<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; Malawi</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/malawi/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Na walizkach: W pogoni za słoniem i… rozumem!</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-w-pogoni-za-sloniem-i%e2%80%a6-rozumem/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-w-pogoni-za-sloniem-i%e2%80%a6-rozumem/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 May 2017 09:05:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Makos</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Malawi]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[safari]]></category>
		<category><![CDATA[słonie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=23496</guid>
		<description><![CDATA[Obudź się! To nie dzieje się naprawdę! Cała drżę, odsłaniam zasłonę, by lepiej widzieć. Ufff, po co ten cały stres. Przecież to pora śniadania, każdy ma prawo do posiłku! Czy to moja wina, że najsmaczniejsze kąski znajdują się na drzewie obok mojego domku. Jeszcze raz szczypię się w policzek. Ok, nie zwariowałam. Nie tym razem! Patrzę i oczom nie wierzę, ale wiem, że nie śnię. Olbrzymi słoń stoi metr od mojego okna. De facto dzieli nas tylko moskitiera…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Spotkania pierwszego stopnia z dziką przyrodą od zawsze mnie fascynowały. Możliwość obcowania z afrykańskimi zwierzętami oraz obserwacja ich codziennych zwyczajów od razu wywołały dreszcz emocji. Jadę! Jadę na moje pierwsze safari! Nawet krwiożercze komary nie odbiorą mi radości z tego wyjazdu! Gdybym tylko wcześniej wiedziała, ile przygód czeka na mnie w ten weekend…</p>
<p><strong>Komu w drogę, temu… słoń!</strong></p>
<p>Park Narodowy Liwonde jest jednym z najliczniej odwiedzanych miejsc w Malawi. Chociaż to tylko 580 kilometrów kwadratowych, rezerwat jest jednym z najciekawszych punktów na mapie tego małego kraju. Łatwo tu dotrzeć, nie można go przeoczyć. Park mieści się około 160 km na północ od Blantyre i 6 godzin jazdy od Lilongwe, stolicy kraju. Przyciąga on wszystkich miłośników przygód i przyrody! Jego idealne położenie, przy ujściu rzeki, sprawia, że możemy liczyć na różne atrakcje m.in. safari oglądane z łodzi, pieszo lub to z pokładu auta z napędem 4&#215;4.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23511" title="DSC_1731" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/05/DSC_1731.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p>Decydujemy się na jedną z najlepszych opcji. Będziemy nocować w samym sercu parku. Każdemu w ciemno polecam zakwaterowanie w Mvuu Lodge lub bardziej budżetowym Mvuu Camp (ciekawostka: mvuu w lokalnym języku Chichewa oznacza „hipopotam&#8221;). Wjazd do parku (zarówno dla samochodów jak i łódek) znajduje się w Liwonde, miejscowości u podnóży parku.</p>
<p>W parku mieszka wiele dzikich zwierząt m.in. liczne stada słoni, bawołów, antylop, hien czy lampartów. Natomiast szeroka, majestatyczna rzeka jest domem dla mnóstwa ryb, hipopotamów i krokodyli. Miłośnicy ptaków również odnajdą się w tym parku, ponieważ to tutaj mieszka ponad 400 gatunków tego rodzaju zwierząt. Wszystkie (ale to wszystkie!) wymienione zwierzęta chciałabym spotkać podczas tego wyjazdu!</p>
