<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; Porto</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/porto/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Na walizkach: Po drugiej stronie tęczy…</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-po-drugiej-stronie-teczy/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-po-drugiej-stronie-teczy/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 30 Sep 2017 11:14:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Makos</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Berlin]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[Porto]]></category>
		<category><![CDATA[Tokio]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=24663</guid>
		<description><![CDATA[Wyprowadzić z równowagi, doprowadzić do szału, praktycznie zepsuć wakacje bliskiej osobie – udało wam się to kiedyś? Bo mi tak… Prawie za każdym razem, kiedy nie podróżowałam sama. Katastrofy, kłótnie, płacz i zgrzytanie zębami – to moja specjalność. Podróżowanie ze mną stanowi nie lada wyzwanie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak podróżować by odpocząć? Jak wrzucić na luz i nie dać się emocjom? Oddałabym wiele, aby poznać ten sekret, czy mi się udało? Pożyjemy, zobaczymy.</p>
<p><strong>Jak było? Jak w zegarku..</strong></p>
<p>Przesadna perfekcja. Wakacje zaplanowane co do minuty. Plan zwiedzania, plan atrakcji, plan na czas wolny, plan posiłków… plan na wszystko! Zegarek w ręce, stres… Oto mój przepis na udaną wakacyjną katastrofę! GOTOWE.</p>
<p>A było to mniej więcej tak:</p>
<p><strong>Tokio</strong> – środek dnia, środek ulicy a my na siebie wrzeszczymy. Pierwszy raz widzę moją przyjaciółkę wyprowadzoną z równowagi. Jej łzy w oczach mówią mi wszystko. Przegięłam! Od rana biegamy jak wariatki, by jak najwięcej zobaczyć. Kolejna atrakcja odhaczona! Muszę się opamiętać. Jej słowa działają jak zimny prysznic. Przecież nie musimy tak pędzić. Trochę wolniej, spokojniej.Siadamy na najbliższej ławce. Kilka wdechów. Serdeczny uścisk, tyle trzeba, by dobry nastrój wrócił. Słucham uważnie słów przyjaciółki. Masz rację moja droga. Wakacje są po to, by odpocząć, poczuć klimat miejsca. Zróbmy jak mówisz…</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-24665" title="Tokio" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/09/Tokio.jpg" alt="" width="755" height="503" /></p>
<p>Seria przypadków, dziwnych zdarzeń i oto jesteśmy po drugiej stronie miasta. Ruin świątyni jak nie ma, tak nie było. Przed nami wieża Eiffla. Cholera jak to możliwe, iż po 30-minutowej jeździe metrem wróciłyśmy na stary kontynent. Wertuje przewodnik jak szalona. OK, zgadza się. Mamy tutaj taką atrakcję. Winda na jej szczyt mknie jak szalona. Z góry roztacza się niezapomniany widok. Lepiej być nie mogło! Dziękuję.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-24666" title="tok1" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/09/tok1.jpg" alt="" width="503" height="503" /></p>
<p><strong>Berlin – </strong>no proszę! Ile można? Przecież umawiałyśmy się że o 11 zaczniemy zwiedzać. A my dalej przy kawie, dalej rozmawiamy. Zaczynam marudzić. Prośby i groźby nie pomagają. Żadna się nie rusza. A ja już chciałabym być na miejscu. W końcu siostra nie wytrzymuje i jasno daje mi do zrozumienia, żebyśmy najpierw wypiły kawę. Chwila! Moment! Po co ten cały stres. Przecież ja tylko chcę, abyśmy jak najwięcej zobaczyły.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-24667" title="berlin" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/09/berlin.jpg" alt="" width="691" height="461" /></p>
<p><strong>Monterrey</strong> – zabije Cię, zwariowałaś. Czy ty zawsze musisz postawić na swoim? Przecież mówiłam Ci, że nie cierpię spacerować, wspinać się czy wędrować. Nie obchodzi mnie co jest na szczycie, wracam! Ups, ona nie żartuje. Mogłam wcześniej zapytać. Wiem, że widok z góry przyprawi ją o zawrót głowy. Ale to dopiero za 3 godziny. Może lepiej, żeby szła przede mną.</p>
