<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; po świecie</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/po-swiecie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Wed, 29 Jul 2026 07:38:58 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Obrazki z Centrum Wszechświata</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/obrazki-z-centrum-wszechswiata/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/obrazki-z-centrum-wszechswiata/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 May 2015 01:23:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Bronx]]></category>
		<category><![CDATA[Brooklyn]]></category>
		<category><![CDATA[Manhattan]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>
		<category><![CDATA[NY]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Queens]]></category>
		<category><![CDATA[Soho]]></category>
		<category><![CDATA[Wall Street]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=17266</guid>
		<description><![CDATA[Opowiedzieć o Nowym Jorku w jednym artykule jest zadaniem tak samo niemożliwym, jak poznać to miasto w tydzień, miesiąc czy choćby rok]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dlaczego? Bo NY nigdy nie jest taki sam, każdego dnia to inne miejsce, tętniący życiem organizm, w którym mieszają się kultury i obyczaje całego świata, tworząc jedyny w swoim rodzaju fenomen miasta, które nigdy nie zwalnia kroku</p>
<p>Kto był i zachłysnął się Nowym Jorkiem, ten każdy opis uzna za zbyt krótki, za mało szczegółowy, zbyt ogólny. Kto nie był, nie zrozumie, dopóki nie doświadczy najbardziej znanej metropolii świata na własnej skórze, w uszach, poprzez kubki smakowe i wizualne doznania. Nowego Jorku nie da się opisać (chyba, że pisać by przewodnik, a my nie mamy tyle miejsca), jedyne, co można zrobić, to pokazać obrazki z największego, najbardziej i jednocześnie najmniej amerykańskiego z amerykańskich miast.</p>
<p><strong>Głośno, barwnie, pachnąco</strong><br />
 Nowy Jork albo kocha się od pierwszego wejrzenia, albo po prostu się go odwiedza. W tym drugim przypadku mogą drażnić, a nawet przerażać: kakofonia dźwięków, zapach prażonej kukurydzy wymieszany z wonią karmelizowanych orzeszków, tanich hot dogów z budek z higieną mających niewiele wspólnego, za to obecnych na każdym niemal kroku, spalin tysięcy samochodów zlewających się w jeden żółty sznur płynący Piątą i Siódmą Aleją, zapachem skoszonej trawy dochodzącym z Central Parku i świeżo parzonej kawy dobiegającym z co drugiego budynku na niemal każdej ulicy.<br />
 Dla kogoś, kto pozwoli pochłonąć się miastu od pierwszych minut, będzie to raj dla zmysłów i niekończąca się feeria wizualnych i dźwiękowych wrażeń.<br />
 Innych nie tylko w danych miesiącach czy porach roku, ale i o każdej porze dnia. Poranna kawa w tekturowym kubeczku za jednego dolara, bajgiel z serkiem – ciepła i chrupiąca bomba kaloryczna (dostępna również w wersji dietetycznej z pełnego ziarna) albo naleśniki z syropem klonowym &#8211; tak słodkim, że przy pierwszym spróbowaniu wydaje się niejadalny, zapach dymu tytoniowego i pośpiech: do metra, do pracy, do taksówki.<br />
 To poranek. Żeby zobaczyć wschodzące słońce, trzeba zadzierać głowę wysoko, szukając go na czubkach drapaczy chmur. Przedrze się na ulice na kilkanaście minut dopiero za kilka godzin, we wczesne popołudnie &#8211; o najspokojniejszej porze dnia, kiedy przez godzinę miasto odpoczywa, jedząc lunch na ławce w parku czy w jednej z miliona knajp. Szum, stukot, rozmowy przez telefon, jedzenie w biegu, zakupy, dźwięki klaksonów żółtych autobusów szkolnych – to wszystko wróci po 16 i nie będzie zwracało uwagi na nic, a w szczególności na dziesiątki tysięcy turystów błąkających się z mapą, podążających szlakiem któregoś z tysięcy przewodników po tym mieście &#8211; od The Top Of The Rock, poprzez Empire State Building, w kierunku Museum of Modern Art. I tak aż do zmierzchu. Wtedy miasto na krótką, niemal niezauważalną chwilę, przystanie, a najsłynniejsze skrzyżowanie świata wyznaczą neony i podświetlane billboardy na skraju Broadwayu – na majestatycznym Times Square, przez który trzeba się przeciskać 24 godziny na dobę, nie ważne, czy wybierasz się tam rano, po południu, czy w środku nocy, w weekendy czy w tygodniu.<br />
