<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; polka potrafi</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/polka-potrafi/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Beata Drzazga: Za powołaniem!</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/beata-drzazga-za-powolaniem/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/beata-drzazga-za-powolaniem/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 May 2021 18:51:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Beata Drzazga]]></category>
		<category><![CDATA[Beta Med]]></category>
		<category><![CDATA[Beta MED S.A.]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20656</guid>
		<description><![CDATA[Kocha ludzi i, jak podkreśla, zawsze marzyła, żeby im pomagać. Dziś spełnia to marzenie z dzieciństwa, prowadząc sieć oddziałów Beta Med. w 11 województwach, oferujących kompleksową opiekę dla osób starszych.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Wbrew coraz powszechniejszej pogoni za sukcesem i wszechobecnej modzie na skuteczny biznes bez względu na środki wiodące do celu, na przekór stereotypom, dla niej ciągle i zawsze najważniejszy w pracy pozostaje drugi człowiek. Bo, jak podkreśla, finalnie to właśnie się liczy. Ile serca i miłości wkładamy w pomaganie innym i ile dobra możemy przekazać drugiemu człowiekowi tym, co robimy zawodowo.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Została pani wyróżniona nagrodą Cezary Śląskiego Biznesu i Teraz Polska. Są to nagrody dla ludzi przedsiębiorczych, którzy jednocześnie niosą pomoc innym. Czy tak właśnie można określić pani działalność &#8211; businesswoman z otwartym sercem? <br />
 Beata Drzazga, właścicielka firmy Beta Med S. A.: </strong>Tak, ale po prostu jestem kobietą z otwartym sercem. Zawsze marzyłam o tym, aby pomagać ludziom.</p>
<p><strong>Cofnijmy się do dzieciństwa. Czy od zawsze interesowała panią branża medyczna?</strong><br />
 Oczywiście. Już w wieku 4 lat zainteresowałam się tą branżą, ponieważ moja ciocia była pielęgniarką. Obserwowałam ją w szpitalu podczas pracy, a także w domu, kiedy robiła ludziom zastrzyki. Bardzo mnie to pociągało i mocno przeżywałam jednocześnie, kiedy ktoś cierpiał. Marzyłam, aby być lekarzem lub pielęgniarką, to nie miało znaczenia, chciałam tylko pomagać ludziom. Poszłam więc do liceum medycznego. Później zaczęły się pierwsze praktyki i czułam się jak w raju. Spełniłam swoje marzenie i byłam wśród ludzi, którzy potrzebowali pomocy. Praca ta zawsze mnie wzruszała, ale równocześnie było mi przykro, że coś ludziom dolega. Cieszyłam się, że mogłam im pomóc. To jest moja pasja i kocham to, co robię. Wydaje mi się, że chyba ludzie rodzą się z takim powołaniem i jak już w sobie je odgadną, to wiele do szczęścia nie trzeba.</p>
<p><strong>Jak zrodziła się idea założenia kliniki Beta Med? </strong><br />
 Z doświadczenia. Pracuję w tej branży już 29 lat. Obserwowałam ludzi w szpitalach i widziałam, jak to wszystko funkcjonowało w Polsce. Zbuntowałam się i stwierdziłam, że muszę otworzyć własną klinikę. Denerwowało mnie, że ludzie muszą stać w kolejkach, a cierpią. Wkurzało mnie, że personel w szpitalu był dla nich niemiły. Takie podejście było dla mnie niedopuszczalne i niewybaczalne. Zaczęłam to zmieniać już wtedy i wprowadzałam miłą atmosferę wraz z koleżankami. Z czasem starszym pielęgniarkom również ta atmosfera się udzielała i od razu dało się zauważyć zmianę. Nawet nastawienie pacjentów było inne, a cały szpital wydawał się po prostu przyjaznym miejscem. I tak właśnie powinno być. Wszystko zależy od człowieka i od tego, jakie ma serce. Po kilkunastu latach pracy stwierdziłam, że otworzę własną klinikę, aby ludzie byli traktowani lepiej i nie stali w kolejkach. Chciałam pokazać medycynę z innej strony. W mojej głowie rodziła się wizja, aby zatrudnić wspaniałych ludzi: lekarzy, specjalistów i pielęgniarki z dobrym sercem. Widziałam szczęśliwych pacjentów, którzy częstowani są kawą i herbatą, czują się zadbani. Nie chciałam, żeby szpital kojarzył się z czymś strasznym, gdzie człowiek nie dosyć, że już jest chory i przygnębiony, to jeszcze go źle traktują, a pójście do szpitala wygląda, jakby szło się na skazanie.</p>
<p><strong>Jak wyglądały początki?</strong><br />
 Najpierw sobie wymyśliłam, że będę prowadziła ozonoterapię. Następnie miałam kilka przychodni specjalistycznych w jednym miejscu, jak: okulistyka, poradnia zdrowia psychicznego. Później jednak stwierdziłam, że skupię się nad opieką domową u pacjenta, ponieważ te potrzeby były nieograniczone. Z czasem zaczęli się do mnie zgłaszać pacjenci oraz personel z różnych województw. Szybko zaczęliśmy się rozwijać. Mam wspaniałych pracowników, którzy wprowadzają ze mną rodzinną atmosferę i z pasją wykonują swoją pracę. Obecnie zatrudniam już ponad 3 tysiące osób. Są to wspaniali specjaliści z różnych dziedzin: pielęgniarki, anestezjolodzy, lekarze, rehabilitanci, terapeuci. A druga część organizacyjna, w której jest ok. 200 osób to dyrektorzy, kierownicy i koordynatorzy oddziałów z wspaniałymi pracownikami biurowymi. Dla pacjentów wszystko jest i było za darmo, w ramach NFZ. Ludzie poczuli się szczęśliwi, że są w naszych rękach, za co otrzymujemy wiele podziękowań od nich do tej pory. Później zauważyłam, że wzrastają inne potrzeby pacjentów i że, oprócz domowych usług, konieczna jest także klinika, w której mogłyby znaleźć się osoby, które nie nadają się ani na oddział intensywnej terapii, ani do leczenia w domowych warunkach.</p>
<p><strong>Pani klinika właśnie wyróżnia się wśród innych placówek tego rodzaju. Co jest jej największym atutem?</strong><br />
 Po utworzeniu zakładów opiekuńczo-pielęgnacyjnych doszłam do wniosku, że nie chcę, aby chore osoby leżały w łóżkach, były karmione i marnowały w ten sposób życie. Trzeba ich wyciągać i aktywizować o ile się da w zależności od ich stanu fizycznego. Więc stanęłam do konkursu na rehabilitację ambulatoryjną dla osób z zewnątrz. Mamy obecnie wspaniałych rehabilitantów, którzy mocno aktywizują przebywające u nas osoby. Dlatego powstał Medical Active Care, bo stawiałam na aktywność i profilaktykę. Chciałam nauczyć wszystkie osoby, że ruch to przecież zdrowie. Fakt, że jest się chorym nie znaczy, że trzeba tylko leżeć w łóżku. Ruch tak samo wpływa na nasz umysł i dobre samopoczucie, utrzymuje nas dłużej przy życiu. Mamy ogromny wachlarz usług. Przykładowo przedszkole dla osób starszych, oferujemy pobyty dzienne, godzinowe, mogą być kilkudniowe, miesięczne lub nawet na stałe. W zależności od potrzeby. Pacjenci nie są w piżamach. Organizujemy im wiele atrakcji. Przyjeżdżają do nas szkoły z występami, organizujemy operę na miejscu, teatr, mamy terapie zajęciowe, tańce, muzykoterapię, ćwiczenia dobierane odpowiednio do każdej osoby i jej sprawności, oczywiście wszystko w formie zabawy. Pacjenci, którzy są w domach, zwyczajnie się nudzą i patrzą w telewizor, myślą o lekach, chorobie i o tym, że koniec jest bliski i nie są nikomu potrzebni. A tak nie jest! Jeśli młodzi ludzie mają ośrodki i różne miejsca aktywności to dlaczego starsi mają nie mieć tego wszystkiego? Trzeba zmienić mentalność u ludzi starszych. U nas mogą wyjść do klubokawiarni, pójść na dancing i badania okresowe. Dodatkowo stworzyliśmy centrum odnowy i urody, bo czemu seniorzy mają gorzej wyglądać? To poprawia im samopoczucie, panie się tam spotykają, dużo rozmawiają i są szczęśliwe. Dodatkowo, mogą u mnie rozwijać swoje pasje. Mamy do tego odpowiednie sale. Często przychodzą do nas też całe rodziny, które się martwią przykładowo o mamę, ponieważ ma Alzheimera. Są załamani, nie umieją sobie poradzić z nową sytuacją, ale pragną, by ta bliska osoba była obecna w domu. I na to jest rozwiązanie. Prowadzimy wtedy szkolenia dla całych rodzin, uczymy ich, wspieramy, podnosimy ich na duchu, pomagamy i, przede wszystkim, dużo rozmawiamy. Pomysłów jest mnóstwo! Pacjenci mają nawet fryzjera. Oprócz wszystkich atrakcji i dogodności, oczywiście mają dostęp do wszelkich usług medycznych. Mamy kardiologa, laryngologa, ginekologa, i innych specjalistów. Wszystko jest dostępne również dla osób z zewnątrz, nie tylko dla naszych pacjentów. Cieszę się więc, że w końcu jest miejsce gdzie jest wszystko pod jednym dachem, nawet Kościółek. Takie rozwiązanie zaoszczędza wiele czasu. Innowacyjność polega na tym, że ludzie nie muszą chodzić do szpitala i czuć się źle. Stworzyłam piękny budynek, z pięknym sprzętem i z ludźmi o przepięknych sercach. Czego chcieć więcej? Dbam o to, aby ludzie nie stracili swojego człowieczeństwa i dbali o siebie, byli traktowani z miłością. Płakać mi się chce na samą myśl o tym, że pacjent idzie do szpitala i spyta kogoś o poradę, nawet o zwykłą drogę, gdzie ma się udać, to mówią do niego z oburzeniem. Skąd ten biedny człowiek ma to wiedzieć? Czemu nie pomogą mu w tych cierpieniach i nie powiedzą: „Proszę pana, wszystko załatwimy, już panu pokażę, proszę się nie martwić”? Czemu nie dodadzą im otuchy oraz optymizmu, tylko traktują wszystko z rutyną, przymusem i dużą znieczulicą. Przecież w tym miejscu walczy się o życie człowieka, o jego zdrowie. To dlaczego tak jest? Jest to dla mnie niedopuszczalne! Na szczęście z pewnością nie jest tak we wszystkich szpitalach.</p>
<p><img src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2021/05/Beata-Drzazga.jpg" alt="" width="750" height="1125" /></p>
<p><strong>To bardzo piękna idea. W Polsce szczególnie ciągle się słyszy o takim traktowaniu w szpitalach, czy przychodniach. Tym bardziej, że mamy do czynienia z przypadkiem starzejącego się społeczeństwa. Pani jednak stara się zmieniać mentalność Polaków i ich stosunek do starości.</strong><br />
 Tak, ale przede wszystkim to u samych seniorów staram się zmienić mentalność. Ich wiek to nie koniec życia. Mają mieć przyjaciół, mają się ruszać i czerpać ze wszystkiego jak najwięcej. Ważne, by zmieniać również mentalność ich rodzin. Przychodzą do mnie masowo i opowiadają o swoim cierpieniu, o tym, jak zajmują się przykładowo schorowaną matką. Płaczą, bo nie chcą czuć się wyrodnym dzieckiem, które oddaje mamę w obce ręce. My tych ludzi z chęcią przyjmiemy. Rozumiemy, że różne są sytuacje i ktoś sobie nie radzi. Od tego jesteśmy, aby pomagać. Rodziny wtedy chętniej odwiedzają swoich bliskich i wszyscy się cieszą, a my razem z nimi. Każdego dnia dziękuję Bogu, że mogę tego doświadczać i spełniać swoje powołanie.</p>
<p><strong>Oddziały istnieją już w 11 województwach. W jakim kierunku chce pani rozwijać firmę?</strong><br />
 Nie robię planów by bardziej rozszerzać działalność. Po prostu, kiedy czuję, że mam na coś siłę, wtedy staję do kolejnych konkursów. W każdym roku jest konkurs i w zależności od tego, co robimy w danym roku, oceniamy sytuację i odpowiadamy sobie na pytanie: W ilu województwach jesteśmy w stanie jeszcze pomóc? Dużo też zależy od NFZ. Codziennie mamy nowych pacjentów i chętnych ludzi do pracy, więc rozwijamy się każdego dnia. Pukają do nas także ludzie z zagranicy, którzy pragną się u nas leczyć. Myślę o utworzeniu filii oraz punktów informatycznych dla Polonii, która chciałaby skorzystać z naszych usług. Kocham ludzi starszych i cieszę się, że mam pracowników, którzy podzielają moje podejście do pracy. Nie robię tego dla „biznesu”. Jest to ciężka praca, po to, by pomagać ludziom z miłości a przy okazji mieć satysfakcjonujące zajęcie.</p>
<p><strong>Ma pani tak dużo aktywności, bo i oprócz prowadzenia działalności, zdążyła pani też skończyć studia z zarządzania, podjęła pani kolejne, a obecnie broni doktorat z ekonomii i MBA z zarządzania. W jaki sposób znajduje pani czas na to wszystko?</strong><br />
 To jeszcze nie wszystko (śmiech)! Nie chcąc się wypalić, otworzyłam też salon mody w Katowicach. Jeżdżę do Mediolanu, Paryża, Londynu, przywożę kolekcje i robię pokazy mody. Tak, jak pani wspomniała, robię także doktorat i jednocześnie jestem też na innych studiach. Mam trójkę dzieci i sama je wychowuję. Moja energia bierze się z pasji i jest niewyczerpana. Kocham podróże i kocham tańczyć. Uwielbiam mieć też wokół siebie wspaniałych przyjaciół. Mieszkam też w Miami. Tam miałam również dwa sklepy z elektroniką Betanest. Będąc w Los Angeles spotkałam wielu wspaniałych przyjaciół: Jamie Fox (który zaprosił mnie na plan filmowy Django), gdzie poznałam Quentina Tarantino, Samuela L Jacksona, Adriena Brody’ego i Leonarda Di Caprio. Zaproszona byłam na rozdanie nagród MTV Awards w Nowym Jorku. Z moją córką (miss Polski) zostałam zaproszona przez Flo Ridę na rozdanie nagród MTV Awards w Los Angeles. Jamie Fox zaprosił nas rok później na koncert w Anglii, który prowadził na cześć Michaela Jacksona i tam byłam na scenie z braćmi i dziećmi Michaela. Wracam po cichu, nikomu nic nie opowiadając, pracuję ciężko dalej. Życie jest piękne!</p>
<p><strong>A kiedy w pracy pojawiają się trudności i przeszkody? Jak pani sobie z nimi radzi?</strong><br />
 Zawsze w prowadzeniu działalności pojawiają się trudności i jest dużo stresu. Jest to męczące, ale moja praca jest tak piękna, że tylko to się liczy! Jest to ciężkie, owszem, ale żeby coś osiągnąć, trzeba mieć dużo samozaparcia i ambicji, no i wytrwałości w tym wszystkim. Trzeba być odpowiedzialnym. Każdy problem da się rozwiązać. Na tym to polega. Jeśli ktoś nastawia się na to, że rozwiąże problem i wszystko dalej pójdzie gładko, jak po maśle, to bardzo się przeliczy. Praca to rosnąca kula śnieżna, która nie zwalnia. Trzeba tylko umiejętnie kierować tą kulą i nadać jej odpowiedni tor. Czyli odpowiednio podejmować decyzje. Problemy są, odchodzą i przychodzą. Porażki trzeba przełknąć i iść dalej. Praca to odpowiedzialność i niesamowite doświadczenia, z których człowiek wiele czerpie i uczy się jednocześnie.</p>
<p><strong>Czy, jeśli chodzi o zarządzanie, płeć ma znaczenie?</strong><br />
 Myślę, że nie ma znaczenia, chociaż na pewno trzeba przełamywać stereotypy. Ludziom biznesmen kojarzy się z poważnym panem o surowym wyglądzie. A dla mnie po prostu trzeba mieć ogromne serce do tego, co się robi. I tyle! Ludzie pytają mnie, skąd się urwałam, bo jestem taka normalna i życzliwa. Wielkim osiągnięciem dla człowieka jest to, że rozwój i pieniądze go nie zmieniają. Trzeba być sobą i mieć własne wartości. Ja jestem uśmiechnięta i miła dla każdego w ten sam sposób. Ważna jest pokora, bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie nam jutro.</p>
<p><strong>Pani osobista definicja sukcesu…</strong><br />
 Nie przepadam za tym słowem. Bo sukces jest zawistnie odbierany. Żyjemy w Europie i tu jest inna mentalność. Jesteśmy wychowani w takim kraju, w którym nie wypada się chwalić. Nie uważam, że osiągnęłam sukces, bo to oznaczało by dla mnie, że zrobiłam już wszystko i mogę iść na emeryturę (śmiech). Nie. Sukcesem dla mnie jest raczej utrzymanie firmy. Rozwijam się nadal i robię to, co kocham. A robię to dla ludzi, pozostając jednocześnie sobą. To nazwałabym sukcesem.</p>
<p><strong>Jakich porad udzieliłaby pani kobietom przedsiębiorczym?</strong><br />
 Każda kobieta, jeśli czuje w sobie pasję, to powinna próbować własnej działalności. Musi jednak nastawić się na to, że wymaga to ogromnego poświęcenia czasu. Nie jest to etat i nie trwa 8 godzin. To jest praca non stop. Kobieta absolutnie nie może mieć również wyrzutów, że nie poświęca dziecku każdej chwili. Często matki siedzą cały dzień w domu i są sfrustrowane. Nie spełniają się, nie realizują. Jeśli wracam z pracy do dzieci, ten czas jest dla mnie najcenniejszy. Często wyjeżdżamy na wakacje lub na weekendy. Mówię tu o sytuacji, kiedy dzieci są już w wieku szkolnym, chodzą do szkoły i mają inne zajęcia. Wiadomo, że z niemowlakami sprawa wygląda nieco inaczej. Tu trzeba oddać się dziecku. Gdy dziecko jest starsze i mama, która nie chodzi do pracy i tak przecież pracuje w domu: sprząta, gotuje, chodzi na zakupy i tak samo przecież nie poświęca dziecku tyle uwagi, bo nie przebywa z nim non stop. Bo tak się nie da! Czy to jest dobre dla dziecka? Bycie cały dzień wyczerpaną i zmęczoną? Poza tym, dziecko widzi przecież nastrój mamy. Jak widzi ją przez cały dzień smutną i bez pasji do życia, wcale nie wpływa to na nie dobrze. Kiedy wracam po pracy, długo rozmawiam z dziećmi i staramy się wykorzystać nasz czas jak najlepiej. Dzieci widzą pozytywne nastawienie, silną mamę, zaradną, która wszystkich obroni. Kobieta, jeśli ma siłę i chęci, to niech pracuje. I niech dba o siebie również dla męża. Nie można mieć wyrzutów. Kobieta może być jednocześnie kucharką, sprzątaczką i jeszcze pracować, dbać w dodatku o męża i pociechy, ale nie non stop, musi też się rozwijać. We wszystkim musi być umiar. Dla dzieci mama spełniona, piękna i jako zadowolona z życia kobieta jest dużo lepsza. Oczywiście, w tym wszystkim należy mieć złoty środek i także wystrzegać się pracoholizmu. Trzeba znaleźć odpowiednią dla siebie równowagę. Dzisiaj płeć nie ma znaczenia. Każdy niech się spełnia tak samo.</p>
<p><strong>Pani osobiste marzenie do zrealizowania…</strong><br />
 Chciałabym mieć więcej czasu na wszystko: pracę, rodzinę oraz na realizowanie swoich pasji. Bardzo bym chciała dużo podróżować po świecie. Ogólnie jestem bardzo szczęśliwa i tego życzę wszystkim. Niezależnie, w którym momencie swojego życia i sukcesu są, życzę im, aby czuli się spełnieni w tym, co robią. I żeby pozostali sobą.</p>
<p><strong>Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka<br />
<strong>Fot. otwierająca artykuł &#8211; Oleander Studio &#8211; Aleksandra Michalak / archiwum prywatne Bohaterki</strong><br />
 </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/beata-drzazga-za-powolaniem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Halina i Katarzyna Zawadzkie: Hexeline jest więc kobietą!</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/halina-i-katarzyna-zawadzkie-hexeline-jest-wiec-kobieta/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/halina-i-katarzyna-zawadzkie-hexeline-jest-wiec-kobieta/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2016 01:10:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[kreatorzy mody]]></category>
		<category><![CDATA[Halina Zawadzka]]></category>
		<category><![CDATA[Hexeline]]></category>
		<category><![CDATA[Katarzyna Zawadzka]]></category>
		<category><![CDATA[kobiety biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[kobiety i moda]]></category>
		<category><![CDATA[kobiety sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[moda]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20708</guid>
		<description><![CDATA[Halina Zawadzka i Katarzyna Zawadzka - dwie kobiety, dwa pokolenia, mama i córka oraz jeden wspólny cel, którym jest ciągły rozwój i wzmacnianie pozycji rynkowej marki odzieżowej Hexeline. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Halina Zawadzka, właścicielka Hexeline, projektantka mody, ponad 30 lat temu postanowiła spełnić swoje marzenie i stworzyć polską markę odzieżową, która podbije świat. Udało się. Hexeline istnieje do dzisiaj i ma się coraz lepiej.<br />
Katarzyna Zawadzka, prezes Hexeline, na co dzień zarządza marką i dba o jej rozwój. Absolwentka prestiżowej uczelni biznesu LSE London, perfekcjonistka w każdym calu, wielbicielka minimalizmu, zarówno w modzie, jak i w życiu prywatnym.</p>
<p>Spotkałam się z określeniem, że każda marka modowa ma swoje DNA. Jakie jest DNA Hexeline?<br />
Halina Zawadzka:</strong> Hexeline to marka stworzona przeze mnie. Rozwijanie jej jest moim życiem, moją pasją i w pewnym sensie, każda rzecz sygnowana nazwą Hexeline, jest odzwierciedleniem mnie samej. Myślę więc, że DNA Hexeline to przede wszystkim moje DNA. Widać to we wszystkich projektach. W każdym z nich pozostawiam jakąś część siebie. Widać w nich moją osobowość i moje spojrzenie na świat. Od jakiegoś czasu marką zarządza moja córka Katarzyna. Sądzę, że nie zmieniło to DNA marki, ale na pewno wniosło do niej dużo nowoczesności, świeżego, nowatorskiego spojrzenia na modę. To bardzo cenne i bardzo twórcze dla marki Hexeline, która przecież nieustannie się rozwija.DNA Hexeline jest więc kobietą, która ma plan na życie i konsekwentnie go realizuje.</p>
<p><strong>Jak bardzo istotne jest w modzie zachowanie równowagi między sztuką a komercją? I co panie sądzą o tej zależności?</strong><br />
Halina: Nie sposób nie widzieć tej zależności. Moda nie jest w stanie samoistnie funkcjonować. Nie ma dotacji na działania związane z modą. Trzeba więc tworzyć produkty, które odniosą sukces rynkowy. Dzięki temu każdy projektant pozyskuje środki na realizację kolejnych kolekcji, także tych pełnych artystycznych odniesień.Moda jest więc sztuką komercyjną. Zachowanie równowagi pomiędzy tym, jaką wizję posiada projektant, a tym, jak tę wizję trzeba dostosować do potrzeb komercyjnego przecież rynku, jest niezwykle trudne. Niektórzy projektanci bardziej, inni mniej, kierują swoje projekty w stronę sztuki przez wielkie „S”. Bardzo dobrym momentem na prezentację tego rodzaju wizji twórczych są pokazy mody czy kampanie wizerunkowe, w których ja osobiście, zawsze wplatam jak najwięcej tych elementów, które są niekomercyjne i pokazują moje prawdziwe, artystyczne i bardziej szalone oblicze.Modowe inspiracje sztuką, malarstwem, muzyką czy rzeźbą są bardzo często widoczne w naszych kampaniach. <br />
<strong>Katarzyna Zawadzka: </strong>Ostatnia kampania wizerunkowa Hexeline doskonale pokazała, że zdjęcia fashion mogą być małymi dziełami sztuki. Tak właśnie zaprezentowaliśmy naszą nową kolekcję. Każde zdjęcie z kampanii z powodzeniem mogłoby zastąpić obraz w najbardziej wyszukanym wnętrzu lub mogłoby być prezentowane w galerii sztuki. To wyraz tego, że nie chcemy pokazywać mody zwyczajnie, wprost, w sposób, który odbiorcy widzieli już tysiące razy. Czerpiemy inspirację ze sztuki i podkreślamy to. To niewątpliwie wyróżnia nas na rynku. Wiem, że wzbudza to wiele dyskusji i emocji, ale opinie docierające do nas są jednak w większości bardzo pozytywne. To, co nowe i pionierskie na rynku zawsze wzbudza wielkie zainteresowanie. W Polsce takie kampanie są nadal jeszcze bardzo rzadkie.</p>
<p><strong>Oglądając różne pokazy mody, można często zauważyć kolekcje bardzo awangardowe, wręcz kosmiczne. Czy Polska jest gotowa na tego rodzaju kreacje? Gdzie według pań istnieje granica pomiędzy szykiem a kiczem?</strong><br />
Katarzyna:Uważam, że moda, którą pokazuje się w Polsce, w żadnym wypadku nie odbiega od tego, co możemy obserwować w innych krajach. Polacy wiedzą czego chcą, jakie są ich preferencje modowe i co im się podoba. W każdym razie tak jest w większości przypadków. Nie sądzę, aby jakieś pokazy mody czy stylizacje, z tych najbardziej prestiżowych wybiegów na świecie, mogły wywoływać akurat w Polsce jakieś szczególnie negatywne odczucia. To, czego brakuje w Polsce, to dobrze rozumiane pojęcie dobrego stylu, w rozumieniu nie tylko stricte modowym ale także stylu życia, zachowania i postrzegania świata.Nie stawiałabym ostrej granicy pomiędzy szykiem i kiczem. Ona dla każdego jest inna. Zależy to od osobowości, od temperamentu, profesji, światopoglądu i wielu innych czynników, które mogłabym dalej wymieniać. Każdy jest inny,dlatego też te granice są tak różne.<br />
Halina: Zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie ma jasno określonej granicy pomiędzy szykiem i kiczem. Nie sądzę też, że mogłabym mieć prawo określania tego rodzaju granic w modzie. To bardzo osobista i bardzo indywidualna linia, którą każdy ustala sam dla siebie. Szczególnie w branży fashion stawianie takich granic jest niewskazane. Projektanci często łamią kolejne granice i prezentują na wybiegach bardzo awangardowe i bardzo szokujące projekty. Wiele się o tym mówi i dyskutuje. Zawsze jednak jest to swego rodzaju zabieg marketingowy, który wskazuje bardzo mocno trendy na najbliższy sezon. Przerysowanie jest wtedy środkiem wyrazu dla projektanta. Nie można więc traktować zbyt dosłownie wszystkich nowości, które mogą wydawać się nazbyt ekstrawaganckie. Zazwyczaj, kolekcje trafiające do sprzedaży są już znacznie łagodniejsze i dopasowane do gustów bardziej masowego odbiorcy mody.</p>
<p><strong>Jakie czynniki są najważniejsze w kreowaniu marki modowej?</strong><br />
Katarzyna: Tak, jak w przypadku każdej marki, liczy się wytrwałość w dążeniu do celu i ciężka codzienna praca. Dzięki połączeniu tych rzeczy udaje się często realizować rzeczy niemożliwe, a wykreowana marka posiada silny i mocno określony, w oczach odbiorcy,wizerunek. Bez wizji niemożliwe jest stworzenie czegoś niepowtarzalnego, jedynego w swoim rodzaju, czegoś, co nas wyróżnia i powoduje, że marka nie tylko odnosi sukces, ale także budzi pozytywne i dobre skojarzenia. Jest to oczywiście bardzo długotrwały proces, ale opłaca się. Watro dążyć do realizacji swoich marzeń, planów i celów.</p>
