<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; miłość</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/milosc/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Jak miłość leczy ciało?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/jak-milosc-leczy-cialo/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/jak-milosc-leczy-cialo/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 17 Jul 2026 12:17:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Prochowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[miłość a zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[wiara a zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=25804</guid>
		<description><![CDATA[Badania wskazują, że osoby religijne cieszą się lepszym zdrowiem i samopoczuciem niż niewierzący. O eterycznych związkach między duchowością a zdrowiem oraz tajemniczych uzdrowieniach rozmawiamy z dr hab. Jakubem Pawlikowskim, lekarzem i filozofem.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Bada Pan związki między religijnością a zdrowiem. Mogę sobie  wyobrazić, że wielu ludzi, usłyszawszy informację o tym, że osoby  religijne są zdrowsze od osób niewierzących od razu podda ją w  wątpliwość. Sceptycy zapytają: a skąd wiadomo, że to akurat religia, a  nie inne czynniki (np. genetyczne, środowiskowe, ekonomiczne)  odpowiadają za wykazane w badaniach istotne różnice między stanem  zdrowia i długością życia osób o różnej religijności?</strong></p>
<p>Są  to zależności złożone, ale coraz lepiej udokumentowane i wykazywane  przy pomocy najlepszych metod badawczych i analitycznych. Zarzuty zatem  należałoby kierować do redaktorów i recenzentów najlepszych czasopism  naukowych na świecie (jak np. JAMA – Journal of the American Medical  Association), które od wielu lat publikują wyniki tego typu badań.  Krytycy mogą również sięgnąć po sześciusetstronicowe podręczniki na  temat związków pomiędzy religią i zdrowiem napisane przez Harolda  Koeniga, profesora medycyny z renomowanego amerykańskiego Duke  University, który jest uznanym na całym świecie ekspertem w tej  dziedzinie. Przytacza on ogromną liczbę badań dotyczących różnych  obszarów zdrowia, począwszy od problemów zdrowia psychicznego, takich  jak depresja, lęk czy samobójstwa, aż po problemy zdrowia fizycznego,  jak np. choroby nowotworowe czy kardiologiczne, a także długość życia  oraz jakość życia z chorobą, zwłaszcza przewlekłą. Ogólne wnioski  płynące z lektury jego książek oraz najlepszych aktualnie badań  światowych (w tym wielu obserwacji i analiz prowadzonych na  wielotysięcznych grupach osób przez wiele lat) są zbieżne i wskazują na  to, że osoby religijne cieszą się lepszym zdrowiem niż niewierzący, a  religijność jest istotnym czynnikiem determinującym zdrowie. Nie można  tych związków jednak upraszczać, podobnie zresztą jak się to ma w  odniesieniu do innych determinant zdrowia, np. zdrowego odżywiania czy  ruchu.</p>
<p>
<strong>Przebywając na Uniwersytecie Harvarda  uczestniczył Pan w projekcie naukowym, w którym analizowaliście związki  pomiędzy religijnością, duchowością i zdrowiem. Proszę wskazać  najważniejsze wnioski płynące ze zrealizowanych przez Pana i Pańskich  kolegów badań.</strong></p>
<p>Duchowość i religijność to sfera  wpływająca istotnie nie tylko na sposób przeżywania choroby. Jest  również ważnym elementem profilaktyki zdrowotnej na poziomie populacji.  Ustabilizowane i regularne życie duchowe korzystnie wpływa zwłaszcza na  zdrowie psychicznie oraz pozytywne i negatywne zachowania związane ze  zdrowiem. A to ma z kolei ogromny, pośredni i bezpośredni wpływ także na  wiele aspektów zdrowia fizycznego. Dodam tylko, że w analizach  zastosowaliśmy bardzo zaawansowane metody statystyczne, za które  współautor badania, dr Tyler J. VanderWeele z Uniwersytetu Harvarda,  otrzymał w tym roku w USA nagrodę nazywaną statystycznym „noblem” (COPSS  Award*).</p>
<p>
<strong>Udało się Wam potwierdzić na polskim  gruncie tezę, że osoby religijne są zdrowsze i żyją dłużej od  niewierzących? Proszę podać jakieś konkretne przykłady. Na przykład, czy  wiadomo o ile lat osoby wierzące żyją dłużej od niewierzących?</strong></p>
<p>Po  nałożeniu na siebie map przedstawiających dane epidemiologiczne (z  Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego &#8211; Państwowego Zakładu Higieny) z  mapami religijności (m.in. z Instytutu Statystyki Kościoła  Katolickiego) okazało się, że pomiędzy poszczególnymi regionami Polski  występują naprawdę ciekawe i znaczące różnice. Przyjrzyjmy się dwóm  najbardziej religijnym województwom w Polsce, a więc podkarpackiemu i  małopolskiemu oraz dwóm najmniej religijnym, czyli łódzkiemu i  zachodniopomorskiemu. Podkarpackie i zachodniopomorskie oraz łódzkie i  małopolskie są porównywalne pod względem poziomu życia, stopnia  bezrobocia, poziomu wykształcenia, urbanizacji, jakości i dostępności  służby zdrowia czy też zanieczyszczenia środowiska. Istotnie różni je  natomiast poziom religijności mieszkańców. I okazuje się, że średnia  długość życia mężczyzn w województwach podkarpackim i małopolskim jest  najwyższa w Polsce. Dla porównania, długość życia mężczyzn w  województwie małopolskim jest średnio aż o 3 lata wyższa niż w  województwie łódzkim. To bardzo intrygujące wyniki. Tak znaczącej  różnicy nie można wyjaśnić tylko warunkami życia i innymi czynnikami  środowiskowymi i społecznymi, do których się dotychczas odwoływano, tym  bardziej, że niektóre ważne zdrowotnie wskaźniki, np. poziom ubóstwa  wypadają nieco gorzej dla regionów bardziej religijnych.</p>
<p>
<strong>Czy te regiony analogicznie różnią się też pod względem zachorowalności na raka lub inne groźne choroby?</strong></p>
<p>Województwo  podkarpackie i małopolskie notują blisko czterokrotnie niższy wskaźnik  zapadalności na AIDS w porównaniu do województwa łódzkiego czy  zachodniopomorskiego. Można również zauważyć, że standaryzowany według  wieku współczynnik umieralności, czyli, upraszczając, roczna liczba  zgonów na 100 tys. mieszkańców z powodu nowotworów oskrzeli, tchawicy i  płuc jest najniższa dla województwa podkarpackiego i małopolskiego, a w  czołówce znajdują się województwa łódzkie i zachodniopomorskie.</p>
<p>
<strong>A  czy wiadomo coś na temat tego, jaki poziom religijności zapewnia  największe korzyści dla zdrowia? I która religia jest najbardziej  „prozdrowotna”?</strong></p>
<p>Z badań wynika, że generalnie osoby  regularnie praktykujące, niezależnie od wyznania, są zdrowsze od ludzi  niepraktykujących. Jeśli chodzi o katolicyzm, czyli dominujące wyznanie w  Polsce, to wyniki badań wskazują, że osoby regularnie modlące się i  uczestniczące co tydzień w obrzędach religijnych cieszą się  statystycznie wyraźnie lepszym stanem zdrowia psychicznego,  samopoczuciem, poczuciem szczęścia i satysfakcji z osiągnięć, nie tylko w  porównaniu do osób zupełnie niepraktykujących, ale także do osób słabo  zaangażowanych w życie religijnie. Można więc w uproszczeniu powiedzieć,  że wyższa religijność zazwyczaj przekłada się na lepsze zdrowie.  Porównań międzyreligijnych i międzywyznaniowych jest niewiele.  Intrygujące są jednak obserwacje poczynione przez E. Durkheima już pod  koniec XIX wieku i potwierdzone w ostatnich latach w Szwajcarii, że  wśród katolików jest istotnie mniej samobójstw niż wśród protestantów.  Wiele ciekawych dowodów pochodzi również z mniejszych wyznań  religijnych, ale bardzo radykalnych, jeśli chodzi o wymagania dotyczące  stylu życia. Na przykład, mamy bardzo dobrze udokumentowane obserwacje,  że w populacji mormonów czy adwentystów dnia siódmego wiele chorób  nowotworowych zależnych od stylu życia występuje znacznie rzadziej w  porównaniu do reszty społeczeństwa amerykańskiego. Warto jednak dodać,  że nie widać wyraźnego efektu, aby osoby przejawiające skrajnie wysokie,  ponadstandardowe zaangażowanie religijne odnosiły dodatkowe korzyści  zdrowotne w porównaniu do osób „normalnie”, czyli cotygodniowo,  praktykujących. Może wynikać to z tego, że w grupie tej znajdują się  zarówno osoby o niedojrzałej duchowości, kompensujące nadmierną  religijnością różnego rodzaju problemy psychiczne i życiowe, jak i  mistycy o niezwykle bogatym i głębokim życiu duchowym, dlatego  uśredniony wynik jest niejasny i trudny do interpretacji.</p>
<p>
<strong>A czy wiadomo, jakie mechanizmy psychologiczne i fizjologiczne są odpowiedzialne za lepsze zdrowie osób religijnych?</strong></p>
<p>Mechanizm  jest cały czas dyskutowany. Najczęściej tłumaczy się ten fenomen  zdrowszym stylem życia charakteryzującym osoby religijne, co ma związek  ze stosowaniem się przez nie do szeregu przykazań i norm moralnych  związanych z wyznawaną wiarą. Osoby religijne przejawiają mniejszą  skłonność m.in. do palenia papierosów, używania narkotyków i nadużywania  alkoholu, jak również do podejmowania ryzykownych zachowań seksualnych.  A to przekłada się na mniejszą zapadalność na wiele chorób, związanych z  powyższymi czynnikami ryzyka.</p>
<p>
<strong>A co ze stresem? Czy  religia i duchowość pomagają osobom wierzącym lepiej radzić sobie z  codziennym napięciem, nerwami i negatywnymi emocjami? Czy to przekłada  się na ich lepsze zdrowie?</strong></p>
<p>Tak, jest to kolejny  mechanizm, który częściowo może wyjaśniać pozytywne oddziaływanie  religijności na zdrowie. Chodzi tu zwłaszcza o wsparcie społeczne  uzyskiwane od grupy religijnej, w której funkcjonuje człowiek wierzący.  Osoby zaangażowane w życie religijne regularnie otrzymują od innych  członków swojej wspólnoty zainteresowanie, zrozumienie, akceptację,  troskę, wdzięczność i inne oznaki miłości bliźniego. W czasie  nabożeństw, uroczystości i wspólnych modlitw spotykają osoby, które  myślą i czują podobnie. Mogą z nimi porozmawiać o problemach w pracy czy  w domu. Te spotkania i towarzyszące im rozmowy, a także wspólne  modlitwy pomagają rozładowywać napięcie i stres.</p>
<p>
<strong>Czy znane są jakieś konkretne mechanizmy fizjologiczne wzmacniające zdrowie osób religijnych?</strong></p>
<p>Jest  niewiele badań w tym zakresie i są one trudne od strony metodyki  badawczej. Niekiedy wskazuje się na mechanizmy hormonalne, np. wyższy  poziom serotoniny u osób religijnych, co przekłada się m.in. na rzadsze  występowanie depresji. Najczęściej jednak tłumaczy się ten fenomen tym,  że ekspozycja na treści religijne pozytywnie oddziałuje na moralność i  związane z tym zachowania zdrowotne ludzi. Na przykład mormoni czy  adwentyści dnia siódmego w momencie chrztu, odbywającego się gdy są już  dorośli, przyrzekają, że przez całe swoje życie nie będą palić tytoniu i  używać alkoholu. Niektórzy przyrzekają nawet, że nie będą pić kawy,  ciemnej herbaty albo spożywać mięsa. Często więc zalecenia religijne  dotyczące stylu życia idą w parze z zaleceniami lekarzy, dietetyków i  naukowców. W wielu religiach zalecane są również okresowe posty, które  stosowane z umiarem, wywierają pozytywny wpływ na stan zdrowia. Z kolei  pielgrzymki, wiążące się z wysiłkiem fizycznym, niosą korzyści zdrowotne  związane z aktywnością fizyczną.</p>
<p>
<strong>Scjentyści i  ateiści mogą zatem powiedzieć, że to wsparcie społeczne oraz stosowanie  się do surowych norm moralnych, a nie Bóg i jego łaska są źródłem  zdrowia osób religijnych.</strong></p>
