<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; emigranci</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/emigranci/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Dzieci trzeciej kultury</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/dzieci-trzeciej-kultury/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/dzieci-trzeciej-kultury/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Jul 2016 03:24:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Edyta Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[w skrócie]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[emigranci]]></category>
		<category><![CDATA[imigranci]]></category>
		<category><![CDATA[migracje]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>
		<category><![CDATA[trzecia kultura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=21952</guid>
		<description><![CDATA[Kim są dzieci trzeciej kultury i z jaką kulturą czują się spokrewnieni? Potomstwo migrantów ma problemy nie tylko z zaklimatyzowaniem się, ale i z poczuciem tożsamości. Znacznie trudniej przychodzi to jednak wspomnianym dzieciom trzeciej kultury]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Już od dawna usłyszeć można o najmłodszych migrantach, ciągle słabo znany jest jednak termin „dzieci trzeciej kultury”. Został on stworzony w latach 50. XX w. przez amerykańską antropolog Ruth Hill Useem. Odnosi się on również do dzieci ambasadorów, urzędników państwowych, przedsiębiorców, wojskowych, misjonarzy.</p>
<p>Jeszcze w połowie lat 90. minionego wieku spoglądano na dzieci imigrantów i emigrantów jako na ofiary wojen lub migracji ekonomicznych spowodowanych biedą w krajach pochodzenia. Teraz przedstawiciele poszczególnych dziedzin nauki, socjologii, psychologii czy też antropologii, patrzą na całe zjawisko nieco inaczej. Coraz więcej wiedzą też o najmłodszych migrantach. Same dzieci mogą również wirtualnie komunikować się ze sobą, m.in. za pomocą portali społecznościowych. Co więcej, z czasem zaczynają się zastanawiać, jaka jest ich tożsamość. Czują, że przynależą do jakiejś grupy, ale nie zawsze są do nich przydzielone w sposób oczywisty.</p>
<p>Z jednej strony bycie dzieckiem trzeciej kultury może mieć wiele plusów. Mogą one bowiem zwiedzić wszystkie kontynenty oraz poznać wiele języków czy kultur. Z drugiej jednak strony mogą one mieć problem z identycznością i udzieleniem odpowiedzi na banalne pytanie „skąd jesteś”. Jest to szczególnie ważne, gdy wstępują już w dorosłe życie.</p>
<p>Psycholog kulturowy prof. Halina Grzymała-Moszczyńska zauważyła, że dzieci trzeciej kultury często cierpią na tzw. „fatamorganę kotwicy” – zjawisko polegające na poczuciu straty, konieczności powrotu do jakiegoś miejsca; dążeniu do wyjazdu do innego kraju nawet jeśli pojawia się szansa zamieszkania gdzieś na stałe. Dorosły trzeciej kultury będzie jednak idealnym kandydatem na pracownika międzynarodowej korporacji czy organizacji. Znający wiele kultur i kilka języków doskonale odnajdzie się w zagranicznej placówce danej firmy.</p>
<p>W Polsce dzieci trzeciej kultury nie są aż tak rozpoznawane jak za granicą, np. w USA. Zdaniem Grzymały-Moszczyńskiej mamy raczej do czynienia z tzw. „dziećmi – ukrytymi migrantami”. Są to przede wszystkim ci młodzi ludzie, którzy urodzili się, wychowywali i chodzili do szkół na Wyspach Brytyjskich, a po latach wracają do ojczyzny. W polskiej szkole okazuje się, że mają ogromne kłopoty w nauce. Nie wynika to jednak z tego, że np. nie są zdolne, a z ubytków w języku polskim. Problemem mogą być również różnice programowe.</p>
<p>Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/dzieci-trzeciej-kultury/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Media polonijne</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/media-polonijne/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/media-polonijne/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Feb 2015 01:51:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dagna Starowieyska</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscytujący bohater]]></category>
		<category><![CDATA[emigranci]]></category>
		<category><![CDATA[media polonijne]]></category>
		<category><![CDATA[Polacy w UK]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Zetha Media]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=18495</guid>
		<description><![CDATA[Szeroka fala Polaków wyjeżdżających na Wyspy pociąga za sobą zmiany i rodzi nowe potrzeby w zakresie dostępu do informacji. Przyglądamy się, jak wygląda rynek mediów polonijnych w Wielkiej Brytanii, gdzie według różnych danych mieszka obecnie ok. 550 tys. Polaków]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Ilu jest obecnie Polaków na Wyspach?</strong></p>
