<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; góry</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/gory/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Sokotra: Jemeńska rajska wyspa ukryta przed światem</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/sokotra-jemenska-rajska-wyspa-ukryta-przed-swiatem/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/sokotra-jemenska-rajska-wyspa-ukryta-przed-swiatem/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Jun 2026 22:20:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Michal Karas</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekstrawaganckie wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[egzotyczne wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Jemen]]></category>
		<category><![CDATA[plaża]]></category>
		<category><![CDATA[Sokotra]]></category>
		<category><![CDATA[wyjątkowe wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[Wyspa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29800</guid>
		<description><![CDATA[Pisał o niej Marco Polo, próbowały tu założyć bazy Portugalia i Wielka Brytania. Dziś zjawiskowo piękna Sokotra jest częścią Jemenu, geograficznie bliżej jej do Afryki, a krajobrazowo – nie ma sobie równych!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwsze wzmianki o tej niezwykłej wyspie pochodzą sprzed tysięcy lat, ze starożytnej Grecji, a jednak do dziś Sokotra pozostaje nieznana światu. Nie pomogła jej z pewnością koszmarna wojna w Jemenie, choć Sokotra nie ucierpiała w niej tak, jak kontynentalna część Jemenu. Nic dziwnego, skoro geograficznie najbliżej jej do Somalii – od Rogu Afryki dzieli ją ok. 250 km, podczas gdy od Półwyspu Arabskiego aż 350 km.</p>
<div class="mceTemp">
<dl id="attachment_29802" class="wp-caption alignnone" style="width: 710px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-large wp-image-29802" title="Sokotra, Jemen" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2022/02/andrew-svk-xr5kxyB9yxM-unsplash-1024x576.jpg" alt="zachód słońca nad turkusowym morzem Sokotry" width="700" height="394" /></dt>
</dl>
</div>
<p>Na początek wyjaśnijmy jednak, czym jest Sokotra. Nazwa obejmuje archipelag czterech wysp i wielu mniejszych skalistych wysepek. Nosi ją również największa z wysp, długa na 130 km. To właśnie o niej pisał Marco Polo, ją próbowali zaludnić Portugalczycy i odkupić Brytyjczycy. Choć położona strategicznie, na trasie do Indii, Sokotra pozostała jednak prawie niezamieszkała. Skaliste podłoże nie pozwoliło zbudować tu portu w latach świetności szlaku handlowego. Z kolei pustynny klimat i uboga roślinność nie mogłyby wyżywić armii, którą chcieli tu ulokować Portugalczycy.</p>
<p>A jednak na Sokotrze tętni życie. Mówimy tu nie tylko o ludziach, choć i ich nie brakuje. Największe miasteczko, Habiboh, położone na północy wyspy, liczy ponad 8 tysięcy mieszkańców. Sokotra ma też niewielkie lotnisko (obsługiwane w chwili pisania tekstu przez loty z Kairu i ZEA) i port (promy z Omanu) na północy.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<div class="mceTemp">
<dl id="attachment_29803" class="wp-caption alignnone" style="width: 710px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-large wp-image-29803" title="Sokotra, Jemen" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2022/02/andrew-svk-rkrNzXwtSgg-unsplash-1024x682.jpg" alt="Ssokotra, Jemen" width="700" height="466" /></dt>
</dl>
</div>
<h2>Skarby przyrody na Sokotrze</h2>
<p>Paradoksalnie, nieprzyjazność dla ludzi okazała się zbawieniem dla flory i fauny Sokotry. Dzięki temu od 2008 jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a władze Jemenu utworzyły tu rezerwat przyrody.</p>
<p>Czy jest się czemu dziwić? Spotykana w polskich ogrodach „róża pustyni” (często nazywana też małym baobabem) kwitnie tu wyjątkowo pięknie, a podłoże nadaje jej łodygom srebrzysty lub złotawy kolor. Najbardziej znaną rośliną jest dracaena cinnabari, nazywana przez miejscowych „drzewem smoczej krwi”. Czy można znaleźć bardziej fantazyjną nazwę?! Wywodzi się ona od krwawo czerwonego soku tego drzewa, który miejscowym służy jako naturalny barwnik do ubrań czy włosów.</p>
<div class="mceTemp">
<dl id="attachment_29804" class="wp-caption alignnone" style="width: 710px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-large wp-image-29804 " title="Sokotra, Jemen" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2022/02/andrew-svk-siq3xkHUhSg-unsplash-1024x682.jpg" alt="Sokotra, Jemen" width="700" height="466" /></dt>
</dl>
</div>
<p>Kształt drzewa wysokiego na 3-6 metrów jest wyjątkowy: potężny konar zwieńczony jest gęsto zaplecionymi gałęziami. Te tworzą zwartą koronę o tysiącach cienkich liści. Nie ma drugiej takiej rośliny na świecie, więc nic dziwnego, że pojawiają się obawy przed wpływem wypasu kóz na tych terenach. Smocze drzewa rosną zwłaszcza w centralnych częściach wyspy, w wysokich górach Hajhir. Tu pustynny krajobraz zmienia się w soczyście zielony, choć wciąż nie do pomylenia z jakimkolwiek innym miejscem na ziemi.</p>
<div class="mceTemp">
<dl id="attachment_29805" class="wp-caption alignleft" style="width: 210px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-medium wp-image-29805" title="Sokotra, Jemen" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2022/02/andrew-svk-Z9cI-I9HpsQ-unsplash-200x300.jpg" alt="Sokotra, Jemen" width="200" height="300" /></dt>
</dl>
</div>
<p>Sokotra oferuje zadziwiająco zróżnicowany krajobraz. Od rajskich plaż czy lagun z białym piaskiem i turkusową wodą, przez wysokie klify złocące się w słońcu, po zielone, zacienione i często spowite chmurami góry. Na poszukiwaczy czekają tutaj jaskinie, kaniony, skalne jeziorka, wodospady czy pustynne wydmy. Dzięki swoim skarbom (za to z ubogą infrastrukturą), Sokotra stała się cennym kierunkiem dla miłośników ekoturystyki. Tu nie jedzie się na all inclusive, do tureckiej czy egipskiej riwiery daleko nie tylko dosłownie, ale i pod względem standardu. Może to i dobrze? Dzięki temu do dziś Sokotra pozostaje niemal dziewicza.</p>
<h2>Zwierzęta niespotykane nigdzie indziej</h2>
