<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; Piotr Mosak</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/piotr-mosak/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Żyli długo i szczęśliwie</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/zyli-dlugo-i-szczesliwie/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/zyli-dlugo-i-szczesliwie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Jul 2015 11:40:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Mosak]]></category>
		<category><![CDATA[psychologia]]></category>
		<category><![CDATA[psychologia związku]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=19704</guid>
		<description><![CDATA[Związek to nie bajka i trzeba nad nim pracować. To banalna prawdą, którą jednak trudno wdrożyć w praktykę. 10 ważnych przykazań dla par, które chcą jak najlepiej funkcjonować i cieszyć się wspólnym życiem przygotował Piotr Mosak, psycholog i terapeuta z Centrum Doradztwa psycholog.com.pl]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Akceptacja</strong> partnera w całości, takim jaki on jest, to pierwsza ważna rzecz. Nie brnijmy w myślenie: „Ma wady, ale ja ją/jego zmienię”. Ekstrawertyk nie stanie się introwertykiem i na odwrót.</p>
<p><strong>Zrozumienie</strong> różnic pomiędzy kobietą a mężczyzną. Piszemy o związkach różnych płci, a nasza płeć determinuje funkcjonowanie, myślenie, postrzeganie świata. Po drugiej stronie nie ma osoby takiej, jak ja. Stąd ważny jest punkt pierwszy, bo my naprawdę się różnimy i naprawdę się nie rozumiemy. I to mimo, że się staramy, bo patrzymy na drugą osobę przez pryzmat siebie.</p>
<p><strong>Ciekawość</strong>, jaki jest świat osoby, z którą jesteśmy, ale nie na zasadzie zadawania ciągłych pytań: „Dlaczego tak robisz/myślisz”, tylko życzliwe zainteresowanie tym, jak nasz partner postrzega rzeczywistość. Takie podejście oznacza mniej kłótni. Jeśli kimś się interesuję i poznaję, po to, żeby było nam lepiej, to nie ma o co się spierać. O różnice? Przecież one z założenia istnieją.</p>
<p><strong>Spędzanie ze sobą czasu.</strong> Jeśli nic nas nie łączy i nie jesteśmy w żaden sposób dla siebie zajmujący, to związek będzie letni. Niekoniecznie będzie to oznaczało od razu rozwód, ale większej satysfakcji i radości ze wspólnego życia też nie ma się co spodziewać. Dobrze byłoby mieć kogoś interesującego dla nas przy boku. Trzeba to zainteresowanie umieć odróżnić od zauroczenia się ludźmi – ktoś wydaje się nam ciekawy, ale na zasadzie komiksu. Szybko, krótko, na temat i już wszystko wiem. A kiedy już wszystko wiem, to druga osoba już nie zaskakuje i nie bawi.</p>
<p><strong>Poczucie humoru.</strong> To kolejna rzecz szalenie istotna w związku. Szczęśliwe pary to takie, które dobrze się bawią w swoim towarzystwie, które są ciekawe, co druga strona sądzi na dany temat, podchodzą do siebie z dystansem i pogodą ducha. I dużo się wspólnie śmieją.</p>
<p><strong>Przyjaźń. </strong>Przyjaciel nie zmusza do takich czy innych zachowań, tylko wyraża swoje zdanie: „Moim zdaniem to błąd, ale rób jak uważasz”. Taka postawa sprawia, że mamy zaufanie, że opinia wyrażona przez partnera jest – może nie obiektywna, ale przynajmniej nie narzucająca nam jego punktu widzenia. Najgorzej jest, jeśli w związku słyszymy ciągle: „Musisz to, zrób tamto, powinnaś, bez tego nawet nie ma sensu” i tak dalej. Z przyjacielem dobrze jest od czasu do czasu porozmawiać, a i kłótnie nie oznaczają końca świata. Przyjaźń – obok miłości, intymności, namiętności, to wyższa forma bycia razem w związku.</p>
<p><strong>Wybaczanie</strong>, czyli umiejętność powiedzenia „przepraszam” i nie unoszenia się własną dumą. Nie bardzo rozumiem stawiania na własną dumę w związku. Albo jesteśmy „my”, czyli uzupełniający się nawzajem organizm, albo nie będzie to działało tak, jak trzeba. Nie może być tak, że wątroba obraził się na serce, bo wtedy cały układ nie będzie działał. Własna duma jest więc kategorią kompletnie bezsensu. Powinno nam zależeć, żeby to nasze wspólne „my” działało jak najlepiej. Dlatego warto nauczyć się mówić „przepraszam” nawet wtedy, kiedy nie mieliśmy złych intencji, ale druga strona czuje się urażona i czujemy, że potrzebny jest ten gest, żeby to „my” dobrze działało. Oczywiście, nie należy też przesadzać w drugą stronę i wpędzać partnera w poczucie winy na zasadzie: „To twoja wina, gdybyś był inny” itd. Trzeba było sobie inaczej dobierać partnera/partnerkę wcześniej, a nie decydować się na związek z zamiarem zmiany kogoś.</p>
<p><strong>Bliskość.</strong> Dbajmy o kontakt dotykowy, przytulajmy się, głaszczmy, trzymajmy za ręce. Pozwalajmy sobie na bliskość, która nie musi prowadzić do seksu, a jest wyrazem naszej czułości, bo jesteśmy de facto osobnikami stadnymi. A stado trzyma się blisko siebie.</p>
<p><strong>Wspólne zainteresowania.</strong> Dobrze byłoby mieć coś, co nas łączy, nawet na poziomie ogólnym. Na przykład lubimy sport, ale uprawiamy różne dyscypliny. Jeśli oboje są po prawie, ona jest na przykład notariuszem, a on adwokatem, to oznacza, że mają mnóstwo wspólnych tematów do rozmowy. Okazuje się, że małżeństwa polityków różnych opcji, może nie jakoś skrajnie zwalczających się, mogą być bardzo udane, bo takie pary mają wspólny grunt zainteresowań. Pan hydraulik i pani polonistka nie stworzą udanego związku, jeśli nie znajdą czegoś, co ich łączy. Choćby to było hobby związane z robieniem przetworów i nalewek. Słabym punktem wspólnym są dzieci, bo one w wieku 20 lat wychodzą z domu i co dalej? Siła rozpędu nie zawsze działa.</p>
<p><strong>Komunikacja. </strong>Z tym punktem ludzie mają nieustający i największy problem. Jeśli się nie rozumiemy i nie pracujemy nad tym, żeby się zrozumieć – a pochodzimy z różnych kultur, zostaliśmy inaczej wychowani, różnimy się majątkiem, hierarchią wartości, podchodzeniem do pewnych spraw i zasad &#8211; związek nie będzie harmonijny. Mówimy różnymi językami, nie słuchamy drugiej strony, a tym samym nie rozumiemy. W efekcie prowadzi to do jednego z największych błędów popełnianych w związkach – interpretacji i nadinterpretacji wypowiedzi, zachowań, motywów postępowania, słów, gestów, preferencji. To jest koszmar. Dopóki para nie zaakceptuje różnic, nie spróbuje się zrozumieć, następuje pasmo chorych awantur i afer, gdzie patrząc na to z boku, okazuje się, że dwie osoby mówią o tym samym. Tyle, że dwoma różnymi językami. Warto o tym pamiętać i pytać wprost.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/zyli-dlugo-i-szczesliwie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Puste gniazdo</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/puste-gniazdo/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/puste-gniazdo/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 13 May 2015 19:42:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>joanna</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Mosak]]></category>
		<category><![CDATA[rodzicielstwo]]></category>
		<category><![CDATA[związki małżeńskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=19100</guid>
		<description><![CDATA[Rzadko myślimy i mówimy o tym problemie, kiedy mamy po dwadzieścia, trzydzieści lat. Co dzieje się w związkach, skoncentrowanych na wychowaniu dzieci, kiedy młode opuszczą dom?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Co dzieje się w związkach, kiedy po wielu latach, dom rodzinny opuszczają dorosłe dzieci. Jest to niejako temat tabu, niechętnie się o tym mówi, a przecież jest to realny problem.</strong></p>
<p><strong>Piotr Mosak, psycholog i terapeuta z Centrum Doradztwa psycholog.com.pl</strong>: Taka sytuacja jest kolejną miarą siły relacji. Jeśli związek oparty jest na tym, że wszystko poświęcamy dzieciom, to kiedy one się usamodzielnią, zostaje pustka. Mamy być rodzicami i stworzyć im jak najlepsze warunki, po to, żeby poszły dalej w świat, a nie po to, żeby były one naszym jedynym celem i sensem życia. Jeśli w związku zostaje dwoje dojrzałych ludzi, którzy przestają pełnić role rodziców i nie ma niczego, co by ich łączyło, to robi się smutno, pusto, nudno. Okazuje się, że nie mają o czym ze sobą rozmawiać, są sobie obcy. Mamusia ucieka w nieustające telefony do tych dzieci, ojcu jest głupio dzwonić, więc szuka sobie atrakcji, coraz dłużej wraca z pracy, próbuje odrestaurować jakieś znajomości, idzie do garażu i zaczyna składać łódkę itd.</p>
