<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; pisarka</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/pisarka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Ishbel Szatrawska: gra konwencjami</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/ishbel-szatrawska-gra-konwencjami/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/ishbel-szatrawska-gra-konwencjami/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Jan 2023 01:09:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dagna Starowieyska</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[dramat]]></category>
		<category><![CDATA[gra konwencjami]]></category>
		<category><![CDATA[Ishbel Szatrawska]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29999</guid>
		<description><![CDATA[Jest dramatopisarką i teatrolożką. I właśnie za dramat „Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia” (Wydawnictwo Cyranka) otrzymała nominację.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Urodziła się w 1981 r. w Olsztynie, a obecnie mieszka w Krakowie, gdzie ukończyła teatrologię. W grudniu 2019 r. zadebiutowała dramatem „Objects in Mirror Are Closer Than They Appear” w e-antologii „Nasz głos” wydanej przez Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie.</h3>
<blockquote><p>Kolejne dramaty publikowała w „Dialogu”: „Polowanie” i „Totentanz. Czarna noc, czarna śmierć”. W roku 2020 otrzymała Stypendium Twórcze Miasta Krakowa, w ramach którego powstał dramat „Kateriny brak”. Jest też laureatką konkursu stypendialnego DRAMATOPISANIE organizowanego przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, w ramach stypendium powstał „Wolny strzelec”.</p>
</blockquote>
<p>Jej książka „Żywot i śmierć pana Hersha Libkina” cieszyła się w tym roku dużym uznaniem, choć jak zauważa Wojciech Szot: „dramat nie daje masowej popularności. Mimo to wciąż jest gatunkiem żywym, o czym przypomniała nam w tym roku Ishbel Szatrawska. »Żywot i śmierć pana Hersha Libkina« to opowieść straszna i śmieszna jednocześnie, intrygująca i wciągająca”. W tym brawurowym dramacie autorka ze swobodą i odwagą gra konwencjami, miesza współczesność i przeszłość.</p>
<blockquote><p>Korzysta z tradycji dramatów Hanocha Levina, teatru Warlikowskiego i Krall, ale idzie dalej, a wszystko po to, żeby przyszpilić pojedynczy żydowski los i jednocześnie podważyć rozmaite stereotypy. Hersh Libkin z Łodzi, z getta i Auschwitz, trafia po wojnie do Hollywood. Ale zamiast do raju, trafia do fabryki koszmarów, bo akurat szaleje makkartyzm i polowanie na komunistów (czarna lista Hollywoodu). Szatrawska miesza tonacje, jest poważnie i groteskowo, queerowo i wzruszająco. A przede wszystkim, według Michała Nogasia, Szatrawska rozprawia się z wieloma demonami: antysemityzmem, homofobią, strachem przed wyjściem z szafy, niemożliwością bycia sobą. I pokazuje, co może przynieść wyzwolenie z lęku.</p>
</blockquote>
<p><em>Oni nominowali: <strong>Małgorzata Bugaj </strong>(RMF Classic), <strong>Eliza Kącka (</strong>Uniwersytet Warszawski<strong>)</strong>, <strong>Piotr Kofta</strong> (krytyk niezależny), <strong>Zofia Król</strong> (Dwutygodnik.com), <strong>Juliusz Kurkiewicz</strong> („Gazeta Wyborcza”, „Książki. Magazyn do czytania”), <strong>Maciej Libich</strong> (Magazyn „Wizje”, Uniwersytet Warszawski), <strong>Paulina Małochleb </strong>(Uniwersytet Jagielloński, blog „Książki na ostro”), <strong>Anna Marchewka</strong> (literaturoznawczyni i krytyczka), <strong>Michał Nogaś</strong> („Gazeta Wyborcza”, Radio Książki), <strong>Wojciech Szot</strong> (blog „Zdaniem Szota”).</em></p>
<p><em><strong>Ponadto zgłoszeni zostali:</strong> Wiktoria Bieżuńska, Maciej Bobula, Wojciech Chamier-Gliszczyński, Urszula Chylaszek, Marcin Gaczkowski, Sabina Jakubowska, Aneta Kamińska, Maria Karpińska, Andrzej Muszyński, Sebastian Nowak, Agata Romaniuk, Patryk Pufelski, Radek Rak, Katarzyna Szaulińska, Wit Szostak, Filip Zawada.</em></p>
<p><em>Fot. Leszek Zych/ Polityka</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/ishbel-szatrawska-gra-konwencjami/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>SYLWIA CHUTNIK: Obserwatorka rzeczywistości</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/sylwia-chutnik-obserwatorka-rzeczywistosci/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/sylwia-chutnik-obserwatorka-rzeczywistosci/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 May 2020 02:40:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Prochowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[w skrócie]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>
		<category><![CDATA[Sylwia Chutnik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28491</guid>
		<description><![CDATA[Nigdy nie jest łatwo być kolorowym ptakiem, ja zawsze chciałam mieć prawo do wyrażania swojej autoekspresji i poglądów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Sylwia Chutnik, działaczka, pisarka, innowatorka i artystka. Jej książki zdobyły wiele prestiżowyh nagród. Za „Kieszonkowy atlas kobiet” w 2009 roku otrzymała Nagrodę Literacką Nike. Mama i partnerka, która ogarnianie czasu ma we krwi – tak zawodowo, jak prywatnie.</strong></p>
<p><strong>Z Pani historii wiadomo nam, że bardzo wcześnie zaczęła Pani czytać. Wnioskuję, że to z książek i niepohamowanej chęci wiedzy zaczęły kiełkować, a później klarować się Pani poglądy?</strong></p>
<p><strong>Sylwia Chutnik, pisarka:</strong> Pochodzę z domu, w którym jako pierwsza osoba uzyskałam wyższe wykształcenie, więc pod kątem poglądów to nie jest jakoś wyniesione z domu. Natomiast mój dom zawsze był otwarty, na szczęście również na to, co ja mówiłam i myślałam. Tak naprawdę dość szybko stałam się osobą, która wie, czego chce. Na przykład w wieku 15 lat przestałam jeść mięso i nie jem go do tej pory. Oprócz tego, zawsze wyróżniałam się wyglądem. Myślę, że rodzina w pewien sposób mogła się domyślać, że nie jestem zwyczajną osobą, ale zarazem też mnie w tym moim stylu i poglądach nie stopowano.</p>
<p>To były momenty, w których mogłam jasno wyklarować swoje poglądy, niezależnie od tego, co kto o nich myślał (śmiech). Natomiast jeśli chodzi o pisanie i czytanie, to moja Mama zawsze mi bardzo dużo czytała. W wieku 6 lat nauczyłam się pisać i czytać, sama. Mogłam zatem dość szybko sięgać po lektury samodzielnie i samodzielnie je czytać. W wieku 11 lat przeczytałam biografię Emeliny Pankhurst, która nosiła nazwę „Bunt długich spódnic” i opowiada o sufrażystkach z Wielkiej Brytanii. I, mimo, że wówczas byłam bardzo młoda i nie miałam wystarczających kompetencji i narzędzi, by do końca zrozumieć część polityczno-społeczną tej książki, to ta historia mi tak utkwiła w pamięci, że to właśnie od tamtej chwili zaczęłam interesować się prawami kobiet. Oczywiście, na początku była to dość ograniczona wiedza, bo na ile może ją posiąść jedenastolatka, ale w wieku 16 lat byłam członkinią takiej nieformalnej grupy feministycznej i właściwie od tego momentu zaczęłam już bardzo dużo działać. Można więc powiedzieć, że wszystko się tu zaczęło od lektury.</p>
<p><strong>Już jako nastolatka rozwijała się Pani artystycznie. Czy łatwo było wtedy być kolorowym ptakiem? Jak to wpływało na życie szkolne?</strong></p>
<p>Nigdy nie jest łatwo być kolorowym ptakiem, ja zawsze chciałam mieć prawo do wyrażania swojej autoekspresji i poglądów. Sztuka i kultura zawsze były dla mnie bardzo ważne i już jako małe dziecko, chodziłam do Pałacu Młodzieży na plastykę i rytmikę. Już wtedy zapałałam miłością do malowania i wyklejania, ale również uważnie oglądałam prace innych osób. Ale już w liceum i na studiach, na kulturoznawstwie to były wszystkie aspekty twórczości ludzkiej, które bardzo chciałam poznać. Odnośnie mojego wyrażania siebie w liceum, to szkoła nie mogła sobie ze mną poradzić. Nie były to problemy wychowawcze tylko ja bardzo odstawałam od reszty. Program szkolny był „od – do” i ktoś, kto się bardzo wyróżnia jako indywidualność, zawsze jest solą w oku. Ja jednak już wtedy czułam, że to jest część mojej osobowości. To mnie już jednak zahartowało pod kątem moich późniejszych działań. I teraz, gdy trafia się mi jakiś hejt w Internecie, to te słowa oczywiście bolą, ale nie jest to coś, czym się jakoś bardzo przejmuję. Na przykład, na temat mojego wyglądu zewnętrznego, już dawno nie słyszałam niczego, co by mnie jakoś szczególnie obeszło (śmiech).</p>