<p>W ostatniej chwili udaje nam się wjechać do parku! Jeszcze pół godziny i jego bramy będą zamknięte dla wszystkich pojazdów. Po zmroku, tylko pracownicy rezerwatu mają prawo wjazdu. Ktokolwiek się spóźnił, zostanie odprawiony z kwitkiem. Przy wjeździe strażnik zwraca uwagę abyśmy pod żadnym pozorem nie zatrzymywali się po drodze. Lepiej dla nas, abyśmy dotarli jak najszybciej na kemping. Jak wiadomo, ze względu na upał, wszystkie drapieżniki aktywne są bardzo wcześnie rano lub tuż po zmroku.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23515" title="DSC_1763" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/05/DSC_1763.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p>Jestem jak zaczarowana. Droga, najpierw wiedzie przez las, by zaraz potem prowadzić nas jego skrajem. Z jednej strony rozległa rzeka, polany ze stadami antylop, z drugiej wysoka dżungla. Zachód słońca jest spektakularny! Nie mogę uwierzyć w to co widzę. Jedziemy płynnie, ale wolno. Wszyscy milczymy. Tylko dźwięk natury, cichy warkot silnika i my. Słońce zaczyna chować się za horyzontem, a my mamy jeszcze kawałek drogi. To właśnie wtedy dostrzegamy słonie. Wielkie stado przecina naszą drogę. STOP! W ostatniej chwili, resztki zdrowego rozsądku nakazują nam zatrzymać się w miejscu. W takiej sytuacji należy się zahamować, ale nie wolno gasić silnika! Ponieważ jesteśmy tu gośćmi, obcujemy z dziką naturą, nikt nie wie jak na nasz widok zareagują słonie. Olbrzymy mają nas jednak w nosie. Nawet nie popatrzyły w naszym kierunku. A były tak blisko…</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23506" title="DSC_1680" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/05/DSC_1680.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p><strong>To tylko sen?!</strong></p>
<p>Na miejsce docieramy po zmroku. Już czeka na nas kolacja! Nasze chatki są gotowe! Jeszcze tylko kilka formalności i będziemy cieszyć się pięknym wieczorem. Jakież jest nasze zaskoczenie, kiedy dowiadujemy się o małym występie lokalnej grupy tanecznej. Szamani, tancerze, ognisko, a może zmęczenie podróżą… To wszystko sprawia że wieczór robi się bardzo magiczny. Mam jednak wrażenie, że w buszu, tuż obok czai się więcej zwierząt nim nam się wydaje. Rozglądam się, ale nic nie dostrzegam. Ponownie strażnicy odprowadzają nas do domków. Światła gasną, generatory zostały już wyłączone. Czas na relaks.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23512" title="DSC_1243" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/05/DSC_12431.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p>Obudź się! To nie dzieje się naprawdę! Cała drżę, odsłaniam zasłonę, by lepiej widzieć. Ufff, po co ten cały stres. Przecież to pora śniadania, każdy ma prawo do posiłku! Czy to moja wina, iż najsmaczniejsze kąski znajdują się na drzewie obok mojego domku. Jeszcze raz szczypię się w policzek. Ok, nie zwariowałam. Nie tym razem! Patrzę i oczom nie wierzę, ale wiem, że nie śnię. Olbrzymi słoń stoi metr od mojego okna. De facto dzieli nas tylko moskitiera. Mija kolejnych 10 minut, a temu panu nigdzie się nie spieszy. Jak przez mgłę przypominam sobie słowa recepcjonistki &#8211; po zmroku, bez strażnika pod żadnym pozorem nie można opuszczać zakwaterowania. Jeśli czegoś potrzebujemy, należy kogoś zawołać. Do tego są gwizdki przy każdym wejściu do domku. Nie, to nie żart, kemping nie jest ogrodzony. Jesteśmy w parku, jesteśmy częścią parku. Wezmę zimny prysznic, słoń na pewno zniknie.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23513" title="DSC_1594" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/05/DSC_1594.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p><strong>Z kamerą wśród krokodyli…</strong></p>