<p><strong>Mówi się, że podobno w modzie wszystko już było, teraz jest to tylko odwzorowanie z nutą nowoczesności. Czy zgadzają się panie z tą opinią?</strong><br />
Halina: W modzie rzeczywiście było już wiele, ale trudno powiedzieć, co wydarzy się w przyszłości. Zmieniający się świat, nowe technologie, chociażby dotyczące tkanin, sposobu ich produkcji, sposobu ich wykorzystania, wpływają na to, jak ewoluuje moda. Nowe rodzaje materiałów dają nowe możliwości stylizacyjne. Pojawiają się też nowe i niespotykane wcześniej trendy we wzornictwie, kolorystyce. Dzisiaj trudno jest wyrokować, jakie nowe zjawiska pojawią się w modzie za rok, 10 lat czy jeszcze później. Nie uważam, że to, co tworzymy współcześnie, jest jedynie swego rodzaju odwzorowaniem przeszłości. Chociażby otaczający nas świat jest zupełnie inny niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu, a to ma wpływ na to, jak powstaje moda, ale także jak jest ona postrzegana. Patrzmy więc w przyszłość z takim fajnym pozytywnym dreszczykiem emocji, w oczekiwaniu na to, czym moda nas zaskoczy za miesiąc, za rok, a może za 100 lat?</p>
<p><strong>Czy zarządzanie tak znaną i silną marką niesie ze sobą także trudne sytuacje?</strong><br />
Katarzyna: Zarządzanie marką, przedsiębiorstwem, dużym czy małym projektem, jest nieodzownie związane z tym, że napotykamy trudne sytuacje, które często bywają bardzo stresujące i bardzo obciążające. Aby sobie z tym poradzić, konieczne jest zachowanie równowagi pomiędzy pracą i życiem prywatnym. To niezwykle ważne, aby móc efektywnie funkcjonować zawodowo. Moja recepta na związany z tym stres to niezapominanie o tym, że cały świat nie zaczyna się i nie kończy tylko na pracy. Zawsze staram się zachować zdrową równowagę pomiędzy tymi dwoma światami. Sprawdza się to w praktyce i polecam taką metodę wszystkim, którzy są pracoholikami, niewyobrażającymi sobie życia poza swoją profesją. Bądźmy silni prywatnie, a walka z problemami w pracy przyjdzie nam łatwiej.<br />
Halina:Niestety, stresy i problemy dopadają wszystkich, bez względu na wielkość przedsięwzięcia, które realizujemy. W przypadku zarządzania znaną i rozpoznawalną marką, odpowiedzialność w stosunku do odbiorców jest być może większa, bo patrzy na nas wiele osób. Dlatego też spojrzenie na problem może okazać się bardziej obciążające. Od problemów niestety nie da się uciec. Trzeba być silnym i zdeterminowanym, aby przetrwać także trudne i ciężkie momenty. Nie ma cudownego sposobu, aby poradzić sobie z takimi wyzwaniami losu. Po prostu, trzeba uwierzyć w swoje siły, być konsekwentnym w działaniu.</p>
<p><strong>Polska pod względem modowym zauważalnie się rozwija. Jak oceniają panie obecnie stan polskiego rynku mody w stosunku do światowego rynku fashion?</strong><br />
Katarzyna: Polska nie powinna mieć kompleksów w stosunku do modowego rynku, który działa na świecie. Mamy doskonałych rodzimych projektantów, bardzo wiele firm odzieżowych, dużych i małych, które doskonale radzą sobie w tej dość jednak trudnej, polskiej rzeczywistości. Wiele firm odnosi sukcesy na świecie. Polscy projektanci są coraz lepiej znani i rozpoznawani zagranicą.Ocena jest więc bardzo dobra. </p>
<p><strong>W jakim kierunku zmierza moda polska? I jakich zmian panie oczekują?</strong><br />
Halina:Myślę, że moda w Polsce zmierza dokładnie w tym samym kierunku, co moda na świecie. Nadal na rynku królują światowi kreatorzy mody. To oni dyktują główne trendy, za którymi podąża cały świat. Jednak muszę przyznać, że w Polsce zaczynają pojawiać się, na razie bardzo niszowi jeszcze projektanci, którzy próbują kreować swoje własne trendy. To bardzo pozytywny kierunek, który pokazuje, że Polacy są bardzo kreatywnymi i bardzo utalentowanymi osobami. Jak moda będzie wyglądała za kilka czy kilkadziesiąt lat, pozostaje wielkim znakiem zapytania. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać na to, co przyniesie przyszłość. Ponieważ moda zawsze zaskakuje, myślę, że kolejne lata przyniosą wiele ciekawych i niespodziewanych pomysłów, które, być może, zrewolucjonizują modę. <br />
Katarzyna: Oczywiście, zgadzam się z mamą, moda w Polsce zmierza w tym samym kierunku, co ta światowa. Sądzę, że nastąpił koniec pewnej ery bezmyślnego podążania za bardzo szybko zmieniającymi się trendami. Ludzie są zmęczeni tą ciągłą pogonią. Bardziej zwracają więc uwagę na jakość i ponadczasowość. Myślę, że to jest właśnie to, co widać u coraz większej liczby odbiorców mody. Szukanie swojego własnego niepowtarzalnego stylu i sposobu na wyrażenie siebie poprzez modę. Tak jest na całym świecie, a Polska jest elementem tego świata.</p>
<p><strong>Wybiegnijmy jeszcze bardziej w przyszłość. Technologia nieustannie się rozwija, a także nośniki i media społecznościowe. Jak moda podąża i reaguje na wszelkie takie zmiany?</strong><br />
Katarzyna: Tak, jak zmienny jest świat, zmienia się także moda. Jeszcze do niedawna, największą wyrocznią w tej branży byli najwięksi projektanci. To oni dyktowali trendy na każdy nadchodzący sezon. Pokazy mody odbywające się w Paryżu czy Mediolanie stawały się niejako kierunkowskazem dla całego świata mody. W miarę rozwoju nowych technologii, internetu i mediów społecznościowych, o modzie zaczęło wypowiadać się coraz więcej osób. Powstawały blogi modowe, a ich twórcy zaczęli urastać do rangi autorytetów w dziedzinie tego, co jest, a co nie jest, modne. Oczywiście, nazywanie wszystkich autorytetami modowymi to bardzo duże uproszczenie. A wpływ, jaki blogosfera zaczęła mieć na ubiór ulicy, jest czasem przerażający. Gdy widać ludzi ubierających się tak samo, to widać, że, tak naprawdę, nie jest to już twórcza zabawa modą, a jedynie „przebieranie” się w taki sposób, aby być jak najbliższym idola, którego kopiujemy. To bardzo, moim zdaniem, niebezpieczny trend i należy być ostrożnym w bezgranicznej wierze w pseudoautorytety modowe. Ważne jest, aby zachować rozsądne podejście do mody, mieć swoje zdanie, spojrzeć w głąb siebie, odnaleźć swój styl i nie być tylko kopią, choćby nawet najpiękniej wystylizowaną, ale jednak, nadal kopią.<br />
Halina:Bardzo szybko zachodzące zmiany technologiczne na świecie, tak jak opanowały nasze życie codzienne w wielu dziedzinach, tak i na modzie odcisnęły swoje piętno. Widać to w sposobie produkcji tkanin, nowych technologiach wykończenia i szycia. To wszystko wpływa na finalny wygląd rzeczy, które opuszczają pracownię krawiecką. Moda jest zmienna i moda jest nieprzewidywalna. To, co wydawało nam się niemożliwe jeszcze jakiś czas temu, dzisiaj jest faktem. Dzięki nowym technologiom mamy bardziej trwałe, bardziej ekologiczne i wreszcie bardziej zaskakujące tkaniny, które powodują, że my, projektanci, nieustannie uczymy się i dowiadujemy czegoś nowego, co nas inspiruje i pobudza nasze zmysły.</p>
<p><strong>Czy to oznacza, że branżowa prasa modowa odejdzie w zapomnienie?</strong><br />
Katarzyna: Myślę, że tak. Według mnie, dzisiejsza prasa modowa skupia się jedynie na obrazie. Brak jest interesujących i ciekawych treści. Nie wiem, czy wynika to z tego, że dzisiejszy świat kieruje się ku uproszczeniom, czy może dlatego, że wszystkie najbardziej aktualne informacje znajdujemy dzisiaj w sieci. Więc, chociażby ten fakt powoduje, że czasopismo, kilka dni po ukazaniu się na rynku, traci na swojej aktualności. Zdecydowanie więc stawiam na internet. O ile lubię tradycyjne książki, pachnące farbą drukarską kartki i to uczucie pochylenia się nad książką, o tyle w wypadku czasopism, pełnych reklam i materiałów sponsorowanych przez różne marki, efekt wyjątkowości ulega zdecydowanie zatraceniu. Czyli książka drukowana tak, a prasa (w tym modowa) zdecydowanie w wersji elektronicznej. </p>
<p><strong>Coraz częściej odchodzi się od stacjonarnego kupowania na rzecz zakupów on-line. Czy zdaniem pań to właśnie jest przyszłość w biznesie modowym?</strong><br />
Katarzyna: Osobiście jestem wielką zwolenniczką zakupów on-line. Nie przepadam za ściskiem i tłumem centrów handlowych. Lubię przemyślane decyzje, a nie spontaniczne i nie do końca odpowiedzialne wybory dokonywane pod wpływem emocji. Dlatego uważam, że możliwości, jakie dają nam sklepy internetowe, są nieocenione. Można przecież zamówić w nich kilka wersji kolorystycznych tej samej rzeczy. Przymierzyć je spokojnie w domu. Ocenić, czy do nas pasują, sprawdzić jak komponują się z innymi naszymi ubraniami i spokojnie podjąć decyzję o zakupie. Te rzeczy, które nam nie odpowiadają, zawsze można zwrócić. Sklepy internetowe to cudowny wynalazek dzisiejszych czasów, którego jestem wielką zwolenniczką. Sama prawie 90 proc. zakupów dokonuję on-line.Jedna rzecz, na którą trzeba uważać przy zakupach ubrań na odległość, to znajomość rozmiarów, zarówno tych swoich jak i tych, które oferuje marka odzieżowa, której kreację chcemy kupić. Jeżeli nie mamy pewności, czy dany rozmiar jest odpowiedni, warto sprawdzić to wcześniej, aby uniknąć późniejszych rozczarowań.<br />
Halina:Ja jednak wierzę, że zakupy w tradycyjnym sklepie mają w sobie niepowtarzalny czar i urok. Sprawiają też wiele przyjemności związanej z obcowaniem z modą na żywo. Samo uczucie oglądania, dotykania pięknych strojów, przymierzania ich, jest niezwykłym doznaniem estetycznym. Myślę, że łatwiej jest ocenić dany fason, gdy widzimy go na żywo, a nie poprzez monitor komputera.Rozmowa ze stylistą w salonie jest równie cenna, jak same zakupy. Porady osób, które profesjonalnie zajmują się modą możliwe są wtedy, gdy staniemy z nimi twarzą w twarz. Uważam, że moda jest sztuką, która pozwala na prawdziwie głębokie doznania w kontakcie na żywo, a nie poprzez internet. To nie znaczy, że neguję zakupy w sieci, ale moim zdaniem, aby poczuć tkaninę, jej fakturę, splot, ocenić krój ubrania, trzeba je obejrzeć w sklepie. Nawet najlepsze zdjęcie w internecie nie oddaje bowiem wszystkiego, co w danym stroju może okazać się, właśnie dla nas, najcenniejsze. Pozostaje jeszcze magia samych zakupów, tego nie da się poczuć serfując po internecie…</p>
<p><strong>Jaki jest osobisty przepis na sukces Hexeline&#8230;</strong><br />
Katarzyna:Nie ma jednego cudownego przepisu na sukces. Niemniej jednak wszystko opiera się na pracy i uporze w dążeniu do celu, ale przede wszystkim na codziennej, ciężkiej pracy.<br />
Halina:Różne osoby podkreślają znaczenie różnych rzeczy, które mają wpływ na to, że odnosimy sukces. Ja posłużę się cytatem z Einsteina, „…sukces to jest x+y+z, gdzie x to praca, y to zabawa, z to trzymanie języka za zębami…”</p>
<p><strong>Styl ubierania się Polek to…</strong><br />
Katarzyna:Są kobiety, które doskonale wiedzą, co im się podoba i co do nich pasuje. Mają swój styl. To jest absolutnie wspaniałe, gdy taka osoba przychodzi do salonu. Zazwyczaj taka Pani wie dokładnie, co chce kupić. Zdarza się jednak, że pojawiają się osoby, które nie wiedzą czego szukają, co jest dla nich odpowiednie i w czym będą wyglądać najlepiej. Myślę, że to wielkie wyzwanie dla stylisty. Aby naprawdę dobrze zrozumieć potrzeby i preferencje kupującego, trzeba być doskonałym psychologiem, empatycznym człowiekiem. Ale czy to wystarczy? Mam wątpliwość. Sądzę, że każda kobieta powinna spróbować najpierw sama odpowiedzieć sobie na kilka pytań dotyczących tego, co lubi, jaka jest, co jej się podoba, a czego nie znosi. Warto jest dobrze poznać siebie. To pomaga także przy kupowaniu ubrań. Jeżeli znamy się dobrze, jesteśmy ze sobą zaprzyjaźnieni, łatwiej nam będzie odnaleźć się w gąszczu modowych trendów. Znajdziemy swój styl, który wyróżni nas z tłumu. Tego życzę wszystkim Paniom. A ocenę stylu pozostawiam stylistom.</p>
<p><strong>Rozumiem, że praca pań idzie w parze z życiową pasją. Tworzenie kolekcji, pokazy mody, kampanie, podróże. To wszystko pochłania bardzo wiele czasu. Czy poza sferą zawodową mają panie także czas dla siebie, choćby po to, aby naładować baterie?</strong><br />
Halina:Wyjazdy, służbowe podróże, pokazy mody, to także dodatkowy czas, trochę oderwany od codziennej rzeczywistości. Jeżeli kocha się swoją pracę i jest ona naszą pasją i miłością, wtedy te wszystkie dodatkowe, wydawałoby się zajęcia, stanowią także czas wolny (śmiech). Tak na poważnie, oczywiście, pomimo największej pasji, trzeba czasem odłożyć wszystko na bok, wyjechać gdzieś, na chwilę oderwać się od swoich zajęć. Pozwala to na naładowanie akumulatorów i nabranie dystansu do pracy. Stosuję w życiu prostą zasadę dotyczącą moich wyjazdów urlopowych: Im dalej tym lepiej! Zawsze odległość pozytywnie wpływa na postrzeganie rzeczywistości i pozwala na spojrzenie na świat z innej perspektywy.<br />
Katarzyna:Oczywiście, trzeba znaleźć czas na pracę i czas na relaks. Są jednak takie momenty, które wymagają pełnego zaangażowania i pracy znacznie wykraczającej poza standardowe 8 godzin. Dlatego też stawiam na elastyczność. Gdy jest taka potrzeba, pracuję bardzo dużo, ale gdy sytuacja nie wymaga aż tak dużego zaangażowania, wykorzystuję wolniejsze chwile na wyjazdy, odpoczynek, relaks w gronie znajomych i przyjaciół. To bardzo ważne, aby nie zapominać o tym, że jesteśmy tylko ludźmi, potrzebujemy chwili odpoczynku i zapomnienia od tak szybkiego świata, w jakim dzisiaj przyszło nam funkcjonować. </p>
<p><strong>Można powiedzieć, że projektant to obserwator, który przede wszystkim zwraca uwagę na to, co go otacza. Jakie cechy są jeszcze istotne w tym zawodzie?</strong><br />
Halina:Obserwacja jest rzeczywiście niezwykle istotna dla każdego projektanta mody. Otaczający świat to inspiracja twórcza dla każdego artysty, także dla projektanta. Wyczucie koloru, odcieni, głębi i różnorodności barw też nie jest bez znaczenia. To, co według mnie jest jednak kluczowe w zawodzie projektanta, to wyczucie proporcji. Pozwala ono na stworzenie idealnego modelu, taką jego konstrukcję, która powoduje, że osoba zakładająca ubranie, czuje się w nim wygodnie, że dobrze na niej leży i efekt końcowy jest perfekcyjny. </p>
<p><strong>Jak mądrze korzystać z mody będąc kobietą sukcesu i nie mając zbyt dużo czasu na podążanie za nowinkami – czy słuchać wszędobylskich stylistów, a może wierzyć reklamom lub inspirować się kolorowymi magazynami?</strong><br />
Katarzyna:Osobiście nie lubię słowa moda. Wolę używać słowa styl, który ma być odzwierciedleniem osobowości i zwierciadłem duszy. Styl nie jest bezkrytycznym podążaniem za trendami, jest sposobem na pokazanie siebie światu. Mądre korzystanie z mody to stworzenie własnego stylu. Naszego niepowtarzalnego wizerunku, który powoduje, że jesteśmy jedyni w swoim rodzaju i prawdziwi. Nie podążamy na oślep za nowościami, lecz w tych nowościach znajdujemy to, co jest dla nas najlepsze, co do nas pasuje i co nas określa jako człowieka. W ten sposób kreujemy swój styl i swój wizerunek, w sposób kompatybilny z naszym charakterem i osobowością. Wszelkie próby stylizowania się na siłę, wyglądają śmiesznie i są widoczne dla otoczenia. Dlatego mądre wybory modowe są tak ważne. Bądźmy sobą, a jeżeli mamy wątpliwości, co pasuje do nas najlepiej, proponuję korzystanie z porad profesjonalnych stylistów, którzy są przecież do naszej dyspozycji w większości dobrych salonów modowych. W Hexeline kładę na to bardzo duży nacisk. <br />
Halina: W dzisiejszych czasach kobiety są bardzo zabiegane. Mają na głowie rozliczne obowiązki, w tym te zawodowe. Z tego powodu, znalezienie czasu na zakupy, w dodatku takie, które dotyczą ubrań, nie jest proste. Każda kobieta wie, ile trzeba przymierzyć kreacji i ile odwiedzić sklepów, aby w końcu zdecydować się na wybór jednej rzeczy. Dlatego też zachęcam Panie do korzystania z porad profesjonalistów. W salonach Hexeline bardzo dbam o to, aby wszystkie konsultantki były doskonale przeszkolone, aby znały się na modzie oraz znały zasady dresscodu. Zdecydowana większość strojów z kolekcji Hexeline przeznaczona jest dla kobiet aktywnych zawodowo. Często także dla tych najbardziej znanych i lubianych gwiazd telewizji, kina, sztuki oraz kobiet biznesu. Dlatego tworzę kolekcje, które są kompletne. Przychodząc do salonu Hexeline, można wystylizować się kompleksowo. A to oznacza, że kupując sukienkę doradzimy, jakie dodatki będą do niej najbardziej odpowiednie oraz zaproponujemy szeroką ich paletę pochodzącą z naszej kolekcji.Projektuję dla swoich klientek kreacje, w których można pokazać się zarówno na wielkiej gali, służbowym spotkaniu biznesowym czy popołudniowym koktajlu z przyjaciółmi lub rodziną. Promuję mądre kupowanie ubrań, wybieranie miejsc, które oferują kompleksową ofertę i profesjonalne doradztwo w wyborze najodpowiedniejszej stylizacji. Tak właśnie działamy w Hexeline. Jest to jeden z powodów, dla którego zaufały nam miliony kobiet, które wracają do naszych salonów i są wierne Hexeline od wielu lat. Za to bardzo wszystkim Paniom dziękuję i liczę, że nie zawiedziemy ich zaufania, także w przyszłości.</p>
<p><strong><br />
Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka<br />
Fot. Alicja Reczek</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/halina-i-katarzyna-zawadzkie-hexeline-jest-wiec-kobieta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Olga Wilińska: Multi zadaniowość w każdej chwili</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/olga-wilinska-multi-zadaniowosc-w-kazdej-chwili/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/olga-wilinska-multi-zadaniowosc-w-kazdej-chwili/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2016 01:03:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[biznes kobiet]]></category>
		<category><![CDATA[IBI]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[Olga Wilińska]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20706</guid>
		<description><![CDATA[Potrafi zareagować w każdej sytuacji kryzysowej, dzięki czemu nabywa nowych umiejętności. Kobieta do zadań specjalnych, która nie boi się żadnego wyzwania. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W chwilach, kiedy najbardziej potrzebuje relaksu, sięga po… gigantyczne puzzle. Olga Wilińska o początkach biznesu w sieci, czytaniu bajek dzieciom na dobranoc, o tym, że dla kobiet z pasją nie ma rzeczy niemożliwych!</p>
<p>Skąd pomysł na firmę IBI.pl?<br />
Olga Wilińska, założycielka firmy IBI.pl:</strong> Pomysł na firmę zrodził się na studiach, w zasadzie od zawsze wiedziałam, że nie chcę pracować w korporacji. To był czas, kiedy Internet zaczął być dostępny dla wszystkich, powstawały pierwsze strony internetowe. Ze znajomymi wymyśliliśmy biznes – serwer, hosting plus robienie i aktualizacja stron. Założyłam firmę i byłam odpowiedzialna za kontakty z klientami, oni za część programistyczną i sprzętową. Po studiach dalej prowadziłam firmę – tyle, że w tej chwili jej głównym obszarem działania jest poligrafia i reklama, koledzy zaczęli pracować w mniejszych i większych firmach, teraz każdy z nich prowadzi też swoją własną działalność.</p>
<p><strong>Kiedy pojawiło się u pani zainteresowanie drukiem i projektowaniem graficznym?</strong><br />
Dokładnie nie wiem, moja mama pracowała w wydawnictwie, książki, druki wszelakie, a potem wydawnictwa reklamowe były u mnie w domu od zawsze. Mój pierwszy wybór studiów to zarządzanie i marketing, po pierwszym roku dodałam do tego jeszcze poligrafię, bo już wtedy mniej więcej wiedziałam, czym bym się chciała w życiu zajmować – choć wtedy jeszcze chciałam pracować w wydawnictwie.</p>
<p><strong>Może rozwinąć pani skrót IBI? Jaka jest geneza tej nazwy?</strong><br />
Geneza jest prosta – była to najkrótsza i najlepiej brzmiąca wolna domena. To były czasy, kiedy ludzie nie kupowali sobie domen – nie były za 1 zł – tylko często robiliśmy strony w naszej domenie „costam.ibi.pl”. Niektóre strony z takim adresem do tej pory funkcjonują.</p>
<p><strong>Pamięta pani pierwsze zarobione przez siebie pieniądze?</strong><br />
Pierwsze pochodziły chyba od rodziców za mycie samochodu. To był śliczny zielony Fiat 126p o wdzięcznej nazwie „Groszek”. A pierwsze bardziej zawodowo zdobyte, były za pomoc, a potem sędziowanie zawodów rally cross w Słomczynie, KJS-ów i innych. I równocześnie za wykonywanie różnych prac introligatorskich: pakowanie mailingów, klejenie kopert, kompletowanie gier reklamowych, wycieranie gumką dodatkowych kropek w kalendarzu (śmiech).</p>
<p><strong>Co wyróżnia pani firmę od innych w tej branży?</strong><br />
Naszym największym atutem jest kompleksowa obsługa. Klient może tylko wiedzieć, że ma jakieś potrzeby w zakresie marketingu i reklamy, a wspólnie określimy potrzeby, ustalimy, jak to zrobić, zrobimy projekty, napiszemy teksty, złożymy, wydrukujemy, spakujemy i wyślemy. Klient nie musi się martwić szczegółami. Mamy klientów, którzy są z nami od początku działania firmy, czyli od roku 2000. I bywa, że w sytuacjach podbramkowych dzwonią, że czegoś potrzebują już, na wczoraj – zawsze udaje nam się znaleźć takie rozwiązania, które spełniają oczekiwania klientów. I to, co klienci bardzo cenią, to dobór produktów i usług do ich potrzeb. Zdarza się, że namawiamy na tańsze rozwiązania, które naszym zdaniem są lepsze i skuteczniejsze. A czasami na droższe…, bo uważamy, że są bardziej potrzebne. Zadowolony klient wraca i rekomenduje nas innym, a większość naszych klientów to właśnie klienci z rekomendacji.</p>
<p><strong>Pani firma wykonała również mnóstwo nietypowych zleceń. Można tu wymienić np. ogromne kielichy Martini, w których mieściły się modelki Playboy’a. Czemu miała służyć ta inicjatywa?</strong><br />
To były kielichy na imprezę Samochód Roku Playboy’a, siedziały w nich „Króliczki Playboy’a”, a służyć miały oczywiście reklamie. Jesteśmy specjalistami od zadań trudno wykonalnych, potrafimy znaleźć sposób i rozwiązanie – często nietypowe, żeby uzyskać zaplanowany efekt.</p>
<p><strong>Jakie inne oryginalne projekty wykonało IBI.pl?</strong><br />
Kielichy niewątpliwie były najbardziej spektakularne. Wykonaliśmy jeszcze wiele indywidualnych statuetek wręczanych pracownikom różnych firm, od lat wykonujemy indywidualne kalendarze – często takie, jakich nikt inny nie ma. A czasem oryginalność polega na zastosowaniu nietypowych technik czy rozwiązań, choć produkt wydaje się być zwykły.</p>
<p><strong>Kiedy była pani małą dziewczynką&#8230;</strong><br />
Chodziłam na spacery z psem, czytałam przeogromne ilości książek, biegałam i jeździłam na rowerze po podwarszawskich łąkach. Byłam bardzo samodzielna, rozrabiałam, jak każde dziecko, bawiłam się raczej z chłopcami niż z dziewczynkami, miałam jedną przyjaciółkę od serca, z którą miałyśmy szalone pomysły, a nasi rodzice coraz więcej siwych włosów (śmiech).</p>
<p><strong>Gdyby miała pani wymienić najmocniejsze punkty swojej firmy&#8230;</strong><br />
Zawsze robimy wszystko na czas, projekty są dostosowane do potrzeb klienta, cena raz ustalona jest niezmienna, nawet, jeśli poprawek w projekcie jest dużo więcej niż zakładałam, produkt końcowy jest zawsze najwyższej jakości!</p>
<p><strong>Z pewnością trzeba posiadać wiele umiejętności do wykonywania usług tego rodzaju. Co, poza kreatywnością, jest istotne w tej branży?</strong><br />
Najważniejsza jest chyba umiejętność zarządzania, planowania i organizacji czasu plus odporność na stres. I kreatywność &#8211; nie tylko w projektach, ale także w organizacji. Często bywa, że np. banery muszą być zawieszone o określonej porze, a tu się okazuje, że drukarnia nawaliła i ich nie wysłała. Trzeba wtedy szybko znaleźć sposób na ich dostarczenie i zamontowanie i zmieszczenie się w budżecie – bo przecież klient nie może płacić za spóźnienie moich podwykonawców! A spóźnienia to często wynik jakichś przypadków losowych – przy napiętych terminach czasem kilkuminutowy przestój w pracy ma znaczenie.</p>
<p><strong>Firma to również ludzie, którzy tam pracują. Jakich specjalistów ma pani w zespole?</strong><br />
Współpracuję z grafikami, fotografami, programistami, montażystami, drukarniami… Właściwie przez lata współpracowałam pewnie z przedstawicielami każdej branży. Dzięki temu ta praca jest tak ciekawa, bo poznaje się nowych ludzi, nowe technologie.</p>
<p><strong>Z jakimi ludźmi lubi pani pracować?</strong><br />
Ze specjalistami w swojej dziedzinie. Często jest tak, że muszę polegać na ich wiedzy czy doświadczeniu. A, odwracając pytanie, najbardziej nie lubię takich osób, które jeśli się spóźniają lub mają z czymś problem, to znikają – nie odbierają telefonów, nie odpisują na maile. To jest ostatnio – w dobie pracy zdalnej, częsty przypadek – dla mnie okropny. Nie raz bywało, że sama kończyłam jakieś prace – bo ktoś zniknął. Ale dzięki temu nauczyłam się podstaw programowania, pisania stron, obsługi programów graficznych, programów do składu i wielu innych rzeczy.</p>
<p><strong>Na czym polega różnica w zarządzaniu firmą przez kobiety i mężczyzn?</strong><br />
Szczerze? Nie wiem. Różnice chyba bardziej wynikają z charakteru i kompetencji niż z płci. Choć stereotypowo, kobiety powinny bardziej brać pod uwagę potrzeby pracowników, a mężczyźni efekty pracy. Ja mam bardziej męski umysł, bo mnie najbardziej interesują efekty.</p>