<p>Problem w tym, że metoda  naukowa opiera się na pomiarze cech materialnych, czyli zmysłowo  doświadczalnych, a łaski, jako przejawu rzeczywistości duchowej, nie  umiemy mierzyć. Przy użyciu metod empirycznych stosowanych w naukach  przyrodniczych i społecznych można jedynie zaobserwować związki pomiędzy  określonymi zjawiskami (np. religijnością a zdrowiem) oraz stwierdzić  na ile możemy je wyjaśnić znanymi nam czynnikami i jaki obszar pozostaje  tajemnicą. Przy użyciu najnowszych metod możemy również powiedzieć, na  ile obserwowane związki są stabilne i nie są wynikiem przypadkowych  relacji i zdarzeń oraz czy inne, nieznane w chwili obecnej czynniki,  mogą nam te związki wyjaśnić lepiej. W ogólnej interpretacji wyników, a  zwłaszcza na płaszczyźnie interpretacji teologicznej, trudno jednak nie  odnieść się do czynnika transcendentnego. Przecież ludzie prowadzą życie  duchowe i tworzą wspólnoty religijne w odniesieniu do rzeczywistości  duchowej i w celu budowania lepszej relacji z Bogiem (przynajmniej w  większości tych przypadków, kiedy rozumie się go na sposób  personalistyczny). W dotychczasowych próbach interpretowania zależności  pomiędzy wiarą a zdrowiem niewiele miejsca poświęcało się znaczeniu,  jakie może wywierać indywidualna postawa i relacja osoby wierzącej do  rzeczywistości duchowej, niezależnie od tego, jak się tę sferę rozumie w  doktrynie teologicznej. Myślę, że ta kwestia winna być przedmiotem  pogłębionych badań w najbliższej przyszłości.</p>
<p>
<strong>Mam  wrażenie, że w tym momencie zaczynamy już dotykać granicy poznania.  Granicy między nauką, a światem niezmierzonych tajemnic. I cudów… Proszę  powiedzieć, co Pan jako lekarz i twardo stąpający po ziemi naukowiec  wie i myśli o tzw. cudownych uzdrowieniach, które ludzie przypisują  oddziaływaniu wiary i Boga. O ile mi wiadomo, są one rejestrowane i  drobiazgowo analizowane m.in. przez kościół katolicki.</strong></p>
<p>Faktycznie,  przy słynnym sanktuarium w Lourdes jest biuro medyczne, które  rejestruje zgłaszane przez pielgrzymów przypadki powrotu do zdrowia. W  biurze tym od kilku lat pracuje włoski doktor Alessandro de Franciscis,  który zeszłym roku był w Polsce na konferencji naukowej  współorganizowanej przez Uniwersytet Medyczny w Katowicach oraz Polskie  Towarzystwo Opieki Duchowej w Medycynie. Biuro to nie tylko rejestruje  zgłoszenia, ale prosi również o dostarczanie pełnej dokumentacji  medycznej i wzywa na ponowne badania w następnych latach, aby sprawdzić  czy powrót do zdrowia był trwały. Raz do roku wybrane przypadki  przedstawiane są na forum Międzynarodowego Komitetu Medycznego, w którym  zasiadają profesorowie medycyny z różnych uniwersytetów na świecie (m.  in. z prestiżowego amerykańskiego Johns Hopkins University, czy  Francuskiej Akademii Nauk). Starają się oni odpowiedzieć na pytanie czy  diagnoza nie była błędna, a powrót do zdrowia jest trwały i czy można to  wyjaśnić na bazie aktualnie posiadanej wiedzy naukowej i medycznej.  Jeśli komisja stwierdzi, że powrotu do zdrowia nie da się naturalnie  wyjaśnić, to taka informacja jest przekazywana do biskupa miejsca, z  którego dany pielgrzym pochodził, a biskup powołując kolejną komisję, w  tym także teologiczną, może orzec o cudownym uzdrowieniu. A zatem to nie  lekarze orzekają o cudzie! Poza wspomnianym ośrodkiem w Lourdes działa  jeszcze tzw. konsulta medyczna w Watykanie, złożona z biegłych lekarzy,  która analizuje przypadki uzdrowień na potrzeby toczących się w Kościele  katolickim procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych.</p>
<p>
<strong>Czy wie Pan ile jest takich dobrze udokumentowanych przypadków cudownych uzdrowień, przynajmniej w kościele katolickim?</strong></p>
<p>W  Lourdes podaje się 68 takich przypadków, z którymi można zapoznać się  na stronie tamtejszego Biura Medycznego. Warto wspomnieć, że stanowi to  około jeden procent przypadków zgłoszonych do biura.</p>
<p>
<strong>A może do wielu z tych uzdrowień przyczyniła się woda źródlana z Lourdes, która podobno ma udokumentowane walory lecznicze?</strong></p>
<p>Lourdes  od dawna funkcjonuje nie tylko jako ośrodek religijny, ale także jako  uzdrowisko, szczególnie dla Francuzów, Włochów i Hiszpanów. Górskie  położenie u stóp Pirenejów sprawia, że tamtejsza woda, powietrze i  klimat wywierają korzystny wpływ na zdrowie przybywających tam ludzi.  Ale trudno jedynie wpływem czynników środowiskowych wyjaśnić nagłą i  trwałą poprawę w ciężkich chorobach, kiedy zrezygnowano z leczenia albo  stosowane leczenie było nieskuteczne, a wytłumaczenia tego procesu nie  mogli znaleźć liczni profesorowie i eksperci współpracujący z biurem.  Zresztą nie wszyscy pielgrzymi w Lourdes piją tamtejszą wodę źródlaną i  nie wszyscy korzystają z kąpieli. Natomiast większość z nich w różny  sposób intensyfikuje w tym miejscu swoje życie duchowe.</p>
<p>
<strong>Sceptycy  zaraz powiedzą, że to działanie uzdrawiające jest związane ze znanymi  psychologii mechanizmami samoleczenia, zbliżonymi np. do efektu placebo  czy też innych form sugestii i autosugestii, stosowanych choćby w  leczniczych praktykach szamańskich różnych kultur.</strong></p>
<p>Mechanizmy  naszej psychiki nie są oczywiście w pełni poznane. Analizując kiedyś  historie osób, których uzdrowienia uznano za cudowne w Lourdes, uderzyło  mnie jednak, że znaczna część tych osób paradoksalnie w swej modlitwie  wcale o to nie prosiła. Najczęściej modliły się one o to, aby ich  choroba nie postępowała, albo żeby ich śmierć szybko nastąpiła, tak by  nie były obciążeniem dla swych najbliższych. W modlitwie nie myślały  więc o sobie i nie kierowały się ku sobie, ale w akceptacji swojego  stanu i pełnym otwarciu na przyszłość szukały siły, aby wytrwać i z  godnością znieść swoją trudną sytuację. Te osoby z troską myślały o  innych. Być może w ten sposób niejako otwierały się na czynnik  zewnętrzny dokonujący zmian w ich organizmie. Ciężko to pojąć i  wyjaśnić, ale takie są relacje pozostawione przez te osoby.</p>
<p><em>Rozmawiał Wiktor Szczepaniak (www.zdrowie.pap.pl)</em></p>
<p><em>*2017 Committee of Presidents of Statistical Societies Award (COPSS Awards)</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/jak-milosc-leczy-cialo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czego pragną dziś single?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/czego-pragna-dzis-single/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/czego-pragna-dzis-single/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Feb 2026 15:50:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Julia Nieznalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[realcje]]></category>
		<category><![CDATA[singiel]]></category>
		<category><![CDATA[single]]></category>
		<category><![CDATA[Walentynki]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=30086</guid>
		<description><![CDATA[Obraz smutnej i sfrustrowanej starej panny a także zagubionego i zahukanego starego kawalera to już obrazek nieaktualny i czas najwyższy odłożyć go do lamusa. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Single 30+ to ludzie pewni swoich potrzeb, skupieni na pasjach a partnera poszukują do wspólnego spędzania czasu bardziej niż do małżeństwa. Raport przygotowany przez OpinionWay dla portalu randkowego Meetic przynosi radykalnie odmienny wizerunek dzisiejszych singielek i singli 30+ oraz potrzeb którymi kierują się przy wyborze partnera.</h3>
<p>Raczej pies niż dziecko, wspólny spacer chętniej niż siatkówka, portal randkowy, a nie siłownia &#8211; tak najnowsze badania, wykonane na zlecenie aplikacji Meetic, obrazują polskich singli w przedziale od 30 do 60 lat. Zebrane informacje odsłaniają ich upodobania a także oczekiwania wobec ewentualnych partnerów. Ujawniają, jak i gdzie szukają drugiej połówki, a także na co zwracają uwagę w tych poszukiwaniach. Współczesny Singiel 30+ to człowiek świadomy swoich oczekiwań. Równolegle z pracą, rozwija wiele zainteresowań i pasji, a 39% z nich aktywnie szuka drugiej połówki. “Są to osoby mające oczekiwania, realizujące swoje życie zgodnie z nimi i szukające „wisienki na torcie” w postaci partnera &#8211; mówi psycholog par Piotr Mosak. Idąc dalej tropem owocowych metafor &#8211; aktualnie single to już nie są dwie połówki pomarańczy, które dopiero razem tworzą całość, a dojrzałe owoce, poszukujące w życiu partnerstwa. Uruchomiona rok temu aplikacja Meetic jest właśnie taką platformą, która odpowiada na potrzeby dzisiejszych singli 30+, którzy chcą dzielić się dobrymi chwilami i poznawać ludzi, którzy mają te same zainteresowania.</p>
<h3>Uciekająca Panna Młoda</h3>
<p>Poszukiwania prowadzone są aktywnie i w sposób bardzo różnorodny. „Współcześni Single poszukują i nie zniechęcają się niepowodzeniami. &#8211; komentuje Piotr Mosak &#8211; Szukają̨ gdzie się̨ da i jak się̨ da. Oczywiście aplikacje randkowe to główny sposób tych poszukiwań dla blisko 40% singli. Na dalszych miejscach znalazły się spotkania towarzyskie, kluby, miejsca publiczne, znajomi, rodzina”. Kto ma szansę przyciągnąć uwagę? Popularne powiedzenie mówi o sile przeciwieństw, ale najnowsze badania zdają się temu przeczyć. Według nich, single lgną do podobieństw i im ich więcej, tym lepiej. Piotra Mosaka w ogóle to nie dziwi: “Kiedy mamy bardzo zindywidualizowany świat to trudno nam stworzyć związek. Podobieństwo zainteresowań jest ważnym czynnikiem psychologicznym trwałości związku”. 89% badanych Singli stawia na podobne wartości, podobny stosunek do pieniędzy, środowiska i wiary, oraz podobne tempo życia. Dla 93% ważna jest otwarta głowa, a dla 86% poczucie humoru. Umiejętność rozbawienia to kompetencja ceniona przez niemal 30% uczestników ostatnich badań.</p>
<blockquote><p>Czy ktoś, kto spełni cenione kryteria zostanie na całe życie? Mit “tej jedynej” połówki pomarańczy i tu nie wytrzymuje konfrontacji z badaniami. „Wbrew powszechnym wyobrażeniom, nie każdy pragnie być w związku na całe życie &#8211; mówi Piotr Mosak i znów przytacza wyniki badań, według których aż 65% singli deklaruje, że potrzebuje czegoś więcej by związać się z kimś na stałe. “Oznacza, to że Single w ostatnich latach rozglądają się za partnerami do wspólnego spędzania czasu &#8211; podkreśla Mosak- rozwijania hobby, uprawiania sportu, podróży czy po prostu randek. Co ciekawe 42% mężczyzn pragnie ustatkowanego życia, a kobiet 32%”.</p>
</blockquote>
<h3>Najtrudniejszy pierwszy krok</h3>
<p>Obalony mit połówki pomarańczy, spadająca atrakcyjność wizji Panny Młodej w bieluchnej sukni z welonem i obrączki na palcu &#8211; czy to znaczy, że romantyzm jest passe? Nie do końca. Gdy poruszyć temat samej randki, wciąż pojawiają się wizje rodem z hollywoodzkich filmów: “Romantyczna kolacja przy świecach i nastrojowej muzyce przy pełni księżyca”, “Mężczyzna powinien przynieść róże. Zaprosić na kawę”, “Taka na której mężczyzna zaprasza kobietę na romantyczny spacer, lub do jakiegoś ciekawego lokalu” &#8211; w tych wypowiedziach zdaje się jeszcze wybrzmiewać echo tęsknot za królewiczem na białym koniu, który zauważy, wyłowi z tłumu, przejmie inicjatywę. “Tak mnie wychowano”, “nie chcę wyjść na desperatkę” &#8211; uzasadniają kobiety.</p>
<blockquote><p>“Królewicz” musi jednak uważać, by z otwartością i inicjatywą nie przesadzić. Narzucanie się, pisanie o seksie, dziwne, nietypowe poglądy” &#8211; uznawane są za sygnał ostrzegawczy, a “pytanie na pierwszej rozmowie o seks, jak lubię, czy lubię, i żeby wysłać nagą fotkę” to coś, co trzydziestosiedmioletniej uczestniczce badania od razu włącza czerwone światło i kończy rozmowę. Dla czterdziestodwuletniego korzystającego z aplikacji randkowych, nie do zaakceptowania jest sytuacja, gdy “informacje profilowe są sprzeczne z tym co dana osoba mówi o sobie na czacie prywatnym”.</p>
</blockquote>