 Jesteś w NY? Zatrzymaj się na chwilę, o dowolnej porze dnia, na dowolnej ulicy. Możesz zadrzeć głowę do góry i przymknąć oczy (bo jeśli tego nie zrobisz, od wieżowców zakręci ci się głowie). Odetchnąć, o dziwo, całkiem czystym powietrzem. Czujesz się elementem tego dygocącego tygla? Tak, wystarczy jeden dzień, aby przyzwyczaić organizm do drżącego tętna metropolii i czujesz się, jak w domu. Na czas pobytu tutaj jesteś nowojorczykiem.</p>
<p><strong>Marzenie Ameryki</strong><br />
 Tak. To właśnie Manhattan. Centrum Wszechświata. Dzielnica, która jest synonimem całej metropolii. Synonimem i antonimem całych Stanów Zjednoczonych. Kiedy przecinasz kolejne aleje żółtą taksówką (tańszą, niż można by się spodziewać), zderzasz się z obrazkami, kalkami, ikonami budynków i miejsc znanych ci doskonale z tworów pop kultury: filmów, seriali, książek, programów telewizyjnych, pocztówek czy imponujących panoram dostępnych w każdym sklepie z nikomu niepotrzebnymi, ale pożądanymi gadżetami do wystroju wnętrz.<br />
 Majestatyczna, mimo remontu, staruszka Carnegie Hall, tętniący barwami, niemal oddychający każdym podświetlonym billboardem Times Square, główna siedziba N.Y.P.D. i zaparkowane obok biało – niebieskie radiowozy i motocykle, żółte, „regularne” taksówki, gwiazda niezliczonej ilości filmów i produkcji telewizyjnych – romantyczny do granic przyswajalności ludzkiej świadomości Empire State Building z nienaganną pod każdym względem obsługą witającą każdego dnia dziesiątki tysięcy turystów z uśmiechem na twarzy, tętniący życiem, roześmiany i rozbiegany Central Park, gdzie miasto ucieka na lunch lub udaje się po oddech, tonący w feerii barw bajeczny Broadway, gdzie przesądzają się codziennie losy światowych hitów kinowych i teatralnych i niemal pachnąca pieniędzmi Wall Street, na której panowie i panie w garniturach i sukienkach wartych więcej, niż roczna wypłata przeciętnego nowojorczyka, decydują o finansowych losach świata. I pocztówkowy Brooklyn Bridge, na którym sposobu na realizację swojego „american dream” szukają tysiące imigrantów przybyłych tu w pogoni za lepszym jutrem, a zaczynają te poszukiwania od handlowania breloczkami, okularami, kartkami, koszulkami z charakterystycznym czerwonym serduszkiem, czapeczkami i wszelkimi mini – bibelotami z etykietką „made in China” za maksymalnie 2 – 3 dolary.<br />
 Synonim wszystkiego, czym Ameryka jest i czym chce być. I od czego jednocześnie ucieka. Ogrom. Przepych. Anonimowość i poczucie wyjątkowości w jednym. Majestatyczność. Tolerancja. Szybkość. Akcja. Bogactwo. Różnorodność. I kult kupowania.</p>
<p><strong>Konsumuj! </strong><br />
 Kupuj, kupuj, kupuj! – zachęcają wszędzie. Wszyscy. Od tonącej w luksusie butików i topowych światowych marek, słynnej Piątej Alei, po zakamarki na granicy Manhattanu z Brooklynem i ulicznych szemranych sprzedawców „czegokolwiek”.<br />
 Sieciówki, centra handlowe, małe sklepiki. Knajpy. Właściciele budek z hot dogami. Kloszardzi handlujący znalezionymi lub skradzionymi pamiątkami. Każdy ma coś do sprzedania.<br />
 A ty? Kiedy kupujesz – jesteś tu królem. W każdej ze świątyń kolorowego konsumpcjonizmu. Wszedłeś, kupiłeś? Cudownie! Wróć do nas. Na pewno mamy coś, czego jeszcze potrzebujesz. A jeśli nie, stworzymy w tobie tę potrzebę. Kupony, rabaty, zniżki na kolejne zakupy? Proszę bardzo!<br />