<p><strong>Gdyby nie zajęła się pani tą branżą, to&#8230;</strong><br />
Pracowałabym w księgarni lub bibliotece, a może miałabym własną księgarnię.</p>
<p><strong>Jakie cechy sprawiają, że my, kobiety, osiągamy sukces?</strong><br />
Wytrwałość w dążeniu do celu, wielozadaniowość, kreatywność. Większość kobiet, które znam, jak już coś postanowią, to nie ma siły, która by sprawiła, żeby zrezygnowały. A jeśli dodatkowo osiągnięcie celu jest ważne dla ich rodziny, dzieci, to mają tak wielką dodatkową motywację, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych!</p>
<p><strong>Pani motto życiowe, którym kieruje się pani na co dzień, to…</strong><br />
Zawsze się uśmiechać i po pierwsze nie krzywdzić innych. Staram się też pamiętać o tym, że dobre i złe uczynki do nas wracają.</p>
<p><strong>Co pani uważa za swoje największe osiągnięcie?</strong><br />
Biznesowo – fakt, że firma cały czas istnieje, choć miała kilka naprawdę trudnych momentów i gdyby nie pomoc i wyrozumiałość wielu osób, mogłabym mówić tylko o mojej byłej firmie. A prywatnie &#8211; moje dzieci.</p>
<p><strong>Osobiście realizuje pani także inny projekt &#8211; sklep internetowy (www.platforma-zakupow.pl). Może pani o nim opowiedzieć?</strong><br />
To jest projekt „na czasie”, który kiedyś ma mi zapewnić dochód pasywny. Jest to sklep internetowy – w tej chwili jeszcze trochę w fazie tworzenia, choć już działa i można kupować! W sklepie sprzedajemy produkty krzemowe, oleje tłoczone na zimno, wyroby z mikroorganizmami, już za chwilę środki do prania i czyszczenia oparte na orzechach. Jednym słowem &#8211; wyroby polskie, naturalne, ekologiczne i zdrowe. Spora ich część jest jeszcze mało znana, ale już nad tym pracujemy.</p>
<p><strong>Czy ma Pani swoje hobby, które jest dla pani ważne?</strong><br />
To chyba książki – uwielbiam je czytać, mieć, kupować. Nawet sprzedawanie sprawia mi przyjemność. Kolejny biznes to będzie domowy antykwariat – mam już nawet domenę!</p>
<p><strong>W jakim kierunku chce się pani rozwijać?</strong><br />
W planach jest powrót do biura w Warszawie i dwóch, trzech osób pracujących na miejscu. Ostatnio do kilku dużych klientów doszło wielu małych, rozwijających się i już widzę, że przy takim tempie rozwoju, pomoc będzie mi niezbędna. Dodatkowo, rozwój projektów internetowych – platforma-zakupow.pl i mój wymarzony domowy antykwariat i&#8230; Nie wiem, co jeszcze, bo ostatnio dużo się w moim życiu dzieje, pojawiają się nowe możliwości, z których przynajmniej część testuję, bo nie chciałabym przegapić czegoś ważnego.</p>
<p><strong>Pani ulubioną formą odpoczynku jest&#8230;</strong><br />
To zależy – jak jestem fizycznie zmęczona – leżak na słonku lub kanapa przed kominkiem, książka, jeśli wieczorem &#8211; to kieliszek dobrego czerwonego wina. Jeśli mój umysł potrzebuje odpoczynku &#8211; wycieczka piesza, rowerowa czy na rolkach z dziećmi, gra w piłkę, badmintona, tenisa, pływanie. Lubię też czasem, żeby się wyciszyć, układać puzzle – ale to już jest zadanie na kilka lub kilkanaście wieczorów, bo lubię takie duże (śmiech). Za puzzle zabieram się tylko, jak bardzo potrzebuję wyciszenia lub wiem, że będę miała wieczorami czas – to bardzo wciągające zajęcie i czasem po prostu nie mogę się oderwać, jak jakiegoś kawałka nie ułożę, a układam takie 3-5 tysięcy – zajmują całe duże biurko.</p>
<p><strong>Czy ma pani swój własny przepis na radzenie sobie z problemami?</strong><br />
Trochę już o tym powiedziałam – uspokoić się – książka, puzzle, spacer, a dopiero potem, już spokojnie, analiza sytuacji, szukanie rozwiązań – takich, żeby były jak najlepsze dla wszystkich, dla mnie oczywiście też. Życie nauczyło mnie, że choć jest to dużo trudniejsze, to lepiej w sytuacjach stresowych działać spokojnie, niż pod wpływem emocji. Ale dla równowagi bardzo lubię czasem zrobić coś spontanicznie, np. przejechać się metrem, wpaść do kogoś z wizytą (prawie nie zapowiedzianą), czy zaprosić gości.</p>
<p><strong>Jakich rad udzieliłaby pani kobietom, które chcą założyć własną działalność?</strong><br />
Żeby wybierały taki obszar działania, który będą lubiły – nie musi to być ich pasja czy hobby – bo nie każdą pasję da się przekuć w biznes, nie każdą też warto, ale coś, co lubią i sprawia im przyjemność. I żeby były przygotowane na sukcesy i porażki, na chwile radości i smutku – jak w życiu. I najważniejsze, żeby pamiętały, że każdy biznes potrzebuje czasu i były przygotowane na to, żeby mu ten czas dać. A jak jeszcze będą miały wsparcie w rodzinie, przyjaciołach lub w jakiejś grupie biznesowej, i będą wiedziały, co chcą osiągnąć, to nie może się nie udać!</p>
<p><strong>Największą radość sprawia pani&#8230;</strong><br />
Patrzenie, jak moje dzieci rosną, są coraz bardziej samodzielne, osiągają pierwsze życiowe sukcesy. Na szczęście jeszcze ciągle lubią wieczorem wskoczyć do mojego łóżka, przytulić się i posłuchać bajki. Tego będzie mi najbardziej brakowało, jak już z tego wyrosną…</p>
<p><strong>Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/olga-wilinska-multi-zadaniowosc-w-kazdej-chwili/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Alicja Węgorzewska: Z miłości do opery</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/alicja-wegorzewska-z-milosci-do-opery/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/alicja-wegorzewska-z-milosci-do-opery/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2016 00:50:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[Alicja Węgorzewska]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Kiepura]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[Mazowiecki Teatr Muzyczny]]></category>
		<category><![CDATA[opera]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[śpiewaczak operowa]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>
		<category><![CDATA[teatr muzyczny Jana Kiepury]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20705</guid>
		<description><![CDATA[„To że masz ładny głos, to jest przyjemny dodatek, nawet, jak się nauczysz śpiewać to dopiero fakt, czy będziesz umiała kierować emocjami ludzi, kiedy stoisz na scenie, czy powodujesz, że publiczność płacze i wstaje, to dopiero Cię predysponuje do tego, aby móc się nazywać artystą”]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>O absolutnym pięknie opery, o sile i mocy muzyki w codziennym życiu każdego z nas, fascynacji klasyką i ciągłym szukaniem nowych wyzwań i możliwości samorealizacji – jedna z najpiękniejszych śpiewaczek operowych – Alicja Węgorzewska</p>
<p>Wiliam Szekspir powiedział, że &#8222;Świat jest teatrem, aktorami ludzie&#8221;. Muzyka również towarzyszy człowiekowi od zawsze. Można więc powiedzieć, że pani praca dotyka dwóch najpiękniejszych i najbliższych ludzkiej wrażliwości dziedzin sztuki. Czym jest dla pani to połączenie? <br />
Alicja Węgorzewska, dyrektor Mazowieckiego Teatru Muzycznego im. Jana Kiepury w Warszawie: </strong>Jest największym szczęściem w moim życiu. Dzisiejszy świat jest bardzo szybki i tętni życiem. Teatr jest alegorią, metaforą, a muzyka jest najwspanialszym połączeniem sztuk pięknych. Szczególnie opera, która jest absolutem samym w sobie. Mamy tam aktorstwo, kostium, muzykę, taniec i całą scenografię. Mamy malarskość tego wszystkiego. To jest ogromne szczęście, że człowiek może żyć tak, że nie czuje, iż zawód jego jest pracą, ale pasją. Myślę, że każdy człowiek, który żyje według pasji w życiu, jest szczęśliwym człowiekiem.</p>
<p><strong>Jak zaczęła się pani przygoda z muzyką?</strong><br />
Jest to dla mnie taki dotyk Boga, dotyk anioła. Ja się czuję, jakby to muzyka MNIE znalazła. Moja mama chrzestna kupiła dla mojej siostrzenicy pianino i zapisała ją na lekcje. Będąc u nich często w domu widziałam to pianino, dotykałam i zakochałam się z wzajemnością w tym instrumencie. Nie umiałam go porzucić. Mój dziadek wtedy stwierdził, że dobrze by było zapisać mnie do ogniska muzycznego, skoro jest we mnie tyle chęci i poświęcenia. Bo jednak małe 4-letnie dziecko fascynuje się innymi rzeczami, zwłaszcza w takim wieku. Dla mnie cały świat przestał istnieć i liczyło się tylko to. Dlatego uważam, że musiało być to gdzieś zapisane już wcześniej. To nie jest tak, że ktoś mnie posadził koło tego pianina i mnie uczył, bo tak nie było. Chodziłam więc do ogniska muzycznego. Potem, dzięki mojej nauczycielce, która twierdziła, że mam za dużo talentu, aby tkwić w ognisku, zapisałam się do szkoły muzycznej. Szkoła daje jednak wykształcenie, uczy formy, teorii, historii muzyki, uczy kształcenia słuchu, itd. Ma się wtedy szansę stanąć na drodze profesjonalizmu, co jest dobre dla młodego człowieka. Był to dla mnie fascynujący początek wielkiej przygody. </p>
<p><strong>A który moment sprawił, że postanowiła pani zostać śpiewaczką operową?</strong><br />
Miałam 16 lat. To, że grałam na fortepianie zawsze mnie prowokowało, aby spróbować czegoś więcej. Mój dziadek miał piękne pocztówki dźwiękowe z różnymi piosenkami, miałam też swoje śpiewniki z księgarni muzycznej. Siadałam do fortepianu, sama sobie akompaniowałam i śpiewałam. Śpiew traktowałam raczej jako poboczne zajęcie. Bardzo to lubiłam, ale nie miałam nawet odwagi, żeby pomyśleć, iż będzie moim zawodem. Na obowiązkowych zajęciach chóru okazało się, że mam głos. Powiedziano mi, że powinnam spróbować śpiewać solówki. Zaczęło mi się to podobać na poważnie, ale z drugiej strony, nie miałam w sobie jakiejś pychy typu: „Zobaczcie jak pięknie śpiewam. Patrzcie i podziwiajcie”. Nie! Wręcz odwrotnie. Było to z dużą dozą nieśmiałości. Pianista jednak siedzi bokiem do publiczności, a śpiewak musi stanąć i wziąć tę publiczność w garść, zawładnąć nią w całości. Nie jest to proste, jasne i oczywiste, że to się każdemu uda. Bo talent muzyczny to jedno, ale możliwość występowania to zupełnie inna historia. Trzeba być jeszcze naznaczonym siłą przekazu. Mój profesor od śpiewu mówił mi: „Słuchaj, to że masz ładny głos, to jest przyjemny dodatek, nawet, jak się nauczysz śpiewać to dopiero fakt, czy będziesz umiała kierować emocjami ludzi, kiedy stoisz na scenie, czy powodujesz, że publiczność płacze i wstaje, to dopiero Cię predysponuje do tego, aby móc się nazywać artystą.” A dlaczego opera? Bo, jak wspominałam, jest kwintesencją wszystkiego, jest wyrafinowana i tak piękna, że zawiera wszystkie sztuki piękne w jednym miejscu i o jednym czasie. Poza tym, ja wyrastałam w klasyce. Dzisiaj szkoły proponują dzieciom szerszą wizję. Są lekcje improwizacji, jazzu czy muzyki rozrywkowej. W tamtych czasach tak nie było, wręcz się karało, jeśli ktoś próbował grać rozrywkę. Profesjonalizm był oparty tylko na muzyce klasycznej. To była naturalna droga. </p>
<p><strong>Została pani dyrektorem Mazowieckiego Teatru Muzycznego im. Jana Kiepury w Warszawie. Na czym dokładnie polega pani praca? </strong><br />
Dyrektor teatru to jest rola, która obejmuje wszystkie inne. Nie tylko zarządcze. Jestem odpowiedzialna zarówno za wizję teatru, za repertuar, ale także za produkcję, realizację i oczywiście za wizerunek. </p>
<p><strong>Jakie są pani plany i założenia jako nowego dyrektora Teatru Muzycznego?</strong><br />
Na pewno uważam, że Teatr Muzyczny powinien mieć bardzo szeroki repertuar, gdyż gatunki muzyczne, które obejmuje, to nie tylko klasyka, ale również rozrywka. A jeśli rozrywka to i dobre projekty muzyki estradowej, prezentowanie najlepszych artystów. Później jest ta przestrzeń wielkich koncertów operetkowych, różnego rodzaju gale, tradycja koncertu noworocznego, bitwa tenorów na róże, które rozpoczęliśmy z transmisją telewizyjną, pierwsze głosowanie smsowe telewidzów w trakcie koncertów. Do tego różne prelekcje, poznawanie historii, multimedialne pokazy z koncertem na żywo, itd. Jest to też udostępnienie sceny i miejsce na debiuty młodych i wyjątkowo zdolnych ludzi, np. najlepszych absolwentów. Chciałabym, aby młodzi ludzie nie wyjeżdżali za granicę, ale by zostali tutaj nasi najlepsi artyści. To wszystko mieści się w mojej misji. Ja w ogóle uważam, że muzyka jest misją też samą w sobie. Jest najbardziej niedocenianym, a najprostszym, tanim i najbardziej skutecznym ze środków terapeutycznych. </p>
<p><strong>Co było dla pani największym wyzwaniem po objęciu tego stanowiska? Pojawiały się czasami przeszkody?</strong><br />
Na pewno wyzwaniem jest zarażanie ludzi swoją pasją. Chciałabym otaczać się ludźmi, którzy podobnie traktują Teatr jak ja. Teatr to nie jest biuro, które funkcjonuje 8 godzin. Jest to organizm z bijącym sercem, który funkcjonuje 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Podczas gdy wielu ludzi przychodzi po pracy do domu i odpoczywa, w tym czasie u nas idzie kurtyna do góry i zaczyna się przedstawienie. Myślę, że każdy dyrektor, w każdej instytucji, kiedy pragnie przekazać swoją wizję, jest to pewnego rodzaju zmiana. Do niej trzeba się przyzwyczaić. Trzeba przekonać każdego do swojej wizji, do realizacji i całej misji, ale nie nazwałabym tego przeszkodą. To jest wyzwanie. </p>
<p><strong>Jak wyobraża sobie pani przyszłość Teatru?</strong><br />
Własna scena. Jesteśmy dzisiaj teatrem impresaryjnym, który pracuje na gościnnych scenach. Nie jesteśmy „u siebie”, a docelowo chciałabym jednak, aby teatr posiadał swoją scenę, swój własny kanał orkiestrowy, aby mógł w sposób ciągły prowadzić swoją działalność. Myślę, że byłoby to łatwiejsze nawet w stosunku do młodej widowni, która by miała zawsze swoje wydarzenia w określonym przedziale czasowym. Bo zapotrzebowanie jest bardzo duże. W momencie, kiedy zaczniemy od tej młodej publiczności i edukacji dziecka już nawet na poziomie przedszkola, kiedy tworzą się wszystkie połączenia mózgowe, gdzie ta wrażliwość powstaje i nauka języków jest automatyczna, tak, jak przyswajanie muzyki, to wtedy zbierzemy bardzo duże plony. Dlaczego ludzie nie lubią opery? Bo nie lubią rzeczy, których nie znają, boją się skonfrontować swoją niewiedzę i ją obnażyć. Świadomość uczenia się jest istotna.</p>
<p><strong>Czy dlatego też wzięła pani udział w projekcie „Diva for rent&#8221;, aby edukować muzycznie społeczeństwo?</strong><br />
„Diva for rent” powstała właśnie jako projekt edukacyjny, w sposób nader lekki, ale jednak przemyca treść. Zamysł scenariusza jest taki, że śpiewaczka ustosunkowuje się do zarzutów, jakie stawia się operze, np. dlaczego to trwa tak długo? Dlaczego kobiety śpiewają role męskie? Czemu jest to niezrozumiałe i tak ciężkie? Jak naprawdę wygląda życie śpiewaczki kiedy spada kurtyna? Momentem chwały dla niej jest przedstawienie i owacje na koniec, które są krótkie, ale dlatego momentu się żyje. Jerzy Snakowski (twórca tego projektu) w sposób genialny napisał „Divę” z lekkim poczuciem humoru, który jest tak samo odbierany, a gram ją na całym świecie.</p>
<p><strong>Pani działalność jest bardzo obszerna. Oprócz prowadzenia Teatru, koncertów, wystąpień, pisania felietonów, czy angażowania się społecznie, również założyła pani Fundację StartSmart. Jaki cel ma pani fundacja?</strong><br />
Patrząc z perspektywy już ósmego roku działania Fundacji cieszę się, że człowiek dojrzewa i dochodzi do takiego momentu w życiu, iż chce się dzielić. I powinien to robić. Dla mnie jest to przymus wewnętrzny, a nie zewnętrzny. Fundacja jest właśnie takim miejscem, w którym chcemy „dawać”. Organizujemy warsztaty, mamy np. sale terapeutyczne, gdzie prowadzimy terapie dla dzieci, głównie autystycznych. Zarówno ta działalność edukacyjna, charytatywna czy kulturalna jest po to, aby oddać coś z tego, co dostało się w życiu. Pani Anna Dymna jest pięknym przykładem tego. Aktorka, która zrobiła wspaniałą karierę, a dzisiaj daje tyle potrzebującym. Nie wyobrażam sobie życia bez angażowania się w cele charytatywne. Robię tego tak dużo, że traktuję to jak swój obowiązek. Dziwię się ludziom, którzy nie pomagają, a mogą to robić. Dziwię się też tym, którzy pomagają, ale robią wokół tego duży szum medialny. </p>
<p><strong>Od lat wspiera pani edukację w Polsce w różnym zakresie. Dlaczego edukacja muzyczna młodzieży i dzieci już od najwcześniejszych lat jest dla pani tak istotna?</strong><br />
Bo muzyka rozwija najbardziej, najszybciej i najskuteczniej. Przy muzyce nie ma manipulacji i oszustwa. Jak słucha się muzyki radosnej i wesołej, to czujemy się tacy wewnętrznie, prawda? Jeśli słuchamy mrocznego Wagnera, to nie będziemy radośnie przy nim skakać. Proszę zauważyć, jaką silną i prostą siłę przekazu ma muzyka. Patrząc właśnie na małe dzieci, np. autystyczne, którym podczas zajęć muzyczno-terapeutyczych, widzimy jak zmienia się im twarz. Są bardzo radosne i wypogodzone. Między drugim a szóstym rokiem życia pojawiają się te połączenia mózgowe, o których wspominałam. Są one dużo silniejsze i uwrażliwiają tym bardziej w momencie, kiedy człowiek ma dużo muzyki wokół siebie. Już w łonie matki, kiedy ona słucha muzyki, dziecko to czuje. Jak byłam w ciąży, nagrywałam ścieżkę do Wiedźmina. Moje dziecko, kiedy miało po urodzeniu silne kolki, puszczałam tę muzykę. Proszę sobie wyobrazić, że automatycznie córeczka przestawała cierpieć i płakać. To jest niesamowite. </p>
<p><strong>Skąd czerpie pani energię i siły na tyle aktywności? Jak to się udaje?</strong><br />
Siłę trzeba znaleźć w sobie. Gdybyśmy starali się znaleźć ją na zewnątrz, będzie to o wiele trudniejsze. Dostajemy dużo bodźców, a w tym wiele negatywnych przekazów. Ludzie są zestresowani, żyją szybko i brak im atencji do szczegółów. Mnie czasem męczy mój własny perfekcjonizm. Trzeba też znaleźć wiarę w sobie i w to, że wszystko to, co robimy, jest możliwe. </p>
<p><strong>A jeśli chodzi o rolę matki? Trudno godzić macierzyństwo z tak intensywną karierą?</strong><br />
I tak i nie. Bycie matką jest najnaturalniejsze na świecie. Jak ktoś mnie pyta o ulubioną rolę (operową), to odpowiadam, że najwspanialsza jest właśnie rola matki. Każdej matce od razu zmienia się perspektywa życia w momencie kiedy pojawia się dziecko. To dziecko też daje siłę i napęd do działania, żeby można mu było przekazać najpiękniejsze rzeczy, pokazać piękne miejsca, nauczyć wrażliwości. Dzieje się to w sposób naturalny. Jest to wspaniała rola. Matka musi być bardzo zorganizowana. Bez mojej mamy, która jest dla mnie ogromnym wsparciem, którą obserwowałam całe życie i wzorowałam się na niej, nie nauczyłabym się tak wiele. I mam nadzieję, że moja córka tak samo wiele się uczy ode mnie. To jest bardzo ważne. Dobra rada dla rodziców jest taka, że jak dziecko ma wiele zajęć, zainteresowań i małych pasji, to nie ma też czasu na tzw. młodzieńczy bunt. Bunt wynika z braku atencji rodziców. O to chodzi młodemu człowiekowi. Jeśli zarazi się go pasją i pomoże mu znaleźć zainteresowanie, to tego buntu nie ma, bo dziecko nie ma na to czasu. </p>
<p><strong>W jaki sposób lubi pani odpoczywać, spędzać wolne chwile?</strong><br />
Kocham jeździć do ciepłych krajów zimą i tam ładować swoje baterie. Uwielbiam spędzać dużo czasu w wodzie, nurkować, obserwować podwodny świat. Robię to z córką. Tonami czytamy razem książki, bo ma bardzo podobne pasje do mnie. Kocham naturę, szczególnie ogrody, uwielbiam gdy zaczyna się wiosna, sadzę wtedy kwiaty i planuję ogródek, a potem, kiedy zapraszam przyjaciół i mogę im zaproponować pyszne jedzenie z tego ogródka, siedzimy, jemy i dużo rozmawiamy, to czuję się niesamowicie. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, zatrzymywać tych, którzy dają mi wiele ciepła i przyjaźni. Z życia przecież zabierzemy ze sobą tylko przeżycia. </p>
<p><strong>Co panią inspiruje?</strong><br />
Zawsze inspirują mnie artyści i ich twórczość. Czy to są malarze, czy kompozytorzy lub też pisarze, nie ma znaczenia. Znajduję inspiracje w szeroko pojętej sztuce. Dlatego staram się chodzić na wystawy, koncerty, chodzić do opery, czytać książki, oglądać obrazy, architekturę &#8211; wszędzie tam, gdzie jestem na świecie. </p>
<p><strong>Dla większości ludzi głównym marzeniem jest robienie w życiu tego, co się kocha. W jaki sposób można to marzenie zrealizować?</strong><br />
Trzeba znaleźć w sobie odwagę do realizowania celów. Wszystko może być pasją, tylko trzeba ją odnaleźć. Najgorzej jest wtedy, gdy niektóre osoby oddają innym swoją przestrzeń do decydowania o własnym życiu. Na przykład spełniamy oczekiwania rodziców, małżonków, itd. Nie realizujemy siebie, tylko cudze zamiary, aspiracje i ambicje, później to doprowadza do tego, że ludzie cierpią i praca nie daje im radości. To jest niezwykłe szczęście, żeby tego poszukiwać w sobie. Słuchać wewnętrznego głosu, wierzyć, że to, co się robi, robi się dobrze. Jest to też ciągła edukacja. </p>
<p><strong>Czy ma pani marzenie do zrealizowania?</strong><br />
Mam mnóstwo marzeń. Zastanawiam się na przykład, kiedy ja ten cały świat zwiedzę? Przecież jest on tak pasjonujący i interesujący! Z pasją oglądam programy podróżnicze i zazdroszczę realizatorom! Jak już przestanę śpiewać to na pewno poświęcę ten czas podróżom. </p>
<p><strong>Jest pani niezwykle silną kobietą. Czy tego można się nauczyć i czy wynika to z lat różnych doświadczeń? Co świadczy o sile kobiety?</strong><br />
Można się tego nauczyć. Ja nie pamiętam siebie jako osoby silnej. Jest to proces. Siłę możemy w sobie znaleźć i czuwać nad jej rozwojem. Nie sądzę, że taka siła jest nam nadana. Upór sprawia, że jesteśmy postrzegani jako silni. Trzeba pamiętać, że pozory również mylą. Jak kogoś odbieramy w pewien sposób, nie znaczy to wcale, że ta osoba taka właśnie jest. Przykład Robina Williamsa. Wszyscy myśleli, że człowiek, który zrobił ogromną karierę w Hollywood, osiągnął tak wiele, to musi być silnym człowiekiem. A przecież zmagał się od lat z głęboką depresją i popełnił samobójstwo. Za tą silną postacią krył się wrażliwy mężczyzna, który sobie nie radził w życiu. Więc to nie jest pewne. Każdy może znaleźć w sobie siłę, ale też słabości. Ja na pewno siłę czerpię z wiary w Boga. Dla mnie modlitwa, przebywanie z Bogiem w myślach, daje mi bardzo dużo. Ale to jest to, co mi osobiście daje siłę. Każdy ma swój sposób.</p>
<p><strong>Czy czuje się pani kobietą spełnioną? </strong><br />
Ludzie spełnieni są zwykle pod koniec życia. Jeśli pomyślimy, że znaleźliśmy się tam, gdzie chcemy być i już zrobiliśmy, co się da oraz że jesteśmy wspaniali – to jest to początek końca. Uważam, że wszystko, co najlepsze jest przede mną. Mam dużo do zrobienia i na pewno nie chcę się czuć spełniona. </p>
<p><strong>Jak wspomina pani swoją rolę jurora w programie „Bitwa na głosy?”</strong><br />
To był program misyjny. I jedyny program, gdzie dobierało się ludzi tylko najlepszych. Nie liczył się humor, charakter, itd. Liczył się tylko talent. Było to promowanie młodych ludzi, którzy pragną występować, ale nie drogą na skróty. Moim zdaniem lepiej także zainwestować w swoją edukację artystyczną. Bo gdy kończył się program, dla wielu uczestników, którzy odpadali, była to tragedia życia. A powinna być tylko przygodą i zachętą do tego, by pracować nad sobą, otwarciem na następny etap w życiu. Mam nadzieję, że niektórzy dojdą do upragnionego celu, bo byli naprawdę zdolni. Program dał mi bardzo ciekawe doświadczenie. Jak jest się jurorem, to też staje się dla uczestników pewnym wzorem, a to wiążę się z odpowiedzialnością. Pytali mnie, prosili o porady, jak coś poprawić, itp. To wielka odpowiedzialność, również dlatego, żeby być uczciwym w stosunku do nich. Były tam osoby z imponującymi materiałami głosowymi. </p>
<p><strong>Co jest dla pani najważniejsze?</strong><br />
Najważniejsi są dla mnie ludzie, niesamowici ludzie, ich przyjaźń i miłość. Miłość do matki, do dziecka, miłość do mężczyzny i miłość do muzyki, która zmieniła moje życie. Miłość do Boga, miłość do swojej pracy. Też uczciwość względem siebie i ludzi, aby godnie przejść przez życie z podniesioną głową. </p>
<p><strong>Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka<br />
Fot. Żaneta Niżnikowska/NM Studio</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/alicja-wegorzewska-z-milosci-do-opery/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Anna Wasilewska: Pomysł, pasja, praca</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/anna-wasilewska-pomysl-pasja-praca/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/anna-wasilewska-pomysl-pasja-praca/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2016 00:35:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Wasilewska]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[kosmetyki naturalne]]></category>
		<category><![CDATA[Orientana]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[sukces jest kobietą kobieta sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[uroda]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20704</guid>