<p>A co z wyglądem zewnętrznym? Na poziomie deklaracji, nie jest istotny, w każdym razie mniej istotny niż zainteresowania, upodobania. Zdjęcie według badanych to sprawa drugorzędna. Jednocześnie profile na portalach randkowych, które zdjęć nie zawierają, traktowane są jako podejrzane, mniej przyciągające uwagę.</p>
<blockquote><p>A poczucie bezpieczeństwa jest ważne. I tu jest dużo do zrobienia. Zaledwie 30% użytkowników czuje się bezpiecznie korzystając z aplikacji randkowych, wśród kobiet ten odsetek jest jeszcze niższy i wynosi zaledwie 20%. Dlatego ważne jest więc by znaleźć takie miejsce, taką przestrzeń, która pozwoli na “wyławianie z tłumu” osób, które w sposób najbardziej zbliżony odpowiadają oczekiwaniom.</p>
</blockquote>
<p>„Takie właśnie powinno być́ zadanie serwisów czy portali randkowych – trafianie w potrzeby singli, które są̨ tożsame z prawdziwym życiem &#8211; podsumowuje Piotr Mosak &#8211; Dużo informacji, aby móc sprawdzić́ kto kim jest, wiele cech, aby sprawdzić́ na ile do siebie pasujemy, przejrzystość́ i bezpieczeństwo autentyczności profili, dopasowanie do kryteriów żeby nie marnować́ czasu oraz postawienie na nowoczesne środki komunikacji jak rozmowy video czy profile incognito. Cieszę się, że taki portal randkowy jak Meetic poważnie podchodzi do potrzeb singli i ich bezpieczeństwa” &#8211; kwituje psycholog. Meetic zapewnia bowiem z jednej strony tryb INCOGNITO (który często wskazywany jest przez singli jako ważna opcja), poza tym &#8211; zatwierdzanie zdjęć przez moderatora, bardzo szczegółowy kwestionariusz i aż 90 elementów opisu osoby w profilu. A to z jednej strony ułatwia stworzenie szerokiego opisu (bo któż z nas nie ma problemu z odpowiedzią na prośbę “powiedz coś o sobie” albo “co słychać?”). Jest też opcja wizytówki audio &#8211; coś dla osób, do których serca trafia się przez ucho a nie żołądek, oraz możliwość rozmowy w trybie wideo, co stwarza szerokie możliwości poznania się na wielu płaszczyznach.</p>
<h3>Chodź ze mną… na spacer</h3>
<blockquote><p>Podstawą relacji jest według współczesnych singli zaufanie. To na nim można budować dobry, udany związek &#8211; tego zdania są zarówno kobiety, jak i mężczyźni niezależnie od wieku. 40% kobiet stawia na poczucie bezpieczeństwa, a mężczyźni skupiają się bardziej na potrzebach seksualnych (24%).</p>
</blockquote>
<p>Dla jakości relacji mają znaczenie także wspomniane już wcześniej wspólne lub podobne pasje, ale niekoniecznie wspólne ich realizowanie, tak uważa 39% badanych Singli 30+. Wydaje się, że współcześni single kreśląc wizje swoich związków od razu stawiają na równowagę i harmonię między “razem” i “osobno”, między autonomią a zależnością. Do spraw indywidualnych zdaje się zaliczać sport. “Współczesny singiel jest bardzo aktywny. &#8211; zauważa doktor Mosak &#8211; Uprawia od biegania, roweru, pływania, przez siłownię, po jogę̨, nordic walking, tenis, siatkówkę̨ i koszykówkę̨. Zajmuje mu to prawie godzinę̨ dziennie, a w weekendy ponad godzinę̨”. Ale pytany już o aktywność, którą najchętniej podejmowałby z partnerką/partnerem, aż 57% wskazuje spacer i kontakt z naturą.</p>
<h3>Będziemy mieli… psa</h3>
<p>Być może ma to związek z kolejnym aspektem, uwidaczniającym się w cytowanym badaniu. Jeszcze nie tak dawno nieodzownym elementem rodziny były dzieci, które pojawiały się jako naturalna, oczywista, niemal niekwestionowana konsekwencja stworzenia związku. Raport przygotowany dla Meetic pokazuje, że dla współczesnych singli o wiele ważniejszy od stosunku do dzieci, jest stosunek partnera do… zwierząt, a być może najpiękniejsze, co można usłyszeć z ust ukochanej osoby to: “Kochanie, będziemy mieli… psa!”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/czego-pragna-dzis-single/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jaki wpływ na miłość ma uzleżenienie</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jaki-wplyw-na-milosc-ma-uzlezenienie/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jaki-wplyw-na-milosc-ma-uzlezenienie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Mar 2023 00:50:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Edyta Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[nałogi]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[uzależnienie]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29549</guid>
		<description><![CDATA[Psychiatra z WUM Bartosz Łoza, mówi, że partner ma prawo stawiać warunki, jeśli „druga połówka” ma problem z uzależnieniem, a miłość pomaga w terapii.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Czy uzależnienia wpływają na jakość związków? W Polsce co piąta osoba pali papierosy, liczbę patologicznych hazardzistów szacuje się na prawie 30 tysięcy, około 2 proc. użytkowników internetu ma cechy uzależnienia od tego medium, a uzależnionych od alkoholu jest nawet 900 tysięcy. Psychiatra z WUM Bartosz Łoza, mówi, że partner ma prawo stawiać warunki, jeśli „druga połówka” ma problem z uzależnieniem, a miłość pomaga w terapii.</h3>
<p>Na początku jednak warto zaznaczyć, że jego zdaniem nie ma złej miłości.</p>
<blockquote><p>- Nawet pomyłki są lepsze od pustki. Historia błędów to już zupełnie inna historia niż przeżywanie miłości – podkreśla specjalista, kierownik Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.</p>
</blockquote>
<p>Jak się dzieje, że się „uzależniamy” od siebie?</p>
<p>- W średnio co piątej relacji czujemy wzajemną atrakcyjność, ale już szansa na głęboką więź spełnia się średnio po spotkaniu 500 potencjalnych partnerów/partnerek. Można oczywiście zwiększać lub zmniejszać to prawdopodobieństwo. O kilkanaście procent zwiększają się szanse na bliskość, jeśli po prostu dążymy do spotkań – i co ciekawe, podobnie skuteczne są spotkania prawdziwe, jak i wirtualne &#8211; wyjaśnia.</p>
<p>I dodaje, że im jesteśmy starsi,  tym szanse na głębokie więzi są większe. Tak przynajmniej wykazali badacze z uniwersytetu w Bath.</p>
<blockquote><p>- Jest kilka, synergicznie działających rodzajów więzi. Inna działa w sypialni, inna na osi czasu. Ale nie jest z kolei prawdą, że ikoniczne zachowania „ekstatyczne” w miłości nie są dostępne po latach. To raczej sprytne wytłumaczenie dla leniuszków, którzy przestali inwestować w związki. Fascynujące jest, gdy w terapiach małżeńskich jedna chwila okazania sobie uwagi wystarcza, by doprowadzić do euforii i wyjścia z kryzysu – mówi prof. Łoza.</p>
</blockquote>
<p>Wiemy też, co w poszukiwaniach partnera skazane jest raczej na porażkę.</p>
<p>- W cytowanych już badaniach z uniwersytetu w Bath ustalono, że umawianie nas na randki przez mamę i tatę daje najgorsze, 1-procentowe prawdopodobieństwo sukcesu – mówi naukowiec.</p>
<h3>Uzależnienia a miłość</h3>
<p>W związku z tym, że ryzyko, iż para lub jedno z partnerów w niej zmaga się z uzależnieniem, jest w Polsce stosunkowo wysokie, warto zadać sobie pytanie, na ile ten czynnik ma wpływ na relację. Okazuje się, że jest to czynnik ryzyka rozpadu i dotyczy to każdego rodzaju uzależnienia.</p>
<blockquote><p>- Uzależnienie od palenia papierosów jest jednym z głównych czynników niepowodzenia w związku. Z badań przeprowadzonych przez naukowców z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego wynika, że ryzyko rozpadu małżeństw, w których tylko jeden partner jest palaczem, jest nawet o 90 proc. wyższe niż wśród par, w których pali albo obydwoje partnerów, albo żaden z nich.  Stąd być może popularność alternatywnych sposobów przyjmowania nikotyny (podgrzewacze, e-papierosy), które są mniej obciążające estetycznie – mówi psychiatra.</p>
</blockquote>
<p>Różne społeczeństwa mają różne poziomy tolerancji na różne uzależnienia. Polska jest na przykład krajem o stosunkowo wysokim poziomie tolerancji na nadużywanie alkoholu czy palenie papierosów. Prof. Łoza przestrzega, że uzależnienia, wobec których panuje wysoka tolerancja społeczna, są w pewnym sensie bardziej niebezpieczne, także dla związków.</p>
<p>- Nie włączają się wówczas automatycznie ostrzeżenia. Na szczęście minęły już czasy pochwał w stylu „mocna głowa” (do alkoholu), albo „jest taka zdolna, że zrobiła trzy fakultety”  (chociaż żyje w samotności), czy bohaterów pracy palących zamaszyście kolejne papierosy podczas przerw. Powszechność użycia smartfonów w przestrzeni publicznej budzie właściwie przerażenie, przy czym jest to chronione swoistą zmową milczenia, bo robią tak wszyscy. Nie życzę Państwu w Walentynki randki, gdzie klikacie każde z osobna w swoje ekraniki – mówi.</p>
<h3>Uzależnienia i miłość. Jak pomóc?</h3>
<p>Wciąż powszechnie uważa się, że do rozstania się z uzależnieniem wystarczy tzw. silna wola. Nie tędy droga, bo zarówno to, jak człowiek wpada w uzależnienie, jak i to, jak się z niego leczy, to splot bardzo wielu czynników.</p>
<blockquote><p>- „Silna wola” brzmi w terapii raczej złowieszczo. Ufam raczej w terapeutyczne korzyści, które pozwalają na wyjście z uzależnienia. Ufam w kompromisy, jak na przykład programy redukcji szkód. Wprowadzenie podgrzewaczy tytoniu zredukowało zagrożenia niebezpiecznymi substancjami w papierosach o 90-95 proc. Wołając o silną wolę, prosimy się raczej o klęskę i dalsze psychologiczne perturbacje – przestrzega specjalista.</p>
</blockquote>
<p>Programy redukcji szkód są stosowane m.in. w leczeniu alkoholizmu, nikotynizmu i uzależnienia od tzw. twardych narkotyków.</p>
<blockquote><p>Partner osoby uzależnionej może odegrać ważną rolę, jeśli chodzi o terapię. Niektórzy uciekają się do swoistego szantażu: „Jeśli mnie kochasz, to rzucisz (palenie, picie, narkotyki, pornografię itd.)”. To działa?</p>
</blockquote>
<p>- Może zadziałać. Miłość to przeżycie mogące zresetować wszystko. Ale trzeba mieć odwagę z tej atomowej opcji skorzystać. Inną sprawą jest, że uzależnienia biochemiczne czy behawioralne powracają w stanach kryzysów par – mówi profesor.</p>
<p>Jego zdaniem z pewnością partnerzy nie tylko mogą, ale i powinni żądać od siebie rezygnacji z takich ryzykownych zachowań, które prowadzą do uzależnień.</p>
<blockquote><p>- To kwestia odpowiedzialności. Na pewno powinni to ułatwiać i wspierać. Szereg uzależnień rozwija się w wyniku kultywowania codziennych nawyków. Jeśli nie można sobie wyobrazić spotkania towarzyskiego bez „drinka” lub „dymka”, a często odbywa się to w formie całej rozbudowanej ceremonii, to powstają warunki do rozwoju uzależnienia. Trzeba mieć odwagę zmieniać nawyki – podkreśla Bartosz Łoza.</p>
</blockquote>
<p>Bo każde uzależnienie ma wpływ na jakość i trwałość związku. Niezależnie od tego, czy mowa o pracoholizmie, alkoholizmie czy paleniu papierosów, uzależnieniu od słodyczy, sportu czy gier komputerowych.</p>
<p>Refleksja nad uzależnieniami w parach jest o tyle bardziej obecnie konieczna, że z badań wynika, iż pandemia wywarła niekorzystny wpływ na nasze nawyki i intymne zachowania.</p>
<blockquote><p>- Niestety, cały rok 2020 zakończył się mniejszą liczbą ślubów i spadkiem urodzeń dzieci. Z badania CBOS dla Biura ds. Substancji Chemicznych wynika, że w czasie lockdownu Polki i Polacy częściej palili papierosy lub wrócili do palenia po pewnym okresie abstynencji. Wstępne szacunki wskazują, że spożycie alkoholu w 2020 roku mogło wzrosnąć o jedną piątą – mówi prof. Łoza.</p>
</blockquote>
