<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; Playboy</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/playboy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Tue, 15 Sep 2026 23:37:06 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Redaguję świat</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/redaguje-swiat/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/redaguje-swiat/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Dec 2015 03:32:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Chodacka</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscytujący bohater]]></category>
		<category><![CDATA[nowe technologie]]></category>
		<category><![CDATA[Playboy]]></category>
		<category><![CDATA[redaktor]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Raczek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=2361</guid>
		<description><![CDATA[Zachwycają go nowe technologie. Zapewnia, że w erze książki elektronicznej nie będzie tęsknił za zapachem farby drukarskiej. Czasy redagowania Playboy’a wspomina z sympatią i kojarzy je z przełamywaniem tabu. EksMagazyn przepytuje Tomasza Raczka]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Jest pan fanem nowych technologii…</strong><br />
 <strong>Tomasz Raczek: </strong>Tak. Na mojej stronie na Facebooku toczą się ożywione dyskusje, które z przyjemnością wywołuję. Ostatnio na przykład wywiązała się rozmowa na temat wyższości książek papierowych nad elektronicznymi. Jedna z pań napisała, że ona zawsze będzie fanką papieru, bo uwielbia zapach farby drukarskiej. Nie przekonuje mnie ten argument. Jestem pewien, że przyszłość należy do elektroniki. A co do farby… Są przecież różnego rodzaju świece zapachowe. Na pewno ktoś wymyśli świecę o zapachu farby drukarskiej, jeśli będzie taka potrzeba.</p>
<p><strong>Często sięga pan po papier?</strong><br />
 Coraz rzadziej. Gazet papierowych, takich, jak Gazeta Wyborcza, czy Rzeczpospolita, nie czytam od lat. Czasami wpadało mi coś w ręce u dentysty, czy gdzieś w poczekalni, brałem to do ręki i myślałem sobie – jakie to jest stare i nieaktualne. Ja przecież o tym, co tu napisane wiem od wczoraj, z portalu.</p>
<p><strong>Wiele znanych osób zakłada sobie profile na portalach społecznościowych z czysto marketingowego punktu widzenia. Bo tak wypada. Często sami nawet tam nie zaglądają, bo ktoś za nich prowadzi te strony…</strong><br />
 Po pierwsze ja to robię sam. Wiele razy w życiu byłem redaktorem naczelnym, więc to moje konto na Facebooku to takie trochę pismo, które redaguję. Traktuję to wszystko jak żywą inspirację do życia i do rozmowy. Dziś o ciekawą rozmowę coraz trudniej. Jeśli uda się zebrać grupę ludzi, którzy potrafią werbalizować swoje myśli i poglądy to już ogromny sukces. Te wirtualne rozmowy wychodzą poza portal społecznościowy, opowiadam znajomym o ciekawej dyskusji, kontynuuję je w jakiś sposób w życiu realnym.</p>
<p><strong>Co sądzi pan o zarzutach, że sieć oddala nas od kontaktów z innymi ludźmi…</strong><br />
 Nie zgadzam się z tym twierdzeniem. Wręcz przeciwnie. Uważam, że dzięki właśnie Internetowi mam okazję poznać ludzi, których bez tego narzędzia nigdy bym nie spotkał. Kiedyś był w telewizji taki program. Przez wiele lat w niezmienionej postaci. Bardzo dobrze pamiętam jego czołówkę. Brzmiała ona tak: „Tele Echo przedstawia ludzi, których poznać chcecie, których poznać powinniście, a których nie poznalibyście, gdyby nie… Tele Echo”. I wydaje mi się, że właśnie Facebook jest takim Tele Echem XXI wieku (śmiech).</p>
<p><strong>A co z chamstwem w sieci? Edytować i cenzurować, czy nie?</strong><br />
 Mam duszę redaktora naczelnego. Ja redaguję świat. I żadne takie wolności w sieci do mnie nie przemawiają (śmiech). Redaktor jest od tego, żeby wyrzucać z dyskusji to, co złe, a zostawiać to, co dobre, co posuwa rozmowę do przodu. Dobre, nie znaczy zgodne z moimi poglądami, ale rozsądne i dobrze uargumentowane. Natomiast tzw. „wolna amerykanka” w sieci jest tylko pożywką dla różnego rodzaju prymitywów. W miejscach, gdzie nie ma kontroli, wygrywają wariaci, szaleńcy i chamy. Ale to taka cecha charakterystyczna demokracji – ten, kto krzyczy głośniej, skupia na sobie uwagę. Popatrzmy na PiS, on przecież propaguje marketing strachu i dzięki temu jest popularny. Kiedyś rozmawiałem z szefem marketingu firmy Procter &amp; Gamble. Zapytałem go, dlaczego w reklamach pasty do zębów w Polsce stosowany był marketing strachu: Nie będziesz mył zębów, więc będziesz miał próchnicę i inne straszne rzeczy. On, Francuz, odpowiedział mi wtedy: Wy, Polacy, lubicie być straszeni. A ja się przeciwko temu buntuję! Nie jestem podatny na strach, chcę logiczny argumentów!</p>
<p><strong>Skąd u pana takie zamiłowanie do nowych technologii?</strong><br />