<p><strong>Agnieszka Moryc, managing director, Zetha Media:</strong> Nie jestem niestety socjologiem, więc wolałabym po prostu odpowiedzieć, kim są Polacy, którzy nas czytają i co wiemy o tych, którzy nie sięgają po żaden z naszych tytułów. Wiedza, jaką my czerpiemy o Polakach w Wielkiej Brytanii, pochodzi bowiem z bardzo różnych źródeł. Przykładowo, oficjalne dane pochodzące z cenzusu z roku 2011, mówią o 546 tysiącach polskich emigrantów w UK, a portal społecznościowy Facebook wskazuje, że osób polskojęzycznych na Wyspach jest blisko 550 tysięcy. Nasze tygodniki rozchodzą się w nakładach 70 tysięcy dla „Panoramy” i 75 tysięcy dla „Polish Express” tylko w samym Londynie, a nasze serwisy mają w sumie około 915 tysięcy unikalnych użytkowników miesięcznie z terenu całej Wielkiej Brytanii. Nie wszyscy Polacy szukają jednak kontaktu z językiem i kulturą kraju swojego pochodzenia – wtopili się w wielokulturowe społeczeństwo brytyjskie. Ta grupa zazwyczaj zna świetnie język, pracuje w środowisku, w którym nie spotyka wielu Polaków, niejednokrotnie ich partnerami życiowymi są Brytyjczycy lub po prostu nie-Polacy.</p>
<p><strong>Czy Polacy są zainteresowani polską polityką, kulturą, show-biznesem, aktualnymi wydarzeniami w kraju w równym stopniu, jak wtedy, kiedy mieszkali jeszcze w Polsce?</strong></p>
<p>Jesteśmy specyficznym narodem &#8211; tęsknimy, wspominamy z nostalgią, tak długo jak możemy, utrzymujemy stały kontakt z krajem pochodzenia. Większość polskich imigrantów na Wyspach przyjeżdżała i przyjeżdża tu z zamiarem pozostania tylko przez jakichś czas. Dopiero, gdy złudzenia nas opuszczają, więzi i potrzeba regularnego kontaktu z językiem, kulturą i Polską znacząco się osłabiają. Jest jednak zasadnicza zmiana między tym, jakie treści interesują Polaków na emigracji, od tego co interesuje Polaków pozostających w kraju. Polaków na Wyspach w pierwszej kolejności interesuje to, co dzieje się tu, gdzie żyją, ale chcą o tym czytać po polsku. Dopiero na drugim miejscu są informacje związane z tym, co dzieje się w Polsce, ale i tu kontekst powinien w jakiś sposób dotykać ich samych. Mieszkając poza swoim krajem, żyje się w pewnym otoczeniu miejscowej pop-kultury, polityki, wydarzeń, spraw codziennych i nawet bezwolnie staje się jej częścią. To, co dzieje się aktualnie w Polsce, schodzi mimowolnie na plan dalszy.</p>
<p><strong>Jak wygląda rynek mediów skierowanych do Polaków w UK?</strong></p>
<p>Zetha Media to wydawca największych mediów polskojęzycznych w Wielkiej Brytanii. Byliśmy na tym rynku pierwsi, ale szybko wyrosła nam konkurencja. Na Wyspach ukazuje się kilka tygodników o tematyce zbliżonej do „Panoramy” oraz wiele lokalnych wydawnictw o małym zasięgu i profilu bliższym „Polish Express”. Wśród portali mamy trochę silniejszą konkurencję. To jednak uważamy za atut – nie spoczywamy na laurach i ciągle się rozwijamy. Drzemie w nas duch sportowy.</p>
<p><strong>Skąd pomysł stworzenia grupy medialnej Zetha?</strong></p>
<p>Na początku nie myśleliśmy o grupie medialnej. Wraz z Tomaszem Kmiecikiem – obecnie CEO w Zetha Media – chcieliśmy początkowo tylko spróbować wydawać polskojęzyczną gazetę. Widzieliśmy niszę i wiedzieliśmy, że Polacy potrzebują polskojęzycznego medium w Wielkiej Brytanii, ale nie mieliśmy pewności, że czytelnicy nas pokochają. Tak narodził się „Polish Express”. Tygodnik się rozwijał, redakcja się rozwijała, nakłady rosły, a w nas kiełkowały nowe pomysły &#8211; m.in. na nowy tygodnik, o tematyce bardziej lifestylowej niż informacyjnej. Nie mogliśmy tego robić jako „Polish Express”. Zetha Media powstała, by objąć wszystkie nowe projekty, które wdrażaliśmy kolejno w życie. Dziś to już nie tylko prasa, ale także internet oraz np. agencja koncertowa znana w Londynie pod marką PolskaLive!.</p>
<p><strong>Czy Polacy mieszkający w UK chętnie sięgają po tytuły i portale stworzone specjalnie dla nich czy też oglądają nadal polskie stacje tv, czytają portale typu Onet czy TVN24?</strong></p>
<p>Polskie media w internecie nie są przez nas traktowane jako konkurencyjne. My tworzymy sprofilowany przekaz, do dokładnie określonej grupy docelowej. Uzupełniamy informacje, które Polacy z Wysp mogą pozyskać z polskich źródeł i katalizujemy to, co najważniejsze z punktu widzenia polskich imigrantów w mediach brytyjskich. Z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że jako polskojęzyczne media w Wielkiej Brytanii, jesteśmy doskonałym uzupełnieniem i wypełnieniem pustki między przekazem polskich, ogólnopolskich mediów, a przekazem brytyjskich mediów. Wiemy, że jesteśmy potrzebni, bo mówią o tym zarówno nakłady naszych gazet, jak i zasięgi, jakie budujemy w internecie.</p>