<p><strong><br />
 Co w tym złego? </strong></p>
<p>Nic, o ile ludzie nie zaczynają żyć coraz bardziej obok siebie, bo rzeczywiście żyli obok siebie zajmując się dziećmi, rozmawiając tylko o dzieciach, ustalając plan dnia, kiedy je przywiozą i odwiozą do szkoły. I kiedy syn lub córka się usamodzielnią, związek się kończy.</p>
<p><strong>W jaki sposób można się do tego trudnego momentu przygotować? </strong></p>
<p>Największy problem jest w związkach, w których dziecko pojawiło się bardzo szybko, bo to znaczy, że oni w ogóle nie nauczyli się siebie, nie zainteresowali się sobą, nie znaleźli wspólnych obszarów. W okresie narzeczeńskim rozmawiali o ślubie, mieszkaniu, dzieciach, a po ślubie to wszystko się pojawiło i wkroczyły dwie mamusie pomagać młodym. Taka para nigdy nie miała czasu, żeby rok, dwa pożyć we dwoje, samemu. I przez kolejne 18-22 lat bardzo się rozwiną, każde w inną stronę. Jeśli nie będą sobie towarzyszyć w rozwoju, to bardzo możliwe, że staną się odległymi światami. Nic nie będą o sobie wiedzieć, nie będą znać swoich potrzeb i zainteresowań.</p>
<p><strong>A jeśli byli w miarę zgodnym małżeństwem?</strong></p>
<p>Jeśli opieka nad dzieckiem jakoś szła i nie było kryzysów, które uświadomiłyby im, że są innymi ludźmi, to dzieci się wyprowadzą i…</p>
<p><strong>I?</strong></p>
<p>Nie wiadomo będzie, co sobie powiedzieć. Inaczej jest w tych rodzinach, w których młodzi mieli dla siebie czas, mieli fajne życie przed dziećmi. Takie pary tęsknią za tamtym czasem i mają do czego wracać, kiedy dzieci się wyprowadzą. Będą mieli alternatywę, będą mieli siebie.</p>
<p><strong>Co najczęściej dzieje się w związkach, które były przez wiele lat przedsiębiorstwem usługowo-logistycznym? Rozpadają się czy ludzie, przez kolejne 20-30 lat, żyją ze sobą, ale obok siebie?</strong></p>
<p>Jeżeli mają po co, to odchodzą: pojawia się nowa pasja, nowa praca, istotna i ważna miłość. Jeśli związek trzyma się w rygorach społecznych, kulturowych czy religijnych, nie ma żadnej ciekawszej, emocjonalnej czy uczuciowej alternatywy, to taka para będzie żyć, jak chłop z babą i czekać na złotą rybkę. Nie ma kurantów, ale jest normalnie. Da się i nie będzie żadnych wojen. Będzie banalnie, zwyczajnie, nijako, jednym słowem odczyn obojętny. Nie ma w tym oczywiście nic złego, jeśli ludzie uważają, że to jest szczyt ich możliwości, to jest to ich miara i ich prawo.</p>
<p><strong>Zawsze można koncentrować się najpierw na swoich dzieciach, a potem na wnuczkach…</strong></p>
<p>Jeśli dorośli ludzie mają swoje zainteresowania, firmę czy pracę, to nie dają się tak łatwo wciągnąć we wnuki. Natomiast jeśli mają poczucie bylejakośći i nagle pojawiają się wnuki, mamy efekt „wow”! W końcu coś się dzieje, można się kimś zająć. Jeśli dzieci były jedyną radością życia dwojga ludzi, to i wnuki będą.<br />
 Namawiam ludzi do tego, by spotykali się z dziećmi, po to aby miały one kolegów i koleżanki, ale i bez dzieci, żeby porozmawiać o innych rzeczach, chociażby poopowiadać świńskie dowcipy. Chodzi o to, żeby nie mieć poczucia zniewolenia i uwiązania. Jeśli mężczyzna ma ochotę spotkać się z kumplami na piwie i porzucać mięsem, a jego żonie uszy więdną, to niech ona zgodzi się na to, żeby raz na czas wychodził sam. Nic złego się nie stanie, a on będzie miał poczucie, że ma super żonę. Jeśli kobieta potrzebuje wyjść z koleżankami, pogadać o nowych dietach, aerobikach, cellulicie i zabiegach, to niech ma czas na babskie grono. W związkach fantastyczne jest to, że mamy wspólny świat i odrębne światy, które układają się w puzzle. A jeśli siedzimy tylko w jednym światku, to nic do siebie nie pasuje. Często jedna osoba się dusi, nie wszyscy są zadowoleni, niektórzy nawet nie mają odwagi poszukać czegoś dla siebie. I nie chodzi tu od razu o skoki spadochronowe.</p>
<p><strong>Czy zdarza się, że kobieta po odchowaniu dzieci, wpada w tryb drugiej młodości, porzuca męża i szuka atrakcyjniejszego partnera? Albo takiego, który zapewni jej więcej wrażeń?</strong></p>
<p>To jest bardzo rzadkie. Jeśli kobieta uważa, że poświęciła się wychowaniu dzieci, to nie ma poczucia, żeby ta rola się skończyła. Zajmie się robieniem słoików z przetworami, pomocą w sprzątaniu, gotowaniu. Jej dziecko może mieć 40 lat, a ona nadal będzie czuła, że się poświęca. Potem mamy takich czterdziestoletnich małolatów z mamusiami na dochodne…</p>
<p><strong>Co trzeba zmienić w swoim myśleniu, żeby dać sobie prawo do bycia dorosłymi, a nie tylko rodzicami?</strong></p>
<p>Bardzo często, jeśli pojawiają się u mnie pary, bo pojawił się kryzys komunikacyjny, emocjonalny, zachowaniowy itd., od razu zaczynamy pracować nad związkiem, który będzie po wyprowadzeniu się dzieci, nawet jeśli dziś mają one po kilka lat. Ci ludzie już dziś pracują nad przyszłością, bo często codzienna logistyka i bieganina, odbiera im spojrzenie w przyszłość. Myślą, że tak już będzie zawsze. Ważne, żeby przez ten czas, kiedy dzieci są w domu, para zdążyła coś wypracować. To mogą być bardzo proste rzeczy: oglądanie razem tych samych filmów czy czytanie książek. Warto uświadomić sobie, na czym polega nasza relacja, co nas do siebie przyciąga i co nas w sobie interesuje. To jest ważne. Czasami, kiedy przychodzą do mnie bardzo kochające się i bardzo skłócone związki, moja praca polega na ustaleniu logistyki, takiej, w której będzie czas dla nich samych, obok zajmowania się dziećmi i codzienna bieganiną. I kiedy to ustalimy, oni nagle zyskują oddech. Tak jakby ktoś zdejmował pętlę, na której biegali i dochodzą do wniosku: przecież mamy takie cudowne życie, przecież się kochamy! Okazuje się, że ich uczucie nie wymaga terapii, ich życie wymaga terapii.</p>
<p><strong>A może dojrzałe pary, kiedy w końcu mają czas dla siebie, zyskują szansę na drugi stan zakochania?</strong></p>
<p>Jeżeli związek osłabł, jeśli uczuć nikt nie pielęgnował, a koncentrowaliśmy się na pretensjach, będzie ciężko. Mamy skłonność do krytyki. Proszę na to spojrzeć w różnych aspektach. Emocjonujemy się, zwracamy uwagę i poświęcamy dużo czasu, kiedy coś nam się nie podoba. Gderaniu nie ma końca! A jak się nam coś podoba, to jest to oczywiste. Nie chwalimy tego, nie celebrujemy i nie mówimy tym. I gdybyśmy po latach zmierzyli czas, ile się wzajemnie chwaliliśmy, wyszłoby, że jakieś dwie godziny. A ile się krytykowaliśmy i okazywaliśmy sobie niezadowolenie? Pewnie ze dwa lata. Kontrast jest tak ogromny, że kiedy dzieci wychodzą z domu, my też wychodzimy, zmęczeni, zmieleni słuchaniem tego wszystkiego. „Ja wiem, że on/ona tak mnie kocha, że krytykuje i czepia się z miłości” – trudno jest wmawiać sobie coś takiego przez dwadzieścia lat. Jeśli się nie chwalimy, nie mówimy sobie nawzajem pozytywnych rzeczy, nie jesteśmy dumni, zadowoleni z siebie, to bardzo trudno wytrzymać z krytyką, a krytyka pojawia się ciągle, non stop, na okrągło. Proszę spytać znajomych, czy przypadkiem mają przerwę dłuższą niż kilkanaście godzin, żeby nie skrytykować czegoś lub kogoś wokół siebie. A ile razy chwalą? W ogóle.</p>
<p><strong>Powinniśmy być wdzięczni?</strong></p>
<p>Dokładnie. Dziękować, chwalić, mówić, że idzie to w dobrym kierunku i tak dalej</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/puste-gniazdo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozmawianie ze zrozumieniem</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/rozmawianie-ze-zrozumieniem/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/rozmawianie-ze-zrozumieniem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Feb 2015 01:27:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[akceptacja]]></category>