<p>Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jaki-wplyw-na-milosc-ma-uzlezenienie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przytulanie wzmacnia związek, nawet jeśli są deficyty z dzieciństwa</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/przytulanie-wzmacnia-zwiazek-nawet-jesli-sa-deficyty-z-dziecinstwa/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/przytulanie-wzmacnia-zwiazek-nawet-jesli-sa-deficyty-z-dziecinstwa/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Jul 2022 00:59:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalina Samek</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[w skrócie]]></category>
		<category><![CDATA[bliskość]]></category>
		<category><![CDATA[budowanie związku]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[przytulanie]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[związek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28984</guid>
		<description><![CDATA[Im więcej tym lepiej. Mowa o przytulaniu. Tą metodą można łagodzić lęk, także ten związany z pandemią. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>W związkach przytulanie jest na wagę złota – wzmacnia je. Co ciekawe, jeśli czułości w związku jest mało, przekłada się to na większe niezadowolenie z takiej relacji u kobiet niż u mężczyzn.</h3>
<p><strong>- Nie krępuj się poprzytulać trochę więcej na kanapie. Jest wiele dowodów na to, że dotyk łagodzi stres – mówi Samantha Wagner z amerykańskiego Binghampton University. „Journal of Social and Personal Relationships” publikował niedawno jej badania sugerujące, że im przytulania i dotyku partnera więcej, tym lepiej, szczególnie w przypadku kobiet, które wykazują lękowo-ambiwalentny styl przywiązania do partnera.</strong></p>
<blockquote><p>O co chodzi? Ludzie mają różny styl bliskości z partnerem, co wynoszą w dużej mierze z dzieciństwa. Teorię o stylu przywiązania stworzył brytyjski naukowiec John Bowlby. W dużym uproszczeniu dotyczy ona wpływu, jaki wywiera na rozwój małego dziecka zaniedbanie (opuszczenie) przez opiekuna, przy czym nie chodzi tylko o porzucenie fizyczne dziecka, ale o niepoświęcanie mu takiej uwagi, jakiej potrzebuje, by harmonijnie się rozwijać. Na skutek tego powstają dwa style przywiązania do potencjalnego partnera:</p>
</blockquote>
<h3>- Styl unikający (oddalający) – taka osoba może mieć problem z tworzeniem bliższych relacji. Jej niezależność jest dla niej ważniejsza niż związek, jest jej trudno dzielić się swoimi intymnymi przeżyciami z partnerem.</h3>
<h3>- Styl lękowo-ambiwalentny – taka osoba nadmiernie obawia się utraty bliskich. Stara się odnaleźć kogoś, z kim będzie mogła spędzić resztę życia i robi wszystko, by być cały czas w jej pobliżu.</h3>
<p>Dziecko, które miało wystarczająco dobrych rodziców, którzy zaspokajali jednocześnie jego potrzebę bliskości i autonomii, według Bowlby’ego wykształcają w dorosłym życiu styl oparty na poczuciu bezpieczeństwa – ufają partnerowi, nie obawiają się porzucenia, potrafią zaprosić go do swojego wewnętrznego świata i szanują świat partnera.</p>
<p><strong>Oczywiście, każdy ze stylów odnoszących do tworzenia więzi społecznych istnieje w całym spektrum nasilenia, co może się również zmieniać z czasem. Dla badań Wagner najważniejsze było, że ludzie reprezentujący styl unikający będą potrzebowali większego dystansu interpersonalnego, natomiast styl lękowo-ambiwalentny skutkuje szukaniem większej bliskości.</strong></p>
<p>W jej badaniach wzięły udział 184 heteroseksualne pary małżeńskie. Ponieważ procedury wymagały m.in. zmierzenia poziomu hormonów płciowych, z badań wykluczono osoby poddawane terapiom hormonalnym, kobiety zażywające pigułki antykoncepcyjne, karmiące piersią czy po menopauzie. Mężowie i żony osobno wypełniali testy psychologiczne pozwalające ustalić jaki reprezentują styl przywiązania, jak często są dotykani i przytulani przez swojego partnera (chodziło o czułość nieprowadzącą do zbliżenia) i czy są zadowoleni ze swojego małżeństwa.</p>
<blockquote><p>Nie dziwi, że generalnie, im więcej czułości deklarowali małżonkowie, tym czuli się bardziej usatysfakcjonowani z dotyku partnera, nawet jeśli reprezentowali unikający styl przywiązania. Jeśli fizycznej czułości było mało, mężowie reprezentujący styl lękowo-ambiwalentny byli mniej zadowoleni z przytulania na kanapie. Żony reprezentujące taki styl przywiązania nieustannie zabiegały o więcej czułości.</p>
</blockquote>
<p>Samanta Wagner interpretuje uzyskane wyniki w następujący sposób: dla badanych mężczyzn dużo czułości na co dzień wiąże się z większą satysfakcją płynącą z relacji. Innymi słowy: dotyk to pozytyw, lukier na małżeńskim cieście. Z kolei dla kobiet niski poziom czułości wiąże się z niezadowoleniem ze związku, co oznacza, że dotyk jest niezbędnym składnikiem relacji. A to subtelna różnica.</p>
<p><strong>Więcej oznacza więc lepiej, bo za każdym razem małżonek widzi, że jego partner stara się mocniej zaangażować w ich relację.</strong></p>
<blockquote><p>W dobie pandemii koronawirusa, dystansowanie społeczne sprawia, że wielu z nas odczuwa brak dotyku bliskich. Spotykamy się tylko w wąskim gronie. Stąd autorka opisywanych badań uważa, że powinniśmy jeszcze bardziej niż zwykle okazywać sobie fizyczną czułość.</p>
</blockquote>
<p>– Uścisk stał się jeszcze cenniejszy niż był do tej pory – mówi Wagner.</p>
<p><em>Anna Piotrowska dla zdrowie.pap.pl, PAP Zdrowie</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/przytulanie-wzmacnia-zwiazek-nawet-jesli-sa-deficyty-z-dziecinstwa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miłość, epigenetyka, rodzinny dom. Co wpływa na to, jak kochamy</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/milosc-epigenetyka-rodzinny-dom-co-wplywa-na-to-jak-kochamy/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/milosc-epigenetyka-rodzinny-dom-co-wplywa-na-to-jak-kochamy/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Jul 2022 00:54:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dagna Starowieyska</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[epigenetyka]]></category>
		<category><![CDATA[genetyka]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29149</guid>
		<description><![CDATA[Pragnienie miłości jest naturalne i powszechne. Źle znosimy samotność, a co więcej - jest ona groźna dla zdrowia. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Wiążemy się w pary, ale wiele związków się rozpada, czasami dlatego, że jednej lub obu stronom brakuje umiejętności tworzenia relacji. Dlaczego? Czy można zdolność do miłości zaprogramować? Czy miłość mieści się mózgu? Co wpływa na to, że niektórzy potrafią kochać, a o innych mówimy, że są niezdolni do tego uczucia?</h3>
<p>W Indiach, w których małżeństwa są zwykle aranżowane, rodziny dziećmi na wydaniu udają się do świątyni w poszukiwaniu najlepszego kandydata/kandydatki na męża/żonę dla swojej pociechy. Kapłani przygotowują horoskop przyszłych panien i panów młodych, a następnie wskazują najlepsze połączenia. Jeśli rodziny potencjalnych przyszłych małżonków (którzy na tym etapie najczęściej nie mają nic do gadania) wyrażają wzajemne zainteresowanie, dochodzi do pierwszego z kilku spotkań. Rodzin, bo młodzi poznają się tuż przed zaręczynami. Tak w uproszczeniu odbywa się pierwszy etap tradycyjnego doboru przyszłych małżonków. Postawione horoskopy mają zapewnić, że między młodymi dojdzie do rozwoju miłości i stworzą udaną rodzinę.</p>
<blockquote><p>W naszym kręgu kulturowym dobieranie się w pary przebiega inaczej, a ludowa mądrość głosi, że warto przyjrzeć się rodzinie przyszłego wybranka/wybranki. Nauka zaś wskazuje, że to, jak będziemy podchodzić do relacji, nasza otwartość na drugiego człowieka, umiejętność radzenia sobie ze stresującymi sytuacjami (a tych w bliskiej intymnej relacji przecież nie brakuje), w dużej mierze, choć na szczęście nie w całości, zależy od tego, jakie mieliśmy dzieciństwo, przede wszystkim na tym najwcześniejszym etapie.</p>
</blockquote>
<p>I nie chodzi tylko o pewne wzorce zachowania w określonych sytuacjach, jakie nabywamy w toku socjalizacji – wiele może zależeć także od zmian epigenetycznych, które prawdopodobnie powstają u naszych rodziców jeszcze przed naszym narodzeniem, a także szeregu reakcji chemicznych do których dochodzi pod wpływem środowiska jeszcze w życiu płodowym oraz pierwszych trzech latach naszego dzieciństwa. Istotna uwaga: badania nad epigenetyką są w początkowej fazie, a sama ich pionierka, prof. Rachel Yehuda z the Icahn School of Medicine at Mount Sinai ostrzega, że odkryte w ostatnich latach zjawiska wymagają dalszych pogłębionych badań.</p>
<h3>Romantyczny versus wyrachowany</h3>
<p>W Gdyni od kilku lat odbywa się ciekawa konferencja psychiatryczna, podczas której na kanwie filmów omawiane są zagadnienia z dziedziny psychiatrii i psychologii. W ubiegłorocznej edycji jeden z wykładów dotyczył genetyki i epigenetyki miłości, a jako ilustrację do tego problemu służył film „Ex machine” w reżyserii Alexa Garlanda z 2015 roku. To ten film wybrał profesor Piotr Gałecki z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, by w wykładzie wygłoszonym podczas kongresu III Filmowe Postępy w Psychiatrii zilustrować problematykę genetyki i epigentyki naszej psychiki. Warto przy tym wspomnieć, że rozprawa habilitacyjna tego prelegenta dotyczyła genetyki – a konkretnie genetycznych uwarunkowań depresji. Być może genetyka, a także epigenetyka także mają niebagatelny wpływ na to, jak kochamy.</p>
<blockquote><p>W Ex machine” mamy dwóch głównych bohaterów ludzkich, wybitnych informatyków: Caleba i Nathana. Oprócz nich bohaterką jest android Ava – czyli maszyna skonstruowana przez Nathana, do złudzenia przypominająca żywą i wrażliwą kobietę.<br />
W filmie zwraca uwagę odmienność dwóch mężczyzn. Dla Caleba ważne są pytania, także te egzystencjalne, emocje, to, jak są przeżywane. Dla Nathana – istotne jest osiąganie ściśle wytyczonych celów. Cieszy go na przykład fakt stworzenia „osoby”, która ma być inteligentna. Jest jednak utylitarny: ta „osoba” ma spełniać jego określone wymagania. Generalnie ludzi traktuje jak narzędzia do spełniania swoich potrzeb, bez oglądania się na ich uwarunkowania i potrzeby. Jak się okazuje, Caleb też ma być takim narzędziem.</p>
</blockquote>
<p>Caleb pyta Nathana: „Dlaczego robotowi dałeś płeć?”. Nathan odpowiada, że po prostu chciał mieć z nim seks i stąd wyposażył go w odpowiednie czujniki.</p>
<p>- Nie można powiedzieć, że Nathan nie jest inteligentny, ale w zupełnie inny sposób niż Caleb podchodzi do relacji z ludźmi. Traktuje ich instrumentalnie, jest w tym narcystyczny i egoistyczny. Stworzył sobie doskonałego robota, który będzie robił to, czego od niego oczekuje i którego będzie mógł wyłączyć, kiedy tego zechce. To jednostronna relacja. Caleb zupełnie inaczej podchodzi do relacji, przy czym w pewien sposób jest „nadmiarowy” – w końcu to dziwne, żeby zakochać się w robocie – wskazuje prof. Gałecki.</p>
<p>Powracając do początkowego pytania: czy, a jeśli tak, to który z tych bohaterów jest zaprogramowany na miłość? I co ten program ułożyło?</p>
<h3>Epigenetyka: co to jest?</h3>
<p>W ostatnich dwóch dekadach przyzwyczailiśmy się do pojęcia: genetyka. W olbrzymim uproszczeniu  sprowadza się ono do tego, że rodzimy się z garniturem genów, które dziedziczymy po naszych przodkach. To ta spuścizna decyduje, czy mamy proste, czy kręcone włosy, jaki jest nasz kolor oczu, jaką mamy szczytową gęstość kości itd. Jeśli odziedziczyliśmy określoną mutację, dochodzi do rozwoju choroby. Na przykład jeśli po obojgu rodziców dziecko otrzyma mutację pewnych genów, rozwinie się u niego mukowiscydoza, a jeśli córka odziedziczy mutację określaną skrótowcem BRCA, jest narażona na rozwój raka piersi. Tu chodzi o konkretne geny i ewentualne uszkodzenia konkretnych genów. Epigenetyka dotyczy innych rodzajów dziedziczenia: związana jest z ekspresją genów.</p>