<p><strong>Jakie idee przyświecają wydawnictwu? Co ma do zaoferowania swoim odbiorcom?</strong></p>
<p>We wszystkich naszych mediach na pierwszym miejscu stawiamy czytelnika/odbiorcę. Staramy się słuchać jego potrzeb i na nie odpowiadać. W „Polish Express” przyjęliśmy rolę medium interweniującego w trudnych i ważnych dla Polaków na Wyspach sprawach. W „Panoramie” pytamy, jakich treści oczekuje, badamy nieustanie oczekiwania i zainteresowania, aby optymalnie zaspokajać głód wiedzy i informacji naszych czytelników. Przede wszystkich słuchamy, a dopiero później mówimy.</p>
<p><strong>Kiedy przyglądam się państwa działalności widoczny jest mocny akcent stawiany na media cyfrowe, internet i aplikacje mobilne. Stawiacie na młodszego czytelnika czy to kolejny dowód na to, że tradycyjne media drukowane to za mało, by dotrzeć do współczesnego odbiorcy?</strong></p>
<p>Ten wybór nie jest związany z wiekiem czytelników i odbiorców. W internecie mamy pełen przekrój wiekowy, nieodbiegający zasadniczo od przekroju wiekowego czytelników naszej prasy drukowanej. Dostęp do internetu – często darmowy, powszechne, używanie smartfonów i tabletów &#8211; zazwyczaj tańszych niż w Polsce- sprawiają, że cyfrowa obecność to zupełnie oczywista i naturalna ścieżka dla rozwoju mediów. Staramy się, by gazety i portale wzajemnie się uzupełniały. Nie da się jednak ukryć, że media elektroniczne dają nam możliwość docierania wszędzie tam, gdzie nie docierają nasze tygodnik „Panorama” i „Polish Express”.</p>
<p><strong>Czy Polacy sięgają po brytyjską prasę, radio, telewizję lub portale czy też bariera językowa wciąż stanowi spory problem?</strong></p>
<p>Kiedy zaczynaliśmy w 2003 roku, byliśmy pierwsi. Polacy nie mieli swoich mediów na Wyspach, potrzebowali nas – byliśmy niejednokrotnie pierwszym lub jedynym źródłem informacji o tym, co dzieje się w otaczającej ich rzeczywistości. Z czasem i z napływem nowych fal emigracji – często lepiej znającej język &#8211; ta sytuacja zaczęła się zmieniać na korzyć mediów anglojęzycznych, choć nadal nasi czytelnicy deklarowali nas jako pierwsze lub najistotniejsze źródło informacji. W tej chwili Polacy w Wielkiej Brytanii są podzieleni na dwie zasadnicze grupy – mniej liczna grupa, to ci całkowicie zasymilowani, utrzymujący sporadyczny kontakt z językiem i kulturą polską poza własnym domem. Druga &#8211; nadal liczna, to duża grupa Polaków na Wyspach, która nadal ogląda niemal wyłącznie polską telewizję, słucha polskich stacji i czyta polskojęzyczną prasę. Ostatnio widać też trzecią grupę – lokującą się między całkowicie zasymilowanymi, a tymi, dla których przywiązanie do polskości jest niezmiernie ważne. Ta grupa równie chętnie sięga po anglo-, jak i polskojęzyczne media, utrzymując równowagę.</p>
<p><strong>Jakie są plany Zetha Media na najbliższy rok?</strong></p>
<p>Rozpoczęliśmy ten proces już w roku poprzednim i zdecydowanie stawiamy w najbliższym czasie na rozwój mediów elektronicznych i większą synergię między wszystkimi naszymi projektami. Wbrew pozorom, powodem nie są tu galopujące zmiany w obszarze nowych technologii czy dostępie do internetu – przynajmniej nie jest to główny powód. Polacy integrują się ze społeczeństwem brytyjskim coraz lepiej, coraz odważniej sięgają po media anglojęzyczne. To stawia nas przed nowymi wyzwaniami – musimy odpowiadać na nowe potrzeby naszych odbiorców, dla których nie jesteśmy już pierwszym źródłem informacji, a raczej komentatorami rzeczywistości z perspektywy, która dotyczy ich jako emigrantów, Polaków, mniejszości w kraju, których ich gości.</p>
<p><a href="http://zetha.co.uk/en/" target="_blank">Zetha Media</a><br />
 „Panorama” (drukowany tygodnik) – wywiady, porady, publicystyka i informacja – to elementy składowe magazynu. Redakcja dba również, aby polscy wyspiarze nie stracili kontaktu z domem – ważne miejsce na szpaltach zajmują starannie dobrane, najciekawsze<br />
 artykuły z prasy krajowej.</p>
<p>„Polish Express” (drukowany tygodnik) – gazeta o profilu społeczno-informacyjnym, która przez ostatnie lata obecności na rynku zasłużyła sobie w świadomości Polaków w UK na miano najbardziej poczytnej. Co tydzień „Polish Express” czyta ponad 300 tysięcy osób.</p>
<p>Portal polishexpress.co.uk oraz aplikacja „Polish Express News” – informacja i interwencja – to słowa, które najlepiej definiują zawartość największego polskiego portalu dla Polaków w UK.</p>