		<category><![CDATA[damsko-męska komunikacja]]></category>
		<category><![CDATA[kobieca (nie)logika]]></category>
		<category><![CDATA[mindfulness]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Mosak]]></category>
		<category><![CDATA[seks]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[zrozumienie]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=18546</guid>
		<description><![CDATA[ W związkach bardzo ważna jest refleksja! Nie popełniajmy tego samego błędu. Ustalmy najlepszą dla siebie opcję rozwiązania problemu. Starajmy się coś zmienić, bo najgorzej, jak wszyscy na siebie warczą i powtarza się to tydzień w tydzień. Z Piotrem Mosakiem rozmawiamy o zawiłościach damsko-męskiej komunikacji ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Jak rozmawiać, żeby się zrozumieć?</strong></p>
<p><strong>Piotr Mosak, psycholog i terapeuta z Centrum Doradztwa psycholog.com.pl:</strong> Jeśli mówimy o związkach ludzi różnych płci, a o takich piszecie, to trzeba założyć, że jesteśmy z kompletnie innej bajki. Nasze światy wyglądają całkiem inaczej: biologicznie, fizjologicznie, rozwojowo, inne jest kobiece i męskie rozumienie świata, nawet rozumienie słów. Oczekiwanie wzajemnego zrozumienia oznacza bardzo wysoko postawioną poprzeczkę (śmiech).<br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Za często mówimy: „Dlaczego coś zrobiłeś/dlaczego nie zrobiłeś” zamiast zaczynać dialog od wyrażenia naszych potrzeb? Podobno najlepsze są komunikaty „ja”, czyli wracamy do podstaw bycia asertywnym…</strong></p>
<p>Trzeba zacząć od akceptacji tego, że jesteśmy inni. A skoro podejmujmy decyzję, żeby z kimś być, to uczciwym byłoby tę osobę zaakceptować. Jeśli przyjmiemy różnice nas dzielące, to zaakceptujemy fakt, że druga strona nie rozumie, czego ja od niej chcę, dopóki mu tego nie powiem.<br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Kobiety często wymagają od mężczyzn zestawu zachowań przypisanych dżentelmenom: otwierania drzwi, podawania płaszcza, zamówienia taksówki, zaopiekowania się, załatwienia za kobietę czegoś, a młodzi mężczyźni są wychowani w zupełnie innym systemie. Często słyszę od nich: „Mamy równouprawnienie, dopóki nie usłyszę konkretnej prośby, takie zachowania wcale nie są oczywiste”.</strong></p>
<p>W dzisiejszych czasach nie jest to oczywiście, natomiast kobieta może oczekiwać i domagać się takich zachowań. Rozmowa na ten temat powinna odbyć się na pierwszych randkach, ale nie na zasadzie, że ona wyciąga listę życzeń, tylko pokazuje: „Jesteś wyjątkowy, bo potrafisz poczekać, aż usiądę pierwsza przy stoliku, podać płaszcz. To cudowne, że tacy mężczyźni jeszcze istnieją.” Albo wręcz podpowiadać: „Wiesz, to jest dla mnie bardzo ważne. Jak patrzę na stare, brytyjskie filmy i widzę tych kurtuazyjnych panów, to wiem, że straciłabym dla nich głowę.” Jeśli mężczyzna nie myśli, to trzeba się go pozbyć, a jeśli tak – to jest szansa, że nauczy się tych kilku zachowań.</p>
<p><strong>A jeśli trafi się egzemplarz, który widzi kobietę z ciężkimi siatkami i za każdym razem ona musi go prosić: „Pomóż mi”?</strong></p>
<p>Jeżeli ona za każdym razem mu to komunikuje, to pytanie, w jaki sposób to robi? Jeśli jest to tylko i wyłącznie niezadowolenie, a on wielokrotnie podkreślał: „Po co to dźwigasz? Zadzwoń do mnie, jak będę wracał z pracy, zrób listę zakupów, ja się tym zajmę” to sprawa wygląda trochę inaczej. Kiedy ona wchodzi zmęczona i od progu krzyczy, on myśli: „Odczep się, bo jesteś nieuczciwa i niesprawiedliwa.”</p>
<p><strong></strong><strong>Jak nie zatrzymać się w takiej sytuacji na wymianie wzajemnych zarzutów?</strong></p>
<p>Powinniśmy rozumieć, gdzie zaczyna się komunikat, gdzie dokładnie leży problem i tam interweniować, a nie denerwować się, że on nie rzucił tej swojej ulubionej puszki z piwem, nie wyłączył telewizora, kiedy oglądał swoją ulubioną drużynę i nie podbiegł po siatki. Tymczasem, ona wcale tego nie chciała! Chciała, żeby zrobił zakupy, ale duma nie pozwoliła jej o to poprosić, bo była np. niezorganizowana i nie przygotowała listy, a na koniec jeszcze miała focha. Więc on mówi: ”O nie kochana, teraz ja oglądam mecz, trzeba było wysłać smsa z listą zakupów pięć godzin temu, kiedy cię o to prosiłem.”</p>
<p><strong></strong><strong>I spięcie gotowe. Jaki jest uniwersalny wzór na dobry komunikat?</strong></p>
<p>Wszyscy podkreślają, że bardzo ważne są komunikaty „ja”. Ja jestem zmęczony, ja jestem zadowolona, ja potrzebuję, mnie wystarczy &#8211; bez oceniania „jesteś taki, siaki, owaki”. Ocena jest w dzisiejszych czasach odbierana jako atak, więc słuchacz natychmiast się broni, czyli atakuje. My sądzimy, że wypowiadamy swoje ważne kwestie, ale okazuje się, że słuchacz odebrał to jako agresję, więc wyciąga działo. Nie czujemy, żebyśmy zaatakowali, bo przecież to była nasza ocena i nazwanie uczuć, a w zamian otrzymujemy atak z każdej strony. Powstaje błędne koło.</p>
<p><strong></strong><strong>Co z takim błędnym kołem zrobić?</strong></p>
<p>Często okazuje się, że w takich sytuacjach, obydwie strony mają rację. Ona jest zmęczona zakupami, bo przecież po nie poszła, a on przecież chciał pomoc, ale teraz ma mecz. To nie jest tak, że ktoś tu jest winny. Tego typu nieporozumienia zaczynają się gdzieś dużo wcześniej. Para przestaje rozmawiać, są tylko polecenia. Mam w gabinecie bardzo dużo małżeństw, które zgłaszają się po latach związku i mówią: „Właściwie straciliśmy radość życia, bo funkcjonujemy jak firma. Jest tylko logistyka i ustalone co do godziny, co robimy i gdzie jedziemy. A gdzie w tym wszystkim jest życie?”</p>
<p><strong>Czy metodą na wyrwanie się z tego schematu są miłe słowa albo zwyczaj, który niektóre pary praktykują, czyli codzienne wyrażanie wdzięczności za to, co ich spotkało ze strony partnera?</strong></p>
<p>To wszystko jest bardzo istotne, a wdzięczność była nawet badana przez naukowców w różnych krajach. Doszli do wniosku, że nasz organizm, kiedy czujemy wdzięczność – jakąkolwiek, do kogokolwiek –inaczej, lepiej funkcjonuje. Nastawia się bardzo pozytywnie do życia, produkuje mnóstwo hormonów zadowolenia, szczęścia, itd. Na dodatek, człowiek jest zdrowszy, bo odpala się system immunologiczny. Wdzięczność, w każdej formie, jest jak najbardziej wskazana. Najgorsze co może być to lista życzeń. Jesteśmy wychowani w chrześcijańskiej kulturze, która polega na tym, że ciągle prosimy o coś Boga, a jak się ciągle prosi, wyłączamy mechanizm radzenia sobie, odczuwania radości i przyjemności. Lepiej przyjąć postawę: „Rusz się, a ja ci pomogę, bo z samego proszenia nic nie będzie.”</p>
<p><strong>Czyli wdzięczność jest, we wzajemnej komunikacji i dla nas samych, bardzo wskazan</strong>a?</p>
<p>Tak. Powinniśmy też patrzeć na to, co się dookoła nas dzieje tu i teraz. Jest teraz takie modne pojęcie mindfulness i różne cytaty z nim związane, np. taki: „Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością, jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością, jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszą.” Patrz, co się dzieje. Nawet, jeśli wydarzył się jakiś konflikt, spróbuj go zrozumieć. Wielokrotnie podkreślam, jak ważne są trzy pozycje percepcji. Z punktu widzenia „ja” wygląda to tak, że doczekałem się na mecz – pozostanę przy tym przykładzie – i chcę go obejrzeć. Prosiłem o listę, wiedziałem że są potrzebne zakupy, nie zrobiłem ich, więc przeżywam podwójną frustrację: raz że mam mecz i mi się przeszkadza, dwa – że próbuje się mnie wpędzić w poczucie winy. A nie czuję się winny, chociaż czuję, że powinienem pomoc i mam wewnętrzną rozterkę. Namawiam do tego, żeby na tę samą sytuację spojrzeć z drugiej perspektywy, czyli „ty” – co ona może myśleć, czuć i przeżywać? Nie chciało się jej zrobić listy zakupów, targa te siatki, winda wysiadła, trzecie piętro… Ma prawo być zmęczona i sfrustrowana. Trzecia perspektywa percepcji, jedna z najważniejszych, to ta, która na daną sytuację patrzy z boku, bez emocji. Jak to wygląda? Siedzi taki jeden rozparty w fotelu, ogląda jakiś meczyk, a dziś są takie telewizory, gdzie można zrobić pauzę; idzie wściekła kobieta po schodach, z torbami i od progu na siebie warczą, zamiast się dogadać. Usiąść wieczorem i ustalić: „Słuchaj, dzisiaj było beznadziejnie. Ty byłeś sfrustrowany, że nie możesz spokojnie oglądać meczu, ja byłam sfrustrowana, że mi nie pomagasz. Zastanówmy się, co zrobić.” To jest bardzo ważne w związkach – refleksja! Nie popełniajmy tego samego błędu. I ustalmy najlepszą dla siebie opcję. Starajmy się coś zmienić, bo najgorzej, jak wszyscy na siebie fuczą, mają focha i powtarza się to tydzień w tydzień.</p>