<p><strong>Bardzo dużo działa Pani na rzecz kobiet i pisze o kobietach, jak Pani uważa, co jeszcze mamy do zrobienia na tym polu? Jak sprawić, by polskim kobietom żyło się lepiej na polu społecznym, ekonomicznym i politycznym?</strong></p>
<p>To dość szerokie zagadnienia, natomiast wydaje mi się, że już dość dużo się na tych polach dzieje. Kobiety zaczynają nabierać samoświadomości i wiedzą, że na pewne sprawy zgadzać się nie mogą. Do priorytetów bym zaliczyła brak zgody na przemoc seksualną, jak i brak zgody na przemoc ekonomiczną. I to się już właśnie zaczyna dziać. Nadal jednak, jako kobiety, zarabiamy średnio 20-30 proc. mniej niż mężczyźni i wynika to tylko z tego faktu, że jesteśmy kobietami! Myślę, że kobiety zaczynają się buntować i widzimy to nie tylko w „czarnym proteście” czy kampanii #metoo. To są tak naprawdę same początki, ale już widać, że kobiety są mocno wkurzone, że gdy będziemy o tym mówić i wszystko będzie się zmieniać.</p>
<p>Druga rzecz: Chodzi o to, byśmy o naszych sprawach mówiły wspólnym głosem. Wiadomo, że każda z nas jest inna, ale musimy się wspierać. Ja cały czas widzę, jak wiele jest tu do zrobienia, jak często się oceniamy, jak często kobieta kobiecie nie jest przychylna czy wbija szpilki. Jest wiele przyzwyczajeń kulturowych, którymi tak obrośliśmy jako społeczeństwo, że uważamy, że tak ma być i że jest to naturalne. Że tak było i będzie, ale naprawdę, nie ma w tym niczego dobrego czy naturalnego. To kwestia tego, na co się zgadzamy i na co się umówimy. Mam nadzieję, że zrywy polskich kobiet nadal będą szły w kierunku zmian na lepsze.</p>
<p><strong>Na ile „Bazarówy” to my, polskie kobiety?</strong></p>
<p>Myślę, że to nadal są kobiety, które noszą siatki z zakupami i dbają o dom, rodzinę i o ich przestrzeń prywatną. One jednak zajmują się domem i członkami rodziny również w sposób emocjonalny. Nie chodzi tylko o podanie obiadu, ale również o to, że gdy występuje w rodzinie jakaś trudność to trzeba ją rozwiązać. To też dbanie o to, by w domu była miła atmosfera, a to zawsze jest ciężka praca. „Bazarówy” z mojej książki „Kieszonkowy atlas kobiet” to nie tylko te kobiety z bazaru, ale też kobiety, których cechy charakteru są mi bardzo bliskie. Bywa, że odnajduję się w tych cechach, co nie znaczy, że je lubię. Wiem na pewno, że kultura opiekuńczości jest w Polsce tak silnie zakorzeniona, że istnieje cały czas.</p>
<p><strong>Postaci z Pani książek są bardzo niejednoznaczne. Co, według Pani, wyzwala w ludziach zachowania na tzw. „granicy”? </strong></p>
<p>Nic w nas, ludziach, nie jest jednoznaczne i bardzo lubię takie sformułowanie, że wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu dziwakami. I nawet te osoby, którym się wydaje, że są najzwyklejsze na świecie i prowadzą zwykłe życie &#8211; jestem tego pewna – mają w swoich życiorysach coś, co wykracza poza „normalność”. Właśnie te drobne szaleństwa mnie najbardziej interesują u innych. Myślę, że moi bohaterowie – a raczej bohaterki, bo piszę głównie o kobietach, właśnie takie szaleństwo w sobie noszą. Oczywiście pytanie, w którą stronę to idzie, ale często obserwuję właśnie to, co ludzie robią ze swoim życiem, jak nim kierują, jak i dlaczego nie potrafią tego robić, bo są na przykład zależni od kogoś. Ale faktycznie, tematyka wykraczania poza te „normy”, jest dla mnie ogromnie ciekawa literacko.</p>
<p><strong>Pani książka, o której usłyszała Pani najmocniejsze opinie to…? I jak Pani te opinie przyjęła?</strong></p>
<p>Myślę, że najwięcej kontrowersji wzbudziła moja książka „Dzidzia” z 2010 roku. Była naprawdę różnie odbierana i nie chodziło tylko o to, czy się podobało czy nie, bo sposób odbioru jest zawsze indywidualny. Ja nie żałuję napisania jej i wiedziałam, że to nie będzie łatwa powieść „do poduszki”. Natomiast ten tekst dostał drugie życie w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy i wystawiono na jego podstawie sztukę „3 Furie” w reżyserii Marcina Libery. Sztuka była wielokrotnie nagradzana i grana. Do tej pory się ją wystawia, zaś z Wrocławia do Legnicy jeździ pociąg, który nazywa się „3 Furie”, więc ona jest gdzieś cały czas obecna i żyje. Myślę zatem, że „Dzidzia” powstała również po to, by rezonowała wśród innych twórców, ale też ja nie jestem od lekkiej i przyjemnej lektury czy bestsellerów, ale by trochę potrząsnąć społeczeństwem. Jestem trochę do wykraczania poza schematy zwykłego myślenia. To czasem jest dość ciężka praca, ale właśnie tak widzę swoją rolę (śmiech).</p>
<p><strong>Prowadziła Pani przez 11 lat Fundację „MaMa” – w jakich okolicznościach zrodziła się taka potrzeba?</strong></p>
<p>Fundacja jest obecnie w stanie likwidacji, powstała w 2006 roku. Mój syn miał wówczas 3 lata, a ja, jako mama, miałam już wtedy jakieś refleksje na temat macierzyństwa. Wbrew temu, co się mówiło i nadal mówi, nie miałam poczucia, by matki w Polsce były dobrze traktowane. Ich problemy, odczucia i refleksje są często deprecjonowane. W Fundacji podobało mi się to, że poznałam inne kobiety, myślące podobnie do mnie i chciałyśmy razem w tych obszarach działać na rzecz mam. Zarówno w zakresie porad prawnych, jak i mam dzieci niepełnosprawnych, pod kątem barier architektonicznych i wiele, wiele innych rzeczy, których się przez te 11 lat udało się nam dokonać. Prowadziłyśmy też kawiarnię, w której realizowałyśmy przeróżne spotkania dla tych mam. Po upływie 11 lat, uznałyśmy, że nasze dzieci już na tyle dorosły, że ta kwestia się już po prostu sama w sobie dopełniła, aczkolwiek oczywiście, nadal jakoś działamy na rzecz macierzyństwa. Przez te lata napisałam mnóstwo felietonów o macierzyństwie dla magazynu „Pani”, dla nieistniejącego już „Życia Warszawy” czy dla „Dziecka” &#8211; magazynu Agory. Był to więc dla mnie bardzo szeroki i ważny temat. Fundacja powstała jako wyraz niezgody na to, że macierzyństwo w Polsce jest nadal postrzegane jako trud i znój, jako sytuacja, w której to najczęściej kobieta i mama musi wszystko przyjąć na swe barki – dla „dobra” dziecka. Ja chciałam pokazać, że macierzyństwo to frajda, mimo, że bywa też bardzo ciężką pracą. Głównym pomysłem Fundacji było odciążenie mam na różnych polach, również politycznie i społecznie czy w zakresie kodeksu pracy, gdy prowadziłyśmy spotkania czy kampanie. Mam nadzieję, że jakoś udało się nam choć odrobinę zmienić myślenie o rodzicielstwie.</p>
<p><strong>Jak Pani wypoczywa?</strong></p>
<p>Bardzo lubię podróżować. Dużo jeżdżę zawodowo, ale też, gdy tylko mogę – chętnie zwiedzam. Gdy tylko mogę, chodzę pieszo i jest to dla mnie prawdziwy odpoczynek. Czytam książki – zawodowo i prywatnie. Z pewnością można powiedzieć, że moja praca przenika się z tym, co lubię robić, ale też chętnie wracam do zamiłowania z dzieciństwa, czyli prac manualnych takich jak wyklejanie kolaży czy tworzenie pocztówek.</p>
<p><strong>Jak godzi Pani pracę zawodową i społeczną z codziennym życiem partnerki i mamy?</strong></p>
<p>Na szczęście urodziłam się z dobrym ogarnięciem czasowym (śmiech). Lubię maksymalnie wykorzystywać dany mi czas i naprawdę dobrze mi to idzie. Oczywiście, jakoś pomagam temu, bo jestem zorganizowana i pracowita, ale kalendarze, notatki czy kartki, na których notuję, co mam do zrobienia, są zawsze ze mną. Staram się nie miotać i wykorzystuję tzw. „ekonomię ruchu” czyli na przykład, gdy idę do kuchni, to zabieram tam pusty kubek po herbacie albo gdy nakrywam do stołu, to biorę więcej talerzy, etc. Może to brzmi jak truizm, ale właśnie w tych małych ruchach, jest zawarta cała tajemnica (śmiech). Piszę też wtedy, kiedy mogę, wykorzystuję niemal każdą sekundę. Myślę, że mi się to udaje. Mój syn ma obecnie 16 lat i to wszystko dobrze i sprawnie funkcjonuje. Na pewno jest to też kwestia jakiegoś szczęścia czyli tego, że mieszkam w dużym mieście i codzienna logistyka jest dość łatwa. Ja sobie też dałam prawo do tego, by być artystką i jakkolwiek uwielbiam być gospodynią domową, to dbam też o to, by rozwijać się intelektualnie, a to wymaga dużo pracy, co często generuje stres, no ale taką sobie wybrałam drogę i jest to moja świadoma praca nad tym, by wszystko mi w miarę sprawnie działało. Nie mam nad sobą szefa, ale też jestem za wszystko odpowiedzialna.</p>
