<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; powroty</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/powroty/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Sat, 07 Nov 2026 01:41:41 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Odejścia i (nie)powroty</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/odejscia-i-niepowroty/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/odejscia-i-niepowroty/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Nov 2011 11:55:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Chodacka</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[odejścia]]></category>
		<category><![CDATA[powroty]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[zaginięcia]]></category>
		<category><![CDATA[zaginieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=6742</guid>
		<description><![CDATA[Czasem śni mi się Janek. Staje w drzwiach, a ja zaczynam na niego strasznie krzyczeć: gdzie był i dlaczego tak długo milczał. I zamykam mu drzwi przed nosem...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W tym roku, w kwietniu, minęło dokładnie 11 lat od kiedy Janka nie ma. To było dokładnie 4 kwietnia 1999 roku. Tuż przed świętami Wielkanocnymi. Wtedy widziano go ostatni raz.</p>
<p><strong>Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…</strong><br />
 Kiedyś myślałam, że dobrze będzie zrobić mu taką symboliczną tablicę pamiątkową, na grobie jego matki. Żeby można było do niego pójść, posiedzieć, zapalić mu świeczkę. Ale moi synowie się sprzeciwili. Powiedzieli, że chcą myśleć, że tata żyje i że może kiedyś wróci. A jak zrobimy tę tablicę, to będzie tak, jakby nie żył. W sumie, jakby na to popatrzeć z technicznej strony, to nie żyje – rok temu sądownie uzyskałam orzeczenie sądu, które uznało Janka za osobę zmarłą. To było 11 lat po tym, jak zaginął. Słyszałam, że kiedyś można się było starać o coś takiego po siedmiu latach. Nie wiem czy to dobrze czy źle, że teraz jest 10. W sumie, pięć lat to chyba byłoby za krótko, a 10 wydaje się za długo. Po pięciu latach ten ktoś zaginiony mógłby wrócić, a ta osoba, która została, mogłaby już mieć ułożone życie. Siedem wydaje się optymalne.</p>
<p>Małżeństwem byliśmy 15 lat, kiedy Janek zaginął. Nasi chłopcy mieli wtedy po 14 i 15 lat.</p>
<p>Tak się złożyło, że ja wtedy byłam w Stanach Zjednoczonych. Byliśmy młodzi, na dorobku.</p>
<p>Kilka lat wcześniej dostaliśmy to mieszkanie, kupiliśmy samochód, naczynia z Zeptera. Mieliśmy troszkę długów, nawarstwiło się rat i trzeba było to spłacać. Mój teść był w USA, trafiła się okazja, żebym tam pojechała, odpracowała długi i coś zaoszczędziła. Tak też się stało. Na miejscu, z pracą było różnie, ale w końcu się udało. Opiekowałam się Żydówką polskiego pochodzenia, ona była troszkę niewidoma i zniedołężniała, ale dobrze mi się pracowało. Byłam tam 1,5 roku, kiedy zadzwoniła moja mama z wiadomością, że Janek wyszedł do lekarza i nie wrócił i że jest to zgłoszone na policję, i że jest poszukiwany.</p>
<p>To był straszny szok. Tym bardziej, że do domu dzwoniłam kilka razy w tygodniu i wszystko wydawało się w porządku. Wiedziałam, że zostawiłam w Polsce dzieci i męża, i starałam się mieć z nimi jak najczęstszy kontakt. Moja mama przychodziła i pomagała bardzo dużo. Choć mąż też potrafił. Nie uchylał się od żadnych prac domowych.</p>
<p>Bardzo szybko załatwiłam bilet powrotny i byłam w Polsce już dwa tygodnie po zaginięciu Janka. Przez ten czas nic się nie wyjaśniło. Ktoś go niby widział w kościele, potem okazało się, że to nie on. Policja działała jakoś tak opieszale, nie informowali mnie o niczym. Doszło do tego, że szukaliśmy pomocy u jasnowidzów. Teść był u jakiejś wróżki. Ta mu powiedziała, że mafia porwała Janka. A przecież mąż nie miał nic wspólnego z żadnymi gangsterami. Był porządnym, normalnym człowiekiem. Skończył studia, pracował w hucie.</p>