<p>No cóż pomilczeć we dwoje też fajnie. Przecież zdobędziemy najwyższy szczyt w okolicy – Copete de Águilas (2200m). Od godziny idziemy, nastrój się zmienia i chyba jej przeszło. Pomilczę jeszcze.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-24668" title="Meksyk" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/09/Meksyk.jpg" alt="" width="864" height="257" /></p>
<p>Docieramy na szczyt i widzę jej łzy. Wiem, że przesadziłam. Nic na siłę. Ale tak bardzo chciałam jej pokazać świat moimi oczyma. Czy warto? Mówi, że tak.</p>
<p><strong>Porto</strong> – przebieram nogami, dlaczego zwalniamy. Przecież tutaj nic nie ma. Mała kawiarnia na uboczu. Zatrzymujemy się na kawę! Gwar rozmów, żadnych turystów. Gdzie my jesteśmy? Nawet nie zauważyłam kiedy zeszliśmy z planowanej trasy. Siadamy. Podwójne espresso. Rozmowa pochłonęła mnie bez reszty.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-24669" title="Porto" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/09/Porto.jpg" alt="" width="674" height="504" /></p>
<p>Tak mijają godziny. Czuję się jak w domu. Czy to za sprawą towarzystwa czy magicznego miejsca?</p>
<p>I wtedy mój przyjaciel udziela mi najlepszej rady. Bo widzisz, mój przepis na udane wakacje jest prosty. Daj się ponieść nogom, gdzie nie planowałaś. Porzuć plan, usiądź na chwilę, może dwie. Odpocznij. Weź głęboki oddech, zobacz co jest obok! Bo widzisz, chodzi o to, by poczuć klimat danego miejsca. Zabytki nie uciekną. Muzea, kościoły pewnie tu będą. Usiądźmy, porozmawiajmy…</p>
<p>Dało do myślenia.</p>
<p><strong>Jak jest po drugiej stronie tęczy…</strong></p>
<p>Z przewodnikiem czy bez. Odhaczając lub olewając. Jedno jest pewne podróże kształcą i to lubię w nich najbardziej. Najważniejsze, by w tym wszystkim nie stracić głowy. Znaleźć swój sposób na udane wakacje. Cieszyć się chwilą! Tu i teraz bez względu na to, czy jesteśmy na wakacjach czy w pracy. Takie proste.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p><strong><img class="size-full wp-image-22769 alignleft" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="335" height="335" />Justyna Szczurek –</strong> rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło – ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli – tylko tyle i aż<strong> </strong>tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-po-drugiej-stronie-teczy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: Historia jednej pocztówki</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-historia-jednej-pocztowki/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-historia-jednej-pocztowki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 26 Sep 2017 08:40:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Makos</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[pocztówki]]></category>
		<category><![CDATA[Porto]]></category>
		<category><![CDATA[Portugalia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=24634</guid>
		<description><![CDATA[Czy ktoś jeszcze o nich pamięta? Czy ktoś jeszcze je wysyła?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Historia jednej, bardzo szczególnej, pocztówki do dziś przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Jeśli przyszła na czas, o ile w ogóle doszła, być może czyjeś życie zmieniło bieg. Kartka papieru, kilka słów, a jednak jej tajemnicza siła dalej wywołuje uśmiech na wielu twarzach. Przeznaczenie czy przypadek? Z czym częściej mamy do czynienia?</p>
<p><strong>Sentymentalnie</strong></p>
<p>Uliczkami Porto mogłabym spacerować bez końca. Od kilku godzin nimi krążę! Most Ponte Dom Luís I z 1886 roku, projektu ucznia Gustawa Eiffla, jest po prostu cudowny! To fakt! Nie mogę oderwać od niego wzroku.</p>