<p><strong>Jak by Pani opisała kobietę sukcesu w Polsce?</strong></p>
<p>To jest chyba kobieta, która może usiąść sama ze sobą na kawie czy herbacie i powiedzieć sobie, że zrobiła dobrą robotę. Sukcesem może być to, że się przeżyło kolejny dzień w chaosie z dwójką czy trójką dzieci lub z dzieckiem z niepełnosprawnością. Sukcesem może też być to, że udało się nam wyrwać z pracy, która nam nie dawała radości i satysfakcji. Albo zakończenie toksycznego związku &#8211; to również sukces. Posprzątanie domu i zrobienie zakupów także. Takie sukcesy dnia codziennego to dla mnie jest ogromna satysfakcja. Splendory i cała reszta &#8211; to zwykle jest raz na jakiś czas. A żyjemy przecież w tej codzienności.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/sylwia-chutnik-obserwatorka-rzeczywistosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dominika Słowik: Jej proza „zachłannie pożera czas czytelnika”</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/dominika-slowik-jej-proza-%e2%80%9ezachlannie-pozera-czas-czytelnika%e2%80%9d/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/dominika-slowik-jej-proza-%e2%80%9ezachlannie-pozera-czas-czytelnika%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Jan 2020 00:59:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Michal Karas</dc:creator>
				<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[Dominika Słowik]]></category>
		<category><![CDATA[Paszporty POLITYKI]]></category>
		<category><![CDATA[Paszporty Polityki 2019]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28402</guid>
		<description><![CDATA[Po debiucie, powieści „Atlas Doppelganger” w 2015 r., Dominikę Słowik uznano za jedną z najciekawszych pisarek młodego pokolenia. Otrzymała wtedy nominację do Literackiej Nagrody Gdynia. Słowik urodziła się w 1988 r. w Jaworznie, zadebiutowała, mając 26 lat.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>- Tworzy prozę, która zachłannie pożera czas czytelnika, a wnioski i diagnozy, które stawia, nie przynależą do literatury popularnej, a tej wysokoartystycznej, krytycznej wobec dominujących narracji. Można tylko życzyć, by za kilka lat odniosła te same sukcesy, które święci dziś na świecie Olga Tokarczuk. Bo ją na to stać &#8211; komentuje Wojciech Szot.</p>
</blockquote>
<p>W „Atlasie” stworzyła z rozpadających się bloków mityczną krainę literacką. Początkowe partie książki to jedne z najlepszych obrazów bloków w literaturze. Labirynt mieszkań i korytarzy odzwierciedlał labirynt języka. Książka Słowik była więc też opowieścią o sile literatury, o żywiole, który przekształca znaną rzeczywistość w fantastyczne światy. Po czterech latach od debiutu opublikowała powieść „Zimowla” (Wydawnictwo Znak), za którą otrzymała nominację do Paszportu POLITYKI.</p>
<p><img class="alignnone size-large wp-image-28403" title="LITERATURA_Dominika_Slowik_fot_Leszek_Zych_POLITYKA_small" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2020/01/LITERATURA_Dominika_Slowik_fot_Leszek_Zych_POLITYKA_small-1024x682.jpg" alt="" width="700" height="466" /></p>
<blockquote><p>„Narratorka jest nastolatką, ale nie jest to kolejna Bildungsroman czasów transformacji, raczej raport z mało spektakularnych prób zrozumienia świata. Doceniam też nieuleganie presji rynku i skupienie na tworzeniu powolnym, starannym (wydanie »Zimowli« cztery lata po debiucie to w dzisiejszych czasach naprawdę pisarstwo w stylu slow)” – pisze Olga Wróbel.</p>
</blockquote>
<p>Ten thriller z elementami opowieści grozy, rozgrywający się w małej miejscowości Cukrówka, daje bardzo ciekawy obraz historii najnowszej – lat 80. i 90. Polska jest tutaj krainą cudów i oczekiwania na cuda, myślenie magiczne okazuje się zasadą istnienia całego kraju. Chociaż przewrotność tej książki polega również na tym, że za zagadkami niekoniecznie kryją się siły nadprzyrodzone. Jedna z bohaterek mówi: „W tym kraju przeszłość to najlepszy kapitał na przyszłość”.</p>
<p>Ta powieść pokazuje również, jak można historią manipulować. Słowik, zdaniem Wojciecha Szota, „tworzy prozę, która zachłannie pożera czas czytelnika”, czyta się ją jak najlepszy kryminał, a „wnioski i diagnozy, które stawia, nie przynależą do literatury popularnej, a tej wysokoartystycznej, krytycznej wobec dominujących narracji. Można tylko życzyć, by za kilka lat odniosła te same sukcesy, które święci dziś na świecie Olga Tokarczuk. Bo ją na to stać”.</p>
<p>Fot. ⓒ POLITYKA / Leszek Zych</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/dominika-slowik-jej-proza-%e2%80%9ezachlannie-pozera-czas-czytelnika%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Urszula Zajączkowska: Poetka, botaniczka, artystka wizualna</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/urszula-zajaczkowska-poetka-botaniczka-artystka-wizualna/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/urszula-zajaczkowska-poetka-botaniczka-artystka-wizualna/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Jan 2020 01:02:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Julia Nieznalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[botaniczka]]></category>
		<category><![CDATA[Gaj Pamięci Wołomińskich Żydów]]></category>
		<category><![CDATA[Paszporty POLITYKI]]></category>
		<category><![CDATA[Paszporty Polityki 2019]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>
		<category><![CDATA[poetka]]></category>
		<category><![CDATA[Urszula Zajączkowska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28404</guid>
		<description><![CDATA[Jest poetką, artystką wizualną i botaniczką, adiunktem w Samodzielnym Zakładzie Botaniki Leśnej SGGW w Warszawie. Bada wzrost, anatomię i ruchy roślin, studiuje ich aerodynamikę oraz biomechanikę. Urodziła się w 1978 r. w Starogardzie Gdańskim, dziś jest związana z Wołominem, gdzie w tym roku powstał zainicjowany przez nią Gaj Pamięci Wołomińskich Żydów, upamiętniający mieszkańców, po których nie został żaden ślad.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jej debiutancka książka poetycka „Atomy” (2014 r., wyd. Zeszyty Poetyckie) była nominowana do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w 2015 r. W 2016 r. stworzyła film „Metamorphosis of Plants”, powstały z inspiracji dziełem J. W. Goethego. Film wygrał Scinema Festival of Science Film w kategorii Najlepszy film eksperymentalny/ Animacja.</p>
<p>W 2017 r. Zajączkowska została finalistką FameLab, konkursu popularyzatorskiego dla naukowców, organizowanego przez Centrum Nauki Kopernik i British Council. Za kolejny tom wierszy „minimum” (Wyd. Warstwy) z 2017 r. otrzymała Nagrodę Kościelskich.</p>
<p><img class="alignnone size-large wp-image-28405" title="LITERATURA_Urszula_Zajaczkowska_fot_Leszek_Zych_POLITYKA_small" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2020/01/LITERATURA_Urszula_Zajaczkowska_fot_Leszek_Zych_POLITYKA_small-1024x682.jpg" alt="" width="700" height="466" /></p>
<p>W swojej twórczości stara się zasypywać podziały między nauką i humanistyką, szuka też nowych języków opisu relacji człowieka z przyrodą. Tym się zajmuje też w zbiorze esejów „Patyki, badyle” (Wydawnictwo Marginesy), za który otrzymała nominację do Paszportu POLITYKI. To książka zupełnie inna niż opowieści o sekretnym życiu roślin czy rozmaite popularnonaukowe opracowania. Inna, bo Zajączkowska opowiada swoim stylem i ze swoją charyzmą, które sprawiają, że natychmiast chce się ruszyć podglądać chwasty i zagajniki.</p>
