<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; prowincja</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/prowincja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Prostota jako odpowiedź na smart świat</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/prostota-jako-odpowiedz-na-smart-swiat/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/prostota-jako-odpowiedz-na-smart-swiat/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 29 Apr 2023 21:35:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karol Pisarski</dc:creator>
				<category><![CDATA[po Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[hotel Mortęgi]]></category>
		<category><![CDATA[lokalność]]></category>
		<category><![CDATA[ludowość]]></category>
		<category><![CDATA[moda na ludowość]]></category>
		<category><![CDATA[Mortęgi]]></category>
		<category><![CDATA[Pałac Mortęgi]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[trendy podróżnicze]]></category>
		<category><![CDATA[Warmia i Mazury]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=30122</guid>
		<description><![CDATA[Moda na ludowość powraca, jak bumerang. I inspiruje. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Ludowość ma dziś też znaczenie terapeutyczne, bo oferuje prostotę w przebodźcowanym świecie. Gdzie szukać ludowości autentycznej?</h2>
<h3>Nasze miasta są coraz bardziej smart, nasze domy i mieszkania również. Postępu technologicznego nie da się zatrzymać. Mamy biuro w telefonie komórkowym, dziesiątki aplikacji i pinów, żyjemy klikając.</h3>
<h3>Czasem jednak chcemy uciec od idei smart. Tylko gdzie, skoro wszędzie jest wi-fi? Na taką ucieczkę, choćby kilkudniową, trzeba mieć pomysł.</h3>
<p>Epoka młodopolska odkryła ludowość, a zaraz za nią pojawiła się chłopomania. Ówcześni mieszczanie wyruszali na wieś, która była blisko, bo tuż pod miastem (dziś miasta wchłonęły i ją). Życie na wsi było prostsze, oferowało rzeczy inne &#8211; kontakt z tradycją, naturą, szczerość.</p>
<blockquote><p>W smart rzeczywistości wracamy do tego, co kojarzy nam się z prostotą. Rustykalność to trend, który jest stale obecny w dizajnie, inspirują się nim projektanci mody, ale też szefowie kuchni. Im bardziej jesteśmy smart, tym bardziej pociąga nas ludowość.</p>
</blockquote>
<p>To widać po tym, jak wypoczywamy, gdzie spędzamy wakacje, jakie miejsca wybieramy na weekendowe wyjazdy. Do smart domów wprowadzamy inspirowane folklorem meble, materiały, naczynia, a nawet przepisy kulinarne. To po prostu wydaje nam się odświeżające i ma nas wyróżniać.</p>
<p><img src="https://www.sukcesjestkobieta.pl/wp-content/uploads/2019/05/Palac-Mortegi01.jpg" alt="" width="640" height="428" /></p>
<p><strong>Z duszą i historią</strong></p>
<p>Dwa lata temu Monika, urzędniczka z Krakowa, sprzedała dom pod miastem i mieszkanie w mieście (odziedziczone po rodzicach i dziadkach). Poszły w dobre ręce, więc nie miała wyrzutów sumienia. Zawsze marzyła o zakupie starej mazurskiej chaty; nie musiały przed nią rosnąć malwy, jak w filmie &#8222;Nad Niemnem&#8221;, ale miała być autentyczna.</p>
<p><strong>- Życie w wielkim mieście mnie zmęczyło, chciałam czegoś innego. Kiedy byłam mała spędzałam wakacje u drugich dziadków na Mazurach, mieli murowany dom, taki z lat 50. Włócząc się po okolicy razem z innymi dzieciakami zaglądaliśmy czasem do starych opuszczonych budynków, widać było, że ktoś wyprowadzał się w pośpiechu &#8211; opowiada Monika. &#8211; Niektóre były bardzo stare, drewniane i w dobrym stanie; inne zniszczone, same zgliszcza. I zakochałam się. Kupiłam dużą, wiekową chatę, wyremontowałam ją, podobnie jak stojącą obok stodołę i stajnię. Szukałam autentycznego wyposażenia &#8211; drewnianych i koniecznie skrzypiących łóżek z prawdziwymi siennikami, szaf, moich ulubionych kredensów, ciężkich krzeseł, zydelków. Nie było to łatwe, bo po okolicy też jeździli tacy jak ja &#8211; zakochani w Mazurach, którzy kupili inne chałupy. Ja spełniłam moje marzenie po 30 latach.</strong></p>
<p>Po dwóch latach remontu, Monika zaprosiła pierwszych gości, do swojego pensjonatu, bo taki miała pomysł na biznes. Znajomi z miasta pukali się w czoło, wieszczyli, że biznes się nie powiedzie, bo kto chciałby spać na twardym sienniku i myć się w miednicy zamiast pod prysznicem. Mylili się. Pierwsi goście okazali sie stałymi klientami, którzy przywieźli swoich znajomych, a ci następnych. Dziś u Moniki rezerwację robi się z półrocznym wyprzedzeniem. A znajomi, którzy tak bardzo dziwili się jej pomysłowi, przyjeżdżają do starej chaty dwa razy w roku.</p>
<blockquote><p>- Dwóch z nich odeszło z korporacji i też zainwestowało w nieruchomości na Mazurach. Mówiąc &#8222;nieruchomości&#8221; mam na myśli takie właśnie chałupiny. Czy to moda? &#8211; zastanawia się Monika. &#8211; Nie wiem, ale co roku podobnych pensjonatów przybywa, niektóre mają tylko dwa pokoje gościnne, inne jeden. To są adresy, których nie promuje się w internecie, wiadomości o tym, że ktoś kupił chatę w Bieszczadach czy Beskidach, rozchodzą się pocztą pantoflową. Miasto oferuje mnóstwo atrakcji, którymi jesteśmy przesyceni; wieś daje ciszę, poczucie kontroli nad własnym życiem.</p>
</blockquote>
<p>Marek z żoną (oboje z Warszawy) długo szukali miejsca, w którym mogliby prowadzić agroturystykę; znaleźli nad morzem. W niewielkiej miejscowości, którą turyści nie do końca jeszcze odkryli. Zrobili remont ceglanego domu, urządzili w nim pokoje gościnne; w dwóch stajniach jest kolejnych osiem sypialni. Właśnie zakładają pasiekę, bo chcą mieć własny miód, który mogliby sprzedawać. Chcą mieć jeszcze zwierzęta &#8211; na pewno krowy i owce.</p>
<p><strong>- Moja żona zrobiła kurs serowarski, będziemy robić sery. Bez chemii, polepszaczy, a jedynym dodatkiem będą zioła, które wysialiśmy rok temu &#8211; mówi Marek. &#8211; Przyjeżdżają do nas ludzie głównie z dużych miast, zachwycają się. A to kubkami, a to misami na pierogi, cieszą ich drobiazgi, które kojarzą się z dzieciństwem. Jedna z klientek chciała kupić stolnicę z wypalonym w drewnie wzorem, widziała ją u nas. Pojechała do rzemieślnika, który robi takie rzeczy w miasteczku 50 kilometrów od nas. Nie wszystko musi być smart, mamy już dość rzeczy bezoosobowych, z katalogu, sieciówek. Nasi goście przyjeżdżają do nas nie tylko, żeby odpocząć. Szukają staroci, które można znaleźć jedynie na wsiach &#8211; koronkowych serwetek do wielkanocnych koszyków (są u nas panie, które je robią), kanek na mleko i to najlepiej takich emaliowanych, z lat 50. Ludzie chcą mieć przy sobie coś, co ma historię, duszę.</strong></p>