<p>Poza ssakami, prawie wszystkie gatunki zwierząt lądowych na Sokotrze są endemiczne, wliczając ponad 90% motyli i innych owadów, a także gady. Ich miłośnicy znajdą tu delikatne kameleony i inne jaszczurki, których nie ma nigdzie indziej na świecie. Ograniczony kontakt ze światem sprawia, że ludzie sprowadzili ze sobą stosunkowo niewiele nowych gatunków. Udaje się tu wykarmić wielbłądy, kozy, owce i krowy, ale niewiele więcej. Dzięki temu ingerencja w lokalną faunę jest niewielka i jedyne dwa gatunki miejscowych ssaków (nietoperze i cywety) do dziś żerują spokojnie.</p>
<p>Jak na ironię, symbolem Sokotry stał się ptak znany z innych krajów. To potężny sęp egipski, który żeruje wzdłuż wybrzeży Afryki i Półwyspu Egipskiego. Ze swoim jasnym upierzeniem i żółtym łbem zdecydowanie wyróżnia się wśród mniejszego ptactwa morskiego widywanego na plażach. Można na nich spotkać inny mało oczywisty widok – flamingi. Podczas migracji, jak wiele gatunków, zatrzymują się właśnie na Sokotrze.</p>
<p>Plaże dostarczają zresztą pożywienia nie tylko zwierzętom. Kilkaset gatunków ryb oraz skorupiaki to również główne źródło żywności dla miejscowych, na co dzień trudniących się rybołówstwem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/sokotra-jemenska-rajska-wyspa-ukryta-przed-swiatem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Picos de Europa: Do Hiszpanii, a jednak w góry?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/picos-de-europa-do-hiszpanii-a-jednak-w-gory/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/picos-de-europa-do-hiszpanii-a-jednak-w-gory/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Nov 2018 03:42:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalina Samek</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Asturia]]></category>
		<category><![CDATA[Covadonga]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[Kastylia i León]]></category>
		<category><![CDATA[park narodowy]]></category>
		<category><![CDATA[Picos de Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Sotres]]></category>
		<category><![CDATA[Szczyty Europy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=26430</guid>
		<description><![CDATA[Nie oszukujmy się: do Hiszpanii jeździmy w pierwszej kolejności nad morze, w drugiej kolejności do czarujących hiszpańskich miast. A w góry? Hiszpanie mają ich naprawdę wiele, na czele z jednym szczególnie urokliwym zakątkiem.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Do Barcelony dla architektury, do Madrytu dla mody, a na całe południowe wybrzeże jedziemy po to, by wylegiwać się na plaży i zwiedzać skarby riwiery. No dobrze, a gdzie wybieramy się na północy Hiszpanii? Niegdyś zapomniane Bilbao stało się w ostatnich dekadach turystycznym magnesem. My jednak zachęcamy Was, by odjechać dalej na zachód, z dala od znanych ośrodków.</p>
<p>Pośrodku drogi pomiędzy Gijón a Santander znajduje się miejsce tak urokliwe, że przebojem zdobywa przewodniki turystyczne. Zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i Francji, skąd dostęp do tego wyjątkowego skrawka Hiszpanii jest najbardziej dogodny.</p>
<p><img class="alignnone size-large wp-image-26432" title="Picos 2" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/07/Picos-2-1024x682.jpg" alt="" width="700" height="466" /></p>
<p>Picos de Europa to miejsce, które nie bez powodu przyciąga turystów w 2018 roku. To pierwszy w Hiszpanii ustanowiony oficjalnie park narodowy, który właśnie obchodzi stulecie istnienia. Na zaszczytne pierwszeństwo Szczyty Europy (bo tak dosłownie tłumaczy się nazwę) zasługują jak najbardziej, nawet jeśli miejscowe szczyty wysokością nie mają startu do tych najwyższych. Nie tylko w skali Europy, ponieważ najwyższa góra Picos de Europa, Torre Cerredo, zajmuje odległe 46. miejsce wśród gór Hiszpanii. Wysokość wciąż może imponować turystom z Polski – 2650 metrów to i tak więcej niż nasze Rysy.</p>
<p>Nie rozmiar ma jednak w tym wypadku znaczenie, a przynajmniej nie ten w pionie. Picos de Europa to aż 67 tys. hektarów na granicy dwóch prowincji: Asturii oraz Kastylii i León. Swą wyjątkową urodę to miejsce zawdzięcza bardzo ostro pociętym szczytom, wśród których plączą się głębokie kaniony.</p>
<p>Skoro jesteśmy już przy kanionach, koniecznie trzeba odwiedzić Ruta del Cares, a więc Drogę (rzeki) Cares. Woda wyżłobiła tu wyjątkowo piękne przejście, które zostało dostosowane do dostępu pieszego w latach 1916-1921.</p>
<p><img class="alignnone size-large wp-image-26433" title="Picos 1" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/07/Picos-1-1024x709.jpg" alt="" width="700" height="485" /></p>
<p>Nie chodziło wtedy wcale o turystykę, przejścia, ścieżki, mosty i tunele powstały wówczas na potrzeby lokalnej elektrowni wodnej. Jednak dziś licząca ponad 10 kilometrów Droga Cares to absolutny hit, przemierzany co roku przez ok. 250-300 tysięcy turystów. By w pełni bezpiecznie skorzystać z tego wyjątkowego miejsca, trzeba mieć odpowiednie obuwie, ponieważ skaliste podłoże jest nierówne, a barierki oddzielające gości od przepaści&#8230; powiedzmy, że nie są normą.</p>
<p>Picos de Europa to miejsce, którego skosztować można w dosłownie jeden dzień, by następnie udać się na piękne północne wybrzeże, odległe o niecałą godzinę drogi. Plaże północnej Hiszpanii nie oferują co prawda równie upalnej pogody, ale i tu na złotym piasku można wypocząć na długo.</p>
<p>Miłośnicy górskich wspinaczek z pewnością nie ograniczą się jednak do jednego dnia w Picos. Bazę wypadową można ustanowić w cudownie położonym miasteczku Covadongę (północ), Sotres (w sercu masywu) lub Potes (na południu parku), gdzie poza zapleczem noclegowym warto skosztować również lokalnych serów. Z kolei w Fuente De operuje kolej gondolowa, które umożliwia podziwianie niesamowitych widoków bez konieczności męczenia nóg. Ot, by i mieszczuchy skorzystały z tego, co w Picos zapiera dech!</p>
<p><img class="alignnone size-large wp-image-26434" title="Picos 6" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/07/Picos-6-1024x723.jpg" alt="" width="700" height="495" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/picos-de-europa-do-hiszpanii-a-jednak-w-gory/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jezioro Bohinj: Skarb ukryty w Alpach</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/jezioro-bohinj-skarb-ukryty-w-alpach/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/jezioro-bohinj-skarb-ukryty-w-alpach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Nov 2017 01:27:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Julia Nieznalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekstrawaganckie wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Alpy]]></category>