<p>Kupa! Wielka, ogromna świeża kupa! To i połamane gałęzie stanowią dowód porannej wizyty. Strażnik się z nas śmieje. Jest piękny poranek, a my chowamy się za jego plecami niedawno poznanego mężczyzny. Za chwile ruszamy łódką na spotkanie z krokodylem. Pierwszy raz bezpieczniej czuję się na łódce niż na lądzie. Ależ tu pięknie. Chwila! Wytężam wzrok&#8230; ktoś na mnie patrzy. Ktoś mnie obserwuje. Zatrzymujemy się, ponieważ przed nami plaża krokodyli. Moje serce przepełnia strach. Ok, ok, jestem na łódce. Ale czy nie miało tu być bezpieczniej. Nie, jeszcze tego brakowało! Metr od wyspy wielki hipopotam wynurza głowę&#8230; Tyle wrażeń, a to dopiero pierwszy dzień naszego pobytu. Czy aby na pewno jestem na to gotowa?</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23501" title="DSC_1508" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/05/DSC_1508.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p>Chyba jednak wolę wszystkie małpy z mojego ogrodu. Jakoś bezpieczniej się czuję w ich towarzystwie&#8230;</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Garść informacji, kilka ciekawostek:</span></strong></p>
<p><strong>Krokodyle,</strong> duże zielone i drapieżne! Niby gady ale najbliżsi krewni ptaków. Gatunek liczący sobie 83,5 mln lat (pojawiły się w późnej kredzie). Pływają, spacerują ale i galopują. Samotnicy, pilnie strzegą swego terytorium! Współpraca (sporadyczna) &#8211; najczęściej w pozyskiwaniu zdobyczy czy prokreacji. Podczas rozrodu dominujący samiec stara się uzyskać wyłączny dostęp do gotowych do zapłodnienia samic. Samice składają jaja w zagłębieniach, przykrywanych następnie kopcem. O dziwo, w przeciwieństwie do większości gadów występuje opieka nad potomstwem! O dziwo!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23500" title="DSC_1475" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/05/DSC_1475.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p><strong>Słonie</strong>, największe zwierzęta lądowe. Spokrewnione samice i młode słonie żyją w stadzie. Jak zawsze, rządzi najstarsza! Jak w życiu, młode samce przeganiane są ze stada, kiedy tylko osiągną dojrzałość płciową. Tworzą grupy kawalerów, ci starsi preferują samotny tryb życia, dostęp do stada mają tylko przez krótki czas, kiedy samica znajduje się w okresie rui. Słonie nie tylko chętnie piją wodę, ale również uwielbiają się kąpać. Prawie jak każdy z nas, najlepiej każdego wieczoru. Po kąpieli obowiązkowy prysznic piaskowy. Powstała w ten sposób warstwa kurzu i błota pomaga im chronić się przed atakami gryzących owadów. Cóż, co kto lubi!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23510" title="DSC_1579" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/05/DSC_1579.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p><strong>Hipopotamy,</strong> aktywne nocą, urocze olbrzymy. Zazwyczaj roślinożerne! Przebywają w stadach składających się z dominującego samca i podlegających mu samic w liczbie od 10 do 40 osobników. Mały harem! Samce bronią i przewodzą terytorium obejmujące pewien odcinek rzeki i na nim gromadzą swój harem. Anielski wygląd niech was nie zmyli!!! Hipopotamy są jednymi z najbardziej niebezpiecznych i agresywnych ssaków. Należy trzymać dystans!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23499" title="DSC_1359" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/05/DSC_1359.