<p><img src="https://www.sukcesjestkobieta.pl/wp-content/uploads/2023/01/mortegi2.jpg" alt="" width="640" height="427" /></p>
<p><strong>Odkrywanie świata, kt</strong><strong>ó</strong><strong>ry zanika</strong></p>
<p>Jak to jest z tą modą na ludowość? Część z nas lubi otaczać się rzeczami inspirowanymi ludowością, kulturą wsi (kiedyś &#8222;kulturę wsi&#8221; stawiano w opozcyji do &#8222;kultury wysokiej&#8221;). Wyczuł to biznes, który podsuwa nam rzeczy nowe, ale stylizowane na stare, albo z motywami ludowymi, jak chociażby łowickie czy kurpiowskie wycinanki. W nowoczesnym mieszkaniu stanowią ciekawy akcent, nie gryzą się z aseptyczną bielą, elegancką czernią.</p>
<blockquote><p>To samo z odzieżą &#8211; bluzki inspirowane tymi od strojów ludowych, z bufiastymi rękawami, kwieciste spódnice, trzewiczki. Skąd się wzięły opaski na włosy przyozdobione kwiatkami albo wianki? Odpowiedź jest oczywista.</p>
</blockquote>
<p>Modę na ludowość wykorzystuje popkultura, wiejskość jest wdzięczna, można dowolnie z niej czerpać. Ale trzeba odróżnić modę, którą wymyślają projektanci i dizajnerzy od autentycznego zachwytu.</p>
<p><strong>- W dizjanie modowym mamy mocne wątki, nazwijmy je folkloryzującymi, jednak bywają też takie, które są bardziej przemyślane, nie są zwyczajną stylizacją, tylko bezpośrednim nawiązaniem do motywów ludowych. I mamy, rzecz jasna, coś, czego nie da się kupić. Co mam na myśli? Styl życia &#8211; mówi Antoni Bartosz, były dyrektor Muzeum Etnograficznego w Krakowie. &#8211; Ludowość/kultura chłopska to zbiór zasad, sposoby radzenia sobie z rzeczywistością, która bezpośrednio otacza człowieka, a która, bywa, wywołuje niepokój albo podziw. Rzeczywistość to przyroda i cały ten kosmos rzeczy, na który nie mamy wpływu. Siła, z którą należało się dogadać i współistnieć. Nasi przodkowie, a większość Polaków ma korzenie wiejskie, szukali czegoś, co uczyni ich mądrzejszymi, bardziej dzielniejszymi. Odkrywanie świata, który zanika, jest fascynujące; podobnie jak fascynujące jest, że tymi samymi dróżkami leśnymi, polami i łąkami kilkaset lat temu ktoś chodził, zostawił swoje ślady. Czym innym są opowieści rodzinne snute przy świątecznym stole a czym innym odnalezienie tego samemu. Wszyscy potrzebujemy ciągłości, poczucia, że przed nami też był świat, który zapełniali nieznani nam ludzie, pradziadkowie.</strong></p>
<blockquote><p>Stąd ogromna popularność skansenów &#8211; budynków przenoszonych ze wsi, rozbieranych ściana po ścianie i stawianych z powrotem w nowym miejscu. Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie, Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, ale też przepiękny park etnograficzny w Kolbuszowej, w Radomiu, Szymbarku. Albo Park Etnograficzny w Olsztynku na Warmii i Mazurach.</p>
</blockquote>
<p><img src="https://www.sukcesjestkobieta.pl/wp-content/uploads/2019/05/Palac-Mortegi03.jpg" alt="" width="640" height="427" /></p>
<p><strong>Prosty świat</strong></p>
<p>Są też miejsca inne, które łączą tradycję ludową z dworską, to dość ciekawe zestawienie oferujące stonowaną elegancję i ludową bezpretensjonalność. Europejczycy lubią takie adresy &#8211; Estończycy remontują swoje dworki szlacheckie i magnackie, potem zamieniają je w pensjonaty i kameralne hoteliki. Niemcy chwalą się pałacami i zamkami (zaczynając od zamku Fleesensee, na dworku na bałtyckiej wyspie Rugia kończąc). Właściciele tych obiektów dbają również o to, co jest wokół &#8211; zabudowania folwarczne, stajnie, stare wozy, młóckarnie, pługi. To wszystko tworzy klimat, przenosi w czasy, w których nie znano pojęcia &#8222;smartcity&#8221;.</p>
<blockquote><p>Nie trzeba daleko szukać, w Polsce mamy mnóstwo miejsc, które Polacy wybierają ze względu na ich autentyczność. Obecni właściciele dworków, pałaców, zameczków, czy chat z zabudowaniami gospodarczymi, dołożyli wszelkich starań, żeby owa autentyczność była. Oczywiście nie da się wszystkiego odtworzyć, zresztą nie chodzi o to, żeby gościom oferować podróż do średniowiecza czy czasy sprzed rewolucji przemysłowej. Im jednak więcej oryginału, tym lepiej. Goście to doceniają.</p>
</blockquote>
<p>Znakomitym przykładem miejsca, w którym czas zatrzymał się i równocześnie biegnie naprzód (zdarzają się takie paradoksy i są bardzo intrygujące) jest <a rel="noopener" href="https://palacmortegi.pl/o-nas/aktualnosci" target="_blank">Pałac Mortęgi</a> na Warmii. Właściciele tego sporego kompleksu (z 4-hektarowym parkiem w stylu angielskim) zrobili wszystko, żeby uszanować przeszłość i pięknie połączyć ją z teraźniejszością. Mamy więc pałac z bogatą historią, magnacki sznyt, ale i zabudowania folwarczne z XIV wieku. W <a rel="noopener" href="https://palacmortegi.pl/restauracja/o-restauracji" target="_blank">pałacowej restauracji</a> jest i wybitna kuchnia, która korzysta z tego, co lokalne.</p>
<blockquote><p>- Kupujemy warzywa, które uprawiają miejscowi, a także lokalnie wytwarzane sery &#8211; mówi Agata Szymańska z Pałacu Mortęgi Hotel&amp;SPA. &#8211; Ta współpraca jest dla nas szczególnie cenna, bo wiemy, że mamy sprawdzone źródła. A nasi goście bardzo doceniają to, co lokalne; co pochodzi stąd &#8211; z serca Warmii i Mazur. Mamy też nalewki, które przygotowujemy według starych, tradycyjnych receptur.</p>
</blockquote>
<p>Warto w Mortęgach zatrzymać się na dłużej &#8211; kompleks może być miejscem docelowym (oferuje mnóstwo atrakcji dla dzieci i dorosłych, ma też stadninę koni) albo bazą wypadową do skansenu w Olsztynku, do Lubawy, której częścią jest stara wieś Lipy (tutaj znajduje się małe sanktuarium Matki Boskiej Lipskiej). A może tak wybrać się na poszukiwania najpiękniejszych mazurskich kapliczek? Tych w okolicy nie brakuje, przy mortęskim pałacu jest jedna z nich.</p>
<blockquote><p>No i przy okazji, kto nie zachwyci się bezkresem mazurskich krajobrazów? &#8211; Tęsknimy czasem za światem, który nie jest wypełniony elektroniką, który jest oswojony, w którym można się zagubić &#8211; przekonuje Antoni Bartosz. &#8211; On jest prosty, poukładany, a nie przebodźcowany, jak ten miejski.</p>
