<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; relacje</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/relacje/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Sexting jest zagrożeniem?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/sexting-jest-zagrozeniem/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/sexting-jest-zagrozeniem/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Oct 2026 23:11:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Edyta Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[intymność]]></category>
		<category><![CDATA[komunikacja]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[sexting]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28658</guid>
		<description><![CDATA[Ula z miłości wysłała swojemu chłopakowi intymne zdjęcie, którym on pochwalił się swoim kumplom. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Jeden z nich wykradł je z jego  komórki. Domagał się od niej wysyłania kolejnych zdjęć, szantażując, że  jeśli ich nie dostanie, opublikuje w sieci to, które już ma. To akurat  scenariusz filmu edukacyjnego dla młodzieży, ale wcale nie taki odległy  od rzeczywistości.</strong></p>
<p>Takie sytuacje coraz częściej zdarzają  się w polskich szkołach. Z badania „Nastolatki 3.0” przeprowadzonego  przez Państwowy Instytut badawczy NASK wynika, że aż 42 proc. młodych  ludzi w wieku 15-18 lat otrzymało kiedyś nagie, intymne materiały, a 13  proc. wysłało swoje nagie zdjęcia/filmy innej osobie. Tego typu  działanie w sieci to sexting.</p>
<blockquote><p>Nastolatki spędzają w  sieci średnio cztery godziny dziennie, a 8 proc. z nich robi to także w  nocy. Zdecydowana większość (ponad 90 proc.) ma swoje konta na portalach  społecznościowych takich jak Facebok, Instagram lub Snapchat. Tam  kontaktują się ze znajomymi, zawierają znajomości, wyrażają swoje  poglądy, kreują swój wizerunek.</p>
</blockquote>
<p>Specjaliści alarmują,  że w ostatnim czasie do internetu trafia coraz więcej treści  zawierających nagie lub półnagie zdjęcia lub filmy, wytworzonych przez  osoby poniżej 18 rż., świadomie angażujące się w seksualną aktywność.  Tego rodzaju działalność zyskała już nazwę: „self generated content”  (treści wytwarzane samodzielnie). Czemu nastolatki to robią? Czasem to  zabawa, podążanie za trendami, a czasem naiwność i brak asertywności.</p>
<p><strong>Self-generated content: niebezpieczna zabawa</strong></p>
<p>Często  nastolatki zamieszczają na swoich profilach wręcz intymne zdjęcia,  chcąc pochwalić się nowym (skąpym) ciuchem lub po prostu pięknym ciałem.  Nie zawsze przy tym mają świadomość, że treści publikowane w internecie  trafiają nie tylko do tych, dla których były przeznaczone.</p>
<blockquote><p>„W  sieci często publikowane są materiały, na których dzieci lub nastolatki  rozbierają się, przyjmują erotyczne pozy, naśladują ruchy  charakterystyczne dla różnych czynności seksualnych. Mimo że osoby  występujące na nich nie chciały zrobić nic złego, ich zabawy mogą  przyczynić się do powstawania nielegalnych treści, z których mogą  korzystać osoby o skłonnościach pedofilskich. Niestety zdarza się, że  pod wpływem nacisku ze strony społeczności danego portalu młodzi ludzie  decydują się na pokazanie swoich intymnych części ciała, a w niektórych  przypadkach na podjęcie różnych czynności seksualnych” – czytamy w  niedawno opublikowanym raporcie o sextingu opinię ekspertów z punktu  kontaktowego Dyżurnet.pl. To miejsce, które zajmuje się przyjmowaniem  zgłoszeń nielegalnych treści w internecie, szczególnie tych związanych z  seksualnym wykorzystywaniem dzieci.</p>
</blockquote>
<p><strong>Dla  wielu młodych osób sexting jest formą zabawy. Pozwala na wyrażenie  zainteresowania drugą osobą, czasem jest sposobem na przeżywanie  pierwszych doświadczeń seksualnych. Nierzadko dziewczyny przesyłają  swoje półnagie zdjęcia chłopakowi jako dowód miłości. Wydaje im się, że  takie zdjęcie obejrzy tylko on i nikt więcej go nie zobaczy. Brutalna  rzeczywistość jest taka, że czasem chłopak pochwali się otrzymanym  zdjęciem czy filmikiem przed kolegami, a któryś z nich gdzieś zamieści  takie zdjęcie dla żartu. Najczęściej nie wie nawet, że popełnia w ten  sposób przestępstwo, bo powielanie takich treści jest niezgodne z  prawem.</strong></p>
<p>„Wiele młodych osób podejmując ryzykowne  zachowania seksualne online nie myśli o konsekwencjach, z jakimi mogą  się później zmagać. Pokazują to głośne medialne historie, w których  ofiary sextingu nie poradziły sobie z falą hejtu i nienawiści, jaka  spotkała ich po wypłynięciu intymnych materiałów” – ostrzega Anna  Kwaśnik w Poradniku dla rodziców „Sexting i nagie zdjęcia. Twoje dziecko  i ryzykowne zachowania online” wydanego w ramach kolejnej odsłony  kampanii Ministerstwa Cyfryzacji i NASK – „Nie zagub dziecka w sieci”.</p>
<p><strong>Sexting: wstęp do cyberprzemocy</strong></p>
<p>Zdarza  się, że roznegliżowane zdjęcia są wykorzystywane do wymuszenia okupu  (pieniędzy) lub szantażu, by ofiara wysłała więcej swoich intymnych  zdjęć, pod groźbą ich opublikowania lub dalszego rozpowszechniania. Mamy  wtedy do czynienia ze zjawiskiem nazwanym sextortion. Sprawcami mogą  być zarówno osoby poznane w sieci, jak i znajomi, np. ze szkoły. Zwykle  pierwsze zdjęcia ofiara wysyła komuś dobrowolnie, kolejne są już  wymuszane.</p>
<blockquote><p>Ostatnio dużo mówi się też o zjawisku  „revenge porn” czyli „pornografii z zemsty”. Takie sytuacje zdarzają się  szczególnie w społeczności szkolnej. „Młode osoby często działają  impulsywnie, a pod wpływem emocji robią rzeczy, których później żałują,  np. rozsyłają intymne zdjęcia byłej dziewczyny, albo przyjaciółki, z  którą się pokłócą. Sprawca zazwyczaj nie liczy się z konsekwencjami,  działa pod wpływem emocji, chwili” – ocenia Anna Kwaśnik.</p>
</blockquote>
<p>Coraz  częściej zdarza się też, że treści są preparowane i choć są  nieprawdziwe, wyglądają bardzo realistycznie. Stąd nazwa: deepfakes (z  ang. deep- głęboki, fake-fałsz). W sieci dostępnych jest wiele prostych w  obsłudze aplikacji, które umożliwiają takie praktyki.</p>
<p><strong>Uwaga!</strong></p>
<p><strong>Dzieci  mogą być nie tylko ofiarami sextingu, ale też jego sprawcami! Warto od  najmłodszych lat wyjaśniać im, jakich treści nie wolno publikować i  rozsyłać! Sprawcy sextingu można postawić zarzuty o rozpowszechnianie  treści pornograficznych z udziałem osób małoletnich.</strong></p>
<p><strong>Tragiczne konsekwencje</strong></p>
<p>Co  się dzieje w świecie osoby, która stała się ofiarą sextingu, sextortion  czy innego rodzaju cyberprzemocy? Szkody są najczęściej bardzo poważne.</p>
<blockquote><p>„Ich  rozmiar zależy od tego co się stało, jaka to była sytuacja, jaki  materiał został udostępniony, kto był sprawcą. Pewne jest to, że  niezależnie od rozmiaru sprawy krzywda emocjonalna się dzieje &#8211; nikt nie  czuje się komfortowo, gdy ktoś ujawnia intymne treści na jego temat. To  dotyczy bardzo wrażliwej sfery życia. To szczególnie bolesne dla  młodych ludzi, dla których przynależność do grupy rówieśniczej,  akceptacja środowiska, status społeczny są bardzo ważne” – podkreśla  Anna Borkowska z Państwowego Instytutu Badawczego NASK.</p>
</blockquote>
<p>Z  badań ekspertów wynika, że ofiarom najczęściej doskwiera uczucie  zażenowania, wstydu, poczucie braku możliwości rozwiązania takiej  sytuacji, a także ogromne pokłady poczucia winy. Czują, że zawiodły, bo  to one zainicjowały tę sytuację. Warto jednak pamiętać, że cokolwiek się  wydarzyło, nikt nie ma prawa wykorzystać takich materiałów przeciwko  osobie jej tworzącej. Problem w tym, że ofiara w ten sposób nie myśli,  wpadając w błędne koło samooskarżenia, poczucia winy, kresu normalnego  życia.</p>
<blockquote><p>„Do tych wszystkich uczuć dołącza strach, że te  materiały zostaną rozpowszechnione, że zapozna się z nimi wiele osób,  że zobaczą je znajomi, rodzina. Ofiary boją się, na jaki pomysł może  jeszcze wpaść sprawca i co się w tej sytuacji może jeszcze wydarzyć” –  mówi ekspertka NASK.</p>
</blockquote>
<p>Sytuację pogarsza to, że  paradoksalnie to izoluje ofiarę od najbardziej potrzebnego w tej  sytuacji wsparcia &#8211; towarzystwa innej życzliwej osoby, od proszenia o  pomoc i od uzyskania tej pomocy.</p>
<blockquote><p>„Taki mix emocji  powoduje, że nastolatki nie zgłaszają tego nigdzie, że czują się jak w  pułapce, osaczone, bezsilne, nie wiedzą co robić, jak prosić o pomoc” –  podkreśla Borkowska.</p>
</blockquote>
<p><strong>Warto zwrócić uwagę na  to, że choć sextortion dzieje się w internecie, to jego efekty dotkliwie  odczuwalne są w realnym. Nastolatki często mówią, że po tym, jak  znalazły się takiej sytuacji, musiały zamknąć konto, zmienić nick,  hasła, traciły folowersów. Choć dla dorosłego może się to wydawać  banalnymi konsekwencjami, dla nastolatka może to oznaczać koniec świata:  zerwanie kontaktu ze znajomymi i z dotychczasowym modelem  funkcjonowania.</strong></p>
<p>Nic dziwnego, że często też dzieci nie  radzą sobie z tą sytuacją i muszą korzystać z pomocy psychologa,  terapeuty, a czasem lekarza, bo rozwinęła się u nich depresja lub inne  zaburzenia.</p>
<p><strong>Co gorsze, czasami środowisko zamiast pomóc pogłębia jeszcze problem.</strong></p>
<p>„Gdy  takie materiały wypływają do sieci ofiara, która i tak znajduje się w  bardzo trudnej sytuacji, doświadcza powtórnej wiktymizacji, ponieważ  spotyka się ogromną falą hejtu. Stąd prośba – jeśli widzimy takie  materiały w sieci nie komentujemy ich, nie „szerujmy”, a jeśli już  musimy zareagować, napiszmy coś, co może być wsparciem dla ofiary, nie  stawajmy po stronie sprawców, nie udostępniajmy tych materiałów, nie  rozsyłajmy ich dalej, nie hejtujmy” – apeluje ekspertka NASK.</p>
<p><strong>Internet nie zapomina</strong></p>
<p>Obojętnie,  czy mówimy o sextingu, cyberprzemocy, hejcie – nie ma lepszej metody  pomocy niż dobra rozmowa. Od najmłodszych lat powinniśmy uczulać dzieci  na to, jakie materiały mogą zamieszczać online, a jakich w żadnych  wypadku nie powinny upubliczniać.</p>
<blockquote><p>„Internet nie  zapomina. To, co wrzucamy dziś, nawet po skasowaniu może być tam  dostępne przez kilkanaście lat. Dzieci są bardzo świadome i nigdy nie są  za małe, żeby z nimi na ten temat rozmawiać” – uważa minister  cyfryzacji Marek Zagórski.</p>
</blockquote>
<p>Warto też mieć pieczę nad  tym co dziecko robi w internecie – jeśli dziecko jest małe, nie  zostawiać go samego w sieci, jeśli jest starsze, nie zostawiać zupełnie  bez kontroli.</p>
<p><em>Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/sexting-jest-zagrozeniem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Toksyczny związek: jak można go uzdrowić</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/toksyczny-zwiazek-jak-mozna-go-uzdrowic/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/toksyczny-zwiazek-jak-mozna-go-uzdrowic/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Sep 2026 00:39:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Julia Nieznalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[intymność]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[tokstyczne związki]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29113</guid>
		<description><![CDATA[Naruszanie lub przekraczanie granic dobrostanu psychicznego i fizycznego w związku może przybierać różne formy. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Jak się przed tym bronić i kiedy warto rozważyć zakończenie związku – podpowiada dr Robert Kowalczyk, psycholog i seksuolog kliniczny.</h3>
<p><strong>Dziś, w ciągu życia, tworzymy znacznie więcej bliskich związków niż sto lat temu. Dużo małżeństw się rozpada, szukamy nowych partnerów. Jak rozpoznać toksyczną relację? Co powinno wzbudzić naszą czujność? </strong></p>