<blockquote><p>„Zajączkowska – pisze Eliza Kącka – udziela nam swoich oczu, zmysłów i uczuć – dla wykazania, że do istot żywych (przy czym »istot« jest tu słowem najistotniejszym) należą także Osoby przynależne do świata roślinnego”. Kącka dodaje też, że „ta proza nie popularyzuje nauki – ona upowszechnia tajemnicę życia”.</p>
</blockquote>
<p>Zofia Król doceniła ją właśnie „za poszukiwanie literackiego języka zdolnego opisać roślinne światy słabo dostępne ludzkiemu oku i słowu, a coraz bardziej współcześnie istotne wobec zbliżającej się ekologicznej katastrofy”.</p>
<p>Fot. ⓒ POLITYKA / Leszek Zych</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/urszula-zajaczkowska-poetka-botaniczka-artystka-wizualna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Weronika Murek: Małe ojczyzny odkryte na nowo</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/weronika-murek-male-ojczyzny-odkryte-na-nowo/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/weronika-murek-male-ojczyzny-odkryte-na-nowo/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Dec 2019 00:08:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Prochowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[dramat]]></category>
		<category><![CDATA[Feinweinblein]]></category>
		<category><![CDATA[Paszporty POLITYKI]]></category>
		<category><![CDATA[Paszporty Polityki 2019]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>
		<category><![CDATA[Weronika Murek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28408</guid>
		<description><![CDATA[Po raz drugi nominowana do Paszportu POLITYKI. Pierwszą nominację otrzymała w 2015 r. za brawurowy debiut – zbiór opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”. Za tę książkę otrzymała Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza w 2016 r. i była nominowana do nagrody Nike.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Weronika Murek urodziła się w Bytomiu w 1989 r., jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, pracowała jako aplikantka adwokacka. Ale od dłuższego czasu jest związana z teatrem – pisze dramaty. W 2017 r. Teatr Studio wystawił jej sztukę „Dziewczynki” w reż. Małgorzaty Wdowik.</p>
<p>Nominowana w tym roku książka „Feinweinblein” (Wydawnictwo Czarne) to właśnie zbiór trzech sztuk teatralnych. Jedna z nich to rozszerzona wersja dramatu „Feinweinblein”, za który autorka otrzymała Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną. Na jej podstawie powstał m.in. spektakl w Teatrze Współczesnym w Szczecinie; „Wujaszkowie” i „Morowe” nie miały jeszcze teatralnych realizacji. Zwrot w stronę teatru nie dziwi – forma dramatu odpowiada skłonności Murek do szybkiego dialogu, groteski i przede wszystkim niesłychanej wyobraźni językowej.</p>
<p><img class="alignnone size-large wp-image-28409" title="LITERATURA_Weronika_Murek_fot_Leszek_Zych_POLITYKA_small" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2020/01/LITERATURA_Weronika_Murek_fot_Leszek_Zych_POLITYKA_small-1024x682.jpg" alt="" width="700" height="466" /></p>
<p>„Wujaszkowie” to historia arcypolska – z Paderewskim, Marszałkiem, Narutowiczem, ułanami, siwkami i przede wszystkim polskimi wujaszkami i ich anegdotami. „Materią jej literatury staje się wszystko, co składa się na polską podświadomość traumatyczną: zwłaszcza niedopowiedzenia i przemilczenia, którym potrafi nadać wyraz i temperaturę emocjonalną” – pisze Eliza Kącka, dodając, że Weronika Murek należy do wąskiego grona autorów, którzy pojmują i stosują ironię.</p>
<blockquote><p>„I w tym sensie pozostaje uczennicą Gombrowicza, choćby nie była pod jego bezpośrednim wpływem. Kiedyś z tekstów Murek odczytywane będą polskie strachy, wstręty, niemożności, ograniczenia, izolujące nas od normalności.”</p>
</blockquote>
<p>Z kolei Paulina Małochleb doceniła jej twórczy i ożywczy sposób sięgania do przeszłości. Murek wypełnia znane schematy nowymi znaczeniami: „na nowo opowiada o małych ojczyznach, o tożsamości narodowej, poczuciu wojennej krzywdy, przypomina o tęsknocie za wojną – bardzo groźniej, a dzisiaj coraz bardziej aktualnej”.</p>
<p>Fot. ⓒ POLITYKA / Leszek Zych</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/weronika-murek-male-ojczyzny-odkryte-na-nowo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pocieszki – lek na trudną codzienność?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/pocieszki-%e2%80%93-lek-na-trudna-codziennosc/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/pocieszki-%e2%80%93-lek-na-trudna-codziennosc/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Jul 2018 13:13:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[Katarzyna Grochola]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>
		<category><![CDATA[Pocieszki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=26414</guid>
		<description><![CDATA[Chcesz mieć lepszy dzień? A może miesiąc? A może wystarczy pocieszka na każdy tydzień?
Oto pięćdziesiąt dwie historie – tyle, ile jest tygodni w roku. To prawdziwe historie, choć opisane literackim językiem.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z wdziękiem, lekkością i humorem Katarzyna Grochola wciągnie Cię w swój świat, który może okazać się także Twoim. Świat deszczowych poranków, kiedy nie chce się podnieść z łóżka i wieczorów przynoszących niespodzianki. Niezaplanowanych spotkań, nadziei, dobrych uczynków, ptaków za lodówką, próśb niekaralnych i miłości, za którą wszyscy tęsknimy.</p>
<p>Choć niektóre z pocieszek autorka traktuje z przymrużeniem oka, a niektóre całkiem serio, zapewniamy – wszystkie zdarzyły się naprawdę. To ciepłe historie na każdy dzień, od jednej z najbardziej poczytnych polskich pisarek, trafiającej w gusta bardzo szerokiej rzeszy odbiorców.</p>
<p>Wydawca (Wydawnictwo Literackie) o tym nie mówi, ale sama Grochola już tak: pocieszki to opowiadania, które mogą dodać otuchy Polakom sfrustrowanym napiętą, patologiczną sytuacją polityczną w Polsce. Nawet w wywiadach mających promować „Pocieszki” jako nowy tytuł autorka szybko przechodzi do aktualnej sytuacji w kraju.</p>
<p>Odrobiną otuchy w tej zawierusze mogą być właśnie pocieszki. Czy nią będą? Dowiemy się po reakcjach czytelników i czytelniczek. Premiera zaplanowana jest na 22 sierpnia.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-26415" title="pocieszki" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/07/pocieszki.jpg" alt="" width="700" height="514" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/pocieszki-%e2%80%93-lek-na-trudna-codziennosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Aleksandra Marinina: Milicjantka w służbie kryminału</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/aleksandra-marinina-milicjantka-w-sluzbie-kryminalu/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/aleksandra-marinina-milicjantka-w-sluzbie-kryminalu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Mar 2018 00:20:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Julia Nieznalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[Aleksandra Marinina]]></category>
		<category><![CDATA[Kolacja z zabójcą]]></category>
		<category><![CDATA[kryminały]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>
		<category><![CDATA[powieść kryminalna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=25619</guid>
		<description><![CDATA[Jako pierwsza rosyjska pisarka w głównej roli kryminałów postawiła kobietę. I uważa, że właśnie kobiety są lepsze w pisaniu kryminałów. Dlaczego? O to będzie można spytać podczas spotkania w warszawskiej Big Book Cafe już 27 marca.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Urodziła się we Lwowie, w rodzinie prawniczej. Przez prawie 20 lat pracowała w milicji i, gdy publikowała pierwsze opowiadanie w magazynie „Milicja” w 1991, pewnie mało kto spodziewał się, że właśnie Aleksandra Marinina odświeży spojrzenie na kryminał.</p>