</blockquote>
<p><img src="https://www.sukcesjestkobieta.pl/wp-content/uploads/2019/05/Palac-Mortegi15.jpg" alt="" width="640" height="427" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-polsce/prostota-jako-odpowiedz-na-smart-swiat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Małe miasto, wielka kariera?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/male-miasto-wielka-kariera/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/male-miasto-wielka-kariera/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Nov 2015 06:48:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Prochowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[kariera]]></category>
		<category><![CDATA[małe miejscowości]]></category>
		<category><![CDATA[miasto]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[wieś]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=2142</guid>
		<description><![CDATA[Możliwość zrobienia kariery w mniejszym mieście mają głównie osoby z wykształceniem średnim i zawodowym. Dla absolwentów szkół wyższych, chcących w pełni wykorzystywać swoje kwalifikacje, małomiasteczkowy rynek pracy nie oferuje tak szerokiego wachlarza możliwości]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w I kwartale 2010 roku stopa bezrobocia w polskich miastach wyniosła 10,7 proc. Wynik był zbliżony do uzyskanego przez polskie wsie (10,4 proc.). Stało się to głównie za sprawą małych miasteczek. O ile w największych miastach powyżej 500 tys. mieszkańców stosunek liczby osób bezrobotnych do liczby osób aktywnych zawodowo przekroczył 6 proc., o tyle w najmniejszych miejscowościach z nadanym prawem miejskim był ponad dwukrotnie wyższy.</p>
<p>Duże miasta wciąż pozostają centrum biznesu. Lokuje się w nich najwięcej przedsiębiorstw, dających zatrudnienie wielu mieszkańcom. Warto jednak zauważyć, że w ostatnich latach (szczególnie tych dobrych koniunkturalnie 2006-2008) przedsiębiorcy zaczęli dostrzegać potencjał mniejszych, kilkudziesięciotysięcznych miasteczek. Na „prowincji” swojej szansy próbują głównie firmy branży handlowej, budowlanej, finansowej czy telekomunikacyjnej. To, czy w małym mieście mieszkańcy mają szansę zrobienia kariery, zależy od wielu czynników.</p>
<p>Warto tutaj wyszczególnić podstawowe z nich, takie jak: obecność dużego zakładu pracy lub skupisko kilku mniejszych, bliska odległość metropolii, przygraniczna lokalizacja czy też warunki do rozwoju turystyki. Rzadko zdarza się, aby niewielkie miasto miało do dyspozycji wszystkie te udogodnienia. Częściej mamy do czynienia z dominacją jednego czynnika, na którym oparty jest lokalny rynek pracy. Przykładowo miasto-satelita to bardzo często spotykany w naszym kraju typ małego lub średniego miasta. Jego główną zaletą jest położenie geograficzne – niewielka odległość od dużego ośrodka miejskiego.</p>
<p>Przykładem może być miasto Krzeszowice, położone 25 km na zachód od centrum Krakowa. Niższe niż krakowskie koszty życia są kuszące szczególnie dla młodych ludzi. Zamieszkiwanie małego miasta (np. 10 tys. mieszkańców) nie musi bowiem oznaczać rezygnacji z kariery „w wielkim mieście”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/male-miasto-wielka-kariera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na prowincji non fiction</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/na-prowincji-non-fiction/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/na-prowincji-non-fiction/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 May 2015 02:05:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[małe miejscowości]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[współczens prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[życie na prowincji]]></category>
		<category><![CDATA[życie na wsi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=16169</guid>
		<description><![CDATA[Magda nie wie, co to Facebook. Nie używa e-maila. Nie zaczyna dnia od przejrzenia wiadomości na Gazeta.pl i plotek o gwiazdach na Pudelku. Nie interesuje jej to za bardzo, bo nie ma nawet komputera. Ma za to dwie kilkuletnie córki, męża, pracę i mnóstwo spraw, które pochłaniają cały jej czas]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Magda: „Pojechałam dziś na rynek do miasta. To wyprawa na cały dzień. Ale obkupiłam się na całe wakacje. Ubrania dla dziewczynek, nowe spodnie dla Wojtka, koszula, bo za miesiąc idziemy na wesele, buty dla mnie. Znalazłam super szpilki za 30 zł, czarne, obcas, tak na oko ok. 5 cm. Pasują mi do sukienki.”</p>
<p><strong>Młody życia nie zna</strong><br />
 Magda ma 30 lat. Urodziła się, wychowała i spędziła większość życia w M. – półtysięcznej wsi na Podlasiu. Nie miała łatwego życia. Ojciec – alkoholik, jak 90 proc. mężczyzn we wsi, matka kasjerka w sklepie w mieście. Zmarła, zanim Magda skończyła podstawówkę. Magda skończyła tylko podstawówkę – wtedy jeszcze była we wsi szkoła, bo dziś zamieniono ją na mieszkania komunalne, gdzie gromadzi się „element” i wieczorami pije wino i hałasuje tak, że sąsiedzi spać nie mogą. Po podstawówce poszła do zawodówki krawieckiej. Wtedy jeszcze były zawodówki, ludzi w szkołach uczyli pożytecznych rzeczy, a nie tylko matura i studia. I co dalej? W „Wiadomościach” mówią ciągle, że nie ma pracy dla tych po studiach, bo wszyscy są wykształceni, a nikt nic pożytecznego nie umie. Nie wszystko jest dla każdego. Ale jakoś tej zawodówki nie udało się Magdzie skończyć.<br />
 „Człowiek, jak jest młody, to nie zna życia, różne głupoty mu do głowy przychodzą. Mnie w głowie były dyskoteki i chłopcy. Była taka dyskoteka w miejscowości K. Jakieś 8 km od M. Wszyscy tam jeździli. Brało się rower, albo, jak się znało kogoś z samochodem, to zabierało się z nim. Co sobotę. Impreza do rana. Chłopcy, z różnych wsi, nie tylko z naszej, bo tutaj to nie bardzo było i jest na kim oko zawiesić. No i młodej gówniarze się w głowie przewróciło. Zamiast się uczyć, wolałam się bawić. A żeby się bawić, potrzebne były pieniądze. Poszłam pomagać do sklepu, który jest we wsi. I tak pomagałam coraz więcej, aż zawaliłam szkołę. Tak wyszło.”<br />