 Ja jestem dziwny humanista. Jeszcze jako uczeń, pisałem olimpiadę humanistyczną, polonistyczną i matematyczną. Papiery składałem na jednocześnie na polonistykę, historię sztuki i informatykę. W czasach szkolnych byłem wychowankiem pani Anny Radziwiłł, osoby nieprzeciętnej, wyjątkowej i niezwykle inteligentnej. I ona miała pewne swoje powiedzonka. Jedno z jej ulubionych brzmiało: Polonista to nie jest człowiek, który nie zna matematyki. On zna ją świetnie, podobnie, jak chemię, ale wybiera język polski!</p>
<p>Rozmawiały Anna Chodacka, Aneta Zadroga</p>
<p><strong>O tym, kto nie chciał rozebrać się do Playboy’a, czym jest kobiecość, a czym męskość i na czym polega udany związek dwojga ludzi, przeczytacie w papierowym wydaniu EksMagazynu dostępnym w salonach Kolportera w Krakowie i Warszawie, oraz w e-wydaniu, które możecie zamówić na naszej stronie.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/redaguje-swiat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szymon Brodziak: Jesteś tym, co widzisz</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/szymon-brodziak-jestes-tym-co-widzisz/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/szymon-brodziak-jestes-tym-co-widzisz/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Mar 2015 02:40:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscytujący bohater]]></category>
		<category><![CDATA["Czysta krew"]]></category>
		<category><![CDATA[FashionTV]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[leica gallery]]></category>
		<category><![CDATA[Playboy]]></category>
		<category><![CDATA[Szymon Brodziak]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=18556</guid>
		<description><![CDATA[„Uważam, że każdy ma w sobie coś pięknego, pozostaje tylko kwestia, jak to pokazać”. Dla EksMagazynu - Szymon Brodziak, fotograf, który dzięki wyobraźni i niekonwencjonalnym pomysłom zdobył międzynarodowe uznanie. W lutym w Leica Gallery odbyła się polska premiera jego autorskiego albumu „One”, do którego dedykację napisała June Newton, żona legendy fotografii – Helmuta Newtona]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Jakie kobiety cię inspirują?</strong></p>
<p><strong>Szymon Brodziak:</strong> Na samym początku, kiedy dopiero zaczynałem przygodę z aparatem, inspiracją i muzą była moja żona. To ona spowodowała, że zacząłem fotografować i również dzięki niej fotografuję do dziś. Kobiece piękno inspiruje mnie do naciśnięcia migawki, ale w pracy kreacyjnej to miejsca są tym początkiem, do którego dobudowuję historię. Widząc jakiś ciekawy zakątek albo będąc w konkretnej przestrzeni, wyobrażam sobie sytuację, która mogłaby się tam wydarzyć. Później modele – kobiety lub mężczyźni odgrywają role, które wymyślam. <br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Czy te miejsca mają jakiś wspólny mianownik?</strong></p>
<p>Lubię przeskakiwać w różne klimaty od industrialnych fabryk po eleganckie pałace – jak chyba każdy potrzebuję różnorodności. Wybór miejsca zależy od historii, którą mam rozwinąć, a czasami od przypadku. Wszystkie niedostępne przestrzenie, bazy militarne, opuszczone szpitale, elektrownie są bardzo kuszące. Uwielbiam w fotografii to, że nie dość, że daje przyzwolenie na robienie różnych szalonych rzeczy, to jeszcze jest przepustką do tych dziwnych światów.</p>
<p><strong>W jaki sposób pracujesz? Budujesz ogromny plan, pedantycznie planujesz kadry czy pozwalasz sobie na spontaniczność?</strong></p>
<p>Lubię mieć wstępny scenariusz sesji, a niekiedy jest on wymagany przez klienta. Najpiękniejsze jest to, co powstaje pomiędzy, coś czego nie jesteś w stanie przewidzieć. Jest mnóstwo zdjęć &#8211; i będzie to również widoczne na wystawie &#8211; które powstały przy okazji tworzenia projektów komercyjnych a nie zostały wykorzystane w kampanii. I to właśnie one najbardziej przypadły mi do gustu.</p>
<p><strong>Wracając do kobiet. Jaka jest twoja definicja piękna?</strong></p>
<p>Jestem zwolennikiem tego, żeby niczego nie definiować, ponieważ każdy jest inny. Każdy odbiera obraz na swój własny sposób. Tak też postrzegam fotografię, sprowadzam ją do najprostszego, pierwszego wrażenia: „albo mi się podoba, albo nie”. Wszelkie dorabianie teorii, według mnie, nie ma sensu. Natomiast, jeśli ktoś widzi w moim zdjęciu coś, czego ja nie zauważam, bardzo mnie to cieszy</p>
<p><strong></strong><strong>A co podoba się tobie jako twórcy zdjęć?</strong></p>