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><strong><img class="size-full wp-image-22769 alignleft" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="201" height="201" />Justyna Szczurek –</strong> rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło – ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli – tylko tyle i aż<strong> </strong>tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-w-pogoni-za-sloniem-i%e2%80%a6-rozumem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: Bo nikt nie wie, jaki sen nam się jutro przyśni…</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-bo-nikt-nie-wie-jaki-sen-nam-sie-jutro-przysni%e2%80%a6/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-bo-nikt-nie-wie-jaki-sen-nam-sie-jutro-przysni%e2%80%a6/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 Apr 2017 11:17:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Makos</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szurek]]></category>
		<category><![CDATA[Malawi]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=23336</guid>
		<description><![CDATA[Przez przypadek, z ciekawości, z szaleństwa… wylądowałam w Afryce. A dokładniej w Malawi. Jak to ładnie powiedział Napoleon Bonaparte: Człowiek który podjął decyzję, by zwyciężyć, nigdy nie powie „niemożliwe”! Kontrakt podpisany, spakowana w dwie walizki ruszyłam więc w nieznane. Czy praca przyniesie mi satysfakcję, czy odnajdę się w nowym świecie? Kto wie! Warto jednak spróbować!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Gorące serce Afryki…</strong></p>
<p>Malawi to kraj pozbawiony dostępu do morza, położony w Afryce południowo-wschodniej. Jedno z najsłabiej rozwiniętych krajów świata. Gospodarka praktycznie w całości opiera się na rolnictwie, a na obszarach wiejskich mieszka ok. 90% ludności kraju. Na własne potrzeby produkuje się fasolę, ryż, kassawę i kukurydzę. Duże ilości tytoniu i herbaty przeznacza się na eksport. Oprócz złóż boksytów i apatytów Malawi posiada niewiele bogactw mineralnych. Ważną rolę w budżecie Malawi odgrywa pomoc międzynarodowa, zwłaszcza wsparcie finansowe ze strony MFW i Banku Światowego. Rząd Malawi musi stawiać czoła takim wyzwaniom, jak związane z prymitywnymi sposobami gospodarowania wyjałowienie gleby i rozprzestrzeniająca się epidemia AIDS.</p>
<p>Przy wysiadaniu z samolotu uderza mnie podmuch gorącego powietrza. Pomimo panującego upału, wszędzie pełno jest zielonych drzew i kwiatów. Trochę innych jak te w polskich ogródkach, ale równie pięknych. Rzeczywistość jest zdecydowanie bardziej zaskakująca niż wyszukane wcześniej informacje. Zaskakiwać pozytywnie! Pomimo wszelkich przestróg, gościnność i serdeczność jako pierwsze rzucają się w oczy. W tłumie dostrzegam uśmiechniętą twarz i już wiem, kto będzie dziś moim przewodnikiem po okolicy. Pracę zacznę dopiero jutro! Dziś muszę odnaleźć się w nowej rzeczywistości.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23340" title="DSC_0904" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/04/DSC_0904.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p>Kolorowa i gorąca Afryka od razy podbiła moje serce. Pomimo swojego ubóstwa na każdym kroku oferuje bogactwo wrażeń, doznań i życzliwości.</p>
<p>Mijamy kolejne zabudowania. Nie mogę uwierzyć że przyjdzie mi mieszkać i pracować na drugiej półkuli! Lilongwe, stolica Malawi tętni życiem! A to dopiero początek niespodzianek!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23337" title="DSC_0846" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/04/DSC_0846.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p><strong>Miłość od pierwszego wejrzenia..</strong></p>
<p>Pierwsze dni pamiętam jak przez mgłę. Tyle się dzieje, tyle nowych osób poznaję. Wszyscy ekstremalnie pomocni i przyjaźni. W Afryce czas płynie inaczej. Czasem myślę że to inna planeta. Rządząca się swoimi własnymi prawami. Dzika i tajemnicza. Ale jak jej nie kochać?</p>