		<description><![CDATA[Co jest ważne, by odnieść sukces? Według naszej Bohaterki, Anny Wasilewskiej, bardzo ważna jest pasja, którą ona znalazła w Azji i naturalności. Później potrzebny jest konkretny pomysł i decyzja. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Następnie pozostaje ciężka praca. Ważna jest oczywiście analiza rynku i jego trendów, abyśmy się przekonali czy pasja posuwa nas w dobrym kierunku. Kluczowe jest stworzenie dobrej nazwy i logo, jasnego i wyróżniającego pozycjonowania oraz całego systemu identyfikacji wizualnej marki. Jednak najważniejsze jest stworzenie dobrego produktu, który spełnia oczekiwania klientów. O pasji w pracy, naturze, która służy człowiekowi i pięknie kosmetyków, które czerpią z niej to, co najlepsze, rozmawiamy z twórczynią marki Orientana.</p>
<p>Kiedy powiedziała pani sobie: „Teraz czas na mnie, na własną firmę”?<br />
Anna Wasilewska, właścicielka marki Orientana: </strong>Od kiedy pamiętam, zawsze byłam osobą bardzo aktywną i rozwijającą swoje zainteresowania. Jako dziecko, rozwijałam pasje muzyczne, ucząc się gry na fortepianie, uprawiałam łyżwiarstwo figurowe, uczestniczyłam w zajęciach dodatkowych. Po studiach zainteresowałam się dopiero co kształtującym się rynkiem finansowym i trafiłam do dużej korporacji, gdzie pracowałam przez kilkanaście lat, zdobywając doświadczenie w różnych departamentach, m.in. zajmowałam się transakcjami kapitałowymi, prospektami emisyjnymi i prywatyzacją firm. Jednak dotarłam do przysłowiowego „szklanego sufitu”. Zdałam sobie sprawę z tego, że będąc tu, gdzie jestem, nie osiągnę już niczego więcej. Poczułam się znużona brakiem wyzwań i powtarzalnością codziennych zajęć. Ponieważ nigdy nie lubiłam stać w miejscu, postanowiłam coś zmienić. Jestem osoba pełną entuzjazmu, kreatywną ale także metodyczną i rozważną, dlatego starałam się uważnie obserwować zarówno siebie, jak i potencjalne obszary, w których mogłabym działać. Zyskałam pewność, że chcę nie tylko pracować na własny rachunek, ale także stworzyć coś absolutnie mojego, unikalnego. Markę, która będzie zgodna z moimi wewnętrznymi przekonaniami, będzie dawała mi satysfakcję, będzie rozwijała się razem ze mną. </p>
<p><strong>Skąd pomysł na stworzenie własnej marki Orientana?</strong><br />
Jeszcze pracując w korporacji postanowiłam żyć bardziej świadomie i ekologicznie, zrezygnowałam z przetworzonej żywności, zaczęłam interesować się jogą i zwracać uwagę na kwestie związane z ekologią – po prostu zaczęłam prowadzić zdrowy tryb życia. Równocześnie, w owym czasie moją pasją były podróże po Azji. To one pozwalały mi odetchnąć od korporacyjnej rzeczywistości oraz stanowiły inspirację do planów na przyszłość. Odwiedzaliśmy z mężem kraje azjatyckie, których kultura, obyczaje i historia interesowały mnie od wielu lat. Pamiętam, gdy pierwszy raz zetknęłam się z ajurwedą, jogą, zen. Te style życia były tak różne od naszego europejskiego klimatu, że moje zainteresowanie nimi jeszcze się pogłębiło, ale jednocześnie pozwoliło mi to na szersze spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Rzecz jasna, jako kobietę szczególnie zainteresowały mnie azjatyckie rytuały pielęgnacyjne, wykorzystujące naturalne oleje, zioła i ekstrakty z roślin do dbania o piękno skóry twarzy, ciała i włosów. W Azji odkryłam kosmetyki o naturalnych składach i innych niż znane mi dotąd formułach.</p>
<p><strong>W jaki sposób to pani odkryła?</strong><br />
Zauważyłam, że ludzie w Azji żyją zdecydowanie bliżej natury oraz posiadają wiedzę, jak wykorzystać jej dary w codziennej pielęgnacji ciała. Na przykład niesamowite efekty wzmocnienia włosów, ograniczenia ich wypadania, można osiągnąć stosując oleje z amlą (agrestem indyjskim). Z kolei bhringraj to zioło, któremu Hindusi zawdzięczają mniejszą ilość siwych włosów na głowie. Stąd powstał pomysł stworzenia unikalnego ajurwedyjskiego olejku do włosów zawierającego oba te zioła. Z kolei oleje roślinne używane po kąpieli do masażu całego ciała bazujące na oleju sezamowym czynią skórę wspaniale elastyczną, nawilżoną i jędrną. Takiego efektu nie da się osiągnąć stosując choćby najdroższe balsamy do ciała z drogerii. Ważne jest jednak, by zioła i rośliny stosowane w kosmetykach były najwyższej jakości. Tylko wówczas można mieć pewność, że ich składniki aktywne faktycznie ujawnią pełnię swych właściwości w zetknięciu ze skórą. Dlatego zdecydowałam się produkować kosmetyki Orientana w Indiach i na Tajwanie, gdzie mam bezpośredni dostęp na najświeższych surowców i do unikalnych formuł kosmetyków. </p>
<p><strong>Czy formuły kosmetyczne pani produktów różnią się od tych dostępnych w Europie ?</strong><br />
W przeciwieństwie do kosmetyków masowych, które opierają się na bazie chemicznej, większość moich kosmetyków oparta jest na naturalnych olejach i masłach. Są one wzbogacane o wybrane składniki roślinne. Wprowadziłam na polski rynek kilkanaście całkowicie unikalnych i niespotykanych w Europie konceptów produktowych. Na przykład żelowe maski &#8211; kremy do stosowania na noc, które natychmiast wyrównują poziom nawilżenia skóry. W 100 proc. naturalne, roślinne farby do włosów, tzw. BIO-HENNY, które nie tylko nadają kolor, ale również pielęgnują. Ponadto, głęboko nawilżające skórę balsamy w kostce czy odnawiające skórę maski na jedwabnej tkaninie pozyskiwanej z morwy papierniczej. Te formuły od lat są sprawdzone w naturalnej kosmetyce azjatyckiej.</p>
<p><strong>Widzę, że jest to coś nowego dla europejskiego konsumenta. Czym jeszcze wyróżnia się pani marka?</strong><br />
Kosmetyki Orientana tworzone są na podstawie specjalnie opracowanych receptur z wykorzystaniem wyłącznie naturalnych składników. Proszę mi pokazać w przeciętnej drogerii czy supermarkecie szampon, który nie zawiera szkodliwego SLS. W większości przypadków na półce nie będzie ani jednego. Koncerny kosmetyczne powszechnie stosują w swoich szamponach najtańsze detergenty takie, jak SLS (Sodium Lauryl Sulfate), SLES (Sodium Laureth Sulfate) lub ALS (Amonium Lauryl Sulfate). Czy wie pani, że są to chemikalia, którymi myje się pokłady statków i hal maszynowych? Zastosowane na skórę głowy, działają mocno inwazyjnie, często podrażniając skórę, przyczyniają się do wypadania włosów i łupieżu. W szamponach Orientana nie ma tych substancji, zamiast nich mamy za to ekstrakt z orzechów reetha, znanych ze swych naturalnych właściwości pieniących i myjących. To tylko przykład, ale tak samo wygląda sytuacja z kremami do twarzy, mydłami, peelingami do twarzy i ciała czy balsamami do ust. Masowe kosmetyki często powstają w wielkich fabrykach, gdzie maszyny odmierzają odpowiednie ilości kolejnych, chemicznych komponentów, zgodnie z powtarzalną recepturą, mieszają je i napełniają butelki i pudełka na taśmie produkcyjnej. Stąd też na opakowaniach długie listy składników, do odszyfrowania których dobrze mieć pod ręką zaprzyjaźnionego magistra chemii. W Orientanie możemy poszczycić się naturalnymi składami kosmetyków, które zdecydowanie wyróżniają nas na rynku. Nie testujemy również naszych kosmetyków na zwierzętach.</p>
<p><strong>No tak, ale większość firm już przestała testować…</strong><br />
Na szczęście problem testowania kosmetyków na zwierzętach został dostrzeżony i wprowadzono pewne uregulowania prawne. Jednak niektórzy producenci używają składników odzwierzęcych pozyskiwanych ze szkodą dla zwierząt. Niedawno jedna z klientek opowiedziała mi o szamponie marki kreującej się na zgodną z naturą. W składzie tego szamponu widnieje tłuszcz z norek. Przecież zwierzęta te musiały zostać zabite! Nawet jeśli wersja oficjalna brzmi, że tłuszcz ten jest pozyskiwany z martwych zwierząt hodowanych w innych celach np. na futra, to przyzna pani, że takie sytuacje stwarzają ogromne pole do nadużyć. Nie zgadzam się na to! Chcę, by klientki, które kupują kosmetyki Orientana, miały absolutną pewność, że nie muszą obawiać się tego typu praktyk w przypadku mojej marki. Kosmetykom Orientana można zaufać!</p>
<p><strong>Jak udaje się pani tworzyć takie kosmetyki?</strong><br />
Pomysły i inspirację czerpię z wyjazdów do Azji, ale także od zaprzyjaźnionych ze mną i z marką Orientana kobiet – klientek, przyjaciółek, pracowników i blogerek urodowych. Śledzę również trendy, jakie dominują na międzynarodowych targach kosmetyki naturalnej, ale nie podążam ślepo za nimi. Mam ten komfort, że mogę spokojnie zastanowić się, czy dany kosmetyk jest zgodny z moimi wysokimi standardami, zarówno jeśli chodzi o skład, sposób produkcji jak i skuteczność działania. Dopiero po mojej pełnej akceptacji rozpoczyna się przygoda, która prowadzi pomysł do konkretnej formy na sklepowej półce. W zasadzie historia powstawania każdego kosmetyku to indywidualny rozdział. Najpierw zespół specjalistów ajurwedyjskich sprawdza, jakie jest działanie poszczególnych ziół i olejów w danym połączeniu. Potem opracowujemy recepturę, która ma być najlepsza – tu nie uznaję kompromisów. Później następuje proces testów, wyboru opakowań, projekty etykiet, a potem rusza produkcja. Muszę podkreślić, że kosmetyki Orientana powstają w Indiach w manufakturze posiadającej rządowy certyfikat ajurwedy – nauki hinduskiej, która głosi, że nie smaruje się ciała niczym, czego nie dałoby się zjeść.</p>
<p><strong>Kosmetyki Orientana wyróżniają się także zapachem. Jak ważny jest dla nas ten zmysł?</strong><br />
Zapach ma niezwykle istotne znaczenie dla naszego samopoczucia i w kosmetykach Orientana to widać! Często słyszę od klientek, że moje kosmetyki poprawiają im nastrój. Wieczorny peeling całego ciała z lawendą i grejpfrutem wycisza, a poranny masaż ciała pod prysznicem z mydłem imbirowym z dodatkiem trawy cytrynowej sprawia, że nawet w jesienne dżdżyste poranki chce się żyć! Z kolei jaśmin indyjski, który ma swoich wielbicieli, wnosi odrobinę egzotyki do codziennego życia. Wiele klientek dziękuje nam także, bo na nowo odkryły cudowne właściwości zapachu róży, która kojarzyła im się do tej pory z babcinym kufrem. Używają teraz naszego ekskluzywnego olejku do twarzy z różą japońską i szafranem, mojego ulubionego masła do ciała z różą japońską i liczi i cieszą się swą kobiecością wraz z Orientana.</p>
<p><strong>Jaki wpływ i działanie mają kosmetyki Orientana i dlaczego są nam potrzebne?</strong><br />
Z badań wynika, że coraz więcej osób dba o zdrowe odżywianie oraz sprawność fizyczną. Tymczasem w sferze kosmetyków często jeszcze dajemy się zwieść reklamom obiecującym szybkie efekty przy wykorzystaniu całej tablicy Mendelejewa w przeróżnych konfiguracjach. Jeszcze w przypadku niemowląt i małych dzieci pamiętamy o tym, że skóra to jedna z tkanek organizmu, że przez nią również wnikają odżywcze substancje, ale mogą także wniknąć te szkodliwe i wybieramy dla maluchów „dobre” kosmetyki. Ja bardzo zachęcam wszystkie Polki do przyjrzenia się półkom w swojej łazience, do czytania składów! Na przykład farby do włosów są już przez wielu specjalistów uważane za naprawdę szkodliwe, powodują reakcje alergiczne, osłabiają włosy. Producenci w odpowiedzi na to dodają do swoich farb dosłownie kilka kropli olejku czy wyciągu z roślin i nazywają już nową farbę „naturalną”. Nic bardziej mylnego. Wśród polskich znanych mi marek kosmetyków jedynie Orientana ma całkowicie naturalne farby – BIO HENNY, w których znaleźć można wyłącznie sproszkowane zioła, bez absolutnie żadnych dodatków. Podobnie sprawa wygląda z olejkami do pielęgnacji twarzy. W moim olejku do twarzy z drzewem sandałowym i kurkumą znaleźć można osiem nierafinowanych, naturalnych olejów roślinnych, ekstrakt z kurkumy oraz witaminę E i to wszystko. Natomiast w popularnych, ogólnie dostępnych „olejkach”, mamy składniki chemiczne, głównie parafinę oraz kilka mililitrów olejku. Kosmetyki naturalne skomponowane tak, jak moje, przywracają równowagę skóry twarzy, ciała, skóry głowy i włosów, naprawdę je pielęgnując. Ostatnio wprowadziłam olejek do pielęgnacji biustu, który, oprócz działania pielęgnacyjnego oraz poprawiającego wygląd biustu, jednocześnie sprzyja samobadaniu piersi. Generalnie, chciałabym z pełną świadomością podkreślić, że kosmetyki naturalne Orientana nie zawierają parabenów, silikonów, ftalanów, SLS/SLES/ALS, PEGów, sztucznych zapachów oraz pochodnych ropy naftowej, np. oleju mineralnego i parafiny.</p>
<p><strong>W jaki sposób udało się pani zbudować tak ciekawy biznes w zgodzie z naturą?</strong><br />
Z pewnością kluczową kwestią jest mój bezpośredni nadzór nad każdą fazą działalności firmy. Orientana to marka społecznie odpowiedzialna i chcę, by spełniała najwyższe standardy nie tylko w zakresie jakości oferowanych kosmetyków, ale również podczas procesu ich powstawania. Mam bardzo wysokie (niektórzy twierdzą, że wręcz wygórowane) wymagania odnośnie składników i ich działania. Jeśli chodzi o produkcję, to osobiście odwiedzam manufaktury i uprawy roślin. Wiem, że nie pracują w nich dzieci, a ludzie są sprawiedliwie wynagradzani za swoją pracę. To dla mnie ważna kwestia. Jednocześnie ceny kosmetyków Orientana postanowiłam kształtować tak, by były w zasięgu każdej polskiej kobiety. Docierają do mnie sygnały, że za tak dobry skład naturalnego kremu powinnam ustalić wyższą cenę rynkową, ale ja prowadzę politykę cenową według swoich zasad, którym pozostaję wierna. Biznes zgodny z naturą to także kształtowanie i pogłębianie świadomości ekologicznej konsumentów, dlatego &#8211; w miarę możliwości &#8211; biorę udział w kongresach, konferencjach czy spotkaniach z kobietami, dlatego również zdecydowałam się opowiedzieć o Orientanie w tej książce. </p>
<p><strong>Czy na początku kreowania marki spotkała się pani z kłopotami przy dystrybucji do drogerii polskich? Jak wyglądał proces wdrażania?</strong><br />
Początki nie były łatwe. Osobiście rozmawiałam z właścicielami małych sklepów zielarskich czy drogerii, którzy zaufali Orientanie. W takich mniejszych sklepach nic się nie ukryje – jest bezpośredni kontakt między sprzedawcą a klientem… I już wkrótce okazało się, że klienci wracają właśnie po produkty Orientana! Zamówienia zwiększały się z miesiąca na miesiąc, powoli zwiększałam także produkcję i poszerzałam asortyment. Tak było pięć lat temu, gdy Orientana pojawiła się na polskim rynku. Marka zdobywała coraz większą popularność i to klientki zaczęły o nią pytać w sieciach drogerii, a do mnie docierały zapytania z różnych miast Polski, gdzie można kupić Orientanę. Z czasem sieci otworzyły się na Orientanę, jedna z nich zgłosiła się nawet do mnie sama, a wszystko to dzięki sile produktu i zadowolonym klientom! Obecnie kosmetyki naturalne Orientana można kupić w kilku sieciach drogerii, ale jako producent nie mam tu taryfy ulgowej. Wymagania ze strony sieci w stosunku do Orientana są praktycznie takie same, jak w stosunku do wielkich koncernów, posiadających wielkie budżety – muszę włożyć wiele energii i wysiłku, by im sprostać. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie lojalni klienci, którzy poznali, docenili i pokochali kosmetyki Orientana. Jestem dumna, że jako polska marka, mogę konkurować ze światowymi potentatami w branży kosmetycznej oraz że mam za klientów świadomych swych wyborów konsumentów.</p>
<p><strong>Czy ma pani przed sobą kolejne cele?</strong><br />
Oczywiście! Mam w głowie wiele pomysłów – niektóre do zrealizowania już wkrótce, a inne dopiero w dłuższej perspektywie czasowej. Pięć lat temu, gdy rozpoczęłam swą pracę nad moją marką Orientana, miałam w ofercie jedynie dziewięć kosmetyków w dwóch kategoriach. Obecnie mam już ponad 100 rodzajów kosmetyków w ciągłej sprzedaży, a wciąż pracuję nad nowymi. Myślę też o poszerzeniu rynku zbytu. Mam zapytania z różnych krajów w Europie, USA czy z Australii, ale wszystko w swoim czasie.</p>
<p><strong>W czym tkwi sekret pani sukcesu?</strong><br />
To można praktycznie streścić w 3 słowach: pomysł, pasja i praca. Ważne, by mieć dobry pomysł, koniecznie w dziedzinie, która jest jednocześnie pasją. Następnie trzeba opracować plan działania i konsekwentnie go realizować, ciężko pracując, dzień po dniu, wkładając w tę pracę całe serce i energię. Moim pomysłem był unikalny sklep internetowy z własną marką naturalnych kosmetyków z roślin azjatyckich, ale klienci nie pozwolili mi na tym poprzestać (śmiech). Ich dobre opinie i wsparcie dały mi zapał do dalszej pracy i utwierdziłam się w przekonaniu, że Orientana musi się rozwijać. Kilka lat temu sama w domu pakowałam paczki z kosmetykami do wysłania, dziś mam biuro, magazyn, a przede wszystkim świetną ekipę zaufanych i zaangażowanych pracowników, którzy identyfikują się z marką Orientana i wierzą w nią tak, jak ja. </p>
<p><strong>Jak obecnie polski rynek nastawiony jest do produktów naturalnych? Czy zauważa pani zmianę w tej kwestii?</strong><br />
Z pewnością na polskim rynku kosmetycznym wyraźnie zaznacza się trend kosmetyków naturalnych. Polki lubią dbać o urodę i to zarówno eksponując ją przy wykorzystaniu kosmetyków kolorowych do makijażu, jak i coraz większą wagę przywiązują do codziennych zabiegów pielęgnacyjnych. Trend na naturalne kosmetyki został także dostrzeżony przez duże marki kosmetyczne. Z moich obserwacji wynika, że producenci podkreślają, że ich krem, szampon, mydło czy cała seria produktów zawiera ekstrakty z roślin czy olejki i często informacja ta jest głównym przekazem docierającym do konsumenta w reklamie. W rzeczywistości często jest tak, że te naturalne składniki są w recepturze w śladowych ilościach, pod koniec składu INCI. Nie odpowiada mi takie postępowanie, w pewien sposób bazujące na nieświadomości konsumentów. Ja, poprzez promocję marki Orientana, staram się jednocześnie edukować klientów, by nie dali się nabrać na takie sztuczki, lecz wybierali produkty naprawdę naturalne.</p>
<p><strong>Bestsellery w pani ofercie, które klientki kupują regularnie?</strong><br />
Mamy wiele bestsellerów! Jednym z nich jest nasz krem do twarzy z kurkumą i drzewem sandałowym. Jest to lekki krem na bazie masła shea, a zawiera olejek z drzewa sandałowego i ekstrakt z kurkumy, które wspaniale odżywiają i ujędrniają skórę twarzy. Krem nadaje się na dzień pod makijaż i na noc, gwarantuję, że nawet najbardziej wymagająca cera będzie po nim nawilżona, gładka i zyska piękny koloryt. W kategorii kosmetyków do włosów zdecydowanie wyróżnia się ajurwedyjska terapia do włosów oparta na oleju kokosowym i sezamowym z unikalnym składem ziół, które wzmacniają włosy, zatrzymują ich wypadanie oraz pobudzają do wzrostu. Klientki pokochały ten produkt, bo działa niezależnie od przyczyny wypadania włosów i jest niezwykle skuteczny. Bestsellerem stanie się na pewno nasz nowy produkt – olejek antycellulitowy będący kompozycją wybranych olejów i ziół, który faktycznie redukuje ilość tkanki tłuszczowej pod skórą. Mamy także wielbicielki peelingu do twarzy z papają i ashwagandhą, panie zakochane w naszych bezalkoholowych tonikach z atomizerem, czy maskach-kremach pod oczy. Furorę robi także seria kosmetyków z papają, która ma właściwości przywracające równomierny koloryt cery. Mogłabym wymieniać jeszcze długo, ale jak rozumiem, mamy ograniczony czas na rozmowę (śmiech). Zapraszam po prostu na naszą stronę internetową www.orientana.pl, gdzie można znaleźć dokładne opisy i składy kosmetyków Orientana.</p>
<p><strong>Z czego jest pani najbardziej dumna?</strong><br />
Najbardziej jestem dumna z faktu, że udało mi się stworzyć polską markę kosmetyków, która na przestrzeni 5 lat siłą mojej pracy i znakomitymi recenzjami klientów rozwinęła się tak bardzo i zaczyna na trwałe wpisywać się w szalenie ciekawy i mocno konkurencyjny rynek kosmetyków. Mam bezpośredni kontakt z klientkami, czy to w biurze, czy na imprezach targowych, otrzymuję dużo maili i ogromną dumą napełnia mnie fakt, że Polki coraz liczniej znają markę Orientana, lubią nasze produkty, kupują je dla siebie, dla rodziny, dla swoich dzieci i przyjaciółek.</p>
<p><strong>Czy ma pani inne pasje, poza pracą?</strong><br />
Uwielbiam czytać. Każdą wolną chwilę przeznaczam na czytanie. Kocham współczesną literaturę amerykańską. Moją ulubioną autorką jest Joyce Carol Oates. Poprzez jej książki obserwuję, jak w ostatnich latach zmienia się amerykańskie społeczeństwo, jakie problemy mają amerykańskie kobiety i jak można zagrozić wolności jednostki w sposób akceptowalny przez społeczeństwo. Czytam również skandynawskie kryminały mocno osadzone we współczesnych realiach. Traktuję je bardziej jak literaturę obyczajową. Przeczytałam już wszystko Camilli Lackberg, Hakana Nessera, Henninga Mankela i Jo Nesbo. To książki o wielkich problemach, ale ja przy nich relaksuje się i odpoczywam.</p>
<p><strong>Co jest potrzebne, by z powodzeniem stworzyć własną markę?</strong><br />
Bardzo ważna jest inspiracja – ja ją znalazłam w Azji i naturalności. Potem potrzebny jest konkretny pomysł i decyzja. Następnie pozostaje ciężka praca. To wszystko, najlepiej, aby było „utopione” w naszej pasji. Ważna jest oczywiście analiza rynku i jego trendów, abyśmy się przekonali czy inspiracja posuwa nas w dobrym kierunku. Kluczowe jest stworzenie dobrej nazwy i logo, jasnego i wyróżniającego pozycjonowania oraz całego systemu identyfikacji wizualnej marki &#8211; chodzi o to, aby ustalić, jakie elementy muszą być zawsze na opakowaniu, reklamie, katalogach, wizytówce, itd. Wydaje mi się, że w przypadku Orientany również to się udało. Niezwykle ważna jest też konsekwencja w wyborze określonego kierunku. Bardzo tego pilnuję. Skoro marka Orientana to kosmetyki naturalne z roślin azjatyckich, to nie mogę iść na kompromis i ulegać modom w innym kierunku.</p>
<p><strong>Jak wygląda pani typowy dzień pracy?</strong><br />
Moja marka to moja pasja. Jednak na co dzień muszę także zadbać o moją rodzinę. Wraz z mężem wychowujemy dwóch nastoletnich synów, a więc nie omijają mnie wywiadówki, przygotowywanie śniadań do szkoły czy problemy wychowawcze. W naszym domu mieszkają także dwa cudowne koty, które również wymagają codziennej opieki. Każdego dnia, po wyprawieniu synów do szkoły, jadę do biura, gdzie załatwiam bieżące sprawy, odpowiadam na maile, podejmuję decyzje w sprawach kluczowych dla firmy. Przed wieczorem wracam do domu, ale moja praca się nie kończy. Często w najmniej oczekiwanych momentach wpadają mi do głowy najlepsze pomysły, które szybko zapisuję i omawiam z pracownikami następnego dnia. Pozwalam sobie także na chwile relaksu na zajęciach jogi, w kinie czy podczas przejażdżek rowerowych po pobliskim lesie. Raz lub dwa razy do roku wyjeżdżamy także na dłuższy urlop z dziećmi, który pozwala naładować akumulatory energią na kolejny sezon pracy. Muszę podkreślić, że ogromnym oparciem jest dla mnie mój mąż, który wierzy we mnie, wspiera i dopinguje w dążeniu do celu.</p>
<p>
<strong>Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka<br />
Fot. Żaneta Niżnikowska/NM Studio</strong></p>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/anna-wasilewska-pomysl-pasja-praca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Maria Tołłoczko-Tarnawska: Budź się z motywacją!</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/maria-tolloczko-tarnawska-budz-sie-z-motywacja/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/maria-tolloczko-tarnawska-budz-sie-z-motywacja/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2016 00:17:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[Maria Tołłoczko-Tarnawska]]></category>
		<category><![CDATA[Orto-Royal]]></category>
		<category><![CDATA[ortodoncja]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20703</guid>
		<description><![CDATA[„Ponieważ „sukces jest kobietą” to moje marzenia z jednej strony związane są z sukcesem zawodowym, z drugiej - to marzenia kobiety. Sukces zawodowy w skali makro to sprawnie działająca i rozwijająca się firma. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Jednak dla mnie najważniejsze są te pojedyncze sukcesy w skali mikro, czyli każdy wyleczony pacjent. I tych zadowolonych, wyleczonych pacjentów chciałabym mieć jak najwięcej. A te marzenia pozazawodowe? To marzenia kobiety, marzenia córki, marzenia matki, marzenia babci – bo wszystkie te osoby w sobie łączę. Więc jestem bardzo bogata w marzenia”</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Ma pani świetne opinie od pacjentów. Co świadczy o jakości usług oferowanych przez Orto-Royal?<br />
 Maria Tołłoczko-Tarnawska, właścicielka Orto-Royal: </strong>To bardzo miłe, że Pacjenci są zadowoleni z pomocy, jaką oferujemy w gabinecie Orto-Royal. Oczywiście wiedza i doświadczenie są czynnikami determinującymi. Pacjenci oczekują fachowości. Przychodzą do gabinetu specjalistycznego i chcą, aby zaopiekować się nimi profesjonalnie. Przychodzą z problemem, który w danym momencie jest dla nich najważniejszy. Od lekarza, ale także od pani w recepcji, asystentki, higienistki, oczekują zainteresowania i poważnego traktowania. Uważam, że nie ma dobrego schematu postępowania. Każdy pacjent jest inny, jeden oczekuje wyłącznie krótkiej merytorycznej informacji, inny bardzo szczegółowego wyjaśnienia problemu, jeszcze inny wsłuchania się w jego potrzeby. Nie jesteśmy w stanie dogodzić każdemu, ale najważniejsze jest nasze zainteresowanie. Pacjent musi poczuć nasze zaangażowanie i to na każdym etapie leczenia. Dobre opinie pacjentów są dla nas nagrodą, ale jak mówił Albert Einstein: „Jedynym sposobem, by uniknąć zepsucia pod wpływem pochwał, jest pracować dalej [...] Innego wyjścia nie ma”.</p>