<p>Rodzina męża była też u słynnego jasnowidza z Człuchowa. On kazał wziąć jakąś rzecz, która należała do Janka. Zawieźli koszulę. Wziął tę koszulę, czekali dwie godziny. Po tym czasie przez uchylone drzwi przekazał im na kartce opis, tego, co według niego się stało. On stwierdził, że mąż został zamordowany, a jego zwłoki zakopano niedaleko huty, w której pracował. Rozrysował nawet mapkę, gdzie one się mają znajdować. Z tą mapką poszliśmy na policję. Policja niby przeszukała ten teren i nic nie znalazła. Zgłosiliśmy Janka także do programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, ale nie było po nim odzewu. Na tym etapie nasze poszukiwania się praktycznie skończyły. Nie szukaliśmy już pomocy u wróżek i jasnowidzów, bo każdy mówił co innego. Poza tym, chcąc wynająć jakiegoś detektywa, trzeba się liczyć z dużymi kosztami. A ja miałam dwójkę dzieci na utrzymaniu. Potem jeszcze pięciokrotnie byłam w USA, żeby jakoś finansowo dać sobie radę.</p>
<p><em><strong>Cały reportaż znajdziecie w najnowszym, siódmym numerze EksMagazynu w Empikach oraz w <a href="http://www.sklep.eksmagazyn.pl/index.php/elektroniczne-wydanie-eksmagazynu?page=shop.browse&amp;category_id=2" target="_blank">naszym sklepie internetowym tutaj.</a></strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/odejscia-i-niepowroty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Depresja eks-emigranta</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/depresja-eks-emigranta/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/depresja-eks-emigranta/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Jan 2011 12:40:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Aneta Zadroga]]></category>
		<category><![CDATA[depresja]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[emigranci]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[powroty]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[psycholog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.hoster.pl/?p=417</guid>
		<description><![CDATA[Wracasz z zagranicy, a tu wszyscy zachowują się tak, jakby chcieli cię ukarać za to, że wyjechałeś. Od znajomych, przez rodzinę, do pracodawców. Depresja? Jak nie przestaniesz zwracać uwagi na wszystko, co cię dobija, bez psychologa możesz sobie nie poradzić]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;Po co wracasz w kryzysie? Tu dla tych, co zostali nie ma pracy&#8230;&#8221; Nikt mnie tu nie potrzebuje. Znajomi myślą, że dorobiłem się kokosów, a przecież Wyspy to nie kraina mlekiem i miodem płynąca. Teraz tam też wszyscy zaciskają pasa. Jak szukam gdzieś pracy, to albo muszę zaczynać od zera, albo mam zbyt wysokie kwalifikacje. „Tu jest Polska, nie Anglia” &#8211; słyszę. „A poza tym jest kryzys, nie ma pracy dla tych, co nie wyjeżdżali, a nie dla jakichś emigrantów!”<br />
 <strong><br />
 Adam z Kętrzyna, 26 lat, na emigracji od pięciu lat</strong></p>
<p>Poważnych podejść do powrotu miałem co najmniej trzy. Scenariusz zawsze był ten sam. Podejmuję decyzję, czasami z dnia na dzień, rzucam pracę, pakuję się, wsiadam do samolotu i docieram do domu. Pierwsze tygodnie są jak wakacje. Odpoczywam, odwiedzam znajomych i rodzinę, planuję dokończenie studiów i pełen zapału przeglądam oferty pracy i wysyłam CV. Później euforia mija i zaczyna się katorga. Robię się leniwy, czuję się nikomu niepotrzebny, bo tak naprawdę bliscy mi ludzie zdążyli się już ode mnie odzwyczaić, a na podania o pracę mało kto odpowiada.</p>
<p>Kiedy jestem za granicą, słyszę ciągle, że praca w Polsce coraz bardziej się opłaca i jest do czego wracać. Że niby kryzys, ale nie tak dotkliwy, jak na Zachodzie, że jest praca dla doświadczonych specjalistów. Tutaj &#8211; trafiam na szarą rzeczywistość inną niż ta z obrazków medialnych. Ostatni powrót „przerabiałem” w kwietniu. Będąc w Polsce wysłałem kilkanaście CV, oddzwoniły trzy firmy, wiadomo, przed sezonem, branża hotelarsko – usługowa łowi pracowników na potęgę.</p>