<p>Pierwszy weekend na czarnym kontynencie, a ja już planuję wycieczkę. Krótki wypad za miasto. Bo jak inaczej nazwać trwającą trzy godziny wyprawę nad jezioro! Jedno z największych w Afryce! Patrząc na mapę można stwierdzić, iż Malawi składa się w połowie z wody, a w połowie z lądu. Niesamowite! Nasz mały samochód terenowy mknie w nieznanym kierunku. Jestem świadkiem spektakularnego widoku. Kolejno mijane wioski, krwisto czerwono ziemia, baobaby! Jestem przytłoczona intensywnością kolorów, gamą dźwięków. Jak szalona rozglądam się dookoła siebie. Mój zachwyt wzbudza niebo! Mam wrażenie że chmury specjalnie dla mnie przygotowały spektakl!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23345" title="IMG_1254" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/04/IMG_1254.jpg" alt="" width="674" height="503" /></p>
<p>Z północy na południe kraju rozciąga się Wielki Rów Zachodni, w obrębie którego znajduje się trzecie co do wielkości jezioro afrykańskie. Niasa to jezioro pochodzenia tektonicznego. Jego wody podzielone są pomiędzy trzy państwa: Malawi, Tanzanię i Mozambik. Z południowych jego krańców wypływa rzeka Shire, będąca dopływem Zambezi. Na wschód i zachód od jeziora Niasa w krajobrazie dominują wysokie płaskowyże. Położona na północy kraju wysoczyzna Nyika sięga 2600 m n.p.m. Na południe od jeziora Niasa rozciąga się wyżyna Shire, która przechodzi w masyw górski Mlandżi, osiągający wysokość 3002 m n.p.m. Na jeziorze znajduje się wiele wysp; największe z nich to Likoma i Chizumulu. Odkrywcą dla Europejczyków i pierwszym badaczem jeziora był David Livingstone, który przybył nad jego brzegi w 1859 r.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23344" title="DSC_1024" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/04/DSC_1024.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p>Jest wiele pięknych miejsc nad jeziorem które warto odwiedzić. My decydujemy się na Nkhotakota, za względu na dzikie wybrzeże w tej części jeziora. Warto tutaj zaznaczyć że jezioro ma wydłużony południkowo kształt – jego długość wynosi około 550 km, szerokość od 20 do 55 km. Zajmuje powierzchnię 29 600 km². Obszar na południowym krańcu jeziora od 1980 roku objęty jest ochroną w ramach Parku Narodowego Jeziora Niasa. Żyje tu wiele endemicznych gatunków ryb, będących kluczowym przykładem specjalizacji ewolucyjnej. Z tego względu park ten w 1984 roku wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.</p>
<p>Docieramy na miejsce w godzinach popołudniowych. Zachód słońca nad jeziorem towarzyszy nam podczas kolacji. Po godzinie 21 właściciele hoteliku wyłączają generator (powszechna praktyka w miejscach oddalonych od lini wysokiego napięcia). Nie przeszkadza nam to jednak by kontynuować rozmowy. Blask świec, szum fal i pyszne wino idealnie komponują się ze scenerią. Zupełnie zapominam, że otacza nas dzika przyroda. Jakież jest moje zdziwienie, kiedy strażnik odprowadza mnie do mojej chatki. Spokojnie tłumaczy, iż nie ma się czego bać, że dzikie zwierzęta nie są zainteresowane naszym towarzystwem. Trudno mi jednak uwierzyć na słowo. Szybkim krokiem podążam za przewodnikiem, by jak najszybciej dotrzeć do łóżka.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23341" title="DSC_0942" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/04/DSC_0942.