<blockquote><p>- Żeby to wyjaśnić, możemy posłużyć się porównaniem do komputera, w którym, jak wiadomo, mamy twarde oprogramowanie – hardware. To niejako niezmienna część oprogramowania. Tak właśnie jak hardware, niezmienny jest nasz kod DNA. Każdy z nas ma właściwie identyczny kod. Ale to, czy pojawi się ekspresja tych, czy innych genów, czy będzie większa, czy mniejsza, zależy od epigenetyki, która jest naszym software. Ten software decyduje, jak myślimy, trawimy, jaką mamy odporność, w jaki sposób wydzielamy hormony. Decyduje też o naszej zdolności do miłości – wyjaśniał prof. Gałecki.</p>
</blockquote>
<p>I dodał, że każdy z nas ma w zasadzie to samo DNA, ale każdy z nas jest inny, między innymi dlatego, że na różnym etapie następuje różna ekspresja tych genów w naszych komórkach. Mało tego – obecnie zwycięża koncepcja, że organizmy powiększają swoją złożoność nie tylko przez modyfikację genów, ale też przez różne przemiany regulacji, które nie naruszają struktury samych genów.</p>
<h3>Inne porównanie?</h3>
<p>- Wyobraźmy sobie górzysty teren z górami i pagórkami – te góry i pagórki to nasz kod DNA, a epigenetyka decyduje o tym, którędy pomiędzy nimi, a może przez nie – pójdziemy. (…) Wpływają na to elementy zewnętrznego środowiska. Epigenetyka decyduje tak naprawdę o przeznaczeniu komórki. Określa genomowi, co ma zrobić ze swoim potencjałem. Decyduje też, który gen będzie aktywny w określonym czasie – a zatem o procesach starzenia się, odporności i wrażliwości. Pamięć epigenetyczna bywa nazywana pamięcią komórkową czy metaboliczną – tłumaczył psychiatra.</p>
<blockquote><p>Co z tego wynika? To, że nasze komórki „zapamiętują” różne zmienne w naszym środowisku, takie jak temperatura, ciśnienie, dostępność do pożywienia, <a href="https://zdrowie.pap.pl/slownik/l#647">lęk</a> czy agresja. I najważniejsze: w związku z tym środowisko, w jakim wzrasta mały człowiek – to, czy jest przytulany, czy bity, czy dba się o jego potrzeby fizyczne i psychiczne, czy wzrasta w atmosferze lęku, czy nie &#8211; może wpłynąć na jego fizjologię, i to bez zmiany sekwencji genomu. Te środowiskowe bodźce wywierają wpływ już na etapie embrionalnym i są trwałe. Epigenetyka zaś wskazuje, że pewne cechy można dziedziczyć od rodziców, a cechy te powstały wskutek określonych bodźców środowiskowych. Te cechy też prawdopodobnie są trwałe.</p>
</blockquote>
<h3>Lęk można odziedziczyć?</h3>
<p>- Zaczynamy właśnie rozumieć, że choć rodzimy się z określonym zestawem genów, nie znajdujemy się w biologicznym więzieniu z powodu tego dziedzictwa – że mogą dokonywać się zmiany dotyczące tego, jak owe geny działają. I być może niektóre zmiany są bardziej prawdopodobne, bo niektóre geny są bardziej elastyczne niż inne – mówi pionierka badań dotyczących epigenetyki prof. Rachel Jehuda.</p>
<blockquote><p>W ostatniej dekadzie kilka eksperymentów na zwierzętach wykazało, że mogą one odziedziczyć na przykład lęk przed konkretnym stresorem. Naukowcy z Uniwersytetu Emory w Atlancie wywołali u samców myszy lęk przed zapachem kwiatu wiśni poprzez połączenie go z impulsem elektrycznym. Gryzonie reagowały lękiem na zapach także wtedy, gdy nie towarzyszyło mu rażenie ich prądem. To nie było niczym zaskakującym – tego rodzaju reakcję zaobserwował już Pawłow dekady temu. Niespodzianką było to, że ich potomstwo, które z zapachem kwiatu wiśni nie miało żadnych, czyli ani przykrych, ani dobrych doświadczeń, także reagowało lękiem na woń zapachu wiśni. W ich mózgach pojawiła się też większa liczba receptorów tego zapachu.</p>
</blockquote>
<p>Rachel Jehuda, badając ocaleńców z Holocaustu i ich dzieci, które urodziły się lata po wojnie, a także kobiety, które były w ciąży w czasie zamachu na World Trade Centre wykazała, że i ludzie mogą dziedziczyć traumę. Jej zdaniem nie dzieje się to poprzez mutacje genetyczne, czyli zmianę w konkretnych genach, ale poprzez zmianę ich ekspresji.</p>
<blockquote><p>- Są przynajmniej dwa rodzaje działań, które wpływają na potomstwo. Jeden to przekazanie bezpośrednie czegoś, co masz, i przekazujesz to następnemu pokoleniu w tej samej formie. Tak więc powiedzmy, że doszło do zmiany na twoim DNA – i teraz na przykład masz epigenetyczną „pieczątkę” w określonym regionie jakiegoś genu. I poprzez cud mejozy ta „pieczątka” powiela się w procesie reprodukcji. Jest też inny rodzaj zmiany, która obejmuje przekazanie dziecku – albo na etapie zapłodnienia, albo w czasie rozwoju embrionalnego – zestawu okoliczności, do których to dziecko musi się zaadaptować – tłumaczyła naukowczyni z Nowego Jorku w jednym z wywiadów.</p>
</blockquote>
<h3>Czy zdolność do miłości można odziedziczyć?</h3>
<p>Wracając do miłości. Prof. Gałecki wspominał w wykładzie badania na szczurach, które przeprowadzono w Kanadzie, a dotyczyły tzw. zjawiska licking and grooming (czyli tego, co małe szczurki bardzo lubią – drapania i lizania). W badaniu tym szczurze niemowlęta podzielono na dwie grupy: drapane i lizane przez matki lub inne szczurzyce i te, które były pozbawione tych pieszczot. <br />
Pieszczoty stwarzały u młodych szczurków poczucie bezpieczeństwa. Naukowcy śledzili, jak się rozwijały potem i okazało się, że im bardziej młode szczury czuły się bezpieczne, tym bardziej w stabilny sposób mogły odbierać przyszłe zdarzenia i relacje. Co najciekawsze, więzy pokrewieństwa nie miały znaczenia – innymi słowy nieważne było, czy ten szczurek był pieszczony przez matkę czy przez inną szczurzycę. Szczurki, które były pozbawione takiej relacji, rozwijały się inaczej, były bardziej nerwowe i niestabilne.</p>
<blockquote><p>- Doświadczenia z wczesnego dzieciństwa wpływają na nasz charakter przez całe życie, a epigenetyka dba o nasze dostosowanie się do warunków. Przy tym trzeba pamiętać, że te zmiany i wzorce reakcji nabyte w życiu płodowym i wczesnym dzieciństwie są trwałe. Stylem życia, który prowadzimy, emocjami, jakie przeżywamy, możemy spowodować korzystne lub niekorzystne zmiany w ekspresji genów – podkreśla prof. Gałecki.</p>
</blockquote>
<p>Jeśli wyobrazimy sobie matkę, która będąc w ciąży lub na wczesnym etapie dzieciństwa jej dziecka przeżywa silny stres, to oczywiste jest, że wydziela dużo hormonu stresu – kortyzolu.</p>
<p>- To powoduje taką ekspresję pewnych grup genów u dziecka, że staje się ono mniej socjalne i bardziej agresywne. Z ewolucyjnego punktu widzenia jest to pożądane, bo natura zakłada, że skoro matka przeżywa stres, to są jakieś niedogodności w funkcjonowaniu danej społeczności i dziecko musi być wyposażone w narzędzia, które je ochronią – tłumaczył lekarz.<br />
Skoro wydzielanie kortyzolu przez matkę w ciąży i we wczesnym dzieciństwie jej syna czy córki ma siłę zmian epigenetycznych u jej dzieci, to czy dzieje się tak w przypadku wazopresyny i oksytocyny, które odpowiadają za więzi społeczne i związki emocjonalne? Odpowiedź jest twierdząca.</p>
<p>- Te hormony trwale zmieniają komórki i podlegają ekspresji genetycznej. Wazopresyna reguluje intensywność, z jaką matka troszczy się o dziecko. Obniżone wartości skutkują obniżeniem tych hormonów u dzieci. Można powiedzieć, że ta trauma namnaża się – dziedziczy się. Jeśli matka zaniedbuje dziecko, to ono też prawdopodobnie będzie w swojej relacji zaniedbywać bliską osobę albo nie będzie potrafiło relacji nawiązać – mówi prof. Gałecki.</p>
<blockquote><p>Przytacza rezultaty eksperymentu przeprowadzonego na dzieciach w wieku 1-2 lata, które po przejściach znalazły troskliwe domy u adoptowanych rodziców. Okazało się, że po trzech latach u większości z tych dzieci oksytocyna i wazopresyna nie działały tak, jak u dzieci, które od samego początku swojego życia były otoczone troskliwą opieką. Może to oznaczać, że zmiany epigenetyczne z wczesnego dzieciństwa były dość trwałe pomimo tego, że potem dzieci wychowywały się w odpowiednich warunkach. Na szczęście mogą się one w przyszłości zmienić, ale wymagać to będzie dużej pracy.</p>
</blockquote>
<p>- Życie płodowe oraz pierwsze trzy lata są kluczowe dla rozwoju człowieka – podkreśla psychiatra.</p>
<p>Także dla tego, czy będzie zdolny do miłości. I oczywiście nie chodzi wyłącznie o genetykę czy epigenetykę. Zgodnie z koncepcją behawioralno-poznawczą Becka uważa się, że na małe dziecko bardzo silnie oddziałują tzw. osoby znaczące – czyli opiekunowie. To, w jaki sposób – najczęściej nieświadomy &#8211; uczą dziecko reagowania na różne rzeczy, stanie się jedną z podwalin osobowości dziecka, a potem dorosłego. Warto pamiętać, że nasza osobowość kształtuje się tak długo, jak długo rozwija się nasz mózg – a zatem do etapu późnej adolescencji.</p>
<blockquote><p>Wracając do filmu – odkrywamy w nim, że w przeciwieństwie do Nathana, Caleb miał szczęśliwe dzieciństwo. Dzieciństwo Caleba zostało przerwane traumą w postaci utraty rodziców, ale przed wypadkiem, w którym zginęli, zdążyli obdarzyć go mądrą miłością.</p>
</blockquote>
<p>– Można powiedzieć, że zmiany epigenetyczne, które u niego powstały dzięki rodzicom, były trwałe i na tyle skuteczne, że był w stanie z tą traumą sobie poradzić. Caleb jest w stanie rozmawiać o uczuciach, konfrontować się z nimi, o związkach, nawiązywać bliskość – wyjaśnia psychiatra.</p>
<p>Podkreśla, że wyspany i wypoczęty rodzic to nie egoizm, a działanie na rzecz dobrej przyszłości dziecka.</p>
<blockquote><p>- Epigenetyka uczy, że dla rozwoju pozytywnych uczuć u dzieci i później &#8211; osób dorosłych &#8211; ważne jest to, by rodzice odczuwali psychiczny i fizyczny dobrostan. Epigenomy dzieci „czują” wtedy, że świat rodziców jest przyjazny i bezpieczny i ewoluują w taki sposób, że rozwijają się osoby miłe i zdolne do bliskich relacji &#8211; mówi.</p>
</blockquote>
<h3>Czynniki środowiskowe, genetyczne i epigenetyczne: rola nauki</h3>
<p>W kształtowaniu się pewnych szlaków metabolicznych w mózgu rolę odgrywa także środowisko. W dzieciństwie i wczesnej młodości buduje się spora część naszej osobowości. Wciąż jednak jest to olbrzymi obszar badań naukowych i nie wszystko jest ustalone i udowodnione. Tymczasem żyjemy w świecie, w którym panuje imperatyw prostego przekazu. Dostrzegają ten problem naukowcy. Prof. Yehuda i jej współpracownicy są nie tylko autorami pionierskich badań nad możliwością dziedziczenia traumy, ale i artykułu na temat spłaszczania problematyki i sensacyjności przekazów medialnych na temat rezultatów jej pracy.</p>
<blockquote><p>Dostrzegają też istotne ryzyko topornych medialnych doniesień na ten temat: „Z pewnością możliwość tego, że skutki traumy u rodziców mogłyby pokutować w ich dzieciach, ma potencjał stygmatyzacji i wiktymizacji poprzez sugestię, że dzieci te są w jakiś sposób uszkodzone lub predysponowane w rezultacie traumy doświadczonej przez ich rodziców jeszcze przed zapłodnieniem” – czytamy w artykule zatytułowanym „The public reception of putative epigenetic mechanisms in the transgenerational effects of trauma”.</p>
</blockquote>
<p>Niezależnie od tego, jakie będą jeszcze ustalenia naukowców co do zmian epigenetycznych, nie ma żadnych dowodów na to, że szeroko pojęty dobrostan rodziców, dobra jakość ich relacji, ich dojrzałość, mądre zaspokajanie potrzeb dziecka i traktowanie go z szacunkiem, wpływa negatywnie na jego zdolność do tworzenia bliskich relacji w dorosłości. Jest wprost przeciwnie. Jednocześnie rzesze ludzi mierzą się z rozmaitymi problemami zdrowia psychicznego czy też funkcjonowania w społeczeństwie, ale medycyna i psychologia nie są bezradne, nawet wtedy, gdy od momentu zapłodnienia dorastały w patologicznych warunkach. Nawet jeśli nasze osobowościowe cechy są trwałe, nie oznacza to, że nie potrafimy nauczyć się z nimi żyć tak, by unikać niebezpieczeństw z nimi związanych.</p>