<p><strong></strong><strong>Jak przerwać ten ciąg reakcji: atak kontra atak?</strong></p>
<p>Nie można się oglądać na drugą stronę, bo tutaj nie ma wygranego. Ktoś, kto czuje się lepiej, ma więcej cierpliwości, spokoju, siły, jest mniej zmęczony, musi powiedzieć „stop”. Powiedzieć: „Porozmawiajmy albo zróbmy sobie przerwę, chodźmy na kawę, spacer”. Ilość wyciągniętych rąk jest pewnie równa w ogólnym bilansie, nie ma co się licytować. A przecież zależy nam na tym samym – żeby dobrze się nam razem żyło.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/rozmawianie-ze-zrozumieniem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pierwsza miłość jest przereklamowana!</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/pierwsza-milosc-jest-przereklamowana/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/pierwsza-milosc-jest-przereklamowana/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Oct 2014 02:02:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[dobór partnera]]></category>
		<category><![CDATA[fascynacja]]></category>
		<category><![CDATA[niedojrzałość]]></category>
		<category><![CDATA[okres nastoletni]]></category>
		<category><![CDATA[pierwsza miłość]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Mosak]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=17264</guid>
		<description><![CDATA[Mam takie powiedzenie, że często jeden udany związek kosztuje sto nieudanych. Ale, dla tego jednego, naprawdę warto próbować. Oczywiście, nie zawsze i wszędzie, ale totalne zamknięcie i czekanie, aż ktoś zapuka w moje drzwi, jest skazane na niepowodzenie. O miłości życia rozmawiamy z psychologiem Piotrem Mosakiem]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Niektórzy mówią: „To była miłość mojego życia”, a ich kolejne związki nie mają takiej temperatury uczuć, jak ten jeden jedyny. Czy w psychologii istnieje takie zjawisko?</strong></p>
<p><strong>Piotr Mosak, psycholog, specjalista terapii związków z Centrum Psychoterapii Psycholog.com.pl:</strong> Jeśli ktoś tak mówi, to wykazuje pewną niedojrzałość emocjonalną. Nadaje wartość wydarzeniom z przeszłości. Najczęściej dotyczy to młodości, czyli takiego momentu naszego rozwoju, kiedy nie bardzo odróżnialiśmy górę od dołu. Gloryfikujemy tę młodość i przypisane jej szaleństwo, burze emocjonalne. W tym czasie przeżywamy wszystko wyjątkowo mocno.</p>
<p><strong>Na czym polega wspomniana przez pana niedojrzałość?</strong><br />
 Na tym, że nadajemy młodości i związkowi, który wtedy przeżywaliśmy, wyjątkową wartość. Skazujemy w ten sposób samych siebie i kolejnych partnerów na niezadowolenie. Stawiamy tamtą miłość, uczucie, namiętność na piedestale. Coś, co właściwie dziś, w naszym obecnym życiu, tak naprawdę nie ma racji bytu. Niedojrzałe osoby chciałyby tym dalej żyć. A tak naprawdę pierwsza miłość, czy też „miłość życia” są często przereklamowane.</p>
<p><strong>W jakim sensie?</strong><br />
 Kolejne związki, miłości, są bardziej dojrzałe i szczęśliwsze. Partnerzy wiedzą już, czego pragną i oczekują w relacji, nie popełniają lub starają się nie popełniać tych samych błędów, pogłębiają umiejętności funkcjonowania razem, lepiej się w nich nawzajem rozwijają. Nasze doświadczenia w tym zakresie sprawiają, że kolejne związki są lepsze, a w tym najlepszym zostajemy na długie lata.</p>
<p><strong>Mówiąc o młodości ma pan na myśli okres nastoletni?</strong><br />
 Najnowsze badania pokazują, że rozwój płatów czołowych mózgu odpowiedzialnych za rozumienie przyczyn może trwać nawet do 25. roku życia. Wiele osób dopiero w tym wieku zaczyna rozumieć, co się tak naprawdę z nimi dzieje.</p>
<p><strong>Niespełniony związek wydaje się być tym lepszym. Znamy historie, które miały miejsce po sukcesie „Naszej klasy”. On odnajduje miłość z podstawówki i rzuca rodzinę, ona rozwodzi się dla chłopaka ze studiów…</strong><br />
 Zapominają, że byli zakochani w tej siedemnastolatce, a nie trzydziestosiedmioletniej kobiecie, którą spotykają po latach. A przecież często, nie tylko wyglądamy inaczej, ale jesteśmy zupełnie innymi ludźmi. Inaczej myślimy, mamy inne priorytety. Pod wpływem sentymentu wracamy do tamtej młodej dziewczyny czy chłopaka, a dostajemy czterdziestolatków.</p>
<p><strong>Jak się wyleczyć z takiej fascynacji? Zwłaszcza, jeśli ktoś nas pociąga, tak, jak żadna inna osoba? Kobiety często mówią: „Byłam z Krzyśkiem, Andrzejem, ale z nikim nie było tak namiętnie, jak z Pawłem. Nasze genotypy muszą idealnie do siebie pasować”.</strong><br />
 Aspekt seksualny bardzo często wychodzi na pierwsze miejsce w trakcie poszukiwań partnera i wiele osób tak ma. Podświadomie patrzymy na przyszłych kandydatów czy kandydatki „rozpłodowo”. Nie da się ukryć, że mamy w sobie pewną część pierwotną, rządzoną przez biologię. Takie związki, oparte przede wszystkim na silnym erotycznym przyciąganiu, często rozpadają się w momencie, kiedy zostanie spełniona ich rola, czyli spłodzenie dzieci. Jeśli nie idzie za tym pewne podobieństwo wartości, porozumienie, to po prostu, po pewnym czasie, nie ma co robić. Układ oparty na łóżku w pewnym momencie się wyczerpuje, często, kiedy na przykład zaczynamy się starzeć albo kiedy namiętność, z natury bardziej krótkotrwała niż dojrzała miłość, przemija.</p>
<p><strong>Sposób doboru partnera zależy więc od kwestii indywidualnych? Jedne kobiety wybierają mężczyzn bardziej pod wpływem feromonów, a inne na podstawie listy cech, które im pasują?</strong><br />
 Tak, ale zależy to też od tego, jaką mamy hierarchię wartości, co jest dla nas w życiu ważne. Z tego, co widzę w moim gabinecie, najdłużej trwają związki, w których partnerzy mają jakiś rodzaj podobieństwa: wartości, charakterów, zainteresowań, środowiska, w którym się obracają, wykonywanej pracy i tak dalej. Musimy mieć o czym rozmawiać. Gdzieś na głębszym poziomie są różnice. Jeśli różnią nas pewne szczegóły, jesteśmy siebie ciekawi. I jeśli do tego dołożymy atrakcyjność fizyczną i seksualność, to już w ogóle jest super. Przy czym, mam tu myśli więź erotyczną zbudowaną na akceptacji drugiej osoby, taką, jaka ona jest. Wtedy nie przeszkadza nam starzenie się ciała. W „lubieniu się” fizycznym, lubimy całokształt partnera. Skupiamy się na szczegółach: kształcie nosa, kolorze oczu, linii talii, czyli rzeczach, które zmieniają się bardzo powoli lub są cały czas takie same. Kiedy partner podoba się nam w taki sposób, dojrzewamy razem z jego zmianą fizyczną. Mimo upływu lat, on lub ona, są dla nas nadal atrakcyjni.</p>
<p><strong>Jedne osoby są bardziej kochliwe od innych. Podoba im się co trzecia osoba i są gotowe stworzyć z nią związek, a są też tacy, którym bardzo trudno się zakochać. Czy to też wynika z różnic indywidualnych czy z jakiejś naszej blokady?</strong><br />
 Różnice indywidualne – osobowości, temperamentu, otwartości na innych – mają tu znaczenie, ale ważne są też nasze doświadczenia, przekonania, religia. Są ludzie, którym „pomaga” się zakochać temperament, otwartość, ciekawość, pozytywne nastawienie do ludzi, chęć nowych doświadczeń i zmian. Takie osoby są w stanie zafascynować się każdą, w miarę ciekawą i atrakcyjną dla nich, osobą. Już widzą błysk w oku i są gotowe na flirt. Często ich związki są burzliwe i szybko się rozpadają. A te drugie osoby boją się inwestycji emocjonalnych, nie chcą stracić, przegrać, znów być zranionym i pozwalają na to, by ich życiem kierowały bardziej lub mniej świadome lęki. Mam takie powiedzenie, że często jeden udany związek kosztuje sto nieudanych. Ale dla tego jednego naprawdę warto próbować. Oczywiście, nie zawsze i wszędzie, ale totalne zamknięcie i czekanie, aż ktoś zapuka w moje drzwi, jest skazane nie niepowodzenie.</p>