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p>Śniadanie podano! Smak owoców zerwanych prosto z drzewa na zawsze już będzie kojarzył mi się z Afryką. Uwielbiam wstawać wcześnie rano. Pierwsze promienie słońca wzbudzają wiele emocji. Wszystko budzi się ze snu kiedy ruszam na spacer. Wzburzone jezioro pochłania moją uwagę do reszty. Piękne i majestatyczne rozciąga się przede mną. Znajduję swoją palmę i postanawiam nacieszyć się jego widokiem. W zasięgu wzroku nie ma nikogo. Delektuję się przepięknym pejzażem i szumem fal. Jestem spokojna, wiem że odnalazłam swoje miejsce w tajemniczej Afryce. I wiem, że tajemnicze jezioro będzie często moją przystanią&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-23343" title="DSC_0972" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/04/DSC_0972.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p style="text-align: center;">Woda – taka cicha,  Jak sen…</p>
<p style="text-align: center;">Wiatr – lekuchno wzdycha, Jak sen…</p>
<p style="text-align: center;">Łódka – tak ucieka, Jak sen…</p>
<p style="text-align: center;">Myśl – taka daleka, Jak sen…</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Maria Konopnicka</strong></p>
<p style="text-align: right;">Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><strong><img class="size-full wp-image-22769 alignleft" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="201" height="201" />Justyna Szczurek –</strong> rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło – ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli – tylko tyle i aż<strong> </strong>tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-bo-nikt-nie-wie-jaki-sen-nam-sie-jutro-przysni%e2%80%a6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Skarby Malawi</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/skarby-malawi/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/skarby-malawi/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Dec 2012 02:25:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[konflikty w Afryce]]></category>
		<category><![CDATA[Malawi]]></category>
		<category><![CDATA[Michał Wilczek]]></category>
		<category><![CDATA[podróże po Afryce]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=10049</guid>
		<description><![CDATA[Tyle gwiazd ciężko jest znaleźć w nawet najdokładniejszym atlasie astronomicznym. Dostrzegam ich setki, może tysiące. Jest ich tak wiele, że ciężko mi nawet dopatrzyć się poszczególnych gwiazdozbiorów. A razem z nimi fioletowogranatowe mgławice rozświetlane przez przemykające meteoryty. Ben, nasz przewodnik miał rację. Tak piękne nocne niebo widać tylko tutaj nad jeziorem Malawi, w państwie, które z akwenem dzieli nie tylko nazwę]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Spędziłem w drodze prawie trzydzieści godzin. Najpierw przelot z Krakowa do Monachium, skąd kolejnym samolotem dotarliśmy do Johannesburga. Stamtąd, z kolei, lokalnymi liniami polecieliśmy do Blantyre, drugiego największego miasta Malawi, uznawanego za gospodarczą stolicę kraju i centrum jego bogactwa. Chociaż, w przypadku państwa, które od wielu lat uznawane jest za jedno z najbiedniejszych na świecie, ciężko mówić o bogactwie. Pierwsze wrażenia po lądowaniu zdają się to potwierdzać. Na parkingu ciężko znaleźć samochód, który miałby mniej niż piętnaście lat i nie byłby chałupniczymi metodami młotka i szarej taśmy klejącej trzymany na chodzie. Większość z nich to zresztą pickupy, kojarzone u nas raczej jako pojazdy służące do przewozu towarów. Tutaj zastępują one komunikację publiczną, a ich „paka” często ugina się pod masą pasażerów.</p>
<p><strong>Afrykańska historia</strong><br />