<p>Czas płynie znakomicie! Towarzystwo przyjaciół, pyszne jedzenie i odrobina dobrego wina. Czego chcieć więcej? Jak to czego? Kartek! Pocztówek! Znaczków!</p>
<p>Z wariatami się nie rozmawia i moi przyjaciele o tym wiedzą. Ruszam więc samotnie na ważną misję. Czas wysłać pocztówki z wakacji. Przyznam szczerze, że to uwielbiam. Jak dziecko cieszę się z każdej otrzymanej kartki i jak wariat wysyłam po kilka z każdego miejsca, w które się udaję. Wypisywane na kolanie, w biegu, leniwie w kawiarenkach czy w ostatniej chwili na lotniskach, kartki pocztowe zawsze były moją słabością.</p>
<p>Tym razem nigdzie mi się nie spieszy, po pysznym obiedzie, na brzegu rzeki Duero, w dzielnica Ribeira, ruszam przed siebie. Oddalam się od centrum i gubię w małych uliczkach pełnych lokalnych produktów. Kolorowe pamiątki kuszą, wybieram kilka pocztówek i ruszam na dalsze poszukiwania – tym razem kawy i pasteis de nata, a więc małych tartaletek  z budyniowym kremem. Jak na zawołanie znajduję małą kawiarnię. Idealne miejsce na chwilę relaksu i wypisanie pocztówek.</p>
<p><strong>Przypadek czy przeznaczenie</strong></p>
<p>Stolik przy oknie już czeka. Zapach świeżo parzonej kawy doprowadza do szału. Rozsiadam się wygodnie, delektuję deserem i kawą. Wtedy dostrzegam ją…</p>
<p>Zapłakana dziewczyna próbuje się schować w kącie kawiarni. Gdyby nie jej cichy szloch pewnie bym jej nie zauważyła. Łzy kapią na kartkę papieru. Nie wiem dlaczego do niej podchodzę, ale jest już za późno, żeby się wycofać. Zauważyła mnie. Nie bardzo rozumiem jej słowa. Zdania padają chaotycznie. Brak w nich logiki. Za chwilę ma samolot i od godziny próbuje napisać ważne słowa. Jak się okazuje, pocztówkę do kogoś bliskiego. Siadam obok, słucham uważnie. Wyjechała bez słowa pożegnania. Między nią, a tą ważną dla niej osobą nastała cisza. Duma i upór obojga nie pozwalają jej złamać, więc próbuje napisać kartkę, by zburzyć mur. Zakochani, zagubieni.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-24639" title="IMG_9388" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/09/IMG_9388.jpg" alt="" width="705" height="529" /></p>
<p><strong>Hmm i co dalej?</strong></p>
<p>Zgłupieję! Od godziny szukamy poczty! Jeśli nie kupimy tego znaczka – przepadło! Przecież nie mogę pozwolić, by ta historia tak się zakończyła. Czas ucieka. Dziewczyna łapie taksówkę, musi jechać na lotnisko. Ja obiecałam szukać do skutku. MAM! Jest! W końcu! Wpadam jak po ogień! Kupuję znaczki, wrzucam kartki do skrzynki i dopiero wtedy uświadamiam sobie jak bardzo dziwne to było spotkanie… A może tylko wyobraźnia płata mi figle. Rozglądam się dookoła. Późno już. Czas wracać do przyjaciół.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-24636" title="IMG_9386" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/09/IMG_9386.jpg" alt="" width="705" height="529" /></p>
<p>Czy kartka trafiła do adresata? Czy udało im się spotkać? Nieznajomej nigdy więcej nie spotkałam. Chciałabym wierzyć, że się udało. Bo lubię takie historie, bo lubię kartki. Nostalgiczne, czasami kiczowate, a kryją tyle tajemnic.</p>
<p>Kartka pocztowa, pocztówka, widokówka. Prostokątna lub kwadratowa. Z wierszem, życzeniami, ot taka krótka korespondencja. Staroświecka pośredniczka, tajemnicza kokietka! Wywołuje uśmiech, dostarcza radości.</p>
<p>A Porto jak to Porto, moje miasto mostów nie przestaje mnie zaskakiwać. Co jeszcze może nam się tu przydarzyć?</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></p>
<p style="text-align: right;"><strong><br />
</strong></p>
<p><strong><img class="size-full wp-image-22769 alignleft" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="201" height="201" />Justyna Szczurek –</strong> rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło – ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli – tylko tyle i aż<strong> </strong>tyle.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Ciekawostka. Pocztówka, i jej historia.. </strong></p>