		<category><![CDATA[Alpy Julijskie]]></category>
		<category><![CDATA[Bohinj]]></category>
		<category><![CDATA[Bohinjsko]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Jezioro Bohinjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Słowenia]]></category>
		<category><![CDATA[Triglav]]></category>
		<category><![CDATA[Triglavski Narodni Park]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=24824</guid>
		<description><![CDATA[W cieniu wysokiego Triglavu znajduje się miejsce tak ciche i skromne, że można je ominąć, nie mając pojęcia o poniesionej stracie. Tym bardziej polecamy Bohinj tym, którzy szukają ucieczki i wyłączenia się z codziennego zgiełku. Tu naprawdę można wypocząć]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Słowenia ma to nieszczęście, że dla wielu Polaków ogranicza się do trasy przelotowej w kierunku Chorwacji. Zamiłowanie rodaków do wybrzeża Adriatyku można zrozumieć, ale jeśli wypadnie Wam kiedyś jechać właśnie tą trasą do Chorwacji, przedłużcie ją o północ Słowenii.</p>
<p>Tu, w cieniu Triglavu (Trójgłowu), najwyższego szczytu Alp Julijskich, znajduje się wspaniałe polodowcowe Jezioro Bohinj (znane również jako Bohinjsko). Długi na cztery kilometry zbiornik wypełnia krystalicznie czysta woda i nic dziwnego: to część jedynego w Słowenii parku narodowego (Triglavski Narodni Park), gdzie cała biosfera jest objęta ochroną.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-24826" title="Bohinj 2" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/11/Bohinj-2.jpg" alt="" width="700" height="465" /></p>
<p>Z brzegów można podziwiać prawdziwe perły krajobrazu. Na zachodzie i północy stromo pną się ściany Alp, na południu gęste lasy, a na wschodzie łagodniej rozpościerają się łąki, pola i rolnicza zabudowa. Wisienką na torcie jest zabytkowa XV-wieczna cerkiew św. Jana Chrzciciela położona tuż nad wodami jeziora.</p>
<p>Podobnie jak cerkiew, położone nad Bohinjem miejscowości są nader skromne i tradycyjne. To co prawda nie skansen, ale zdecydowanie miejsce dla osób lubiących znaleźć się na uboczu. Nie ma tu wielkich hoteli, all inclusive czy masowych atrakcji turystycznych.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-24827" title="Bohinj 5" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/11/Bohinj-5.jpg" alt="" width="700" height="393" /></p>
<p>W Ribčev Laz czy Starej Fužinie mieszka się w pokojach gościnnych, podczas gdy miejscowym wciąż jeszcze zdarza się prowadzić typowe życie alpejskich wsi. Cóż, mają ten skarb na co dzień, to i przywykli&#8230;</p>
<p>Rozrywki? Liczne szlaki turystyczne, tradycyjna kuchnia pogranicza włosko-słoweńsko-austriackiego, kajaki i tajemnicze zakątki do odkrycia. Genialny wąwóz Mostnica, wodospad Savica czy rozrzucone po okolicy zabytki architektury drewnianej. To wszystko najlepiej odkrywać od wiosny do wczesnej jesieni, gdy okolica tonie w złotych i czerwonych liściach.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-24828" title="Bohinj 3" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/11/Bohinj-3.jpg" alt="" width="700" height="393" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/jezioro-bohinj-skarb-ukryty-w-alpach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: Ciekawość to pierwszy stopień do… nieba!</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-ciekawosc-to-pierwszy-stopien-do%e2%80%a6-nieba/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-ciekawosc-to-pierwszy-stopien-do%e2%80%a6-nieba/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Mar 2017 05:25:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Makos</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Meksyk]]></category>
		<category><![CDATA[Monterrey]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=23161</guid>
		<description><![CDATA[„Cudze chwalicie, swego nie znacie,
Sami nie wiecie, co posiadacie” – Stanisław Jachowicz

Nie potrzeba dalekich wypraw i egzotycznych kierunków, by naładować baterie. Od dawna jestem wielkim fanem weekendowych wypadów. Myśle, że każdy zakątek, w którym obecnie mieszkamy ma do zaoferowania wiele atrakcji. Szczypta ciekawości, odrobina czasu i organizacji. Ot, cała magia, a przy okazji dobry plan na weekend!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>No to w drogę!</strong></p>
<p>Aktywnie z uśmiechem na twarzy ruszam w kolejną małą, wielką podróż. Gdybym była w Krakowie, pewnie wybrałabym się na kilkugodzinny spacer. Kraków to w końcu moje miasto rodzinne oraz stara miłość. Jedna i jedyna mieścina, która wzbudza tyle sentymentu. Niby znamy się na wylot, niby ta sama trasa spacerowa rozpoczynająca się nad Wisłą, a jednak zawsze pełna wrażeń!</p>
<p>Niestety, rzeczywistość jest odrobine inna. Monterrey w Meksyku, miasto gdzie obecnie mieszkam, dalekie jest od tego, do czego przywykłam. To miasto przyjazne… wielkim fabrykom, korporacjom i przemysłowi. Pełne ruchliwych ulic i wieżowców. O spacerze czy wycieczce rowerowej przez miasto nie ma mowy. Istna dżungla, mało przyjazna człowiekowi. Ma jednak coś, czym nadrabia w moich oczach. Otaczające góry wzbudzają podziw i ciekawość. Wydają się być na wyciągnięcie dłoni. Sprawdziłam i polubiłam. Wsiadam w auto i po 10 minutach jestem u bram parku ekologicznego Chipinque.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23164" title="m3" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/03/m3.jpg" alt="" width="671" height="503" /></p>
<p><span style="font-weight: bold;">Opcja dla aktywnych…</span></p>
<p>No tak, autem można dotrzeć i prawie na sam szczyt! Czegóż to ludzie nie wymyślą! Na szczęście jest i parking u podnóża góry. Istnieje zatem szansa na to, aby delektować się ukrytą leśną drogą. Wybieram opcję dla aktywnych. Parkuję, otwieram drzwi samochodu i zastygam w bezruchu. Mały ptaszek postanowił przeglądnąć się w lusterku. Moja obecność zupełnie go nie krępuje. Jak zaczarowana oglądam spektakl. Jedno zdjęcie i ruszam przed siebie.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23166" title="m5" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/03/m5.jpg" alt="" width="672" height="503" /></p>