 Po tym, jak zawaliła szkołę, Magda miała dwa lata szaleństwa. Kilka miesięcy mieszkała u koleżanki w mieście. Miasto R. oddalone jest o rodzinnej wsi Magdy o jakieś 20 km. Autobus jeździ tam dwa razy dziennie. Rano, o 7, żeby zabrać młodzież do szkoły i po południu, o 16, żeby odwieźć uczniów do domu. Mieszkanie w mieście było dla Magdy przygodą. Tylu chłopaków, fajnych, śmiesznych, z myślą o przyszłości, nawet niektórzy z autami.<br />
 „Wtedy takie rzeczy mi imponowały. Jak ktoś jest zaradny, to ma samochód, wie, co chce w życiu robić &#8211; tak myslałam. I tak mi się wszystko pomieszało trochę”.<br />
 „Pomieszało” oznacza przypadkowy seks, brak pieniędzy, alkohol, eksperymenty z narkotykami. Magda nie miała się dla kogo starać. Życie od imprezy do imprezy wydawało się dobrym rozwiązaniem. Ojciec nie interesował się córką, bardziej obchodziło go to, za co kupić w sklepie tanie wino i upić się kolejnego wieczora&#8230;</p>
<p><strong>Książę na rowerze</strong><br />
 „Pewnie żyłabym tak do dziś, o ile bym żyła w ogóle, gdybym nie poznała Wojtka. I to śmieszne, ale właśnie w mojej wsi. Pojechałam odwiedzić ojca, zobaczyć, czy się nie zapił na śmierć i poszłam po zakupy do sklepu. I tam właśnie był Wojtek. Nie znałam go wcześniej. Nie był „od nas”, ani z żadnej okolicznej wsi. Nie wpadł mi w oko od razu, o nie. Miał 35 lat, wyglądał jak „stary kawaler”. Robił zakupy dla babci, bo jak się później okazało, do niej przyjechał. Pochodził ze wsi K., jakieś 50 km od M. Od czasu, kiedy zmarł jego wujek, który opiekował się babcią, przyjeżdżał do niej dwa razy w tygodniu, żeby zrobić zakupy, pomóc w domu. Wydał mi się bardzo nudny. I w dodatku z tej swojej wsi przyjeżdżał na rowerze…”<br />
 Ale Wojtkowi Magda wpadła w oko od razu. Wypytał o nią wszystkich i kiedy następnym razem była w domu, żeby odwiedzić ojca, zebrał się na odwagę i zaprosił ją na spacer. Później był kolejny i kolejny. Okazało się, że Wojtek nie jest tak nudny, jak się wydawało. Że nawet jest całkiem fajny. I nie do końca taki „stary kawaler”, miał kiedyś żonę, ale zginęła w wypadku samochodowym. Dziesięć lat wcześniej. Od tego czasu Wojtek jeździł tylko na rowerze. Pracował na budowie, miał dom po rodzicach, którzy już nie żyli. Nie szukał dziewczyny, zanim nie poznał Magdy.<br />
 „Jakoś nagle zaczęłam częściej być w domu. Rzadziej chodzić na imprezy. Czekać na to, kiedy Wojtek przyjdzie. Zastanawiać się, czy przyniesie kwiatka, świeże truskawki, czy czekoladki… To był taki mój książę z bajki. Zakochałam się.”<br />
 Po dwóch latach znajomości Magda i Wojtek zdecydowali, że się pobiorą. Dwa lata później urodziła się Oliwia, ich pierwsza córka. Później Iwona – druga. Magda zapomniała o dawnym życiu, alkoholu, imprezach.<br />
 „Zostałam, jak to się mówi, kurą domową. Ale, jak mi się to podobało! Zamieszkaliśmy w domu Wojtka. Miałam dom. Prawdziwy. Z ogródkiem, w którym mogłam sadzić kwiaty, z werandą, na której można było siedzieć w ciepłe wieczory, z psem, który kręcił się wesoło po podwórzu. Byłam szczęśliwa. I jestem nadal. Bo teraz po domu biegają dwie śliczne dziewczynki”.</p>
<p><strong>Dzień jak co dzień</strong><br />
 Dzień Magdy wygląda, jak sama mówi, zwyczajnie. Wstaje rano, zwykle koło szóstej, bo wtedy budzi się Iwonka, młodsza z córek. Trzeba zrobić śniadanie i kanapki do pracy Wojtka. Później trzeba zająć się dziewczynkami. Zaprowadzić Oliwię do szkoły, wrócić do domu, zrobić obiad, odebrać Oliwkę ze szkoły, zjeść obiad z mężem. Raz na tydzień jest wyprawa po zakupy. Do supermarketu w mieście. Jest taniej i można kupić to, co najpotrzebniejsze: mięso, makaron, mąkę, cukier, mleko.<br />
 To jakieś 10 kilometrów od wsi K., gdzie Magda z Wojtkiem mieszkają. Na szczęście Wojtek przekonał się z powrotem do samochodu i co sobotę mogą pojechać na większe zakupy, bo autobusem byłoby ciężko, a na taksówkę szkoda pieniędzy, to niepotrzebny wydatek.<br />
 „Utrzymujemy się z wypłaty Wojtka. Zarabia sporo, 2 tys. na rękę, latem nawet więcej. Ale i tak, lepiej oszczędzać, bo pieniądze zawsze się przydadzą. Kiedy Iwonka pójdzie do szkoły, wydatki będą większe. Oliwka do gimnazjum też będzie musiała dojeżdżać do miasta.”<br />
 Wydatki są starannie zaplanowane. 500 zł na opłaty za utrzymanie domu, rachunki za telefon, prąd, gaz itp. 1000 zł na jedzenie. 500 zł każdego miesiąca do skarbonki, na później. Czasem też pojawiają się dodatkowe wydatki, jak to wesele za kilka tygodni, trzeba przecież jakoś wyglądać. Magda dorabia „parę groszy” robiąc sąsiadkom przeróbki krawieckie ubrań. Przydaje jej się maszyna do szycia, którą dostała, kiedy poszła do zawodówki. Latem, zwłaszcza, kiedy sąsiadki mają dużo imprez: komunii, ślubów, urodzin, Magda zarabia 100 – 200 zł.<br />
 „Te pieniądze przepuszczam. Głównie na dziewczynki i na siebie. Na rzeczy, które nie są konieczne, ale przydają się. Albo na przyjemności. Dziś na przykład pojechałam na rynek do miasta. To wyprawa na cały dzień. Dziewczynkami zajęła się moja koleżanka. Ale obkupiłam się na całe wakacje. Ubrania dla dziewczynek, nowe spodnie dla Wojtka, koszula, bo za miesiąc idziemy na to wesele, buty dla mnie. Znalazłam super szpilki za 30 zł, czarne, obcas, tak na oko ok. 5 cm. Pasują mi do sukienki.”</p>
<p><strong>„Ranczo” vs. „Magda M.”</strong><br />
 Wieś K., w której mieszka Magda, jest niewiele większa od M. – jej rodzinnej miejscowości. Jakieś tysiąc mieszkańców, kościół, mały sklepik, do którego chodzi się, kiedy czegoś zabraknie, albo na wino – jeśli jest się mężczyzną. Jest też remiza i sala, w której odbywają się dożynki i inne lokalne uroczystości.<br />
 „Oglądam taki serial w telewizji. Nazywa się „Ranczo”. Pokazuje polską wieś. Śmiesznie tam to wszystko wygląda, ale trochę prawdy w tym jest. Jak to na przykład, że wszystkie chłopy w okolicy piją wino pod sklepem. Mój Wojtek na szczęście nie pije, gdyby tak było, nie wyszłabym za niego, wystarczy mi, że mam ojca pijaka. W tym serialu jest trochę prawdy. Oglądałam też kiedyś inny – „Magda M.” o takiej prawniczce z wielkiego miasta. Taki ładny, kolorowy, o Warszawie, gdzie zawsze, nawet zimą świeciło słońce. To chyba było mniej prawdziwe niż „Ranczo”.”<br />
 Telewizja i radio to okno na świat Magdy. Seriale ogląda, żeby się rozerwać, odpocząć po ciężkim dniu. Bardzo lubi też programy o podróżach, chociaż sama chyba by nie chciała nigdzie jeździć. Bo „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”, a te wszystkie ładne rzeczy można pooglądać w telewizji albo poczytać o nich w kolorowych gazetach. <br />