<p><strong>Czy stomatologia interesowała panią już w czasach szkolnych?</strong><br />
 Nie. I wcale nie powiem, że wyrywałam zęby swoim lalkom i misiom. Moi rodzice są lekarzami. Wychowywałam się w domu, w którym słowa: pacjent, choroba, szpital, leczenie, dyżur nocny, operacja, ale także cierpienie i śmierć, wypowiadane było wielokrotnie i odmieniane przez wszystkie przypadki. Normą były klucze na szyi i rodzice na dyżurze, a gdy musiałam odwiedzić ich w pracy, to szłam do&#8230; szpitala. Od zawsze było dla mnie jasne, że będę lekarzem, w ogóle nie znałam innego zawodu i nie wyobrażałam sobie, że można być kimś innym niż lekarzem. Dlatego najpierw uzyskałam dyplom lekarza medycyny jako absolwent II Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (wtedy Akademii Medycznej). Rozpoczynając studia doskonale wiedziałam, z jakimi poświęceniami i wyrzeczeniami wiąże się praca lekarza, ale mając lat 19, wizja posiadania rodziny i dzieci była tak odległa, że w ogóle tego aspektu nie brałam pod uwagę. Przyszedł moment, w którym stwierdziłam, że ciągle chcę pomagać pacjentom, ciągle chcę nosić biały fartuch, ale chcę także każdą noc spędzić we własnym łóżku i więcej czasu dać swojej córce. Wtedy podjęłam decyzję o kolejnych studiach, studiach na Wydziale Stomatologii WUM. Ortodoncja natomiast była tą dziedziną stomatologii, o której myślałam od pierwszego dnia moich studiów.</p>
<p><strong>A jak to było w dzieciństwie? Nie bała się pani dentysty, jak niemal wszystkie dzieci?</strong><br />
 I tak, i nie&#8230; Zasługą rodziców było to, że nauczyli mnie, że lekarz pomaga, a nie krzywdzi. Nie ma powodu do strachu, bo z gabinetu stomatologicznego wszyscy wychodzą żywi i zdrowsi. Z drugiej strony, to były czasy gabinetów dentystycznych w szkole. Wszystkie dzieci wzajemnie się nakręcały, wypadało się bać, a potem opowiadać o krzywdach, które przetrwaliśmy dzielnie na fotelu. Pamiętam, że mnie też poniosła kiedyś fantazja i opowiedziałam innym dzieciom, ale także Mamie, że pani dentystka wraz z asystentką, przywiązały mnie do fotela skórzanymi pasami. Dzieci uwierzyły, Mama natomiast rozszyfrowała moje kłamstwo i skończyło się reprymendą, a nie, jak oczekiwałam, współczuciem.</p>
<p><strong>Problem ten jak się okazuje dotyczy także starszych. Jakie ma pani metody na najbardziej przerażonych wizją wizyty w gabinecie pacjentów? </strong><br />
 Jak wspomniałam, każdy pacjent jest inny i wymaga indywidualnego podejścia. Zawsze z pacjentem rozmawiam, nim przystąpię do badania. Staram się wyczuć, co dla pacjenta jest ważne, na co zwraca uwagę, co mu przeszkadza, na czym mu zależy najbardziej, jakie są jego obawy. Inaczej oczywiście rozmawiam z dzieckiem, inaczej z pacjentem dorosłym. Wspólnym mianownikiem jest zawsze prawda. Pacjent musi wiedzieć, co go czeka, bo boi się tego, czego nie zna.</p>
<p><strong>Jakie błędy popełniamy w dbaniu o uzębienie i jak ich unikać?</strong><br />
 Myślę, że wciąż jest to niska świadomość dotycząca higieny jamy ustnej. Ciągle jeszcze spotkać można pacjentów, którzy myją zęby raz dziennie (albo i nie) lub takich, którzy ze zdziwieniem przyjmują informację o tym, że zęby mleczne też trzeba myć. Jednak specyfika mojej specjalności powoduje, że spotykam na co dzień pacjentów, którzy są bardziej świadomi, ponieważ leczenie ortodontyczne można rozpocząć, gdy wszystkie zęby są zdrowe/wyleczone. Największym błędem pacjentów ortodontycznych jest brak współpracy. Przy aparatach zdejmowanych &#8211; zakładanie ich tylko na noc, przy aparatach stałych &#8211; zła higiena, niestosowanie wyciągów międzyszczękowych, a przede wszystkim, zaniechania dotyczące użytkowania aparatów retencyjnych.</p>
<p><strong>Co było motorem do założenia własnej praktyki?</strong><br />
 Przez wiele lat łączyłam pracę na Uczelni w Zakładzie Ortodoncji WUM z pracą w prywatnych Klinikach i Gabinetach, w tym przez 9 lat prowadziłam ze wspólnikami Specjalistyczny Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej. Miałam w związku z tym dość duże doświadczenie w pracy zawodowej, a jednocześnie swoją własną wizję organizacji pracy z pacjentem. Nie zawsze udawało się ją realizować w miejscach, w których do tej pory przyjmowałam pacjentów. Nie można zapewnić pacjentowi komfortu leczenia, samemu czując się niekomfortowo, nie można być wiarygodnym, jeśli samemu do końca nie jest się przekonanym do danego systemu. Co ważne, komfort pracy to także, albo przede wszystkim, osoby, z którymi się pracuje. Sprawnie działający gabinet to maszyna, w której wszystkie tryby muszą się zazębiać. Tak właśnie chciałam mieć. I mam!</p>
<p><strong>Jak wyglądały początki tej działalności? Było ciężko?</strong><br />
 Jak wspomniałam, tworząc gabinet Orto-Royal miałam już jakieś pojęcie, jak poruszać się w sprawach organizacyjnych, a jednocześnie byłam już rozpoznawalna „na rynku” jako lekarz. Teoretycznie więc, miałam szansę na powodzenie. To tylko teoria. Strach był ogromny: czy podołam, czy zdążę z terminami, czy nie przeinwestuję&#8230; A przede wszystkim, czy przyjdą pacjenci. Jednak jestem szczęściarą. Miałam wokół siebie ludzi, którzy mi pomogli i bardzo wspierali. Osoby bardzo bliskie – Mama, Tata, Julia &#8211; moja córka, Krzesimir &#8211; mój zięć, ale także osoby, które spotkałam „po drodze”, a które były po ludzku życzliwe – od pani pośrednik w biurze nieruchomości, poprzez panią architekt, ekipę budowlaną&#8230; aż po panią z Sanepidu. Gabinet nie powstałby i nie egzystowałby, gdyby nie osoba wręcz niezwykła – moja asystentka, pielęgniarka, menager, organizator i koordynator pracy, zaopatrzeniowiec i&#8230; przyjaciel &#8211; Monika Turska. To ona jest współtwórcą sukcesu gabinetu Orto-Royal. Pracujemy razem od wielu lat, a od początku istnienia gabinetu pracuje z nami jeszcze Joanna Zielińska &#8211; asystentka stomatologiczna. To, że się lubimy i lubimy ze sobą być, to oczywiste, ale przede wszystkim szanujemy się. A co bardzo ważne – znamy swoje słabe strony i dlatego możemy się uzupełniać i wspierać, dobre strony jedynie podnoszą jakość. Przy tak dobrej energii, chęciach, zaangażowaniu i wsparciu wielu osób, po prostu ruszyło.</p>
<p><strong>Czy zdarzają się pani trudni klienci? Jak sobie pani z takimi radzi i jak pani podchodzi do pacjentów?</strong><br />
 Trudny pacjent – po pierwsze może być trudny, bo ma ciężką czy też skomplikowaną wadę. W tym aspekcie nie ma pacjentów łatwych. Taki wniosek bez wahania stawiam po 23 latach pracy. Wiem, że nie ma łatwego leczenia. Do każdego należy podejść z taką samą uwagą i skupieniem, nawet jeśli problem na tzw. pierwszy rzut oka dla doświadczonego lekarza wydaje się banalny. Nonszalancja, pośpiech, ale także rutyna, lekceważenie problemu czy też zwykłe lenistwo zawsze wpłyną ujemnie na przebieg  leczenia. Po drugie, pacjent może być trudny, bo trudny jest w kontakcie interpersonalnym. Mimo starań, ciężko jest do niego dotrzeć, jest nieufny, niechętnie rozmawia, nie przekazuje swoich wrażeń i odczuć w trakcie leczenia, nie wierzy ani w moją wiedzę, ani umiejętności, ani w powodzenie leczenia. To pacjent, który sprawdza, próbuje złapać na błędzie, a nie działa wspólnie z lekarzem, żeby błędu i powikłań uniknąć. Często przy pierwszym spotkaniu agresywny, niecierpliwy. Taki pacjent jest trudny, bo nie współpracuje. Jednak bardzo często ta butna wręcz i agresywna postawa wynika z kompleksów i konieczności obnażenia swoich słabych punktów (w tym przypadku pokazania krzywych zębów). Wraz z leczeniem i pierwszymi efektami tacy pacjenci często „miękną”. Nie wstydzą się już swoich zębów i nie kryją się za gardą agresji i niedowierzania. Kończą leczenie jako sympatyczni, uśmiechnięci, „zaprzyjaźnieni”. Po trzecie trudny pacjent, bo oczekuje rzeczy nierealnych i nie przyjmuje do wiadomości, że efektu nierealnego nie osiągniemy. Medycyna nie jest matematyką. Zarówno w chorobie (patologii) jak i w leczeniu choroby, jest zbyt wiele zmiennych, by móc opisać te procesy równaniem. Bywa, że istnieje kilka czynników zwiększających ryzyko wystąpienia powikłań i leczenie będzie przebiegało inaczej, i efekt może być inny niż „u koleżanki”, która miała „taką samą wadę”. Nierealne może oznaczać także dla pacjenta – złe, ale pacjent trudny nie przyjmuje tego do wiadomości bo ma swoją wizję leczenia i wizję efektu leczenia. Ma być jedynie „ładnie”, a że „gdzieś tam jest z tyłu trochę źle, to nic nie szkodzi”. A ja wiem, że szkodzi. Po czwarte trudny, bo nie pozwala przeprowadzić badania, zrobić wycisków, nie chce otworzyć buzi, etc. W tej grupie przeważają dzieci.<br />
 Jak sobie radzę z pacjentem trudnym? Oczywiście z każdym inaczej, choć sam fakt, że jestem ich w stanie zakwalifikować do jednej z 4 grup, sprawia, że mam wypracowane już pewne zachowania, powtórzone wielokrotnie teksty, które działają, tzn. uspokajają pacjenta. Za każdym razem coś wymaga modyfikacji, bo inaczej reagują dzieci, inaczej dorośli, inaczej kobiety, inaczej mężczyźni. Najważniejsze jest, by być wiarygodnym, prawdziwym, nie można pacjentów oszukiwać ani zwodzić. Leczenie ortodontyczne jest długie, spotykamy się z pacjentami prawie co miesiąc przez 2 lata, nie sposób udawać i grać kogoś innego przez tak długi czas, trzeba pozostać sobą i pacjent albo nas zaakceptuje i zaufa albo nie. Nie dogodzimy każdemu, nie każdy nas polubi, nie każdy obdarzy zaufaniem, wtedy lepiej się rozstać jeszcze przed podjęciem leczenia. Z moich obserwacji wynika, że jeśli pacjent zaufa, wtedy leczenie przebiega sprawniej i lepiej. Działanie pod presją nas gubi, staramy się wtedy nerwowo dogodzić pacjentowi, a nie idziemy zgodnie z wytyczonym planem. Na koniec – mam niewielu trudnych pacjentów.</p>
<p><strong>Jak zmieniło się w ostatnich latach podejście Polaków do ich&#8230; uśmiechu?</strong><br />
 No właśnie to jest to, co się zmieniło najbardziej. Nie chodzi o leczenie wady zgryzu, nie chodzi o leczenie dysfunkcji, chodzi jedynie o ładny uśmiech. Mamy do czynienia z pokoleniem „selfie”, coraz więcej pacjentów mówi, że na zdjęciach widzą jakieś defekty i to im przeszkadza. Proste zęby w wielu środowiskach stają się wymogiem. To dobrze, bo my, poprawiając uśmiech, leczymy wady zgryzu czy nieprawidłowości zębowe. Dla wielu pacjentów jest to także rodzaj leczenia psychologicznego, pozbywają się widocznych ułomności, czy skrytych kompleksów.</p>
<p><strong>Najbardziej nietypowe prośby/pragnienia pacjentów dotyczące wyglądu ich zębów&#8230;</strong><br />
 Dość często zdarza się, że najbardziej przeszkadza pacjentom diastema (szpara między górnymi „jedynkami”), ale zdarzyło mi się, że pacjenci na życzenie współmałżonków chcieli po leczeniu pozostawić diastemę. Ponieważ nie wpływa to na funkcję narządu żucia mogłam się na to zgodzić. Najgłupsze życzenie – nastolatek, który poprosił, żeby wyrzeźbić mu wiertłem na „jedynkach” &#8211; U2. Na prawej- U, na lewej – 2. Rozczarowałam fana tego doskonałego zespołu. Dość powszechne jest natomiast oczekiwanie, że leczeniem ortodontycznym zmienię kolor czy kształt zębów. Dzięki ortodoncji można wiele zmienić i poprawić, ale często wspominany przez pacjentów hollywoodzki uśmiech (cokolwiek to oznacza) jest najczęściej dziełem wielu współpracujących ze sobą specjalistów – ortodonty, implantologa, protetyka, periodontologa, chirurga.</p>
<p><strong>Czy praca sprawia pani satysfakcję?</strong><br />
 Ta praca przede wszystkim sprawia mi przyjemność. Lubię to, co robię. Cieszę się, że mogę pomóc pacjentom. Satysfakcję i radość mam za każdym razem, gdy kończymy leczenie i pacjent jest zadowolony z efektu. Wtedy uśmiecha się do nas swoim nowym uśmiechem. Satysfakcję czerpałam także ze swojej pracy ze studentami na uczelni . Dlatego jest mi bardzo miło, gdy moi byli studenci, którzy już są lekarzami kierują do mnie swoich pacjentów na leczenie ortodontyczne. Z satysfakcją stwierdzam, że robię to, co lubię, w miejscu, które lubię i z ludźmi, których lubię.</p>
<p><strong>Jakie przymioty są ważne w tym zawodzie?</strong><br />
 Myślę że wszystko zaczyna się od ambicji i wytrwałości, żeby posiąść wiedzę, skończyć studia, a później ciągle się kształcić, doskonalić, zdobywać stopnie naukowe, specjalizacje. Nie jest to możliwe także bez pracowitości, zdolności do wyrzeczeń. Mając przygotowanie merytoryczne zaczynamy pracę z ludźmi i w tym aspekcie konieczna jest empatia, szacunek, życzliwość, umiejętność rozmowy, a rozmowa to także wysłuchanie drugiej osoby. Myślę, że czasem przydają się zdolności dydaktyczne, gdy trzeba pacjentom wytłumaczyć skomplikowane detale dotyczące leczenia w sposób dla nich zrozumiały. Czasami trzeba być asertywnym, czasami pewnym siebie, ale tylko do momentu, do którego poparte jest to rzetelną wiedzą. A to, co przychodzi po latach wraz z doświadczeniem to mnóstwo pokory.</p>
<p><strong>Jak wyglądały pani początki w tej karierze i czy miała pani swój autorytet?</strong><br />
 Moja kariera rozpoczęła się wraz z początkiem studiów na II Wydziale Lekarskim w 1984 r., potem studia na Wydziale Stomatologii. Ortodoncja była tą dziedziną stomatologii, o której myślałam od początku. Miałam szansę zetknąć się z ortodoncją będąc w Nowym Jorku, a zajęcia z tego przedmiotu na ostatnim roku studiów tylko mnie w tym utwierdziły. To nie były czasy, kiedy ortodoncja była „modna” ani wśród lekarzy, ani wśród pacjentów. Nowoczesna ortodoncja dopiero przenikała do Polski. Wiedziałam, że to jest dziedzina, która się będzie rozwijać. Zaraz po studiach rozpoczęłam pracę w Zakładzie Ortodoncji AM (dziś WUM). Kierownikiem Zakładu była w tym czasie pani dr n. med. Barbara Siemińska-Piekarczyk. To była niezwykła przyjemność i zaszczyt móc pracować pod kierownictwem Pani Doktor. Nie doświadczyłam strachu przed pójściem do pracy lub przed szefem. Wiedza, ale także niezwykła kultura osobista, poczucie humoru, kiedy trzeba było &#8211; stanowczość, kiedy można było to „luz”, sprawiały, że po prostu nie wypadało zawalić. Pani Doktor sama osiągnęła sukces zawodowy, jednocześnie będąc matką trójki dzieci i żoną Profesora, znanego chirurga szczękowego Janusza Piekarczyka. Doskonale rozumiała, z jakimi wyzwaniami boryka się każda młoda matka, która jest zaangażowana w pracę zawodową. Jestem Jej bardzo wdzięczna, że pomogła pogodzić mi te dwie funkcje. Pod kierownictwem i naukową opieką Pani Doktor uzyskałam w 1996 r. I stopień specjalizacji, a w 1999 r. II stopień specjalizacji w dziedzinie ortodoncji. W 2009 r., po obronie pracy doktorskiej, uzyskałam tytuł Doktora Nauk Medycznych. Moja rozprawa doktorska została wyróżniona przez Radę Naukową WUM. Na swojej drodze zawodowej spotkałam wielu wspaniałych lekarzy. Uczestnicząc w dziesiątkach kursów, kongresów i konferencji miałam okazję wysłuchać i poznać sławy światowej ortodoncji, autorów podręczników i niezliczonych publikacji, jak Prof. W. Proffit, Prof. Bjorn U. Zachrison, Prof. V. Kokich. Duże wrażenie wywarł na mnie znakomity lekarz i dydaktyk Prof Gerald Samson. Jednak pozostaję pod ogromnym wpływem osobowości, jaką jest Prof. S. Jay Bowman. Jest znakomitym lekarzem z ogromnym doświadczeniem klinicznym, fantastycznym wykładowcą, dydaktykiem, ale także autorem nowych rozwiązań i technologii. Jest człowiekiem renesansu, kolekcjonerem muzyki, muzykiem i poetą. Jest artystą.</p>
<p><strong>Gdyby nie zajęła się pani ortodoncją, to&#8230;</strong><br />
 Gdybym nie zajęła się ortodoncją, to pewnie wykonywałabym jakiś inny zawód medyczny, chociaż całe swoje dzieciństwo i młodość związana byłam ze sportem, nawet wyczynowym. Gdyby nie kontuzje i wielokrotne operacje, kto wie? Może dziś częściej można byłoby mnie spotkać na hali sportowej, basenie czy stadionie (w tym wieku to już chyba tylko w roli trenera lub tzw. działacza sportowego).</p>
<p><strong>Jak wyobraża sobie pani rozwój firmy za 10 lat?</strong><br />
 Rozwój w dziedzinie ortodoncji to przede wszystkim rozwój technologiczny. Chciałabym podążać za nowościami, ale nie rzucać się na nie bezkrytycznie. Często nowości to bardzo umiejętnie sprzedawany produkt w nowym opakowaniu. Nie wykluczam współpracy z innymi lekarzami w gabinecie Orto-Royal. Myślę, że to może być duże wyzwanie dla wszystkich. Wierzę, że zmieni się również system płatności na taki, jak w większości krajów europejskich i w USA. Będzie to płatność za leczenie, a nie za wizyty, aparaty lub części do aparatów. Jest to system bardziej przejrzysty i dający większe „możliwości reagowania” lekarzowi.</p>
<p><strong>Skąd pomysł na nazwę Orto-Royal?</strong><br />
 To przyszło dość łatwo Orto &#8211; od ortodoncji oczywiście, a więc od mojej specjalizacji. Royal &#8211; po pierwsze dlatego, że gabinet znajduje się w Wilanowie, a więc dzielnicy kojarzącej się „pałacowo i królewsko”, po drugie, chciałam, żeby każdy, kto przyjdzie do naszego gabinetu czuł się zaopiekowany po królewsku i taką pomoc otrzymał.</p>
<p><strong>Gdzie szuka pani motywacji do pracy?</strong><br />
 Nie mam sposobu na skuteczną motywację, ja po prostu jestem zmotywowana. Jeśli pacjenci dzwonią, zapisują się na wizyty, szukają u mnie pomocy i w jakimś sensie mnie potrzebują, to mnie to motywuje. Przed chwilą rozmawiałyśmy o satysfakcji, ona jest główną motywacją. Budź się z motywacją, zasypiaj z satysfakcją.</p>
<p><strong>Czy posiada pani hobby, któremu poświęca czas wolny?</strong><br />
 Wolny czas jest moim słabym punktem, ale jestem w tym coraz lepsza. Staram się rozładować emocje i zachować równowagę psycho-fizyczną, stąd sport. Potrzeba i przyjemność. Ale przyznaję, że nie jestem bardzo systematyczna. Natomiast totalnym resetem dla umysłu są moje wyjazdy do Afryki. Od 11 lat jeżdżę tam 2-3 razy do roku. Spotkałam tam ludzi biednych, ale dumnych i takich, którzy chcieli zmienić swoje życie. Myślę, że części z nich udało mi się pomóc. Są wśród nich tacy, którzy skończyli szkołę podstawową, ale też tacy, którzy właśnie kończą studia, ktoś inny ma wodę w kranie. Całkowite przewartościowanie, całkowicie skrajne emocje. Byłam tam zauroczona, wzruszona, ale także wściekła, oburzona i zniechęcona. Nigdy obojętna. Wracam zawsze naładowana i mocniejsza. Wiem, że nie muszę każdego dnia walczyć o przetrwanie.</p>
<p><strong>Jakich błędów powinno się unikać w prowadzeniu własnej działalności?</strong><br />
 Przede wszystkim unikać kompromisów z samym sobą i swoimi marzeniami. Dążyć do celu, który sobie wytyczyliśmy, można realizować go etapami, może nie wszystko na raz, ale nie rezygnować, nie zmieniać kierunku i nie zmieniać położenia celu. Szczególnie w dziedzinie takiej, jak medycyna, nastawienie na szybki finansowy zysk jest dla lekarza porażką i początkiem końca. Najpierw inwestuj w siebie, w wiedzę i umiejętności, poprawiaj jakość, jeśli to pokażesz pacjentom (a w firmie klientom) &#8211; przyjdą! A to oznacza także gratyfikacje finansowe.</p>
<p><strong>Czy ortodonta to ciężki zawód?</strong><br />
 Nie wiem, z jakim innym zawodem mogłabym go porównać, żeby stwierdzić, że jest lżejszy lub cięższy. Myślę, że chirurg podczas wielogodzinnej operacji ma gorzej, albo ginekolog na nocnym dyżurze &#8211; przy czwartym porodzie, albo ortopeda &#8211; składając kolejne złamanie. Ale ani mój Tata, który jest chirurgiem, ani moja Mama, która jest ginekologiem, ani mój zięć, który jest ortopedą, nie chcieli być ortodontami. Nawet moja córka, która właśnie skończyła studia i otrzymała dyplom lekarza nie chciała być ortodontą, choć z pewnością byłoby jej dużo łatwiej. Każda dziedzina medycyny jest trudna, bo wiąże się z ogromną odpowiedzialnością i stresem. Nikt nie chce celowo skrzywdzić pacjenta, jednak zdarzają się po ludzku pomyłki, do których podobno wszyscy mamy prawo, a lekarz w tym także ortodonta, jak się coraz częściej okazuje – nie.</p>
<p><strong>Co najbardziej pani docenia w życiu?</strong><br />
 Doceniam to, co mam. Doceniam możliwości jakie otrzymałam od swoich rodziców, doceniam wychowanie i wartości, jakie mi zaszczepili. Wzrastałam w atmosferze pracy, etosie nauki. Z dzieciństwa pamiętam doskonale topografię pleców swojego Taty, który siedział przy maszynie do pisania i pisał kolejne naukowe artykuły. Pamiętam swoją lalkę, na której głowie wyrysowane były ciemiączka i szwy czaszkowe, gdy Mama uczyła się do specjalizacji, i mnóstwo papierów, książek, poprzyczepianych do ścian schematów. Moja edukacja medyczna rozpoczęła się w domu. Słyszałam, jak rodzice rozmawiają o pacjentach i z pacjentami. Widziałam, z jakim szacunkiem zwracają się do pielęgniarek, salowych. To mi bardzo imponowało, zawsze chciałam taka być. To byli moi pierwsi nauczyciele i niedoścignieni idole. <br />
 Doceniam ogromny rozsądek i mądrość swojej córki, która, będąc dzieckiem, dzielnie znosiła samotne godziny, gdy ja byłam albo na uczelni, albo w gabinecie. Potrafiła zrozumieć moją drogę i bardzo, bardzo mnie wspierała. Czasem mnie nawet zadziwiała swoją analizą, umiejętnością wyciągania wniosków i podejmowania słusznych decyzji. Historia się powtórzyła, córka wzrastała w medycznej atmosferze i została lekarzem. Swoją drogą, ciekawe, kim będzie moja wnuczka Helena? Obawiam się, że jest genetycznie obciążona medycyną – rodzice, dziadkowie, pradziadkowie (śmiech). Doceniam zaangażowanie swoich współpracowników i to jak bardzo dbają o wizerunek i rozwój firmy. Doceniam swoje przyjaźnie, moje przyjaciółki (Anna i Agnes) – silne, niezależne kobiety, matki, lekarki, cudowną parę i świetne małżeństwo (Swieta i Grzegorz). Doceniam to, co sama osiągnęłam i tych, dzięki którym do tego doszłam.</p>
<p><strong>Pani największe marzenie, to…</strong><br />
 Ponieważ „sukces jest kobietą” to moje marzenia z jednej strony związane są z sukcesem zawodowym, z drugiej &#8211; to marzenia kobiety. Sukces zawodowy w skali makro to sprawnie działająca i rozwijająca się firma. Jednak dla mnie najważniejsze są te pojedyncze sukcesy w skali mikro, czyli każdy wyleczony pacjent. I tych zadowolonych, wyleczonych pacjentów chciałabym mieć jak najwięcej. A te marzenia pozazawodowe? To marzenia kobiety, marzenia córki, marzenia matki, marzenia babci – bo wszystkie te osoby w sobie łączę. Więc jestem bardzo bogata w marzenia.</p>
<p><strong>Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka<br />
 Fot. Żaneta Niżnikowska/NM Studio</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/maria-tolloczko-tarnawska-budz-sie-z-motywacja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Alina Szynaka: „Babka z klasą”</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/alina-szynaka-babka-z-klasa/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/alina-szynaka-babka-z-klasa/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jan 2016 00:01:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Alina Szynaka Szynaka Meble]]></category>
		<category><![CDATA[design]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta binzesu]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20701</guid>
		<description><![CDATA[Społeczną odpowiedzialność biznesu wcielała w praktykę, kiedy w Polsce jeszcze nikt tego pojęcia nie używał. Jest współwłaścicielką firmy, która zatrudnia ponad 3,5 tys. osób i o każdą z tych osób stara się dbać jak najlepiej, nie tylko poprzez wynagrodzenie, ale również szeroki wachlarz działań socjalnych.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Bo, jak twierdzi, w pracy spędzamy tak znaczną część życia, że powinniśmy się w niej dobrze czuć. Na takim komforcie zyskuje i pracownik, i firma. Jako kobieta godzi rolę bizneswoman, żony, matki i babci. Jak mówi, łatwo nie jest, ale sukcesy i satysfakcja nagradzają wszelkie trudności.</p>
<p>Za swoją przedsiębiorczość była pani wielokrotnie wyróżniania w różnego rodzaju plebiscytach. Mnie jednak najbardziej zaintrygował tytuł „Babka z klasą&#8221;. Jakie znaczenie miało dla pani to wyróżnienie i jaka powinna być prawdziwa „Babka z klasą”?<br />