<p>Tymczasem Marinina, jako pierwsza rosyjska pisarka, uczyniła kobietę główną bohaterką kryminału. Wcześniej, w czasach komunizmu obowiązywał jeden wzorzec detektywa – niepijący, pozbawiony problemów, przykładny mąż i ojciec. – Gdy cenzura padła, można było wreszcie pisać tak, jak się chce – mówi autorka. Bohaterka jej kryminałów Anastazja Kamieńska jest osobą pełną rozterek, niewierzącą w siebie, nie chce wyjść za mąż ani mieć dzieci. Nie interesują jej typowo kobiece zajęcia, nie potrafi na przykład gotować. Woli spędzać czas na analizowaniu dokumentów. – Taka postać wydała mi się bardziej szczera niż perfekcyjni, rumiani mężczyźni z radzieckich kryminałów – dodaje Marinina.</p>
<p>Seria o Kamieńskiej to pasjonujący zapis zmian, jakie rosyjskie społeczeństwo przechodzi od początku lat 90. do dziś. Marinina stara się, by obraz ojczyzny był jak najbardziej wiarygodny. – Książki zawsze dzieją się w roku, w którym je piszę. Wszystko to, co zajmowało wtedy ludzi, ich aktualne problemy czy niedogodności, odbijają się w literaturze – wyjaśnia. Czytając jej kryminały można prześledzić, jak zmieniały się ceny, towary dostępne w sklepach, samochody, płace, nastawienie ludzi do bogactwa i sąsiadów. Marinina chce, by czytelnik za pośrednictwem jej książek przyjrzał się samemu sobie.</p>
<p>W młodości czytała m.in. Arthura Conana Doyle’a. Pytana dlaczego ludzie tak często sięgają po kryminały, odpowiada: – Lubimy, kiedy dobro zwycięża, a zło zostaje ukarane.</p>
<p>W jej książkach najważniejsze pytanie wcale nie brzmi: kto zabił? – Przestępstwo nie jest kluczowe, stanowi tylko punkt wyjścia do opisywania relacji i przemyśleń bohaterów, ich działań i uczuć – tłumaczy.  Twierdzi, że kobiety mają lepsze predyspozycje do tworzenia tego rodzaju literatury niż mężczyźni.</p>
<p>– Napisanie kryminału wymaga ogromnej, wytężonej pracy. Mężczyzna może napisać książkę sensacyjną: przyszedł, zobaczył, strzelił, padł, ale mężczyźni nie lubią pracy, której wymaga kryminał: siedzenia przy biurku i mozolnego, precyzyjnego związywania wątków. Dlatego kobietom kryminały wychodzą lepiej – twierdzi pisarka.</p>
<p><strong>Z Aleksandrą Marininą będzie można spotkać się już 27 marca o 18:00 w Big Book Cafe w Warszawie (ul. Dąbrowskiego 81). Wieczór pt. „Kolacja z zabójcą” poprowadzi Renata Kim, a spotkanie to pierwsze wydarzenie z cyklu ROSczytani, w którym polscy czytelnicy będą mogli spotkać się z rosyjskimi autorami</strong>.</p>
<p><img class="alignnone size-large wp-image-25621" title="aleksandra marinina rosczytani" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/03/aleksandra-marinina-rosczytani-1024x538.jpg" alt="" width="700" height="368" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/aleksandra-marinina-milicjantka-w-sluzbie-kryminalu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nermin Bezmen: „Musiałam pisać!”</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/nermin-bezmen-%e2%80%9emusialam-pisac%e2%80%9d/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/nermin-bezmen-%e2%80%9emusialam-pisac%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Nov 2016 04:51:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Makos</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[imperium miłości]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[Nermin Bezmen]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=22375</guid>
		<description><![CDATA[Nie byłoby jej książek gdyby nie fascynująca historia rodziny, w której miała okazję dorastać Narmin Bezmen. Sama historia przekazywana z pokolenia na pokolenie to jednak nie wszystko. Potrzebne było również specjalne dochodzenie, pozwalające odnaleźć wiele istotnych szczegółów. To dzięki niemu powstało „Imprium miłości”]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>- Dla wielu ludzi ich historia rodzinna wydaje się – przynajmniej do pewnego momentu – mało interesująca. Ale u Ciebie chyba było inaczej?</strong></p>
<p>- Odkąd pamiętam ta historia była obecna w moim życiu. Moja mama nauczyła mnie czytać, gdy miałam zaledwie 2 lata i właśnie wtedy zaczęła opowiadać mi o moich przodkach. Zresztą podobnie było z moją babcią. To one dwie zaraziły mnie fascynacją rodzinną sagą. Jednak wyjątkowym dla mnie bohaterem był Kurt Seyit Eminow, dziadek od strony mamy. Gdy poznałam jego historię, zaczęłam, jak to dziecko, i dopytywać „Mamo! Babciu! Dlaczego nikt do tej pory nie opowiadał o moim dziadku? Przecież on ma taką historię!”.</p>
<p><strong>- No właśnie.</strong></p>
<p>- Tak naprawdę jednak Kurt Seyit nie jest jedynym moim przodkiem z tak bogatą historią. Równie interesującą postacią był mój dziadek od strony taty, Ali Nihat. Obaj uczestniczyli w walkach podczas pierwszej wojny światowej. Ali Nihat wylądował potem jako więzień na Syberii. Innym ciekawym mężczyzną w mojej rodzinie był prapradziadek mojego ojca, który został sprzedany sułtanowi Ottomanowi. Z kolei prababcia od strony mojej mamy musiała uciekać z Silistri do Istambułu w 1892 roku, o czym zresztą opowiedziałam w innej mojej powieści „The Immigrants of Mengene”…</p>
<p><strong>- Faktycznie, imponujący katalog historyczny.</strong></p>
<p>- Pomyśl teraz, jak wiele różnych kultur, tęsknot, namiętności i miłości oraz wiele innych emocji oraz stanów noszę w genach. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że jestem być może ostatnim pomostem między przeszłością a przyszłością, uznałam, że to jest rodzaj zobowiązania  i powinnam zacząć słuchać mojej babci.</p>
<p><strong>- Jak to konkretnie wyglądało?</strong></p>
<p>- To były bardzo emocjonujące dwa lata. Każdego dnia siadałyśmy z babcią. Ja słuchałam, ona opowiadała. I tak przez pięć-sześć godzin. Poza notatkami z tego, co ona mówiła wprost, starałam się także zaobserwować jej stany emocjonalne. To jak wzdychała z tęsknoty, jak łzy kapały prosto na jej policzki, to jak czasem wyła z wściekłości – to wszystko stanowiło ważny element jej opowieści. Nie chciałam nic przeoczyć, niczego ominąć. Jej głos, jej ciało, nawet to, gdy nagle przerywała i zapadała kompletna cisza &#8211; miało dla mnie ogromne znaczenie.</p>
<p><strong>- A potem? Po tych dwóch latach? Co się stało z tą historią? </strong></p>
<p>- Potem zaczęłam potwornie dużo czytać. Zachowywałam się jakbym zaczęła studia. Wertowałam mapy, książki, fotografie, przyglądałam się wszystkim archiwalnym świstkom. To pozwoliło mi poszerzyć wiedzę o tamtej epoce, ale także osadzić opowieść babci w określonym kontekście. Tak czy siak choć słuchanie babci było najbardziej emocjonalnym momentem w tej pracy, czułam, że nie mogę przestać poszukiwać i zadawać pytań. Brnęłam w tę historię bez żadnych gwarancji, że otworzą się przede mną wrota pełnej wiedzy. Odniosłam nawet w pewnym momencie wrażenie, że uczestniczę w jakiejś nierealnej misji – przecież większość świadków już nie żyła.</p>
<p><strong>- Gdzie w tym wszystkim odnalazłaś Kurta Seyita?</strong></p>
<p>- Poskładałam go bardzo precyzyjnie ze skrawków. W pewnym momencie znałam go od każdej strony. Podpatrywałam jak się upijał, jak zakochiwał… Kwestią czasu było, gdy wraz z nim poznam Szurę, jego wielką miłość. Zaczęłam i o niej intensywnie myśleć, spędzać z nią czas, wreszcie uczyniłam ją bohaterką książek. Nie byłam jednak od razu zadowolona. Choć powoli i z pieczołowitością kształtowałam charakter mojej bohaterki, wciąż zadawałam sobie wiele pytań. Na przykład, czy wystarczająco dużo wiem, by o niej pisać.</p>
<p><strong>- I jak sobie z tym poradziłaś?</strong></p>
<p>- Zaczęłam poszukiwać kolejnych źródeł. Pomogło mi przeznaczenie. Bo właśnie wtedy spotkałam Jacka Delona, który przedstawił mnie swoim rosyjskim przyjaciołom. Wśród nich znalazła się pewna czarująca starsza pani, baronowa Valentine Clodt von Jurgenzburg, która – jak się okazało – była starszą siostrą mojej bohaterki. Wyobraź sobie, że odnalazłam ją po 67 latach od momentu, gdy Szura opuściła Istambuł.</p>
<p><strong>- Niesamowite!</strong></p>
<p>- Nie miałam już wtedy wyjścia. Musiałam pisać. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że to co zmyśliłam – dotyczące wyglądu czy charakteru Szury – potwierdziło się w rzeczywistości. Okazało się więc, że poniekąd ta bohaterka żyła we mnie. Moja ukochana Tinocka tak mi zaufała, że otwarła przede mną nie tylko swoje serce i pamięć, ale także udostępniła listy rodzinne, zdjęcia i inne pamiątki. Niestety wkrótce potem umarła. Jeszcze przed śmiercią zdążyła jednak powiedzieć: „Teraz musisz opisać i moje życie. Było ono nie mniej fascynujące niż życie Szury”. Gdy to usłyszałam, zdałam sobie sprawę, że o Szurę zazdrosnych było więcej kobiet niż tylko moja prababcia.</p>