 „Raz byłam w Warszawie, kilka lat temu, jak jechałam do rodziny do Ustronia. Kilka godzin tam byłam. Od tego hałasu i szumu bolała mnie głowa przez następne dwa dni. Głośno, brudno, pełno ludzi, tłok. Nie umiałabym żyć w takim dużym mieście. Lubię ciszę, lubię sobie wyjść do ogrodu, posłuchać, jak ptaki śpiewają. To jest piękne w życiu. Kiedy można sobie po prostu posiedzieć na werandzie.”</p>
<p><strong>Sąsiadki</strong><br />
 To, co Magda lubi, to plotki z sąsiadkami. Na wsi, zwłaszcza takiej małej, jak K., przyjaciół trudno sobie wybierać. Człowiek uczy się więc dostrzegać dobre cechy w ludziach, na których jest w pewien sposób skazany. Bo, tak naprawdę, z prawie każdym da się jakoś dogadać, trzeba tylko trochę dobrych chęci.<br />
 Sąsiadki Magda ma dwie: Wiolę i Beatę. Wiola jest mężatką, ma synka w wieku Oliwki, mieszka w domu obok. Ma 28 lat, pracuje w dużym gospodarstwie, które jest we wsi K. Hoduje się tam drób, na tym gospodarstwie pracuje dziesięć osób ze wsi. Właściciel płaci dobrze, dla ludzi, którzy potrzebują pieniędzy, to jak zbawienie. Wiola do pracy chodzi co drugi dzień, a kiedy nie pracuje, odwiedza Magdę. Przychodzi zwykle popołudniami, dzieci bawią się wtedy razem, a kobiety robią herbatę, siadają przed telewizorem, żeby obejrzeć „Telexpress” i „Klan”, pogadać o tym, co się dzieje we wsi.<br />
 „Ostatnio największą sensacją jest to, że zmieni nam się ksiądz. Bo ten, który był do tej pory, odchodzi jakby na emeryturę i wszyscy się zastanawiają, jaki będzie ten nowy. Wiola wie dużo na ten temat, bo jej mama jest w kółku różańcowym. Mam więc informacje z pierwszej ręki.”<br />
 Druga sąsiadka to Beata. To już „trochę starsza babka”. Jest po czterdziestce, odchowała już dzieci. Jeden syn kończy liceum i za rok zdaje maturę, a drugi, starszy, pracuje w mieście w urzędzie. Beata jest bardzo dumna z synów. Tylko teraz, kiedy jeden znalazł sobie narzeczoną i wyprowadził się do niej do miasta – czego Beata bardzo nie pochwala, bo tak na kocią łapę to nie wypada żyć, a żenić się w takim młodym wieku, w dodatku z dziewczyną, która żyje z narzeczonym przed ślubem, to też nie najlepszy wybór – a drugi zaczyna coś mówić o studiach, kobieta czuje się trochę sama. Dlatego jest częstym gościem Magdy.<br />
 „Beata trochę za bardzo lubi obgadywać ludzi. Aż czasami zwracam jej uwagę, że są sprawy, w które nie warto wtykać nosa. Jak na przykład to, że sołtys w naszej wsi ma kochankę i jego żona nic o tym nie wie. A Beata dowiedziała się, bo jej mąż stróżuje w pensjonacie w takiej miejscowości, tu, niedaleko i widział, jak ten sołtys się spotykał w tym pensjonacie z kochanką. No, ale w takie sprawy to się nie należy wtrącać. I lepiej nie rozpowiadać naokoło, bo jak przyjdzie co do czego, to temu rozpowiadającemu zawsze oberwie się najbardziej.”</p>
<p><strong>Kubuś Puchatek i Shrek</strong><br />
 W wolnych chwilach, Magda pisze wiersze (tak do szuflady &#8211; zresztą ma to od dziecka, to pozwalało jej na chwilę uciekać w świat marzeń, zwłaszcza kiedy w domu było ciężko, bo pijany ojciec robił burdę za burdą) i maluje. Najczęściej obrazki dla córek. Zawsze miała jakiś talent do rysunków, w szkole z plastyki miała same piątki. I to też się przydaje. Kiedy była w ciąży z Oliwką, postanowiła, że jej pierwsze dziecko będzie miało najładniejszy pokój, na jaki ją stać.<br />
 „Poszłam do sklepu, kupiłam dużo farb, pędzle i zabrałam się do roboty. Wojtek mówił, żem głupia i chyba przez ciążę mi się nudzi, bo po co komu takie wymysły. Ale, jak skończyłam, to do tej pory wszystkim gościom chwali się, że ma taką zdolną żonę.”<br />
 Magda pokój dla córki malowała trzy tygodnie. Efekt? Nad łóżeczkiem duży Kubuś Puchatek z beczką miodu, bok brykający Tygrysek, Prosiaczek i Królik. No i Kłapouchy. On się nie do końca udał, dobrze, że jest trochę z boku. Na przeciwnej ścianie zaś jest miejsce dla wielkiego zielonego ogra. To Shrek z kompanią: Osłem – tym razem udał się lepiej niż Kłapouchy, Kotem w Butach i Królewną Fioną.<br />
 „Chciałabym, żeby moje córki miały właśnie takie kolorowe, bajkowe dzieciństwo. Żeby cieszyły się każdym dniem. A jeśli kiedyś zdecydują, że chcą wyjechać, jak syn Beaty, na pewno nie będzie mi przykro. Będę się cieszyła, jeśli tylko one będą zadowolone. A na razie, cieszę się, że mogą wychowywać się z daleka od tych wszystkich szaleństw wielkiego świata. Komputer? W szkole na pewno się tego nauczą, internetu też. A teraz, zamiast niszczyć sobie oczy, lepią babki z piasku i uczą się rysować.”</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/na-prowincji-non-fiction/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Małe miejscowości pustoszeją</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/male-miejscowosci-pustoszeja/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/male-miejscowosci-pustoszeja/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Jan 2013 02:23:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>magda</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[migracja]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[zarobki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=1510</guid>
		<description><![CDATA[Migracja zarobkowa podnosi dochody i poziom życia, ale powoduje społeczne sieroctwo dzieci, wyludnienie - zwłaszcza terenów wiejskich i peryferyjnych, a nawet wzrost cen na lokalnym rynku]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Prof. Romuald Jończy z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu uważa, że coraz więcej obszarów w Polsce staje się peryferyjnymi; rozwijają się za to duże ośrodki. Na terenach wiejskich i peryferyjnych trudno o dobrą, rozwojową pracę, położoną w pobliżu miejsca zamieszkania &#8211; w odległości do 30 km, oraz zgodną z kwalifikacjami. Wobec jej braku wiele osób decyduje się na migrację zarobkową.</p>
<p>- Pozytywne skutki migracji zarobkowej to podniesienie dochodów i poziomu życia osób pracujących poza granicami kraju oraz obniżenie bezrobocia i zwiększenie popytu na pracę w rejonach, gdzie jest duża migracja zarobkowa. Zmniejsza się tam również liczba osób o najmniejszych dochodach &#8211; podkreśla prof. Jończy. &#8211; Minusy to m.in. sieroctwo społeczne, zmniejszenie wpływów do budżetów samorządów lokalnych oraz wzrost cen na lokalnym rynku, sięgający od 5 do nawet 24 proc.</p>