<p>Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl, PAP Zdrowie</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/milosc-epigenetyka-rodzinny-dom-co-wplywa-na-to-jak-kochamy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy uczucia do robotów to nasza przyszłość?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/czy-uczucia-do-robotow-to-nasza-przyszlosc/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/czy-uczucia-do-robotow-to-nasza-przyszlosc/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Aug 2020 01:25:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karol Pisarski</dc:creator>
				<category><![CDATA[seksowne ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[w skrócie]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[nowe technologie]]></category>
		<category><![CDATA[przyszłość]]></category>
		<category><![CDATA[roboty]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój technologii]]></category>
		<category><![CDATA[technologie]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28775</guid>
		<description><![CDATA[Rozwój prac nad sztuczną inteligencją w ostatnich latach znacząco przyspieszył. Na przykład aplikacje na telefony komórkowe są w stanie wspomóc nas w niemal każdej dziedzinie życia.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Sztuczna inteligencja &#8211; zarówno roboty humanoidalne, jak i aplikacje na telefony, w najbliższych latach będą coraz częściej przedmiotem westchnień ze strony ludzi &#8211; uważa filozof dr Maciej Musiał z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.</h2>
<p>Rozwój prac nad sztuczną inteligencją w ostatnich latach znacząco przyspieszył. Na przykład aplikacje na telefony komórkowe są w stanie wspomóc nas w niemal każdej dziedzinie życia.</p>
<blockquote><p>&#8222;Nowym zjawiskiem, które staje się coraz częstsze, jest nawiązywanie relacji emocjonalnej ze sztuczną inteligencją pod różną postacią&#8221; &#8211; uważa filozof dr Maciej Musiał z UAM w Poznaniu, który opublikował w tym roku książkę &#8222;Enchanting Robots: Intimacy, Magic and Technology&#8221; (&#8222;Czarujące roboty i zaczarowywanie robotów: intymność, magia i technologia&#8221;).</p>
</blockquote>
<p>Uczucie przywiązania do przedmiotów nieożywionych, do jakich zaliczają się roboty &#8211; zdaniem naukowca &#8211; nie jest zjawiskiem całkowicie nowym. Jednak w przypadku robotów mamy do czynienia z sytuacją pod pewnymi względami szczególną.</p>
<blockquote><p>&#8222;Warto zauważyć, że stosunek ludzi do robotów zwykle łączy ze sobą dwa mechanizmy, które co prawda często odnoszą się do stosunku ludzi wobec innych przedmiotów, ale rzadko występują razem: przywiązanie emocjonalne oraz animizację, czyli nadawanie im cech istot żywych” &#8211; wskazuje.</p>
</blockquote>
<p>Zastrzega również, że gdy animizujemy jakieś przedmioty, np. mówiąc do samochodu, zwykle robimy to z dużym przymrużeniem oka. W przypadku robotów odbywa się to w znacznej mierze na serio, o czym zaświadczają m.in. badania wskazujące, że niektórzy użytkownicy automatycznych odkurzaczy sprzątają swoje domy samodzielnie lub pozostawiają je w nieładzie, ponieważ uważają, że odkurzacz automatyczny jest zmęczony albo ma zły nastrój.</p>
<p><strong>Dr Musiał zauważa, że animizowanie robotów nie następuje tylko w czasie prywatnych interakcji z nimi, ale również w sferze publicznej, np. robot Sophia otrzymał obywatelstwo Arabii Saudyjskiej, a w centrum Wiednia można znaleźć monument na cześć algorytmu AlphaGo. &#8222;Co ciekawe opis monumentu nie mówi nic o twórcach tego algorytmu i wyraża hołd wobec samego algorytmu&#8221; &#8211; dodaje.</strong></p>
<p>Dr Musiał powiedział, że postępy zarówno w robotyce, jak i w pracach nad rozwojem sztucznej inteligencji powodują, że zakochiwanie się w robocie może być w niedalekiej przyszłości zjawiskiem dość powszechnym.</p>
<p><strong>Filozof uważa, że tendencja do związywania się z robotami, albo nawet zakochiwania się w nich lub zawierania z nimi małżeństw może ulec wzmocnieniu wraz z wejściem na rynek robotów seksualnych. Przypomina, że już dziś w USA czy w Japonii produkowane są lalki, które mają wbudowane ograniczone funkcje sztucznej inteligencji. Ich mimika i faktura skóry są coraz bardziej zbliżone do naturalnych. Są jednak mało interaktywne.</strong></p>
<p>Wedle licznych ankiet znaczny odsetek respondentów odnosi się entuzjastycznie do możliwości posiadania takiego seks-robota. Tego typu roboty obecnie budzą najwięcej entuzjazmu na Dalekim Wschodzie, m.in. w Japonii. Zdaniem dr. Musiała wynika to z różnic kulturowych, zarówno zakorzenionych od pokoleń, jak i relatywnie współczesnych.</p>
<blockquote><p>&#8222;W tradycyjnej religii Japonii &#8211; szintoizmie, właściwie wszystko jest w pewnym sensie ożywione. Łatwiej zatem przyznać taki status również robotom. Na Zachodzie tego typu animistyczne podejście bardzo dawno temu zostało w znacznej mierze wyparte m.in. przez chrześcijaństwo&#8221; &#8211; wskazuje filozof.</p>
</blockquote>
<p>Z obserwacji naukowca wynika również, że maszyny i roboty zupełnie inaczej przedstawiane są w popkulturze: na Zachodzie w postaci wrogów czy zagrożeń (co widoczne jest np. w filmach „Terminator” czy „Matrix”), podczas gdy w Japonii popkultura obfituje w narracje, w których maszyny występują jako współpracownicy czy wręcz przyjaciele.</p>
<p><strong>Kolejny sygnalizowany przez filozofa problem dotyczy poczucia realności. &#8222;Granica między wirtualnym a realnym, między symulacją a tym, co symulowane ulega zatarciu. W ten sposób związki w rzeczywistościach wirtualnych są nierzadko postrzegane jako równie realne i bardziej satysfakcjonujące niż tradycyjne relacje. Natomiast stosunki z robotami, które nie posiadają uczuć ani świadomości, ale wiarygodnie je symulują, postrzega się jako nieróżniące się w znaczący sposób od relacji z ludźmi&#8221; &#8211; dodaje.</strong></p>
<blockquote><p>Poznański filozof informuje, że jednym z najnowszych przejawów tendencji do „uczłowieczania” robotów są coraz bardziej wpływowe stanowiska głoszące potrzebę przyznania robotom praw. Zwolennicy tych stanowisk przypominają, że w starożytności absurdem wydawało się nadanie praw niewolnikom, później kobietom, a jeszcze niedawno czymś niepojętym była idea praw zwierząt – podobnie myślimy dziś o prawach robotów. Niemniej jednak – twierdzą entuzjaści praw robotów – w ostatecznym rozrachunku ich wprowadzenie będzie świadectwem rosnącej wrażliwości człowieka na otaczający go świat.</p>
</blockquote>
<p>Dr Musiał przekonuje, że skoro już dziś ludzie nierzadko odczuwają emocje wobec autonomicznych odkurzaczy lub elektronicznych piesków to być może świat, w którym roboty będą miały prawa, a ludzie będą brać z nimi śluby nie jest wcale tak odległy, jak mogłoby się wydawać. „Warto zatem zastanowić się, czy jest to świat, którego chcemy” – uważa dr Musiał.</p>
<p><em>PAP &#8211; Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski, szz/ ekr/</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/czy-uczucia-do-robotow-to-nasza-przyszlosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Aktywność fizyczna sprzyja związkom</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/zdrowie-i-uroda/zdrowy-styl-zycia/aktywnosc-fizyczna-sprzyja-zwiazkom/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/zdrowie-i-uroda/zdrowy-styl-zycia/aktywnosc-fizyczna-sprzyja-zwiazkom/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Jun 2020 03:55:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karol Pisarski</dc:creator>
				<category><![CDATA[zdrowy styl życia]]></category>
		<category><![CDATA[aktywność]]></category>
		<category><![CDATA[aktywność fizyczna]]></category>
		<category><![CDATA[aktywność i związki]]></category>
		<category><![CDATA[endorfiny]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28709</guid>
		<description><![CDATA[Aż 75 proc. Polaków uważa, że aktywność fizyczna pozytywnie wpływa na relacje z partnerem.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Blisko połowa, że uprawianie sportu zwiększa szanse na poznanie partnera – wynika z nowego sondażu przeprowadzonego przez Kantar.</h3>
<p>„Na budowanie trwałych i pozytywnych relacji z partnerem wpływają nie tylko wyrażane uczucia w stosunku do partnera, generalne poczucie szczęścia w relacji czy seks, ale także, spędzanie czasu razem i wspólne podejmowanie nowych wyzwań. Aktywność fizyczna z pewnością może połączyć w sobie te dwa ostatnie elementy” – komentuje seksuolog dr Robert Kowalczyk, cytowany w przesłanej PAP informacji prasowej nt. wyników badania.</p>
<p>Zdaniem neurobiologa dr. Pawła Boguszewskiego wspólne treningi z osobą, którą darzymy uczuciem mogą potęgować stan euforii i sprawiać, że będziemy czuć się lepiej niż uprawiając sport w pojedynkę.</p>
<blockquote><p>„Gdy podejmujemy wspólną aktywność fizyczną, a zwłaszcza, gdy wykonujemy ćwiczenia synchronicznie, w naszym mózgu uruchamiają się systemy neuronów lustrzanych – grupy komórek nerwowych pozwalających nam rozumieć ruch, emocje i uczucia drugiej osoby. Ta synchronizacja może potęgować przyjemność, która rekompensuje spory wysiłek dla naszego mózgu związany z kontaktami międzyludzkimi” – tłumaczy specjalista cytowany w informacji prasowej.</p>
</blockquote>
<p>Za sporty sprzyjające budowaniu relacji Polacy uważają treningi na siłowni, bieganie, spacery, pływanie, jazdę na rowerze oraz taniec.</p>
<p>Jak wynika z najnowszego sondażu, aż 91 proc. z nas uznaje, że aktywność fizyczna poprawia nie tylko nastrój, ale wpływa też pozytywnie na poczucie atrakcyjności. Kojarzy nam się bowiem intuicyjnie z tak pożądanymi cechami fizycznymi, jak zgrabna i wysportowana sylwetka, ale też z pozytywnymi cechami charakteru.</p>
<p>„Gdy widzimy osobę uprawiającą sport z góry zakładamy, że jest ona pewna siebie, systematyczna, towarzyska, otwarta na wyzwania, czy też bardziej sprawna seksualnie – to tak zwany efekt halo. Te wszystkie cechy są utożsamiane z atrakcyjnością i naturalnie wzbudzają nasze zainteresowanie” – wyjaśnia dr Kowalczyk.</p>
<blockquote><p>Blisko połowa uczestników badania (47 proc.) ocenia, że uprawianie sportu zwiększa szanse na poznanie partnera. Zdecydowanie częściej z tym stwierdzeniem zgadzają się panowie (57 proc.), zwłaszcza w wieku 25-29 lat (54 proc.) oraz 50-59 lat (51 proc.). Podobny odsetek badanych (47 proc.) uważa, że klub fitness jest dobrym miejscem na „miłość od pierwszego wejrzenia”.</p>
</blockquote>
<p>Zgodnie z teorią psychologii społecznej można to tłumaczyć m.in. tym, że naszą uwagę i sympatię zyskują osoby podobne do nas samych, kierujące się tymi samymi, pozytywnymi wartościami. Jeśli dbamy o zdrowie i jesteśmy aktywni fizycznie, to na siłowni mamy większą szansę poznania kogoś, kto ma podobne nawyki i dążenia.</p>
<p><strong>Dr Kowalczyk przestrzega jednak, że warto uważać, by sportowej euforii nie pomylić z zakochaniem. „Gdy jesteśmy po treningu sportowym, znajdujemy się w stanie fizycznego pobudzenia – nasze serce bije szybciej, poprawia się krążenie i wydzielają się te same hormony, które pojawiają się w stanie zakochania. Jeśli w takiej sytuacji naszą uwagę zwróci przystojny mężczyzna czy atrakcyjna kobieta, zgodnie z teorią Schachtera, możemy podświadomie pomylić źródło naszego pobudzenia, przypisując je zamiast treningowi fizycznemu, napotkanej osobie” – wyjaśnia seksuolog.</strong></p>