<p>Już po paru minutach droga zaczyna ostro piąć się w górę. Pogoda nie zachęca do żadnej aktywności. Nie wiem czy to mgła czy smog. Jedno jest pewne, widoczność jest mocno ograniczona. Tyle razy pokonywałam tę trasę w słońcu, jestem więc pewna, że i dziś sobie poradzę. O dziwo, nie jestem jedyną osobą na szlaku. Wielu zdecydowało się na wędrówkę pomimo kiepskiej pogody. To miło spotkać inne uśmiechnięte twarze.</p>
<p>Nie wiem czy to magiczna atmosfera miejsca, czy też chwilowy przypływ energii stoi za tym nietypowym wyborem, ale coś musi być na rzeczy. Docierając do rozwidlenia szlaków, wybieram nieznaną mi dotąd drogę. Niby ten sam szczyt, ale trasa wiedzie przez przełęcz. Dlaczego nie?</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23163" title="m2" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/03/m2.jpg" alt="" width="691" height="299" /></p>
<p>Po 20 minutach zaczynam żałować decyzji. Moje serce bije jak szalone. Co mną kierowało? Czy ja zwariowałam? Wszędzie mgła. Ledwie widzę czubek swoich butów. Szlak schodzi coraz bardziej w dół. Ani żywego ducha. Tylko ja i… nie, nie, nie. Przestań myśleć, kto albo co może czaić się w tym lesie. Spokojnie! Wszystko jest dobrze, znaki pojawiają się co kilkadziesiąt metrów. Idziesz w dobrym kierunku. Ufff… kilka roześmianych dziewczyn napotyka mnie po drodze. Kolejny zakręt i zaczynamy ostre podejście. Mgła się przerzedza. Trasa pnie się w górę. Po godzinie docieram do znanego mi miejsca. To tu łączą się wszystkie szlaki przed szczytem EL Pinal. Tylko wyjątkowo dziś nie ma tu nikogo. Jeden rowerzysta chwilę wcześniej zniknął z pola widzenia. Jeszcze tylko 400 drewnianych stopni i będę u celu. Kto by pomyślał, że taki skrót może być tak męczący.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23165" title="m4" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/03/m4.jpg" alt="" width="671" height="671" /></p>
<p><span style="font-weight: bold;">1507 metrów ponad ziemią…</span></p>
<p>Ledwie łapię oddech, ale sprawnie pokonuję ostatni stopień. Na szczycie góry znajduje się stacja meteorologiczna. Tam też siadam i nie mogę uwierzyć… Szczyt skąpany jest w słońcu. Widok zapiera dech w piersiach. Całe miasto przykryte jest gęstymi chmurami. Tylko nieliczne szczyty wychylają się ponad białą powłokę. Chwila relaksu, odpoczynku! Jak pysznie smakuje wcześniej przygotowana kawa! Opróżniam termos delektując się jej smakiem. Cisza i spokój. Ani jednego turysty… Błoga chwilo trwaj!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23162" title="m1" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/03/m1.jpg" alt="" width="691" height="170" /></p>
<p>El Pinal jest jedynym szczytem w parku ekologicznym Chipinque, na którego zdobycie nie potrzeba oficjalnego pozwolenia. Trasa jest bardzo łatwa i dostępna dla każdego. Widok i wrażenia warte są kilku godzin spaceru. Apetyt na wyższe partie otaczających masywów – zaostrzony!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23167" title="m6" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/03/m6.jpg" alt="" width="691" height="228" /></p>
<p>Czas wracać na ziemię. Byle do kolejnego weekendu! Byle do kolejnej małej-wielkiej wyprawy!</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><strong><img class="size-full wp-image-22769 alignleft" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="161" height="161" />Justyna Szczurek –<span style="font-weight: normal;"> rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło – ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli – tylko tyle i aż</span> <span style="font-weight: normal;">tyle.</span></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-ciekawosc-to-pierwszy-stopien-do%e2%80%a6-nieba/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zdrowe i niezapomniane wakacje</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/zdrowe-i-niezapomniane-wakacje/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/zdrowe-i-niezapomniane-wakacje/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Jun 2016 03:39:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karol Pisarski</dc:creator>
				<category><![CDATA[po Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[emocje]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[jezioro]]></category>
		<category><![CDATA[morze]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=21796</guid>
		<description><![CDATA[Choć na co dzień nie zawsze jest nam po drodze z aktywnością i regularnymi ćwiczeniami to z chęcią wybieramy aktywne wakacje. Urlop to jednak nie tylko dobry moment na regenerację, ale i wspaniałe doświadczenie emocjonalne]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Upraszczając nieco całą formułę można powiedzieć, że im bardziej jesteśmy wypoczęci tym jesteśmy zdrowsi. Dobry wypoczynek faktycznie wpływa pozytywnie na nasze zdrowie, a efekt utrzymuje się znacznie dłużej niż wakacyjna opalenizna. Urlop ma z założenia zapewnić jak najlepszą regenerację sił. Każdemu pracownikowi przysługuje 20 lub 26 dni wolnych w zależności od stażu pracy. Co ważne, prawa do nich urlopu nie można się zrzec, a to znak, że należy go odpowiednio wykorzystać.</p>
<p>Istnieje kilka czynników, które sprawiają, że nasz urlop na pewno będzie niezapomniany. Badania przeprowadzone na sześciu tysiącach Europejczyków, które były pierwszą tego typu analizą na świecie, pokazały, że o niezwykłości danego miejsca i o miłych wspomnieniach z nim związanych może decydować podziwianie pięknego zachodu słońca (47%), dzielenie spontanicznych momentów z najbliższymi (28%) oraz odkrywanie nowego miejsca (25%). Okazało się, że te działania są dużo bardziej atrakcyjne od pasywnego leniuchowania przy basenie (7%). Według badaczy pozostają one w naszej pamięci najdłużej. Ponadto tego typu aktywności są dla nas po prostu zdrowsze.</p>
<p>Niezależnie od tego, gdzie pojedziemy i na jaką formę wyjazdu się w rezultacie zdecydujemy, ważne, aby pamiętać, że to odcięcie się od obowiązków jest podstawą udanego wypoczynku. Uważa tak aż 63% badanych Brytyjczyków. W dzisiejszych czasach jest to jednak utrudnione. Teraz, nawet idąc na plażę, zabieramy ze sobą nie tylko telefon, ale i kilka innych zdobyczy technologii. Ta tendencja zauważana jest również w Polsce. Z każdym kolejnym rokiem jesteśmy bowiem coraz bardziej mobilnym narodem. Badanie Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych pokazuje, że już 30% z nas podczas urlopu sprawdza media społecznościowe minimum raz dziennie, a co piąty Polak dzieli się swoimi wakacyjnymi zdjęciami online. Częstym widokiem są również grupy znajomych czy rodziny, które w swoim towarzystwie przeglądają portale internetowe. Nie sprzyja to pogłębieniu więzi, które są nadszarpnięte przez brak czasu. Okazuje się, że ograniczenie takich przyzwyczajeń może pomóc po prostu lepiej wypocząć.</p>