<p>Portal lifestylowy panorama24.co.uk – odwiedzając serwis, przekonamy się jednak, że jest to strona, której profil w pełni odpowiada potrzebom młodych, energicznych mieszkańców Wysp, którzy chcą być na bieżąco ze wszelkimi trendami made in UK.</p>
<p>Portal społecznościowy polacy.co.uk – to polski Facebook skierowany do Polaków na Wyspach.</p>
<p>Portal ogłoszeniowy strefa.co.uk – miejsce, w którym polska społeczność Wielkiej Brytanii wymienia się informacjami o usługach i produktach kierowanych specjalnie do nich.</p>
<p>Agencja koncertowa PolskaLive! – jest ona promotorem i organizatorem koncertów polskich gwiazd na terenie Wysp Brytyjskich.</p>
<p><a href="http://zetha.co.uk/en/" target="_blank"><img class="aligncenter size-full wp-image-18497" title="650mediapolonijnetx" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2015/02/650mediapolonijnetx1.jpg" alt="" width="650" height="381" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/media-polonijne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nielegalny biznes Polaków</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/nielegalny-biznes-polakow/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/nielegalny-biznes-polakow/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Jan 2013 02:57:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[busy]]></category>
		<category><![CDATA[emigranci]]></category>
		<category><![CDATA[lotnisko]]></category>
		<category><![CDATA[Oslo]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[Torp]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=1398</guid>
		<description><![CDATA[Ponad dwa lata Polacy wożą nielegalnie pasażerów z lotniska Torp do Oslo w Norwegii. Bezradne są władze portu, oficjalny przewoźnik, a także policja. Nielegalni polscy pracownicy w Norwegii to wciąż norma - stanowią 1/3 polskiej emigracji]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lotnisko w Torp, gdzie przylatują Polacy kierujący się do Oslo, jest oddalone od stolicy Norwegii o ponad 100 km. Do miasta można dojechać koleją, albo specjalnym autokarem, czekającym przed halą po przylocie każdego samolotu. W razie potrzeby podstawiane są dodatkowe autobusy. Wydawać by się mogło, że na więcej połączeń nie ma zapotrzebowania. Otóż jest. Postanowili to wykorzystać przedsiębiorczy Polacy, którzy za cenę porównywalną z tą oferowaną przez licencjonowanego przewoźnika, wożą Polaków. Czasami trzeba im zapłacić więcej, ale rodak nie znający języka i przekonany, że sobie nie poradzi, zapłaci nawet więcej, żeby bezpiecznie dotrzeć do mieszkania.</p>
<p><strong>Kto z państwa do Oslo?</strong></p>
<p>Ci, którzy jadą do Oslo przez Torp po raz pierwszy mogą nie wiedzieć, że na lotnisku czekają na nich rodacy gotowi zapakować ich bagaże do niewielkiego busika, usadzić ich z tyłu upychając pasażerów odpowiednio do ich ilości i podwieźć pod drzwi mieszkania lub hostelu. Czekają przy wyjściu z hali przylotów, nie w samym budynku, bo władze lotniska, walcząc z nielegalnymi przewoźnikami, zagrodziły wyjście specjalnymi bramkami.</p>
<p>Wsiadamy do samolotu lecącego do Oslo w Krakowie. Na pokładzie &#8211; w większości Polacy. Trzech przedsiębiorczych mężczyzn zaopatrzonych w wódkę kupioną na strefie bezcłowej pół godziny przed lądowaniem, już lekko plączącym się językiem, zagaduje pasażerów o to, czym będą dojeżdżać do Oslo. &#8211; Mamy takiego znajomego, który wozi do miasta za 200 koron. Pod sam dom. Tylko może być problem, bo ostatnio pokazywali go w telewizji i pisali w gazetach, że jeździ nielegalnie, ale wie pan, jak się zbierze kilka osób, to może przyjedzie, tak po znajomości &#8211; wykłada jeden z mężczyzn, który, jak się okazuje po dłuższej rozmowie leci do Oslo odebrać zasiłek dla bezrobotnych. Taki &#8222;dodatek do długiego urlopu wypoczynkowego&#8221;, jak sam to nazywa.</p>
<p>Po lądowaniu podchodzimy do mężczyzn, których &#8222;przyjaciel&#8221; ma odebrać z lotniska. Po drodze, widząc niezdecydowane turystki, które pierwszy raz są w Torp, obsługa podchodzi i informuje, że jeśli chcemy dojechać do Oslo, to tu jest autobus podwożący pasażerów do kolejki, a tam, 20 metrów dalej &#8211; autokar jadący do miasta. To kosztuje tyle a tyle, a tamto trochę mniej. &#8211; Proszę uważać na oszustów &#8211; słyszymy na odchodne.</p>
<p><strong>Przecież się znamy</strong></p>