<p>W psychologii określenie „toksyczny” jest używane często jako słowo-wytrych. „Toksyczne relacje”, „toksyczne osoby”… To wyrażenie może się odnosić do bardzo wielu kategorii. Dla mnie toksyczne związki, to takie gdzie naruszane są granice dobrostanu: psychicznego czy fizycznego. Gdy mówimy o manipulacji, użyciu kogoś, wykorzystywaniu. Zakładamy, że relacja, a w szczególności relacja z najbliższymi, nie powinna z samej swej istoty polegać na używaniu kogoś.</p>
<p><strong>A świadome pomijanie potrzeb partnera? </strong></p>
<p>Nie słucham partnera, pomijam go, unieważniam. Albo narzucam mu swój sposób myślenia, sposób narracji, który uważam za lepszy. To przykład relacji asymetrycznej. Jeśli w relacji kogoś używam, bo mu nakazuję, żeby działał według mojego wyobrażenia, dla mnie stanowi to przekroczenie granic w związku. </p>
<p><strong>Granica kompromisu w relacji?</strong></p>
<p>Przemoc. Niekoniecznie tylko fizyczna. Może to być na przykład przemoc ekonomiczna: „Nie zrobisz tego, to nie dostaniesz pieniędzy”. Albo szantaż: „Nie zrobisz, nie wyjdziesz z domu”. W takich przypadkach granica zostaje przekroczona.</p>
<blockquote><p>Kompromis polega na tym, że jestem w stanie w nieraniący sposób negocjować swoje granice… Czyli, jedna osoba mówi, że jest w stanie z czegoś zrezygnować i druga też daje pole do działania.</p>
</blockquote>
<p><strong>Przygotowując się do rozmowy z Panem przeczytałam wiele historii kobiet będących w związkach, w których pojawia się zazdrość.</strong></p>
<p>Tak, to element bardzo często obecny w relacjach, czasami zazdrość jest wręcz chorobliwa. Na przykład nie pozwalam mojej partnerce zapytać na ulicy o godzinę, bo to jest już dla mnie zdrada.</p>
<blockquote><p>Albo każę jej robić w pracy zdjęcia z kim siedzi i co robi, bo muszę to wiedzieć. Kontrola partnera czy partnerki, dyrygowanie, wpływanie na jej zachowania. To zdecydowanie mieści się pod hasłem „toksyczność”, narusza granice.</p>
</blockquote>
<p><strong>Jeśli od samego początku czujemy, że partner ma tendencję do kontroli i wchodzimy w tę relację, robimy to na własną odpowiedzialność. A co robić, jeśli na początku świetnie maskuje te swoje skłonności, a dopiero potem pokazuje „prawdziwą twarz”?</strong></p>
<p>Na przykład osobowości psychopatyczne tak mają, że się na początku prezentują bardzo dobrze i dopiero później wychodzi ich „prawdziwa” twarz.. </p>
<p><strong>Czy określenie „psychopata” nie jest nadużywane podobnie jak „toksyczny związek”? Jak rozpoznać klasycznego psychopatę?</strong></p>
<p>Psychopatia to bardzo określone zaburzenie osobowości. W społeczeństwie „czystych” psychopatów jest 2-3 procent. Częściej są to mężczyźni niż kobiety.</p>
<p>Mamy trzy obszary, w których psychopatia jest widoczna. Obszar relacyjny, emocjonalny i behawioralny. Jeżeli chodzi o element emocjonalny, psychopata nie ma wyrzutów sumienia i poczucia winy. Nawet, jeśli pojawi się u niego działanie, które jest złamaniem jakiejś normy. Na przykład, psychopata spoliczkował partnerkę, tłumaczy sobie i jej, że nie uderzył dlatego, że jest zły, tylko, że ona go sprowokowała.</p>
<blockquote><p>On jest doskonały, a ona nieobliczalna, wariatka &#8211; stąd takie działanie podjął. Uczuciowość u psychopaty jest bardzo powierzchowna. Często się myśli, że tacy ludzie nie przeżywają emocji. To nieprawda, mają, bo gdyby nie mieli, to by nie potrafili tak doskonale nimi manipulować. Nie mają za to tak zwanej uczuciowości wyższej, a także brak im odpowiedzialności za własne czyny. „Inni są winni, głupi, jacykolwiek”. Psychopata lubi też kłamać i pokazywać się w bardzo dobrym świetle. Chce wyróżniać się w otoczeniu, być bohaterem. Taki pan „całuje rączki teściowej”, „dzieciakom nosi plecaki”. A w domu potrafi zrobić piekło.</p>
</blockquote>
<p><strong>Straszne.</strong></p>
<p>Ta dobra prezentacja na zewnątrz jest dość charakterystyczna, dlatego ofiarom psychopatów trudno dotrzeć do innych z przekazem, że są dręczone. Psychopaci często prowadzą też pasożytniczy tryb życia, żerują na innych. Wciąż potrzebują superbodźców, na przykład w seksie. A ponieważ potrzebują większej stymulacji, na przykład częściej zdradzają. Dla nich to dodatkowy element podniecenia – nieliczenie się z innymi, traktowanie ich jak pionki w grze.</p>
<blockquote><p>Często kobiety w relacji z psychopatą przyjmują jego narracje, naprawdę wierzą, że są gorsze. Psychopaci mają tendencję do wybierania kobiet, które będą im podległe, nad którymi górują. Odcinają je od otoczenia. „Po co ty będziesz rozmawiać z tymi swoimi głupimi koleżankami, siedź w domu i zrób to, co do ciebie należy”. Albo odcinają rodzinę. Chodzi o to, żeby kobieta nie miała wsparcia na zewnątrz. Mogą też odcinać od pieniędzy: „Po co ty będziesz pracować, ja ci zapewnię utrzymanie” i po pewnym czasie staje się ona od niego kompletnie zależna.</p>
</blockquote>
<p><strong>Na ile świadomie wybieramy osobę, z którą wchodzimy w relację? </strong></p>
<p>W pierwszych relacjach często powielamy schematy wyniesione z domu. Doskonałym przykładem reprodukcji schematu są rodziny z problemem alkoholowym. Są osoby, które wybierają alkoholików na partnerów, pomimo że widziały z czym się to wiąże. Ponieważ  odnajdują się  na przykład w roli „ratownika, ofiary czy kata”, bo… wyuczyły się tej roli w domu. Zdarza się, że wchodzimy w kolejne relacje i pomimo negatywnych konsekwencji powielamy schemat. „Następny facet, który się okazał draniem”. A może to ja wybieram drani, bo mój ojciec taki był i znajduję sobie partnerów na jego wzór i podobieństwo. Niby oczywista zależność, ale często wyparta czy nie do końca uświadomiona.</p>
<blockquote><p>Z doświadczania wiem, że dopóki się tego psychoterapeutycznie nie przepracuje, będzie się powielać wzorce. Chodzi o to, żeby zawczasu rozpoznać koleiny, w które się wpada. A wpada się w nie, bo są znane, co równa się: bezpieczne.</p>
</blockquote>
<p><strong>A nie jest tak, że z wiekiem coraz trudniej nam wejść w relacje, bo stajemy się mniej elastyczni i wydaje się, że każdy związek jest nie taki jak powinien? </strong></p>
<p>To jest w ogóle problem naszych czasów, poszukiwanie tej jedynej czy tego jedynego – idealnego, który spełnia większość naszych standardów, bo sami przecież zainwestowaliśmy w siebie dużo. Mamy w głowach wzorzec idealnego związku i z pełną determinacją chcemy tę utopię zrealizować.</p>
<blockquote><p>Niedawno spotkałem się określeniem, które w mojej ocenie w sposób niezwykle trafny określa współczesne podejście do poznawania się &#8211; „tinderyzacja randek/relacji”. Nazwa pochodzi od aplikacji Tinder – gdzie w sposób niezwykle prosty możemy wystawić się na „rynku matrymonialnym”. Chodzi o to, że partnerów szybko się poznaje … i równie szybko można ich się pozbyć. Kiedy pojawia się w związku trudna sytuacja, pierwszy konflikt, rozczarowanie, w głowie rodzi się taka myśl: „To nie jest ten jedyny, jedyna?”, „Czy powinnam/powinienem być w tej relacji?”, „A może źle wybrałem tą dziewczynę, jest tam 10 innych, które czekają i może z nimi nie będę miał takich problemów?” – po co się trudzić, jak jest tyle innych możliwości.</p>
</blockquote>
<p>Taka jest rzeczywistość. Co zrobić, żeby ograniczać te negatywne skutki tinderyzacji relacji? Budować świadomość w związku. Nie przekreślać go razu, ale naprawiać. Oczywiście medal ma dwie strony, bo nie da się naprawiać czegoś bez końca.</p>
<p><strong>No właśnie, zwłaszcza, gdy w grę wchodzą niszczące człowieka relacje, o których już wspominaliśmy. Co jest lepsze? Rozstać się od razu czy tkwić?</strong></p>
<p>Decyzja o pozostaniu lub wyjściu z relacji zależy od tego, jakie mamy zasoby. Istotne jest, na ile dany człowiek jest świadomy relacji w jakiej tkwi. Po pierwsze trzeba zacząć pracę od siebie, wzmocnić swoje zasoby, ale też popatrzeć na swoją relację, spróbować ją w jak najbardziej obiektywny sposób „zdiagnozować”. Zastanowić się, jakie potrzeby są zaspokajane, a jakie nie są. Określić to. Warto to jeszcze raz podkreślić &#8211; jeżeli wchodzi w grę przemoc, należy jak najszybciej poszukać pomocy. Często bez pomocy z zewnątrz spirala przemocy będzie się nakręcać.</p>
<p><strong>A jakimi „toksykami” bywają kobiety? </strong></p>
<p>Ulubionym narzędziem kobiet jest wzbudzanie poczucia winy, można to robić na tysiące sposobów. I są takie związki, które na poczuciu winy są oparte. „Jesteś taki, jak twój ojciec” „Nie troszczysz się o dzieci” &#8211; takie zdania często padają z ust kobiet. Oczywiście, te stwierdzenia mogą być prawdziwe. Tylko pytanie, na ile są używane w wymiarze toksycznym. Mogą być też kobiety roszczeniowe, które uważają, że im się coś należy, bo po prostu są.</p>
<blockquote><p>Taki „syndrom księżniczki”, która cały czas musi być adorowana, karmiona komplementami, bo taka jest jej „naturalna” rola. Kobiety również mogą być sprawcami przemocy, obrażać swojego partnera, dewaluować jego osiągnięcia. Dawać do zrozumienia, że się do niczego nie nadaje, że nie jest dobrym mężczyzną. Porównywać z innymi, krytykować. Czasami też w grę wchodzi zaborczość: „Ty mi musisz podać swój PIN, hasła”. Nie umieją uszanować czyjejś prywatności i granic. A przecież związek nie powinien być oparty na nieustannym szpiegowaniu.</p>
</blockquote>
<p><strong>Ile można dać wolności w relacji?</strong></p>
<p>Tyle, żeby obie strony czuły się bezpiecznie. Rozumiem, że mogą być takie sytuacje, które stanowią wyzwanie w relacji, na przykład ktoś został zdradzony i w związku z tym jest bardziej wyczulony. Ale jeśli kontrola pojawia się praktycznie bez przyczyny, to mamy toksyczne zachowanie. Także wtedy, gdy oczekuję, że partner będzie się meldował co 5 minut. Warto porozmawiać z czego wynikają takie oczekiwania, po co to robimy.</p>
<blockquote><p>Jeśli  pojawia się stwierdzenie „Bo ja ci nie ufam”, warto sobie wyjaśnić, skąd się to wzięło. A przerzucanie się hasłami „Nie, bo nie” albo „Ty jesteś szalona” do niczego nie prowadzi. Dochodzimy tu do świętego Graala psychologii – prawidłowej komunikacji w relacji. Zrozumienie, że nie jest się nieomylnym, że partner może mieć rację, bywa często uwalniające.</p>
</blockquote>
<p><strong>Ale jeśli relacja jest toksyczna, właściwie żadne tłumaczenie nie przyniesie zrozumienia.</strong></p>
<p>Często bez terapii nie. Jeżeli jesteśmy w toksycznej relacji i z jakiejś przyczyny w niej tkwimy, to oczekiwanie, że coś się zmieni nagle jest oczekiwaniem nierealnym. Jeśli nie chcemy iść do terapeuty, porozmawiajmy z jakąś bliską osobą. Włączmy kogoś do tej rozmowy.  </p>
<p><strong>Gdzie się zwrócić po pomoc, jeśli mamy podejrzenie, że tkwimy w takiej toksycznej relacji?</strong></p>
<p>W Polsce mamy całą masę psychoterapeutów. Są to najczęściej osoby po psychologii, czy medycynie.  Warto sprawdzić do kogo idziemy, bo nie każdy psycholog czy psychiatra jest od razu psychoterapeutą. Powinien posiadać certyfikat psychoterapeuty, uprawnienia do prowadzenia psychoterapii. Znaczy to, że skończył odpowiednią szkołę terapeutyczną. Niestety, jest dużo osób, które nie mają takich kwalifikacji, a podejmują działalność psychoterapeutyczną.</p>
<blockquote><p>Ważne by trakcie pierwszej rozmowy ustalić oczekiwania, jakie się ma względem tych spotkań. Terapia nie polega na tym, że dostaniemy gotowe rozwiązania; możemy otrzymać narzędzia, zbudować świadomość. Powinniśmy iść do terapeuty, jeśli w relacji odczuwamy cierpienie, terapia to próba zlokalizowania przyczyny tego wewnętrznego bólu. Zaczynamy indywidualnie, potem warto wejść w terapię par.</p>
</blockquote>
<p><strong>Terapia działa?</strong></p>
<p>Rozmowa działa. Czasami wydaje się, że sytuacja jest patowa, każdy jest zacietrzewiony w tych swoich przekonaniach i wyobraża sobie partnera w określony, najczęściej negatywny  sposób. Spotkanie przy tej trzeciej osobie wymaga od nas pewnej konwencji. Terapeuta pewne rzeczy kanalizuje, pewne rzeczy wzmacnia i okazuje się, że ta rozmowa zaczyna być konstruktywna.</p>