<p>Pierwsza rozmowa: w restauracji – za pensję, z której nie zapłacę nawet za mieszkanie i telefon. Druga: w hotelu– z wypłatą byłoby lepiej, ale w pracy musiałbym spędzać po 14 godzin na dobę. No i biuro turystyczne – usłyszałem, że zbyt długo nie było mnie w kraju i nie wiem, co się dzieje w polskiej turystyce. Tu jest Polska, a nie Anglia. Zamurowało mnie. Po raz kolejny poczułem, że nikt mnie tu nie chce, nie tylko zawodowo. Rodzina się odzwyczaiła, znajomi myślą, że śpię na pieniądzach, czasami bez żadnych skrupułów proszą o pożyczki tak wysokie, że łapię się za głowę. Mówią, że jest recesja, że stracili pracę, a ja przecież mam, bo wróciłem z emigracji.</p>
<p>Każda wizyta w Polsce kończy się tak samo. Tracę ochotę na poszukiwania po jakimś miesiącu. „Nic na siłę&#8221; &#8211; myślę i zaczynam przeglądać internet. Znajduję ciekawą ofertę, pakuję się i znikam z Polski na kolejne pół roku lub rok. Boję się, że kiedyś mogę zniknąć na stałe.<br />
 <strong><br />
 Karina z Rzeszowa, 25 lat, półtora roku na emigracji</strong></p>
<p>Pytanie o to, czy było warto wracać zadałam sobie po raz pierwszy, kiedy wysiadałam z samolotu, którym wróciłam z Wielkiej Brytanii. Było to dziesięć miesięcy temu. Od tej pory powtarzam je sobie dostając comiesięczną wypłatę, czy natykając się na pracownicze absurdy. No i ten kryzys&#8230; Na Wyspach pewnie by mnie też dopadł, ale tutaj dzieją się niezrozumiałe dla mnie rzeczy.</p>
<p>Na Wyspach pracowałam głównie jako spedytor. Samodzielność finansowa, życie bez obaw o to, że nie wystarczy do pierwszego, perspektywy wyższych zarobków, co kilka miesięcy urlop w jakimś egzotycznym miejscu, zgrana paczka przyjaciół. Wyjeżdżając założyłam sobie jednak, że nie zostanę na Wyspach dłużej niż rok. Kiedy wyruszałam za granicę, byłam świeżo upieczoną absolwentką politologii na uniwersytecie w Rzeszowie, a że zawsze marzył mi się Kraków, postanowiłam, że wyjadę na Wyspy, zarobię na naukę i wrócę.</p>
<p>Pierwsze „powrotowe&#8221; wątpliwości dopadły mnie, kiedy rozstałam się ze swoim partnerem, który miał na mnie czekać w kraju. Później, kiedy moja najbliższa przyjaciółka postanowiła zostać na Wyspach. Ale zacisnęłam zęby i pomyślałam sobie: „Trzeba być konsekwentnym!&#8221; Spakowałam się, wsiadłam w samolot i przyleciałam do domu. Polska powitała mnie ulewą i szarym, zachmurzonym niebem. Przez chwilę wydawało mi się bardziej szare niż to, z którym miałam do czynienia w Anglii&#8230;</p>
<p>Praca? Zanim zaczęłam cokolwiek zarabiać, straciłam pół roku. Dobrze, że dostałam się na studia, bo inaczej już dawno byłabym z powrotem na Wyspach. Myślałam, że roczne doświadczenie na stanowisku spedytora w dużej międzynarodowej firmie i biegła znajomość angielskiego otworzy mi wszystkie drzwi w polskich firmach tego typu. A tutaj zimny prysznic. Moje CV nie zrobiło na nikim większego wrażenia. A w jednym miejscu usłyszałam, że mam zbyt wysokie kwalifikacje, jak na wymagania firmy. Po pewnym czasie przestałam więc szukać.</p>
<p>W domu też coś się zmieniło. Po kilku tygodniach okazało się, że tak ja, jak moi bliscy, jesteśmy zupełnie innymi ludźmi niż nam się wydawało. Niewiele zostało z tego, jak postrzegaliśmy siebie przed moim wyjazdem. Po czterech miesiącach od powrotu wyprowadziłam się z domu. Ani ja nie mogłam wytrzymać z rodzicami, ani oni ze mną. Teraz mieszkam, studiuję i pracuję w Krakowie. To już trzecia praca w ciągu pół roku. Z jednej wylali mnie, bo był kryzys, z drugiej odeszłam, bo z powodu kryzysu obcięli mi pensję, z której i tak bez dokładania funtów, które przywiozłam z Wysp, nie byłam w stanie się utrzymać. Funtów co prawda jeszcze trochę zostało, no i mam trzecią pracę, której, mam nadzieję, nie stracę, ale to bolesne, że pobyt za granicą to ponad rok wycięty z kalendarza. Po powrocie trzeba zaczynać od zera.<br />
 <strong><br />
 Radek ze Stalowej Woli, 28 lat, trzy lata na emigracji</strong></p>
<p>Wyjeżdżałem w ciemno, po wylądowaniu w Anglii musieliśmy z kolegą szukać miejsca do spania, a później biegać od agencji do agencji i pytać o jakikolwiek wakat. Nie było łatwo, ale znalazłem pracę, szybko awansowałem i zacząłem zarabiać godziwe pieniądze. Jak ktoś myśli, ze Wyspy to kraina mlekiem i miodem płynąca, polecam spróbować. Nic nie przychodzi samo.</p>