<p><strong>- Ile w sumie trwało to dochodzenie do książki?</strong></p>
<p>- Osiem lat. Osiem ciężkich lat. Czasem we łzach, czasem w radości, czasem w potwornym bólu.</p>
<p><strong>- Przepraszam, jeśli zabrzmi to naiwnie, ale zastanawiam się, czy jako malarce łatwiej Ci było przeżywać te wszystkie stany?</strong></p>
<p>- Jako artystka zwracam uwagę przede wszystkim na szczegóły. Bardzo bacznie przyglądam się zawsze ludziom i życiu w ogóle. Jeśli nawiązujesz więc do malarstwa, to muszę przyznać, że pisanie trochę nim jest. To jak wypełnianie obrazu kolorami. Ale nie tylko to. By powstała dobra książka w moim przypadku muszę uwierzyć w bohaterów. Uwierzyć i ich zrozumieć, bo nie pokochać czy znienawidzić – to już zadanie czytelników. Ja muszę bohaterów poznać do spodu. Bez psychologii postaci ostaje się tylko nagi szkielet, nic innego.</p>
<p><strong>- Ciekaw jednak jestem, czy trzymasz się ściśle wyznaczonego planu powieści?</strong></p>
<p>- Nawet gdy mam do czynienia ze światem zmyślonym, muszę pilnować jego logiki. To że piszesz fikcję, nie zwalnia cię od żadnej odpowiedzialności. Zresztą pisząc książkę z gatunku non-fiction, też dokonujesz pewnych dekompozycji. Wszystko się miesza. Oczywiście, gdy piszę coś z zakresu beletrystyki, staram się, by czas, w którym rozgrywa się akcja książki czy szczegóły kulturowe były solidnie udokumentowane. Ale to jedna sprawa. A druga – to Twoje pytanie. I tu muszę przyznać, że bohaterowie często stają się partnerami w moim pisaniu. A konkretnie: partnerami w zbrodni. Szepczą mi swoje potrzeby, życzenia, a ja je odbieram całkiem poważnie, choć to przecież moja wyobraźnia. Tak więc mimo, że na początku usiłuję bardzo precyzyjnie zaplanować moją podróż z książką, często bohaterowie odlatują na własnych skrzydłach. A ja wraz z nimi.</p>
<p><strong>- A, skoro już o nich wspominasz, zaprzyjaźniasz się ze swoimi bohaterami?</strong></p>
<p>- Oczywiście! Wszyscy moi bohaterowie stają się częścią mojego życia – bez względu na to czy są to moi przodkowie czy osoby kompletnie zmyślone. Są oni wszyscy z krwi i kości i żyją dla mnie oraz we mnie. Jesteśmy wielką rodziną i dojrzewamy razem z powieści na powieść. Na przykład z moim pradziadkiem Kurtem Seyitem tak bardzo się zżyłam, że sądzę, iż nie ma osoby, która byłaby kiedykolwiek bliżej niego i rozumiałaby go lepiej niż ja. Poważnie ci mówię. Wynika to z tego, że nie piszę tylko po to, by coś powiedzieć, ale też po to, by zrozumieć tych wszystkich ludzi. Stawiam się w ich miejscu, odbywam podróże w czasie, podsuwam odpowiedzi, jakich oni by udzielili. Dotyczy to zarówno pozytywnych bohaterów, jak i czarnych charakterów.</p>
<p><strong>- W zasadzie powinienem Cię o to dawno spytać: czy pisanie o sprawach rodzinnych wyzwala jakieś szczególne, wyjątkowe emocje?</strong></p>
<p>-  Na pewno musisz sobie zdawać sprawę ze szczególnej odpowiedzialności, która na tobie ciąży. Sama rozwiązałam to na samym początku. Uznałam, że to co piszę musi być albo książką dla dzieciaków, wiesz – taką opowieścią, którą czyta się przed zaśnięciem &#8211; albo powieścią opartą na prawdziwym życiu. Jak wiesz, wybrałam to drugie. Z moją rodziną wiąże się tyle wartościowych historii – o godności, miłości, bogactwie i jego utarcie, nadziei i jej utarcie – że należy pokazać je z powagą i w pełni, bez uwznioślania czy umniejszania czegokolwiek i kogokolwiek.</p>
<p><strong>- Podobno gdy po raz pierwszy spotkałaś Kivanca Tatlituga – aktora z serialu opartego na Twojej prozie &#8211; on był pod takim wrażeniem postaci Twojego pradziadka, że poprosił Cię, byś mu wszystko opowiedziała.</strong></p>
<p>- To było wspaniałe. Spotkałam go, gdy akurat kręcona była scena szpitalna. Kiedy podszedł do mnie w charakteryzacji, dostrzegłam w nim Kurta Seyita, mojego ukochanego dziadka. Rozpłakałam się. Myślę, że Kivanc jest wspaniałym aktorem, dlatego chciał wszystko wiedzieć. Oczywiście nie było na to czasu. Na szczęście i bez tego wykonał wspaniałą pracę na planie.</p>
<p><strong>- Ciekaw jestem, o czym piszą do Ciebie czytelnicy?</strong></p>
<p>- O wszystkim. Zawsze miałam i wciąż mam silną z nimi więź. Staram się zawsze osobiście odpowiadać na każdy list. Obecnie rosną nowe pokolenia czytelników a zwłaszcza czytelniczek. Jest już ich całkiem sporo. Przekazują sobie wydaną po raz pierwszy w 1992 roku historię Kurta Seyita i Szury – matka córce, babcia wnuczce. Zdarza się także, że ich dzieci otrzymują imiona moich bohaterów. Wiesz, jakie to wzruszające?</p>
<p>Źródło: Wydawnictwo MARGINESY</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/nermin-bezmen-%e2%80%9emusialam-pisac%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tajemniczy spadek po przodkach</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/tajemniczy-spadek-po-przodkach/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/tajemniczy-spadek-po-przodkach/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 Nov 2016 04:40:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karol Pisarski</dc:creator>
				<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[odkrycie]]></category>
		<category><![CDATA[Ostatnia z rodu Brontë]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>
		<category><![CDATA[Samantha Whipple]]></category>
		<category><![CDATA[spadek]]></category>
		<category><![CDATA[tajemnica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=22356</guid>
		<description><![CDATA[Czy mityczne przedmioty z przeszłości istnieją naprawdę? Samantha uważa, że nie. Jej spojrzenie na tę sprawę zmienia się dopiero z czasem, a wtedy rozpoczyna ona poszukiwania swojego legendarnego spadku]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Ostatnia z rodu Brontë”  to debiutancka powieść Catherine Lowell, w której nawet najbardziej nieprawdopodobne pierwotnie sprawy stają się prawdą. Zwłaszcza te dotyczące tajemniczego spadku po znanych pisarkach. Musi je odnaleźć Samantha Whipple. Nie jest to jednak takie proste.</p>
<p>Po przedwczesnej śmierci ojca według powszechnej opinii staje się dziedziczką skarbu w postaci licznych pamiętników, obrazów, listów oraz rękopisów powieści pozostawionych przez znane przedstawicielki rodu Brontë. Wedle spekulacji znawców i miłośników tematu otrzymała te skarby w spadku po swojej rodzinie, która od lat skrzętnie skrywa je przed światem. Samantha tymczasem żyje w przekonaniu, że nic takiego nie istnieje, a wszystkie te domysły można włożyć między bajki. Do czasu…</p>
<p>Po podjęciu studiów na Oksfordzie przekonuje się jednak, że mityczne przedmioty z przeszłości istnieją naprawdę. W tym momencie życia główną rolę w jej życiu zaczynają odgrywać stare książki, które często są opatrzone jeszcze odręcznymi notatkami ojca. Zgłębiając tajniki literatury pod okiem przystojnego, choć nieprzeniknionego profesora, Samantha wyrusza na poszukiwania tajemniczej spuścizny po swoich przodkach.</p>
<p>Źródło: Prószyński Media</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/premiery-ksiazek/tajemniczy-spadek-po-przodkach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Joanna Jodełka: „Wariatka”</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/joanna-jodelka-wariatka/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/joanna-jodelka-wariatka/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Jun 2016 16:38:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Julia Nieznalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Agatha Christie]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Jodełka]]></category>
		<category><![CDATA[kryminały]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>
		<category><![CDATA[powieści kryminalne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=21573</guid>