<p><strong>Jak się wyleczyć z idealizowanej miłości do kogoś, ogromnej namiętności albo porównywania każdego poznawanego mężczyzny lub kobiety do tamtego/tamtej?</strong><br />
 Najpierw trzeba podjąć decyzję o zamknięciu przeszłości. Nie ma jej i tego mężczyzny też już nie ma. Często ta fascynacja przeszłością polega na tym, że zamykamy się na teraźniejszość. Chodzi o to, żeby się na nią otworzyć. Postawić sobie pytanie: Co dzisiaj mnie kręci? Co dziś może być dla mnie dobre? Jeśli nie zmienimy myślenia, nie wrócimy z przeszłości do teraźniejszości, to choćby ktoś nam miodem smarował, to nie będzie nam smakowało. Bo „tamto” było najlepsze, fantastyczne. Takim myśleniem strzelamy sobie w kolano. To, co dzisiaj, też może być fantastyczne. Zapewne inne, ale równie wartościowe, głębokie, a nawet bardziej niż tamto, bo całym ciałem i umysłem, a z większą samoświadomością możemy przeżywać nową relację.</p>
<p><strong>Czy osoba zawieszona w przeszłości powinna pójść do psychologa?</strong><br />
 Często ona nie czuje, że ma jakikolwiek problem. Miała kiedyś wspaniałą miłość, teraz życie jest byle jakie, ale cóż, było, minęło. Taka osoba powinna się zastanowić, czy ma problem z otwarciem się na ludzi, z budowaniem szczęśliwej relacji. U psychologa nie pracujemy tylko nad problemami z przeszłości, ale nad poprawą jakości naszego życia. Tu i teraz.</p>
<p><strong>Co dzieje się z osobami, które zamykają się na teraźniejszość? </strong><br />
 Mogą uciekać w pracę, albo w nałogi, choć nie jest to oczywiście reguła. Takie zachowania może powodować silna trauma po rozpadzie związku, porównywalna u niektórych nawet do śmierci bliskiej osoby. Trudno oceniać tak samo każdy przypadek, to są bardzo indywidualne sprawy. Niektórzy szybko są w stanie się pozbierać, a inni są zranieni emocjonalnie na długie lata. Jeśli ktoś bardzo mocno przeżywa utratę ważnej dla niego osoby, po nieszczęśliwej miłości, nie może znaleźć następnej, czuje, że to wpływa na jego życie, może próbować ratować się terapią.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/pierwsza-milosc-jest-przereklamowana/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Simlock wierności</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/simlock-wiernosci/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/simlock-wiernosci/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Aug 2014 02:05:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[eksmagazyn]]></category>
		<category><![CDATA[kobieca (nie)logika]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Mosak]]></category>
		<category><![CDATA[seksowny temat]]></category>
		<category><![CDATA[skok w bok]]></category>
		<category><![CDATA[wierność]]></category>
		<category><![CDATA[zdrada]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=16440</guid>
		<description><![CDATA[To, że biologicznie jesteśmy tak skonstruowani, że podobają się nam różne „obiekty”, nie znaczy, że musi to pociągnąć za sobą skok w bok. Na szczęście, kilka tysięcy lat ewolucji spowodowało, że potrafimy sobie założyć simlocka. O męskiej i kobiecej zdradzie rozmawiamy z psychologiem, specjalistą terapii związków Piotrem Mosakiem]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-weight: bold;">EksMagazyn: Dlaczego mężczyźni zdradzają?</span></p>
<p><strong>Piotr Mosak, psycholog, specjalista terapii związków z <a href="http://www.psycholog.com.pl/" target="_blank">Centrum Psychoterapii Psycholog.com.pl:</a></strong> To mocno skomplikowana sprawa, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy nie tkwimy już w naszych tradycyjnych rolach. Od mężczyzn słyszę najczęściej, że zdradzili, bo żona w jakiś sposób zamknęła się w swoim świecie. Nie dopuszczała ich do siebie, zaczęła mieć nieustające pretensje, troszkę zzołzowiała. Nie ma między nimi dyskusji, rozmowy, żadnej konstruktywnej komunikacji. Ci mężczyźni czują się bezsilni. Z jednej strony nie chcą jeszcze kończyć małżeństwa, a z drugiej &#8211; nie potrafią nic zmienić, bo w obliczu ciągle krytykującej i rozliczającej ich żony, nie mają siły przebicia. Często są też manipulowani brakiem seksu i z tego rozżalenia, zgorzkniałości, kiedy trafia się im okazja do skoku w bok, mówią: „A trudno, niech się dzieje.” To nie znaczy nawet, że poszukują okazji, tylko kiedy pojawia się ona na horyzoncie, machają ręką na swoje zasady. Zdarza się, że mają poczucie winy, dyskomfort, ale w takich sytuacjach, kiedy próbowali coś poprawić, nawet byli na terapii i to niczego nie zmieniło, są w stanie marazmu. Mają wrażenie, że ciągle chodzą po błocie. To sygnał, że taki związek się kończy, tylko oni jeszcze nie mają odwagi, żeby się rozstać albo nie mają świadomości, że zdrada wynika z tego, że związku już de facto nie ma.</p>
<p><strong>A co z tymi, którzy zdradzają, chociaż mają świetne partnerki? </strong><br />
 Są mężczyźni, którzy wchodzą w związki małżeńskie nie wiadomo po co. Wzięli i ożenili się siłą rozpędu, pod wpływem emocji, namówieni przez innych ludzi, podczas gdy oni zawsze mieli ochotę na dużo kobiet i dużo seksu. Małżeństwo ich ciśnie, zamyka, ogranicza, w ogóle nie jest zgodne z ich naturą. Takie typy nie rozbijają małżeństw: „Jak już jest, to mam, a że mogę sobie bzykać na boku, to świetnie, tylko trzeba uważać, żeby się nie wydało.”</p>
<p><strong>Faceci wdają się w romanse, bo „ona się zmieniła”?</strong><br />
 Tak, to kolejny powód zdrady, że kobieta przestaje być taką, jak oni oczekiwali. Kiedy coś w życiu się zmienia: pojawia się dziecko, budowa domu, choroba rodziców. Ona jest już inna, przestaje być tą ukochaną, którą byłą. Jak pojawia się dziecko, to ono staje się najważniejsze. Jak pojawia się tragedia w rodzinie, to jej emocje stają się najważniejsze, całą sobą pokazuje, jak on jest na którymś tam miejscu w kolejce. A my psychologowie wiemy, że partnerzy powinni być na szczycie hierarchii, jako „my”, na drugim każde z nich jako „ja”, na trzecim dzieci, na czwartym rodzice. Kiedy on czuje, że „my” przestało istnieć, z wysokiego miejsca spada znacznie niżej, to jest mu źle, ma wrażenie, że został porzucony. Nie bez powodu podałem przykład budowy domu, ponieważ często jest tak, że kiedy ludzie zaczynają się bogacić, on zarabia pieniądze, a ona pilnuje budowy. I kobiety robią wtedy jeden, podstawowy błąd – ścinają włosy i zakładają gumowce. Taka sytuacja trwa kilka miesięcy. On wraca do domu, ona jest wiecznie zmęczona, spocona, niekobieca. A w pracy taki facet ma koleżankę w makijażu, zadbaną, ubraną w ładny mundurek. Kobiety powinny starać się nie zatracić swojej kobiecości, bo kiedy jadą na budowę w szpilkach, to są w stanie więcej załatwić, niż gdyby były w gumiakach. Kiedy ona chodzi przez dwa tygodnie w szlafroku, z tłustymi włosami, to jest przecież masakra. I mężczyźni zaczynają szukać kobiecości gdzie indziej.</p>
<p><strong>Jak to jest u kobiet?</strong><br />
 Mogą po prostu lubić ten sport. Są takie, które mają duży temperament, silną potrzebę przeżywania rozkoszy cielesnej. No i ten mąż nie zawsze nadąża, albo jest zapracowany i nie ma siły jej zaspokoić, przychodzi zestresowany, a w nocy to tylko śpi. Ona poszukuje przygody: a to trafi się przystojny instruktor gry w tenisa, pan z siłowni, a wiadomo, że jeśli są to mężczyźni wolni, otwarci, to taka dobrze wyglądająca mężatka mrugnie okiem i może mieć każdego.</p>
<p><strong>A powody emocjonalne?</strong><br />