<p>Ponieważ ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a mnie tam zabraknąć nie mogło – pozwolę sobie na trochę historii. Okazuje się, że pocztówka liczy sobie już ponad 140 lat! Jej pomysłodawcą był Niemiec – Heinrich von Stephen. Pierwsza ilustrowana karta pocztowa wysłana została 16 lipca 1870 roku przez pewnego księgarza Augusta Schwartza z Olenburga.</p>
<p>Najciekawsze w tym wszystkim jednak było dla mnie odkrycie, iż autorem polskiej nazwy karty pocztowej jest sam Henryk Sienkiewicz. Podczas Pierwszej Wystawy Kart Pocztowych w Warszawie ogłoszono konkurs na polską nazwę. Spośród 296 propozycji najwięcej głosów zdobył wyraz „pocztówka” zaproponowany przez „Marja z B.”, a więc ukrywającego się pod tym pseudonimem Henryka Sienkiewicza.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-walizkach-historia-jednej-pocztowki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na walizkach: Jak (nie) zakochać się w Porto?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/jak-nie-zakochac-sie-w-porto/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/jak-nie-zakochac-sie-w-porto/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Jul 2015 11:34:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[po Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Szczurek]]></category>
		<category><![CDATA[Na walizkach]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Porto]]></category>
		<category><![CDATA[Portugalia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=19701</guid>
		<description><![CDATA[Wiele jest takich miejsc, gdzie można zaspokoić wszystkie zmysły jednocześnie. W dzisiejszych czasach, przy tempie w jakim żyjemy, niewiele może nas jeszcze zaskoczyć. A jednak... Porto uwodzi, kusi i czaruje nawet najbardziej wybredne podniebienia... W pogoni za słońcem i ja dałam się zaczarować portugalskiemu wybrzeżu]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Porto a raczej O’porto jest to malownicze miasto położone w północnej części Portugalii, nad Oceanem Atlantyckim, u ujścia rzeki Douro. Plan jest prosty. Najbliższych kilka dni zamierzam spędzić przemierzając malownicze zakątki miasta. Próbując wszystkich możliwych, lokalnych dań. Weryfikując światowy zachwyt nad jedynym w swoim rodzaju winem Porto. Oddając się urokom śródziemnomorskiego klimatu. Pozwolę się uwieść i przeżyć niesamowity romans z tym barwnym miasteczkiem. Zaczynajmy więc&#8230;</p>
<p><strong>Czy Porto najlepiej smakuje w Porto!?</strong><br />
 O’Porto jest znane na arenie międzynarodowej przede wszystkim dzięki wyśmienitemu lokalnemu winu o tej samej nazwie. Przemierzając wąskie uliczki miasta, krainy miodem i winem płynącej, moją pierwszą uwagę przykuły winnice. Zaraz, zaraz, jakim miodem!? Winem! I to nie byle jakim – przecież to Porto. Dzielnica Vila Nova de Gaia jest moim celem. Prawy i lewy brzeg Douro, mimo niewielkiej odległości (0,5 km), to administracyjnie dwie odrębne miejscowości. Aby dostać się do Vila Nova de Gaia , wystarczy przespacerować się po przepięknym, dwupoziomowym moście stalowym Ponte Dom Luís I. <br />
 Z daleka już widać ogromne litery składające się na firmowe nazwy piwnic i magazynów, widniejące na dachach. Znaczna część piwnic stoi dumnie wzdłuż wybrzeża, ale są też inne, ukryte pośród XVIII w. uliczek. Mimo że większość z nich już dawno została wykupiona przez międzynarodowe przedsiębiorstwa (włącznie ze słynną marką Cockburn), ciągle starają się utrzymać przyjazny wizerunek rodzimych przedsięwzięć. Przy długiej alei biegnącej wzdłuż rzeki znajdują się trzy najbardziej popularne caves: Sandeman, Ramos Pinto i Cálem.<br />