<p>Podchodzimy do trójki &#8222;znajomych&#8221; z samolotu, którzy palą papierosy przed wyjściem z budynku lotniska. Mężczyźni traktują nas trochę podejrzliwie, ale tylko na początku. W końcu dochodzą do wniosku, że cztery kobiety nie wzbudzają zbyt dużego lęku. &#8211; Znajomi mówili, że można łatwo dojechać do Oslo, szybciej i taniej niż autokarem. A panowie wspominali coś w samolocie, więc my chętnie, gdyby była taka możliwość, bo nigdy tu nie byłyśmy, nie znamy miasta, a jest już późno i nie chcemy krążyć w poszukiwaniu hotelu &#8211; zagadujemy. W końcu dowiadujemy się, że za pół godziny powinien być busik i możemy się zabrać. 200 koron, a nawet 180 w jedną stronę. Niestety nie mamy szczęścia. Piętnaście minut później następuje zmiana planów &#8211; busik dziś nie przyjedzie. Za dużo ostatnio było w mediach o Polakach nielegalnie wożących rodaków po Norwegii i trzeba chwilę odczekać zanim wróci się do interesu, bo przybyło patroli policyjnych.</p>
<p>Udaje nam się zdobyć numer telefonu do niejakiego Wojtka. To zresztą nie jest trudne. Ulotki reklamujące usługi rodaków można znaleźć w hali przylotów, na kawiarnianych stolikach, a nawet w legalnie kursujących na wspomnianej trasie autokarach. Dzwonię, pytam, czy byłaby możliwość, żeby Wojtek przyjechał po cztery osoby na lotnisko.<br />
 <em>- Dziś nie &#8211; pada odpowiedź.<br />
 &#8211; A jutro? Bo przyjeżdżają do mnie znajomi. Cztery osoby &#8211; dopytuję.<br />
 &#8211; Jutro tak.<br />
 Pytam o cenę.<br />
 &#8211; Jak będą cztery osoby, to po 250 koron. Jak więcej, będziemy się mogli targować &#8211; słyszę.<br />
 &#8211; Ale za 300 koron można kupić bilet w dwie strony na autokar, to trochę drogo &#8211; próbuję negocjować cenę.<br />
 &#8211; No trudno, jak za drogo, to za drogo. Ale autokar nie podwiezie pani znajomych z bagażami pod dom, a ja tak &#8211; ucina Wojtek.<br />
 &#8211; A jeśli zatrzyma was policja, przecież nie macie zezwolenia na wożenie ludzi &#8211; pytam na koniec.<br />
 &#8211; Nie zatrzyma, a jak tak, to powiemy, że jesteśmy znajomi. Przecież się poznamy po przylocie &#8211; tłumaczy zasady.</em><br />
 Kiedy przedstawiam się jako dziennikarka &#8222;Gazety&#8221; i proszę o oficjalny komentarz, Wojtek się rozłącza. Nie odbiera więcej ode mnie telefonu.</p>
<p><strong>Walka z wiatrakami</strong></p>
<p>Na pomysłowych kierowców władze Torp i oficjalny przewoźnik narzekają od ponad dwóch lat. Polscy &#8222;piraci&#8221; taksówkowi obstawili wszystkie połączenia lotnicze z Polską. Wcześniej był jeden, później dwóch. Później zaczęło dochodzić między nimi do szarpanin i bójek, co skwapliwie opisywały norweskie media.</p>
<p>- Teraz nasiliło się to do tego stopnia, że na każdy z lotów przypada od dwóch do ośmiu busów &#8211; żali się Espen Hveem z firmy UniBuss, właściciela linii Torp-Epressen, która jest oficjalnym przewoźnikiem kursującym na trasie Torp &#8211; Oslo. &#8211; Zgłaszaliśmy to wielokrotnie na policję, pierwszy raz w lutym 2009 roku, zresztą robiliśmy to nie tylko my, było wiele podobnych zgłoszeń, nawet od pasażerów. Niestety nie udało się ukrócić tego procederu &#8211; rozkłada ręce.</p>
<p>O Polakach wożących nielegalnie pasażerów zrobiło się naprawdę głośno w połowie stycznia tego roku. Telewizja publiczna NRK wyemitowała reportaż, w którym dziennikarze przybliżyli Norwegom sposób, w jaki działają pomysłowi kierowcy. Przez cały dzień filmowali ukrytą kamerą Polaka, który wychodzących z hali lotniska pasażerów zapraszał do swojego auta. Kiedy reporter próbował dowiedzieć się, ile kosztuje taki przejazd, kierowca odpowiadał, że pieniędzy nie bierze, bo podwozi jedynie znajomych i rodzinę. Dziennikarzom jednak udało się znaleźć Polaka, który do kamery potwierdził, że jeździ z nielegalnym przewoźnikiem i płaci mu ok. 250 koron, w zależności od trasy. Dlaczego to robi? Bo można dojechać pod sam dom, a tego nie oferuje oficjalny przewoźnik.</p>
<p>Opinie wśród Polaków dotyczące nielegalnego zajęcia rodaków są podzielone. &#8211; Wiele razy jeździłem z Mateuszem i jestem bardzo zadowolony. Zawsze przyjadą na czas, a kilka razy udało mi się wytargować zniżkę, jak jeszcze kogoś namówiłem na podróż. Płaciłem wtedy 150 koron, zwykle taki kurs kosztuje 200 &#8211; mówi Marek, pracownik budowlany &#8211; Mieszkam kawałek od centrum i dotarcie z bagażami byłoby trudne, gdyby nie te busy &#8211; argumentuje. Na pytanie, czy nie przeszkadza mu, że jeździ z oszustami odpowiada, że &#8222;każdy musi sobie jakoś radzić, a jeśli nikt im tego nie zabrania, a popyt jest, to dlaczego mieliby nie jeździć&#8221;. Z kolei Anna, turystka, która odwiedza Oslo na kilka dni, postępowaniem kierowców jest oburzona. &#8211; To oszuści. Za takich cwaniaczków musimy się wstydzić nie tylko tu, ale i w każdym kraju, gdzie pracują Polacy &#8211; kwituje.</p>