 Kobiety zdradzają, bo są nieszczęśliwe, mąż ich nie słucha, nie rozumie. Nie mają pomysłu, by z takiego związku odejść, bo kobiety nie mają aż takiej odwagi, ale pragną przeżyć coś romantycznego, jakieś uniesienia. Marzą, o mężczyźnie który się nimi zajmie, zaopiekuje, podczas gdy w domu mają męża-automat działającego na zasadzie praca &#8211; dom. Mężczyźni analogicznie zdradzają, kiedy brakuje im opiekuńczości ze strony partnerki, a wynika to z tych ról, w których ona ma wspierać, słuchać, itd. Kobiety poprzez romans próbują wyjść poza krąg codziennej beznadziei. Nie bronią się tak bardzo, jeśli napatoczy się ktoś, kto może im zapewnić to, czego im brakuje: czułość, bliskość, ciepło. Jeżeli spotkają kogoś szarmanckiego &#8211; on rzuci marynarkę na kałużę, a jej mąż nigdy tak nie robił &#8211; to są gotowe złamać swoje zasady.</p>
<p><strong>Jaka jest różnica między zdradzającymi mężczyznami a kobietami?</strong><br />
 O ile mężczyzna często patrzy na wygląd, to kobiety zwracają uwagę na to, jaki jest ich kochanek, co on im może dać podczas tych paru minut uniesień czy nawet rozmów. Mężczyźni często zdradzają, bo mają potrzebę wyładowania seksualnego, a kobiety – bo mają niezaspokojoną potrzebę emocjonalną.</p>
<p><strong>Biologizm ma znaczenie? Mężczyźni zdradzają, mimo, że mają młode, piękne, sympatyczne partnerki, bo po prostu nie są w stanie obejść się bez uprawiania seksu z innymi kobietami?</strong><br />
 Nie można tak mówić. On może mieć brzydką i niekształtną żonę, a jeżeli się kochają i mają pewien poziom porozumienia, to on też jej nigdy nie zdradzi. To nie jest tak, że mężczyźni lub kobiety są z natury skłonni do zdrady. To, że my biologicznie jesteśmy tak skonstruowani, że podobają się nam różne „obiekty”, to nie znaczy, że musi to pociągnąć za sobą skok w bok. Na szczęście, kilka tysięcy lat ewolucji spowodowało, że potrafimy sobie założyć simlocka. Mężczyźni oczywiście widzą, że ta jest młodsza, ta atrakcyjniejsza, a tamta ma większy biust, ale co z tego? Czy warto jest z powodu wyglądu marnować kilka lat życia z kobietą, z którą mamy o czym porozmawiać, świetnie się rozumiemy, wspieramy, mamy dzieci, czytamy te same książki? No nie warto. Wychodzi tu jeszcze natura człowieka, jeśli ktoś jest uczciwy, to nie będzie zdradzał. Oczywiście pojawiają się pokusy i myśli, ale mnóstwo ludzi mówi sobie wtedy: „Stop. Nie chcę tego, to jest nieuczciwe. Przecież się kochamy z tą moją żoną czy moim mężem.”</p>
<p><strong>Zdrada to zawsze wina obu stron?</strong><br />
 Możemy powiedzieć, że problemy w związku są winą obu stron. Zdrada jest winą osoby zdradzającej. To, że są problemy, to nie znaczy, że ktokolwiek ma prawo mieć kogoś na boku. To nie jest sposób rozwiązywania problemów. Mamy kłopoty? Idziemy do księdza, psychologa, przyjaciela i próbujemy je rozwiązać. Jeśli ktoś zdradza, to znaczy, że nie próbuje rozwiązać problemu, tylko idzie sobie poprawić nastrój. A druga osoba, przez którą mam problemy &#8211; a prawda jest taka, że narobili ich wspólnie &#8211; ma tu na mnie grzecznie czekać. Absolutnie nie. To wtedy się mówi: „Sorry, nie chcę z tobą żyć, mam potrzeby seksualne, których nie spełniasz, więc chciałbym cię poinformować, że od dziś idę sobie szukać kogoś na boku.” To byłoby uczciwe. A zdradzanie jest nie fair, bez względu na to, jakie byłyby problemy. Nie zrzucajmy na partnera własnej winy. Szukanie wymówek typu: „Bo to zła kobieta była, nie mogłem wytrzymać” w ogóle mnie nie przekonuje. Guzik prawda. Można było iść na kurs malarski i odreagować przerzucając emocje olejem na płótno, a nie bzykać się po kątach.</p>
<p><strong>Ludzie zdradzają, bo nie chce im się pracować nad związkiem, więc spełniają swoje potrzeby gdzie indziej?</strong><br />
 To nie jest tak, że nie chce się im pracować. W dzisiejszych czasach ludzie tak niewiele wiedzą o psychologii, a tak im się wmawia, że są panami samych siebie, że ci, którzy lądują w gabinecie i dowiadują się, że można było zrobić to, to albo to, są w szoku. Sami próbują zmienić w związku jedną czy drugą rzecz, a jak nie wychodzi, stwierdzają: „No przecież nie da się już tego małżeństwa uratować!”. To jest podstawowy błąd w rozumowaniu. Skoro oni nie potrafią nic wymyślić, to znaczy, że nic nie da się zrobić. A to nie jest prawda. Są dziesiątki sposobów i technik pracy nad związkiem w gabinecie i naprawdę wyciąga się ludzi za głowę z bardzo skomplikowanych sytuacji. Nie jest to nic bardzo trudnego, jeśli pozostała chociaż mała iskierka miłości. Ludzie zbyt szybko się poddają. To jest smutne. W internecie krąży taki mądry obrazek, babcia mówi do wnuczki: „Za naszych czasów, jak coś się popsuło, to się to naprawiało, a u was kupuje się nowy model.” My chcemy mieć wyniki już, teraz, bez rozmowy, bez żadnego wysiłku.</p>
<p><strong>Czy istnieje życie po zdradzie? Niektórzy deklarują: „Jeśli on/ona będzie mieć romans, walizki za drzwi”.</strong><br />
 Praktycznie w prawie żadnym związku nie jest omówione, co dla nas jest zdradą. Bardzo często rozmawiamy w gabinecie o przyczynach zdrady, o co tak naprawdę chodzi i jaki jest poziom uczuć. Bo to, że ktoś się z kimś przespał, ale kocha tego męża czy żonę, to nie jest powód, żeby ten związek rozwalać. Zdrada to tragedia, bardzo przykra sprawa, ale trzeba pamiętać, że będzie to tej rangi dramat, jaką mu nadamy. Okazuje się, że jeżeli zdradzony partner pogodzi się z tym, co się wydarzyło, że para zacznie ze sobą szczerze rozmawiać, zacznie coś zmieniać, będzie w lepszym miejscu, niż wcześniej i nadal się kocha, to taki związek może jak najbardziej być szczęśliwy. Pewnie wiele osób tu zaprotestuje, ale proszę mi wierzyć, dwadzieścia lat pracuję jako psycholog. Są też oczywiście osoby, które nie są w stanie przeżyć fizycznej zdrady, ale one najczęściej po prostu przestają kochać partnera. Jeśli jest miłość i obustronna wola poprawy, wszystko da się uratować. Trzeba sobie zadać pytanie, po tym, jak opadną pierwsze emocje, czy ja nadal, gdyby miało być lepiej, chciałbym/chciałabym z nim czy z nią być. Jeżeli tak, to wtedy czas na ciężką pracę. W trójkę zawieramy kontrakt, przy mnie jako świadku, że jeżeli coś takiego przytrafi się po raz drugi, to oznacza nieodwołalny koniec.</p>
<p><strong>Czy związki, w których jedna strona zezwala drugiej na skoki w bok, są w stanie przetrwać? Czy to tylko układ, bo kredyt, dzieci, mieszkanie?</strong><br />
 Tu wchodzimy na temat definicji tego, co to jest zdrada. Jeżeli para różni się temperamentem, mieszka w innych miejscach, ktoś jest chory, ale mają silny związek, zdarza się, chociaż bardzo rzadko, że akceptują różne sytuacje, które mogą się przytrafić. Wiedząc, że to nie narusza ich zaangażowania emocjonalnego. I nawet o tym rozmawiają. Sam byłem świadkiem, kiedy ciężko chora żona powiedziała mężowi: „Wiem, że mnie kochasz, a jeśli coś się wydarzy, to mi o tym nie mów.” To są dramatyczne sytuacje i musi być bardzo głęboki poziom uczuć, żeby coś takiego przetrwać. Są też związki nastawione na fizyczność, a nie budowanie emocjonalnej więzi, trójkąty, czworokąty i inne. To wszystko może działać, jeśli któraś ze stron się nie zakocha. W kimś innym. Są związki-kontrakty, związki z rozsądku, „związki, bo kredyt”, ale kiedy pojawia się prawdziwa miłość, to jest tak mocne uczucie, że rozwiązujemy te kredyty, idziemy choćby nawet pod most z ukochaną osobą. I to wcale nie zdarza się tak rzadko, jakby się nam wydawało.</p>
<p>Rozmawiała: Joanna Jałowiec</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/simlock-wiernosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szantażyści</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/szantazysci/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/szantazysci/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Jun 2014 02:31:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[emocje]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Mosak]]></category>
		<category><![CDATA[psychologia]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[seks]]></category>
		<category><![CDATA[szantaż emocjonalny]]></category>
		<category><![CDATA[szantażyści]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=15466</guid>