 Dlatego właśnie postanowiłam przeznaczyć jeden dzień pobytu w mieście na spacer po Vili Nova de Gaia i degustację lokalnego trunku. Wiele piwnic w tej okolicy oferuje odpłatne wycieczki z przewodnikiem po danej piwnicy, połączone z degustacją. Wybieram jedną z nich, która przyciąga mnie znaną nazwą. W czasie tej wycieczki dowiaduje się wiele na temat produkcji i przechowywania porto oraz poznaję historię roczników (vintage) osiągających rekordowe ceny. Wycieczka kończy się degustacją. Zdecydowanie ten trunek jest jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek piłam.<br />
 Uwaga, uwaga! Wino to ma ponad 20 proc. alkoholu i podobno to właśnie w Porto smakuje najlepiej, bez wątpienia jest to jeden z „must see, must do” w Porto.<br />
 Porto swoją sławę i niepowtarzalny smak zawdzięcza panującemu w dolinie Douro mikroklimatowi. Zimy są tu mroźne, lata gorące, deszcze ulewne, a rosnąca na tarasach, na stromych brzegach, winorośl znakomicie to wszystko absorbuje. Owoce rodzą się wyjątkowo słodkie, a mocy dodaje im brandy, dolana przed zakończeniem fermentacji; beczki z taką właśnie młodą mieszanką spławia się wiosną do miasta i składa w piwnicach, by trunek dojrzał. Choć ze słowem „porto” wciąż najbardziej kojarzy się wino mocne i słodkie, od lat, oprócz czerwonego, wytwarza się także białe porto wytrawne, a nawet &#8211; różowe. Dumą każdego producenta jest jednak tzw. vintage, które robi się tak, jak przed wiekami nie używając maszyn, tylko ludzkich rąk, a właściwie nóg: kilkadziesiąt osób wchodzi do kamiennego, mieszczącego 7 tys. litrów, basenu i drepcząc kilka godzin ugniata winogrona. Przygotowany z nich trunek trafia do beczek, ale nie na kilka do dwudziestu godzin &#8211; jak w przypadku porto czerwonego i białego &#8211; tylko na dwa lata. Potem rozlewa go się do butelek i przechowuje w pozycji horyzontalnej &#8211; nawet cały wiek.<br />
 Istnieje 6 głównych typów porto: Vintage, Late Bottled Vintage, Tawny, Late Tawny, Ruby i białe porto. Warto spróbować różnych typów, by odnaleźć swój ulubiony. Porto nie zawsze jest winem słodkim. Białe jest różnicowane na wytrawne, półsłodkie i słodkie; przy czerwonych nie podaje się poziomu cukru i stanowi to zwykle rodzaj zagadki. Olbrzymia większość najtańszej odmiany porto – Ruby, jest czerwonym winem słodkim lub półsłodkim. Jednak większość Porto Tawny i LBV to wina wytrawne lub półwytrawne. W zależności od odmiany mają one barwę od ciemnoczerwonej (prawie brunatnej) do słomkowej. Wspólny dla wszystkich rodzajów porto jest mocny aromat wanilii, dębu i korzenny posmak. Wino to pije się zależnie od okazji. Należy jednak pamiętać, że porto to wino deserowe o wysokiej zawartości alkoholu (ponad 20 proc.). Zwyczajna runda po piwnicach może mieć swój upojny finał!</p>
<p><strong>Czego (nie) zjeść, by się (nie) zakochać! Przewodnik po krainie smaków</strong><br />
 Zgadzam się ze zdaniem wszystkich śmiałków, iż kuchnia portugalska jest niewątpliwie jedną z najbogatszych i najciekawszych kuchni na świecie. Jej różnorodność wynika z kolonialnej historii tego kraju, który miał szerokie wpływy na całej kuli ziemskiej, czerpał z dziedzictwa kulinarnego różnych zakątków świata, m.in. kuchni Japonii, Chin, Indii, Brazylii oraz swoich kolonii w Afryce (np. Angola, Mozambik oraz Wyspy Zielonego Przylądka). Z drugiej strony, potrawy kuchni portugalskiej są mało skomplikowane, często przyprawiane jedynie solą morską i oliwą z oliwek. Ogromną zaletą jest fakt, iż większość dań bazuje na świeżych składnikach. To dlatego wszystkie potrawy są bardzo smaczne i tak wyraziste.<br />
 W kuchni tej szczególnie wyróżnia się zamiłowanie mieszkańców do ryb. Dzięki położeniu nad Oceanem Atlantyckim, Portugalczycy mają dostęp do świeżych ryb, szczególnie sardynek (sardinha) i makreli (carapau). Grillowanie sardynki i suszony dorsz bacalhau to niemalże symbole tego kraju. Suszonego dorsza przyrządza się tu ponoć na tysiąc sposobów. Świeże ryby najczęściej podaje się grillowane, posypane solą morską i polane oliwą z oliwek: dourada, robalo (okoń morski) czy peixe espada.<br />