<p>Na polonijnych forach internetowych jedni z działalności Polaków są zadowoleni, inni się za nich wstydzą. &#8222;Zdaję sobie sprawę, że przewóz jest na czarno i biorę na siebie odpowiedzialność w razie wypadku lub spóźnienia&#8221; &#8211; pisze jeden z Polaków na stronie ForumNorwegia.net. Inny jest zupełnie odmiennego zdania: &#8222;Taki np. Bogdan&#8230; Zeszyt w ręku, przechadza się w pobliżu wyjścia pasażerów jak jakiś biznesmen. Pomijając to, że nie płaci podatku w kraju, w którym pracuje, ma ceny takie jak legalny przewoźnik (jeśli Wam się uda), lub wyższe, to zapewnia Wam nijaki komfort i zero gwarancji dowozu na miejsce.&#8221;<br />
 <strong><br />
 Jedna trzecia nielegalna</strong></p>
<p>Wątek dotyczący busów na forum ciągnie się od przeszło dwóch lat i liczy sobie kilkaset wpisów. Można się z niego dowiedzieć, ile kosztuje przewóz u różnych &#8222;Bogdanów&#8221;, a także o bójkach i incydentach między kierowcami nie tylko w pobliżu lotniska, ale też na stacjach benzynowych po drodze do Oslo. W Drammen (miejscowość między Torp a Oslo) policja zatrzymała jednego z nielegalnych przewoźników. &#8211; Zapłacił 9 tys. koron grzywny i skonfiskowano mu auto na pół roku. Ale reszta się tego nie przestraszyła &#8211; mówi Espen Hveem.</p>
<p>Wożenie pasażerów bez wymaganych pozwoleń to nie jedyna działalność w tzw. &#8222;szarej strefie&#8221;, jaką parają się w Norwegii Polacy. Joanna Napierała z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego właśnie koordynuje badania nad Polonią pracującą w Norwegii. &#8211; Według statystyk jest tu 45 tys. Polaków. Ale pamiętajmy, że obecnie obowiązek rejestracji obejmuje tylko osoby, które planują pobyt dłuższy niż 6 miesięcy. I w sumie chociaż należy się zarejestrować, to przymusu nie ma, więc wiele osób prawdopodobnie tego nie robi. Ponadto znaczna liczba Polaków może w Norwegii przebywać jeszcze na podstawie ważnych (nawet do 5 lat) zezwoleń na pobyt z możliwością podjęcia zatrudnienia, które wydawane były do maja ubiegłego roku &#8211; wyjaśnia. Według niej, naszych rodaków w ojczyźnie Henryka Ibsena może być nawet dwa razy więcej, niż podają to statystyki. &#8211; Część z tych osób pracuje na czarno. Ostatnie badania, jakie przeprowadzaliśmy w 2006 roku w Oslo pokazały, że około jedna trzecia emigrantów pracuje nielegalnie. Najczęściej przy opiece nad dziećmi, sprzątaniu, pracach remontowych, w ogrodnictwie &#8211; wylicza Napierała. Jak podkreśla, kij ma jednak dwa końce. &#8211; Korzystają z tego zarówno Polacy, którzy mają szansę w ogóle zarobić, jak i Norwegowie, którzy znajdują tańszych pracowników &#8211; mówi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/nielegalny-biznes-polakow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Depresja eks-emigranta</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/depresja-eks-emigranta/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/depresja-eks-emigranta/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Jan 2011 12:40:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Aneta Zadroga]]></category>
		<category><![CDATA[depresja]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[emigranci]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[powroty]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[psycholog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.hoster.pl/?p=417</guid>
		<description><![CDATA[Wracasz z zagranicy, a tu wszyscy zachowują się tak, jakby chcieli cię ukarać za to, że wyjechałeś. Od znajomych, przez rodzinę, do pracodawców. Depresja? Jak nie przestaniesz zwracać uwagi na wszystko, co cię dobija, bez psychologa możesz sobie nie poradzić]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;Po co wracasz w kryzysie? Tu dla tych, co zostali nie ma pracy&#8230;&#8221; Nikt mnie tu nie potrzebuje. Znajomi myślą, że dorobiłem się kokosów, a przecież Wyspy to nie kraina mlekiem i miodem płynąca. Teraz tam też wszyscy zaciskają pasa. Jak szukam gdzieś pracy, to albo muszę zaczynać od zera, albo mam zbyt wysokie kwalifikacje. „Tu jest Polska, nie Anglia” &#8211; słyszę. „A poza tym jest kryzys, nie ma pracy dla tych, co nie wyjeżdżali, a nie dla jakichś emigrantów!”<br />
 <strong><br />
 Adam z Kętrzyna, 26 lat, na emigracji od pięciu lat</strong></p>
<p>Poważnych podejść do powrotu miałem co najmniej trzy. Scenariusz zawsze był ten sam. Podejmuję decyzję, czasami z dnia na dzień, rzucam pracę, pakuję się, wsiadam do samolotu i docieram do domu. Pierwsze tygodnie są jak wakacje. Odpoczywam, odwiedzam znajomych i rodzinę, planuję dokończenie studiów i pełen zapału przeglądam oferty pracy i wysyłam CV. Później euforia mija i zaczyna się katorga. Robię się leniwy, czuję się nikomu niepotrzebny, bo tak naprawdę bliscy mi ludzie zdążyli się już ode mnie odzwyczaić, a na podania o pracę mało kto odpowiada.</p>