<p>Wystawa jest wypadkową zdjęć z albumu, a to co się w nim znalazło, jest selekcją selekcji. To efekt końcowy procesu, który w moim przypadku trwał pięć lat. Teraz mam 36 lat, a mając 30. pomyślałem: „Fajnie byłoby coś podsumować, wydać” i już wtedy zacząłem myśleć na temat książki. Cieszę się, trwało to tak długo, ponieważ w międzyczasie pomagało mi bardzo wiele osób. Stworzyłem siedem różnych wersji tego albumu. Gdybyś porównała wersję obecną, z tą sprzed pięciu lat, to zobaczyłabyś, że są to dwie różne książki. Pierwszym selekcjonerem jest moja żona, która ma zupełnie inne spojrzenie ode mnie. Od wielu lat pomaga mi Jurek Sadowski, który jest również dyrektorem artystycznym całej publikacji. To dzięki niemu album wygląda, tak jak wygląda. Oczywiście jest to bardzo subiektywna sprawa, bo &#8211; tak naprawdę &#8211; z tego samego zestawu 10 zdjęć można stworzyć zupełnie inne historie.<br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Kiedy patrzę na cykle twoich zdjęć, mam wrażenie, jakby były to kadry wyjęte z jednego filmu. Kręcisz je w swojej głowie przed sesją?</strong></p>
<p>Planując jakąś sesję, myślę o historii. Staram się raczej łapać momenty niż dopowiadać dokładnie całą narrację. Wiem, że sesja ma być o czymś, ale i tak zdaję sobie sprawę, że każdy dopowie sobie swój własny wątek. Filmowy wymiar zdjęć jest dla mnie bardzo ważny, dlatego też lubię pracować przy świetle dziennym. Trochę żałuję, że mieszkamy w tej szerokości geograficznej. Z drugiej strony, motywuje mnie to do pracy z światłem zastanym, np. żarówką, która wisi gdzieś w pomieszczeniu. Dlatego też tworzę fotografię czarno-białą. Kolor nie jest moim zmartwieniem, łatwiej stworzyć mi ciekawe zdjęcie mieszając różne temperatury barwowe.<br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Ponoć nie jesteś wyznawcą sprzętu, nie masz 10 obiektywów i gadżetów…</strong></p>
<p>Zupełnie nie. Szczerze mówiąc, nie za bardzo się na tym znam. Około 90 proc. zdjęć w albumie „One”, a jest ich ponad 300, było robionych na jednym i tym samym sprzęcie. Uważam, że zdjęcia powstają w głowie, a uwiecznienie ich to rzecz wtórna. Oczywiście, są inne dziedziny fotografii, w których sprzęt ma ogromne znaczenie, ale mój aparat wystarczy, że jest na tyle dobry, żebym nie musiał o nim myśleć w trakcie pracy.</p>
<p><strong></strong><strong>Od wielu lat pracujesz komercyjnie, ale wypracowałeś sobie pewną swobodę tworzenia. Jak ci się to udaje w sytuacji, kiedy to klient ma ostateczne słowo. Czujesz się wolny jako fotograf?</strong></p>
<p>Myślę, że tak i jest to skutkiem konsekwentnego wypracowywania stylu. Kiedy zaczyna się fotografować, człowiek stara się korzystać ze wszystkich szans, które widzi dookoła. Zrobiłem w życiu mnóstwo sesji, z których nie jestem zadowolony. Kluczem jest to, żeby tego nie pokazywać – zrobić swoje, ale budować portfolio w sposób świadomy i kontrolowany. Dzięki temu, jest się postrzeganym w pewien sposób. Firmy, które się do mnie zgłaszają, wiedzą czego oczekiwać po moich pracach. Dyskusja na temat efektów sesji zaczyna się z trochę innego pułapu. Każdy fotograf powie, że im większą swobodę daje klient, tym lepsze efekty się osiąga. Kiedy zaczynałem, ludzie pytali mnie: „No dobra, ale jesteś artystą czy idziesz w komercję?” Pytałem, ale o co chodzi? Nie mogłem zrozumieć tego, że nie można robić zdjęć po swojemu i jeszcze z tego żyć. Uparłem, że musi się udać i póki co się udaje.</p>
<p><strong>Wiele osób uważa, że takie pasje jak fotografowanie czy malarstwo lepiej traktować jako hobby, a nie sposób na utrzymywanie się.</strong></p>
<p>Kończąc studia myślałem, że założę firmę, a fotografowanie będzie moją pasją i jakoś to pogodzę. Był to wybór tzw. bezpiecznej opcji. Po roku stwierdziłem, że nie da się tego połączyć, zrezygnowałem więc z biznesu. Po drodze zatrudniłem się w agencji reklamowej, ale szybko okazało, że nie ma to wiele wspólnego z fotografią. Zacząłem robić zdjęcia ślubne. Wielu fotografów uważa to za obciach, ale moim zdaniem to świetny temat, który pozwala nauczyć się swobodnego posługiwania sprzętem, łapania kadrów i oczywiście sposób na zarabianie. W międzyczasie robiłem własne projekty autorskie. Pierwszy z nich to cykl &#8222;Esc &#8211; zniewolone kobiety wyzwolone&#8221;, który powstał w 2003r. Zdjęcie mojej kobiety z rybą w ustach, które jest na okładce albumu Brodziak &#8222;One&#8221; pochodzi właśnie z tego cyklu.  Byłem również asystentem Radka Berenta w agencji Rarapi, do której zgłosiła się firma NOTI spod Poznania produkująca meble i zleciła mi sesję. To była pierwsza kampania z prawdziwego zdarzenia, kiedy przyszedł do mnie klient i powiedział: „Rób, co chcesz”. Te fotografie są dzisiaj na wystawie.</p>
<p><strong></strong><strong>To był punkt przełomowy?</strong></p>