<blockquote><p>Patrząc na terapie par, które prowadziłem widzę, że w większości przypadków konflikt udało się rozwiązać, że nie było jeszcze za późno. Często osoby, których relacje się porozpadały mówią „Jakbyśmy wcześniej zareagowali, to może by do tego nie doszło”.</p>
</blockquote>
<p><strong>Łatwiej pomóc osobom młodszym czy starszym?</strong></p>
<p>Patrzę na ludzi, którzy do mnie przychodzą, są to zarówno młodzi, w swoich pierwszych związkach, ale i osoby starsze z wieloma doświadczeniami. Młodzi mają mniej doświadczenia, a starsi boja się, że kolejny raz wpadną w ten sam toksyczny schemat. Każdy wiek jest dobry, by stworzyć dobrą, świadomą relację.  </p>
<p><em>Rozmawiała: Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl </em></p>
<div id="biography-wrapper"><em><img src="https://zdrowie.pap.pl/sites/default/files/styles/image_crop_portrait_100/public/201904/Robert_Kowalczyk.jpg?itok=u20bGIC4" alt="Fot. PAP/ M.Kmieciński" width="100" height="100" /></em></p>
<div id="biography-label"><em>dr Robert Kowalczyk, psycholog i seksuolog</em></div>
<p><em>Ukończył psychologię stosowaną na Uniwersytecie Jagiellońskim. Absolwent studiów podyplomowych z zakresu opiniowania sądowo-psychologicznego (Uniwersytet Śląski w Katowicach) oraz studium doktoranckiego na Wydziale Lekarskim Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu. Kierownik Zakładu Seksuologii Wydziału Psychologii i Nauk Humanistycznych Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego.  Współpracuje (jako wykładowca) z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, Akademią Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, Uniwersytetem SWPS oraz Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego.  Autor i współautor ponad 80 publikacji medycznych i psychologicznych o zasięgu krajowym i międzynarodowym.  Uczestniczy w realizacji wielu projektów naukowo-badawczych z dziedziny seksuologii, psychologii i psychiatrii.  Członek Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego oraz Rady Naukowej (MSM) Krajowego Centrum ds. AIDS.  Psychoterapeuta – seksuolog  w Centrum Terapii Lew-Starowicz.  <br />
</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/toksyczny-zwiazek-jak-mozna-go-uzdrowic/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Współczesna rodzina</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/wspolczesna-rodzina/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/wspolczesna-rodzina/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Mar 2026 01:18:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Prochowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[współczesna rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[związki w Polsce]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29561</guid>
		<description><![CDATA[Część rodzin świadomie wybiera wielodzietność.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Nie sposób mówić dziś o standardowej polskiej rodzinie. Wprawdzie niezmiennie dominuje małżeństwo z 1-2 dzieci, ale i coraz więcej osób pozostaje bezdzietnych lub nie zawiera małżeństwa. A część rodzin świadomie wybiera wielodzietność. Ta dywersyfikacja będzie coraz bardziej widoczna &#8211; mówią demografki.</h3>
<div>
<blockquote><p>Demografki prof. Irena E. Kotowska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, członkini Komitetu Nauk Demograficznych PAN oraz dr hab. Monika Mynarska, prof. uczelni z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, kierują polską edycją badań Generacje i Rodziny w ramach międzynarodowego programu Generations and Gender Programme (GGP).</p>
</blockquote>
<p>W programie obecnie uczestniczy 21 krajów &#8211; głównie z Europy (ale również Gruzja, Australia czy Japonia). W ramach niego co 3 lata prowadzone są panelowe badania na losowej próbie od 15 do 20 tys. respondentów w wieku 18–79 lat w każdym z krajów. Zadawane są im pytania o przebieg życia: edukację, tworzenie i rozpad związków, podział ról w tych związkach, sytuację zawodową, plany prokreacyjne i powiększanie rodziny, utrzymywane relacje rodzinne. W ten sposób naukowcy zyskują wgląd w to, jak wyglądają w różnych miejscach na świece rodziny i jak zmieniają się w czasie. W Polsce badania zaczęły się w 2010 r.- pierwsza runda badań została przeprowadzona na przełomie 2010/2011, a druga &#8211; 3 lata później.</p>
<h3>FAKTY PRAWNE A STAN FAKTYCZNY</h3>
<p>Prof. Monika Mynarska tłumaczy, że w statystyce publicznej odnotowuje się jedynie fakty, czyli zdarzenia demograficzne związane ze stanem prawnym: ile osób się urodziło &#8211; i kiedy, ile skończyło edukację, ile zawarło związek małżeński, ile się przeprowadziło. Dane te znajdują się czasem w zupełnie innych bazach i na ogół nie można ich ze sobą połączyć tak, by przypisać zdarzenia tej samej osobie tzn. nie można ustalić sekwencji zdarzeń demograficznych u poszczególnych osób, czyli odtworzyć przebiegu ich życia.</p>
<p>„W dodatku nie wiemy, co kryje się za faktami prawnymi. Nie wiemy, czy ludzie emigrują za pracą, za chlebem, czy z powodu związku z inną osobą. Nie wiemy, czy ludzie nie rodzą dzieci dlatego, że nie chcą &#8211; czy może dlatego, że przez długie lata nie mogą zajść w ciążę. W badaniu Generacje i Rodziny staramy się pozyskać takie informacje” &#8211; mówi badaczka z UKSW.</p>
<blockquote><p>Prof. Kotowska dodaje, że w statystykach oficjalnych wskutek braku odpowiednich regulacji prawnych nie ma informacji o takich zdarzeniach demograficznych jak tworzenie związków kohabitacyjnych (partnerskich) czy związków typu ‘living-apart-together’ – ludzie są parą, mimo że mieszkają osobno. A związków tego typu jest coraz więcej.</p>
</blockquote>
<p>&#8222;Życie ludzi bardzo się zmieniło. Dotyczy to także opuszczania domu rodziców przez dorosłe dzieci, tworzenia własnej rodziny, rodzicielstwa, relacji dorosłych dzieci z ich rodzicami, relacji między dziadkami i wnukami. I ciągle się zmienia, a to umyka statystyce publicznej, która ujmuje zdarzenia demograficzne (urodzenia, zgony, małżeństwa, rozwody, migracje), odnosząc je do zbiorowości osób. W naszym badaniu zaś przedmiotem odniesienia jest właśnie rodzina i to, co się z nią dzieje w czasie, czyli pytamy respondentów &#8211; członków rodziny o zdarzenia demograficzne, których sami doświadczyli, a także o zdarzenia dotyczące ich bliskich&#8221; &#8211; mówi demografka.</p>
<h3>KROKI DO DOROSŁOŚCI</h3>
<p>Jakie zmiany w polskich rodzinach udało się zauważyć, korzystając z danych dwóch rund badania ankietowego? Prof. Kotowska zwraca uwagę na to, że mocno się zmieniły ścieżki przejścia do dorosłości u osób z różnych pokoleń. Dla pokolenia rodziców (osoby urodzone w latach 1950-1954) ścieżka tego etapu przebiegu życia była przewidywalna.</p>
<blockquote><p>&#8222;Sekwencja zdarzeń demograficznych była zwykle następująca: ukończenie nauki, podjęcie pracy, małżeństwo i wyprowadzka od rodziców, pierwsze dziecko. Przejście do dorosłości kończyło się urodzeniem pierwszego dziecka u kobiet średnio w wieku prawie 23 lat, a u mężczyzn &#8211; w wieku 26 lat&#8221; &#8211; mówi prof. Kotowska. Przejście do dorosłości w pokoleniu dzieci (osoby urodzone w latach 1975-1979) przebiega zaś inaczej – zdarzenia je tworzące mają inną kolejność, a w dodatku pojawiło się nowe zdarzenie &#8211; utworzenie związku kohabitacynego.</p>
</blockquote>
<p>&#8222;W pokoleniu rodziców 91 proc. pierwszych związków to małżeństwa, dla pokolenia dzieci udział małżeństw spadł do 65 proc., a dla pozostałej części pierwszymi związkami była kohabitacja, a dopiero później małżeństwo. Co więcej urodzenie pierwszego dziecka przesunęło się średnio do 26. roku życia u kobiet i do 30. roku u mężczyzn&#8221; &#8211; zauważa prof. Kotowska.</p>
<p><em>Komentuje, że decyzje o pierwszym dziecku będą nadal przesuwane, bo w młodszych pokoleniach mentalna granica wieku, by zostać matką, przesunęła się z 30 do 35 lat. Podkreśla też, że brak rejestracji związków kohabitacyjnych sprawia, że po pierwsze &#8211; rodzina powstaje wcześniej niż jest zarejestrowana w ewidencji ludności jako związek małżeński, a po drugie – tracimy z pola widzenia związki kohabitacyjne, które się rozpadły lub w ogóle nie zostały zwieńczone ślubem. Zachowania dotyczące tworzenia rodzin znacznej i to coraz większej części populacji pozostają poza ewidencją, a znaczenie związków niemałżeńskich sygnalizuje także rosnący udział urodzeń pozamałżeńskich (nieco więcej niż jedna czwarta). Jednak nadal w Polsce ten odsetek należy do niższych w porównaniu do innych krajów europejskich.</em></p>
<p>Obecnie przejście do dorosłości tak bardzo różni się u różnych osób, że nie można mówić o standardowym przebiegu tego fragmentu życia. Wyniki z badania Generacje i Rodziny &#8222;to pierwsza dokumentacja takiego zróżnicowania u młodych pokoleń, a także ukazanie różnic między pokoleniami, które wchodziły w dorosłość przed 1989 rokiem i później&#8221; &#8211; mówi demografka z SGH.</p>
<h3>STANDARDOWA POLSKA RODZINA?</h3>
<p>Prof. Mynarska zwraca uwagę, że bardzo zmieniło się też życie rodzinne. &#8222;Nie sposób nawet odpowiedzieć, jak wygląda standardowa polska rodzina. Widzimy teraz różnorodność form rodzin. Dominującą formą nadal jest u nas &#8211; tak jak i w całej Europie &#8211; małżeństwo z dzieckiem lub dwójką dzieci. Jednak widzimy, że coraz więcej osób będących w związku pozostaje bezdzietnych, a z drugiej strony mamy też osoby, które świadomie decydują się na rodziny wielodzietne. Coraz częściej małżeństwo się rozpada, a rozwiedzeni małżonkowie tworzą nowe rodziny bądź decydują się samodzielnie wychowywać dzieci (głównie matki). Coraz więcej osób nie decyduje się też na zawarcie związku małżeńskiego, choć mają dzieci. Ta dywersyfikacja rodzin będzie coraz bardziej widoczna. I to nie tylko w Polsce&#8221; &#8211; mówi.</p>
<p><em>&#8222;W zakresie polityki rodzinnej, czy szerzej polityki społecznej potrzebne będą rozwiązania, które trzeba będzie elastycznie dostosowywać do zmieniających się form życia rodzinnego. A coraz trudniej będzie wymyślić rozwiązania dopasowane do wszystkich&#8221; &#8211; zwraca uwagę prof. Mynarska. Dodaje, że wgląd w spektrum życia rodzinnego pozwala lepiej określić potrzeby poszczególnych grup i dostosować rozwiązania do tych zróżnicowanych potrzeb. Pozwala też zidentyfikować te grupy, które szczególnie wymagają wsparcia.</em></p>
<h3>DECYZJA O DZIECIACH</h3>
<p>&#8222;Bez tych badań nie rozpoznalibyśmy, dlaczego dzietność tak gwałtownie spadła w Polsce. Pod koniec lat 1990. były poglądy, że dzieci rodzi się tak mało, bo kobiety chcą robić kariery. Pokazaliśmy, analizując biografie zawodowe i rodzinne kobiet, że praca zarobkowa kobiet nie tylko nie przeszkadza, ale nawet ułatwia decyzję o tym, by zostać matką. A coraz późniejsze macierzyństwo wiąże się przede wszystkim z dłuższym pozostawaniem w edukacji i późniejszym wchodzeniem na rynek pracy. Kobiety chcą więc i pracować, i rodzić dzieci. A skoro tak &#8211; dostarczajmy rozwiązań, które im w tym pomogą&#8221; &#8211; tłumaczy prof. Kotowska. I dodaje, że chodzi m.in. o dostęp do dobrej jakości żłobków, przedszkoli, usług zdrowotnych, czy odpowiedniej organizacji zajęć w szkołach, a także bardziej elastyczną organizację czasu pracy.</p>
<p><em>W badaniu pytano o zamierzenia dotyczące posiadania dzieci. Wyniki potwierdziły, że stabilna sytuacja zawodowa obojga partnerów czy małżonków jest kluczowa dla planowania potomstwa. &#8222;Wracając po trzech latach do tych samych respondentów, mogliśmy sprawdzić, czy zrealizowali swoje zamierzenia. Okazało się, że osoby bezdzietne częściej nie zrealizowały swoich planów niż rodzice, którzy planowali powiększyć rodzinę. A to jest ważne, bowiem mimo tego, że wśród osób bezdzietnych w wieku 18-39 lat jedynie co dziesiąta nie planuje zostać rodzicem, wskaźnik bezdzietności w Polsce jest wyższy niż w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Pod tym względem jesteśmy bardziej podobni do krajów Europy Zachodniej. I w dodatku od 2009 r. spada liczba urodzeń pierwszego dziecka&#8221; &#8211; wyliczają rozmówczynie PAP.</em></p>