<p>Od pierwszego dnia wyjazdu wiedziałem, że chcę wrócić. Nie żebym był jakimś przesadnym patriotą, ale czułem, że mój dom, chociaż bardzo niedoskonały, jest tutaj. Większość młodych ludzi zaczyna sobie po wyjeździe układać życie z dala od tych anomalii, które są w Polsce. Do dobrego człowiek się bardzo szybko przyzwyczaja. Ja nie chciałem zostać na Wyspach całe życie, a zdałem sobie sprawę, że im dłużej tam będę, tym będzie trudniej wsiąść w samolot do kraju. Poza tym czułem, że tam zawsze będę emigrantem. Tu jestem u siebie.</p>
<p>Walizki spakowałem po trzech latach. Wiedziałem, co chcę robić, miałem pomysł na własną firmę rekrutacyjną. Zniechęcenie i depresja? Rozumiem to, bo zdaję sobie sprawę ze złych rzeczy, których jest tu pod dostatkiem. Wracasz i uderzasz głową w mur biurokracji. Spostrzegasz, że ceny są równe tym w Wielkiej Brytanii, a czasem nawet wyższe. Zarobki już nie koniecznie. A kryzys taki sam, a może nawet jeszcze gorszy, bo wyimaginowany. Znajomi albo zostali za granicą, albo robią karierę w dużych miastach. No i najciekawsze: zaczynasz szukać pracy. „Wyjechałeś, kiedy było ciężko, a teraz chcesz zabierać pracę tym, którzy zostali? Kiedy im jest ciężko? Wracaj sobie za granicę&#8221; &#8211; nikt tego nie powie wprost, ale mam wrażenie, że cały czas emigrantom chce się utrzeć nosa. Tylko nie bardzo rozumiem dlaczego. Pierwszy odruch w zderzeniu z Polską to wyjechać z powrotem za granicę i poczekać, aż ludzie tutaj znormalnieją. Mnie samemu nie raz przyszło to do głowy.</p>
<p><strong>Terapia dla eks-emigranta</strong></p>
<p><strong>Rozmowa z dr Agnieszką Juszczyk, psychologiem i dyrektor Dolnośląskiego Centrum Psychoterapii we Wrocławiu</strong></p>
<p><strong><em>Ilu Polaków może potrzebować pomocy psychologa po powrocie do kraju?</em></strong></p>
<p><strong>Agnieszka Juszczyk: </strong>Takich osób są tysiące. Wyjechały za granicę, przepracowały tam jakiś czas, odłożyły pieniądze i zdecydowały się na powrót. Czy to ze względów rodzinnych, czy ambicjonalnych. Wracają, a tutaj szara ściana niezrozumienia ze strony bliskich, inne realia niż te, które zostawiali szukając szczęścia na obczyźnie, inne wymagania pracodawców, wszystko wydaje się być nie tak. Emigranci mają dużo problemów po powrocie.</p>
<p><strong><em>Jakie to problemy?</em></strong></p>
<p>Kłopoty z zaśnięciem albo nadmierna senność, zaburzenia koncentracji, marazm i bark wiary we własne siły, a w konsekwencji poważne problemy nerwicowe, na przykład lęk przed wyjściem na ulicę. Do tego dochodzą kłopoty z alkoholem i używkami, których eksemigranci nabawili się podczas pobytu za granicą, brak zaufania do drugiej osoby i zanik umiejętności kontaktu z przyjaciółmi. Osoby przebywające długo za granicą po prostu odzwyczaiły się od wspólnego życia. Przyjeżdżały do Polski jedynie na święta i ich wizyty bardziej były rodzinną imprezą, niż prawdziwym życiem, w którym przecież trzeba wspólnie podejmować decyzje, wspólnie brać za nie odpowiedzialność i wspólnie borykać się z problemami.</p>
<p><strong><em>A co z wątpliwościami zawodowymi?</em></strong></p>
<p>Strach przed tym, że na polskim rynku pracy wracający będą bezużyteczni, przekłada się na trudności z napisaniem zwykłego listu motywacyjnego, czy stres związany z kontaktem z ewentualnym pracodawcą. Jest to o tyle zaskakujące, że przecież ci ludzie są zaradni i niezwykle wytrwali, jeśli poradzili sobie w obcym kraju. A jednak, ojczyzna przeraża często na tyle, że tracą wiarę w siebie.</p>
<p><em><strong>Jaka grupa emigrantów jest szczególnie narażona na stres?</strong></em></p>
<p>Problem dalszej pracy po powrocie z emigracji dotyka szczególnie osoby młode, które &#8211; często po studiach &#8211; pracują za granicą po dwa, trzy lata na stanowiskach dużo niższych niż ich kwalifikacje, odkładają pieniądze, a po powrocie spotykają kolegę ze studiów, który, być może ma mniej pieniędzy, ale jest już jakoś ustawiony w życiu zawodowym. Takie porównania zawsze źle wpływają na psychikę. Rodzą poczucie braku stabilności i wpędzają w często nieuzasadnione kompleksy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/depresja-eks-emigranta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->