		<description><![CDATA[- mówi JOANNA JODEŁKA, autorka kryminałów, w tym wydanej właśnie "Wariatki", w rozmowie o recenzentach, pewnym szpitalu i aptece, Agacie Christie oraz wsparciu między kobietami.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>MARCIN WILK: &#8211; Podobno teraz wszyscy czytają opinię na lubimyczytac.pl. Sprawdzałem przy tej okazji Joannę Jodełkę i, muszę przyznać, jeśli chodzi o ostatnie trzy książki, to z roku na rok jest coraz lepiej. &#8222;Wariatka&#8221; ma 7/10. Nieźle. Czytasz w ogóle takie recenzje? <br />
 JOANNA JODEŁKA: &#8211; Idealnie dla siebie rozwiązałam problem czytania, czy raczej nie-czytania recenzji własnych książek. Czytam, ale te które zostaną mi podesłane. Przez Zosię z wydawnictwa, przez koleżankę, przez blogerów &#8211; a że osoby te oczywiście nie chcą mi zrobić, przykrości, podsyłają tylko entuzjastyczne wpisy, a ja jestem cała w skowronkach i radosna z tego powodu. W oczy też ludzie mówią tylko dobrze, więc jest się z czego cieszyć na co dzień.</p>
<p>Sprytnie to rozegrałaś!<br />
 Wracając jednak do portali opiniotwórczych &#8211; podobno znawcy tematu mówią, że dostaję dobre oceny. I uff… kamyk z serca, bo nie dla siebie przecież piszę! Żeby nie było, przeczytałam też jakąś złą opinię, ale sprawdziłam, co autor recenzji recenzuje pochwalnie i tu się rozmijaliśmy z gustem, bardzo. I dobrze! Różnijmy się pięknie i mocno! jak napisał Norwid. Ot, cała sztuka.</p>
<p>Dobrze powiedziane.<br />
 Tak, choć ja przy tej okazji jeszcze taki mały apel bym miała: Nie bójmy się wystawiać dobrych ocen, maksymalnej ilości gwiazdek, jeśli coś nam się podoba, to nic złego się zachwycać. Apeluję, bo nijak nie mogę zrozumieć dlaczego &#8222;Imię róży&#8221; ma na przykład osiem gwiazdek a nie dziesięć; &#8222;Przeminęło z wiatrem&#8221; też i &#8211; jak teraz zerkam &#8211; &#8222;Zwierzenia klowna&#8221; i &#8222;Lalka po siedem&#8221; – wszystko za mało. W szkole dzieci też niech dostają więcej szóstek, dobrze jest chwalić.</p>
<p>Poszedł Twój apel w świat, tymczasem moje pytanie o czytanie cudzych opinii dotyczyło czegoś więcej. Chodzi o to, czy czytelnicy mają wpływa na to, jak i o czym piszesz.<br />
 Oczywiście nie są mi obojętne uwagi, jakie dostaję. Rozmawiam przecież o moich książkach z czytelnikami w bibliotekach, co uwielbiam, i na wieczorach autorskich. Czasami się jakaś dyskusja wywiąże. Poza tym mam paru bardzo prywatnych recenzentów, którzy czytają na bieżąco, gdy piszę. Na nich, jak na królikach doświadczalnych, sprawdzam, czy udaje mi się wodzenie za nos. Podpytuję ich, czy przeczuwają, co się wydarzy, czy domyślają się końca… Szczególnie było to ważne przy &#8222;Kryminalistce&#8221;, przy której bardzo musiałam się powstrzymywać, żeby samej się nie wygadać.</p>
<p>To teraz też jeszcze nie mów.<br />
 Nie mówię. Powiem za to, że zmieniłam też odrobinę fabułę &#8222;Kamyka&#8221; &#8211; na żądanie, a właściwie za grube pieniądze! Przeznaczyłam bowiem na aukcję charytatywną nazwisko płatnego zabójcy z książki, którą właśnie pisałam. Jakież była moja radość, gdy sporą sumę położył Krzysztof Grabowski o znanym pseudonimie Grabaż – pasował jak ulał, tylko uczyniłam go bardziej poprawnym ortograficznie. Na aukcji tej pojawił się również mocno spóźniony Czarny, który machając wachlarzem banknotów przed moim nosem zażądał własnego udziału w powstającej historii. Dowód w &#8222;Kamyku&#8221; jest, że się sprzedałam. W słusznej sprawie, mówię w obronie własnej.</p>
<p>Muszę w tym momencie spytać, jak wygląda praca nad książką. Słyszałem o tablicy, o tym, że rozpisujesz wszystko? Opowiedz o tym, proszę &#8211; najlepiej na przykładzie &#8222;Wariatki&#8221;.<br />
 &#8222;Wariatka&#8221; to dobry przykład. Już przy &#8222;Kryminalistce&#8221; prawie zwariowałam, popadając w rozdwojenie jaźni. Gdy byłam przy końcu tej ostatniej historii, odwiedziła mnie koleżanka i zobaczyła wielkie kartki porozrzucane na podłodze. Kazała mi to uwiecznić, bo ją to przeraziło. Niedawno sobie o nich przypomniałam i umieściłam zdjęcie na facebooku. Wiele osób się zainteresowało tym szaleństwem.</p>
<p>Wcale się nie dziwię.<br />
 Wypisuję z reguły hasła i strzałki kolorowymi mazakami. To mój plan gry. Potrzebny szczególnie gdy akcja dzieje się na kilku płaszczyznach. W przypadku &#8222;Wariatki&#8221;, w książce na bieżąco i w książce, która jest co chwila przytaczana i też tworzy akcję &#8211; i tę sprzed dziesięciu lat, i tę w czasie realnym. Galimatias, choć nie do czytania, mam nadzieję, a do napisania, by się to nie plątało, by z siebie płynnie wynikało. (Tu wielkie podziękowania dla czytelników testowych moich kochanych &#8211; Magda, Ewa, Kasia – to o Was!, ponieważ to one upewniały mnie w trakcie, że nic się nie miesza i jest czytelne). Co do kartek jeszcze, to usłyszałam, że nie ich widok jest najdziwniejszy, tylko to że dla pobocznego widza to ja potrafię (ja sobie z tego nie zdaję sprawy) przez godzinę patrzeć na cztery nazwiska i sześć kresek. Bez ruchu. Ale co tam się dzieje wtedy w głowie, to nikt nie wie. Może i dobrze.</p>
<p>Zapytam więc o dokumentację. Czy konsultujesz z kimś specjalistyczne materie? I czy na przykład podczas pisania &#8222;Wariatki&#8221; szpital stał się Twoim drugim domem?<br />
 Szpital i apteka, bo Wariatka jest specjalistką od proszków przecież. Ja nie jestem. Do apteki chodzę i byłam w dwóch różnych szpitalach psychiatrycznych, w Siedlcach, i w Poznaniu. Rozmawiałam tam z przemiłymi lekarzami, ale bez narzucania się, nie byłam tam ciągle, tylko kilka razy. Usłyszałam też kilka historii, zapytałam o kilka chorób, od przemiłej pani psychiatry dostałam potrzebne książki, parę zamówiłam, żeby się podszkolić. A potem… To już tylko szpital miałam w głowie. Pamiętam, że sama chciałam już z niego wyjść, wściekając się, że tkwię tam na własne życzenie. Reszta akcji dzieje się w drugim dla mnie wrogim miejscu, czyli galerii handlowej. Jedną i drugą przestrzeń uważam za sztuczną i surrealistyczną. Mogłam oszaleć, ale chyba tylko się namęczyłam, tęskniąc na wolnym powietrzem. Mnie się bardzo udziela klimat, który mam w głowie. Nie raz wyszłam w bluzie na śnieg, bo akcja się latem działa. Przy &#8222;Wariatce&#8221; obiecałam sobie, że następna fabuła będzie płynąć w chmurach, na przestworzach jakiś, a nie w pomieszczeniach zamkniętych.</p>
<p>Bohaterką &#8222;Wariatki&#8221; jest Joanna, pisarka. Cóż za zbieg okoliczności! <br />
 Zbieg okoliczności? Ha! Nie! Zabieg raczej przemyślany, który mnie teraz prześladuje pytaniami. Zaczęło sie od &#8222;Kryminalistki&#8221; i chodziło o to, by jak najbardziej związać czytelnika z główną bohaterką, która na pierwszej stronie przyznaje się, że zabiła dwie osoby.</p>
<p>Zostawmy na razie morderstwo i wróćmy do tego zbiegu okoliczności. Korzystasz z tego swojego autorskiego boskiego prawa, by przerzucać pomost pomiędzy fikcją a rzeczywistością, przemycać jakieś wątki z życia wzięte? <br />
 Zawsze związani jesteśmy najmocniej z ludźmi, których znamy, więc jeśli piszę w pierwszej osobie jako ja, i jeszcze sugeruję, że można mnie zobaczyć na zdjęciu, na okładce, to mam nadzieję budzić większe zaufanie i współczucie. Taki wybieg! Ale poza tym powierzchownym opisem, zbliżonym do mnie, to jest to od początku do końca wymyślona historia… I nie ma związku ze mną, no może powtarzająca się w rodzinie rada &#8222;Romans jakiś napisz lepiej&#8221;, na który reagowałam znacznie bardziej nerwowo niż moja bohaterka, choć ona też się wścieka. Co śmieszne przez to powtarzanie nawet się z taką myślą oswoiłam i może melodramat jakiś w chmurach… Kiedyś.  Jakaś odmiana by się przydała: kryminały zawsze się dobrze kończą raczej, a taki melodramat &#8211; niestety.</p>
<p>Ale za to co po drodze się dzieje&#8230; Wracając jeszcze do poprzedniego pytania: Twoja bohaterka mówi, że podpisała umowę na pierwszą książkę z automatu. Potem chyba było już lepiej. Wiem, że to pytanie trochę branżowe &#8211; ale jak to było u Ciebie? Żyjesz już z pisania?<br />