 Nie ważne, ile masz pieniędzy, jeśli ich nie masz, to wyciągnij kartę kredytową, przecież nic się nie stanie! Nie ma znaczenia, czy wydasz 10 dolarów, czy tysiąc. Stań w kolejce do kultowego sklepu z odzieżą, kup siedem rzeczy, ósmą dostaniesz gratis. Nie chcesz? Na tę kolejną rzecz, tę dokładnie, której nie potrzebujesz (przemyśl to jeszcze, bo może jednak kiedyś ci się przyda!), tam, na stoisku obok, jest akurat promocja. Nie chcesz? To szkoda, bo tu każdy ma coś do sprzedania. Wycieczkę po mieście, przewodnik, pamiątkę, perfumy, bilet na hit w jednym z brodwayowskich teatrów (ostatni!), szpilki od Louboutina, torebkę od Versace, garnitur od Prady…<br />
 Na pewno niczego nie potrzebujesz? A może zwyczajnie czegoś chcesz? Nie? Nic nie szkodzi, idź dalej, na pewno w końcu się skusisz na niebywałą okazję! Może akurat trafisz na dzień „tax free” albo na promocję miesiąca. Nie ważne właściwie, z jakich przyczyn, ważne, żebyś kupił. Tylko pamiętaj – zrobiłeś to raz, a to nie wystarczy. Wróć i kupuj dalej – bo konsument jest tutaj panem i władcą.</p>
<p><strong>Kult kultu</strong><br />
 Na Wall Street poczujesz zapach pieniędzy – tych, które z celebracją wydajesz. Nie jakichś drobnych, ale milionowych zasobów największych banków świata. Pachną słodko, jak karmelizowane prażone orzeszki z budki na początku ulicy, po 7 dolarów za paczuszkę, bo lokalizacja ma jednak znaczenie. Lunch możesz zjeść na ławeczce nad Huston River, o tam, w dole ulicy, obserwując maklerów, którzy na pół godziny uwalniają stopy z drogich skórzanych butów i zakładają adidasy, o przepraszam, „new balance”, żeby, tym magicznym sposobem, na chwilę odpocząć od finansowego rządzenia światem. Jeśli znudzą ci się maklerzy, zawsze możesz rzucić okiem na „water taxi”, odpływającą w stronę Brooklynu, która co chwilę dziwnie błyska. To flesze aparatów turystów – płyną właśnie robić pocztówkowe zdjęcia mostu z Manhattanem w tle. Zdjęcia i tak nie wyjdą tak, jak na pocztówkach, ale, w sumie, jakie to ma znaczenie?<br />
 Gdzieś, nad tym wszechogarniającym szelestem światowych milionów, unosi się niewidoczny pierwiastek… smutku. Ground Zero w miejscu dwóch wież, które runęły 11 września 2001 roku, pełen oczywiście sprzedających mapy, wycieczki, książeczki „ku pamięci”. Ale tutaj, na tym skrawku chodnika, jakby nawet sprzedający robią to inaczej. Z dystansem. Ciszej. Nowojorczycy opuszczają głowy. Turyści wyciągają tablety i aparaty – trzeba wszystko udokumentować. Może uda się złapać w kadrze ten dziwny stan, smutek, zamyślenie, dowód bezradności… Wsiadasz do metra i zaduma zostaje na stacji, przy nowopowstającym Centrum Pamięci Ofiar z 11 września. Chcesz czegoś mniej smutnego, czegoś, co nie jest niewytłumaczalną zadrą w świadomości tego majestatycznego miasta? <br />
 Czekają na ciebie kolejne ikony NY. Pierwsza z brzegu &#8211; artystyczna SoHo, bo przecież słowo „bohema” tak dostojnie dźwięczy w uszach! Tu wszystko jest sztuką i wszystko jest dozwolone, o ile potrafisz to nazwać w artystyczny sposób. SoHo jest zbyt wymagająca, bo ze sztuką ci nie po drodze albo zwyczajnie nie chcesz kontemplować dokonań współczesnych artystów? Nic nie szkodzi, kilka kroków dalej jest przecież filmowa Chinatown – mniejsza oczywiście, niż w kinie i mniej spektakularna, za to pełna nikomu niepotrzebnych mocno tandetnych pamiątek, które odwiedzający na pewno zabiorą ze sobą do domu. Zbyt wschodnia? To może zainteresuje cię dzielnica włoska – dobrze znana nowojorskim miłośnikom oryginalnej pizzy na cienkim cieście Little Italy, jakby rodem przeniesiona z Sycylii, gdzie gospodarze serwują smakoszom włoskiej kuchni tę właśnie pizzę i pastę we wszelkich możliwych rodzajach. Głośno witają gości, krzyczą przyjaźnie, polewają wino i sprawiają, że miejsce to w niczym nie przypomina planu „Ojca Chrzestnego”…<br />