<p>Dr Bożena Kołaczek z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w Warszawie podaje, że w krajach Unii Europejskiej co piąte dziecko żyje w biedzie. W Polsce problem ten dotyka 33 proc. dzieci. W Polsce najczęściej ubóstwo dotyka dzieci z rodzin wielodzietnych, zaś w innych krajach UE &#8211; z rodzin niepełnych.</p>
<p>Prof. Elżbieta Górnikowska-Zwolak z Górnośląskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. Augusta Hlonda w Mysłowicach twierdzi z kolei, że mimo radykalnej poprawy sytuacji kobiet w XX wieku w Europie, wciąż dotyka je wykluczenie społeczne, m.in. poprzez niższe od mężczyzn pensje na tych samych stanowiskach, mimo statystycznie wyższego wykształcenia. Kobiety mają też bardziej ograniczone możliwości awansu, a także gorszą sytuację na rynku pracy z racji stereotypowego przypisywania im większego zaangażowania w opiekę nad dziećmi. <br />
 <em><br />
 źródło: PAP Nauka w Polsce</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/male-miejscowosci-pustoszeja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na prowincji we Francji</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-prowincji-we-francji/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-prowincji-we-francji/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 06 Sep 2012 02:39:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dagna Starowieyska</dc:creator>
				<category><![CDATA[po świecie]]></category>
		<category><![CDATA[barki]]></category>
		<category><![CDATA[Franche-Comte]]></category>
		<category><![CDATA[Francja]]></category>
		<category><![CDATA[południowa Francja]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=8638</guid>
		<description><![CDATA[Wrzesień we Franche-Comté: 25 stopni, opalające słońce, bryza od rzeki, rytmiczny stukot silnika barek, przyroda, stare katedry i cierpkie wino. EksMagazyn zaprasza na ekskluzywny rejs barkami po południowo – wschodniej Francji]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Franche-Comté to kraina historyczna we wschodniej Francji, przy granicy ze Szwajcarią. Graniczy także z Alzacją, Lotaryngia, Szampanią-Ardeny, Burgundią. Można tu zbliżyć się do chronionej natury, a także uprawiać rozmaite dziedziny aktywności na świeżym powietrzu, takie jak jazda terenowa na rowerze, sporty wodne, narty i rakiety śnieżne zimą. Dlatego też region ten słynie ze wszelkiego rodzaju wycieczek, zwiedzania regionu samochodem kempingowym, podziwiania go z perspektywy paralotni, rozkoszowania się wędkarstwem.</p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2012/05/prow7.jpg" alt="" width="640" height="427" /></p>
<p>Region ten, zaliczający się do najpiękniejszych we Francji, jest szczególnie bogaty w rzeki; woda spada tu ze stromych stoków górskich – jeziora, potoki, wodospady, głębokie doliny stanowią widok wprost bezcenny w swej urodzie, zaś lasy są tu wszechobecne.<br />
 Mieszkańcy Franche-Comté sa gościnni, serdeczni i nadzwyczaj uprzejmi. Nawet jeśli nie mówią innym językiem niż francuski, nie przeszkadza im to w toczeniu uprzejmych konwersacji w turystami, zachwalających uroki regionu.</p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2012/05/prow3.jpg" alt="" width="640" height="427" /></p>
<p>W tym regionie można natrafić też na ślady historii, ślady osób doskonale nam znanych, jak: Ludwika Pasteura, twórcy szczepionki przeciw wściekliźnie, od którego nazwiska pochodzi nazwa procesu pasteryzacji, lub rodziny Peugeot, pionierów przemysłu samochodowego. Ich kreatywność miała wpływ na gospodarkę regionu. Przemysł zabawkarski rozwinął się tu dzięki zręczności tutejszych tokarzy. Dzisiejsze przedsiębiorstwa działające w dziedzinie obróbki drewna to prawdziwi specjaliści, jak Vilac, Monneret, Smoby. Zegarmistrzostwo rozwijało się tutaj od XV wieku, i obecnie producenci zegarów i zegarków zajmują ważne miejsce w gospodarce regionu.</p>
<p>Pobyt w Franche-Comté to również, a może przede wszystkim, gastronomia. Okazja, aby zasmakować w tutejszej sztuce życia oraz wyśmienitych winach z winnic Arbois. To szansa na to, aby delektować się potrawami w tutejszych restauracjach, gdzie produkty regionalne zajmują w menu szczególne miejsce, i aby pokosztować sławnych serków „Krówka Śmieszka”. To także okazja, aby wypuścić się na zakupy w stolicy regionu Besançon.</p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2012/05/prow12.jpg" alt="" width="640" height="427" /><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2012/05/prow11.jpg" alt="" width="640" height="427" /><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2012/05/prow9.jpg" alt="" width="640" height="427" /><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2012/05/prow8.jpg" alt="" width="640" height="427" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekstrawaganckie-wyprawy/po-swiecie/na-prowincji-we-francji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z pamiętnika prowincjuszki</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/z-pamietnika-prowincjuszki/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/z-pamietnika-prowincjuszki/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Aug 2012 02:37:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[życie na prowincji]]></category>
		<category><![CDATA[życie na wsi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=8201</guid>
		<description><![CDATA[Magda nie wie, co to Facebook. Nie używa e-maila. Nie zaczyna dnia od przejrzenia wiadomości na Gazeta.pl i plotek o gwiazdach na Pudelku. Nie interesuje jej to za bardzo, bo nie ma nawet komputera. Ma za to dwie kilkuletnie córki, męża, pracę i mnóstwo spraw, które pochłaniają cały jej czas]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Magda: „Pojechałam dziś na rynek do miasta. To wyprawa na cały dzień. Ale obkupiłam się na całe wakacje. Ubrania dla dziewczynek, nowe spodnie dla Wojtka, koszula, bo za miesiąc idziemy na wesele, buty dla mnie. Znalazłam super szpilki za 30 zł, czarne, obcas, tak na oko ok. 5 cm. Pasują mi do sukienki.”</p>
<p><strong>Młody życia nie zna</strong><br />