<p>Z badań Eurobarometru wynika, że Polacy myśląc o wakacjach, szukają przede wszystkim uroków natury (39%). W tej kwestii nieśmiertelne wydaje się być Morze Bałtyckie, na które stawia 33% badanych, po nim są jeziora (21%) i góry (9%). Zmiana środowiska może dobrze wpłynąć na nasze zdrowie i wzmocnić odporność. Nasz układ obronny musi się nauczyć w jaki sposób reagować na zmieniające się temperatury i ciśnienie atmosferyczne.  Organizm mobilizuje zatem wszystkie siły i produkuje przeciwciała.</p>
<p>Na jak długo wyjechać? Najlepiej, gdyby urlop trwał przynajmniej 14 dni. W tym czasie dobrze jest poobserwować swoje ciało i sprawdzić jak zmienia się ono w trakcie wakacji. Ci, którzy cierpią np. na alergię powinny spróbować zorganizować wyjazd nad morze. Ten region może także pomóc ludziom zmagającym się z niedoczynnością tarczycy. Góry to dobry wybór szczególnie dla tych, którzy mają problemy z drogami oddechowymi i układem krążenia. Wielu z nas wybiera najpopularniejsze kierunki zapominając też o polskich lasach, które oprócz dobroczynnego klimatu, zapewnią wypoczynek z dala od zgiełku i tłumu turystów. Nie bez znaczenia są również jego aspekty zdrowotne.</p>
<p>Źródło: Lightscape</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/zdrowe-i-niezapomniane-wakacje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szlak rzeźb w Davos</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/szlak-rzezb-w-davos/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/szlak-rzezb-w-davos/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Feb 2015 00:28:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Alpy]]></category>
		<category><![CDATA[Davos]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[szlak rzeźb]]></category>
		<category><![CDATA[Szwajcaria]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=17071</guid>
		<description><![CDATA[Wzdłuż rzeki płynącej przez dolinę, w której położone jest Davos wiedzie kilkukilometrowy szlak rzeźb. To propozycja dla zmęczonych wyprawami w wyższe partie Alp turystów]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Szlak rzeźb to popularne miejsce spacerów mieszkańców Davos, trasa lubiana przez biegaczy i właścicieli psów oraz jeźdźców, dla których wyznaczono osobną ścieżkę. Polecamy wybrać się na spacer tą malowniczą trasą, po drodze spotkamy kilka rzeźb lokalnych artystów, kilka restauracji, w których można zatrzymać się na obiad i stadninę koni.</p>
<p><a rel="attachment wp-att-17073" href="http://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/szlak-rzezb-w-davos/attachment/szlakrzezb_kolaz/"><img class="aligncenter size-full wp-image-17073" title="szlakrzezb_kolaz" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2014/09/szlakrzezb_kolaz.jpg" alt="" width="650" height="1936" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/szlak-rzezb-w-davos/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: W drodze na dach Afryki, cz. III</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-iii/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-iii/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 03 Jan 2015 02:18:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Kilimandżaro]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=16136</guid>
		<description><![CDATA[Praca w Afryce daje fantastyczną możliwość poznania nowych miejsc, ludzi i kultur. Dlatego właśnie zdecydowałam się zdobyć Kilimandżaro. W Boże Narodzenie. Ostatnia część opowieści Justyny Szczurek z wyprawy na Czarny Kontynent]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>„Justyna, nie zasypiaj!”, czyli ostatnia „prosta” na szczyt</strong></p>
<p>Pukanie do namiotu i ciepła herbata budzą mnie w ekspresowym tempie. Panuje przeraźliwy mrok i jest mi bardzo, bardzo zimno. Zakładam kilka warstw ubrań, zimową kurtkę, spodnie narciarskie, czapkę i rękawice. Jestem gotowa. Ale czy na pewno? Pierwsze kroki stawiane w ciemnościach szybko wyostrzają moją czujność. Na szczęście księżyc i latarka czołowa w zupełności wystarczają, by iść naprzód. Każdy kolejny krok sprawia mi coraz więcej trudności. Przede mną kilka godzin wspinaczki. Siły zaczynają mnie opuszczać. Nie mogę pozwolić sobie na dłuższy odpoczynek, ponieważ przeraźliwy mróz od razu mnie paraliżuje. Jestem senna, ośnieżona ścieżka, duże kamienie tylko utrudniają marsz. Mój przewodnik co kilka minut pyta, jak się czuję. Jesteśmy coraz wyżej, chciałabym przytulić się do wielkich głazów i zasnąć na chwilę. „Justyna idziemy dalej”, „nie zasypiaj”, „już niedaleko” &#8211; słyszę od przewodnika. Po pięciu i pół godzinach trudnej wspinaczki po stromej ścieżce docieramy do Stella Point (5685 m.n.p.m.). Nie mogę powstrzymać łez. Udało się! Stąd już tylko 45 minut do szczytu. Droga jest o wiele prostsza, łagodniejsza. Tylko zmrożony śnieg utrudnia marsz. Czas na przerwę. Siadam pod wielkim głazem osłaniającym mnie przed przeraźliwie zimnym wiatrem. Od razu pojawia się uśmiechnięta twarz częstująca gorącą czekoladą. Błogie uczucie ciepła rozlewa się po moim ciele. Do wschodu słońca pozostało już tylko kilka minut, ruszamy dalej. Niespodziewanie mam tyle energii, że wydaje mi się, że mogłabym wbiec na szczyt. Piękna iluminacja dopada mnie w połowie drogi. Nie byłam przygotowana na takie przeżycia. Wydaje mi się, że nie idę, ja płynę. W oddali już widzę zieloną tablicę informacyjną. Jestem u celu, jestem na szczycie Uhuru Peak (5895 m.n.p.m.). Jestem na dachu Afryki! Jestem w niebie! Uściskom, gratulacjom, okrzykom radości nie ma końca. Teraz nie liczy się nic, ani wiatr, ani mróz, ani zmęczenie. Udało się! Niestety, nie możemy zostać tu w nieskończoność. Pora wracać, warunki panujące na szczycie nie pozwalają na dłuższe rozkoszowanie się sukcesem. Powrót do ostatniego obozu to już tylko łatwy spacer. Ostre słońce i uśmiech na twarzy powodują, że droga upływa szybko. Docieram do namiotu i padam ze zmęczenia. Wydostaję