<p>Z kolei dr Boguszewski przypomina, że podczas ruchu, który sprawia nam przyjemność, aktywizują się te same obwody mózgu, co w stanie zakochania. „Możemy zaobserwować podniesioną aktywność jądra półleżącego – struktury mózgowej, która powoduje, że jest nam dobrze” – mówi neurobiolog.</p>
<blockquote><p>Jednocześnie, zarówno w stanie zakochania, jak i podczas aktywności fizycznej wykonywanej dla relaksu, spada aktywność ciała migdałowatego – struktury odpowiedzialnej za wykrywanie zagrożenia i za odczuwanie lęku. Dlatego mniej się boimy. „W wyniku rytmicznego ruchu czy zauroczenia obniża się też aktywność kory przedczołowej – zmniejszają się nasze zdolności analitycznego myślenia i wykrywania potencjalnych zagrożeń” – przekonuje dr Boguszewski.</p>
</blockquote>
<p>Podobne zmiany zachodzą w mózgu również na poziomie chemicznym. „Zwiększa się stężenie neuroprzekaźników (związków odpowiedzialnych za komunikację między neuronami i poszczególnymi obszarami mózgu – PAP), takich jak: dopamina i endorfiny, które odpowiadają za uczucie szczęścia. Przy długotrwałych związkach miłosnych do pełnego obrazu dołączają takie neurohormony jak oksytocyna i wazopresyna, odpowiedzialne za tworzenie trwałych więzi. Niewykluczone, że to dzięki nim równie chętnie zakochujemy się w aktywności fizycznej” – dodaje ekspert.</p>
<p><em>PAP &#8211; Nauka w Polsce</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/zdrowie-i-uroda/zdrowy-styl-zycia/aktywnosc-fizyczna-sprzyja-zwiazkom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak mówimy o uczuciach?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/jak-mowimy-o-uczuciach/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/jak-mowimy-o-uczuciach/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Mar 2020 01:25:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalina Samek</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[emocje]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[rozmowa]]></category>
		<category><![CDATA[uczucia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28587</guid>
		<description><![CDATA[Wiosna to czas, kiedy słyszymy więcej o miłości, przyjaźni i sympatii, a wokół budowana jest atmosfera, która tylko nakłania, aby te uczucia okazywać. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Jednak, jak się okazuje, nie każdy potrafi to robić. Badanie  SW Research, przeprowadzone na zlecenie aplikacji mobilnej do nauki  języków obcych, pokazało, że prawie co trzeci Polak przyznaje, że trudno  mu wyrażać emocje, np. wobec partnera lub partnerki, rodziny czy  przyjaciół.</h2>
<p><strong>Czy to jest przyjaźń czy kochanie?</strong><br />
 Uczucia na pewno nie są nam obce. W raporcie powstałym na zlecenie  Sympatia.pl oraz ARC Rynek i Opinia, 80% Polaków przyznało, że miłość to  najważniejsze spoiwo związku. Oczywiście przyjaźń i miłość rodzinna są  równie istotne. Czasem jednak trudno jest rozmawiać o emocjach oraz  wyrazić wprost to, co się czuje. Badanie dla Babbel, przeprowadzone w  styczniu 2020 roku na reprezentatywnej grupie 1095 osób, dowiodło, że  duża część nas ma z tym pewne problemy. Co ciekawe, mimo niewielkiej  różnicy, częściej przyznawały to kobiety (31,4%) niż mężczyźni (25,1%). Z  kolei spora różnica była zauważalna wśród osób ze skrajnie różnym  wykształceniem. Tylko 16,5% Polaków po ukończonej szkole podstawowej lub  gimnazjum przyznało, że ma problemy z wyrażaniem uczuć. Tego samego  zdania jest 30% respondentów z wyższym wykształceniem.</p>
<blockquote><p>–  Nie potrafimy wyrażać uczuć, bo nas tego nie nauczono w domach, a  kultura masowa nie oferuje wielu wzorców poza komercją – bukietami  kwiatów i pierścionkiem z diamentem. Próbując wyrazić uczucia, wpływamy  więc na nieznane wody, często skrępowani ciasnym gorsetem wstydu.  Dotyczy to zarówno uczuć pozytywnych, jak i negatywnych – uprzejmość  każe nie odmawiać, a asertywność jest postrzegana negatywnie &#8211; wyjaśnia  dr Beata Rajba, psycholog. – Niewątpliwie płeć odgrywa dużą rolę, bo  chłopcy są inaczej wychowywani. Słyszą „nie płacz”, nie wypada im się  przytulić do przyjaciela, wystraszyć. Wykształcenie za to wiąże się  zwykle z większą samoświadomością, co pociąga większą potrzebę wyrażania  uczuć, i stąd większy procent wykształconych może deklarować, że nie  umie tego robić – dodaje dr Beata Rajba.</p>
</blockquote>
<p><strong>Język a nieporozumienia w uczuciach</strong><br />
 Jak już się odważymy porozmawiać o uczuciach i być bezpośredni w takich  konwersacjach przychodzi pora na kolejny etap. Mianowicie – druga osoba  musi odpowiednio zrozumieć nasz przekaz. Czasami trudno dobrać słowa,  aby idealnie określić to, co siedzi nam w środku i tak, by nie zranić  naszego rozmówcy. Zdarzają się sytuacje, że interpretujemy wyznanie  inaczej niż nasz partner lub partnerka, co staje się powodem sprzeczki, a  czasem poważnej kłótni.</p>
<blockquote><p>Dlatego też pozytywnym  zjawiskiem jest fakt, że ponad połowa badanych (58,2%) zgodziła się ze  stwierdzeniem, że język polski pozwala nam swobodnie wyrażać uczucia i  określać relacje np. kochać, uwielbiać, lubić, darzyć sympatią czy  przyjaciel, kolega, kumpel, znajomy lub spotykać się, randkować, chodzić  ze sobą. Mimo to zawahało się prawie 30% dodając, że czasem brakuje  słów pośrednich, które pozwoliłyby nam dokładniej określić emocje, które  nami rządzą.</p>
</blockquote>
<p><strong>Niedomówień ciąg dalszy</strong><br />
 Zasób słów w języku jest ograniczony i nie każdy jest specjalistą z  zakresu języka polskiego. Dlatego czasem z tych powodów jesteśmy  uczestnikami sytuacji, kiedy to nie do końca się rozumiemy. Prawie co  drugi ankietowany (44,4%) potwierdził, że proste błędy językowe, źle  dobrane słowa, niedomówienia, sprawiły kiedyś, że nie udało mu się z  kimś porozumieć w kwestii wyrażania emocji. Dzieje się tak, kiedy obie  strony rozmawiają w tym samym języku. Zdarza się też, że w pary łączą  się osoby o innej narodowości. Wtedy o swoich emocjach rozmawiają często  w języku obcym dla obojga.</p>
<blockquote><p>– W relacjach  międzynarodowych warto postawić na prosty komunikat w obcym języku i  starać wyrazić się to, co się czuje, tak jakbyśmy mówili do dziecka. To  pozwoli nam uniknąć sytuacji, gdy po prostu zabraknie nam słówka &#8211; mówi  Katarzyna Grabiec-Clark, ekspertka językowa z aplikacji mobilnej do  nauki języków obcych. – Innym zagrożeniem są też tak zwane false  friends, czyli wyrazy w języku angielskim, które mają podobny kształt i  brzmienie do polskich wyrazów, np. ordinary &#8211; zwykły i ordynarny &#8211; bad,  czy complement &#8211; uzupełnienie i compliment &#8211; komplement. Warto w tym  względzie zachować odpowiednią czujność – dodaje.</p>
</blockquote>
<p><strong>Uczucia  to sprawa delikatna, ale bardzo istotna. Dlatego tak ważne jest, aby  przezwyciężyć swoją nieśmiałość i robić małe kroki ku temu, by rozmawiać  o nich swobodniej. Co więcej &#8211; nie tylko w lutym, podczas komercyjnych  świąt miłości, ale przez cały rok.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/jak-mowimy-o-uczuciach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak okazujemy uczucia?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/seksowne-ciekawostki/jak-okazujemy-uczucia/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/seksowne-ciekawostki/jak-okazujemy-uczucia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Mar 2020 00:43:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Julia Nieznalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[seksowne ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[jak okazujemy uczucia]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[okazywanie uczuć]]></category>
		<category><![CDATA[otwartość]]></category>
		<category><![CDATA[uczucia]]></category>
		<category><![CDATA[wrażliwość Polaków]]></category>
		<category><![CDATA[wyrażanie uczuć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28573</guid>
		<description><![CDATA[Wiosna to czas, kiedy słyszymy więcej o miłości, przyjaźni i sympatii, a wokół budowana jest atmosfera, która tylko nakłania, aby te uczucia okazywać. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Jednak, jak się okazuje, nie każdy potrafi to robić. Badanie SW Research, przeprowadzone na zlecenie aplikacji mobilnej do nauki języków obcych, pokazało, że prawie co trzeci Polak przyznaje, że trudno mu wyrażać emocje, np. wobec partnera lub partnerki, rodziny czy przyjaciół.</h3>
<p><strong>Czy to jest przyjaźń czy kochanie?</strong><br />
 Uczucia na pewno nie są nam obce. W raporcie powstałym na zlecenie Sympatia.pl oraz ARC Rynek i Opinia, 80% Polaków przyznało, że miłość to najważniejsze spoiwo związku. Oczywiście przyjaźń i miłość rodzinna są równie istotne. Czasem jednak trudno jest rozmawiać o emocjach oraz wyrazić wprost to, co się czuje. Badanie dla aplikacji mobilnej do nauki języków obcych, przeprowadzone w styczniu 2020 roku na reprezentatywnej grupie 1095 osób, dowiodło, że duża część nas ma z tym pewne problemy. Co ciekawe, mimo niewielkiej różnicy, częściej przyznawały to kobiety (31,4%) niż mężczyźni (25,1%).</p>
<blockquote><p>Z kolei spora różnica była zauważalna wśród osób ze skrajnie różnym wykształceniem. Tylko 16,5% Polaków po ukończonej szkole podstawowej lub gimnazjum przyznało, że ma problemy z wyrażaniem uczuć. Tego samego zdania jest 30% respondentów z wyższym wykształceniem. – Nie potrafimy wyrażać uczuć, bo nas tego nie nauczono w domach, a kultura masowa nie oferuje wielu wzorców poza komercją – bukietami kwiatów i pierścionkiem z diamentem. Próbując wyrazić uczucia, wpływamy więc na nieznane wody, często skrępowani ciasnym gorsetem wstydu.</p>
</blockquote>
<p>Dotyczy to zarówno uczuć pozytywnych, jak i negatywnych – uprzejmość każe nie odmawiać, a asertywność jest postrzegana negatywnie &#8211; wyjaśnia dr Beata Rajba, psycholog. – Niewątpliwie płeć odgrywa dużą rolę, bo chłopcy są inaczej wychowywani. Słyszą „nie płacz”, nie wypada im się przytulić do przyjaciela, wystraszyć. Wykształcenie za to wiąże się zwykle z większą samoświadomością, co pociąga większą potrzebę wyrażania uczuć, i stąd większy procent wykształconych może deklarować, że nie umie tego robić – dodaje dr Beata Rajba.</p>
<p><strong>Język a nieporozumienia w uczuciach</strong><br />
 Jak już się odważymy porozmawiać o uczuciach i być bezpośredni w takich konwersacjach przychodzi pora na kolejny etap. Mianowicie – druga osoba musi odpowiednio zrozumieć nasz przekaz. Czasami trudno dobrać słowa, aby idealnie określić to, co siedzi nam w środku i tak, by nie zranić naszego rozmówcy. Zdarzają się sytuacje, że interpretujemy wyznanie inaczej niż nasz partner lub partnerka, co staje się powodem sprzeczki, a czasem poważnej kłótni.</p>
<blockquote><p>Dlatego też pozytywnym zjawiskiem jest fakt, że ponad połowa badanych (58,2%) zgodziła się ze stwierdzeniem, że język polski pozwala nam swobodnie wyrażać uczucia i określać relacje np. kochać, uwielbiać, lubić, darzyć sympatią czy przyjaciel, kolega, kumpel, znajomy lub spotykać się, randkować, chodzić ze sobą. Mimo to zawahało się prawie 30% dodając, że czasem brakuje słów pośrednich, które pozwoliłyby nam dokładniej określić emocje, które nami rządzą.</p>
</blockquote>
<p><strong>Niedomówień ciąg dalszy</strong><br />