 Magda ma 30 lat. Urodziła się, wychowała i spędziła większość życia w M. – półtysięcznej wsi na Podlasiu. Nie miała łatwego życia. Ojciec – alkoholik, jak 90 proc. mężczyzn we wsi, matka kasjerka w sklepie w mieście. Zmarła, zanim Magda skończyła podstawówkę. Magda skończyła tylko podstawówkę – wtedy jeszcze była we wsi szkoła, bo dziś zamieniono ją na mieszkania komunalne, gdzie gromadzi się „element” i wieczorami pije wino i hałasuje tak, że sąsiedzi spać nie mogą. Po podstawówce poszła do zawodówki krawieckiej. Wtedy jeszcze były zawodówki, ludzi w szkołach uczyli pożytecznych rzeczy, a nie tylko matura i studia. I co dalej? W „Wiadomościach” mówią ciągle, że nie ma pracy dla tych po studiach, bo wszyscy są wykształceni, a nikt nic pożytecznego nie umie. Nie wszystko jest dla każdego. Ale jakoś tej zawodówki nie udało się Magdzie skończyć.</p>
<p>„Człowiek, jak jest młody, to nie zna życia, różne głupoty mu do głowy przychodzą. Mnie w głowie były dyskoteki i chłopcy. Była taka dyskoteka w miejscowości K. Jakieś 8 km od M. Wszyscy tam jeździli. Brało się rower, albo, jak się znało kogoś z samochodem, to zabierało się z nim. Co sobotę. Impreza do rana. Chłopcy, z różnych wsi, nie tylko z naszej, bo tutaj to nie bardzo było i jest na kim oko zawiesić. No i młodej gówniarze się w głowie przewróciło. Zamiast się uczyć, wolałam się bawić. A żeby się bawić, potrzebne były pieniądze. Poszłam pomagać do sklepu, który jest we wsi. I tak pomagałam coraz więcej, aż zawaliłam szkołę. Tak wyszło.”</p>
<p>Po tym, jak zawaliła szkołę, Magda miała dwa lata szaleństwa. Kilka miesięcy mieszkała u koleżanki w mieście. Miasto R. oddalone jest o rodzinnej wsi Magdy o jakieś 20 km. Autobus jeździ tam dwa razy dziennie. Rano, o 7, żeby zabrać młodzież do szkoły i po południu, o 16, żeby odwieźć uczniów do domu. Mieszkanie w mieście było dla Magdy przygodą. Tylu chłopaków, fajnych, śmiesznych, z myślą o przyszłości, nawet niektórzy z autami.</p>
<p>„Wtedy takie rzeczy mi imponowały. Jak ktoś jest zaradny, to ma samochód, wie, co chce w życiu robić &#8211; tak myślałam. I tak mi się wszystko pomieszało trochę”.</p>
<p>„Pomieszało” oznacza przypadkowy seks, brak pieniędzy, alkohol, eksperymenty z narkotykami. Magda nie miała się dla kogo starać. Życie od imprezy do imprezy wydawało się dobrym rozwiązaniem. Ojciec nie interesował się córką, bardziej obchodziło go to, za co kupić w sklepie tanie wino i upić się kolejnego wieczora&#8230;</p>
<p><strong>Książę na rowerze</strong><br />
 „Pewnie żyłabym tak do dziś, o ile bym żyła w ogóle, gdybym nie poznała Wojtka. I to śmieszne, ale właśnie w mojej wsi. Pojechałam odwiedzić ojca, zobaczyć, czy się nie zapił na śmierć i poszłam po zakupy do sklepu. I tam właśnie był Wojtek. Nie znałam go wcześniej. Nie był „od nas”, ani z żadnej okolicznej wsi. Nie wpadł mi w oko od razu, o nie. Miał 35 lat, wyglądał jak „stary kawaler”. Robił zakupy dla babci, bo jak się później okazało, do niej przyjechał. Pochodził ze wsi K., jakieś 50 km od M. Od czasu, kiedy zmarł jego wujek, który opiekował się babcią, przyjeżdżał do niej dwa razy w tygodniu, żeby zrobić zakupy, pomóc w domu. Wydał mi się bardzo nudny. I w dodatku z tej swojej wsi przyjeżdżał na rowerze…”</p>
<p>Ale Wojtkowi Magda wpadła w oko od razu. Wypytał o nią wszystkich i kiedy następnym razem była w domu, żeby odwiedzić ojca, zebrał się na odwagę i zaprosił ją na spacer. Później był kolejny i kolejny. Okazało się, że Wojtek nie jest tak nudny, jak się wydawało. Że nawet jest całkiem fajny. I nie do końca taki „stary kawaler”, miał kiedyś żonę, ale zginęła w wypadku samochodowym. Dziesięć lat wcześniej. Od tego czasu Wojtek jeździł tylko na rowerze. Pracował na budowie, miał dom po rodzicach, którzy już nie żyli. Nie szukał dziewczyny, zanim nie poznał Magdy.</p>
<p>„Jakoś nagle zaczęłam częściej być w domu. Rzadziej chodzić na imprezy. Czekać na to, kiedy Wojtek przyjdzie. Zastanawiać się, czy przyniesie kwiatka, świeże truskawki, czy czekoladki… To był taki mój książę z bajki. Zakochałam się.”</p>
<p>Po dwóch latach znajomości Magda i Wojtek zdecydowali, że się pobiorą. Dwa lata później urodziła się Oliwia, ich pierwsza córka. Później Iwona – druga. Magda zapomniała o dawnym życiu, alkoholu, imprezach.</p>
<p>„Zostałam, jak to się mówi, kurą domową. Ale, jak mi się to podobało! Zamieszkaliśmy w domu Wojtka. Miałam dom. Prawdziwy. Z ogródkiem, w którym mogłam sadzić kwiaty, z werandą, na której można było siedzieć w ciepłe wieczory, z psem, który kręcił się wesoło po podwórzu. Byłam szczęśliwa. I jestem nadal. Bo teraz po domu biegają dwie śliczne dziewczynki”.</p>
<p><strong>Dzień jak co dzień</strong><br />
 Dzień Magdy wygląda, jak sama mówi, zwyczajnie. Wstaje rano, zwykle koło szóstej, bo wtedy budzi się Iwonka, młodsza z córek. Trzeba zrobić śniadanie i kanapki do pracy Wojtka. Później trzeba zająć się dziewczynkami. Zaprowadzić Oliwię do szkoły, wrócić do domu, zrobić obiad, odebrać Oliwkę ze szkoły, zjeść obiad z mężem. Raz na tydzień jest wyprawa po zakupy. Do supermarketu w mieście. Jest taniej i można kupić to, co najpotrzebniejsze: mięso, makaron, mąkę, cukier, mleko.</p>
<p>To jakieś 10 kilometrów od wsi K., gdzie Magda z Wojtkiem mieszkają. Na szczęście Wojtek przekonał się z powrotem do samochodu i co sobotę mogą pojechać na większe zakupy, bo autobusem byłoby ciężko, a na taksówkę szkoda pieniędzy, to niepotrzebny wydatek.</p>
<p>„Utrzymujemy się z wypłaty Wojtka. Zarabia sporo, 2 tys. na rękę, latem nawet więcej. Ale i tak, lepiej oszczędzać, bo pieniądze zawsze się przydadzą. Kiedy Iwonka pójdzie do szkoły, wydatki będą większe. Oliwka do gimnazjum też będzie musiała dojeżdżać do miasta.”</p>
<p>Wydatki są starannie zaplanowane. 500 zł na opłaty za utrzymanie domu, rachunki za telefon, prąd, gaz itp. 1000 zł na jedzenie. 500 zł każdego miesiąca do skarbonki, na później. Czasem też pojawiają się dodatkowe wydatki, jak to wesele za kilka tygodni, trzeba przecież jakoś wyglądać. Magda dorabia „parę groszy” robiąc sąsiadkom przeróbki krawieckie ubrań. Przydaje jej się maszyna do szycia, którą dostała, kiedy poszła do zawodówki. Latem, zwłaszcza, kiedy sąsiadki mają dużo imprez: komunii, ślubów, urodzin, Magda zarabia 100 – 200 zł.</p>