się ze wszystkich ubrań i zasypiam. Kiedy się budzę, pyszny lunch już na mnie czeka. Jeszcze dziś musimy zejść do obozu Mweka Camp (3100 m.n.p.m.) gdzie spędzimy ostatnią noc w parku. Niestety, kolejne 4 godziny marszu nie należą do przyjemnych. Brakuje mi sił, chciałabym w końcu wziąć prysznic i porządnie się wyspać. Dlatego właśnie uprzyjemniamy sobie drogę śpiewając. Z powrotem wchodzimy do lasu deszczowego, obóz już czeka. Po kolacji zasypiam jak dziecko. Dwanaście godzin snu uświadamia mi, jak bardzo byłam zmęczona. Przygoda życia dobiega końca. Ostatnie śniadanie w moim namiocie i za chwilę wyruszymy na ostatni już odcinek naszej wędrówki. Dwie godziny dzielą mnie od bramek parku. W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, że udało mi się stanąć na szczycie dachu Afryki. Na szczęście zdjęcia, tak wyraźne i piękne przypominają mi o tym osiągnięciu. Po śniadaniu, moja grupa śpiewa i tańczy wraz ze mną. Takie tradycyjne podziękowania i pożegnanie. Później już każdy pójdzie w swoją stronę. Z łezką w oku opuszczam obóz. Udało się! Zdobyłam Kilimandżaro!</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p style="text-align: center;"><strong>***</strong></p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="234" height="234" />Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-iii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: W drodze na dach Afryki, cz. II</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-ii/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Dec 2014 02:15:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Kilimandżaro]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=16134</guid>
		<description><![CDATA[Praca w Afryce daje fantastyczną możliwość poznania nowych miejsc, ludzi i kultur. Dlatego właśnie zdecydowałam się zdobyć Kilimandżaro. W Boże Narodzenie. Przedstawiamy drugą część relacji z wyprawy do Afryki autorstwa Justyny Szczurek]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dzień trzeci: Moja Wigilia w drodze na dach Afryki</strong><br />
 Kolejny poranek, przepiękny wschód słońca. Pomimo kolejnej kiepskiej nocy, jestem szczęśliwa. Jest 24 grudnia 2013, Wigilia. Tego dnia wszystkie moje myśli wędrują do Polski. Myślę o mamie, która pewnie krząta się od rana po kuchni. O tacie, który dzielnie jej przeszkadza. Wiem, że tęsknią za mną, ale są zadowoleni, że ich szalona córka spełnia swoje marzenia. Dzisiaj w planach mamy dotarcie do punktu zwanego – Lava Tower (4600 m.n.p.m.). Musimy tam trochę pozostać, by nie nabawić się choroby wysokościowej. Z reguły pierwszymi objawami są ból głowy, nudności, wymioty. Często także osłabienie, brak apetytu, zawroty głowy, problemy z zaśnięciem. Aklimatyzacja przebiega fantastycznie, nie mogę na nic narzekać. Ból głowy, problemy żołądkowe, osłabienie&#8230; nic z tych rzeczy. Trzeci dzień, a energia mnie rozpiera! Przewodnik tylko strofuje, bym tak nie pędziła. W koło powtarza „Justyna pole, pole&#8230;” co znaczy &#8222;powoli, powoli&#8230;&#8221;. Nie ma się co śpieszyć, góry to nie wyścigi. Ale ja czuję wiatr w moich skrzydłach. Szczyt jest już tak niedaleko! Czyż nie marzyłam o tym przez ostatnie 5 miesięcy? Po przerwie lunchowej i aklimatyzacji schodzimy z powrotem na wysokość 3,950 m. Trzeci obóz rozbijamy w dolinie &#8211; Baranco hut (3950 m.n.p.m.), na styku dwóch szlaków. Wszędzie pełno namiotów. Wszędzie słychać radosne głosy, podekscytowanie. Czerwone czapki Mikołajów i dźwięk kolęd uświadamiają mi, że nie ważne gdzie, w jakich warunkach, magia świąt udziela się wszystkim. Kolacja przygotowana przez mojego kucharza w niczym nie przypomina tradycyjnej polskiej Wigilii. Ale nawet świeżo obrane mango dzisiaj smakuje inaczej. Przed snem postanowiłam poczytać. Przy świetle czołówki przenoszę się do upalnego Egiptu. W końcu znalazłam sposób jak przespać spokojnie całą noc. Zmęczenie wędrówką i dobra lektura wystarczyły, by w końcu zapaść w głęboki sen. Ta noc była równie ciepła, wygodna i spokojna, jak każda inna w moim łóżku.</p>
<p><strong>Dzień czwarty: Coraz bliżej celu</strong><br />
 Poranna toaleta, gorąca herbata, śniadanie i składanie obozu. Zwyczajny poranek w drodze na Kilimandżaro. Humory nam dopisują. Ruszamy dalej! Po 10 minutach wędrówki coś mi nie pasuje. Jesteśmy w dolinie, otaczają nas ściany. Gdzie jest droga? Nie, to nie możliwe. Czyżby ta ściana, po której zaczynają się wspinać nasi porterzy to była ścieżka? Tak, to właśnie będzie wyzwanie na kolejne półtorej godziny. Pionowa ściana, wąska ścieżka, wielkie głazy i stroma przepaść. Uważnie stawiam kolejne kroki, dłoń przewodnika jest bardzo pomocna. Tylko nie patrz w dół! Jeszcze tylko chwila, a za tym zakrętem na pewno jest szczyt tej ściany, jeszcze tylko parę kroków. Jest, udało się! Rozciągający się widok zapiera dech w piersiach i rekompensuje trud. Muszę usiąść. Czas na kilka zdjęć. Majestatyczne, gęste chmury depczą nam po piętach. Zaczynają zasłaniać całą dolinę, za chwilę nas dogonią. To znak, że czas ruszać w górę. Wszyscy się zbierają. Droga w dół nie jest już tak męcząca. Oddech wraca do normy. Krajobraz przypomina kamienną pustynię. Tylko gdzieniegdzie jakaś roślina, mały strumyk. Wyprzedzamy kolejną grupę. Na pewno spotkamy się w kolejnym obozie, ale nie ma to dla mnie w tej chwili żadnego znaczenia. Mam swoje tempo i wędrówka nie sprawia mi żadnego problemu. Przewodnik informuje, że kolejny obóz Karanga Valley (4100 m.n.p.m.) mieści się po drugiej stronie bardzo głębokiej doliny. Dzień czwarty zaczął się od wspinaczki na strome wzgórze i wygląda na to, że tak samo go zakończymy. To tylko godzina drogi, nie może być tak ciężko. Docieram do obozu porządnie zmęczona. Jeszcze tylko rejestracja w punkcie kontrolnym i mogę odpocząć. Każdy punkt obozowy ma swój mały namiot lub drewniany budynek, w którym należy się wpisać do księgi. Dzięki temu władze parku mają informację o każdym, kto rozpoczął wędrówkę. Kolacja i książka po raz kolejny pozwalają przespać spokojnie noc. Jutro wielki dzień.</p>
<p><strong>Dzień piąty: Dzień wielki!</strong><br />