 Zasób słów w języku jest ograniczony i nie każdy jest specjalistą z zakresu języka polskiego. Dlatego czasem z tych powodów jesteśmy uczestnikami sytuacji, kiedy to nie do końca się rozumiemy. Prawie co drugi ankietowany (44,4%) potwierdził, że proste błędy językowe, źle dobrane słowa, niedomówienia, sprawiły kiedyś, że nie udało mu się z kimś porozumieć w kwestii wyrażania emocji. Dzieje się tak, kiedy obie strony rozmawiają w tym samym języku. Zdarza się też, że w pary łączą się osoby o innej narodowości.</p>
<blockquote><p>Wtedy o swoich emocjach rozmawiają często w języku obcym dla obojga. – W relacjach międzynarodowych warto postawić na prosty komunikat w obcym języku i starać wyrazić się to, co się czuje, tak jakbyśmy mówili do dziecka. To pozwoli nam uniknąć sytuacji, gdy po prostu zabraknie nam słówka &#8211; mówi Katarzyna Grabiec-Clark, ekspertka językowa. – Innym zagrożeniem są też tak zwane false friends, czyli wyrazy w języku angielskim, które mają podobny kształt i brzmienie do polskich wyrazów, np. ordinary &#8211; zwykły i ordynarny &#8211; bad, czy complement &#8211; uzupełnienie i compliment &#8211; komplement. Warto w tym względzie zachować odpowiednią czujność – dodaje.</p>
</blockquote>
<p><strong>Uczucia to sprawa delikatna, ale bardzo istotna. Dlatego tak ważne jest, aby przezwyciężyć swoją nieśmiałość i robić małe kroki ku temu, by rozmawiać o nich swobodniej. <br />
</strong></p>
<p><em>źródło: materiały prasowe dotrelations</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/seksowne-ciekawostki/jak-okazujemy-uczucia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kiedy miłość staje się chorobą</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/kiedy-milosc-staje-sie-choroba/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/kiedy-milosc-staje-sie-choroba/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Mar 2019 02:01:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalina Samek</dc:creator>
				<category><![CDATA[strefa przyjemności]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[patologiczna miłość]]></category>
		<category><![CDATA[seks]]></category>
		<category><![CDATA[stalking]]></category>
		<category><![CDATA[uzależnienia od miłości]]></category>
		<category><![CDATA[uzależnienie od uczucia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=27269</guid>
		<description><![CDATA[Miłość wydaje się cudownym uczuciem: dodaje sił i sprawia, że całymi dniami bujamy w obłokach. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Czasami jednak można kochać za bardzo, co prowadzi do zaniedbywania siebie, swoich spraw, bliskich. Niektórzy odrzuceni mogą być nawet agresywni. Można uzależnić się od miłości?</strong></p>
<p>Starożytni Grecy nazywali miłość „szaleństwem zesłanym przez bogów”. Amerykańska antropolożka, specjalistka od relacji – dr Helen Fisher, twierdzi z kolei, że uczucie to, podobnie jak przywiązanie do partnera, to dwa potężne uzależnienia, które mają swoje ewolucyjne uzasadnienie. Wszystko: od romantycznych uniesień po rozpacz po odejściu ukochanej osoby i próby jej odzyskania zwiększa szanse na posiadanie potomstwa oraz przetrwanie człowieka jako gatunku. Według Fisher miłość romantyczna, kiedy jest odwzajemniona, to uzależnienie pozytywne. Natomiast gdy zostaje niewłaściwie ulokowana, nieodwzajemniona lub odrzucona staje się uzależnieniem negatywnym.</p>
<p>Uzależnienie, zarówno pozytywne, jak i negatywne, zaczyna ludziom, którzy „kochają za bardzo, uniemożliwiać normalne funkcjonowanie. Zapominają o swoich potrzebach lub dokonują wyborów, które im szkodzą. Dlatego uzależnienie od miłości należy do tej samej kategorii problemów, co hazard czy nadużywanie gier komputerowych: do uzależnień behawioralnych &#8211; przekonują na łamach „European Journal of Psychiatry” amerykańscy psychiatrzy dr M. Sanches z University of North Dakota School of Medicine i dr. V.P. John z University of Texas Health Science Center at Houston. I choć uzależnienie od miłości nie znalazło się jeszcze w oficjalnych wykazach zaburzeń psychicznych, są naukowcy, według których zgromadzone do tej pory dane sugerują, że powinno tam zostać umieszczone.</p>
<p>Patologiczna miłość: co to jest?</p>
<p>Badacze ci charakteryzują patologiczną miłość (bo tak też bywa nazywane uzależnienie od miłości) jako wszechogarniające, niekontrolowane uczucie, nie uwzględniające często woli lub zainteresowań potencjalnego partnera. W tym spektrum mieści się zarówno uzależnienie emocjonalne od drugiego człowieka, jak i niekontrolowana rozpacz i agresja związane z odrzuceniem (rysowanie samochodów byłych partnerów, bombardowanie wiadomościami, co może przekształcić się w niebezpieczny stalking – prześladowanie byłego partnera/partnerki lub osoby, na której punkcie stalker ma obsesję).</p>
<p>Jak odróżnić patologiczną miłość od „zwykłego” zakochania? Wydaje się, że jednym z kryteriów jest intensywność uczuć. Niektórzy badacze zwracają jednak uwagę, że psychiczne cierpienie oraz zaburzenia codziennego funkcjonowania, jakiego doświadczają osoby uzależnione od miłości, są inne od „normalnego” stanu zakochania. Chodzi tu przede wszystkim o brak kontroli nad swoimi zachowaniami, który prowadzi do porzucania pracy czy działań niezgodnych z prawem. Co więcej, wiele wskazuje, że patologicznej miłości towarzyszą często inne uzależnienia: od substancji psychoaktywnych, np. alkoholu seksu czy hazardu.</p>
<p>Według ustaleń Sanchesa i Johna, w Stanach Zjednoczonych zaburzenie to dotyka około 3 proc. osób, ale w niektórych grupach jest znacznie bardziej rozpowszechnione – np. wśród studentów może sięgać nawet 25 proc.! (Być może chodzi tu o młody wiek i kształtującą się wciąż osobowość. Nie chodzi zatem o to, że studenci są szczególną grupą, która ma predyspozycje do uzależnienia od miłości, a fakt, że najłatwiej jest wśród nich, a nie na przykład w grupie młodych robotników portowych, przeprowadzać badania).<br />
Choć patologiczna miłość spełnia kryteria uzależnienia behawioralnego (od określonych czynności), w świecie nauki trwa spór o to, do jakiej klasy zaburzeń można ją przypisać. W swojej pracy Sanches i John na podstawie przeglądu literatury przedstawili kilka koncepcji, czym może być uzależnienie od miłości:</p>
<p>Uzależnieniem behawioralnym. Patologiczna miłość ma wiele cech wspólnych z klasycznym uzależnieniem od substancji (np. kokainy) czy zachowań (seksu). Osoba zaburzona coraz więcej czasu poświęca na aktywności związane pośrednio lub bezpośrednio z ukochanym/ukochaną, bezskutecznie próbuje się zakończyć relację lub trzymać się z dala od obiektu uczuć. Identycznie jest z narkotykiem: na początku jest przyjemnie, z czasem jednak nie da się bez niego funkcjonować. Perspektywa utraty partnera (narkotyku) objawia się rozpaczą, lękiem, depresją, a nawet fizycznym bólem. Ci pacjenci często chcą „na siłę” wrócić do swojego partnera lub szybko znaleźć następnego odtwarzając dysfunkcyjną więź. Badania przy pomocy funkcjonalnego rezonansu magnetycznego dowodzą, że w mózgach osób odrzuconych przez ukochanych, szczególnie aktywne jest tzw. jądro półleżące, co przypomina stan głodu kokainowego. </p>
<p>To zaburzenie kontroli impulsów. W tym modelu nacisk został położony na impulsywność, która u osób uzależnionych od miłości, jest znacznie większa niż w przypadku grup kontrolnych. Badania wykazały również, że wśród tych, którzy nie są w stanie funkcjonować bez miłości, jest szczególnie wielu „poszukiwaczy nowości” skupionych na dostarczaniu sobie coraz to nowych wrażeń. Poszukiwanie nowości jest również silnie powiązanie ze zaburzeniami kontroli odruchów, w tym patologicznym hazardem i kompulsywnym zakupoholizmem. </p>
<p>Problemem mieszczącym się w szerokim spektrum zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Czasami trudnym do pohamowania impulsom związanym z przymusem zaangażowania w relację towarzyszą natrętne myśli na temat partnera, i to także wtedy, kiedy nie wyraża on żadnego zainteresowania. Może to doprowadzić do sytuacji, w której zakochana osoba może zagrozić fizycznie obiektowi swoich uczuć. Potrzeba stworzenia i przetrwania związku jest dominującym pragnieniem zakochanej strony. </p>
<p>Uzależnienie od miłości może być również problemem z kręgu zaburzeń nastroju. W jednym z badań młodzi ludzie we wstępnym stadium zakochania wykazywali cechy hipomanii, będącej jedną z faz choroby dwubiegunowej. Wiele wskazuje, że takie doświadczenie może być elementem składowym procesu dorastania. Możliwe też, że nie wszyscy z tego „wyrastają”. </p>
<p>Zaburzeniem relacji przywiązania w połączeniu z ogromną impulsywnością. Osoby uzależnione od miłości cierpią z powodu deficytu przywiązania: boją się, że stracą partnera, a w dzieciństwie bliscy nie poświęcali im wystarczająco dużo uwagi. Intensywnie szukają pociechy, mocno angażując się w relacje (próba rekompensaty za dzieciństwo). Może to skutkować zależnością od partnera i obsesją na jego punkcie.</p>
<p>Jak (wy)leczyć patologiczną miłość?</p>
<p>Wśród metod polecanych przez Sanchesa i Johna znalazła się zarówno farmakoterapia (leki apteczne, leczące poszczególne stany, np. depresję czy zachowania kompulsywne, przepisywane jedynie przez lekarza), jak również podawanie naturalnych hormonów miłości – oksytocyny i wazopresyny. Ważnym elementem uzupełniającym uzależnienie od miłości może być właściwie poprowadzona psychoterapia.</p>
<p>W Stanach Zjednoczonych funkcjonują liczne kobiece grupy wsparcia, których pomoc oparta jest 12 krokach stosowanych przez Anonimowych Alkoholików. Czasami pomaga również psychoterapia prowadzona w nurcie poznawczo-behawioralnym, psychodynamicznym albo terapia grupowa.</p>
<p>Nie jest łatwo pokonać uzależnienia od miłości, zwłaszcza wtedy, kiedy jeden z partnerów postanawia opuścić drugiego. Mając tego świadomość warto zadbać o pomoc dla siebie. <br />
Fazy po odrzuceniu miłości</p>
<p>Zawód miłosny bywa jednym z powodów targnięcia się na swoje życie. Wiedząc o tym, warto zadbać o wsparcie z zewnątrz, kiedy do niego dojdzie i być czujnym wobec swoich bliskich i przyjaciół, którzy takiego zawodu doznali.</p>
<p>Kiedy zostajemy odrzuceni, pojawia się najpierw sprzeciw. Dr Fisher twierdzi, że w tym momencie następuje pobudzenie układu dopaminowego, w związku z czym uczucie miłości jedynie się nasila. Stres może wywołać frustrację i agresję. Na tym etapie opuszczona osoba rozpaczliwie próbuje powrócić do partnera (wtedy też najczęściej dochodzi do tzw. zbrodni namiętności &#8211; ataku na osobę, która odrzuciła miłość). Kolejny etap to reakcja odstawienia, czyli m.in. ból fizyczny, jak i psychiczny. Jeśli w tym momencie uda się przeprowadzić interwencję psychologiczną, jest szansa, że osoba wejdzie w kolejny etap: rezygnacji i rozpaczy. Już wiadomo, że związek się zakończył. Pojawi się rozpacz, która przybiera często postać depresji.</p>
<p>Z badań dr. Fisher wynika, że objawy klinicznej depresji wykazuje około 40 proc. osób odrzuconych. W tym momencie także może wkroczyć z pomocą lekarz czy psychoterapeuta. Ostatnia faza to pogodzenie się z rzeczywistością, dostrzeżenie szans dla siebie i wyciągnięcie wniosków.</p>
<p>Miłość jest piękna, ale kiedy przybiera formy patologiczne &#8211; niszczy i rani, zarówno kochanego, jak i kochającego. Nie dopuszczajmy do takiej sytuacji. Szczęśliwych Walentynek!</p>
<p>Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl</p>
<p>Źródła:</p>
<p>Helen Fisher, „Anatomia miłości. Nowe spojrzenie”, Rebis 2016</p>
<p>M. Sanches, V.P. John, “Treatment of love addiction: Current status and perspectives”, European Journal of Psychiatry 2019</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/kiedy-milosc-staje-sie-choroba/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->