<p>„Te pieniądze przepuszczam. Głównie na dziewczynki i na siebie. Na rzeczy, które nie są konieczne, ale przydają się. Albo na przyjemności. Dziś na przykład pojechałam na rynek do miasta. To wyprawa na cały dzień. Dziewczynkami zajęła się moja koleżanka. Ale obkupiłam się na całe wakacje. Ubrania dla dziewczynek, nowe spodnie dla Wojtka, koszula, bo za miesiąc idziemy na to wesele, buty dla mnie. Znalazłam super szpilki za 30 zł, czarne, obcas, tak na oko ok. 5 cm. Pasują mi do sukienki.”</p>
<p><strong>„Ranczo” vs. „Magda M.”</strong><br />
 Wieś K., w której mieszka Magda, jest niewiele większa od M. – jej rodzinnej miejscowości. Jakieś tysiąc mieszkańców, kościół, mały sklepik, do którego chodzi się, kiedy czegoś zabraknie, albo na wino – jeśli jest się mężczyzną. Jest też remiza i sala, w której odbywają się dożynki i inne lokalne uroczystości.</p>
<p>„Oglądam taki serial w telewizji. Nazywa się „Ranczo”. Pokazuje polską wieś. Śmiesznie tam to wszystko wygląda, ale trochę prawdy w tym jest. Jak to na przykład, że wszystkie chłopy w okolicy piją wino pod sklepem. Mój Wojtek na szczęście nie pije, gdyby tak było, nie wyszłabym za niego, wystarczy mi, że mam ojca pijaka. W tym serialu jest trochę prawdy. Oglądałam też kiedyś inny – „Magda M.” o takiej prawniczce z wielkiego miasta. Taki ładny, kolorowy, o Warszawie, gdzie zawsze, nawet zimą świeciło słońce. To chyba było mniej prawdziwe niż „Ranczo”.”</p>
<p>Telewizja i radio to okno na świat Magdy. Seriale ogląda, żeby się rozerwać, odpocząć po ciężkim dniu. Bardzo lubi też programy o podróżach, chociaż sama chyba by nie chciała nigdzie jeździć. Bo „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”, a te wszystkie ładne rzeczy można pooglądać w telewizji albo poczytać o nich w kolorowych gazetach.</p>
<p>„Raz byłam w Warszawie, kilka lat temu, jak jechałam do rodziny do Ustronia. Kilka godzin tam byłam. Od tego hałasu i szumu bolała mnie głowa przez następne dwa dni. Głośno, brudno, pełno ludzi, tłok. Nie umiałabym żyć w takim dużym mieście. Lubię ciszę, lubię sobie wyjść do ogrodu, posłuchać, jak ptaki śpiewają. To jest piękne w życiu. Kiedy można sobie po prostu posiedzieć na werandzie.”</p>
<p><strong>Sąsiadki</strong><br />
 To, co Magda lubi, to plotki z sąsiadkami. Na wsi, zwłaszcza takiej małej, jak K., przyjaciół trudno sobie wybierać. Człowiek uczy się więc dostrzegać dobre cechy w ludziach, na których jest w pewien sposób skazany. Bo, tak naprawdę, z prawie każdym da się jakoś dogadać, trzeba tylko trochę dobrych chęci.</p>
<p>Sąsiadki Magda ma dwie: Wiolę i Beatę. Wiola jest mężatką, ma synka w wieku Oliwki, mieszka w domu obok. Ma 28 lat, pracuje w dużym gospodarstwie, które jest we wsi K. Hoduje się tam drób, na tym gospodarstwie pracuje dziesięć osób ze wsi. Właściciel płaci dobrze, dla ludzi, którzy potrzebują pieniędzy, to jak zbawienie. Wiola do pracy chodzi co drugi dzień, a kiedy nie pracuje, odwiedza Magdę. Przychodzi zwykle popołudniami, dzieci bawią się wtedy razem, a kobiety robią herbatę, siadają przed telewizorem, żeby obejrzeć „Telexpress” i „Klan”, pogadać o tym, co się dzieje we wsi.</p>
<p>„Ostatnio największą sensacją jest to, że zmieni nam się ksiądz. Bo ten, który był do tej pory, odchodzi jakby na emeryturę i wszyscy się zastanawiają, jaki będzie ten nowy. Wiola wie dużo na ten temat, bo jej mama jest w kółku różańcowym. Mam więc informacje z pierwszej ręki.”</p>
<p>Druga sąsiadka to Beata. To już „trochę starsza babka”. Jest po czterdziestce, odchowała już dzieci. Jeden syn kończy liceum i za rok zdaje maturę, a drugi, starszy, pracuje w mieście w urzędzie. Beata jest bardzo dumna z synów. Tylko teraz, kiedy jeden znalazł sobie narzeczoną i wyprowadził się do niej do miasta – czego Beata bardzo nie pochwala, bo tak na kocią łapę to nie wypada żyć, a żenić się w takim młodym wieku, w dodatku z dziewczyną, która żyje z narzeczonym przed ślubem, to też nie najlepszy wybór – a drugi zaczyna coś mówić o studiach, kobieta czuje się trochę sama. Dlatego jest częstym gościem Magdy.</p>
<p>„Beata trochę za bardzo lubi obgadywać ludzi. Aż czasami zwracam jej uwagę, że są sprawy, w które nie warto wtykać nosa. Jak na przykład to, że sołtys w naszej wsi ma kochankę i jego żona nic o tym nie wie. A Beata dowiedziała się, bo jej mąż stróżuje w pensjonacie w takiej miejscowości, tu, niedaleko i widział, jak ten sołtys się spotykał w tym pensjonacie z kochanką. No, ale w takie sprawy to się nie należy wtrącać. I lepiej nie rozpowiadać naokoło, bo jak przyjdzie co do czego, to temu rozpowiadającemu zawsze oberwie się najbardziej.”</p>
<p><strong>Kubuś Puchatek i Shrek</strong><br />
 W wolnych chwilach, Magda pisze wiersze (tak do szuflady &#8211; zresztą ma to od dziecka, to pozwalało jej na chwilę uciekać w świat marzeń, zwłaszcza kiedy w domu było ciężko, bo pijany ojciec robił burdę za burdą) i maluje. Najczęściej obrazki dla córek. Zawsze miała jakiś talent do rysunków, w szkole z plastyki miała same piątki. I to też się przydaje. Kiedy była w ciąży z Oliwką, postanowiła, że jej pierwsze dziecko będzie miało najładniejszy pokój, na jaki ją stać.</p>
<p>„Poszłam do sklepu, kupiłam dużo farb, pędzle i zabrałam się do roboty. Wojtek mówił, żem głupia i chyba przez ciążę mi się nudzi, bo po co komu takie wymysły. Ale, jak skończyłam, to do tej pory wszystkim gościom chwali się, że ma taką zdolną żonę.”</p>
<p>Magda pokój dla córki malowała trzy tygodnie. Efekt? Nad łóżeczkiem duży Kubuś Puchatek z beczką miodu, bok brykający Tygrysek, Prosiaczek i Królik. No i Kłapouchy. On się nie do końca udał, dobrze, że jest trochę z boku. Na przeciwnej ścianie zaś jest miejsce dla wielkiego zielonego ogra. To Shrek z kompanią: Osłem – tym razem udał się lepiej niż Kłapouchy, Kotem w Butach i Królewną Fioną.</p>
<p>„Chciałabym, żeby moje córki miały właśnie takie kolorowe, bajkowe dzieciństwo. Żeby cieszyły się każdym dniem. A jeśli kiedyś zdecydują, że chcą wyjechać, jak syn Beaty, na pewno nie będzie mi przykro. Będę się cieszyła, jeśli tylko one będą zadowolone. A na razie, cieszę się, że mogą wychowywać się z daleka od tych wszystkich szaleństw wielkiego świata. Komputer? W szkole na pewno się tego nauczą, internetu też. A teraz, zamiast niszczyć sobie oczy, lepią babki z piasku i uczą się rysować.”</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/z-pamietnika-prowincjuszki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->