		<description><![CDATA[Szantażysta emocjonalny przypomina trochę dziecko, które rzuca się w kałużę. Owszem, dostanie klapsa, ale potem mamusia będzie godzinę się na tym dzieckiem roztrząsała, przebierze, da coś zjeść, poczyta bajeczkę. Ten klaps jest tego warty. Szantażysta w związku ma podobnie, wie, że będą koszty, seks się skończy, będą na siebie fukać, ale mimo wszystko nie może się powstrzymać. O manipulacji emocjami rozmawiamy z psychologiem Piotrem Mosakiem]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Jaka jest definicja szantażu emocjonalnego?<br />
 Piotr Mosak, psycholog, specjalista terapii związków z <a href="http://www.psycholog.com.pl/" target="_blank">Centrum Psychoterapii Psycholog.com.pl:</a></strong> Szantaż emocjonalny to wpędzanie kogoś w poczucie winy, po to, żeby osiągnąć swoje cele. Druga strona, żeby nie czuć się źle, będzie robiła to, czego chce szantażysta. Mamusie mówią: „To ja dla ciebie się poświęcam, a ty nie chcesz…”, żony: „To ja dla ciebie zrezygnowałam z…, a ty”. W szantażu emocjonalnym gra się komuś, jak sama nazwa wskazuje, na emocjach. A najskuteczniej wpływa się na kogoś, wpędzając go w poczucie winy.<br />
 <strong><br />
 Dlaczego, zamiast taką szantażującą mamusię lub partnera wyśmiać, robimy to, czego chcą?</strong><br />
 Ponieważ łączą nas bliskie relacje. Z obcą osobą taki mechanizm nie zadziała. Bardzo trudno np. kobiecie wpędzanej w poczucie winy zdystansować się do reakcji męża czy matki, ponieważ ona faktycznie odczuwa poczucie winy. Szantaż emocjonalny to manipulowanie nawet prośbami. Na zasadzie: „Bardzo cię proszę, zrób to. Ale jeśli odmówisz, to będę taka smutna, taka nieszczęśliwa, tak się na tobie zawiodłam, tak mi przykro, że nawet tego nie jesteś w stanie dla mnie zrobić”. My z definicji wiemy, że prośba to pytanie o zgodę na coś lub niezgodę. Prosząc o coś, musimy założyć, że usłyszymy „nie”. Szantażysta emocjonalny na taką odmowę reaguje niezadowoleniem. Pokazuje, jak mu jest źle, ocenia czyjeś zachowanie, jest oburzony. Prośba staje się nagle wymaganiem, bo jak nie, to będą koszty emocjonalne. Szantażysta zachowuje się w taki sposób, że jeśli nie damy mu tego, czego chce, to my poniesiemy karę niespełnienia jego potrzeb.</p>
<p><strong>Nie liczy się z uczuciami innych?</strong><br />
 Nie. Widzi tylko swój cel i tylko swoje emocje. Szantażystami są najczęściej potworni egocentrycy. Egoista dba o siebie, nie chce popsuć sobie relacji z innymi. W ten sposób zdefiniowany egoizm w sumie jest czymś dobrym. Egocentryk natomiast, to osoba, która uważa, że jest najważniejsza na świecie. Liczą się tylko jej potrzeby, a reszta osób ma pełnić rolę służalczą wobec niej.<br />
 Często szantażystkami są egocentryczne matki, matki, jak ja to nazywam, huby, które piją soki ze swoich dzieci. Miałem klientkę, do której matka dzwoniła o każdej porze dnia i nocy, wymagając przeróżnych rzeczy. Nie rozumiała, że jej córka jest w pracy, ma swoje sprawy. Poradziłem, żeby, odbierając kolejny telefon, zapytała: „Cześć. Dzwonisz, żeby powiedzieć, że mnie kochasz?” Jaka była reakcja matki? Najpierw była głucha cisza, potem zaczęła chlipać, powiedziała: „Jak możesz mi to robić” i rzuciła słuchawką… Dziecko powiedziało o uczuciach, a matka miała jedynie postawę roszczeniową. Dla niej to było straszne, że dorosłe dziecko może żądać od niej takich okropnych rzeczy!<br />
 <strong><br />
 Często zdarzają się związki lub małżeństwa oparte na szantażu emocjonalnym?</strong><br />
 Najsilniejszy szantaż to ten, który ciągnie się za nami od niemal urodzenia. Nie znamy innego sposobu komunikowania się. W związek wchodzą dwie dorosłe osoby z jakąś historią. Kiedy mamy do czynienia z silnym uzależnieniem emocjonalnym, na zasadzie „nie widzę świata poza tobą, nie mogę bez ciebie żyć”, to pojawia się znakomity grunt dla szantażysty. On natychmiast zaczyna wykorzystywać takie podejście: „Skoro tak mnie kochasz, to bardzo cię proszę o&#8230; Skoro nie widzisz sensu bez mnie, to teraz rób tak, jakbym chciał”.</p>
<p><strong>Powiedzmy, że przeciętna, normalna dziewczyna zakocha się w kimś, kto jest szantażystą emocjonalnym. Powinna próbować go zmieniać czy uciekać?</strong><br />
 To zależy, czy ta osoba reaguje na rozmowę. Jeśli nie, to powinniśmy uciekać natychmiast, czego nie robimy, bo jesteśmy zakochani. „Może on faktycznie tego potrzebował, może nie rozumiem mężczyzn?” Setki wytłumaczeń i lata lecą. Wikłamy się w inne rzeczy, zaprzeczamy sobie, powstaje relacja jak z mobberem. Coś jest nie tak, ale nie wiemy co. Bo przecież on prosił… Czasami szantaż emocjonalny jest bardzo subtelny.</p>
<p><strong>Co zrobić, żeby uniknąć wikłania się w takie relacje?</strong><br />
 Myślę, że dorosłe osoby powinny sobie ustawić kontrolkę. Jeżeli mój partner, który jest starszy niż dwadzieścia lat, ma focha, to już jest szantaż emocjonalny. Dojrzałe osoby się tak nie zachowują. To nie jest komunikacja, tylko ucieczka od jakiegokolwiek dialogu, czyli manipulacja. I jeżeli mój partner, moja partnerka, ma fochy, to musimy usiąść do stołu i poważnie o tym porozmawiać. Powiedzieć, że sobie tego nie życzymy, że nie chcemy być z kimś, to zrywa kontakt, zamiast z nami porozmawiać o problemach. I bardzo proszę idziemy do specjalisty. Jeśli słyszymy „nie”, to nie pozostaje nic innego, niż się rozstać. Bo jeśli nasz facet woli z nami nie rozmawiać, niż rozmawiać, to nie ma sensu budować na takiej podstawie trwałej relacji. Przerażają mnie czterdziestoletni mężczyźni, którzy się obrażają, a kobiety z nimi wytrzymują. One też ich tego uczą. To jest wzajemna relacja trochę sado-maso. On strzela fochy, a ona na to pozwala. Tylko, że w pewnym momencie, to ten mężczyzna może odejść, kiedy widzi, jak ona się przy nim upokarza. Albo ona czuje się tak poniżona, że myśli sobie: „Po co się dalej męczyć?”.<br />
 <strong><br />
 Jak czuje się osoba szantażowana emocjonalnie?</strong><br />
 Często przez wiele lat nie dostrzega, że dzieje się coś złego. Cały czas myśli, że faktycznie coś zrobiła źle, zawiodła mamusię lub męża. Otwiera oczy dopiero wtedy, kiedy zaczyna ponosić koszty dodatkowe. Traci znajomych, pieniądze, pracę, wolny czas. Kiedy pojawiają się dodatkowe czynniki, niż te emocjonalne, następuje przełom. Takie osoby przychodzą do mnie i nawet nie wiedzą, co powiedzieć. „Przecież tej matce się należy, tyle lat się mną opiekowała”. Często są bardzo pogubione w tym, co czują.</p>
<p><strong>Często dlatego, że szantażyści to mistrzowie odwracania kota ogonem</strong>.<br />
 Tak, i zaprzeczania samemu sobie. Taki Putin, który teraz wycofuje się z informacji, że posiadał żonę przez ileś tam lat. To osoba, która nie zawaha się powiedzieć: „Nie było takiego faktu, w ogóle zmieńmy temat, bo widzę, że chcesz mi zrobić przykrość, a czym sobie na to zasłużyłem?” To jest ich tok rozumowania. Tu nie ma faktów, są tylko nagięcia i przegięcia.</p>
<p><strong>Skąd się biorą szantażyści?</strong><br />
 Po wielu latach pracy w zawodzie, mogę powiedzieć, że wiele cech to genetyka. Rodzimy się z pewnym bagażem, który nosimy w sobie i to jest 50 proc., a drugie 50 proc. to wpływ środowiska i wychowania. Szantażystę emocjonalnego można rozpoznać już w przedszkolu. To dzieci, które wszystko innym odbierają, a same nie rozumieją, że trzeba coś dać. Jednym słowem, wychodzi „cholera” z takiego dzieciaka, który świetnie rokuje na bycie w przyszłości szefową „zimną suką”, że tak brzydko powiem. Rodzice niekiedy pozwalają takiemu dziecku na szantażowanie, a ono szybko się uczy, jak manipulować innymi. Są osoby, które „wybuchają” w pracy lub związku z mocną egocentryczną postawą, tłumioną, np. przez silne osobowości rodziców. Możliwości może być wiele. Na pewno trzeba mieć zadatki.</p>
<p><strong>Jak poradzić sobie z takim typem?</strong><br />