<p>Badanie intencji prokreacyjnych jest również ważne dlatego, że są one bardzo wrażliwe na wszelkie zmiany zewnętrzne. Pozwala to uchwycić wpływ różnych wydarzeń na decyzje o posiadaniu potomstwa. Takimi „wydarzeniami” może być pandemia, ale też kryzys gospodarczy, czy wprowadzenie nowych rozwiązań polityki społecznej.</p>
<h3>POLSKA NA TLE EUROPY</h3>
<p>Pytane, jak Polska wypada na tle Europy, na przykład jeśli chodzi o urodzenia pozamałżeńskie, związane z pozostawaniem w związkach partnerskich, to ich liczba i udział w ogólnej liczbie urodzeń wzrasta, ale nadal w Polsce ten odsetek jest stosunkowo niski w porównaniu do innych krajów europejskich. Wśród ‘nowych’ członków Unii Europejskiej z Europy Środkowo-Wschodniej tylko Litwa ma zbliżony odsetek (około 27%) . W Bułgarii czy Estonii nieco częściej niż co drugie urodzenie jest urodzeniem pozamałżeńskim .</p>
<p><em>Program badań Generacje i Rodziny został wpisany na Polską Mapę Drogową Infrastruktury Badawczej. Badaczki liczą na to, że uda im się zdobyć środki finansowe na przeprowadzenie badania pod koniec tego roku lub na początku przyszłego. Uważają, że jest ono konieczna dla oceny, jak pandemia przełożyła się na plany prokreacyjne Polaków. A także zrozumienia jak niepewność &#8211; związana ze zdrowiem, sytuacją ekonomiczną, czy zagrożeniami klimatycznymi wpływa na decyzje o założeniu rodziny i jej funkcjonowanie. </em></p>
<p><em>PAP &#8211; Nauka w Polsce, Ludwika Tomala, lt/ zan/</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/wspolczesna-rodzina/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak tworzyć udaną relację?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-tworzyc-udana-relacje/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-tworzyc-udana-relacje/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Mar 2026 01:13:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalina Samek</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[budowanie relacji]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[trwałe związki]]></category>
		<category><![CDATA[uczucia]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29567</guid>
		<description><![CDATA[Podstawą stworzenia dobrego związku jest… samoakceptacja. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Poprzez kontakt z samym sobą stajemy się bogatsi wewnętrznie, a tym samym ciekawsi dla naszego partnera – zwraca uwagę psychoterapeuta Jakub Zając z Centrum Terapii Dialog.</h3>
<p><strong>Po czym można rozpoznać dobry związek?</strong></p>
<p>Tyle ile związków, tyle może być wariantów dobrego związku. Ale na pewno mogę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie dobrego związku bez pewnej dozy bliskości i intymności Kluczowe są też elementy przyjaźni i miłosnego uczucia. Dobry związek jest wtedy, gdy w świadomy sposób dbamy o niego, np. dobrymi rytuałami, planowaniem wspólnego czasu, gdy inicjujemy sytuacje, które budują bliskość, czułość, intymność, dobre wspomnienia, np. wyjścia do knajpy, wyjazdy, miłe wieczory.</p>
<p><strong>Dlaczego niełatwo jest zbudować dobry związek? </strong></p>
<p>Może dlatego, że aby stworzyć dobry związek trzeba lubić siebie samego. Gdyby poobserwować ludzi, którzy są razem szczęśliwi łatwo zauważyć, że każda z tych osób ma także dobrą relację z sobą samym. Trudno mi wyobrazić sobie, że można stworzyć dobry związek, gdy nie potrafimy się dogadać sami ze sobą. Problemy, które wnosimy do relacji wpływają na nią, dlatego warto pamiętać, że droga do dobrego związku prowadzi przez rozpoznanie swoich problemów i pracy nad sobą.</p>
<p><strong>Ale czy to znaczy, że jeśli mam problemy ze sobą, to nie mam szansy na dobry związek?</strong></p>
<p>Tak kategorycznie, bym tego nie ujął, ale coś w tym jest. Jeśli ktoś ma za sobą parę związków i w każdym kolejnym coś nie gra, to być może trzeba się trochę nad sobą zastanowić.</p>
<p><strong>Co zatem można zrobić, by tworzyć lepszy związek?</strong></p>
<p>Podstawą jest samoakceptacja. Bo jeśli będę mieć pozytywne zdanie o sobie, to nie będę potrzebować partnera, który by mi to potwierdzał. Oczywiście to miłe jeśli partner o tym mówi, ale jeśli ja tego od niego oczekuję. Jeśli jestem w związku po to, aby tego słuchać, jeśli obarczam partnera takim „obowiązkiem” to nie wpływa dobrze na relację. Nie chodzi bowiem o to, by partner był źródłem naszej samoakceptacji, partner może nam jedynie to potwierdzać.</p>
<p>Ważna jest też umiejętność zarządzania własnym stresem. W obecnych czasach, gdy pracujemy na pełnych obrotach, żyjemy w ciągłym w biegu, czynnikiem powodzenia w długofalowym związku jest to, jak radzimy sobie z sytuacjami stresowymi. Z pozoru wydaje się to nie mieć znaczenia dla tej sytuacji, jednak stres potrafi narobić wiele zamieszania. Przyniesiony z zewnątrz, niezarządzony, najczęściej rozładowywany jest na bliskich, a to musi odbić się na relacji.</p>
<blockquote><p><strong>Sporo stresu dostarcza nam pandemia. Jaki ma ona wpływ na związki?</strong></p>
<p>Co tu dużo mówić, to trudny czas dla wszystkich. Mamy wiele stresów, żyjemy w poczuciu wielkiej niewiadomej. Wymóg izolacji sprawił, że spędzamy ze sobą w jednym domu, czasem w jednym pokoju 24 godziny na dobę, jesteśmy nasyceni tymi relacjami &#8211; a to nawet bardzo dobre związki może wystawić na solidną próbę.</p>
<p>Ale zdarza się też, że taki wspólny czas wpływa na niektóre pary pozytywnie, wręcz ożywczo – wreszcie mają więcej czasu dla siebie, częściej się widują, mają więcej okazji do różnego rodzaju zbliżeń, także do seksu. Tak może się zdarzyć szczególnie jeśli przed pandemią partnerzy nie mieli czasu dla siebie, dużo pracowali, mijali się, byli w częstych rozjazdach.</p>
</blockquote>
<p><strong>Jak w czasie pandemii chronić się przed wspomnianym wcześniej nasyceniem relacją?</strong></p>
<p>Z grubsza w ten sam sposób jak wtedy, gdy nie ma pandemii. Ale akurat w tym czasie jeszcze ważniejsze wydaje się zadbanie o czas wyłącznie dla siebie samego. Chodzi o to, aby była równowaga &#8211; jeżeli jesteśmy bardzo dużo i intensywnie ze sobą, nabiera to szczególnego znaczenia. Gdy nie mamy w domu warunków do tego, aby pobyć samemu pomóc mogą spacery czy wyjście gdzieś osobno. To jednak nie powinny być przypadkowe chwile, warto je zaplanować i regularnie powtarzać, np. wtorkowe popołudnie jest tylko dla mnie i co by się nie działo nie zmieniam tego, bo jestem dla siebie ważny. Warto pamiętać, że przez kontakt z samym sobą stajemy się bogatsi, a tym samym ciekawsi dla naszego partnera.</p>
<p><strong>Porozmawiajmy o kłótniach. W idealnych związkach nie powinny się zdarzać?</strong></p>
<p>To nieprawda. Powiem więcej – byłoby zaskakująco gdyby ich nie było. Nawet w najlepszych związkach może bowiem nastąpić chwilowe „zmęczenie materiału”.</p>
<p>To absolutnie normalne. Właściwie bałbym się związku, w którym cały czas jest idealnie – to pachnie dla mnie wyparciem, niezauważaniem czegoś. Fakt, że bywamy sobą zmęczeni jest zupełnie naturalny &#8211; pytanie co z tym robimy. Jest fantastyczna książka „Żyć w rodzinie i przetrwać”, w której słynny psychoterapeuta Robin Skynner i nie mniej słynny komik John Cleese prowadzą rozmowę o tym, jak życie w rodzinie wpływa na nas, na nasze relacje i sposób postrzegania świata. Okazuje się, że w dobrych związkach partnerzy prowadzą cały czas rodzaj obserwacji siebie w akcji i dyskutują o tym co widzą.</p>
<p>To pokazuje, że związek jest tematem do rozmowy, należy więc jak najwięcej rozmawiać.</p>
<p>Ale pamiętajmy też, że bliskość i intymność są trochę chaotyczne, nie da się ich zaplanować. Dlatego udoskonalanie w nieskończoność, ciągłe wyjaśnianie wszystkiego, rozkładanie na atomy każdej sprzeczki, niekończące „rozkminianie” problemów, może być meczące dla drugiej strony i może oznaczać problemy w bliskości z tą drugą osobą.</p>
<blockquote><p><strong>Czy naprawdę istnieje coś takiego jak syndrom „siódmego roku”?</strong></p>
<p>Więcej badań jest nawet na temat syndromu czwartego roku. I faktycznie o ile statystyka nic nie mówi o pojedynczym człowieku tylko o masach ludzkich, to jednak coś jest na rzeczy. Następuje taki moment w związku, kiedy dochodzi do naturalnego przesycenie sobą, do spadku zainteresowania partnerem. To nieuniknione. Oczywiście nie musi to być od razu kryzys, który nas łamie,  z którym nie wiemy jak sobie poradzić. Jednak kryzys jest wielką szansą dla związku.</p>
</blockquote>
<p><strong>Jak to rozumieć?</strong></p>
<p>Każdy kryzys nas wzbogaca, czegoś nas uczy. Dobrym sposobem przekonania się o tym jest terapia par. Nie jest to żaden wstyd &#8211; wiele dobrych związków ma za sobą takie doświadczenie. Terapię par z jednej strony należy potraktować jako następstwo kryzysu – warto wybrać się na nią, gdy nie radzimy sobie sami z problemami. Ale to może też być świetna okazja, żeby przyśpieszyć rozwój związku &#8211; pod warunkiem jednak, że naprawdę chcemy być razem. W przeciwnym razie terapia się nie uda.</p>
<p><strong>Są osoby, które uważają, że długotrwałe związki są dla ludzi nienaturalne. Zgadza się Pan z taką teorią?</strong></p>
<p>Jest całkiem pokaźna grupa ludzi, która wchodzi w serie 4-letnich związków. Cztery lata to uśredniony czas, kiedy kończy się pierwsza namiętność, ale jeszcze nie wykształca się w pełni intymność. Zmieniając partnera w takim momencie możemy mieć wszystko od nowa – fascynację, uczucie świeżości, namiętność. Jednak mimo wszystko dużo tracimy. Broniłbym długofalowych związków, bo one dostarczają nam jednak unikatowych doznań, rozwoju siebie, którego nie zapewnią nam krótkotrwałe związki. Ale nie podąłbym się ocenić czy lepszy jest jeden 50-letni związek niż trzy 15-letnie.</p>
<p><strong>Sporo mówi się o tym, że kiedyś to naprawiało się związki, a teraz wymienia się partnera i jest po problemie…</strong></p>
<p>Faktycznie produktowo-transakcyjny model związku to trochę znak naszych czasów. Taki mamy też model współczesnego życia i to przekłada się na relacje międzyludzkie. Jednak warto zauważyć, że kiedyś często dogadywanie się odbywało się wielkim kosztem własnych potrzeb. Oczywiście kiedy remedium na pierwszy kryzys jest myśl o zmianie partnera, to coś jest nie tak. Natomiast kulturę szybszych rozwodów mimo wszystko oceniam jako lepszą niż tę, w której za nic w świecie się nie rozstaniemy i latami trwamy w złych związkach. Przez mój gabinet przewija się wystarczająca liczba pacjentów skrzywdzonych dziwnymi układami rodziców. Zresztą &#8211; mamy jedno życie, więc czy jest sens marnować je w związku który nie jest satysfakcjonujący? Więcej szans nie będzie.</p>
<p><strong>Wiele par jest ze sobą ze względu na dzieci. To słuszne czy nie?</strong></p>
<p>Jest wiele opinii na ten temat. Osobiście uważam, że argument bycia ze sobą dla dzieci jest chybiony. W gabinecie często słyszę: jestem wkurzona na rodziców, że się nie rozstali, a ja latami musiałam patrzeć na rozkład ich związku. Gdyby się rozstali miałabym przejrzystą sytuację i emocjonalne wzorce, a to, że żyli ze sobą pod jednym dachem czując do siebie niechęć było strasznie ciężkie.</p>
<blockquote><p>Dlatego uważam raczej, że ze względu na dzieci warto jest się dobrze rozstać. Dzieci muszą wiedzieć, że dalej mają oboje rodziców, na których mogą liczyć, a tylko poszli różnymi drogami. Oczywiście zawsze to będzie dla nich bolesne, jednak pytanie co jest większym dramatem: cywilizowane rozstanie rodziców,  czy patrzenie jak rodzice się zwalczają, słuchanie ich kłótni, patrzenie na chłodną obojętność, czy lepiej mieć rodziców osobno, ale wiedzieć, że się szanują. Dodatkowo dzieci przejmują nieświadomie takie wzorce i praktykują w swoich późniejszych związkach. Dla mnie to kluczowy argument.</p>