Alina Szynaka, wiceprezes firmy Szynaka-Meble Sp .z o.o.:</strong> To wyróżnienie było dla mnie o tyle zaskoczeniem, że zostałam osobowo „nominowana”, że tak powiem, przez Wojewodę Olsztyńskiego. Głosowanie odbyło się w dwóch etapach, gdzie w pierwszym etapie kapituła wybierała 10 pań charakteryzujących się np. wysoką kulturą osobistą, życzliwością, pogodą ducha, dobrym gustem i smakiem, estetyką, umiejętnością łączenia życia prywatnego z pracą, samorealizacją, samokrytycyzmem i jeszcze kilkoma innymi cechami charakteru. Następnie tych 10 pań przedstawiono w Gazecie Olsztyńskiej i następowało głosowanie SMS-owe czytelników gazety, poprzez takie głosowanie wyłoniono 1, 2, 3 i kolejne miejsca… Dla mnie to wyróżnienie stało się jakby motorem do lepszej pracy, ponieważ nigdy nie myślałam o sobie jako o „osobie znanej” i cenionej przez całkiem obce mi osoby, było to dla mnie bardzo dużą satysfakcją. Wszystkie kobiety są dla mnie osobami z klasą, każda z nas musi umieć łączyć życie zawodowe z osobistym, musi umieć godzić zajęcia rodzinne, wychowanie dzieci, całkiem przyziemne sprawy ze swoją pracą tak, aby nikt z otoczenia nie odczuwał dyskomfortu w życiu. Kobiety nigdy nie zamykają drzwi domu w taki sposób, aby o nim nie myśleć i to jest sztuka, którą potrafią wykonać tylko Kobiety! Wszystkie jesteśmy „Babkami z klasą”.</p>
<p><strong>Szynaka-Meble to również największy pracodawca w regionie. Jakie czynniki są istotne dla firmy przy zatrudnianiu?</strong><br />
To fakt, jesteśmy jednym z największych pracodawców w regionie, jesteśmy grupą kilku zakładów. Zatrudniamy wiele osób, bo już ponad 3,5 tys., na różnych szczeblach, ponieważ są to zakłady produkcyjne, potrzebujemy wielu osób, ale kryteria do pracy są myślę wszędzie mniej więcej jednakowe. Należy sprawdzić, czy osoba ma predyspozycje na odpowiednie stanowisko. Ponieważ w naszym regionie nie ma bezrobocia, to o dobrego pracownika jest bardzo trudno. Przyciągamy więc ludzi naszymi ofertami socjalnymi, organizujemy pikniki dla ludzi, paczki dla dzieci z okazji świąt Bożego Narodzenia, a dla osób dorosłych również: bale karnawałowe, wiele, wiele innych imprez, tak, aby człowiek czuł się w pracy poniekąd jak w rodzinie, bo musimy pamiętać, że czasami więcej czasu spędzamy tutaj niż w swoich prywatnych domach. Wiąże się to ze społeczną odpowiedzialnością w biznesie, o której tyle się teraz mówi i pisze, tylko, że takie spotkania my zaczęliśmy organizować już od początku istnienia naszych zakładów, czyli już przeszło 25 lat temu.</p>
<p><strong>Jest pani żoną, matką i babcią. Czy ciężko pogodzić te wszystkie role z pracą?</strong><br />
Oczywiście, zawsze było ciężko pogodzić te obowiązki, ale cóż, skoro powiedziałam w pewnym okresie, że pomogę trochę w pracy mojemu mężowi, to trzeba było dotrzymać słowa (śmiech). Z tego „trochę” zrobiło się bardzo dużo i tak zostało do dzisiaj. Od 2000 roku piastuję stanowisko wiceprezesa, ale pracę znam od innej strony, bo przechodziłam wiele innych stanowisk, zaczynając od sprzedaży, wystawiania dokumentów i faktur, które jeszcze kiedyś pisało się ręcznie (i nie było to wcale tak dawno), poprzez kasę i dział celny. Nie pracowałam jedynie na stanowiskach produkcyjnych (chociaż, jak sięgam pamięcią, to jeszcze pomagałam mężowi w warsztacie stolarskim, w którym pracował razem ze swoim ojcem). No i oczywiście przy okazji rodziły się dzieci, których mamy czworo, trzeba było również zająć się nimi, ich edukacją, itd. Dużo można byłoby tutaj opowiadać. Jak to kobieta, musiałam wszystko pogodzić!</p>
<p><strong>Często podkreślają państwo, że firma jest przyjazna środowisku. W jaki sposób?</strong><br />
Firma przyjazna środowisku – czyli prowadząca działania, które nie utrudniają życia ludziom. Właściwie można powiedzieć, że nasze firmy są usadowione w środku miejscowości, bo to miasta rozrosły się wokół naszych firm, dlatego staramy się odciążyć takie sąsiedztwo poprzez np. wyciszanie produkcji po godz. 22, bo pracujemy na trzy zmiany. Zakupy naszego surowca są ze źródeł kontrolowanych, prawidłowo zarządzanych, z certyfikatami FSC, corocznie poddajemy się audytom sprawdzającym zgodność postępowania z odpowiednimi wymogami. Prowadzimy współpracę z zewnętrznymi instytucjami, np. z Instytutem Technologii Drewna w Poznaniu, modernizujemy i instalujemy nowe linie technologiczne, które usprawniają naszą produkcję, a jednocześnie są bardziej energooszczędne, stosujemy inteligentne systemy oświetlenia, stosujemy segregację odpadów… I wiele innych czynników, które wyznaczają nam ścieżkę firmy przyjaznej środowisku…</p>
<p><strong>Czy prowadzenie firmy wraz z mężem utrudnia czy ułatwia pracę? Pytam o to, ponieważ często spotykamy się z przysłowiowym „przynoszeniem pracy do domu&#8221;. Jak to wygląda w państwa przypadku?</strong><br />
Bardzo ciężko jest pogodzić pracę z domem, my też jesteśmy tego żywym przykładem, nie ma tutaj żadnych wyjątków. Prowadzenie firmy wraz z mężem, to &#8211; mogę śmiało powiedzieć &#8211; praca przez 24 godziny i faktycznie, wiele spraw przenosi się na domowy grunt, łączy się to ze stresem i nerwami i raczej nie należy do przyjemności. Mogę także powiedzieć, że wiele decyzji zostało podjętych w warunkach domowych, a nie w biurze… W naszym przypadku jesteśmy wzorcowymi współpracownikami, pracującymi także w domowych warunkach.</p>
<p><strong>Jaki wyznacznik, według pani, decyduje, że może powiedzieć pani o sobie „kobieta sukcesu&#8221;?</strong><br />
Nigdy nie myślałam o sobie jak o kobiecie sukcesu i dzisiaj także tak nie myślę, to, co mnie otacza, to praca nie tylko moja, ale także moich najbliższych, przede wszystkim męża, ja tylko akceptuję jego decyzje, wnoszę czasami mniej, czasami więcej inicjatywy, czasami także nie zgadzam się z tymi decyzjami i po burzliwych dyskusjach dochodzimy do jakiegoś konsensusu. Może właśnie to jest moim sukcesem &#8211; że po prostu jestem sobą i nie daję sobą manipulować.</p>
<p><strong>Na co kładzie pani największy nacisk w pracy?</strong><br />
Największy nacisk kładę na uczciwość i prawdomówność, nie lubię kłamstwa, nie lubię bezpodstawnych oszczerstw. Jesteśmy ludźmi, którzy kierują się rozumem, żyjemy obok siebie, więc musimy być dla siebie szczerzy i otwarci. Mówmy sobie wszystko otwarcie, a wówczas ustrzeżemy się od błędów!</p>
<p><strong>Co dla pani znaczy zarządzać ludźmi?</strong><br />
Tak właśnie wygląda zarządzanie ludźmi. Jeżeli będziemy kierować się zasadami, które wymieniłam, odpowiadając na poprzednie pytanie, będzie nam łatwo się porozumieć i lżej wydawać oraz wykonywać polecenia. Przekonałam się już nie raz, że o wiele łatwiej się pracuje w zespole, gdy dostrzeżemy dobre strony w naszej pracy i wśród ludzi z nami współpracującymi. Pochwała pracy zawsze będzie motorem do dalszych działań, łatwiej jest bowiem podejmować decyzje, gdy będziemy dostrzegać pozytywy naszego działania.</p>
<p><strong>Jaki jest pani sposób na rozwiązywanie konfliktów czy sytuacje alarmowe, które zapewne zdarzają się w każdej firmie?</strong><br />
Najłatwiej usiąść w gronie ludzi i rozwiązywać na bieżąco konflikty, wyjaśniać motywy naszego działania, a nie zostawiać coś na potem, bo „potem” może być już za późno, a konflikt gdzieś z tyłu narasta i odbije się w przyszłości niezadowoleniem. Najlepszym sposobem jest wyjaśniać problemy już na początku. Jeśli mogę coś poradzić czytelniczkom w prowadzeniu biznesu &#8211; nie zostawiajmy nic na potem!</p>
<p><strong>Jaki jest pani ulubiony sposób na relaks?</strong><br />
Kiedy mam problem, z którym sobie nie mogę poradzić, idę do ogrodu. Mam duży ogród, w którym zawsze coś trzeba zrobić, biorę się wówczas za pracę fizyczną: kopię, wyrywam, przesadzam &#8211; tak się dzieje od wiosny do jesieni, zimą po prostu sprzątam mieszkanie, prasuję, układam, wykonuję taką pracę, która ni jak się ma do pracy w firmie i to mi czasami „ratuje życie”, jeżeli mogę tak powiedzieć. Dla mnie tak wygląda mój relaks… Czasami czytam książki, ale jak jest duży stres, to nie mogę się skupić na treści. A taka domowa praca nie potrzebuje tak wiele skupienia (śmiech).</p>
<p><strong>Czy praca sprawia pani satysfakcję?</strong><br />
Oczywiście, zawsze sprawiała mi satysfakcję, zwłaszcza wtedy, gdy zaczynamy coś robić i to wychodzi, i daje jeszcze efekty w postaci nagrody, pochwały Prezesa, zadowolenia innych ludzi, gdy wywołuje uśmiech na twarzach innych, wtedy jest to naprawdę fajne uczucie!</p>
<p><strong>Czym Szynaka-Meble wyróżnia się spośród innych firm z tej branży?</strong><br />
Czym wyróżnia się firma? Chyba osobą Prezesa &#8211; panem Janem Szynaka &#8211; jest to naprawdę wielka osobowość. Jeżeli chodzi o biznes, zawsze ma wyczucie co do tego, co należy zrobić, jak zachować się w danej sytuacji, jest osobą, która potrafi każdemu potrzebującemu doradzić, pomóc i to nie tylko w biznesie, ale także w życiu prywatnym. Każdy może powiedzieć, że cokolwiek ruszy Jan Szynaka, zawsze przynosi efekt! Firm takich, jak nasza, jest kilka, produkują, sprzedają, handlują, biorą udział w różnych przedsięwzięciach, ale Jan Szynaka jest tylko jeden i to jest nasz element, który nas odróżnia od innych firm!</p>
<p><strong>Organizują państwo Targi Partnerskie Producentów Mebli, co wiąże się również z otwarciem Centrum Przemysłu Meblowego. Jakie korzyści niesie za sobą to wydarzenie i czemu ma służyć?</strong><br />
Targi Partnerskie to czas i miejsce, w którym spotyka się cały przemysł meblowy, są to chwile, gdzie możemy wymienić się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami, gdzie wzajemnie możemy się od siebie uczyć. Jest to takie niepisane święto meblarzy, zapraszamy do siebie przedstawicieli producentów i odbiorców, którzy handlują naszymi meblami, tych stałych odbiorców nagradzamy za długoletnią i owocną współpracę, nowych klientów informujemy, co możemy im zaoferować, w jaki sposób możemy ze sobą współpracować, przekazujemy swoje doświadczenia i nowe pomysły, a Centrum Przemysłu Meblowego jest naszym oknem na świat, możemy wirtualnie połączyć się ze swoimi odbiorcami, którzy w danym momencie nie mogą być obecni osobiście i my także, gdy nie możemy osobiście pojawić się gdzieś w świecie, wówczas informacje mamy na bieżąco, bez wychodzenia z biura. Internetowo jesteśmy połączeni z całym światem, jednocześnie z USA i z Chinami, gdzie mamy swoich odbiorców i partnerów biznesowych .</p>
<p><strong>Czy ma pani swoje hobby, na które poświęca wolne chwile?</strong><br />
Jak już wspominałam, lubię zajmować się ogrodem, roślinami i to jest takie moje maleńkie hobby, na razie lekko zaniedbane, ale myślę, że przyjdzie jeszcze taka chwila, że będę mogła w pełni oddać się temu zajęciu. Na razie zwożę sobie czasami jakieś rośliny z różnych części kraju i świata, podglądam, jak się nimi opiekować, jak postępować, aby przynosiły zadowolenie z hodowli. Czytam wiele opracowań, książek i obecnie wiele informacji jest w Internecie, więc i tam sięgam, aby zdobyć jakieś doświadczenie.</p>
<p><strong>Jaka dewiza przyświeca firmie?</strong><br />
Dewizą firmy jest „Zawsze Blisko Ludzi” i to już w kilku słowach powiedziałam wcześniej, firma produkuje meble, które są owocem naszej pracy, a służą ludziom, projektujemy i produkujemy tak, aby przynosiły satysfakcję zarówno nam, jak i naszym odbiorcom, którzy korzystają z nich na co dzień. W tej dewizie jest także ujęta społeczna odpowiedzialność biznesu, czyli także bliskość z naszymi współpracownikami poprzez spotkania na piknikach i innych imprezach zakładowych. To także działania w obrębie ochrony środowiska, zarówno w obszarze firmy, jak i w obrębie miasta i okolicy, a także w województwie.</p>
<p><strong>Brali państwo udział w akcji „Polskie jabłka dla naszych pracowników&#8221;. Może pani przybliżyć czytelnikom na czym polegała ta inicjatywa?</strong><br />
Polskie jabłka dla naszych pracowników to była akurat akcja spontaniczna, spowodowana nałożeniem embarga na nasze jabłka w Rosji. Chcieliśmy przede wszystkim odrobinę pomóc naszym okolicznym rolnikom i sadownikom, wiadomo, że jabłko to nasz narodowy symbol, tak jak bocian i nawet nie przypuszczaliśmy, że będzie to miało taki super oddźwięk wśród naszych pracowników i to dzięki Rosji. Nasi pracownicy mieli sporą ilość witamin w okresie wiosennym, jabłka dodawane były do posiłków regeneracyjnych, a rozdaliśmy ich razem w całej grupie ponad 35 ton!</p>
<p><strong>W akcji tej podkreślali państwo, że dobro lokalnej społeczności jest wartością priorytetową od początku istnienia firmy. Jak społeczna odpowiedzialność biznesu funkcjonuje u państwa?</strong><br />
O społecznej odpowiedzialności biznesu wspominałam już wcześniej, mogę tylko dodać, że w ostatnich dniach braliśmy udział w naszym województwie w plebiscycie ogłoszonym przez naszą Gazetę Olsztyńską i Firmę EDYTOR &#8211; pt.: „Inwestycja 25-lecia na Warmii i Mazurach” i otrzymaliśmy pierwszą, główną nagrodę w kategorii „Społeczna Odpowiedzialność Biznesu”. Co istotne, o sukcesie ponownie zadecydowały głosy wszystkich mieszkańców naszego województwa zebrane poprzez głosowanie SMS-owe jak i mailowe, a także kupony w gazecie. Nie jest to kupiony tytuł, a dowód na to, że nasza działalność jest zauważona wśród mieszkańców i samorządów.</p>
<p><strong>Czy pani zdaniem zaangażowanie w życie społeczne powinno byś wpisane w strategię każdej firmy?</strong><br />
Zaangażowanie w życie społeczne jak najbardziej powinno być wpisane w strategię każdej firmy, żyjemy przecież wśród ludzi i musimy być ściśle związani z życiem człowieka. Po pierwsze dlatego, że to człowiek jest naszym pracownikiem, dzięki niemu między innymi mamy nasz produkt. Jako firma napędzamy koniunkturę w mieście, ludzie tutaj pracują i zarabiają, i tutaj wydają pieniądze. Dzieci naszych pracowników tutaj chodzą do przedszkola i szkoły, więc i szkoły i przedszkola dzięki temu się rozwijają i unowocześniają swoje wyposażenie. Tworzymy infrastrukturę w mieście, dzięki nam powstają nowe drogi, ulice, domy, firmy budowlane mają co robić, ludzie mają pracę, wszystkie przedsiębiorstwa działające w naszym najbliższym otoczeniu współpracują ze sobą. Gdyby nie było współpracy między zakładami i np. władzami miasta, nie byłoby nam dane tak się rozwinąć, ani nam, ani innym przedsiębiorstwom w naszej okolicy.</p>
<p><strong>Cyklicznie organizują państwo wydarzenie „Szynaka Day&#8221;. Co ma na celu?</strong><br />
To impreza organizowana wspólnie z władzami Nowego Miasta Lubawskiego, wspólne działanie łączy biznes i władze miasta. Jest to impreza masowa, bierze w niej udział zawsze ponad 10 tys. osób, z roku na rok coraz więcej. Jest to zaznaczenie naszej bytności w regionie, ponieważ w Nowym Mieście Lubawskim mamy trzy firmy, pokazujemy tutaj swoje ludzkie oblicze, nie boimy się być ludźmi i nie boimy się ludzi! W tym pytaniu także jest odpowiedź na to, jak rozumiemy społeczną odpowiedzialność biznesu: umiejętnie współpracujemy z władzami, z ludnością miejscową zatrudnioną i nie zatrudnioną w naszych zakładach. Dzięki nam wiele osób bierze udział w koncertach polskich gwiazd estrad, bez ruszania się poza region i wszyscy są zadowoleni.</p>
<p><strong>Co najbardziej ceni pani w życiu?</strong><br />
W życiu najważniejsza jest RODZINA, to ona wspiera, pomaga, zawsze wyciągnie rękę, gdy znikąd nie mamy możliwości otrzymania pomocy. Jest to najcenniejszy skarb, który powinniśmy pielęgnować, miłość w rodzinie jest bezinteresowna i to powinniśmy cenić!</p>
<p>
<strong>Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka<br />
Fot. Żaneta Niżnikowska/NM Studio</strong></p>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/alina-szynaka-babka-z-klasa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Beata Styś: Rzetelność jest najważniejsza!</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/beata-stys-rzetelnosc-jest-najwazniejsza/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/beata-stys-rzetelnosc-jest-najwazniejsza/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Jan 2016 23:54:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Beata Styś]]></category>
		<category><![CDATA[BWG EBIT Sp. z o.o.]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[kobiety w Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20700</guid>
		<description><![CDATA[Kobieta w bardzo męskiej, budowlanej branży. Przyznaje, że nie powoduje i nie lubi włączać się w konflikty, co uważa za zaletę tak swoją, jak i większości kobiet – szefowych. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Jednak potrafi walczyć o swoje, najbardziej ceni rzetelność, uczciwość i profesjonalizm. A w swojej firmie – ludzi, bo to oni tworzą kapitał. Prywatnie – kocha dwójkę swoich dzieci i… spacery brzegiem morza, bo właśnie nad ogromnym morzem nawet największe problemy wydają się błahe!</p>
<p>Jak zaczęła się pani przygoda z własną firmą?<br />
Beata Styś, Prezes Zarządu BWG EBIT Sp. z o.o.:</strong> Nadszedł taki moment w mojej karierze zawodowej, że przestała mi wystarczać praca dla kogoś. A że nigdy nie bałam się podejmować ryzyka, założyłam firmę. A właściwie odkupiłam już istniejącą, zmieniając zakres i rodzaj działalności, siedzibę firmy, itp.</p>
<p><strong>Czy od zawsze fascynowała panią taka branża?</strong><br />
Nie, oczywiście, że nie. Marzyłam o pracy w szkole, uczeniu dzieci i o swojej szczęśliwej rodzinie z gromadką dzieci. Życie bywa jednak przekorne. W szkole podstawowej pracowałam ok. 4 lat, ale, niestety, względy finansowe zmusiły mnie do szukania innej pracy.<br />
Dostałam pracę w sieci MCD na stanowisku kierownika restauracji, a na tamte czasy było to bardzo duże wyróżnienie. Wybrano 5 osób z ponad 150 kandydatów! Po półrocznym szkoleniu zostały chyba tylko dwie osoby. W latach 90-tych 99 proc. osób pracujących w MCD od najniższego do kierowniczego stanowiska było osobami po studiach lub je kończącymi. Pamiętam, że moje pierwsze wynagrodzenie to 1000 zł, a w szkole wtedy zarabiałam 350 zł. To tam nauczyłam się szybko podejmować decyzje i reagować na różne sytuacje. Zawsze byłam dobra w organizowaniu i planowaniu, a przy tym po prostu lubię ludzi więc z łatwością przychodziło mi organizowanie wszelkiego rodzaju imprez, rocznic i pracy tak ogólnie. Później trafiłam do branży budowlanej, bo tak naprawdę schematy handlu są podobne. Musiałam tylko sporo nauczyć się o samej branży posadzkarskiej. Z perspektywy czasu jednak twierdzę, że najważniejsze jest doświadczenie, nie rutyna, ale właśnie doświadczenie.</p>
<p><strong>Jak to się stało, że postanowiła się pani zająć firmą, specjalizującą się w montażu podłóg?</strong><br />
Przypadek, jak to zwykle bywa. Pracowałam wcześniej w firmie w podobnej branży. Poznałam wiele osób, obserwowałam różne biznesy. Okazało się, że jedna z dużych firm budowlanych tworzyła tzw. hurtownie, tj. zbierała w swojej bazie danych dystrybutorów różnych materiałów i usług, negocjowała ceny na dostawę tego materiału, bądź usługi na całą Polskę &#8211; wszędzie tam, gdzie firma miała budowy. Zakładając swoją firmę, planowałam handel takimi bloczkami do budowy ścian. Jak wspomniałam, lubię ludzi i staram się dbać o moich klientów. Jeden z klientów, z którym pracowałam w poprzedniej firmie zadzwonił do mnie z prośbą o pomoc. Tłumaczył, że po moim odejściu prosił właścicieli o sprzedaż 120 m2 wykładziny wraz z montażem, ale dostał odpowiedź odmowną. Firma tłumaczyła, że jest to dla niej zbyt mały, a tym samym nierentowny kontrakt. Dlatego zadzwonił po pomoc, miał być to jednorazowy kontrakt, a stał się dominującą na okres ponad 8 lat działalnością. Do bloczków już nie wróciłam…</p>
<p><strong>W rozwoju firmy poszła pani o krok dalej, poszerzając ją o branżę budowlaną. Jak to wyglądało? Czy początki były trudne?</strong><br />
Na rynku branży posadzkarskiej i ogólnie budowlanej przez kilka lat był zastój, coraz trudniej było osiągać zyski z tak specjalistycznej i wąskiej działalności. Dbając o przyszłość firmy, jako dobry manager, skorzystałam z okazji. Gdy okazało się, że jeden z dyrektorów oddziału dużej akcyjnej spółki budowlanej, który ją rozwijał i z obrotu 30 mln w ciągu 10 lat doszedł do 200 mln jest aktualnie bez pracy, podjęłam decyzje o zaproponowaniu mu pracy i stworzeniu działu budowlanego. Nie były to łatwe negocjacje, ponieważ musiałam podzielić się władzą w firmie. Odsprzedałam 50 proc. udziałów i mam partnera w biznesie… Obydwoje mamy silne, dominujące charaktery, więc jest i trudniej i łatwiej. Trudniej, bo często się spieramy i mamy odmienne zdania. Łatwiej, bo jednak odpowiedzialność też rozkłada się na dwie osoby.</p>
<p><strong>Kobiety mające takie zajęcie to raczej rzadkość. Jak postrzegają panią rywale z konkurencji?</strong><br />
Staram się tworzyć solidną markę firmy, to jest dla mnie najważniejsze. 10 lat temu w budownictwie było naprawdę niewiele kobiet, teraz jest ich już coraz więcej. Zyskiwałam na tym, bo łatwiej było zapamiętać kobietę, właścicielkę w gronie wielu mężczyzn, ale, niestety, zdarzało się też, że kierownicy budów, szczególnie ci starszej daty potrafili nie wpuścić mnie na budowę, podważali kompetencje. Co mi tu baba będzie gadać&#8230; Radziłam wtedy sobie wysyłając swojego pracownika, przekazując pełnomocnictwa, nie robiłam nic na siłę.</p>
<p><strong>Jak pani firma wygląda właśnie na tle konkurencji? Czym się wyróżnia?</strong><br />
Firma to ludzie i to jest nasz kapitał! Mamy dobrych, myślących, lojalnych pracowników, których staram się w miarę możliwości doceniać. Firma w tamtym roku obchodziła 15-lecie (w tym ponad 10 lat w branży posadzkarskiej) &#8211; to duże doświadczenie, setki zrealizowanych kontraktów, setki rozwiązanych problemów i zadań!</p>
<p><strong>Uważa pani, że kobietom jest trudniej być szefem w branży określanej raczej jako „męska&#8221;?</strong><br />
Na pewno z określonym typem mężczyzn jest trudniej, z tym tzw. „macho”, którzy wszystko wiedzą lepiej, często są to młodzi inżynierowie, którzy już coś osiągnęli ale jeszcze ich doświadczenie jest mizerne. Nie wyobrażają sobie jednak, że może nimi rządzić kobieta.</p>
<p><strong>Czy różnica w zarządzaniu biznesem przez kobietę jest znaczna?</strong><br />
Do niedawna sądziłam, że nie bardzo. Ale teraz, mając wspólnika zmieniam zdanie. Kobiety zdecydowanie są lepszymi organizatorami, potrafią planować i wykonywać kilka projektów jednocześnie. Mężczyźni się w tym gubią. Mogą wykonywać tylko jedno zadanie. Przy kilku na raz, na pewno o co najmniej jednym zapomną. Zwyczajnie brakuje im podzielności uwagi. Mężczyźni prowadząc firmę potrzebują osoby, która im prace zorganizuje, przypomni, dopilnuje. Potrafią za to tworzyć wizje, nie szkodzi, że nie wszystkie da się zrealizować.</p>
<p><strong>Z jakich osiągnięć jest pani szczególnie dumna?</strong><br />
W ciągu tych lat wykonaliśmy setki prac i wszystkie staram się traktować tak samo, nie ważne czy to zlecenie na 50 m2 wykładziny czy remont szatni w szkole, czy tez 20 tys. m2 wykładziny albo biurowiec. Wszystkie zlecenia są ważne, przy każdym można polec na całości lub wykonać je perfekcyjnie. Każde, nawet najmniejsze zlecenie, może w przyszłości przynieść kolejne, dużo większe. Staram się, aby nasi klienci chcieli z nami stale współpracować. Bardzo doceniam i zawsze mam dla nich specjalne ceny. A mamy takich klientów, z którymi pracujemy od początku. Najbardziej pamiętam jedno zlecenie &#8211; wykonywaliśmy prace w kawiarni w prestiżowym centrum biznesowym w Szczecinie. Budynek jest na planie koła, więc i pomieszczenie było okrągłe. To była bardzo interesująca przygoda. Pamiętam też remont statku, kiedy żaden producent chemii budowlanej nie potrafił zaproponować rozwiązania i doradzić, jak naprawić dziurawe stalowe posadzki, tak, aby zastosowana chemia nie pracowała wraz ze skurczami blachy. Musieliśmy bazować na swoim doświadczeniu i oczywiście sporo ryzykowaliśmy. Ale wszystko poszło bardzo dobrze. Lubię trudne, nietypowe budowy i zlecenia.</p>
<p><strong>Gdyby miała się pani określić w trzech słowach&#8230;</strong><br />
Odważna, ale analizująca swoje porażki. Silna &#8211; wiele w życiu przeszłam &#8211; i osobistym i zawodowym &#8211; i wiem, że zawsze sobie poradzę. Kontaktowa &#8211; lubię ludzi i często słucham tego, co mają mi do powiedzenia.</p>
<p><strong>Jak wyobraża sobie pani swój biznes za 10 lat?</strong><br />
Myślę, że będę pracować jeszcze jakieś 20 lat, jesteśmy teraz na etapie tworzenia działu budowlanego, który wymaga jeszcze bardzo dużo pracy i zaangażowania. Tworzymy struktury, schematy działania, sondujemy ludzi. U wielu z osób widać ogromny potencjał. Stworzymy nowe oddziały w innych miastach i otworzymy się na rynek niemiecki, w planach mamy także wschód.</p>
<p><strong>Uważa pani, że my, kobiety, jesteśmy predysponowane do prowadzenia biznesu?</strong><br />
Oczywiście! Jest to ogólny trend na świecie. Kobiety uwierzyły w siebie i, jak widać, potrafią! Szowinistyczni panowie opowiadają dowcip, że polski chłop 100 lat temu orał ziemię zaprzęgając kobietę. A ja zawsze wtedy pytam: Co to za mężczyźni, że w tak krótkim czasie oddali swoją jakże potężną władzę? Nasza łagodność, dążenie do kompromisu czy też umiejętność słuchania i korzystania z rad innych, mężczyźni często biorą za słabość. A ja myślę, że to właśnie te cechy, które pomagają nam prowadzić biznes.</p>
<p><strong>Czy według pani należy promować przedsiębiorczość kobiet?</strong><br />
