”. Dobrze się stało, że u progu mojej działalności artystycznej spotkałam Barbarę Sas, Romana Załuskiego, z którym zrobiłam cztery filmy, Jacka Bromskiego, Janusza Majewskiego, z którym robiłam spektakle telewizyjne i teatralne, czy Kazimierza Kutza. Cieszę się, że spotkałam Andrzeja Wajdę, z którym wprawdzie nie zrobiłam żadnego filmu, ale pamiętam, jak przyszedł do mnie po „Bellissimie” i był zachwycony. To jest chyba taka rzecz dana aktorom – spotykamy odpowiednich ludzi i nasza droga zawodowa się potem dobrze układa.</p>
<p><strong>Czy kobieta musi mieć u boku mężczyznę, żeby czuć się szczęśliwą?</strong><br />
 Kobietom w pewnym wieku trudniej znaleźć mężczyznę, bo nauczyły się żyć same, przyzwyczaiły do pewnej autonomii, do tego, że są samodzielnie, że nie są zależne od nikogo. Trudno jest pójść w relacje, nawet znieść czyjąś obecność i to gdzie on stawia filiżankę. Często to słyszę od młodszych kobiet. Ja powiem tak. Na pewno jest dobrze, kiedy ma się partnera, fajny, udany związek z mężczyzną, który spełnia nasze oczekiwania. Jest dobrym człowiekiem, czujemy się z nim bezpiecznie, a jednocześnie ma się z nim dobry seks, jest pewna doza namiętności, trochę zazdrości. To kobiety kręci. Bycie w dobrym związku jest budujące. Kobiety się stresują z różnych względów, kiedy rozstają się z mężczyznami, kiedy mają nieudane małżeństwo lub nie mają tego faceta. Kiedy dobiegają np. do 40. i nie mają partnera. Są inteligentne, mądre, a faceci są jacy są i nie należy tego przeceniać. Rozmawiałam ostatnio z moim przyjacielem z Berlina i on mówi: „Wiesz co, jak mi każesz to zrobić, to ja to zrobię, tylko nie dorabiaj do tego filozofii i nie oczekuj, że stanie się cud i jakikolwiek facet się domyśli.” Kobiety czasami by chciały być jak księżniczki, żeby mężczyźni domyślali się, jakie mają marzenia i potrzeby, a trzeba się komunikować wprost.</p>
<p><strong>Czytałam fragmenty pani książki o miłościach z lat młodzieńczych, narzeczonych i mam wrażenie, że miała pani szczęście do mężczyzn.</strong><br />
 Myślę, że miałam. Pierwsza miłość była szalona, później fantastyczne małżeństwo przez całe lata, zresztą do tej pory z moim mężem, mimo że nie mieszkamy razem i nie spędzamy dużo czasu, przyjaźnimy się. Potem były jeszcze różne damsko-męskie przyjaźnie. Mimo upływu lat, mężczyźni ciągle się mną interesują (śmiech). To jest dość budujące.</p>
<p><strong><em>Cały materiał jest do przeczytania w EksMagazynie nr 24</em></strong></p>
<p><strong><em><a rel="attachment wp-att-17256" href="http://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/ewa-kasprzyk-szczescie-sie-zdarza/attachment/ewaksiazka/"><img class="aligncenter size-full wp-image-17256" title="ewaksiazka" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2014/09/ewaksiazka.jpg" alt="" width="650" height="913" /></a><br />
 </em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/ewa-kasprzyk-szczescie-sie-zdarza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Martyna Wojciechowska: Życie księżniczki to nie bajka</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/martyna-wojciechowska-zycie-ksiezniczki-to-nie-bajka/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/martyna-wojciechowska-zycie-ksiezniczki-to-nie-bajka/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 Nov 2014 02:57:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dagna Starowieyska</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[dorośli dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[ekscytująca bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[książki dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[Martyna Wojciechowska]]></category>
		<category><![CDATA[pisanie książek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=17251</guid>