</blockquote>
<p><strong>Czy możliwe jest stworzenie związku na odległość?</strong></p>
<p>Długofalowo jest to bardzo trudne, bo jednak związek wymaga bliskości, także takiej terytorialnej bliskości ciała i nie mam na myśli tylko seksu, ale przytulania się, bycia blisko. Na dłuższą metę jest to ważne. Natomiast są związki, które przez kilka, kilkanaście miesięcy są rozdzielone i dają radę. Jest sporo badań, które pokazują, że bez „obrazu” jest trudno wzbudzić pewne pokłady empatii i współodczuwania, dlatego jeśli para musi się na jakiś czas rozstać warto zadbać o to, aby widywać się chociaż na zoomie czy innej platformie, sporo jest teraz możliwości. Warto dbać chociażby o takie kontakty, ale także próbować raz na jakiś czas zorganizować spotkanie „na żywo”, nawet gdzieś w połowie drogi. Generalnie przyjąłbym jednak takie myślenie, że to jest stan podwyższonego zagrożenia. Prawdopodobieństwo zbudowania trwałego, wieloletniego, szczęśliwego związku na odległość jest statystycznie małe. Odległość jest po prostu niebezpieczna dla związku. Choć oczywiście, jeśli czujemy się z tą osobą dobrze, warto spróbować.</p>
<p><strong>A co z wiązaniem się z młodszym partnerem? Czy można zbudować dobry związek z dużą różnicą wieku?</strong></p>
<p>W tym przypadku odpowiedź brzmi: tak, jest to możliwe. Jest to pewna trudność, ale nie mam poczucia, że taki związek z góry jest zagrożony.</p>
<p>Są pewne kwestie, które mogą okazać się problematyczne, jak na przykład to że po latach jeden z partnerów wciąż będzie w sile wieku, a drugi będzie już w wieku podeszłym. Jednak w dzisiejszych czasach 15 lat różnicy nie stanowi problemu. Zdecydowana różnica wieku, np. 30 lat, może okazać się kłopotliwa, ale jeśli jest miłość i czułość to czemu nie.</p>
<p><strong>W ostatnich miesiącach, trudnych także dla osób samotnych, szczególnym zainteresowaniem cieszyła się aplikacja Tinder. Jak ocenia Pan taki sposób zawierania znajomości? </strong></p>
<p>Budzi ona moje wątpliwości, choć być może jako psychoterapeuta mam nieco skrzywioną perspektywę – moja ocena bazuje na rozmowach z pacjentami, z których większość miała raczej trudne doświadczenia z nią związane. Ale zachowałbym jakiś rozsądek, wydaje się, że są sytuacje, w których Tinder może pomóc. Pytanie kto korzysta z tej aplikacji, bo jeśli ktoś, kto nie czuje się dobrze w swojej skórze i szuka za wszelką cenę partnera, który miałby być lekiem na jego kłopoty, to jest szansa, że taką osobę spotka tam wiele rozczarowań.</p>
<p><em>Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl </em></p>
<div id="biography-wrapper">
<p><em><img src="https://zdrowie.pap.pl/sites/default/files/styles/image_crop_portrait_100/public/202102/Jakub_Zajac.jpg?itok=GAGaz26s" alt="Fot. PAP/Archiwum J.Zająca" width="100" height="100" /></em></p>
<div id="biography-label"><em>Jakub Zając, psychoterapeuta</em></div>
<p><em>Swoje doświadczenie zdobywał m.in. w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Przeszedł m.in. staż Gestalt w Instytucie Terapii Gestalt oraz szkolenie zawodowe w Instytucie Integralnej Psychoterapii Gestalt, oraz szkolenie Master Persons Analysis. Wspiera również firmy jako konsultant i trener oraz prowadzi roczną grupę rozwojową dla liderów w Akademii Psychologii Przywództwa Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej. Specjalizuje się w psychoterapii indywidualnej osób dorosłych, w tym szczególnie w obszarach: trudności w relacjach/braku satysfakcjonujących relacji; trudności w obszarze zawodowym związanych z pełnieniem funkcji liderskich, zaburzeń lękowych; zaburzeń nastroju i trudności w obszarze emocji; zaburzeń osobowości oraz wsparcia w rozwijaniu osobowości; zaburzeń z poziomu egzystencjalnego np. lęk przed śmiercią/odczucie pustki/braku sensu życia.</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-tworzyc-udana-relacje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozmowy o seksualności osób chorych</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/zdrowie-i-uroda/zdrowy-styl-zycia/rozmowy-o-seksualnosci-osob-chorych/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/zdrowie-i-uroda/zdrowy-styl-zycia/rozmowy-o-seksualnosci-osob-chorych/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Feb 2026 01:20:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Edyta Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[zdrowy styl życia]]></category>
		<category><![CDATA[choroba]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[rozmowy o seksie]]></category>
		<category><![CDATA[seksualność]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29489</guid>
		<description><![CDATA[Pacjenci z diagnozą nowotworu zmagają się z całą listą problemów seksualnych związanych z leczeniem. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Są przerażeni chorobą, tym co ich czeka, a do tego tracą swoje dotychczasowe życie, w tym często bliskość z osobą, z którą dzielą życie. O często przemilczanych, a ważnych problemach w trakcie leczenia opowiada psycholożka Marta Banout, zajmująca się m.in. pacjentami na oddziale onkologicznym szpitala specjalistycznego nr 3 w Rybniku.</h3>
<p><strong>Po co rozmawiać o seksie z pacjentem chorym na raka? Taka osoba ma przecież wtedy wiele innych problemów&#8230;</strong></p>
<p>A to może być jeden z nich, dla niektórych osób nie mniej ważny od samej choroby onkologicznej. Zresztą WHO definiuje zdrowie jako stan dobrostanu fizycznego, psychicznego i społecznego, możliwość realizowania potrzeb, a nie tylko brak choroby czy niepełnosprawności, więc troska o zdrowie pacjentów z chorobą nowotworową to również dbałość o ważne dla nich aspekty życia.</p>
<p>W kontekście aktywności seksualnej na przykład obniżenie nastroju związane z chorobą może wpływać na to, że pacjent nie będzie miał ochoty na współżycie. Podjęcie tego tematu podczas wizyty to dla obu stron furtka do porozmawiania o tym, czy jest to chwilowa przerwa w życiu intymnym, czy coś, co trwa od dłuższego czasu, oraz czy stanowi to dla pacjenta problem. Otwarta rozmowa pozwoli także zorientować się, czy to nie jeden z objawów depresji. Zadanie pacjentowi takiego pytania to też możliwość edukacji, a proszę mi wierzyć – wiele osób nie wie, czy może podjąć współżycie w trakcie leczenia, czy dopiero po jego zakończeniu, ponieważ nikt z nimi o tym nie rozmawiał.</p>
<blockquote><p>Chciałabym jednak na samym początku podkreślić jedną ważną rzecz: <strong>w sytuacji choroby nowotworowej, tak samo jak w każdym innym momencie życia, pacjenci mają prawo angażować się w aktywność seksualną lub z niej rezygnować, z wielu różnych powodów – dopóki nie stanowi to dla nich źródła cierpienia, nie jest to problemem czy anomalią. </strong></p>
</blockquote>
<p>Czasem brak ochoty na seks wynika z zupełnie innych niż choroba powodów: aseksualności, zmian związanych z wiekiem, problemów hormonalnych, konfliktów w relacji i tak dalej… Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą doświadczać różnych trudności związanych ze sferą płciowości, relacji i aktywnością seksualną, ale sam fakt chęci czy przeciwnie – braku chęci współżycia w trakcie choroby nie jest powodem do obaw czy interwencji.</p>
<p><strong>Dlaczego rozmowa o seksualności to problem? Wydawałoby się, że dotyczy przecież normalnych spraw w życiu człowieka.</strong></p>
<p>Powodów może być co najmniej kilka. Społecznie dyskusje o seksualności to ciągle tabu i dla wielu osób to krępujący temat, więc jeśli ktoś z personelu medycznego nie rozpocznie takiej rozmowy, to najczęściej pacjent sam nie zapyta. Brak edukacji seksualnej sprawia, że kłopotem bywa brak znajomości adekwatnego nazewnictwa, nieumiejętność dobrania słów umożliwiających opisanie sytuacji. Może pojawić się lęk przed stereotypami i stygmatyzacją, zwłaszcza u osób nieheteronormatywnych. Czasem chorzy obawiają się, że zostaną potraktowani jak ktoś, kto nie podchodzi poważnie do swojej choroby, że usłyszą coś w rodzaju: „Masz raka, a tylko seks ci w głowie; to nie czas na takie pytania”.</p>
<blockquote><p>Przeniesienie ciężaru rozpoczęcia takiej rozmowy na osobę przeprowadzającą wywiad przynosi im ulgę, daje im poczucie komfortu i normalizuje temat. Pytając o aktywność seksualną dowiadujemy się też innych rzeczy o życiu pacjenta: czy jest w związku, czy ma jakieś wsparcie w chorobie, jak sobie radzi. To pokazuje nam złożoność sytuacji życiowej, w której nasz pacjent się znajduje i może być dla nas sygnałem, że potrzebuje pomocy czy choćby skierowania do psychologa. Pytanie o aktywność seksualną może też sprawić, że pacjent podzieli się z nami objawami wcześniejszych schorzeń, o których nie mówiłby, gdybyśmy nie podjęli tego tematu, a które są dla niego problemem i mogą mieć znaczenie dla przebiegu leczenia onkologicznego.</p>
</blockquote>
<p><strong>Dlaczego wobec tego lekarze nie zadają takich pytań?</strong></p>
<p>Niektórzy zadają, ale kiedy tego nie robią, mają z pewnością wiele powodów. Może nie wydaje im się to istotne? Może sami się krępują? Czasami z góry zakładają, że konkretnego pacjenta takie sprawy nie dotyczą, a pytanie o to wywoła skrępowanie; np. rezygnują z poruszania tematu seksualności z pacjentami starszymi, podczas gdy badania pokazują, że dla wielu osób w wieku senioralnym aktywność seksualna nadal jest istotna i satysfakcjonująca.</p>
<p>Dlatego trzeba pamiętać, by potraktować ten temat jak każdy inny – zupełnie normalnie – i nawet jeśli reakcja pacjenta będzie dziwna, nietypowa, przykładowo wybuchnie on śmiechem, to rolą lekarza jest normalizowanie tematu. To daje przestrzeń do tego, by pacjent, jeśli tylko ma taką potrzebę, mógł podzielić się wątpliwościami czy obawami.</p>
<p><strong>Czego konkretnie dotyczą te rozmowy?</strong></p>
<p>Pacjenci i pacjentki zmagają się z całą listą problemów seksualnych związanych z chorobą i leczeniem. Trzeba jednak pamiętać, że seksualność to nie jest tylko aktywność seksualna, współżycie; to znacznie szersze pojęcie, które dotyczy zarówno poczucia tożsamości płciowej, orientacji psychoseksualnej, jak i różnych innych obszarów życia, podejmowanych ról społecznych, relacji międzyludzkich i całej sfery emocjonalnej.</p>
<blockquote><p>Jednym z najczęstszych problemów związanych ze współżyciem, które spotykają pacjentów w trakcie leczenia onkologicznego lub po nim, jest spadek popędu seksualnego spowodowany otrzymywanymi cytostatykami lub lekami antydepresyjnymi. Czasem to efekt fizycznych objawów choroby, które odczuwają pacjenci, np. nasilenia dolegliwości bólowych lub bólu przy współżyciu (co może wynikać z przebiegu choroby lub zmian hormonalnych spowodowanych leczeniem). Częstym problemem u kobiet, związanym bezpośrednio z przyjmowanymi lekami jest suchość pochwy – warto wtedy edukować na temat lubrykantów, które mogą wspomóc i ułatwić współżycie.</p>
</blockquote>
<p>Wiele osób podczas leczenia onkologicznego, w wyniku obniżonej odporności, zmaga się z dodatkowymi problemami i infekcjami intymnymi, utrudniającymi kontakt seksualny i wymagającymi leczenia. U niektórych pacjentów pojawiają się problemy z erekcją (co samo w sobie powoduje często stres, nawet jeśli nie uniemożliwia współżycia). Dodatkowo niektóre zabiegi, jak np. radykalna prostatektomia, mogą spowodować trwałą impotencję.</p>
<p>Warto zaznaczyć, że u części pacjentek pojawiają się zmiany okołomenopauzalne. Jednak co najważniejsze: większości tych problemów można zaradzić, ale żeby to zrobić, trzeba o nich mówić. Dlatego zachęcam też wszystkich pacjentów, aby nawet wtedy, kiedy lekarz nie porusza tematu, samodzielnie rozpoczęli rozmowę i uzyskali pomoc w ważnych dla siebie sprawach. W razie potrzeby można również skorzystać z pomocy seksuologów.</p>