 Wszystko to dzieje się tutaj, w tej chwili, właśnie w Nowym Jorku. Ale, stop! Przecież to tylko Manhattan. To tylko jedna dzielnica…</p>
<p><strong>Metryczka NYC</strong><br />
 Poza Manhattanem, NYC to także Bronx, Brooklyn, Queens i Staten Island. W tych pięciu różnych światach, według statystyk i badań, mówi się podobno w ponad 800 językach.<br />
 Historyczne korzenie Nowego Jorku sięgają roku 1624, kiedy to miasto zostało założone jako faktoria handlowa przez holenderskich kolonistów. W 1626 roku nadali mu oni nazwę Nowego Amsterdamu. Niedługo później, w 1664 roku kontrolę nad miastem, a także otaczającymi je terenami, przejęli Anglicy. Po tym, jak król angielski Karol II Stuart przekazał te ziemie swojemu bratu, Jakubowi II – księciu Yorku, nazwę Nowy Amsterdam zmieniono na Nowy Jork. W latach 1785–1790 Nowy Jork był nawet stolicą Stanów Zjednoczonych. Niezmiennie od 1790 roku jest największym amerykańskim miastem.<br />
 Times Square, określany mianem „Skrzyżowania Świata” – jasno rozświetlony punkt centralny teatru broadwayowskiego, jest jednym z najbardziej ruchliwych przejść dla pieszych na świecie, a zarazem centrum światowego przemysłu muzycznego. W mieście znajduje się kilka światowej sławy mostów, wieżowców oraz parków. Finansowa dzielnica Nowego Jorku, na czele z Wall Street w Lower Manhattan, pełni funkcję finansowej stolicy świata i siedziby New York Stock Exchange – największej na świecie giełdy papierów wartościowych, pod względem kapitalizacji notowanych na niej spółek. Rynek nieruchomości na nowojorskim Manhattanie znajduje się w czołówce najdroższych rynków świata. Zlokalizowane na Manhattanie Chinatown zawiera najwyższy współczynnik koncentracji ludności chińskiej na półkuli zachodniej. W przeciwieństwie do większości innych systemów metra na świecie, New York City Subway kursuje całą dobę, we wszystkie dni tygodnia. W Nowym Jorku działają liczne uniwersytety i college, włączając w to prestiżowe Columbia University, New York University oraz Rockefeller University, które należą do stu najlepszych szkół wyższych na świecie.</p>
<p><a rel="attachment wp-att-17267" href="http://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/obrazki-z-centrum-wszechswiata/attachment/ny/"><img class="aligncenter size-full wp-image-17267" title="ny" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2014/09/ny.jpg" alt="" width="650" height="2890" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/obrazki-z-centrum-wszechswiata/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: South Luangwa – Dzika przyroda</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/south-luangwa-dzika-przyroda/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/south-luangwa-dzika-przyroda/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Mar 2015 02:44:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[afryka]]></category>
		<category><![CDATA[dzika przyroda]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[Park Narodowy South Luangwa]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Zambia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=18548</guid>
		<description><![CDATA[Park Narodowy South Luangwa w południowej Zambii, jest jednym z najpopularniejszych parków narodowych Afryki. To raj dla fascynatów dzikiej przyrody]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Park zajmuje powierzchnię wielkości Szwajcarii. Wśród niezliczonych gatunków ptaków i zwierząt można tutaj spotkać przede wszystkim żyrafy, słonie (ich populacja liczy 12 tys.!), stada bawołów, zebry, lwy, leopardy, rzesze małp, gazeli. Sama zaś rzeka Luangwa stanowi lokum dla licznej populacji krokodyli i hipopotamów. Choć park jest dobrze chroniony przed kłusownictwem, od 1987 na tym terenie nie ma już czarnych nosorożców.</p>