 Moją ulubioną potrawą szybko zostają ośmiornice oraz dorsz w każdej postaci, a szczególnie zapiekany z śmietaną – Bacalhau com natas (Codfish with cream). Nie mogę powstrzymać się przed nałożeniem sobie kolejnej porcji. Dorsz podbija moje serce, pieści podniebienie i prowadzi wszystkie zmysły do szału. Warto spróbować dania z tej ryby w różnej postaci. Na pewno będzie to niezapomniane wspomnienie.<br />
 Zaraz obok ryb, owoce morza królują wśród tutejszych przysmaków. Jeśli zakochać się w nich, to tylko w O’Porto – tylko w Portugalii. Pyszne są krewetki (camarão), gotowane w wodzie z solą lub smażone z czosnkiem w oliwie. Kraby (caranguejo) podawane zazwyczaj są w formie sałatki podawanej w skorupce. Słynne potrawy z owocami morza to: Arroz de Marisco (ryż z owocami morza), Polvo à lagareiro (ośmiornica pieczona z oliwą i czosnkiem), Creme de Marisco (zupa krem z owoców morza). Słynne danie Amêijoas à Bulhão Pato, powstało na cześć portugalskiego poety Raimunda de Bulhão Pato, a jego składnikami są małże, czosnek, kolendra i oliwa z oliwek oraz sok z cytryny. W Portugalii można próbować całego bogactwa owoców morza: ostryg (ostras), pąkli (percebes), przegrzebków (vieira), omułek (mexilhão). Ciekawie przyrządzane są mątwy (choco) i kałamarnice (lulas). Najdroższe są homary i langusty (lagosta).<br />
 Oczywiście będąc w Porto należy spróbować możliwie jak największej ilości różnych dań. To tutaj należy spróbować grillowanych świeżych ryb i licznych przystawek z owoców morza, choć każdemu łasuchowi będzie bardzo trudno oprzeć się doskonale przyrządzanym daniom mięsnym. Bez względu na porę dnia, rodzaj posiłku &#8211; zawsze, doskonałym dodatkiem do każdej potrawy, jest butelka portugalskiego wina (nie tylko wysławione już Porto ale i wina takie jak tinto, branco lub orzeźwiające vinho verde). Natomiast na deser, oprócz niezwykłego bogactwa tradycyjnych słodyczy, koniecznie trzeba zasmakować wyśmienitej kawy. <br />
 Właśnie w tym miejscu należy wspomnieć o kolejnym atucie kuchni portugalskiej, jakimi są dojrzewające sery owcze, oliwki, sezonowe owoce i różnorodne przekąski, czyli petiscos. Posiłki smakują jeszcze lepiej, kiedy spożywamy je wśród rodziny i przyjaciół. Jak przystało w każdym portugalskim domu, celebrując każdą minutę spędzoną w gronie najbliższych.</p>
<p style="text-align: right;"><a rel="attachment wp-att-19703" href="http://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/jak-nie-zakochac-sie-w-porto/attachment/porto_kolaz/"><img class="aligncenter size-full wp-image-19703" title="porto_kolaz" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2015/06/porto_kolaz.jpg" alt="" width="650" height="4642" /></a><br />
 <em><strong>Tekst i zdjęcia: Justyna Szczurek</strong></em></p>
<p style="text-align: center;"><em>***</em></p>
<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-22769" title="Justyna Szczurek" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2017/01/IMG_0579.jpg" alt="" width="234" height="234" />Justyna Szczurek </strong>- rodowita Krakowianka, włóczykij, który jest ciągle w biegu i planuje kolejne wyprawy.  Nie wyobraża sobie życia bez walizki, dobrej książki, aparatu, pisania i jedzenia. Nieustannie fotografuje otaczający ją świat i  przelewa na papier wszystko to, czego doświadcza podczas podróży. Instynkt podróżnika ponownie zaprowadził ją na inny koniec globu, tym razem do Meksyku, gdzie mieszka i pracuje. Co ją do tego pchnęło &#8211; ciekawość, miłość do TACOS i Mariachi czy może praca? Ciągle szuka odpowiedzi.  Jaki jest jej przepis na życie? Szczypta szaleństwa, intuicja, upór godny największego osła, wielki uśmiech i pozytywne myśli &#8211; tylko tyle i aż tyle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/jak-nie-zakochac-sie-w-porto/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->