 Wygrywa się asertywnością, połączoną ze spokojem i cierpliwością. To jest bardzo trudne, ponieważ musimy wytrzymać cierpienie bliskiej osoby. Taka mamusia, mąż, brat, siostra, przyjaciółka będą przeżywać, płakać, wściekać się. Chodzi o to, żeby zrozumieć, że druga strona wybiera cierpienie, a nie ma powodu, żeby cierpieć. Chyba, że jest to taki powód, że jej celem jest rządzenie mną, a ja przestałam się słuchać. Wtedy najlepiej mieć to w nosie. Bardzo trudno jest się z takiej zależności wyrwać. Czasami kończy się przeczesaniem znajomych, rozluźnieniem stosunków z rodziną lub rozwodem. Trzeba zrozumieć, że jeśli ktoś mnie o coś prosi, wiedząc, że nie mam czasu, ja asertywnie odpowiem: „nie, nie zrobię tego, bo jestem zajęty” i ta osoba będzie cierpieć lub się wściekać, to jest to tylko i wyłącznie jej wybór reakcji na moją odmowę. Prosząc, powinna być przygotowana na odmowę, bo nie ma żadnych gwarancji, że się na to zgodzę. Jeśli wybiera cierpienie, to jej wybór, a ja się nie powinienem wtrącać w cudze wybory. Chcesz cierpieć, cierp. Chcesz się przybić do krzyża proszę bardzo! Złote gwoździki czy ocynkowane? Młotek wybierz sam. Musimy bardzo twardo reagować, ale chodzi o oderwanie się od manipulacji. Szantażysta próbuje na nas wpłynąć cierpieniem, obrażaniem się, to jeden z elementów gry.</p>
<p><strong>Jakie są konsekwencje?</strong><br />
 Mogą być naprawdę straszne, bo osoba, która jest szantażystą emocjonalnym, walczy o całe swoje jestestwo. Naszym celem jest jedynie to, by złagodziła manipulację, a dla niej to jest sens życia. Nie będzie przebierała w środkach, nie cofnie się przed zszarganiem opinii wśród znajomych, tylko po to, żebyśmy przyszli na kolanach i przeprosili. „Drogi szantażysto, jaki zły byłem, że próbowałem przestać cię słuchać.” To jest czasami bardzo bolesny proces.</p>
<p><strong>O co chodzi szantażyście? O kontrolę, władzę?</strong><br />
 Niestety, często o nic. On tak ma. To taki paradoks, że jest mu wygodnie, żeby nie przyznać racji, wpędzić w poczucie winy, pomanipulować. Bo jeśli koszty są takie, że kobieta, owszem, urządzi awanturę, ale koniec końców zrobi to. czego chciał, to w jego głowie, to się opłaca. Przypomina to trochę zachowania dziecka, które rzuca się w kałużę. Mamy tu korzyść z wpisanym kosztem. Owszem, będzie klaps, ale potem mamusia będzie godzinę się na tym dzieckiem roztrząsała, przebierze, da coś zjeść, poczyta bajeczkę. Ten klaps jest tego warty. Szantażysta w związku ma podobnie, wie, że będą koszty, seks się skończy, będą na siebie fukać, ale, mimo wszystko, nie może się powstrzymać. <br />
 <strong><br />
 Czyli wybiera drogę naokoło, zamiast prostej, bezpośredniej komunikacji</strong>?<br />
 Egocentrycy nie są uczciwi, to też jest ich charakterystyczna cecha. Skoro są najważniejsi, to idą po trupach do celu. Mają problem z moralnością. Jak to powiedział król w Shreku: „Wielu z was zginie, ale jestem gotowy ponieść tę ofiarę”. Putin to egocentryk totalny, z moralnością na bakier. Przywołuję go, bo jest „gotowy ponieść ofiarę” setek tysięcy młodych chłopców i ich płaczących matek. No trudno! On tu jest najważniejszy, nie jakieś matki!</p>
<p><strong>Co może popchnąć szantażystę do zmiany?</strong><br />
 Uczucia, które będą go zaskakiwały – że jednak tę żonę kocha, strach przed tym, że straci partnerkę. W tym momencie może nastąpić terapia szokowa. Myślał, że już tak będzie do końca życia, a tu żona kładzie mu na biurku wniosek rozwodowy. Wtedy jest szansa, że szantażysta odpuści. Poczuje, że zawalił, że, jak czegoś nie zmieni, to całe jego życie pójdzie w rozsypkę. Koniec żony, dzieci, relacji. I zdarza się, choć nie jest to łatwe, że szantażysta się zmieni.<br />
 <strong><br />
 Łatwiej zmienić szantażystę czy szantażystkę?</strong><br />
 Powiem tak, mężczyzna, który już dojrzeje do myśli, że popełnił błąd, przyzna, że robi coś źle, przyzna, że nie ma racji, jest bardzo łatwy do prowadzenia przez terapeutę. Kobiety najczęściej, przy czym proszę pamiętać, że najczęściej, co nie znaczy, że wszystkie, zadowalają się małym postępem. Trudno jest je zmienić mówiąc, że 90 proc. ich zachowań nie nadaje się do życia społecznego. One są gotowe zmienić się, ale tylko trochę. Nie mają w sobie takiej motywacji do pracy nad sobą, jak mężczyźni, bo nie do końca wierzą, że to ich wina. Dlatego do gabinetów przychodzi więcej kobiet lawirantek, które pojawiają się po to, żeby podyskutować, albo usłyszeć, że się nie da nic zrobić, ale mają odhaczone.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/szantazysci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co autor miał na myśli?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/co-autor-mial-na-mysli/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/co-autor-mial-na-mysli/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 30 Mar 2014 02:08:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[konflikt]]></category>
		<category><![CDATA[konflikty w związkach]]></category>
		<category><![CDATA[kłótnie]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Mosak]]></category>
		<category><![CDATA[psycholog]]></category>
		<category><![CDATA[rozmowa]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>
		<category><![CDATA[związki małżeńskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=15132</guid>
		<description><![CDATA[W naszej kulturze krzyczymy, bo wściekamy się, że druga strona się z nami nie zgadza. Dlatego namawiam, żeby ochłonąć. Spotkać się za godzinę przy stole, zapalić świecie i zastanowić, o co tak naprawdę chodzi. O tym, jak się nie kłócić rozmawiamy z psychologiem Piotrem Mosakiem]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Jak mądrze rozwiązywać konflikty w związku?<br />
 Piotr Mosak, psycholog z <a href="http://www.psycholog.com.pl/" target="_blank">Centrum Doradztwa psycholog.com.pl:</a></strong> Jeśli znajdziemy w sytuacji, kiedy zdefiniujemy to, co się między nami dzieje jako kłótnię, to już jest sygnał, że coś jest nie tak w naszej komunikacji. Bo kiedy powstaje kłótnia, to znaczy, że emocje są już na bardzo wysokim poziomie &#8211; podnosimy głos, jesteśmy wkurzeni, zdenerwowani. Niestety, ten stan powoduje, że wyłącza się nam słuchanie drugiej strony. Napędzanie, nakręcanie emocji jest więc pozbawione sensu.</p>
<p><strong>Dlaczego? Może warto dać im upust?</strong><br />
 Bo taka kłótnia do niczego nie doprowadzi, oprócz, może zmęczenia przeciwnika. Na końcu wyczerpującej wymiany zdań, osoba, której pierwszej opadną ręce i emocje, na coś się zgadza. Ale to wcale nie oznacza, że my się mądrze pokłóciliśmy i do czegoś doszliśmy. Nie, ta druga strona po prostu macha ręką.</p>
<p><strong>Jaki jest pierwszy sygnał kłótni?</strong><br />
 To, że na siebie krzyczymy, jeśli pojawił się choć jeden wulgaryzm, to powinniśmy natychmiast przestać, bo to znaczy, że już jest coś nie tak.</p>
<p><strong>I co wtedy?</strong><br />
 Powinniśmy powiedzieć „ok., zagalopowaliśmy się”, zrobić sobie przerwę, po to żeby ochłonąć i wrócić do tematu, żeby przynajmniej ustalić, o czym my rozmawiamy. Bardzo często w takiej rozpędzonej kłótni, nie wiadomo już, o co nam chodziło na początku. Wypominamy rzeczy z przeszłości, ale „machanie trupem z szafy” tak naprawdę do niczego nie prowadzi. A kiedy jesteśmy pod wpływem silnych emocji, to mamy świetny pretekst, żeby wyrzucić z siebie wiadro pomyj.<br />
 <strong><br />
 Czyli model włoskiej awantury, w której ona tłucze talerze, a on krzyczy i biega, nie sprawdza się w życiu?</strong><br />
 We Włoszech tak, bo tam mamy silnie zaznaczony układ ról. Ona i on mogą się pokłócić, bo i tak wiadomo, gdzie jest ich miejsce. To kompletnie niczego nie zmienia w ich życiu, bo ona wie, że musi wrócić do kuchni, a on do winnicy. Nie chodzi im o dojście do wspólnego mianownika, bo jest im to kompletnie niepotrzebne. Pokrzyczą sobie i im ulży. A czasami, ktoś się jeszcze dołączy i krzyczą sobie wspólnie. To jest u nich normalne i nikt się tym nie przejmuje. My nie mamy takiego modelu rodzinnego.</p>
<p><em><br />
 Cały materiał jest do przeczytania w EksMagazynie nr 21, marzec-kwiecień 2014</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/co-autor-mial-na-mysli/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->