<p>Uważam, że taki punkt jeszcze mi się nie zdarzył – żeby nagle wszystko zaczęło się układać. Bycie freelancerem wiąże się z tym, że nigdy nie wiesz, jaka będzie przyszłość. Pamiętam, że w któryś jesienny, depresyjny dzień bez perspektyw, zadzwonił do mnie Marcin Meller, ówczesny redaktor Playboya: „Widziałem twoje zdjęcia, współpracujmy, zrób, co chcesz”. Takie wydarzenia można uznać za małe punkty przełomowe, bo one powodowały, że ktoś mi po raz pierwszy zaufał na podłożu komercyjnym, gdzie mogło coś nie wyjść i ktoś by potem za to odpowiadał. Kiedy zrobiłem zdjęcia dla NOTI, udało mi się wynegocjować, żeby cała kampania, która potem ukazała się w pismach wnętrzarskich, była podpisywana moim nazwiskiem. Czasami trudno takie rzeczy przeforsować, ale warto o nie walczyć, nawet kosztem wynagrodzenia. <br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Jak wspominasz pracę dla Playboya? Jesteś autorem m.in. słynnej sesji Anny Muchy.</strong></p>
<p>Pierwsza sesja dla Playboya zaowocowała kolejnymi, aczkolwiek Marcin zapowiedział: „Możemy współpracować co miesiąc, ale musisz robić zdjęcia w kolorze, bo czarno-białe w takiej ilości nie przejdą”. To był kolejny element układanki konsekwencji. Powiedziałem, że wolę robić zdjęcia raz na pół roku, ale po swojemu. Kilka miesięcy później zrobiliśmy sesję „Polowanie”, którą bardzo lubię. Przedstawia dwie kobiety w lesie, które na siebie polują. Temat okazał się skandalem na skalę światową. <br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Jak to?</strong></p>
<p>Ten piktorial został wydrukowany w Polsce, a następnie przedrukowany w innych krajach. Kiedy doszło to do centrali w USA, okazało się, że dla nich broń, krew, śmierć, tego typu klimaty w podtekście, to za dużo. Zdjęcia zostały zakazane, ale rok później byłem pierwszym polskim fotografem, którego sesja promująca serial HBO &#8222;Czysta krew&#8221; została przedrukowana w amerykańskim Playboyu.<br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Twoje zdjęcia mimo, że często pokazują nagość, są niegrzeczne, prowokują zmysły, są zarazem bardzo subtelne i nigdy wulgarne. Jak udaje ci się zachować równowagę między epatowaniem seksem, a pokazywaniem klasycznego kobiecego piękna?</strong></p>
<p>Myślę, że moją domeną jest tworzenie różnych historii i światów. Stopień perwersji tych zdjęć zależy od widza, od tego, co on ma w głowie. Sztuką jest zrobienie wyzywającego zdjęcia, które daje do myślenia, ale bez pokazywania nagości. Taki klimat mnie kręci &#8211; kiedy coś wisi w powietrzu, ale nie jest to dosłowne.<br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Masz na koncie mnóstwo prestiżowych nagród. Jakie jest twoje podejście do wyróżnień? Która ma dla ciebie szczególne znaczenie?</strong></p>
<p>Niesamowitym przeżyciem było odbieranie nagrody od FashionTV podczas Festiwalu Filmowego w Cannes. Przyleciałem tam dosłownie na jedną noc i to było coś magicznego i wyjątkowego. Jednak nie należy oczekiwać, że taka czy inna nagroda nagle zmieni nasze życie. Trzeba się tym cieszyć i wspierać, ale robić swoje i nie spoczywać na laurach. Bardzo się cieszę, że wydałem album „One”. Z jednej strony jest to podsumowanie pewnego okresu pracy, a z drugiej &#8211; otwiera dla mnie zupełnie nowe horyzonty. Skupiam się teraz na działalności wystawienniczej, czyli czymś, na co wcześniej zawsze brakowało mi czasu.<br />
 <strong></strong></p>
<p><strong>Czy twoja droga do charakterystycznego stylu była długa i kręta?</strong></p>
<p>Zaczynałem, kiedy w Polsce dominowała fotografia analogowa. Czymś naturalnym było obcowanie z czarno-białym filmem, a jeśli były ku temu możliwości, to własnoręcznym wywoływaniem zdjęć w ciemni. Jestem bardzo szczęśliwy, że miałem okazję nauczyć się tych rzeczy. Pierwsze zdjęcia, które mnie zaskoczyły, totalnie wbiły w fotel, to były prace Helmuta Newtona. Na drugim krańcu tego spektrum czarno-białej fotografii był Peter Lindbergh, który pięknie potrafi ująć kobiecość. Te dwa światy bardzo mnie fascynują i między nimi się poruszam. Na początku pojawiały się głosy, że za mocno kopiuję Newtona, ale skutecznie wyleczyła mnie z tego jego żona June Newton. Miałam okazję poznać ją, właściwie poprzez niesamowity zbieg okoliczności. Kiedy pracowałem nad makietą mojego albumu, pokazałem jej projekt i zatrwożony czekałem na opinię. June to ekscentryczna, bardzo wybuchowa starsza pani, która zawsze mówi to, co myśli i jest bardzo cięta na fotografów, którzy kopiują styl jej męża. Wszystko potoczyło się na tyle fajnie, że moją książkę rozpoczyna jej dedykacja. Nasza znajomość trwa do dziś i możliwe, że jeszcze w tym roku zaowocuje bardzo ciekawym wydarzeniem…</p>
<p><strong>Zdjęcia Szymona Brodziaka można oglądać do 15 marca w warszawskiej Leica Gallery. 7 lutego odbył się wernisaż wystawy i polska premiera albumu „One”.</strong><br />
 <em></em></p>