<p>Kiedy jestem za granicą, słyszę ciągle, że praca w Polsce coraz bardziej się opłaca i jest do czego wracać. Że niby kryzys, ale nie tak dotkliwy, jak na Zachodzie, że jest praca dla doświadczonych specjalistów. Tutaj &#8211; trafiam na szarą rzeczywistość inną niż ta z obrazków medialnych. Ostatni powrót „przerabiałem” w kwietniu. Będąc w Polsce wysłałem kilkanaście CV, oddzwoniły trzy firmy, wiadomo, przed sezonem, branża hotelarsko – usługowa łowi pracowników na potęgę.</p>
<p>Pierwsza rozmowa: w restauracji – za pensję, z której nie zapłacę nawet za mieszkanie i telefon. Druga: w hotelu– z wypłatą byłoby lepiej, ale w pracy musiałbym spędzać po 14 godzin na dobę. No i biuro turystyczne – usłyszałem, że zbyt długo nie było mnie w kraju i nie wiem, co się dzieje w polskiej turystyce. Tu jest Polska, a nie Anglia. Zamurowało mnie. Po raz kolejny poczułem, że nikt mnie tu nie chce, nie tylko zawodowo. Rodzina się odzwyczaiła, znajomi myślą, że śpię na pieniądzach, czasami bez żadnych skrupułów proszą o pożyczki tak wysokie, że łapię się za głowę. Mówią, że jest recesja, że stracili pracę, a ja przecież mam, bo wróciłem z emigracji.</p>
<p>Każda wizyta w Polsce kończy się tak samo. Tracę ochotę na poszukiwania po jakimś miesiącu. „Nic na siłę&#8221; &#8211; myślę i zaczynam przeglądać internet. Znajduję ciekawą ofertę, pakuję się i znikam z Polski na kolejne pół roku lub rok. Boję się, że kiedyś mogę zniknąć na stałe.<br />
 <strong><br />
 Karina z Rzeszowa, 25 lat, półtora roku na emigracji</strong></p>
<p>Pytanie o to, czy było warto wracać zadałam sobie po raz pierwszy, kiedy wysiadałam z samolotu, którym wróciłam z Wielkiej Brytanii. Było to dziesięć miesięcy temu. Od tej pory powtarzam je sobie dostając comiesięczną wypłatę, czy natykając się na pracownicze absurdy. No i ten kryzys&#8230; Na Wyspach pewnie by mnie też dopadł, ale tutaj dzieją się niezrozumiałe dla mnie rzeczy.</p>
<p>Na Wyspach pracowałam głównie jako spedytor. Samodzielność finansowa, życie bez obaw o to, że nie wystarczy do pierwszego, perspektywy wyższych zarobków, co kilka miesięcy urlop w jakimś egzotycznym miejscu, zgrana paczka przyjaciół. Wyjeżdżając założyłam sobie jednak, że nie zostanę na Wyspach dłużej niż rok. Kiedy wyruszałam za granicę, byłam świeżo upieczoną absolwentką politologii na uniwersytecie w Rzeszowie, a że zawsze marzył mi się Kraków, postanowiłam, że wyjadę na Wyspy, zarobię na naukę i wrócę.</p>
<p>Pierwsze „powrotowe&#8221; wątpliwości dopadły mnie, kiedy rozstałam się ze swoim partnerem, który miał na mnie czekać w kraju. Później, kiedy moja najbliższa przyjaciółka postanowiła zostać na Wyspach. Ale zacisnęłam zęby i pomyślałam sobie: „Trzeba być konsekwentnym!&#8221; Spakowałam się, wsiadłam w samolot i przyleciałam do domu. Polska powitała mnie ulewą i szarym, zachmurzonym niebem. Przez chwilę wydawało mi się bardziej szare niż to, z którym miałam do czynienia w Anglii&#8230;</p>
<p>Praca? Zanim zaczęłam cokolwiek zarabiać, straciłam pół roku. Dobrze, że dostałam się na studia, bo inaczej już dawno byłabym z powrotem na Wyspach. Myślałam, że roczne doświadczenie na stanowisku spedytora w dużej międzynarodowej firmie i biegła znajomość angielskiego otworzy mi wszystkie drzwi w polskich firmach tego typu. A tutaj zimny prysznic. Moje CV nie zrobiło na nikim większego wrażenia. A w jednym miejscu usłyszałam, że mam zbyt wysokie kwalifikacje, jak na wymagania firmy. Po pewnym czasie przestałam więc szukać.</p>
<p>W domu też coś się zmieniło. Po kilku tygodniach okazało się, że tak ja, jak moi bliscy, jesteśmy zupełnie innymi ludźmi niż nam się wydawało. Niewiele zostało z tego, jak postrzegaliśmy siebie przed moim wyjazdem. Po czterech miesiącach od powrotu wyprowadziłam się z domu. Ani ja nie mogłam wytrzymać z rodzicami, ani oni ze mną. Teraz mieszkam, studiuję i pracuję w Krakowie. To już trzecia praca w ciągu pół roku. Z jednej wylali mnie, bo był kryzys, z drugiej odeszłam, bo z powodu kryzysu obcięli mi pensję, z której i tak bez dokładania funtów, które przywiozłam z Wysp, nie byłam w stanie się utrzymać. Funtów co prawda jeszcze trochę zostało, no i mam trzecią pracę, której, mam nadzieję, nie stracę, ale to bolesne, że pobyt za granicą to ponad rok wycięty z kalendarza. Po powrocie trzeba zaczynać od zera.<br />
 <strong><br />