		<description><![CDATA[Za ciekawą historią pojedzie na koniec globu. Mężczyźni podziwiają ją za hart ducha, a kobiety za to, jak pokazuje ich codzienność na różnych kontynentach. Z Martyną Wojciechowską rozmawiamy, nietypowo, o dziecięcej perspektywie świata]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Czy dorośli mogą się uczyć od dzieci?<br />
 Martyna Wojciechowska:</strong> Byłoby cudownie, gdybyśmy się uczyli od dzieci, a raczej żebyśmy nie zapominali o wewnętrznym dziecku, które w sobie mamy. Ja o tym zapomniałam i muszę przyznać, że jestem wielką dłużniczką mojej sześcioletniej obecnie córki, która przypomniała mi, co to znaczy. Dzięki temu ja odkryłam w sobie dziecięcą naturę.<br />
 <strong><br />
 Napisałaś kilka książek, a ostatnio serię dla dzieci: „Dzieciaki świata” i „Zwierzaki świata”. Wiedziałaś, jak się do tego zabrać?</strong><br />
 Dzieci są szalenie wymagającymi czytelnikami i chyba nigdy nie stresowałam się przed premierą książki tak, jak przed „Dzieciakami świata” i „Zwierzakami świata”. Przeczuwałam, że dzieci bardzo szybko zweryfikują fałsz. Jak coś im się podoba, widać to od razu, a jeśli się nudzą, to idą spać. Tak było w przypadku mojej córki: kiedy przysypiała i zaczynała zadawać 200 dodatkowych pytań, czułam, że fragment, który jej czytam, muszę zdecydowanie przerobić.</p>
<p><strong>Córka była pierwszą recenzentką?</strong><br />
 Tak. Wymyśliłam tę książkę siedząc na wakacjach w Krynicy Morskiej, kiedy moje dziecko przyszło do mnie po raz enty z książką o księżniczce Arielce i poprosiło: „Poczytaj mi mamo”.<br />
 <strong><br />
 Pewnie znała ją na pamięć?</strong><br />
 Oczywiście, ja nawet próbowałam pomijać pewne strony, ale wiesz, że nie jest to takie proste, bo dzieci pamiętają każde zdanie. Pomyślałam sobie, że nie przeżyję tego więcej i nie mogę kolejny raz czytać historii o dziewczynie, której celem życia jest zakochać się i wyjść za mąż. Pomyślałam sobie, że to nie są treści dla dziewczyn XXI wieku i że stać nas na więcej. Prawdziwe życie, którego jestem świadkiem, było o wiele bardziej interesujące. Postanowiłam zaryzykować i opisać dzieciakom prawdziwe, choć czasem niełatwe historie. Niektóre fragmenty książek są wyciskaczami łez, ale okazuje się, że można to tak podać, żeby tego młodego czytelnika jeszcze czegoś nauczyć.</p>
<p><strong>Jaka to nauka?</strong><br />
 Wszystkich bohaterów moich książek poznałam osobiście, nie umiem tworzyć fikcji literackiej. Czasami to sieroty, dzieciaki doświadczone przez los, albo zwierzęta z historią. Kiedy podzieliłam się pomysłem na te książki, słyszałam takie komentarze, że to dosyć wywrotowa koncepcja i że dzieci powinny dostawać bardziej idealny świat. Postanowiłam zaryzykować. Zaprosiłam do współpracy psychologa dziecięcego, Dominikę Słomińską, ponieważ zależało mi na tym, żeby książki zawierały treści bezpieczne, takie, które nie będą dzieci traumatyzować, tylko uczyć, że świat jest różnorodny i takie sytuacje też się zdarzają. Moja Marysia reagowała na te historie bardzo dobrze, ale zadawała mi mnóstwo pytań, bo okazało się, że my dorośli, pewne rzeczy traktujemy jako oczywistość.</p>
<p><em><strong>Cały materiał jest do przeczytania w EksMagazynie nr 24</strong></em></p>
<p><em><strong><a rel="attachment wp-att-17253" href="http://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/martyna-wojciechowska-zycie-ksiezniczki-to-nie-bajka/attachment/dzieciakiswiata/"><img title="dzieciakiswiata" class="aligncenter size-full wp-image-17253" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2014/09/dzieciakiswiata.jpg" alt="" width="650" height="913" /></a><br />
 </strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/martyna-wojciechowska-zycie-ksiezniczki-to-nie-bajka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->