<p>Na „techniczne” i logistyczne problemy nakładają się sprawy relacyjne, np. konflikty między partnerami, które łączą się z chorobą i przekładają się na życie seksualne. Wielu pacjentów obawia się, czy aktywność seksualna jest dla nich bezpieczna, czy nic im się nie stanie. Inni odczuwają strach przed tym, jak ciało, zmienione przez chorobę, będzie odbierane przez partnera/partnerkę.</p>
<blockquote><p>Pacjenci czasem martwią się własną nieatrakcyjnością, tym, że nie staną na wysokości zadania. Często są to obawy, które łączą się ze społecznymi stereotypami związanymi z leczeniem onkologicznym: przekonaniem o utracie kobiecości czy męskości w wyniku zabiegu chirurgicznego lub wypadania włosów, w związku z  wyglądem bez peruki. Bywa, że to wszystko powoduje ogromne cierpienie.  Zdarza się, że pacjent mówi: „Nie mam ochoty na seks, nie lubię swojego ciała”. Dobrze byłoby wtedy wysondować, czy to „nie mam ochoty” wynika ze strachu przed reakcją partnera/partnerki, czy to objaw depresji, a może jeszcze coś innego.</p>
</blockquote>
<p>Problem negatywnego postrzegania swojego ciała to zresztą osobny temat, który najczęściej wymaga pracy terapeutycznej, jednak w niektórych sytuacjach nawet jednorazowa konsultacja i poradnictwo psychologiczne mogą pomóc.</p>
<p>Jest też cały szereg problemów związanych z efektami zabiegów ratujących życie, jak bywa np. w przypadku wyłonienia stomii. Dla wielu pacjentów może to być poważne utrudnienie, również w kontekście współżycia. Rolą lekarza czy terapeuty jest wsparcie i edukacja pacjenta, udzielenie mu informacji na temat tego, że życie seksualne ze stomią jest możliwe, że są sposoby, aby zabezpieczyć worek stomijny. Nie wszyscy np. wiedzą, że dostępna jest odpowiednia bielizna, która pomaga utrzymać worek stomijny „na miejscu”, a równocześnie nie odbiega wyglądem od klasycznych modeli.</p>
<p>Tak więc różnorodność problemów u pacjentów i pacjentek onkologicznych, które mogą mieć wpływ na ich życie seksualne, jest ogromna. Nie dla każdej osoby będą one równie istotne, ale warto pamiętać, że mogą się pojawić.</p>
<p><strong>Czy kwestie światopoglądowe mogą przeszkadzać w leczeniu?</strong></p>
<p>Raczej nie przeszkadzają, ale mogą mieć istotne znaczenie.</p>
<p>Przy wielu rodzajach leczenia cytostatykami, jeśli dana osoba jest aktywna seksualnie, wymagane jest stosowanie antykoncepcji, co dla niektórych osób bywa nie do przyjęcia. Takie rozmowy wymagają sporo wyczucia, aby szanując poglądy pacjentów równocześnie rzetelnie poinformować ich o potencjalnych zagrożeniach płynących z ewentualnego zajścia w ciążę. Zawsze warto mieć kontakt przykładowo do rozsądnego duchownego, który może wesprzeć tych pacjentów, dla których ważne jest nauczanie kościoła w kwestiach seksualnych.</p>
<p>Jednak światopogląd to także ogólne przekonania o aktywności seksualnej. Czasem słyszę też od pacjentek i pacjentów, że skoro już „normalnie się nie da”, to „szkoda zachodu”. To po raz kolejny brak edukacji seksualnej, bo wspomniane „normalnie” najczęściej oznacza dla pacjentów stosunek waginalny (penis-pochwa), a tymczasem seks to przecież dużo więcej, to różne sposoby podejmowania aktywności: stosunek oralny, analny, pocałunki, wzajemne pieszczoty, masturbacja, wzajemna masturbacja partnerów. Właściwie wszystko, co nazywane jest „grą wstępną”, to nie żaden wstęp, tylko już aktywność seksualna, która też może dać partnerom przyjemność i satysfakcję. Jeśli na ten moment nie mogą, nie chcą lub nie są w stanie podejmować aktywności seksualnej takiej, jaką podejmowali do tej pory, to być może warto rozważyć razem inną formę współżycia. Warto wspominać też o tym, że bliskość można budować stopniowo i nawet jeśli nie można podjąć „tradycyjnego” współżycia, to czułość, bliskość, pieszczoty, pocałunki mogą być ważne i odpowiadać na najważniejsze potrzeby chorego. Ciągle powtarzam, że we wszystkich tych tematach najważniejszy jest jednak jeden aspekt: szczera rozmowa obojga partnerów na temat swoich oczekiwań, lęków, chęci lub ich braku.</p>
<p><strong>Choroba onkologiczna często dotyka pary, które są ze sobą od lat i wiele razem przeżyły, dlaczego więc teraz nie potrafią się dogadać? </strong></p>
<p>Najczęściej właśnie z powodu braku rozmowy. Proszę sobie wyobrazić parę, w której ona jest po mastektomii i partnerzy uczą się bliskości na nowo. W głowie partnerki pojawia się przekonanie: „Nie jestem już kobieca, na pewno mu się nie podobam”, a jej partner, z szacunku dla niej, myśli: „Muszę być ostrożny i delikatny, żeby nie sprawić jej bólu”, ale nie mówią sobie o tym. To może powodować różne problemy, bo jeżeli partner zbliży się do swojej partnerki z takim przekonaniem i zacznie jej dotykać ostrożnie, to dla niej może to stanowić potwierdzenie jej przypuszczeń: „Aha, dotyka mnie tak ostrożnie, na pewno się do tego zmusza”. Odsuwa się więc, albo wzdryga, a on może wtedy pomyśleć: „Mimo wszystko ją zabolało, więc lepiej przestać”. Kiedy partner cofa dłoń, partnerka myśli, że go obrzydza i tak dalej&#8230; Tego typu sytuacje mogą wiązać się z ogromnym cierpieniem psychicznym i emocjonalnym, mogą  prowadzić do utraty szeroko pojętej bliskości, a to głównie z powodu braku komunikacji.</p>
<p><strong>Kiedy mówimy o związku seksuologii i onkologii warto pamiętać, że seksualność pacjenta to jest coś, z czym on już wchodzi w chorobę. To oznacza, że lekarze powinni – oprócz swojej specjalności – mieć choćby podstawową wiedzę na temat seksualności człowieka&#8230; </strong></p>
<p>Zdecydowanie. Szczególnie, że może nam się „trafić” pacjent inny niż zwykle. Żyjemy w społeczeństwie, które jest nastawione jest na heteronormatywność, wychodzimy z założenia, że wszystkie osoby, z którymi się spotykamy są heteroseksualne, a ich tożsamość płciowa jest zgodna z płcią nadaną przy urodzeniu. Tymczasem tak nie jest i musimy umieć na to zareagować, szczególnie, że niejednokrotnie do wszystkich problemów, których dotychczas te osoby doświadczały, dochodzą teraz kłopoty związane z chorobą onkologiczną, co bardzo komplikuje ich sytuację. Na co dzień nie myślimy często o sytuacji osób nieheternormatywnych, więc tym bardziej nie wpadają nam do głowy ewentualne komplikacje związane z procesem choroby i leczenia, ale nawet, jeśli mielibyśmy towarzyszyć w takich sytuacjach rzadko, warto wiedzieć, jak zareagować.</p>
<blockquote><p>Na przykład jeśli osoba transpłciowa nie przeszła jeszcze korekty płci, to znaczy funkcjonuje już społecznie jako kobieta, ale nie odbyła się jeszcze rozprawa sądowa, która metrykalnie zmienia jej płeć lub nie odbyła się chirurgiczna korekta płci, to pojawia się pytanie: na jakiej sali położyć taką osobę? Nie ma rozwiązań prawnych pasujących do każdej sytuacji, czasami po prostu trzeba pomyśleć jak zorganizować leczenie, by z szacunkiem i życzliwością potraktować każdego pacjenta. Można na przykład wygospodarować jakąś pojedynczą salę, by nie naginać przepisów, ale też jednocześnie nie tworzyć problemu. Do dobrych praktyk należy zapytanie takiej osoby, jak się do niej zwracać – badania pokazują, że używanie imienia jakiego życzy sobie osoba transpłciowa zmniejsza współczynnik samobójstw w tej grupie. Polskie prawo nie uwzględnia państwowego dostępu do ginekologa dla transpłciowych mężczyzn, którzy nie zdecydowali się na korektę płci i mają wewnętrzne bądź zewnętrzne narządy płciowe żeńskie. To oznacza, że  tacy pacjenci nie są objęci ogólnodostępną, darmową opieką i profilaktyką zdrowotną, co może przekładać się np. na zbyt późne rozpoznawanie choroby nowotworowej.</p>
</blockquote>
<p>Trochę inny rodzaj problemów mają osoby o orientacji psychoseksualnej innej niż heteroseksualna, a więc m.in. lesbijki, geje i osoby biseksualne. Obawa przed homofobią ze strony personelu medycznego, problemy rodzinne (np. odrzucenie przez rodzinę pochodzenia, brak wsparcia społecznego), brak możliwości wzięcia zwolnienia opiekuńczego na członka rodziny w przypadku braku prawnego sformalizowania związku, obawa o przyszłość wspólnie wychowywanych dzieci w przypadku śmierci biologicznego rodzica&#8230; Ale to już temat na osobną rozmowę. W kontekście pomocy psychoonkologicznej warto po prostu zadbać o to, żeby każdego pacjenta i każdą pacjentkę traktować z szacunkiem i uważnością w odniesieniu do ich indywidualnych rozterek, problemów i trudności, nie zakładając i nie narzucając rozwiązań, ale mając świadomość różnorodnych zależności.</p>
<p>W XXI wieku wiedza jest dostępna na wyciągnięcie ręki – aby dobrze pomóc każdej osobie zmagającej się z diagnozą choroby nowotworowej w możliwie wielu aspektach jej życia, warto zdobyć chociaż podstawową wiedzę psychologiczną i seksuologiczną.</p>
<p><em>Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl</em></p>
<p><em>Wywiad powstał dzięki wykładowi wygłoszonemu przez Martę Banout podczas V FORUM PSYCHOONKOLOGII, organizowanym przez Stowarzyszenie UNICORN.<br />
</em></p>
<div id="biography-wrapper">
<p><em><img src="https://zdrowie.pap.pl/sites/default/files/styles/image_crop_portrait_100/public/202101/MBanout.jpg?itok=O5JcqZKk" alt="Fot. PAP" width="100" height="100" /></em></p>
<div id="biography-label"><em>Marta Banout, psycholożka</em></div>
<p><em>Psycholożka, psychoterapeutka w trakcie szkolenia w nurcie poznawczo-behawioralnym, certyfikowana terapeutka terapii Simontonowskiej, edukatorka seksualna. Członkini Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego oraz Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej. Doktorantka Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Pracuje w Centrum Medycznym „Na Rudzkiej” i na oddziale onkologicznym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku oraz w gabinetach „Konkret” w Gliwicach. Ukończyła kursy Racjonalnej Terapii Zachowania, Dialogu Motywującego, High Speed Methods to Reduce Resistance and Boost Motivation (Drs. David Burns &amp; Jill Levitt) oraz szkolenia z zakresu pomocy psychologicznej osobom LGBTQ+ . Jest autorką artykułów w czasopiśmie „Psychologia w praktyce”; prowadzi warsztaty dla młodzieży i dorosłych (dotyczące m. in. komunikacji, higieny zdrowia psychicznego, stresu i profilaktyki zdrowotnej).</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/zdrowie-i-uroda/zdrowy-styl-zycia/rozmowy-o-seksualnosci-osob-chorych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dominacja w związku</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/dominacja-w-zwiazku/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/dominacja-w-zwiazku/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Jan 2026 01:58:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Prochowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[strefa przyjemności]]></category>
		<category><![CDATA[BDSM]]></category>
		<category><![CDATA[dominacja]]></category>
		<category><![CDATA[dominacja w związku]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29455</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy skłonność do dominacji staje się niebezpieczna? ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>O naturze symbiotycznych relacji rozmawiamy z psychologiem Piotrem Mosakiem.</strong></p>
<p><strong>EksMagazyn: Czy w naturze człowieka leży uległość?</strong></p>
<p><strong>Piotr Mosak, psycholog:</strong> Musi leżeć. Różnimy się od siebie i gdyby nie było osób uległych, to te dominujące nie miałyby nad kim górować. Pamiętajmy też, że biznesem, mediami i wieloma innymi obszarami rządzą osoby przede wszystkim dominujące, bo te uległe z natury nie pchają się na świecznik i nie mają potrzeby zdobywania świata. Sto lat temu rządzili mężczyźni, a świat damski był kompletnie nieznany, mimo, że istniał. Tak samo nie znamy świata osób uległych. One nie mają powodu, by o sobie mówić. Każdy ma swój powód do czerpania przyjemności. Tą przyjemnością może być uległość.</p>