 Wraz z ekipą trafiam do zwykłej, terenowej Toyoty i nią kontynuujemy podróż nad jedno z najpiękniejszych jezior Afryki. Po kilkugodzinnej podróży polnymi drogami trafiamy do małej miejscowości na jego południowym brzegu. Wita nas najstarsza kobieta w wiosce, którą mieszkańcy zgodnie uznają za mędrca i wodza. Od razu zaprasza nas, byśmy skosztowali specjału tutejszej kuchni &#8211; Ndiwo, czyli gęstego gulaszu warzywnego, podawanego z kukurydzianymi placuszkami zwanymi nsiwa. Wszystko przyrządzane jest w tradycyjny malawijski sposób: na piecyku znajdującym się na zewnątrz domu. Jemy rękoma, nabierając ndiwo za pomocą nsiwa. I wspólnie z kolegami z ekipy stwierdzam, że jedzenie jest świetne. Ben po posiłku korzysta z okazji i oświeca nas trochę na temat historii i gospodarki regionu.<br />
 Mimo, że Malawi uniknęło konfliktów politycznych i etnicznych, które zdziesiątkowały resztę kontynentu, to na wiele innych czynników, negatywnych, kształtujących Afrykę nie było już odporne. Tym najważniejszym, do teraz zresztą obecnym, jest głód spowodowany długoletnim niedoborem opadów. To z kolei negatywnie wpływa na zbiory kukurydzy, głównego składnika większości tutejszych potraw. Mięso, nawet pochodzące od wychudzonego bydła, jest tutaj prawdziwym rarytasem spożywanym od święta. Według Bena, większość dzieci z lokalnych wiosek jest poważnie niedożywionych, i jak na razie nikt, czy to władze czy społeczność międzynarodowa, nie były w stanie tego kryzysu zatrzymać.<br />
 Nie zmienia to faktu, że mimo tragedii, mieszkańcy wioski wydają się szczęśliwsi niż niejeden syty Europejczyk. Ich pogoda ducha wraz z niezwykłą gościnnością powoduje, że zaczynamy czuć się tu jak w domu.</p>
<p><strong>Kaprysy natury</strong><br />
 Na pierwszy rzut oka mieszkańcy miasta wydają się o wiele bardziej wrogo nastawieni do obcych. Obserwują każdy nasz ruch, szepczą, gdy się zbliżamy, unikają kontaktu wzrokowego. Ale Ben zna i na to sposób. Wystarczy uśmiech i przyjacielskie machnięcie ręką, a oni odwdzięczają się tym samym. Mimo tego, że miasto ma tyle mieszkańców, co Kraków, czuję się tu o wiele bezpieczniej. Wybieram się zatem na wieczorny spacer i na własnej skórze przekonuję, że nie mam się tu czego obawiać. Mieszkańcy Blantyre chętnie rozmawiają o mieście i jego problemach. A tych jest znacznie więcej niż w przeciętnej europejskiej metropolii. Wszyscy zgodnie mówią o nieurodzaju i spowodowanych nim brakach żywności, które jeszcze bardziej pchnęły kraj w kierunku kryzysu. Bez eksportu i pieniędzy z zewnątrz nie ma tu środków na szpitale, szkoły czy drogi. A jedyny towar, który państwo to eksportowało na większą skalę to właśnie produkty rolne, tak bardzo zależne od kaprysów pogody.<br />
 Mimo powagi sytuacji, w końcu ogromny odsetek osób, z którymi rozmawiam doświadczył głodu, zauważam, że rzadko kto rzeczywiście okazuje smutek. Malawijczycy na ogół uśmiechają się podczas konwersacji, podkreślając, że jutro zawsze może być lepszym dniem. I to właśnie ten optymizm jest jednym z największych skarbów tych ludzi. Przez cały dziesięciodniowy pobyt nie usłyszałem ani razu, aby ktokolwiek użalał się nad własnym losem. Jeśli poruszany był temat kryzysów, które nawiedziły ten kraj, wszyscy mówili o nadziei na przyszłość. O tym, że może być tylko lepiej. I wielu z nich robi wszystko, by właśnie lepiej było.</p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2012/11/malawikolaz.jpg" alt="" /></p>
<p><strong>Herbaciane pola</strong><br />
 Jedno z takich działań miałem okazję zobaczyć już następnego dnia, kiedy wyruszyliśmy w kierunku granicy z Mozambikiem. Górzyste tereny wschodniego Malawi to idealne miejsce do uprawy herbaty. I właśnie taką plantację mamy zamiar odwiedzić. Nie jest to jednak zwykłe przedsiębiorstwo, motywowane tylko zyskiem. W ramach programu Fairtrade, część przychodów ze sprzedaży przeznacza ono na tak bardzo potrzebną w rejonie infrastrukturę. A efektów nie trzeba wcale szukać daleko. Od dwóch lat funkcjonuje tu jeden z najnowocześniejszych szpitali w kraju. Za kilka tygodni uczniowie mają wreszcie zapełnić ławki w nowej szkole. Co najważniejsze, nie jest to wynik działań charytatywnych.<br />