<p><em>* Szymon Brodziak do swojej twórczości nie lubi dodawać filozofii. Fotografuje głównie na zlecenia firm, na potrzeby reklam i kampanii wizerunkowych. I jest w tym najlepszy: w 2013 w Cannes FashionTV przyznało mu tytuł „najlepszego na świecie fotografa czarno-białych kampanii reklamowych”. A do niedawno wydanego autorskiego albumu BRODZIAK „ONE” swoją dedykację – symbolicznie, jako wyraz uznania dla jego talentu – napisała June Newton, żona legendarnego fotografa Helmuta Newtona. Oficjalna premiera albumu, połączona z wystawą, odbyła się w październiku 2014 w Rzymie, a następnie została wystawiona w Galerii Artroom w Kolonii w Niemczech. BRODZIAK „ONE” to podsumowanie ostatnich dziesięciu lat fotograficznej twórczości Szymona, którego artystyczne credo brzmi: „Jesteś tym, co widzisz”.<br />
 </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/szymon-brodziak-jestes-tym-co-widzisz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Udręki monogamii</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/prof-zbigniew-izdebski-janusz-l-wisniewski-udreki-monogamii/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/prof-zbigniew-izdebski-janusz-l-wisniewski-udreki-monogamii/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Mar 2015 02:40:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscytujący bohater]]></category>
		<category><![CDATA[bad boy]]></category>
		<category><![CDATA[feromony]]></category>
		<category><![CDATA[intymnie]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[monogamia]]></category>
		<category><![CDATA[partnerki]]></category>
		<category><![CDATA[Playboy]]></category>
		<category><![CDATA[seks]]></category>
		<category><![CDATA[seksualność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=18488</guid>
		<description><![CDATA[„Nasza seksualność jest niezbadana. Ma tyle kręgów, jak piekło Dantego! Trudno powiedzieć o jakiejkolwiek normie”. Specjalnie dla EksMagazynu prof. Zbigniew Izdebsk i Janusz L. Wiśniewski, autorzy książki „Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości”]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>EksMagazyn: Dlaczego kobiety uwielbiają „niegrzecznych chłopców” i nieustająco wpadają w ich sidła?</strong><br />
 <strong> </strong></p>
<p><strong>Prof. Zbigniew Izdebski:</strong> W sidła playboyów?</p>
<p><strong>Janusz L. Wiśniewski:</strong> Bad-boyów, bo są przecież playboye, którzy nie są wcale „bad”.</p>
<p><strong>Prof. Zbigniew Izdebski:</strong> Przypuszczam, że wybierają ich na pewnym etapie swojego życia, na zasadzie: „Pozwolę sobie na taką fantazję”, ale nie myślą o takich mężczyznach w kategoriach perspektywicznych. Znam kobiety, które wiedzą, że taka relacja, bo często to nawet nie jest związek, nie jest ani stała, ani uczuciowa, ale chcą z różnych powodów spróbować.<br />
 Janusz L. Wiśniewski: Jest taka świetna książka Nancy Etcoff „Przetrwają najpiękniejsi”, która opisuje, że większość bad-boyów to przeważnie atrakcyjni mężczyźni, a tacy – generalnie – mają o wiele więcej partnerek. W związku z tym mają o wiele więcej doświadczeń seksualnych, a jeśli tak, to będą je projektować na swoje partnerki. Statystycznie zostało udowodnione, że z pięknymi mężczyznami kobiety częściej osiągają orgazmy. Wynika to z bardzo atawistycznego procesu &#8211; orgazm służy poczęciu, więc jeśli kobieta ma orgazm z pięknym mężczyzną, to zostaje zapłodniona przez atrakcyjnego człowieka. Wzrasta zatem prawdopodobieństwo, że urodzi piękne dziecko, które będzie o wiele bardziej szczęśliwe, niż to brzydkie. Jest to więc ewolucyjne wyjaśnienie tego, dlaczego kobiety lubią chodzić do łóżka z przystojnymi mężczyznami. Kobiety chcą być otoczone atrakcyjnymi mężczyznami. A bad-boye – jeśli nie są tak utalentowani jak profesor i ja, gdzie nasze piękno wynika przede wszystkim z mózgu, przeważnie są atrakcyjni. To oczywiście żart, ale tak bym to wyjaśnił na podstawie badań. Atrakcyjni mężczyźni generalnie gwarantują lepszą przyszłość dla dziecka. W USA mężczyzna wyższy tylko o 1 cal (2,5 cm) zarabia o ok. 6 tys. dolarów więcej niż ten niższy (badanie z 1994 roku). Mężczyzna atrakcyjny o wiele szybciej awansuje, ale ta jego cecha nie wynika tylko z wyglądu, ale też np. z posiadanej władzy. Berlusconi wcale nie jest atrakcyjny, ale emanuje blaskiem posiadając władzę, wpływy, pieniądze. Mężczyźni – prędzej czy później, niezależnie od źródeł – zauważają, że są atrakcyjni i stają się bad-boyami. A wie pani, kto ich w tym przekonaniu utrzymuje? Kobiety! (śmiech).</p>
<p><strong>Partnerki czy matki?</strong></p>
<p><strong>Janusz L. Wiśniewski:</strong> Matka nawet największemu brzydalowi będzie wmawiać, że jest piękny.</p>