<p><strong>W pogoni za leopardem</strong><br />
 Pędzimy jak szaleni za stadem małp, które w popłochu przeskakują z drzewa na drzewo. Ich donośny lament informuje, że coś się wydarzyło. Nasz przewodnik prowadzi jeepa jak szalony. Nic nie wyjaśnia, o niczym nie informuje. Pędzi przez tropikalny las. Nagle dostrzegam go. Wielki kot idzie w naszym kierunku. Zatrzymujemy się. W pysku trzyma małpę. Bezwładne ciało w niczym nie przypomina tych rozbrykanych zwierząt. Leopard nie zwraca na nas uwagi. Zmęczony polowaniem, podąża swoją drogą. Mija nasz samochód w odległości dwóch metrów od maski. Zatrzymuje się tylko na chwilę by obrzucić nas ciekawskim wzrokiem. Nie mija kilka sekund a to wielkie zwierzę majestatycznie odchodzi w tylko sobie znane miejsce. Oszołomiona spoglądam za nim, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczyłam. Przewodnik wyjaśnia, że scena polowania, jest czymś niezwykle trudnym do zobaczenia. Kotów jest dużo, nie ukrywają się specjalnie, ale zobaczyć je w akcji to nietypowe. Czyż nie po takie wrażenia przyjeżdża się na safari? Dopiero teraz przewodnik wyjaśnia, dlaczego tak bardzo się spieszył i gonił za hałasującymi małpami. Zwierzęta te właśnie w ten sposób ostrzegają się przed grożącym niebezpieczeństwem lub informują o stracie członka rodziny. Przeraźliwego lamentu małp nie zapomnę do końca życia. Jest bardzo wczesny poranek. Poranne safari zaczyna się pobudką o 5 rano, śniadaniem i wyjazdem z kempingu bladym świtem. Naszym celem jest zobaczyć jak najwięcej zwierząt przed największym upałem. To dopiero pierwsza godzina w parku, a ja najpiękniejsze spotkanie z wielkim kotem mam już za sobą. Jedziemy dalej. <br />
 <strong><br />
 Odpoczywając z królem zwierząt</strong><br />
 Mijamy rzesze antylop i słoni. Widok tych pięknych olbrzymów powoli przestaje budzić moje zdziwienie. Jest ich pełno! Za serce chwyta widok maluchów, nieporadnie podążających za swoimi rodzicami. Małe rozbrykane słoniątka są wszędzie. Oczarowana ich widokiem nawet nie zdaję sobie sprawy, kiedy przewodnik zatrzymuje samochód. Przed nami w odległości 20 metrów, pod rozległym krzewem, wypoczywa stado lwów. W większości są to samice. Małe lwiątka drażnią się ze swoimi matkami, które wyraźnie chciałyby odpocząć. Ktoś z współtowarzyszy safari zadaje pytanie przewodnikowi, dlaczego nie możemy podejść bliżej. Ten mądrze odpowiada, że jest to maksymalna a zarazem bezpieczna odległość, na jaką możemy się zbliżyć do lwów. Nie możemy zapominać, że te spokojnie odpoczywające kociaki to w przecież dzikie, drapieżne koty, a park to ich dom, do którego się wpraszamy.</p>
<p><strong>Jesteśmy tu tylko gośćmi </strong><br />
 Czas na poranną kawę. Zatrzymujemy się nad brzegiem rzeki, by w spokoju poobserwować leniwie wypoczywające hipopotamy. Jest ich pełno. Małe, duże, olbrzymie. W pamięci nadal mam te ich przenikliwe oczy. Wokół jest pełno krokodyli. Wydają się być bardzo przyjaznymi zwierzętami, do czasu aż masywne ciała nie wypełzną na brzeg a ich paszczy i zębów nie zobaczy się w całej okazałości. Zbliża się 10. Czas na odpoczynek, lunch i sjestę. W czasie największego upału zwierzęta chowają się, szukając ukojenia w cieniu. Podekscytowana wizją orzeźwiającej kąpieli w basenie przeglądam zdjęcia z porannego safari. Nagle samochód staje. Jesteśmy w środku dzikiej głuszy a nasz pojazd odmówił posłuszeństwa&#8230; Musimy zaczekać na pomoc. Przerażona każdym odgłosem staram się ukryć zdenerwowanie. Wiem, że w samochodzie nic nam nie grozi, ale wyobraźnia w najmniej odpowiednim momencie potrafi podsunąć rozmaite scenariusze. Co jeśli nikt nas nie odnajdzie? Co, jeśli przypadkiem natrafi na nas stado słoni, albo innych zwierząt? Nie mija kwadrans a kolejny samochód terenowy przyjeżdża z odsieczą. Znów jestem spokojna.</p>