 Środki na wszystkie te inwestycje pochodzą ze sprzedaży uprawianej tu herbaty. A lokalni mieszkańcy nie ukrywają z tego tytułu dumy. Właściwie to są nią przepełnieni, co wyrażają prowadząc nas między starannie pielęgnowanymi krzewami herbacianymi. Gdyby nie moi przewodnicy, przysiągłbym, że jestem w Indiach. Wrażenie to zresztą potęguje okolica: wysokie góry, pogranicza porośnięte tropikalną puszczą, wysoka wilgotność, a do tego temperatura nie schodząca poniżej trzydziestu stopni. Do tego dochodzą kosze, tysiące koszy, do których robotnicy ręcznie zbierają liście. W budynku suszarni zostajemy poczęstowani naparem z lokalnych zbiorów i muszę przyznać, że tak dobrej herbaty w życiu nie piłem. Jest prawie tak pobudzająca jak kawa, a jednocześnie smakuje, jakby dopiero co została zerwana. Chyba odkryłem kolejny skarb…</p>
<p><strong>Dzbanek za piłkę</strong><br />
 Nie mam niestety zbyt wiele czasu by się nim rozkoszować, bo dalsza część podróży prowadzi nas do Mozambiku. Tu po raz pierwszy widzę, jak wielką plagą w tej części Afryki jest AIDS. Co dziesiąty dorosły mieszkaniec tego kraju to nosiciel HIV. Problem nie jest pozostawiony sam sobie. W trakcie krótkiego, jednodniowego pobytu, widziałem przynajmniej kilka darmowych przychodni, z których żadna nie była pusta. Ze ścian, niczym z paczek papierosów w Europie, wszechobecne czarnobiałe napisy ostrzegają o tym, czym grozi seks bez zabezpieczeń czy dzielenie się igłami. Według lekarzy, z którymi mam okazję porozmawiać, kampanie te zaczynają powoli odnosić skutek i z roku na rok jest coraz mniej nowo zarażonych, ale miną lata zanim będzie można mówić o sukcesie.<br />
 Pogrążeni w zadumie wieczorem wracamy do Malawi. Po drodze postanawiamy na chwilę stanąć na poboczu i podziwiając gwiazdy, omówić to, co widzieliśmy. Nie zdążyliśmy nawet wysiąść, a otoczyło nas troje ludzi w dziwnych, jutowych maskach. Napad? Porwanie? Nic z tych rzeczy. Maski okazują się elementem rytuału przejścia ludu waYao, który zamieszkuje pogranicze, a nasi niespodziewani towarzysze postoju to nastolatkowie, którzy chcą zostać uznani za dorosłych. Aby tego dokonać, muszą pokazać, że potrafią zapewnić sobie utrzymanie. Jeśli wrócą do wioski z fantem, mogą owe maski zdjąć, i wtedy stają się pełnoprawnymi członkami społeczności. Rozstajemy się szybko, w końcu jest już ciemno, a od większego miasta dzieli nas kilkadziesiąt kilometrów polnej drogi. Zdążamy jednak dokonać wymiany: piękny, ręcznie robiony dzbanek trafia mi się w zamian za piłkę nożną. Chłopcy są z niej wyraźnie zadowoleni &#8211; wcześniej musieli kopać worek wypełniony starymi szmatami.<br />
 Patrząc, jak powoli uczą się grać piłką napełnioną powietrzem, dochodzę do wniosku, że, pomimo wszystkich katastrof, które ten kraj dotknęły, Malawi nadal udaje się zachować swój najważniejszy skarb. Ludzie, których tu spotkałem może i posiadają niewiele, ale nie można im odmówić serca, zarówno dla innych, jak i do działania. A skoro w obliczu tego, co ten kraj przeszedł można zachować optymizm, to można się o niego pokusić w mniej dotkniętych przez los miejscach. I to chyba właśnie skarb, który zachowam dla siebie z tej wyprawy.</p>
<p><strong>Tekst i zdjęcia: Michał Wilczek</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/skarby-malawi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->