<p><strong>Prof. Zbigniew Izdebski:</strong> Myślę, że takie psychoanalityczne podejście jest dużym uproszczeniem, bo jeżeli mówimy o męskości, to możemy przytaczać wiele przykładów atrakcyjnych kobiet, które nieźle sobie radzą w sytuacjach zawodowych. Ciekawa jest też kwestia doboru pod względem podobnego stopnia atrakcyjności. Gdyby poszła pani na imprezę i zobaczyła bawiących się tam ludzi, to z dużą dozą prawdopodobieństwa może pani sparować danego pana z panią i gdyby to sprawdzić, okazałoby się, że faktycznie są razem.</p>
<p><strong>Drugi przypadek jest taki, że on piękny, ona taka sobie, albo na odwrót&#8230;</strong></p>
<p><strong>Prof. Zbigniew Izdebski:</strong> Przykładem z naszego podwórka jest Tomasz Kammel, który trwa w stałym związku z kobietą, która zapewne jest atrakcyjna, ale z innego poziomu. Trzeba jednak podkreślić że atrybut urody jest o wiele większym walorem u kobiet.</p>
<p><strong>Janusz L. Wiśniewski:</strong> Niech pani spojrzy na Leśmiana, niskiego faceta, z wielkim, orlim nosem, który był typowym bad-boyem, utrzymankiem wielu pięknych kobiet. Jedna z nich spłaciła za niego długi. Mężczyźni mają o wiele więcej szans bycia bad-boyami, nie będąc ładnymi. Uroda jest niezwykle cennym kapitałem u kobiety. A jeszcze do tego dodana młodość! Taka mieszanka jest dla mężczyzn absolutnie paraliżująca. Jest gotowy wiele poświęcić dla konsumpcji związku z taką kobietą. Nawet jeśli nigdy nie myślał o zdradzie, na jedną noc jest skłonny zamienić się w bad boya (śmiech).</p>
<p><strong>Jeden z rozdziałów książki poświęcony jest sile pożądania. Dlaczego ludzie się pragną? Dlaczego akurat ten mężczyzna jest niezmiernie pociągający dla tej kobiety, a dla innej w ogóle?</strong></p>
<p><strong>Janusz L. Wiśniewski:</strong> Mam nadzieję, że na to pytanie – na poziomie naukowym – nigdy nie padnie odpowiedź. Nauka pozwala stwierdzić, co dzieje się w mózgach ludzi, którzy się pożądają, natomiast do dzisiaj – oprócz jednego, mało reprezentatywnie potwierdzonego badania – o którym też piszemy w książce – nie ma odpowiedzi, dlaczego ten pan pragnie tę panią, a ta pani tego pana. Nie ma też odpowiedzi na pytanie, jaki jest mechanizm biochemiczny odpowiedzialny za to, że zaczyna się dany związek.</p>
<p><strong>A feromony?</strong></p>
<p><strong>Janusz L. Wiśniewski:</strong> Teoria o przyciąganiu się pod wpływem feromonów została wymyślona przez producentów perfum. Feromony działają na poziomie agresji u szczurów czy chomików, natomiast postrzeganie ich jako czynnika decydującego o tym, dlaczego dwie osoby łączą się w pary to absolutny wymysł. Mamy układ lemieszowo-nosowy, gdzie jest 12 mln receptorów, natomiast to nie jest decydujące. Jedynym elementem nosa w dobieraniu się ludzi w pary jest mało potwierdzony i słabo opisany eksperyment, gdzie kobietom dano do wąchania koszulki 19 sportowców. Miały ocenić atrakcyjność mężczyzny, który krył się za danym ubraniem. Okazało się, że kobiety wybierały mężczyzn, których gen mhs (zgodności tkankowej) najbardziej różnił się od ich własnych. Dlaczego? Dzieci zrodzone z genomów najbardziej zróżnicowanych, mają największe szanse przeżycia. Nie jest tak, że ktoś wchodzi do pokoju, a my czujemy jego gen zgodności tkankowej i się zakochujemy, nikt tego nie wie! I bardzo dobrze, bo jeśli naukowcy by się o tym dowiedzieli, to oprócz tabletek typu viagra, używalibyśmy tabletek, które budowałyby związek z daną osobą.</p>
<p><strong>Prof. Zbigniew Izdebski:</strong> Co całkowicie pozbawiłoby związki romantyczności.</p>
<p><strong>Janusz L. Wiśniewski:</strong> I przypadkowości! To byłaby erotyczna, miłosna eugenika.</p>
<p><strong>Coś strasznego jednym słowem!</strong></p>
<p><strong>Prof. Zbigniew Izdebski:</strong> Kiedy popatrzy pani na portale randkowe czy firmy zajmujące się kojarzeniem par, to widzimy, że coraz częściej stosowane są różnego rodzaju testy o charakterze psychologicznym, dotyczące osobowości, pasji, czyli szukania takich cech, które z punktu widzenia różnych jednostek, mogą być szczególnie dla danego związku przydatne. W wielu kwestiach możemy powiedzieć, że ten typ osobowości, z tym typem temperamentu, zachowaniami, pasjami, wyglądem, oczekiwaniami ma szanse na stworzenie dobrego związku. Ale kiedy mówimy o kategoriach szansy, statystyki, mamy na myśli to, co występuje najczęściej. A przecież musimy pamiętać, że ludzie nie mieszczą się tylko w średniej.</p>
<p><strong>Janusz L. Wiśniewski:</strong> Najciekawsze rzeczy dzieją się na obrzeżach wykresu.</p>
<p><em>Artykuł pochodzi z 26. numeru EksMagazynu. Pełny tekst znajdziecie w wydaniu drukowanym.</em></p>