 Radek ze Stalowej Woli, 28 lat, trzy lata na emigracji</strong></p>
<p>Wyjeżdżałem w ciemno, po wylądowaniu w Anglii musieliśmy z kolegą szukać miejsca do spania, a później biegać od agencji do agencji i pytać o jakikolwiek wakat. Nie było łatwo, ale znalazłem pracę, szybko awansowałem i zacząłem zarabiać godziwe pieniądze. Jak ktoś myśli, ze Wyspy to kraina mlekiem i miodem płynąca, polecam spróbować. Nic nie przychodzi samo.</p>
<p>Od pierwszego dnia wyjazdu wiedziałem, że chcę wrócić. Nie żebym był jakimś przesadnym patriotą, ale czułem, że mój dom, chociaż bardzo niedoskonały, jest tutaj. Większość młodych ludzi zaczyna sobie po wyjeździe układać życie z dala od tych anomalii, które są w Polsce. Do dobrego człowiek się bardzo szybko przyzwyczaja. Ja nie chciałem zostać na Wyspach całe życie, a zdałem sobie sprawę, że im dłużej tam będę, tym będzie trudniej wsiąść w samolot do kraju. Poza tym czułem, że tam zawsze będę emigrantem. Tu jestem u siebie.</p>
<p>Walizki spakowałem po trzech latach. Wiedziałem, co chcę robić, miałem pomysł na własną firmę rekrutacyjną. Zniechęcenie i depresja? Rozumiem to, bo zdaję sobie sprawę ze złych rzeczy, których jest tu pod dostatkiem. Wracasz i uderzasz głową w mur biurokracji. Spostrzegasz, że ceny są równe tym w Wielkiej Brytanii, a czasem nawet wyższe. Zarobki już nie koniecznie. A kryzys taki sam, a może nawet jeszcze gorszy, bo wyimaginowany. Znajomi albo zostali za granicą, albo robią karierę w dużych miastach. No i najciekawsze: zaczynasz szukać pracy. „Wyjechałeś, kiedy było ciężko, a teraz chcesz zabierać pracę tym, którzy zostali? Kiedy im jest ciężko? Wracaj sobie za granicę&#8221; &#8211; nikt tego nie powie wprost, ale mam wrażenie, że cały czas emigrantom chce się utrzeć nosa. Tylko nie bardzo rozumiem dlaczego. Pierwszy odruch w zderzeniu z Polską to wyjechać z powrotem za granicę i poczekać, aż ludzie tutaj znormalnieją. Mnie samemu nie raz przyszło to do głowy.</p>
<p><strong>Terapia dla eks-emigranta</strong></p>
<p><strong>Rozmowa z dr Agnieszką Juszczyk, psychologiem i dyrektor Dolnośląskiego Centrum Psychoterapii we Wrocławiu</strong></p>
<p><strong><em>Ilu Polaków może potrzebować pomocy psychologa po powrocie do kraju?</em></strong></p>
<p><strong>Agnieszka Juszczyk: </strong>Takich osób są tysiące. Wyjechały za granicę, przepracowały tam jakiś czas, odłożyły pieniądze i zdecydowały się na powrót. Czy to ze względów rodzinnych, czy ambicjonalnych. Wracają, a tutaj szara ściana niezrozumienia ze strony bliskich, inne realia niż te, które zostawiali szukając szczęścia na obczyźnie, inne wymagania pracodawców, wszystko wydaje się być nie tak. Emigranci mają dużo problemów po powrocie.</p>
<p><strong><em>Jakie to problemy?</em></strong></p>
<p>Kłopoty z zaśnięciem albo nadmierna senność, zaburzenia koncentracji, marazm i bark wiary we własne siły, a w konsekwencji poważne problemy nerwicowe, na przykład lęk przed wyjściem na ulicę. Do tego dochodzą kłopoty z alkoholem i używkami, których eksemigranci nabawili się podczas pobytu za granicą, brak zaufania do drugiej osoby i zanik umiejętności kontaktu z przyjaciółmi. Osoby przebywające długo za granicą po prostu odzwyczaiły się od wspólnego życia. Przyjeżdżały do Polski jedynie na święta i ich wizyty bardziej były rodzinną imprezą, niż prawdziwym życiem, w którym przecież trzeba wspólnie podejmować decyzje, wspólnie brać za nie odpowiedzialność i wspólnie borykać się z problemami.</p>
<p><strong><em>A co z wątpliwościami zawodowymi?</em></strong></p>
<p>Strach przed tym, że na polskim rynku pracy wracający będą bezużyteczni, przekłada się na trudności z napisaniem zwykłego listu motywacyjnego, czy stres związany z kontaktem z ewentualnym pracodawcą. Jest to o tyle zaskakujące, że przecież ci ludzie są zaradni i niezwykle wytrwali, jeśli poradzili sobie w obcym kraju. A jednak, ojczyzna przeraża często na tyle, że tracą wiarę w siebie.</p>
<p><em><strong>Jaka grupa emigrantów jest szczególnie narażona na stres?</strong></em></p>
<p>Problem dalszej pracy po powrocie z emigracji dotyka szczególnie osoby młode, które &#8211; często po studiach &#8211; pracują za granicą po dwa, trzy lata na stanowiskach dużo niższych niż ich kwalifikacje, odkładają pieniądze, a po powrocie spotykają kolegę ze studiów, który, być może ma mniej pieniędzy, ale jest już jakoś ustawiony w życiu zawodowym. Takie porównania zawsze źle wpływają na psychikę. Rodzą poczucie braku stabilności i wpędzają w często nieuzasadnione kompleksy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/depresja-eks-emigranta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->