Są i kobiety i mężczyźni, którzy nigdy nie będą prowadzić własnego biznesu. I odwrotnie, są mężczyźni i kobiety, którzy nie spełnią się w roli pracowników. Kobiety sobie poradzą same. My same powinnyśmy się wzajemnie wspierać, a nie zwalczać, powinniśmy być bardziej solidarne. Szczególnie, że i tak zawsze kilka lat nam ucieka w związku z wychowaniem dzieci. I, jakkolwiek by o tym nie mówić, to w większości przypadków, większość obowiązków spada na mamę malucha.</p>
<p><strong>Jak zachęciłaby pani inne kobiety do założenia firmy?</strong><br />
Próbujcie! To duże ryzyko, ale i ogromna satysfakcja!</p>
<p><strong>Czy uważa się pani za dobrego szefa?</strong><br />
Bardzo się staram, ale o tym musieliby powiedzieć moi pracownicy. Jesteśmy zgranym zespołem od lat, możemy wzajemnie na siebie liczyć. A to bardzo dużo.</p>
<p><strong>Jak postrzegają panią współpracownicy?</strong><br />
Myślę, że osoby, które krótko ze mną pracują, mogą mylnie interpretować moją niechęć do wchodzenia w konflikty jako słabość. Ale nie radzę nikomu mnie rozdrażniać (śmiech). Jestem typowym zodiakalnym bykiem. Spokojnym do czasu, ale potrafiącym też zaciekle walczyć o swoje!</p>
<p><strong>Czy posiada pani swój unikalny przepis na sukces?</strong><br />
Uczciwie postępować i w życiu i biznesie, ale nie bać się wyzwań!</p>
<p><strong>Trzy reguły, którymi kieruje się w biznesie?</strong><br />
Uczciwość, rzetelność, profesjonalizm.</p>
<p><strong>Co w pani branży jest najtrudniejsze?</strong><br />
Brak rzetelności i nieuczciwość, szczególnie w płatnościach.</p>
<p><strong>Gdyby nie branża budowlana, czym by się pani zajęła?</strong><br />
Domem i dziećmi (śmiech). Moja córka najmilej wspomina okres, kiedy była siedmiolatką, a ja miałam kilkumiesięczną przerwę w pracy i codziennie bezpośrednio po lekcjach odbierałam ją ze szkoły i razem piekłyśmy ciasta (śmiech). A w następnej kolejności &#8211; podróżami i czytaniem książek.</p>
<p><strong>Co daje pani poczucie spełnienia?</strong><br />
Dobrze wykonana praca.</p>
<p><strong>Co dla pani oznacza sukces?</strong><br />
Sukces &#8211; to takie niejednoznaczne… Dla niektórych to pieniądze, dla innych – sława, a dla mnie chyba sukcesem jest fakt, że nasi klienci do nas wracają. I że są zadowoleni i że nas polecają.</p>
<p><strong>Największe marzenie do zrealizowania, to…</strong><br />
Prywatnie to wygospodarować dwa tygodnie wolnego i zwiedzić Kubę, a zawodowo &#8211; przekroczyć 100 mln obrotu w ciągu najbliższych 5 lat.</p>
<p><strong>Jaka jest pani największa wada?</strong><br />
Niecierpliwość.</p>
<p><strong>Pani mocne strony to…</strong><br />
Zdolności organizacyjne i zdolność szybkiego podejmowania decyzji.</p>
<p><strong>Często przedsiębiorcy „przynoszą&#8221; pracę do domu, nie mają czasu dla siebie, na swoje przyjemności. Jak to wygląda w pani przypadku?</strong><br />
Dla higieny psychicznej staram się w domu nie rozmawiać o pracy, co oczywiście nie jest do końca możliwe (śmiech). Przynajmniej trzy razy w tygodniu idę popływać, dużo czytam i jeżdżę z synkiem rowerem, a mieszkam w pięknej dzielnicy Szczecina, koło lasu, i parku krajobrazowego, to zachwycamy się tym, co nas otacza. Czuję wiatr na skórze i widzę zachodzące słońce i jest cudnie!</p>
<p><strong>Pani ulubione miejsce to…</strong><br />
Morze. A ulubione zajęcie to spacery jego brzegiem… Jest to taki żywioł i ogrom, że każdy, nawet największy problem, wydaje się podczas takiego spaceru mały. Jest takie miejsce, ale ma je moja córka i synek, takie wgłębienie na karku, w które, jak wtulam nos i wdycham ich zapach, to ogarnia mnie bezgraniczne szczęście…</p>
<p><strong>Rozmawiała: Agnieszka SŁodyczka<br />
Fot. Żaneta Niżnikowska/NM Studio</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/beata-stys-rzetelnosc-jest-najwazniejsza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bogumiła Sroka: Pomagam innym zarabiać</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/bogumila-sroka-pomagam-innym-zarabiac/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/bogumila-sroka-pomagam-innym-zarabiac/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Jan 2016 23:44:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Bogumiła Sroka]]></category>
		<category><![CDATA[firmy MLM]]></category>
		<category><![CDATA[Forever Living Products]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[Leader S.C.]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20699</guid>
		<description><![CDATA[Jest doskonałym przykładem na to, że „kobieta potrafi” i to niezależnie od tego, w jakim wieku zaczyna swoją przygodę z biznesem. Bogumiła Sroka przygodę z Forever Living Products zaczynała mając 45 lat, dziś podkreśla, że spełniła swoje marzenia finansowe i zapewniła dostatnią przyszłość rodzinie. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Ale nie rezygnuje z pracy – teraz pragnie dzielić się wiedzą i pomagać wszystkim, którzy chcą spróbować swoich sił w MLM.</p>
<p>Jak wyglądały początki pani przygody z systemem MLM?<br />
Bogumiła Sroka, współwłaścicielka Firmy Szkoleniowo-Handlowej Leader S.C.:</strong> Decyzja podjęcia współpracy z firmą MLM nie była kierowana chęcią doświadczenia przygody czy spróbowania czegoś nowego. Było to uruchomienie kolejnej w moim życiu działalności gospodarczej, działalności zarobkowej, tylko w innym, niekonwencjonalnym wówczas systemie. I to, co było dla mnie w tamtym czasie istotne, nie było żadnego ryzyka finansowego i potrzeby zainwestowania pieniędzy. Miałam wówczas 45 lat i już wtedy byłam na rencie chorobowej i w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Nie widziałam już wówczas dla siebie żadnej szansy na jakąkolwiek aktywność zawodową. A to, co przekonało mnie do podjęcia stałej współpracy z firmą MLM, z którą jestem do tej pory, to przede wszystkim całkowite przekonanie do produktów, które firma oferuje. Rozpoczęcie współpracy z Forever nie wymagało też żadnej inwestycji finansowej i opłat wejściowych. Do dzisiaj rejestracja w firmie jest całkowicie bezpłatna.<br />
Jestem szczęśliwa, że w wieku 45 lat miałam możliwość, i przede wszystkim odwagę, aby zmienić wszystko w moim życiu, podjąć nowe wyzwanie. Nie zdawałam sobie wówczas sprawy, jak ogromne zmiany czekają na mnie, i jak szybko one się pojawią. Wiele zawdzięczam znajomemu, który zachęcił mnie do wzięcia udziału w pierwszym spotkaniu firmy MLM. Twierdziłam uparcie, że ja się do tego absolutnie nie nadaję – i do tej pory bardzo często słyszę ten argument, rozmawiając z innymi. Jestem wdzięczna tej osobie, że przez cały miesiąc wytrwale zachęcała mnie, abym jednak wybrała się na spotkanie z jedną z pierwszych wówczas firm MLM w Polsce.<br />
Po miesiącu namów zdecydowałam się jednak posłuchać i już na pierwszym spotkaniu informacyjnym odkryłam w sobie wielką fascynację systemem multi-level marketingu. <br />
W tej mojej pierwszej firmie zaangażowałam się bardzo, pracowałam rzetelnie i z entuzjazmem. W ciągu sześciu miesięcy zbudowałam grupę około 500-set osób, ale nigdy nie zarobiłam tam więcej niż 1 tys. zł miesięcznie. Było to w roku 1993. I, co najgorsze, firma z dnia na dzień przestała istnieć. Po rozwiązaniu firmy zostałam z dużą grupą zawiedzionych ludzi, bez pieniędzy i bez produktu. Było to dla mnie bardzo dużym rozczarowaniem.<br />
Kolejna firma, z którą podjęłam współpracę, też nie spełniła moich oczekiwań, tej firmy zresztą też od dawna nie ma na rynku. Te niepowodzenia potraktowałam jako naturalną kolej rzeczy w świecie biznesu, nie jako osobistą porażkę. Dlatego nie odrzuciłam całkowicie idei pracy w MLM i na szczęście spotkałam na swojej drodze Forever Living Products, firmę, z którą jestem już od ponad 21 lat. Forever po prostu spełniła całkowicie moje oczekiwania i nigdy mnie nie zawiodła. </p>
<p><strong>Na czym polega ten system?</strong><br />
Ideą MLM jest dystrybucja produktów z pominięciem całego łańcucha pośredników: dystrybutorów, hurtowników, detalistów oraz przewoźników. Produkt ma trafić od producenta do klienta bezpośrednio, a pieniądze zaoszczędzone na pośrednikach i reklamie, na którą w klasycznym biznesie wydaje się ogromne sumy, są wypłacane bezpośrednio nam. Idealna firma MLM produkuje sama wysokiej jakości produkty, ma własne uprawy, własne fabryki, tym samym może zaproponować klientom detalicznym produkt z najwyższej półki za najniższą z możliwych cenę. Może również proponować hojny system wynagrodzeń dla swoich dystrybutorów, czyli nas. My budujemy rynek dla naszej firmy, reklamujemy produkty, zapewniamy klientom wspaniała obsługę, również po-sprzedażową. Budujemy swoją własną firmę na bazie, którą stwarza nam nasza firma.<br />
Różnicę w rożnych firmach MLM polegają na ofercie produktowej, na systemie wynagrodzeń i na sposobie, w jaki dystrybutorzy budują swoją sieć klientów, oraz na stylu pracy. Niektóre firmy MLM koncentrują się na sprzedaży bezpośredniej, sprzedają produkt i idą dalej. Każda firma MLM działa inaczej &#8211; ile firm, tyle systemów działania. Spotkałam się z różnymi sposobami funkcjonowania, niektóre firmy narzucają nawet sposób pracy.<br />
Forever jednak daje maksimum wolności i swobody. Dlatego ja uczę innego sposobu działania &#8211; sami używamy naszych produktów, bo Forever ma ogromną ofertę produktów, również codziennego użytku, które i tak musimy kupować do naszego domu. Jesteśmy więc swoimi najlepszymi klientami i polecamy innym, aby sami również zaopatrywali się w koniczne produkty we własnej firmie. Kreujemy więc rynek zadowolonych, stałych klientów, którzy chętnie dzielą się informacją o ofercie firmy z innymi, tym samym rozszerzając sieć klientów firmy Forever, i Forever nam za polecanie tej właśnie oferty płaci. Jest to marketing rekomendacyjny &#8211; dzielimy się radością z używania dobrych produktów. Czujemy się lepiej, wyglądamy lepiej i jednocześnie zarabiamy pieniądze.</p>
<p><strong>Dlaczego wybrała pani pracę z Forever Living Products?</strong><br />
Powodem, dla którego po dwóch poprzednich niepowodzeniach postanowiłam spróbować po raz kolejny z firmą MLM była szczera fascynacja produktami Forever. Po prostu naturalnie, spontanicznie i z radością dzieliłam się informacją o nowych produktach, które niezmiernie mi pomogły, tym samym bardzo szybko i bez wysiłku zbudowałam wspaniale funkcjonującą grupę dystrybutorów.<br />
Dzisiaj Forever nazywa nas Forever Business Owner czyli Właściciel Przedsiębiorstwa Forever, bo rzeczywiście budujemy swoje własne, poważne firmy na bazie Forever, a nie tylko funkcjonujemy jako dystrybutorzy produktów. To niezmierny ukłon właściciela Forever, Rexa Maughana w naszą stronę.<br />
Druga rzecz, to fakt, że nikt nie narzucał mi, w jaki sposób mam pracować. Od samego początku mogłam być kreatywna, mogłam prowadzić ludzi w taki sposób w jaki ja sama chciałabym być prowadzona. Nie narzucono mi żadnego schematu budowania biznesu. Forever daje możliwości swobodnego rozwoju i wolność funkcjonowania na wielu poziomach. <br />
W Forever również bardzo szybko zaczęłam zarabiać. I to było powodem, dla którego nie musiałam analizować, czy to jest firma dla mnie czy nie. W przeciągu pół roku zbudowałam grupę zaledwie 40 osób, wprowadzając bezpośrednio do firmy tylko 4 osoby, które zadeklarowały się, że będą pracować i budować biznes Forever, ale moje dochody osiągały już wtedy ponad 13 tys. zł miesięcznie. To dla mnie było bardzo ważne, że już od samego początku można z Forever zarabiać konkretne pieniądze, mając niedużą grupę osób zaangażowanych w pracę.<br />
To, co miało również ogromny wpływ na moje ugruntowanie się jako dystrybutora firmy Forever, to fakt, że już po trzech tygodniach funkcjonowania poznałam właściciela, Rexa Maughana, którego od pierwszego spotkania postrzegam jako serdecznego człowieka, z wielką charyzmą, szczerze zainteresowanego powodzeniem i sukcesami swoich ludzi. Ogromnie mnie zadziwiło, że właściciel tak olbrzymiej firmy był człowiekiem tak otwartym i przyjaznym dla nas, co po wcześniejszych doświadczeniach z nieodpowiedzialnymi właścicielami innych firm MLM było dla mnie potwierdzeniem, że wreszcie trafiłam na rzetelną firmę, z którą warto jest się wiązać. Miało to dla mnie ogromne znaczenie i utwierdziło mnie w przekonaniu, że wreszcie to jest to.</p>
<p><strong>W Polsce istnieje wiele kontrowersji wokół MLM. Jest wiele firm opartych na tym systemie, które upadają, a osiągane efekty nie są zadowalające. Panuje też opinia, że jest to ryzykowny sposób na zarobki. W jaki sposób wybrać odpowiednia firmę w tym systemie I jak odróżnić te dobre od złych?</strong><br />
Jedynym ryzykiem, o jakim możemy mówić to swój czas, który inwestujemy, swoja energia i zaufanie ludzi, z którymi współpracujemy. Dlatego pochopne podejmowanie współpracy z niesprawdzoną dokładnie przez nas firmą, która dopiero pojawiła się na rynku, może wydać się ryzykowne właśnie pod tym względem. Zaczynając współpracę w firmie MLM inwestujemy swój czas, swoją energię i swoje kontakty, ryzykujemy swój stracony czas i dobre imię. Warto jest dobrze przeanalizować firmę, z którą chcemy współpracować. Zakładając biznes tradycyjny robimy biznes plan, określamy ryzyko i szanse powodzenia, badamy rynek. Z firmą MLM powinno być tak samo. Nie podejmujmy pochopnych decyzji, sprawdźmy dokładnie zarówno osobę wprowadzającą, jak i firmę oraz jej pozycję na rynku. Ja dopiero za trzecim razem trafiłam na odpowiednią firmę MLM. Trudno jednak jest ocenić firmę, jeżeli jest nowa, dopiero wchodzi na rynek, trudno określić czy jest firmą dobrą czy złą, ale wiele osób uważa że w MLM można zarobić tylko, jeżeli podejmie się współpracę na samym początku działania firmy na danym rynku, co jest oczywiście nieprawdą. Poprzednie dwie firmy zawiodły mnie bardzo, dopiero Forever spełniło moje oczekiwania, i z pełną odpowiedzialnością mogę polecać Forever Living Products jako rzetelnego partnera do budowy własnej firmy.<br />
Sprawdzanie siebie jako przedsiębiorcy, sprawdzanie rożnych branż i podejmowanie rożnych działań zarobkowych nie było nam nigdy obce. Mieliśmy wcześniej razem z mężem wiele rożnych działalności gospodarczych, kilka innych tradycyjnych biznesów. Jedne funkcjonowały lepiej, inne nie. Wszystkie po jakimś czasie likwidowaliśmy. Nie traktowałam tego jako osobistej porażki, po prostu otwierałam kolejną działalność, może dlatego że zawsze miałam mentalność przedsiębiorcy i zawsze dążyliśmy do tego, by zrobić więcej i lepiej. <br />
Niepowodzenia biznesowe dzieją się również w klasycznym modelu działalności gospodarczej, nie zapominajmy o tym, najczęściej z gorszymi następstwami, czyli na przykład konieczność zamykania firmy i pozostanie z niespłaconymi kredytami. Otwarcie jakiegokolwiek biznesu konwencjonalnego zawsze wymaga przecież niemałych nakładów finansowych.<br />
Niepowodzenia i brak efektów w jakiejś firmie MLM to nie jest porażka, to po prostu źle dobrana firma do naszych możliwości i potencjału. Może rynek nieodpowiedni, może produkt niewystarczająco dobry, lub partnerzy biznesowi nieodpowiedzialni. To są kolejne doświadczenia na polu biznesowym, po prostu trzeba przejść do następnego etapu i znaleźć dla siebie odpowiednie rozwiązanie, odpowiedniego partnera, czyli dobrą i rzetelną firmę MLM. <br />
Uważam że system MLM jest doskonałym systemem, a firma Forever od ponad 20 lat udowadnia nam w Polsce, i mnie samej, że jest to wspaniały sposób na zarabianie dobrych pieniędzy i budowanie mocnej firmy rodzinnej, która zapewni niezależność finansową dla całej rodziny na wiele pokoleń, bo wszystko, co zbudowaliśmy jest dziedziczne, i nasze dzieci już są przygotowane na przejęcie biznesu i odpowiednie go poprowadzenie.<br />
Nie trzeba jednak ryzykować lub eksperymentować z nieznaną firmą, jeśli tak poważna firma jak Forever jest w zasięgu ręki, z możliwościami budowania biznesu we wszystkich 155 krajach świata, gdzie Forever ma już swoje siedziby, i gdzie każdego roku rozszerza ofertę produktów najwyższej jakości. Nie jesteśmy firmą jednego produktu, mamy już ponad 200 produktów w swojej ofercie dla profilaktyki zdrowia i tak zwanego wellness, czyli branży, która staje się coraz bardziej popularna i rozwija się dynamicznie na całym świecie.  </p>
<p><strong>Co dawało pani siłę, by nie rezygnować? </strong><br />
Pierwszym niezbędnym elementem aby odnieść sukces i nie mieć powodu do rezygnacji, to wybór odpowiedniego partnera biznesowego. Czyli wybór odpowiedniej dla nas firmy, która daje możliwość zarabiania i daje poczucie bezpieczeństwa.<br />
Ja nie miałam powodów aby rezygnować. Pokochałam system MLM od samego początku, byłam nim zafascynowana. Bardzo mi odpowiadał taki elastyczny i wolny sposób na rozwój profesjonalny, możliwość realizacji siebie i możliwość nauczenia się nowego zawodu. Rezygnacja z firmy Forever też mi nigdy nie przyszła do głowy, bo jest to po prostu bardzo dobra firma i nie zawiodłam się na niej nigdy.<br />
Ale jeżeli już zaczynamy pracować, to to, co mi osobiście dawało siłę do działania to był drugi, kolejny ważny element: silna, wewnętrzna motywacja. Nie było nikogo, kto by mnie motywował na co dzień, nie miałam sponsora, który by mnie inspirował, uczył i zachęcał do pracy. Siłę znalazłam w sobie, a motorem była właśnie moja własna, silna, wewnętrzna motywacja, czyli zapewnianie mojej rodzinie stabilnego źródła dochodu i chęć pomocy moim dzieciom i umożliwienie im edukacji.</p>
<p><strong>Czy taka branża daje pani satysfakcję? Czym jest dla pani ta praca?</strong><br />
Branża naszej firmy jest branżą bardzo dynamicznie rozwijająca się na całym świecie i dzięki temu możemy pracować w dowolnym miejscu świata. Plan Marketingu Forever, stabilny i od początku istnienia firmy zresztą nie zmieniany, umożliwia nam to. Forever Living Products ma w swojej ofercie tylko produkty własne, mamy największe na świecie plantacje aloesu i aloes właśnie jest bazą większości naszych produktów, zarówno suplementów diety jak i kosmetyków. Rex Maughan wprowadził pierwsze produkty do profilaktyki zdrowia pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, gdzie jeszcze nigdzie w świecie nie mówiło się o dobrym odżywianiu i profilaktyce zdrowia. Zaczął też produkować produkty aloesowe jako jeden z pierwszych na rynku. Był prekursorem branży i wizjonerem, poprowadził firmę w bardzo dobrym kierunku, przewidział, że branża wellness będzie branżą przyszłości. Procentuje to dzisiaj bardzo. Forever oferuje dziś produkty dla każdego, niezależnie od płci i wieku. Są to produkty, których każdy tak czy inaczej potrzebuje i używa codziennie, czyli produkty pielęgnacyjne na co dzień począwszy od pasty do zębów, ale również luksusowe kosmetyki, suplementy diety, kosmetyki kolorowe, produkty do kontroli wagi ciała i nasze flagowe napoje z nierozcieńczanego, stabilizowanego miąższu aloesowego. Każdy może wybrać coś dla siebie. Każda osoba może być naszym klientem, i każdy z nas, Forever Business Owner, może wyspecjalizować się w wąskiej ofercie, odpowiadającej mu najlepiej. Programy oczyszczające organizm Clean9 i zestawy do kontroli wagi ciała F.I.T robią teraz w Polsce ogromna furorę, co nas oczywiście bardzo cieszy.<br />
Praca w systemie MLM i współpraca z Forever Living jest dla mnie wielką radością i daje mi ogromną satysfakcję. Daje mi radość z poznawania nowych ludzi, ekscytuje i daje energię przy każdym nowym wyzwaniu, jakiego się podejmuję, czy to wyzwanie budowania rynku w nowych miejscach w Polsce czy na świecie, czy też budowania nowych grup z osobami, które coraz częściej się do mnie same zgłaszają i proszą o pomoc w budowaniu ich biznesów.<br />
Cały czas zresztą jestem nastawiona na pomaganie innym ludziom, na wspieranie ich działań biznesowych, na inspirowanie i wspólne budowanie mocnych grup. Nie wyobrażam sobie, abym kiedykolwiek chciała przestać pracować. Nie muszę już tego robić, wypracowałam już sobie dochód pasywny, ale praca z ludźmi daje mi siłę i sens życia.<br />
Nie ma tu szans na tak zwane wypalenie zawodowe, każdy dzień daje nowe wyzwania, a każdy człowiek, którego spotykam na swojej drodze to nowa energia i czysta radość. Poznawanie nowych ludzi, odkrywanie ich potrzeb, ale również ich potencjału, ich talentów oraz inspirowanie do ich wykorzystania, możliwość pomagania w spełnianiu ich pragnień i zaspakajania potrzeb, daje mi satysfakcję nie do przecenienia. Największą radością dla mnie jest bycie świadkiem, jak moi kolejni Menadżerowie zdobywają niezależność finansową i usamodzielniają się i stają się profesjonalistami.<br />
Praca w firmie MLM jest jedynym sposobem na zapewnianie dochodu dla mojej rodziny. To, co zbudowałam dzięki wspaniałym zasadom działalności Forever, zostanie kiedyś odziedziczone przez moje dzieci; dlatego firma Forever jest tak przeze mnie ceniona i wiem, że każda przepracowana godzina ma ogromne znaczenie nie tylko dla mnie ale i dla przyszłości mojej rodziny, dzieci i wnuków. Praca w Forever zaspokaja nasze podstawowe potrzeby, ale też umożliwiła spełnienie wszystkich naszych marzeń.<br />
Forever daje mi również możliwość rozwoju personalnego, co mi osobiście sprawia dużą satysfakcję. MLM rozwija też umiejętności biznesowe i uczy kontaktów międzyludzkich.<br />
Przez lata obserwuję, jak ludzie się zmieniają, jak się rozwijają, jak stają się odpowiedzialnymi przedsiębiorcami, jak zdobywają niezależność finansową i jak zaczynają rozwijać swoje talenty i spełniać swoje marzenia. To bardzo mnie cieszy i umacnia w przekonaniu, że nie powinnam przestawać robić tego, co robię.</p>
<p><strong>Czy czuje się pani kobietą spełnioną?</strong><br />
Oczywiście że czuję się kobietą spełnioną. 25 lat pracy w tradycyjnym biznesie, najpierw na etacie w urzędach, potem jako właściciel firm prywatnych, zakończyłam jako rencistka, a potem emerytka. Zawiedziona przez ludzi, bez godziwych środków do życia, schorowana i bez perspektyw na jakąkolwiek aktywność zawodową.<br />
Spoglądając wstecz na 20 lat działalności w firmie MLM mam ogromną, ogromną satysfakcję z tego, co zrobiłam i z tego, jak moja praca miała pozytywny wpływ na innych ludzi, na tysiące ludzi. Wiele osób zainspirowałam i im pomogłam, i dzięki temu, że te właśnie osoby mi zaufały i pozwoliły mi być ich mentorem, mogę spokojnie i szczerze powiedzieć, że jestem kobietą więcej niż spełnioną. Zrobiłam więcej niż kiedykolwiek mogłabym sobie to wyobrazić. </p>
<p><strong>Jakie są pani największe osiągnięcia w tej pracy?</strong><br />
Aż samej jest mi trudno w to uwierzyć, ale od kilku lat jesteśmy razem z mężem w grupie GLT Forever, czyli w Global Leadership Team, wśród około dwudziestu najlepszych FBO Forever na całym świecie. Sukcesy jednak odnosiliśmy już od samego początku funkcjonowania w firmie. Po 6 miesiącach aktywnej pracy zarabialiśmy ponad 13 tysięcy złotych miesięcznie, a był to rok 1994, i już w pierwszym roku zbudowaliśmy 9 grup managerskich i zostaliśmy Szafirowymi Managerami Forever – światowymi liderami i osobami niezależnymi finansowo. Po pierwszych siedmiu miesiącach zakwalifikowaliśmy się do programu motywacyjnego naszej firmy nazywanego potocznie programem samochodowym. Jest to dodatkowa premia wypłacana co miesiąc przez trzy lata na zakup środka trwałego, na przykład samochodu. W tym roku już po raz siódmy korzystamy z tego programu. Po dziewięciu pierwszych miesiącach funkcjonowania w Forever zakwalifikowaliśmy się do kolejnego, niezwykle atrakcyjnego programu, jakim był wyjazd na Super Rally, który zawsze odbywał się w bardzo atrakcyjnym miejscu świata. Firma od tego czasu zaprasza nas co roku na takie wyjazdy, w których uczestniczy zawsze kilka tysięcy osób, pokrywając koszty podróży, kieszonkowego i pobytu razem z atrakcjami w najpiękniejszych hotelach, w cudownych miejscach, na wszystkich kontynentach. Z Forever byliśmy już w prawie każdym zakątku kuli ziemskiej, podróżujemy na koszt firmy każdego roku, a to, co cieszy mnie najbardziej: wyjeżdża razem z nami coraz więcej osób z naszych grup.<br />
Po zaledwie trzech latach z Forever zakwalifikowaliśmy się do następnego programu – Profit Sharing, czyli Podział Zysków Prezydenckich, od niedawna nazwany Chairman&#8217;s Bonus. Jest to dodatkowa premia, taka trzynasta pensja przyznawana raz w roku, i nasz pierwszy czek opiewał na ponad 280 tysięcy złotych.<br />
Dynamiczny rozwój mojej firmy to oczywiście duży sukces, ale umiejętność pracy z ludźmi, bez których nie było by mnie tutaj dzisiaj, i budowa dobrze funkcjonującego biznesu, to dla mnie największy sukces. Byłam doceniana nie tylko przez naszą firmę.<br />
W 2011 roku zostałam laureatką VII edycji Dnia Przedsiębiorczości i na Gali Przedsiębiorczości pod patronatem ówczesnego Prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego otrzymałam nagrodę za promowanie przedsiębiorczości wśród młodzieży. W tym samym roku zostałam również laureatką prestiżowego konkursu Polish National Sales Awards i zwyciężyłam w kategorii „Menedżer w Branży MLM”.<br />