<p><strong>Sjesta z olbrzymami</strong><br />
 Wzdłuż rzeki roi się od resortów, w których można się zatrzymać. Ten, w którym odpoczywamy mieści się nad samym brzegiem Luangwa. Jest środek pory suchej, dolina rzeki jest praktycznie sucha. Park jest na wyciągnięcie ręki. Wizja spaceru na drugi brzeg jest bardzo kusząca, ale przewodnik studzi mój zapał. Nie weźmie odpowiedzialności za moją wyprawę. Spotkanie z krokodylami, słoniami i hipopotamami jest więcej niż prawdopodobne. Pozostaje mi, więc delektować się osobliwym widokiem i serwowanym obiadem. Przed tym jednak postanawiam zrelaksować się w basenie, który mieści się na wysokości trzech metrów. Widok jest nieziemski. Tak! To zapewne dla widoku został tak zbudowany.<br />
 Dostrzegam w oddali stado słoni, które pokonują rzekę. Zaraz, zaraz&#8230; Czy te słonie wychodzą z parku? Przecież za chwilę wejdą na teren zamieszkały przez miejscową ludność i turystów. Zmierzam w stronę basenu. Nagle ktoś woła: &#8222;Stój! Nie ruszaj się! Ani kroku dalej!&#8221;. Staję jak sparaliżowana. W odległości 30 metrów, dokładnie przy schodach prowadzących do basenu, dostrzegam dwa słonie. To wielka słonica i jej małe słoniątko.  Gorączkowo próbuję sobie przypomnieć, co przewodnik mówił o tym jak należy zachować się w takiej sytuacji. Cofam się, więc powoli, siadam na najbliższym leżaku przy barze i obserwuję. Zwierzęta zupełnie nie zwracają uwagi na widownię. Majestatycznie spacerują po ogrodzie. Małe słoniątko, krok w krok, podąża za mamą w odległości kilkunastu metrów. Nagle słonica podnosi trąbę, wydaje przeraźliwy krzyk. Jest wyraźnie zdenerwowana. Zaniepokojona obraca się sprawdzić, co z jej słoniątkiem, a ja nie mogę uwierzyć w to, co widzę.  Dwójka ciekawskich turystów (dla lepszego zdjęcia?) Naruszyła bezpieczną odległość.  Przewodnik łagodnym głosem upomina nierozsądnych ludzi, nakazuje bardzo powoli wycofać się na bezpieczną odległość. Przerażona para dostała nauczkę życia. Mieli dużo szczęścia. Ogromne zwierzę nie zdecydowało się zaatakować. Nie chcę nawet myśleć jak tragicznie mogła skończyć się ta historia. No i teraz rozumiem, dlaczego basen znajduje się na wysokości 3 metrów.</p>
<p><strong>W kierunku zachodzącego słońca</strong><br />
 Popołudniowe safari zapowiada się ekscytująco. Wyruszamy na godzinę przed zmrokiem. W tej części Afryki bez względu na porę roku słońce zachodzi bardzo wcześnie. Naszym celem jest spotkać polujące koty. Po wjeździe do parku spotykamy wielkie stado zebr. Fascynujące jest to, że większość zwierząt w ogóle nie zwraca na nas uwagi. Zachowując spokój możemy zbliżyć się do nich bardzo blisko. Nieopodal dostrzegamy stada antylop. Jedziemy w kierunku zachodzącego słońca. Po kilku kilometrach naszą drogę przecina stado bawołów. Musimy się zatrzymać i przepuścić zwierzęta. Mijają kolejne minuty, a ja liczę bawoły. Jest ich kilkaset! Stado wydaje się nie mieć końca. Bawoły mają się na baczności. Ich wielkie oczy przenikliwie nas obserwują. Poddajemy się, musimy znaleźć inną drogę. Nie uda nam się przejechać tą drogą przed zachodem słońca.<br />