<p><a rel="attachment wp-att-18489" href="http://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/prof-zbigniew-izdebski-janusz-l-wisniewski-udreki-monogamii/attachment/650izdebskitekst/"><img class="aligncenter size-full wp-image-18489" title="650izdebskitekst" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2015/02/650izdebskitekst.jpg" alt="" width="650" height="911" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/prof-zbigniew-izdebski-janusz-l-wisniewski-udreki-monogamii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tomasz Raczek: Początki Playboy&#8217;a</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/tomasz-raczek-poczatki-playboya/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/tomasz-raczek-poczatki-playboya/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Sep 2013 02:13:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscytujący bohater]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[Playboy]]></category>
		<category><![CDATA[początki Playboy'a]]></category>
		<category><![CDATA[redaktor naczelny]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Raczek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=13102</guid>
		<description><![CDATA[Jak zaczynaliśmy prowadzić Playboy’a w Polsce, mieliśmy dość duży problem. Jak utrzymać na rynku magazyn dla mężczyzn, puszczając w nim reklamy produktów dla mężczyzn. Jedyne produkty skierowane do panów, to były papierosy, alkohol i samochody]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Rozbierał pan kobiety…</strong><br />
 Osobiście nie (śmiech).</p>
<p><strong>Jak wybierał pan bohaterki do magazynu?</strong><br />
 Są trzy konwencje, w których pokazuje się kobiety w Playboy’u. Pierwszy to tzw. „dziewczyna z sąsiedztwa”. Młoda, ładna, nieznana dziewczyna. Taka, którą czytelnik może sobie wyobrazić, jako swoją sąsiadkę. W tym przypadku chodzi o to, żeby pokazać piękną, pachnącą młodością kobietę. Drugi rodzaj kobiet pokazywanych w Playboy’u to gwiazdy. I tutaj mniej ważne jest, ile taka kobieta pokaże. Bohaterem nadal jest tu nagość, ale w tym przypadku bardziej chodzi o stworzenie swoistego mini dzieła sztuki. I trzeci rodzaj kobiet. To modelki. Tutaj jest największy problem, bo Playboy pokazuje kobiety kobiece, a modelki, od pewnego czasu, są wieszakami, powiedzmy sobie, mało atrakcyjnymi po rozebraniu. Wówczas zdjęcia robi się w konwencji modowej, częściowo ubranej. Wtedy tej nagości jest najmniej.</p>
<p><strong>Jak to wyglądało w Polsce?</strong><br />
 Na początku był problem ze wszystkim. Nawet z modelką. Przychodziło na castingi dużo pań, ale zwykle uciekały, bo dochodziły do wniosku, że narzeczony będzie zazdrosny. I ponieważ te castingi nic nie dały, pierwszą kobietę musiałem namawiać sam. Pewnego dnia zobaczyłem bardzo ładną dziewczynę, która stała przed wystawą sklepową i przyglądała się jej. Podszedłem więc, zagadałem, że będzie takie nowe pismo dla kobiet, z bardzo ładnymi artystycznymi zdjęciami i tak dalej. I tu już zacząłem mieć szczęście. Okazało się, że dziewczyna wiedziała, czym jest amerykański Playboy. Podobał jej się. Po drugie, nie wyglądałem na alfonsa. Po trzecie, znała mnie wcześniej z telewizji. I w taki sposób udało mi się znaleźć pierwszą modelkę. Sesja była świetna!</p>
<p><strong>A jak było z pierwszą gwiazdą?</strong><br />
 Dużo nam odmówiło (śmiech). Na przykład Kasia Figura. Szukanie pierwszej gwiazdy doprowadzało mnie do rozpaczy. Udało się dopiero w trzecim numerze. Pierwszą osobą, która odważyła się pozować do zdjęć w polskim Playboy’u, była Alicja Resich Modlińska. Pokazała silny charakter i wspaniałą osobowość. Sesja wyszła wspaniale!</p>
<p><strong>Czym różnił się Playboy w Polsce od pierwowzoru w Stanach?</strong><br />
 Po pierwsze: W Polsce była i jest duża akceptacja dla małych piersi! Dla naturalności. O wiele większa niż w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, u nas, często sztuczny biust jest wręcz nieakceptowany! W badaniach mężczyźni mówili często: niech będzie mniejszy, ale niech będzie prawdziwy. A druga rzecz. Jesteśmy rasistami. Wydania z czarnoskórymi kobietami zawsze sprzedawały się najsłabiej. Nie wspominając już o Azjatkach! Nie, bo nie. Nie dało się przekonać polskich czytelników do pokazywania kobiet o innym kolorze skóry.</p>
<p><strong>Czy w momencie, kiedy ujawnił pan, że jest gejem, nie pojawiły się zarzuty: Jak to, gej? To jak on rozbierał kobiety?</strong><br />
 Nie. To znaczy pojawiały się gdzieś na forach różne komentarze, typu: I jak to, jeszcze on… No niemożliwe… Ale było to bardziej załamywanie rąk nad wartościami ogólnymi niż zarzuty (śmiech). Natomiast o Playboy’u w tamtych czasach nie dało się powiedzieć złego słowa. Był po prostu dobrze prowadzonym i robionym magazynem. Ze smakiem i w dobrym guście. Nie było się do czego przyczepić. Kiedy decydowałem się na bycie redaktorem, starałem się zrobić to najlepiej, jak umiałem.</p>
<p><strong>Skoro jesteśmy przy kobietach… Nie tylko je pan rozbierał, ale też z nimi rozmawiał. Jak ocenia pan różnicę między rozmówcą &#8211; kobietą, a rozmówcą – mężczyzną?</strong><br />