W 2014 roku Europejskie Forum Biznesu Alternatywnego wyróżniło mnie swoim “Oskarem” – otrzymałam nagrodę “Top Lider MLM – Całokształt 2014.” <br />
Zaproszenie do udzielenia wywiadu do tej książki też zaliczam do moich sukcesów. Branża MLM jest coraz szerzej doceniana, a nasza firma Forever Living Products coraz chętniej wybierana jako baza do generowania dochodów. Zawsze starałam się tworzyć dobry wizerunek dla naszej firmy, i myślę że to mi się udało. </p>
<p><strong>Opracowała pani wiele własnych autorskich programów. Na czym one polegają?</strong><br />
To, co bardzo szybko stało się dla mnie chlebem powszednim, to tworzenie odpowiedniego systemu szkoleń marketingowych. Wiedzę o produktach zdobywamy używając produktów na co dzień. Mamy też w strukturach wielu specjalistów i konsultantów naukowych, którzy prowadzą profesjonalne prezentacje i szkolenia, ja zajmuję się uczeniem ludzi jak zarabiać dzięki Forever. <br />
Dla mnie najważniejsze było zrozumienie systemu wynagrodzeń, wykorzystywanie go w pełni i prawidłowe budowanie struktur, czyli grup dystrybutorów, teraz nazywanych FBO, aby zarabiać jak najszybciej i jak najwięcej, uczę po prostu jak pracować efektywnie.<br />
Wszystkie moje doświadczenia przekazuję dalej, i te szkolenia, w których się wyspecjalizowałam, dotyczą przede wszystkim marketingu, czyli w tłumacząc z języka MLM – pomagam ludziom zrozumieć MLM, zrozumieć zasady działania naszej firmy i budowania biznesu w taki sposób, aby pracować efektywnie, zarabiać dużo i korzystać z wszystkich programów motywacyjnych wpisanych w nasz system wynagrodzeń. Z każdą moją nową osobą przygotowuję indywidualny biznes plan czyli plan działania: jak zarobić tyle, ile dana osoba sobie życzy, w sposób zgodny z jej możliwościami, talentami i potencjałem oraz pomagam, krok po kroku, realizować ten plan. Dopasowujemy biznes Forever do każdej osoby z osobna i przygotowujemy indywidualną drogę rozwoju. Prowadzę oczywiście wiele dużych szkoleń i warsztatów, przekazując swoje metody pracy największej ilości osób, jak to tylko jest możliwe. Moje autorskie treningi i materiały są dostępne także dla wszystkich osób z moich grup na portalu zarabiajzemna.pl <br />
Pracuję najczęściej indywidualnie z każdą osobą, ale uczę też na odległość korzystając z nowoczesnych narzędzi, budując biznes globalny, w Europie i w Stanach Zjednoczonych, umożliwiając również innym pracować w taki sam sposób. Nie zatrzymuję żadnych tajemnic dla siebie.</p>
<p><strong>Co panią motywuje?</strong><br />
To, że coraz więcej osób, które wybierają firmę Forever jako firmę sprawdzoną na rynku globalnym, sama zgłasza się do mnie prosząc o sponsorowanie, czyli wprowadzanie do firmy i pomoc w budowie biznesu. Bardzo mnie to mobilizuje i daje ogromną radość. Do pracy motywują mnie ludzie oraz ich zaangażowanie i entuzjazm, możliwość wspólnej pracy i możliwość dzielenia się swoim doświadczeniem.</p>
<p><strong>Na czym polega szeroki system wsparcia i wielopoziomowe możliwości w systemie MLM?</strong><br />
Firma oferuje wspaniałe drukowane materiały szkoleniowe, mamy całą bibliotekę szkoleń i prezentacji video w wielu językach, dostępnych dla nas nieodpłatnie. Sami też tworzymy nasze własne narzędzia pracy dostępne dla wszystkich, oraz organizujemy warsztaty i prezentacje prowadzone przez najlepszych liderów oraz fachowców w branży. Pozyskaliśmy do współpracy znanego wykładowcę i specjalistę MLM Alinę Vogelgesang, która prowadzi dla nas profesjonalne szkolenia. Jeśli tylko ktoś jest chętny, aby nauczyć się nowego zawodu, może to z nami zrobić szybko.<br />
Wielopoziomowe możliwości w systemie MLM oznaczają że możemy funkcjonować na rożne sposoby. Wiele osób na samym początku rejestruje się, aby mieć dostęp do tańszych produktów, zostają po prostu klientami firmy. W Forever jest to możliwe. Większość z tych osób zaczyna mówić innym o produktach i firmie, rejestrują inne osoby, aby i oni mieli dostęp do cen hurtowych albo po prostu odsprzedają produkty, zaczynając tym samym budować biznes, ponieważ firma płaci im za reklamowanie produktów. <br />
Następny etap to praca nad budową grupy, i wiele osób świadomie planuje swoją pracę zostając managerami, a niektórzy z nich zostają liderami, bo po prostu wykształcają w sobie takie umiejętności prowadzenia grup na szeroką skalę.<br />
Rozwój osobisty na wielu poziomach to następna korzyść, jaką daje nam praca w MLM. Rozwijamy tu wiele umiejętności biznesowych, umiejętności menedżerskich, interpersonalnych, ale również wzmacniamy własny charakter i nabywany najlepszych cech, bo bez tego MLM nie daje długofalowych rezultatów. Od samego początku zawsze o to dbałam w swoich grupach. Iwona Majewska-Opiełka, znany trener, jest tu dla nas ogromną podporą i autorytetem i korzystamy z jej treningów i wykładów. </p>
<p><strong>Dlaczego mówi się że w tej branży „nie ma ograniczeń”?</strong><br />
Ja w jeden sposób interpretuję to pytanie. Nie chcę się odnosić do całej branży MLM, ale tylko do mojej firmy. Forever nie ogranicza w żaden sposób, bo z jednej strony mobilizuje do rozwoju osobistego i nabywania wciąż nowych umiejętności biznesowych, możemy rozwijać się w jakimkolwiek kierunku chcemy. Z drugiej strony nie ogranicza nas w sposobach pracy, nie narzuca stylu i daje szerokie pole do popisu. Z Forever możemy pracować w jakimkolwiek kraju chcemy i z kim chcemy, nie ma logistycznych ograniczeń, firma działa na całym świecie. Nie ma ograniczeń wiekowych, ograniczeń związanych z wykształceniem ani czasem pracy. Nie mamy szefa nad sobą i sami wyznaczamy sobie zadania do wykonania. Sami też rozliczamy się z sobą z rezultatów swojej pracy.<br />
Nasza firma nie daje nam też ograniczeń, jeśli chodzi o wynagrodzenia. W każdym momencie możemy wziąć urlop, i aktywować się nawet po kilku latach, nie tracąc pozycji i tego, co zbudowaliśmy. A aktywna praca może nam przynieść niewyobrażalne dochody, praktycznie bez górnej poprzeczki. Coraz więcej czeków rozdawanych co roku w programie Chairman&#8217;s Bonus i o coraz większych nominałach daje temu świadectwo. Firma w tym roku wypłaciła ponad 24 miliony dolarów tylko w tym dodatkowym programie dla kwalifikujących się FBO. „Powiedz mi, ile chcesz zarabiać, a ja powiem Ci jak to zrobić” &#8211; takie jest moje motto. Biznes plan można przygotować na 10 tysięcy złotych, na 100 tysięcy, na milion również, nie ma żadnego problemu, zależy tylko jak zbudujemy strukturę &#8211; plan marketingu Forever nam to umożliwia.</p>
<p><strong>Razem z mężem osiągają państwo najlepsze wyniki w Polsce, należą państwo do VIP-ów oraz Global Leadership Team. Na czym polega państwa sekret i klucz do sukcesu?</strong><br />
Nie ma uniwersalnego klucza do sukcesu. Pracuję tak, jak pracowałam we własnej pracowni ceramicznej czy swojej księgarni. Zawsze podchodziłam poważnie do swojej pracy, angażowałam się na sto procent, planowałam i dążyłam do realizacji tych planów. Pracuję każdego dnia, bez przerwy, nie zrażając się niepowodzeniami. <br />
Nie można mówić, że coś mi się w życiu udało, na wszystko sama zapracowałam, nie miałam złotego kluczyka do sukcesu ani cudownych metod. Uważam, że trzeba lubić ludzi, z każdą osobą pracować na początku indywidualnie pomagając jej dopasować biznes do jej możliwości i potrzeb, bo schematy i szablony w Forever nie istnieją &#8211; i to jest niewątpliwie bardzo wyjątkowa cecha Forever.</p>
<p><strong>Czy każdy nadaje się do tego rodzaju pracy?</strong><br />
Każdy potrzebuje naszych produktów, to bez wątpliwości. Ale wyniki są uzależnione od pracy grupy, od pracy zespołu, umiejętność pracy w zespole i darzenie szacunkiem innych ludzi to bez dyskusji jedna z ważniejszych cech, bez której nie może być mowy o długofalowym sukcesie. <br />
Wszystko zależy też od tego, kim chcemy być w tej firmie, ale na pewno każdy jest w stanie skorzystać w jakimś stopniu z przywilejów jakie daje MLM. Jeżeli nie wierzymy we własne możliwości, warto jest znaleźć odpowiedniego sponsora, mentora, który nam pomoże zrozumieć specyfikę MLM i pomoże znaleźć dla nas własne miejsce w tej branży. Mam w swoich strukturach ludzi z wyższym wykształceniem, ale młodzi ludzie po szkole średniej, osoby niewykształcone, niepełnosprawni, emeryci &#8211; każdy może świetnie się odnaleźć w MLM.<br />
Jeżeli ktoś uważa, że to się samo zrobi, albo nie potrafi nawiązać dobrych relacji z innymi ludźmi, nie potrafi sam się zdyscyplinować, albo jest nieuczciwy, nieetyczny, nie szanuje ludzi i jest niecierpliwy, niestety nie odniesie sukcesu w MLM, ten system pracy nie jest dla niego. Każdy ma możliwość, aby spróbować, ale nie każdy tutaj się sprawdzi.</p>
<p><strong>Jakie było największe wyzwanie, z którym musiała się pani zmierzyć?</strong><br />
Największym wyzwaniem było dla mnie pokonywanie swoich własnych ograniczeń i praca nad swoim rozwojem. Ograniczenia rodzą się wyłącznie w naszych głowach. Dla mnie na początku produkt wydawał się bardzo drogi, lecz bardzo szybko przekonałam się, że załatwia wiele problemów w naszym domu, stwierdziłam, że każdy powinien go mieć. Największe wyzwanie to uświadomienie sobie swoich deficytów i ograniczeń, oraz chęć zrobienia z nimi czegoś i chęć zmiany złych nawyków, aby nasza praca i działania były efektywne.<br />
Aby inspirować innych do rozwoju, trzeba inspirować przede wszystkim do wprowadzania zmian w życie, i trzeba przede wszystkim dawać innym własny przykład. Z pracą nad ograniczeniami zaczynamy więc od siebie.</p>
<p><strong>Pomogła pani wielu ludziom. W jaki sposób taka praca zmienia życie?</strong><br />
Moja praca zmieniła nasze życie niesamowicie, zarówno moje jak i całej mojej rodziny. Zaczęliśmy zarabiać pomagając innym zarabiać, na tym to polega, i nasze dochody z miesiąca na miesiąc były coraz większe, zaczynaliśmy więc po kolei realizować swoje marzenia. Poznałam wiele osób, które zaczynały współpracę ze mną będąc bez środków do życia, a w tej chwili są to Managerowie, liderzy, osoby wspaniale funkcjonujące. Mogą kształcić swoje dzieci, żyją w pięknych domach, jeżdżą pięknymi samochodami, podróżują po całym świecie. Forever zmieniło życie wielu, wielu ludzi w Polsce, w świecie są to setki tysięcy osób. </p>
<p><strong>Niezbędny element w skutecznym działaniu to…</strong><br />
Tych elementów, aby osiągnąć to, na czym nam zależy, jest wiele. Podstawowy element, aby odnieść sukces w branży MLM to odpowiedni partner do budowy biznesu, czyli rzetelna firma proponująca uczciwy i hojny plan marketingu. Po moich poprzednich doświadczeniach z innymi firmami, mogę śmiało polecić firmę Forever Living Products. <br />
Kolejny element to szczere przekonanie i używanie produktów, które firma oferuje i przekazywanie informacji o produktach dalej. Polecanie i umożliwianie innym zakup produktów to podstawa. <br />
Niezbędna umiejętność to prawidłowe planowanie i koncentracja na realizacji planów. Nikt nikomu w MLM niczego nie narzuca, dostajemy możliwości, ale realizacja zadań należy już do nas samych. Każdy z nas jest samodzielnym i niezależnym przedsiębiorcą. Samodyscyplina jest więc konieczna. Każda osoba po rejestracji w naszej firmie ma dostęp do produktów po znacznie niższej cenie, ale to czy będzie zarabiała, zależy już od jej własnych działań. Już od samego początku trzeba poczuć się przedsiębiorcą, stworzyć wizję własnej firmy i systematycznie pracować.</p>
<p><strong>Zajmuje się pani również twórczością artystyczną – ceramiką. Od kiedy stało się to pani pasją?</strong><br />
Przez wiele lat zajmowałam się ceramiką artystyczną, jestem uczennicą nieżyjącego już profesora Bolesława Książka, jednego z największych polskich ceramików. Technologia, którą opanowaliśmy, była kosztowna i z żalem musieliśmy zamknąć naszą pracownię. Pieniądze zarobione w Forever pozwoliły nam powrócić do naszej działalności artystycznej, mogliśmy wyposażyć pracownie w naszych domach w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. Mieliśmy nawet kilka wystaw zbiorowych i indywidualnych w Nowym Jorku i w Polsce. Forever pozwoliło nam powrócić do naszej pasji artystycznej. Bardzo nas to cieszy.</p>
<p><strong>Jakie jest pani największe marzenie? Jakie są pani plany na przyszłość?</strong><br />
Prawdę mówiąc jeszcze niedawno wydawało mi się, że już wszystko, co chciałam, to zrealizowałam. Zaspokoiliśmy nasze materialne potrzeby, ciągle podróżujemy z Forever, w tym roku już byliśmy w Singapurze na Forever Global Rally, lato spędziliśmy w Arizonie i Nevadzie, byliśmy też z naszą firmą w Cancun w Meksyku. Oczywiście chciałabym dalej wspierać moich ludzi, kreować nowych liderów, dojść do pozycji &#8216;Diament&#8217; w naszej firmie, czyli doprowadzić do pozycji Manager 25 osób – to są moje plany pracy. Lecz konkretnych, silnych marzeń już nie miałam. <br />
Po ponad piętnastu latach spotkałam się ostatniego lata w Las Vegas z jedną z moich dystrybutorek, przewspaniałą kobietą, Danusią, która swoim zapałem i entuzjazmem rozpaliła we mnie na nowo chęć pracy w nowym miejscu, tym razem właśnie w Las Vegas. Po tych piętnastu latach, utrzymała swoją wypracowaną pozycję w naszej firmie, i chce na nowo uaktywnić się zawodowo. Pokazała nam jednocześnie przepiękne miejsca w okolicy, dosłownie pół godziny od centrum miasta: górę Charleston, w masywie, który przypomina nasze Tatry oraz Valley of Fire, czyli dolinę ognia, może raczej płonącą dolinę, ze względu na ognisty kolor formacji skalnych tam się znajdujących. Można poczuć się tam, jak w magicznym świecie. Marzę, aby tam powrócić na jakiś czas, nacieszyć się tymi wyjątkowymi miejscami i przy okazji pomagać innym rozwijać biznes. Mam łatwość w tworzeniu wizji i jeżeli życie przyniesie mi coś, co zaczyna mnie fascynować, od razu zaczynam przekuwać to na działanie, po prostu planuję z datą realizacji, krok po kroku przechodzę każdy etap, bo nic nie dzieje się przypadkowo. Zrealizowałam w życiu bardzo dużo marzeń, Forever Living mi to wciąż umożliwia, i ciągle pojawiają się nowe. Las Vegas jest jednym z nich.<br />
Wiele osób zadaje mi pytanie czy muszę jeszcze pracować, oczywiście że nie muszę, wypracowałam dochód pasywny, ale coraz częściej ludzie proszą mnie o pomoc w budowie biznesu. Są to dla mnie kolejne wyzwania, i z wielką radością pomagam innym. Dzięki temu moje plany na przyszłość są związane przede wszystkim z pomaganiem innym, by mogli odnieść sukces. Przyszły rok to nowe grupy w Trójmieście, w Słupsku, w Toruniu, Kielcach i w Las Vegas w Stanach Zjednoczonych. <br />
<strong><br />
Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka <br />
Fot. Żaneta Niżnikowska/NM Studio</strong></p>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/bogumila-sroka-pomagam-innym-zarabiac/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Irena Przyborowska: Sukces to nie przypadek</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/irena-przyborowska-sukces-to-nie-przypadek/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/irena-przyborowska-sukces-to-nie-przypadek/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Jan 2016 23:30:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Agencja Ochrony Mienia Feniks]]></category>
		<category><![CDATA[Instytut Urody Feniks]]></category>
		<category><![CDATA[Irena Przeyborowska]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta sukcesu]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20697</guid>
		<description><![CDATA[Jako jedna z pierwszych kobiet w Polsce założyła… agencję ochrony mienia. Przy wsparciu rodziny, przez wiele lat pokonywała stereotypy i torowała sobie drogę do sukcesu w męskiej branży. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Udało się. Agencja Ochrony Mienia FENIKS zatrudnia dziś ok. 300 osób, a jej założycielka nie rezygnuje z nowych wyzwań. Obecnie, najważniejszym jest kontynuować pracę Córki Moniki, która, mimo przegranej kilka miesięcy temu walki z chorobą nowotworową, nadal inspiruje do wytężonej pracy, tym razem w branży beauty. Historia dwóch wyjątkowych kobiet – Córki i Matki, których losy zawodowe i życiowe sprawiły, że Irena Przyborowska z branży ochroniarskiej przeszła do zarządzania Instytutem Zdrowia i Urody FENIKS. I, jak mityczny feniks odradzający się z popiołów, dokłada wszelkich starań, by praca i pasja Córki nie tylko nie zostały zapomniane, ale przede wszystkim, by Jej dokonania w dalszym ciągu pomagały innym kobietom zmagającym się z chorobą.</strong></p>
<p><strong>Była pani jedną z pierwszych kobiet w Polsce, która zdecydowała się założyć agencję ochrony mienia. Jaka kryje się za tym historia?</strong><br />
Irena Przyborowska, założycielka i właścicielka Agencji Ochrony Mienia FENIKS: Z początkiem lat 90. rozpoczęłam pracę w agencji ochrony. Był to okres, gdzie w działalnościach gospodarczych panowały jeszcze niesprecyzowane przepisy dotyczące ich prowadzenia. W tym okresie byłam jedną z nielicznych kobiet, które prowadziły agencję ochrony. Było wtedy tak: kształtujące się przemiany ustrojowe, ekonomiczne i społeczne regulowały i porządkowały rynek. Wówczas zaczęłam myśleć o prowadzeniu własnego biznesu. Ponieważ nabrałam już pewnego doświadczenia, pracując w tej branży, postanowiłam sama sobie stworzyć własne, niezależne stanowisko pracy i razem z mężem założyliśmy własna firmę.</p>
<p><strong>Jak pani otoczenie reagowało na fakt, że zajęła się pani „męską&#8221; branżą?</strong><br />
Kobieta prowadząca firmę ochroniarską już w tej chwili nie budzi wielkiego zdziwienia, ale wtedy, gdy zaczynałam pracę w branży i gdy firmę zakładałam, nie było wcale łatwo pokonać uprzedzenia. Musiałam przebojem dostać się do branży i być lepsza od innych, by zaistnieć w tym zawodzie, wydawałoby się, zarezerwowanym dla mężczyzn.</p>
<p><strong>Czy, pani zdaniem kobiety, które zarządzają takim biznesem, napotykają więcej trudności niż mężczyźni?</strong><br />
Musiałam wykazać, że stereotyp, iż branża ochrony to „męski biznes” nie do końca jest prawdziwy i może być dobrze i skutecznie prowadzony przez kobietę. Ja sama, pod wpływem nowych obowiązków i zawodowego ryzyka, stałam się kobietą o wiele bardziej pewną siebie i więcej wymagającą od życia. Wielokrotnie słyszałam i widziałam zdziwienie &#8211; pani i taki „męski biznes”? Wówczas z uśmiechem odpowiadałam, że może nadejdzie taki czas, że zrobię i „babski biznes” i tak też się stało.</p>
<p><strong>Co było najtrudniejsze? Jakie problemy zdarzały się, jeśli chodzi o prowadzenie takiej działalności i jak radziła sobie pani z ich rozwiązywaniem?</strong><br />
Trudności, które napotykałam, gdy starałam się o pozwolenia na założenie firmy, mogłyby niejednego twardziela zniechęcić, ale ja uparcie dążyłam do swojego wybranego celu. Były wzloty i upadki. Jednak wspomagana psychicznie przez męża i rodzinę przygotowywałam się do nowych wyzwań. I chociaż nie brakowało wokół sceptyków, którzy nie wierzyli, że mi się uda, postawiłam na swoim. Dopiero „Ustawa o ochronie osób i mienia” uporządkowała sytuację, określiła niezbędne do tego rodzaju działalności i pracy kwalifikacje. I tak oto stoję, już w wieku 50 lat, przed kolejnym nowym wyzwaniem &#8211; sprostać wymaganym kwalifikacjom. Postanowiłam podjąć naukę w Prywatnej Wyższej Szkole Biznesu i Administracji w Warszawie na kierunku ochrona mienia. Zdobyłam dyplom, zdałam państwowe egzaminy na licencję i wreszcie już mogłam 9 maja 1998 r. zarejestrować swoją agencję ochroniarską.</p>
<p><strong>Ma pani w sobie niesamowity upór w dążeniu do celu. Czy upór wystarcza? Jakie jeszcze inne cechy potrzebne są nam, kobietom, aby prowadzić własny biznes?</strong><br />
Jako właścicielka firmy stale muszę doskonalić swoją wiedzę. Traktuję to jako wielkie wyzwanie, zwłaszcza, że konkurencja na rynku usług ochroniarskich jest bardzo intensywna. Ale zapracowałam i nadal ciężko pracuję na wiarygodność mojej firmy, postawiłam na jakość wykonywanych usług, na wprowadzanie nowych technologii, pracuję nad marką i własnym wizerunkiem, aby kojarzono, że FENIKS to Irena PRZYBOROWSKA.</p>
<p><strong>Jaka jest geneza nazwy „Feniks”?</strong><br />
W toku starań o założenie własnego biznesu o wybranym profilu, tyle razy załamywałam się, by odradzać się jak FENIKS z popiołów, dlatego dałam firmie nazwę FENIKS.</p>
<p><strong>Oprócz prowadzenia Agencji Ochrony Mienia Feniks, postanowiła pani również kontynuować działalność córki, czyli Instytut Urody Feniks w Warszawie.</strong><br />
Gdy firma nabrała rozpędu i zaczęła się rozrastać, włączyły się do współpracy moje dzieci: syn Maciej i córka Monika. Byliśmy już firmą rodzinną, która łączyła konkretny biznes męski z pasją tworzenia piękna i zdrowia dla kobiet i nie tylko. Połączyliśmy ochronę mienia i ochronę urody i zdrowia. Otworzyliśmy dwa Instytuty Zdrowia i Urody FENIKS &#8211; na początku w Ostródzie, a następnie, w 2010 r., w Warszawie. Syn udzielał się i przejął wiele obowiązków w agencji, a córka i synowa zajęły się salonami. Postanowiliśmy stworzyć w Warszawie salon bardzo nowoczesny i z kompleksowym wyposażeniem kosmetyczno – medycznym, dążąc do tego, by Instytut Zdrowia i Urody FENIKS był miejscem kultowym dla ciała i duszy, w którym warto bywać, bo klienci salonu otoczeni są fachową opieką przez profesjonalny personel. Ponadto, jest to miejsce, które łączy unikalny nastrój z nowoczesnym i bardzo stylowym wyposażeniem gabinetów zabiegowych. W atmosferze pełnej harmonii i piękna oferujemy naszym klientom profesjonalne rytuały pielęgnacyjne oraz modelujące sylwetkę. Nasz salon słynie z w pełni holistycznego podejścia i indywidualnych zabiegów ściśle dobieranych do typu skóry. Posiadamy urządzenia wykonane w najnowszej technologii. Nasza indywidualność wyraża się w dyskretnej trosce o każdego klienta i zrozumieniem jego potrzeb i spełnienia oczekiwań.</p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2015/12/Irena-Przyborowska1.jpeg" alt="" width="512" height="768" /></p>
<p><strong>Jaką wizję i pomysły na salon miała pani córka? Które z nich chciałaby pani dalej realizować ku jej pamięci?</strong><br />
Niepowtarzalny wystrój, klimat, panująca przyjazna atmosfera i profesjonalny dobór personelu oraz dokładny dobór urządzeń kosmetyczno &#8211; medycznych najnowszej technologii zawdzięczam mojej córce MONICE. Jej zaangażowanie, pasja i prowadzenie salonu FENIKS w Warszawie, pomimo ciężkiej, nieuleczalnej choroby, dzięki heroicznej walce z nią, nie miało sobie równych. Jeszcze w czasie choroby i leczenia chemioterapią skończyła studia i zdobytą wiedzę realizowała zawodowo. Nie ma Jej już od kilku miesięcy, ale salon nadal funkcjonuje Jej energią. W hołdzie Jej pamięci, jako matka, chcę kontynuować Jej pomysły, a szczególnie to, co tak bardzo chciała wprowadzić: profilaktykę i pomoc kobietom z chorobą raka piersi i tak ważne wsparcie emocjonalne i praktyczne. Po to, by znalazły dzięki temu motywację do walki i do powrotu do zdrowia. Moja Córka była kobietą o wielkim sercu. Bardzo aktywnie włączała się również w inne akcje charytatywne, jak m.in. „Słodka Paczka”, pomagając potrzebującym dzieciom. Ja również kontynuuję takie działania.</p>
<p><strong>W jaki sposób Instytut wspiera kobiety walczące z rakiem?</strong><br />
Przesłanie mojej córki MONIKI wyróżnia Instytut Zdrowia i Urody FENIKS na rynku, a ja spełniam Jej misję biorąc udział w wartościowej profilaktycznej akcji „Piersi w SPA”, propagując samobadanie. Wspierając walkę z rakiem piersi, promujemy edukację. Uczulamy na profilaktykę we wczesnym wykrywaniu niepokojących symptomów choroby. Organizujemy cykliczne spotkania z profesjonalną brafiterką, by zdrowo dobierać bieliznę. Wprowadzamy innowacyjne zabiegi upiększające i zdrowotne, bo nic tak nie poprawia dobrego samopoczucia kobiecie, jak jej zdrowie, ładny wygląd i chwile komfortowego relaksu. Myślę, że córka pozostawiła po sobie coś cennego &#8211; optymizm i wolę walki do samego końca.</p>
<p><strong>Czym dla pani jest sukces?</strong><br />
Ponownie staję przed nowymi wyzwaniami, samo życie pisze mi nowy, nieoczekiwany scenariusz i ponownie myślę, że nie mogę się poddać, muszę być gotowa do zmian. Przecież tak ciężko pracowałam na swoją markę. Firma FENIKS obecnie zatrudnia ok. 300 osób i każda z nich w jakiś sposób dokłada swoją cegiełkę do osiąganych wyników. Ale nie byłoby sukcesu, gdyby nie rodzina, która jest dla mnie najważniejsza, jest moim wsparciem, motywuje do działania i wskazuję drogę do sukcesu. Bo jednak sukces to nie przypadek, to ciężka praca, wytrwałość, nauka, analiza, poświęcenie, a przede wszystkim serce, które wkładasz w to, co robisz.<br />
<strong><br />
Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka<br />
Fot. Żaneta Niżnikowska/NM Studio</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/irena-przyborowska-sukces-to-nie-przypadek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->