 Wstaję o poranku bardzo podekscytowana. Dziś dotrzemy do ostatniego obozu. W nocy wyruszymy na szczyt. Droga do tego obozu jest krótka i przyjemna. Po trzech godzinach docieramy na miejsce &#8211; Barafu Camp (4600 m.n.p.m.). Teraz najważniejszy jest odpoczynek. Ale jak tu siedzieć spokojnie, kiedy wiem, że szczyt jest tak niedaleko. Na wyciągniecie ręki. Jesteśmy już bardzo wysoko, chmury otaczają nas z każdej strony. Wybieram osłonecznione kamienie, siadam, zamykam oczy i odpływam. Po kolacji przewodnik wygania mnie do namiotu, czas na sen, ponieważ o północy wyruszamy. O dziwo zapadam w spokojny sen.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p>Dalszy ciąg relacji już wkrótce!</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="234" height="234" />Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: W drodze na dach Afryki, cz.1</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-1/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-1/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 30 Nov 2014 02:18:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Kilimandżaro]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy po świecie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=16132</guid>
		<description><![CDATA[Praca w Afryce daje fantastyczną możliwość poznania nowych miejsc, ludzi i kultur. Dlatego właśnie zdecydowałam się zdobyć Kilimandżaro. W Boże Narodzenie. Specjalnie dla EksMagazynu - Justyna Szczurek]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kilimandżaro jest najwyższą górą Afryki i jednym z najwyższych samotnych masywów. Położona w Tanzani przy granicy z Kenią. To masyw powulkaniczny z ogromnym kraterem na jego wierzchołku. Sam szczyt stanowi najwyższe wzniesienie na krawędzi Kibo o nazwie Uhuru Peak (5895 m n.p.m.). Droga w górę wiedzie przez wszystkie strefy roślinności afrykańskiej: sawannę, las tropikalny, skalno-trawiaste planenau, a kończy na wiecznych śniegach lodowców Kilimandżaro. Góra jest stosunkowo łatwa technicznie i dostępna dla każdego, kto posiada odpowiednią kondycję. Jest jednak wysoka, a w ciągu dnia pokonuje się czasem znaczne przewyższenia, więc istotna jest właściwa aklimatyzacja.</p>
<p><strong>Moshi na rozgrzewkę</strong><br />
 Z biletem w ręce, ze szczegółowym planem trasy, z moimi notatkami i uśmiechem na twarzy wsiadam do samolotu. Malawi, kraj w którym obecnie mieszkam i pracuję, nie ma bezpośredniego połączenia z lotniskiem przy Kilimandżaro, dlatego kolejnych kilka godzin błąkam się po lotniskach &#8211; Lilongwe, Blantyer, Lusaka, Nairobi i nareszcie lądujemy. Na Kilimandjaro Airport docieram późnym wieczorem. Kierowca, który na mnie czeka, ma tak szczery uśmiech i przyjazne spojrzenie, iż od razu podbija moje serce. Niestety, jego angielski ogranicza się do kilku podstawowych słów. Nic to, pozwalam się porwać w nieznanym kierunku. Jedziemy do Moshi, bazy wypadowej całego przedsięwzięcia. Miasto tętni życiem, dlatego pomimo późnej godziny, decyduję się na kolację w małej restauracji na przeciwko hotelu. Jak się później okazuje &#8211; jednej z najlepszych w mieście. <br />
 Muszę jeszcze raz przejrzeć notatki, plan trasy, sprawdzić jakiego sprzętu mi brakuje. Sporządzam listę rzeczy do wypożyczenia: namiot, kijki trekingowe, może jeszcze płaszcz przeciwdeszczowy. Kończę kolację i udaje się do hotelu.<br />
 Drugi dzień w Moshi przeznaczam na zwiedzanie, ostatnie zakupy i nabranie sił. W końcu przede mną siedem dni w całkowitym odizolowaniu od cywilizacji. Zdecydowałam się wyjść na Kilimandżaro jedną z trudniejszych dróg &#8211; Machame Route. Ta najpopularniejsza i jednocześnie najbardziej komfortowa &#8211; Marangu Route, nie stanowi aż tak trudnego wyzwania. Mosi tętni życiem, ale spacer w takim upale kosztuje mnie wiele energii. Na szczęście wszystko udaje się sprawnie i szybko załatwić. Zostaje mi jeszcze trochę czasu na pyszną kawę i zakupy. Ciekawostką jest, że miejscowe krawcowe szyją od ręki piękne sukienki, spodnie, torebki. Maszyny do szycia stoją praktycznie przed każdym sklepem, na każdym rogu. Szum igieł idealnie komponuje się gwarem ulicy. Para pięknych, dopiero co uszytych spodni ląduje w moich dłoniach. Wracam do hotelu. Muszę się wyspać, w końcu jutro czeka mnie wielki dzień &#8211; początek wspinaczki.  <br />
 <strong><br />
 Dzień pierwszy: Trudne początki pięknej przygody</strong><br />
 Punktualnie o 9 rano stawiam się w recepcji hotelu. Mijają kolejne minuty. Przecież umówiłam się z przewodnikiem mojej grupy właśnie tutaj, nie mogłam pomylić miejsca i czasu&#8230; Z ponad godzinnym opóźnieniem pojawia się moja grupa. Zapomniałam, że czas w Afryce płynie inaczej. Tu nigdzie nam się nie spieszy, tu jest czas na wszystko&#8230;<br />
 Ponieważ na Kilimandżaro nie można wspinać się indywidualnie, musiałam wybrać grupę, która zorganizuje i zaplanuje moją siedmiodniową wyprawę. Zdecydowałam się na lokalną agencję turystyczną. W skład mojej ekipy wchodzi kucharz, przewodnik, pomocnik przewodnika i 5 porterów, którzy będą nieśli cały ekwipunek. Ruszamy. Wszyscy razem jednym, małym busikiem. Przed wjazdem do parku, robimy jeszcze drobne zakupy. Świeże warzywa i owoce, trochę mięsa, ryżu. Każdy posiłek przygotowywany będzie na bieżąco, musimy więc zaopatrzyć naszą całą grupę w prowiant.<br />
 Wjeżdżamy do parku &#8211; Machame Gate (1800 m.n.p.m.). Jakież jest moje zdziwienie, kiedy widzę tłumy ludzi! Grupy turystów wraz z ich przewodnikami, organizatorami. Cierpliwie czekam na rejestrację naszej ekipy. Ważenie naszego ekwipunku przebiega sprawnie, uzyskanie pozwolenia na wejście to tylko formalność, ale kolejka oczekujących rośnie. Chwilowe rozczarowanie szybko znika. Kiedy ruszamy, nie liczy się już nic. Tylko ja, moje myśli i plan zdobycia szczytu. Nawet świadomość czyhających zagrożeń, choroby wysokościowej, zimnych nocy, nie są w stanie przesłonić mi celu wyprawy.<br />
 Droga przez las deszczowy i żywa dyskusja mojej grupy towarzyszy mi przez kilka kolejnych godzin. Po 4 godzinach docieram do pierwszego obozu Machame Camp (3000 m.n.p.m.). Mój namiot i gorąca herbata już na mnie czekają. Oczywiście porterzy, którzy mi towarzyszą, są tak szybcy i doświadczeni, iż dotarli tam dużo wcześniej przede mną i przewodnikiem. Obóz umiejscowiony jest na skraju lasu deszczowego. Rozkoszuję się pięknym widokiem i imbirowym smakiem herbaty. Zapada zmrok, a ja uświadamiam sobie, że szum rozmów, odgłosy natury i gwieździste niebo będą moim jedynym towarzyszem przez kolejnych kilka wieczorów. Z dala od zgiełku cywilizacji, szalonego tempa życia, zapadam w sen. Pierwsza noc w namiocie jest koszmarem. Jest mi potwornie zimno. Kolejna warstwa ubrań, którą na siebie nakładam, nie pomaga. Brak wygodnego materaca i poduszki doprowadza mnie do szału. Jakim cudem będę w stanie przetrwać kolejnych 5 nocy? Jestem zdesperowana, przerażona i zła na siebie. Chcę wracać do domu. Co mnie podkusiło?! Za kilka dni święta Bożego Narodzenia, pełne ciepła, pysznego jedzenia, wszelkich wygód i relaksu. A ja tkwię na pustkowiu, z dala od rodziny, pogrążona w rozpaczy. Raz, dwa, trzy&#8230; Myśl o czymś ciepłym, co pozwoli zasnąć. Uspokój się! To przygoda twojego życia. Obolała, zziębnięta, w końcu zapadam w niespokojny sen.<br />