 Czy da się z tego żyć? – to podstawowe pytanie, które pada zawsze, absolutnie zawsze. Ot, ludzka ciekawość widocznie. A ja powtarzam, ja ciągle jeszcze nie, choć jest coraz lepiej. Problem w tym, że od pisana człowiek się uzależnia jak od narkotyków, tak myślę. I bez względu na koszty – przestać nie można. Jakby te światy, historie, ludzie chcieli się ze mnie wydostać za wszelką cenę, nawet jeśli po taniości. Czasami mnie to przeraża.</p>
<p>A sukcesy Cię przerażają też, bo czytelnicy oczekują jeszcze więcej, czy raczej odblokowują, dają energię? <br />
 Mnie sukces nawet najmniejszy &#8211; telefon, wiadomość, wpis na facebooku – cieszy jak dziecko. Wtedy wiem, że dla kogoś to jest. Ja składam litery szyfrem jakimś próbuję opisać świat, który jest za moimi zamkniętymi oczami, a ktoś po drugiej stronie druku, odczytuje wiadomość i maluje w głowie własne obrazy snując moją opowieść. Jeśli ta zabawa sprawia przyjemność, to znaczna jej część jest po mojej stronie. A może nawet jeszcze więcej, bo jeśli ktoś mnie powiadamia, że zaspał do pracy, bo czytał w nocy, to on ma jakieś poranne problemy, a ja duże zadowolenie pół dnia. Egoistyczne to, wiem. A poważnie &#8211; pisanie to bardzo samotne zajęcie, przez długi czas, więc człowiek bardzo łaknie aprobaty dla tego, co robi, więc jeśli zasłużyłam, proszę mnie chwalić, bo ja siebie samą krytykuje wystarczająco.</p>
<p>Nie krytykuj się i powiedz lepiej, czy dzisiaj łatwiej niż kiedyś jest Ci sięgać po trudne czy odważniejsze tematy?<br />
 Pewnie tak. Na przykład w &#8222;Kryminalistce&#8221; i &#8222;Wariatce&#8221;, seks jest ważną bronią. Posługuje się nią  bohaterka. Uwodzi i wykorzystuje mężczyzn i kobiety. Sceny erotyczne, których jest w tych książkach kilka, były trudne do napisania. Ze względu na język jak i technikalia bardzo łatwo o grafomanię. Bałam i pytałam wielokrotnie podczas pisania i redagowania, czy aby się o nią nie ocieram. Podobno nie jest źle jak na ubogie słownictwo, którym dysponujemy, jak to, że nie chciałam używać wulgaryzmów ani zdrobnień, ani medycznego nazewnictwa. Co pozostaje? Parę czasowników. Namęczyłam się, nakreśliłam, napytałam, co niemiara. Przy pierwszej książce nie miałbym kogo pytać, bo niewiele osób wiedziało, że piszę.</p>
<p>Czytając &#8222;Wariatkę&#8221;, pomyślałem, że kryminał to jednak nie do końca właściwa kategoria. Raczej thriller. <br />
 I &#8222;Kryminalistka&#8221; i &#8222;Wariatka&#8221; to według mnie thriller (żałuję, że określenie dreszczowiec przypisane jest filmom klasy B, bo było by fajniejsze, ale niestety trochę śmieszy). Thriller, myślę, bo w thrillerze nie jest ważne, kto zabił, tylko kogo zabiją. I tak jest w przypadku tych książek. Nie mamy do czynienia ze śledztwem, a z zagrożeniem, które czyha na bohaterkę. U nas przyjęło się, że kryminałem nazywana jest każda powieść, gdzie są zwłoki ubite. To chyba niezbyt ścisłe, ale przecież nie ja się nazewnictwem zajmuję, a tym bardziej szufladkowaniem.</p>
<p>Kręci Cię psychologia?<br />
 Raczej nie, nie zaczytuję się ani w prasie fachowej, ani poradnikach, za to znam wielu psychologów, a jeszcze więcej ich pacjentów i odkąd pamiętam, interesowały mnie motywacje ludzi &#8211; to jakie uwarunkowania lub sytuacje popychają nas do określonych zachowań. Próbuję to zrozumieć, często pytam dlaczego tak. I nad tym się zastanawiam. Znajomość zachowań pomaga mi też w pisaniu, bo wydaje mi się logiczniej, gdy postacie postępują, nawet jeśli robią bezsensownego i beznadziejnie głupiego. Kiedyś też przypięłam do mojej tablicy korkowej taką radę Hitchcocka “Pamiętaj, że każdy nawet postępujący źle, myśli, że robi dobrze”. Pasuje do kryminału, prawda? A i do życia też, łatwiej być wyrozumiałym.</p>
<p>Skoro przy wielkich nazwiskach jesteśmy &#8211; kiedyś wskazałaś Agathę Christie jako autorkę, Twoim zdaniem, najlepszego kryminały. Czego się od niej nauczyłaś?<br />
 Ciągle się uczę. Przynajmniej raz na rok czytam “I nie zostało już nikogo” albo &#8222;Dziesięć Murzynków&#8221;. Majstersztyk. Doskonała układanka. Przemyślana. Wstrzemięźliwa. Logiczna i zabawna. Myślę o wyliczance, a nie o dziesięciu trupach, oczywiście. Piszę inaczej, ale bardzo celowo pokierowałam akcją w &#8222;Kryminalistce&#8221; tak, by stworzyć typową dla Agaty scenę. Większości jej kryminałów taką posiada, to znaczy pokój, w którym wszyscy się gromadzą, ktoś siedzi na kanapie, ktoś stoi przy kominku, wszyscy się znają, wszyscy są mniej lub bardziej podejrzani i odbywa się sąd. Może nie dla wszystkich moja intencja jest tak oczywista, ale to mój taki ukłon w stronę królowej. A dla niektórych czytelników mrugnięcie okiem. Patrzysz… Z czymś ci się to kojarzy?… O tak. Zgadłeś.</p>
<p>Agatha Christie to jedno, a drugie &#8211; to fakt, że kolegujesz się z koleżankami po fachu. Zajrzałem na Twojego Facebooka. Dopisujecie sobie komentarze, pokazujecie się na zdjęciach. A to Gaja Grzegorzewska, a to Hanna Cygler. Nie pasuje mi do tego krążąca tu i ówdzie teoria, że kobiety się nie wspierają. <br />
 O matko z córką! Kto wymyślił taką teorię? Chyba pustelnik co w jaskini. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Kobiety bardzo, ale to bardzo się wspierają. Zrzeszają się, zakładają fundacje, tworzą festiwale, albo spotykają się na babskich wieczorach i przegadują wszystko po dziesięć razy, żeby się ze sobą podzielić, poradzić, albo wygadać zwyczajne. Mężczyźni mają gorzej, bo oni ze swoimi problemami zamykają sie w sobie, nawet na piwo nie chodzą, tylko biegną samotnie z licznikiem na ręku. A szkoda bo wymieniać poglądy, rozmawiać zwyczajnie z ludźmi trzeba, to pomaga się nam nawzajem rozumieć, a tego nam wszystkim brakuje.</p>
<p>Coś w tym jest.<br />
 A wracając do pisarek. Przecież nie da się nie lubić! Jeśli o mnie chodzi, to nie widzę konkurencji na rynku czytelniczym, chyba taki jest podtekst tego pytania. Uważam, że miejsce jest dla wszystkich, trzeba się tylko starać ten rynek poszerzać, by coraz więcej ludzi czytało. A to jest do zrobienia. Im bardziej popularni są pisarze i pisarki, tym lepiej dla wszystkich. A dziewczyny kryminalistki się wspierają, to fakt. Znamy się z wielu spotkań, festiwali. Gaja Grzegorzewska napisała świetną polecajkę na Kryminalistce, Kasia Bonda przyjechała do Poznania na organizowane przeze mnie lato z kryminałem, i napisała największą partię tworzącej się podczas tych spotkań, wspólnie z uczestnikami, książki. Joanna Opiat-Bojarska zaprosiła mnie do swojego panelu czytelniczego przygotowywanego dla bibliotek. Ale nie tylko kryminał. Pisarki piszące tak zwaną literaturę kobiecą stworzyły własny festiwal w Siedlcach. Szacunek dla nieoceniona pisarki, dziennikarki i kobiety Marioli Zaczyńskiej.  Mogłabym tak jeszcze przez godzinę, to na oddzielny temat: “Jak to fajnie być pisarką i mieć fajne koleżanki pisarki”. Wspólne pasje łączą ludzi bardzo mocno. A jak jest to jeszcze pasja do wymyślania wyszukanych morderstw…</p>
<p>Co planujesz po &#8222;Wariatce&#8221;?<br />
 I tu jest miejsce, by wspomnieć wymienioną już Hannę Cygler, która lubi mówić o sobie, że pisze romanse, i która ma tyle pomysłów i opowieści do opowiedzenia, że sto lat by nie wystarczyło. I to życie nie nadąża za jej książkami, bo co by się na  przykład nie wydarzyło w moim życiu, to na pewno znalazło się w którejś z jej książek. Zawsze tak było i jest. Z Hanią napisałyśmy razem projekt komediowo-obyczajowego serialu o czterech kobietach pisarkach na podstawie jej książki “Złodziejki czasu”. Może kiedyś pokaże się na ekranie. Znajoma wróżka mówiła, że tak. <br />
 I dlaczego przywołuję Hanię, bo ona wymyśliła na jakim pomyśle może się opierać część trzecia, czyli kolejna po &#8222;Wariatce&#8221; i &#8222;Kryminalistce&#8221;. Nie zdradzę, powiem tylko, że ciarki przeszły mi po karku, z wrażenia. Takie to dobre, podchwytliwe i przekorne… Tak więc i tak się wspieramy, podrzucając sobie pomysły. Powiem tylko, że będzie to kontynuacja, i będzie to zupełnie nowa, oddzielna, zupełnie inna historia Joanny pisarki kryminałów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/joanna-jodelka-wariatka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->