<p><strong>Czy można czerpać satysfakcję z bólu? </strong></p>
<p>To przyjemność innego rodzaju, której osoby nie lubiące bólu nie są w stanie zrozumieć. Może ona się wiązać z tym, że tym osobom sprawia satysfakcję już sama myśl, że ktoś je chce, pożąda, zainteresował się nimi. Wtedy są w stanie wiele znieść, a nawet czerpać z tego przyjemność. Uczą się tego od dziecka, kiedy rodzice interesują się nimi tylko wtedy, kiedy są niegrzeczni. Rodzice nieświadomie wzmacniają negatywne zachowania. Nie interesują się grzecznymi dziećmi. Wtedy dzieci uczą się myślenia na zasadzie: „Aha, mamusia się mną zainteresuje, jak się położę w kałuży. Co prawda, to kosztuje klapsa, ale potem mama zajmuje się mną przez godzinkę i jest super”. Być może w przypadku uległych osób jest podobnie: „Ktoś mnie wiąże, bije, to znaczy, że się mną interesuje, jestem dla niej/niego ważny”. Uległość sprawia wtedy przyjemność sama w sobie. To, że można coś dla tej drugiej osoby zrobić, ulec jej. Dochodzi do tego uległa natura, kiedy ta osoba nie ma potrzeby pchania się na afisz, dyskutowania, posiadania zdania na każdy temat, bycia duszą towarzystwa. Jeśli znajdzie kogoś, kto lubi dominować, kogo pokocha i dogadają się w sprawie granic, których nie można przekraczać, to taki związek doskonale rokuje.</p>
<p><strong>Czy kiedy ktoś odkryje, że jest uległy lub dominujący, powinien próbować z tym walczyć? Niektórzy są przerażeni taką skłonnością. Boją się, że nie stworzą dobrego związku.</strong></p>
<p>Wydawać się może, iż osoba uległa nie ma potrzeby tworzenia równorzędnej relacji. Wbrew pozorom, to właśnie osoby w sadomasochistycznym związku tworzą równorzędną relację. Dwóm osobom dominującym, nieustannie będącym w konfliktach, a większość z nas jest taka, wydaje się, że są w związku równorzędnym, a nie są. Mają mnóstwo niespełnionych oczekiwań. W przypadku związku sadomasochistycznego mamy dwie osoby, które się uzupełniają, można by powiedzieć, że idealnie, jak gniazdko i wtyczka. Żadna z nich nie udaje, że jest końcówką kabla i żadna nie udaje, że jest gniazdkiem w ścianie. Jeśli łączy ich uczucie, jeśli szczerze podejdą do ustalania warunków, na jakich są ze sobą, to tak naprawdę w swojej intymności i prywatności, mają idealny układ.</p>
<p><strong>Związki sadomasochistyczne mogą być trwałe? </strong></p>
<p>Tak. To jest układ związku równorzędnego, tylko że ta równorzędność nie polega na tym, że każdy ma równo i po pół, bo to jest bzdura. XX wiek popełnił ogromny błąd uważając, że „każdemu po równo” jest nadrzędną wartością. Po równo to jest komunizm, a nie sprawiedliwość. Sprawiedliwie jest wtedy, kiedy każdy dostaje tyle, ile potrzebuje. Ustalanie, że jednego dnia garnki myje mąż, a drugiego żona jest bez sensu, jeśli on tego nie znosi. To jest głupie i do niczego nie prowadzi. Lepiej dogadać się w ten sposób, że ona zmywa, a on odkurza, jeśli oboje czują się w tym dobrze. Niech znajdą swoje obszary. Mamy w sobie odrobinę uległości i dominacji. Bardzo rzadko zdarzają się czyste postawy uległy i dominujący. Reszta osób jest mieszaniną i jako para raz robią to, a raz tamto. Natomiast kiedy te skrajne przypadki, pełnej uległości z dominacją znajdą się, jeśli się jeszcze do tego pokochają, to mają szansę na sielskie życie. Nie nam to oceniać na zasadzie: „To pewnie złe, bo ja bym nie wytrzymał bycia uległym więcej niż przez 20 minut”.</p>
<p><strong>Dlaczego osoby ryzykują swoje życie uprawiając seks? </strong></p>
<p>Ludzie palą papierosy &#8211; to jest gorsze od podduszania! Ludzie jeżdżą zbyt szybko samochodami, uprawiają przygodny seks bez zabezpieczeń, piją za dużo alkoholu i zażywają narkotyki, a pani się pyta dlaczego niektórzy lubią podduszanie? Tu nie ma różnicy. Nikt nie robi afery o to, że dorośli, odpowiedzialni ludzie, biorą się za palenie papierosów, a obrzydzenie budzi w nas para, która lubi kneblowanie w czasie seksu. Oni robią to w swojej intymności. Jeśli wiedzą o ryzyku, jeśli decydują się na to i szanują prawo do powiedzenia „stop”, to tak naprawdę jest ich sprawa i mniejsze ryzyko, niż przy niektórych narkotykach.</p>
<p><strong>Czy są ciemne strony takich układów?</strong></p>
<p>Inna sprawa, jeśli zdarzy się, że uległa osoba mówi „stop” lub hasło bezpieczeństwa, a dominująca bije ją dalej. Tak też może się zdarzyć. Trudno jest rozpoznać osobę, która nie potrafi zapanować nad swoją agresją. Niebezpieczna jest sytuacja, kiedy osoba dominująca przyjemność czerpie nie tylko z tego, że jest dominująca, co może być ok, ale również z samej agresji. Agresja może wciągać i zdarza się czasem, że bywa dla kogoś tak fascynująca, że przestaje się kontrolować. Są bowiem dwie kwestie: lubię być dominujący, a podnieca mnie akcja i przekraczanie granic, coraz dalej i dalej. Ta druga postawa może być niebezpieczna. To jak z dzieckiem, które nie potrafi przestać się w coś bawić. Wszyscy mówią, żeby dało sobie już spokój, a ono zachowuje się tak dalej, mimo, że dla nikogo nie jest to już przyjemne.</p>
<p><strong>Seks kojarzy się</strong> <strong>ze spontanicznością, z utratą kontroli. Czy ludzie rzeczywiście potrafią się kontrolować w łóżku, tak jak twierdzą zwolennicy BDSM?</strong></p>
<p>U nich pojawia się dodatkowy element – ból. Jeśli zapamiętamy się w seksie, to najczęściej nie ma bólu, więc i niebezpieczeństwa. Natomiast, jeśli jest z jednej strony namiętność, ale pojawia się ostry ból, mocniejszy niż ten akceptowalny, podniecający, to on natychmiast wyłącza to zapamiętanie. I wtedy on lub ona krzyczą „stop” lub hasło bezpieczeństwa i to również dla drugiej strony jest trzeźwiące. Jeśli ktoś kogoś podwiesza u sufitu, rani go i zaczyna po nim spływać krew, to jest duża szansa, że on to w końcu poczuje, nawet jeśli znalazł się w super podniecającej sytuacji.</p>
<p><strong>Dlaczego ludzie, którzy uprawiają sadomasochistyczny seks budzą w nas taki niepokój? </strong></p>
<p>Bo przeciętni ludzie mają bardzo niską granicę bólu. Ja również nie znoszę kiedy coś mnie boli, dziękuję bardzo. Dlatego ludzie uprawiający BDSM są dla mnie nie do końca zrozumiali, ale akceptuję ich preferencje i nie potępiam.</p>
<p><strong>Czy to już zboczenie, czy jeszcze odchylenie?</strong></p>
<p>Jeżeli są dwie strony, które uzgodniły zasady, „podpisały kontrakt”, szanują się, a jeszcze w tym szanowaniu są uczucia i mają przyjemność w realizowaniu pragnień drugiej osoby, to wzbogacanie erotyki o takie zachowania nie będzie zboczeniem. Zboczenie jest wtedy, kiedy mamy w nosie potrzeby drugiej osoby, mamy potrzebę zadawania lub odczuwania bólu i tylko i wyłącznie wtedy odczuwamy przyjemność seksualną. Kiedy druga osoba staje się przedmiotem gry seksualnej, a nie podmiotem. Jeśli nie ma w tym potrzeb i ograniczeń drugiej osoby, to myślę, że można mówić o odchyleniu.</p>
<p><strong>Jeśli osoba, która nie ma takich skłonności, spotka drugą, która wyzna jej: „Lubię jak się mnie poniża”, powinna się z nią wiązać?</strong></p>
<p>To zależy na jakim poziomie takie potrzeby występują u danej osoby. Jeśli ona potrzebuje tego za każdym razem do osiągnięcia satysfakcji w seksie, to mamy mur, bo to znaczy, że nie będzie innego seksu. Wtedy należy zmykać, bo taki związek będzie albo bardzo trudny, albo niebezpieczny, a koniec końców skończy się przykro. Natomiast czasem może być tak, że taka osoba lubi wśród innych rzeczy to, żeby ją od czasu do czasu np. związać. Jeżeli tak, jeśli to jest urozmaicenie, zabawa, jeśli jest w tym szacunek i słowo bezpieczeństwa, to nie widzę w tym problemu.</p>
<p>Rozmawiała: Joanna Jałowiec</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/dominacja-w-zwiazku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak działać, by nie dopuszczać do przemocy</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-dzialac-by-nie-dopuszczac-do-przemocy/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-dzialac-by-nie-dopuszczac-do-przemocy/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Apr 2024 00:20:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dagna Starowieyska</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[przemoc]]></category>
		<category><![CDATA[reakcja na przemoc]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[zachowania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29585</guid>
		<description><![CDATA[Polska jest relatywnie bezpiecznym krajem, ale nie jest wolna od przemocy. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>GUS podaje, że w 2018 roku było blisko 250 tysięcy mężczyzn i ponad 28 tysięcy kobiet prawomocnie skazanych za przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu. O tym, co można zrobić, żeby zminimalizować ryzyko utraty zdrowia lub życia z powodu przemocy opowiada Robert Kotecki, doświadczony negocjator policyjny i doradca ds. bezpieczeństwa.</h3>
<p><strong>Pewien znany włoski dziennikarz, Tiziano Terzani, na bazie swoich doświadczeń z wojny w Kambodży radził swojemu synowi, żeby, gdy ktoś mierzy do niego z broni, uśmiechnął się do napastnika. Co pan na to?</strong></p>
<blockquote><p>Nie ma, niestety, konkretnych rekomendacji, do zastosowania w tego rodzaju zdarzeniach, które gwarantowałyby na 100 proc. ich szczęśliwe i bezpieczne zakończenie. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji, w tym m.in. od osobowości, stanu emocjonalnego i celów agresora. Nie jest jednak wykluczone, że dobry skutek może przynieść jakaś intuicyjna, niestandardowa reakcja, jak wspomniany uśmiech, choć gwarancji nie ma. Chciałbym jeszcze w tym kontekście podkreślić, że zarówno pistolet, jak i „zwyczajny” nóż należy traktować równie poważnie, jako groźną, potencjalnie śmiercionośną broń.</p>
</blockquote>
<p><strong>Przestępstwa z udziałem broni palnej nie są chyba jednak w Polsce na szczęście zbyt częste. Porozmawiajmy więc o bardziej powszechnie występujących formach przemocy. Co mówią na ten temat policyjne statystyki?</strong></p>
<p>Policja najczęściej styka się w ramach swoich interwencji z przemocą domową, której przyczyny są bardzo różne, począwszy od problemów natury psychicznej do problemów finansowych. Choć stereotypowo uważa się, że to mężczyzna jest „przemocowcem”, to jednak w praktyce nierzadko okazuje się, że jest odwrotnie. Sam w swojej pracy policyjnej nie raz zetknąłem się z sytuacjami, w których to kobiety znęcały się nad mężczyznami. (zarówno jednak ze statystyk policyjnych, jak i doświadczeń organizacji pomagających ofiarom oraz sprawcom przemocy wynika, że ofiarami przemocy domowej zdecydowanie najczęściej są kobiety i dzieci – przyp. red).</p>
<p><strong>Co osoba obawiająca się ataku ze strony domownika może zrobić, aby do niego nie dopuścić lub też co powinna zrobić, gdy już do ataku dojdzie? </strong></p>
<blockquote><p>W przypadku przemocy domowej najczęściej problem ma naturę przewlekłą, czyli trwa już od dłuższego czasu. Rzadko się zdarza, aby ktoś zadzwonił, bo właśnie pierwszy raz doznał przemocy w domu. Przemoc domowa, czy to psychiczna czy fizyczna, zwykle narasta przez długi czas, przez co generalnie wszyscy się do niej powoli przyzwyczajają. Jeżeli się tego procesu nie zastopuje na samym początku, gdy tylko pojawią się pierwsze przejawy agresji np. słownej, to później coraz trudniej jest zapobiegać atakom i uniknąć eskalacji przemocy.</p>
</blockquote>
<p><strong>Jak można to zastopować?</strong></p>
<p>Trzeba najpierw do tego mieć pewną elementarną wiedzę odnośnie zachowań przemocowych, czyli m.in. świadomość, że <strong>jak ktoś krzyczy na mnie i do mnie przeklina albo mnie popchnie czy opluje, to już jest przemoc, na którą nie można pozwalać. Jeśli ktoś na pierwsze tego rodzaju zdarzenie stanowczo nie zareaguje, to w praktyce oznacza, że daje on agresorowi przyzwolenie na dalsze takie zachowania.</strong> W efekcie, następnym razem będzie on krzyczał jeszcze głośniej, przeklinał mocniej i dojdzie do eskalacji przemocy.</p>