 Wielka pomarańczowa tarcza jest coraz bliżej ziemi. Znajdujemy perfekcyjny punkt obserwacyjny na brzegu rzeki. Zaczarowana widokiem zapominam o wszystkim. Otulona ciepłym powietrzem wystawiam twarz do słońca. Powoli zapada zmrok. Podczas tego safari towarzyszy nam drugi przewodnik, którego zadaniem jest przeszukiwanie terenu wielkim reflektorem. Każda napotkana para oczu budzi moje zainteresowanie. Czy zobaczę ponownie wielkiego kota? Snop światła przecina kompletną ciemność. Przewodnik zatrzymuje samochód. Dostrzegam szeroki uśmiech, ostre zęby i te oczy. Stoimy oko w oko z hieną. Tylko przez chwilę zdezorientowane zwierzę kompletnie nas ignoruje. Szybkim krokiem przemierza ciemność w nieznanym kierunku. Dopiero po chwili orientuję się, że za tym osobnikiem podąża jeszcze kilka większych i mniejszych sztuk. Stado oddala się a my jedziemy na dalsze poszukiwania.<br />
 Przyspieszamy. Podobnie jak rano przewodnik pędzi w bliżej nieznanym kierunku. Z odległości dostrzegam kilka samochodów pędzących w tę samą stronę. Każdy z nich dysponuje reflektorem wielkości naszego. Snopy światła jak ostre noże przecinają czerń. W ułamku sekundy wszystkie skupiają się w jednym punkcie. Jesteśmy coraz bliżej. Obok nas są jeszcze dwa inne samochody. Dostrzegam go. Poirytowany leopard przecina nam drogę. Przewodnik tłumaczy, że zwierzę polowało na antylopy. Ale te dostrzegły niebezpieczeństwo i zdążyły uciec na bezpieczną odległość. Leopard musi zacząć polowanie od nowa. Reflektor pozwala śledzić go przez kolejne 200 metrów. Tym razem to wielki kot, z którym za żadne skarby świata nie chciałabym znaleźć się oko w oko. Groźny wzrok i widok ostrych kłów przeraża. Zwierzę zboczyło z głównej drogi, nie możemy już jechać dalej. Jeszcze przez chwile odprowadzamy go reflektorami, by po chwili zupełnie stracić z widoku. Zapewne teraz bezszelestnie uda się na polowanie, być może tym razem zakończone pomyślnie. Tego już nie będzie nam dane się dowiedzieć.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="234" height="234" />Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/south-luangwa-dzika-przyroda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>China Town</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/china-town/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/china-town/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Jun 2014 02:12:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dagna Starowieyska</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[china town]]></category>
		<category><![CDATA[chińska dzielnica]]></category>
		<category><![CDATA[chinska populacja w USA]]></category>
		<category><![CDATA[NYC]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[wyprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=15891</guid>
		<description><![CDATA[China Town w Nowym Yorku to historyczna dzielnica, pierwsza enklawa etniczna w USA zamieszkana przez mieszkańców wywodzących się z różnych części Chin]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kolorowe ulice, chaotyczne, krzykliwe szyldy i setki małych sklepików i restauracji to znak rozpoznawczy tego miejsca. Wielbiciele azjatyckiej kuchni znajdą tu autentyczne potrawy kantońskie, szanghajskie, pekińskie czy tajwańskie. Pełno tu straganów z chińskimi kosmetykami, ozdobami, nietypowymi przyprawami, ubraniami, sprzętem domowym, kuchennym i oczywiście pamiątkami. Kupić to można wszystko, poczynając od stylizowanych pałeczek do sushi po figurkę słynnego kota przynoszącego szczęście. Targi rybne oferują przeróżne gatunki świeżych ryb. China Town jest stosunkowo gwarne i zazwyczaj pełne tłumów turystów spacerujących wąskimi uliczkami. Dzielnica, mimo, że ma turystyczny  i komercyjny charakter,  wciąż jest zamieszkiwana przez chińską populację. Miejscowi gromadzą się w parku China Town, Columbus Park.</p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2014/05/chinatown_kolaz.jpg" alt="" width="650" height="3633" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/china-town/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->