 Mężczyźni są trudniejszymi rozmówcami. Mają dużo słabych stron. W kwestii identyfikacji swojej roli społecznej i podziału ról. Mają problem z widzeniem siebie w sposób podmiotowy. Cały czas realizują się tylko przez to, co muszą zrobić: zarobić pieniądze, utrzymać rodzinę. Nie umieją natomiast robić niczego dla siebie, dla własnej przyjemności. Kobiety zaś mają przekonanie wewnętrzne, ze są ważne, są potrzebne. Mają większą motywację do życia. Mamy na przykład kampanię kosmetyków z hasłem „Jestem tego warta…”. Nie ma takich kampanii dla mężczyzn. Co najwyżej mówi się w nich: „Twoja dziewczyna będzie z ciebie bardziej zadowolona…”. Na okładkach pism dla kobiet są kobiety. Na okładkach pism dla mężczyzn są… kobiety. Nie ma magazynów, które byłyby tworzone dla przyjemności panów. Jeśli jest już coś dla mężczyzn to: dekarz, wędkarz, majsterkowicz, itp. Nic dla samego siebie, zawsze coś, dzięki czemu możesz się realizować. I właśnie dlatego, z mężczyzny tak naprawdę trudno wyciągnąć to, co mu leży na sercu. Żeby się do tego dostać, w dodatku tak, żeby dany rozmówca nie poczuł się obnażony, trzeba się dużo bardziej postarać, niż, kiedy próbuje się namówić na zwierzenia kobietę.</p>
<p><strong>Jakie kobiety pana fascynują?</strong><br />
 Moi koledzy &#8211; geje twierdzą, że jestem beznadziejnym gejem (śmiech), ponieważ nie zachowuję się, jak gej. Przede wszystkim bardzo lubię kobiety. Bardzo mi się podobają. Uwielbiam ich naturalność. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem operacji plastycznych. Nie przepadam za ideałami, bo kochamy głównie te rzeczy, które się nie udały. Jeśli chodzi o fizyczność, na przykład kolor włosów, nie mam żadnego określonego typu. Ważne są oczy. Ta odbijająca się w nich inteligencja, która pozwala na wyobrażenie sobie, że moglibyśmy porozmawiać. I dbałość o siebie. Taka, która nie koniecznie polega na niwelowaniu wpływu wieku na nasz wygląd. Chodzi o zatrzymanie w tym wszystkim naturalności.</p>
<p><strong>Czy pana partner jest zazdrosny o przyjaciółki?</strong><br />
 Nie. Natomiast wydaje mi się, że on jest jeszcze większym wielbicielem kobiet niż ja (śmiech). On uwielbia kobiety pod kątem twórczym, ciągle je opisuje. Nawet mówię mu czasami, weź, napisz, o jakimś mężczyźnie. Ale nie.</p>
<p><em><strong>Cały materiał dostępny jest w 18. numerze EksMagazynu. W Empikach, salonach Relay i InMedio w całej Polsce.</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscytujacy-bohater/tomasz-raczek-poczatki-playboya/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>NM Studio</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/ekstra-miejsca/nm-studio/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/ekstra-miejsca/nm-studio/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Nov 2012 02:21:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekstra miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[akty]]></category>
		<category><![CDATA[akty męskie]]></category>
		<category><![CDATA[eksmagazyn]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[NM Studio]]></category>
		<category><![CDATA[Playboy]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz Marciniak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=9776</guid>
		<description><![CDATA[Studio fotografii kreatywnej specjalizuje się w fotografii reklamowej, modowej i katalogowej. Mieści się praktycznie w samym centrum Warszawy]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wykonuje kalendarze, portfolia modelek, sesje indywidualne oraz sesje dla dzieci. Sprzedaje zdjęcia, organizuje warsztaty fotograficzne w grupach, a także indywidualne. Ze studiem współpracują wizażyści, charakteryzatorzy, fryzjerzy, styliści, projektanci oraz agencje modelek. Całkowita powierzchnia studia to około 90 metrów kwadratowych, na którą składa się kuchnia, łazienka, plan zdjęciowy o wymiarach 5x7m i wysokości 3 metrów, stanowisko do wizażu, miejsce, w którym można odpocząć oraz stanowisko komputerowe. W studiu jest dostępna bezprzewodowa sieć WiFi. Firma udostępnia również na życzenie klientów własną bazą twarzy. Klientami NM studio są popularne magazyny w Polsce, takie jak CKM, Playboy. Są również autorami rozbieranej sesji Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka w 11  numerze EksMagazynu oraz okładkowej sesji numeru 12 z Maciejem Jachowskim w roli głównej.<br />
 NM Studio, ul. Nowy Świat 5/12, 00-496 Warszawa, +48 662 508 256, e-mail: info@nmstudio.eu, <a href="http://www.nmstudio.eu" target="_blank">www.nmstudio.eu</a></p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2012/09/nmstudioloo.jpg" alt="" width="650" height="346" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/ekstra-miejsca/nm-studio/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->