 <strong><br />
 Dzień drugi: głazy, deszcz i bezsenna noc</strong><br />
 Zgodnie z planem o 6.30 budzi mnie jeden z porterów, przynosi miskę z gorącą wodą. Mam chwilę na poranną toaletę. O 7 zostanie podane śniadanie. Zastanawiam się, czym też zaskoczy mnie kucharz. Talerz gorącej owsianki, tosty, dżem, miód, porcja owoców i gorąca kawa lądują na moim stole. Jestem zaskoczona ilością i różnorodnością jedzenia. Przecież jesteśmy na zupełnym pustkowiu! Zastanawiam się, kiedy i jak zostało to wszystko przygotowane. Tajemnica rozwiązuje się kilkanaście minut później. Nasza kuchnia polowa stoi tuż obok mojego namiotu. Każdy posiłek będzie więc przygotowany z dużą starannością. Czas ruszać w drogę. W ciągu 20 minut cały obóz zwinnie i sprawnie zostaje spakowany do wielkich worków. Porterzy ruszają pierwsi. Ja z przewodnikiem ruszam w ślad za nimi. Las deszczowy pozostawiamy za sobą. Droga wije się stromo w górę. Duże głazy utrudniają i spowolniają marsz. Wokół bujne krzewy. Obracam się na chwilę i widok zapiera dech w piersiach. Po raz pierwszy zauważam szczyt Month Meru, góry nieopodal Kilimandżaro. Jej majestatyczny widok będzie towarzyszył mi przez całą wyprawę. Pojawia się myśl, że może będzie okazja zdobyć i ten szczyt. Bardzo wolno idę przed siebie. Po dwóch godzinach wędrówki niepokojąca mgła przesłania widok. Pada delikatny deszcz. Przewodnik już wcześniej informował, że taka pogoda może nam towarzyszyć codziennie, piękne słoneczne poranki i chwilowe załamanie pogody w ciągu dnia.<br />
 Czas na chwilę odpoczynku. Pokonaliśmy trudny, stromy odcinek. Przed nami łagodniejsze zbocze z pięknymi widokami. Słońce z powrotem zaczyna przebijać się zza chmur i towarzyszyć nam w wędrówce. Razem z piękną roślinnością między skałami oraz szumem wody z ukrytych wodospadów stanowią idealnych kompanów. Około 14 docieramy do drugiego obozu Shira Camp (3840 m.n.p.m.) umiejscowionego na rozległej kamiennej polanie. Gdzie nie popatrzeć, rozciąga się piękny widok. Udaję się na odpoczynek. Niespodziewanie zapadam w krótką drzemkę. Budzi mnie szum deszczu. Jak to możliwe? Znowu? Przecież miało już nie padać. Na szczęście jest to tylko niewielki, intensywny opad. Pół godziny później przewodnik decyduje o godzinnym spacerze aklimatyzacyjnym. Idziemy spokojnie do obozu, który mieści się na szlaku innej trasy. Wspomniany już szczyt Month Meru cały czas przypomina o sobie w oddali. Dzisiejszy dzień był bardzo intensywny, mam więc nadzieję, że tę noc prześpię. Kolejne warstwy ubrań, porządny śpiwór&#8230; a ja w dalszym ciągu czuję chłód. Przyzwyczajona chodzić spać bardzo późno ewidentnie nie radzę sobie w polowych warunkach. Zasypiając wcześnie wieczorem, budzę się niespokojna w środku nocy. Jeszcze tylko 3 dni i zdobędziesz szczyt, dasz radę!</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p><em>Dalszy ciąg opowieści z wyprawy już wkrótce!</em></p>
<p style="text-align: center;"><em>***</em></p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="234" height="234" />Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/w-drodze-na-dach-afryki-cz-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sankt Moritz</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/sankt-moritz/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/sankt-moritz/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Oct 2014 02:04:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[dolina]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[Gryzonia]]></category>
		<category><![CDATA[jezioro]]></category>
		<category><![CDATA[kurort]]></category>
		<category><![CDATA[kurort zimowy]]></category>
		<category><![CDATA[narty]]></category>
		<category><![CDATA[Sankt Moritz]]></category>
		<category><![CDATA[Szwajcaria]]></category>
		<category><![CDATA[White Turf]]></category>
		<category><![CDATA[zimowy kurort]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=16032</guid>
		<description><![CDATA[Jeden z najsłynniejszych zimowych kurortów w Europie. Miasto w szczycie sezonu jest w stanie przyjąć nawet 20 tys. turystów. Panuje tu doskonały klimat - w ciągu roku jest aż 300 słonecznych dni]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwsze wzmianki o Sankt Moritz zostały zanotowane na lata 1137/39 jako Ad Sanctum Mauricium. Miasto zostało nazwane tak na cześć Świętego Maurycego, świętego w Koptyjskim i Katolickim Kościele. Co ciekawe, początkowo znane było wyłącznie jako kurort letni. Jego sława ośrodka rekreacji zimowej powstała za sprawą angielskiego hotelarza Johannesa Badrutta, który wybudował tu hotel letni, ale postanowił wrócić do St. Moritz także na sezon zimowy. Szybko odkrył, że miasto jest atrakcyjne dla turystów również o tej porze roku. <br />
 Sankt Moritz dało początek nowej formie wypoczynku w całych Alpach. Pierwsze biuro turystyczne w Szwajcarii powstało w St. Moritz i rozwijało się stale aż do końca XIX wieku.  W 1880 roku w mieście rozegrano pierwsze w historii zawody Pucharu Świata w curlingu. St. Moritz  zorganizowało pierwsze w historii Mistrzostwa Europy w łyżwiarstwie figurowym w 1882 roku, a także zbudowało pierwszy tor lodowy na świecie ( zawody bobslejowe debiutowały tu w 1890 roku). Dziś to jeden z ulubionych adresów sławnych i bogatych na zimowe szaleństwo.</p>
<p><a rel="attachment wp-att-16034" href="http://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/sankt-moritz/attachment/moritz_kolaz/"><img class="aligncenter size-full wp-image-16034" title="moritz_kolaz" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2014/05/moritz_kolaz.jpg" alt="" width="650" height="2261" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/sankt-moritz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->