<p><strong>Ale konkretnie, co wtedy trzeba powiedzieć? Jak należy zareagować? Gdy ktoś nam w domu pierwszy raz ubliża, startuje do nas z pięściami, krzyczy na nas, przyjmie agresywną postawę, wykonuje jakieś nerwowe ruchy, sięga po jakieś przedmioty albo nam grozi?</strong></p>
<p>Jak już powiedziałem, nawet na najmniejszy tego rodzaju sygnał trzeba zareagować. Zawsze, gdy zdarzy się coś, co sprawi, że poczujemy się nieswojo. Przy pierwszej takiej sytuacji trzeba zapytać: &#8222;Dlaczego tak do mnie mówisz, dlaczego tak robisz, dlaczego mówisz do mnie podniesionym głosem, dlaczego na mnie krzyczysz?&#8221; Można też zastosować inny komunikat: &#8222;Bardzo cię proszę nie krzycz na mnie, zaczynam się ciebie bać. Przepraszam, ale jestem bardzo zdenerwowana, gdy się tak zachowujesz&#8221;. Można też ostrzec drugą stronę: &#8222;Jeśli taka sytuacja się powtórzy, to się z tobą rozstanę&#8221;. Chodzi o poinformowanie od razu, tu i teraz, tej drugiej osoby, że zrobiła coś nie tak. Jest to ważne, bo ona w silnych emocjach może nawet nie być tego świadoma, że była agresywna, że podniosła głos, przeklęła czy podniosła rękę.</p>
<p><strong>A czego lepiej wtedy nie mówić, żeby nie pogorszyć sprawy?</strong></p>
<p>Nie oceniajmy, nie rozkazujmy i nie pouczajmy. Nawet łagodne komunikaty w stylu „przestań”, „nie denerwuj się”, „uspokój się” mogą działać negatywnie. Lepiej jest zapytać: co się stało, że tak się denerwujesz? Można też dodatkowo opisać emocje, które się widzi u drugiej osoby: &#8222;Widzę, że się złościsz, czy mógłbyś powiedzieć z jakiego powodu?&#8221; I ktoś się wtedy powinien określić. Odbijamy zatem piłeczkę, ale nie narzucamy się. Dajemy drugiej stronie, która jest w emocjach, szansę na wyjście z tej sytuacji, dajemy jej możliwość wyboru. Dzięki temu ta osoba może poczuć się decydentem, panem sytuacji. Nikt przecież nie lubi być przesłuchiwany lub też do czegoś zmuszany. Nikt nie lubi słuchać rozkazów.</p>
<blockquote><p>Z pewnością więc nie warto się w takich sytuacjach licytować, nie warto wdawać się w pyskówki, czyli nie wchodzimy na taki sam poziom agresji i emocji, którym posługuje się sprawca. Niech nasze komunikaty będą łagodniejsze, nie ostrzejsze. Ostrzejsza forma zwykle będzie eskalować agresję. Chodzi więc tutaj w praktyce o <strong>umiejętność aktywnego słuchania, która pełni w komunikacji kryzysowej kluczową rolę.</strong> Aktywne słuchanie oznacza m.in. parafrazowanie wypowiedzi drugiej osoby, odzwierciedlanie jej słów i gestów, podsumowywanie tego, co mówi. Uważne zastosowanie tych technik m.in. pozwala osobom zagrożonym przemocą czy też ofiarom przemocy dowiedzieć się, jakie konkretnie słowa czy komunikaty wzbudzają agresję u drugiej strony. Warto się więc ich nauczyć.</p>
</blockquote>
<p><strong>W teorii to proste, ale przecież trudno zachować spokój w takiej sytuacji i prowadzić wtedy opanowaną, uważną konwersację.</strong></p>
<p>Owszem, nie jest to łatwe, ale można się tego nauczyć. <strong>W sytuacji kryzysowej musimy po prostu spróbować opanować własne emocje, aby być zdolnym do racjonalnego działania i zwiększyć w ten sposób szanse na pozytywne zakończenie takiej sytuacji. Nie ma wtedy zwykle czasu na jakieś zaawansowane techniki relaksacyjne.</strong> W nagłej sytuacji pozostaje nam po prostu przełknąć ślinę, wziąć głęboki oddech i zastosować jedną z wyuczonych wcześniej technik komunikacyjnych lub też technik samoobrony. Warto też przeszkolić się z pierwszej pomocy przedmedycznej, żeby w razie potrzeby wiedzieć jak pomóc sobie lub innym, a także nie zaszkodzić. Dzięki odpowiedniemu przeszkoleniu, gdy dojdzie już do sytuacji kryzysowej, wiemy, co robić. Podobnie jak w przypadku jazdy samochodem: dzięki wcześniejszemu szkoleniu wiemy gdzie jest hamulec i w czasie trudnej sytuacji na drodze po prostu robimy z niego użytek, reagujemy wtedy automatycznie. Wiedza teoretyczna i wcześniejszy trening zwiększają więc nasze szanse. Poza tym, dzięki nim jesteśmy też spokojniejsi w sytuacjach kryzysowych, bo wiemy jak się zachować.</p>
<p><strong>Niestety jednak niewielu ludzi w Polsce szkoli się w tym zakresie, a więc wróćmy jeszcze do przemocy domowej i praktycznych rad dotyczących tego, co ma zrobić ktoś, kto został właśnie zaatakowany? </strong></p>
<p>Gdy już ktoś biegnie na nas z pięściami, to wtedy pozostaje nam mniejszy repertuar działań do wyboru, czyli w zależności od sytuacji przede wszystkim: <strong>samoobrona, ucieczka albo próba „otrzeźwienia” agresora.</strong> Można w tym celu krzyknąć np.: &#8222;Janek, co ty robisz? Zaczynam się bać!&#8221; Ktoś, kto jest w silnych emocjach, w furii, nie myśli racjonalnie, można więc spróbować go oprzytomnić, wybić z tego amoku, wyrwać z jego tunelu myślowego. Może się on wtedy pohamować. <strong>Znając techniki komunikacji kryzysowej i samoobrony mamy więc wybór, czego w danej sytuacji użyć: kontrataku, samoobrony, krzyknięcia, chwytu obezwładniającego, komunikatów słownych, czy też ucieczki.</strong> Na podjęcie decyzji mamy wtedy często ułamki sekund, dlatego tak ważne jest wcześniejsze przygotowanie.</p>
<p>Najlepiej jednak dmuchać na zimne, czyli gdy widzimy, że rośnie u kogoś z domowników agresja i robi się niebezpiecznie, to można wtedy też po prostu wyjść z domu, np. iść do sąsiadki albo schronić się w pobliskim sklepie. Jeśli nie ma się u kogo schronić, to wtedy można wezwać policję. Choć trzeba mieć też na uwadze, że może to podziałać na sprawcę prowokująco i doprowadzić do eskalacji, np. wywołać chęć zemsty na ofierze.</p>
<p><strong>A zwrócenie się do agresora słowami „Proszę, nie bij mnie!” może nam pomóc? </strong></p>
<blockquote><p>Nie ma, niestety w tej kwestii uniwersalnych rekomendacji. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. U jednego agresora to zadziała, a u innego nie. Dla niektórych takie słowa mogą być wręcz zachętą do eskalacji przemocy, bo dadzą agresorowi poczucie władzy i mocy. Poza słowami ważna jest również postawa naszego ciała, mimika i gesty, czyli komunikacja niewerbalna.</p>
</blockquote>
<p><strong>No właśnie, gdy np. idziemy ulicą i naprzeciw zbliża się agresywna grupa tzw. „dresiarzy” albo „kiboli”, jaką postawę najlepiej przyjąć?</strong></p>
<p>Tu znowu nie ma uniwersalnych recept. Zależy, na kogo trafimy i jaki jest ich cel. Może być tak, że gdy spuścimy głowę i wzrok, to agresorzy stwierdzą:  „Oho, patrzcie, idzie jakaś „ciapa”, to będzie dla nas łatwy cel” i to ośmieli ich do agresji. Inni jednak mogą stwierdzić: „Eee, patrzcie, jaki zestrachany, już na sam nasz widok spękał” i to im wystarczy, już takiej osoby nie zaatakują. Jeśli z kolei ktoś idąc naprzeciw takiej grupy zaprezentuje pewną siebie postawę, to wtedy też reakcja potencjalnych agresorów może być różna. Jedni stwierdzą: „O, patrzcie jaki „kozak!”, to może się z nim trochę zabawimy i pokażemy mu gdzie raki zimują”. Inna grupa jednak na widok takiego odważnie maszerującego człowieka może mu odpuścić. Czasem więc lepiej się skulić, a czasem lepiej być asertywnym, raz pomoże krzyknięcie, a innym razem spokojny i łagodny ton. Nie ma reguły. Przy wyborze odpowiedniej techniki pomocne byłoby wcześniejsze szkolenie, nie tylko teoretyczne, ale połączone z praktyką.</p>
<p><strong>Wychodzi na to, że najlepiej jednak być trochę takim „supermenem”, czyli osobą przeszkoloną z technik samoobrony, komunikacji kryzysowej i udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej, dzięki czemu ma się do dyspozycji szeroki wachlarz możliwości do wyboru w razie ataku. </strong></p>
<p>Myślę, że każdy powinien być w tym zakresie przeszkolony. Pamiętajmy, że zgodnie z prawem istnieje coś takiego jak obrona konieczna, czyli prawo pozwala nam się bronić, gdy zostaniemy zaatakowani.</p>
<p><strong>Zwłaszcza, że nie zawsze jest czas na to, żeby wezwać na pomoc np. policję. </strong></p>
<p>Tak, i dlatego też warto się ponadto doposażyć w różne urządzenia i aplikacje zwiększające nasze bezpieczeństwo. Na przykład <strong>w telefonach można zainstalować specjalne aplikacje alarmowe S.O.S.</strong> Dzięki nim, np. po naciśnięciu trzy razy przycisku włączającego telefon urządzenie wykonuje zdjęcia z tylnej i przedniej kamery, a potem przesyła je do wskazanej osoby, wraz z danymi lokalizacyjnymi (GPS). Takie tajne powiadomienie alarmowe może nam uratować życie nie tylko w przypadku porwania albo napadu, ale może też pomóc w razie wypadku lub jakiegoś nagłego incydentu zdrowotnego. Nasze bezpieczeństwo może też zwiększyć zakup tzw. piszczyka, a także gazu do samoobrony.</p>
<blockquote><p>Tego rodzaju sprzęt można kupić w sklepach militarnych. Piszczyk robi taki hałas, że może zarówno spłoszyć agresora, jak też i zwrócić uwagę innych na to co się z nami właśnie dzieje. Jeśli chodzi o gaz, to warto dodatkowo przeszkolić się z jego stosowania, żeby wiedzieć czego się spodziewać w sytuacji, kiedy się go użyje, bo przecież będzie on wtedy działał także na nas. Lepiej być na to przygotowanym.</p>
</blockquote>
<p><strong>Rozumiem, że mówiąc o gazie i piszczykach odwołuje się pan już nie tylko do przemocy domowej, lecz znacznie szerzej, do różnych możliwych sytuacji z użyciem przemocy. Czy najczęściej mają one charakter kryminalny? </strong></p>
<p>Niekoniecznie. Sprawcami tzw. przemocy ulicznej oczywiście nierzadko są kryminaliści, ale chyba jednak częściej są nimi tzw. zwykli ludzie. Wystarczy, że zwrócimy komuś uwagę, np. że powinien założyć maseczkę, że nie powinien śmiecić, że otworzył okno w tramwaju, czy też zareagujemy słownie na jakiś akt wandalizmu albo staniemy w czyjejś obronie. W praktyce już nawet takie zwrócenie komuś uwagi lub tylko odezwanie się w czyjejś obronie może wywołać agresję i doprowadzić do czynnej napaści na nas, gdyż jest często odbierane przez innych jako atak lub zagrożenie.</p>
<p><strong>Myślę, że każdy doświadczył kiedyś podobnej sytuacji. Jeśli jednak, pomimo związanego z tym ryzyka, chcemy zwrócić komuś uwagę lub stanąć w czyjejś obronie, to jak powinniśmy to zrobić?</strong></p>
<p>Jeżeli już zwracamy komuś uwagę, to najlepiej zrobić to w sposób łagodny, proszący, jednocześnie podając jakiś konkretny powód (uzasadnienie) swojej prośby. W ten sposób pozwalamy agresorowi m.in. na wyjście z twarzą z trudnej sytuacji. Czyli np., gdy ktoś otworzył zimą okno w autobusie bez pytania innych o zgodę, to można go poprosić: „Przepraszam pana bardzo, jestem chory, jest mi zimno, boję się, że się przeziębię, czy byłaby taka możliwość, aby zamknąć to okno?” Zwracamy więc komuś uwagę grzecznie, z szacunkiem, podając konkretny powód, nawet wymyślony (czyli jakąś przekonującą „legendę”), a na końcu pytamy czy mógłby zamknąć to okno. Wtedy dajemy tej osobie władzę, on staje się decydentem i może wyjść z tego z twarzą. W niektórych przypadkach skuteczne może się okazać inne postępowanie, czyli np. posłużenie się językiem sprawcy: „weź, no co ty odpier…, zamknij to okno!” Jest to jednak bardziej ryzykowny i konfrontacyjny sposób, który może doprowadzić do eskalacji przemocy. Zwłaszcza w sytuacjach publicznych może to wywołać odwrotny skutek, bo gdy inni ludzie patrzą na jakąś sytuację, to wtedy agresor jest poddany dodatkowej presji. Żeby w swoim mniemaniu nie wyjść na pośmiewisko, może on wtedy zareagować ostrzej niż w sytuacji sam na sam.  Ponieważ ryzyko eskalacji przemocy w takich sytuacjach jest całkiem spore, to kluczową kwestią jest właściwa ocena sytuacji.</p>
<p><strong>Oszacowanie ryzyka i przewidzenie możliwych scenariuszy rozwoju wypadków w takiej sytuacji jest jednak dość trudne. Np. widzimy, że ktoś sika na naszej klatce albo jakiś podejrzany typ kręci się koło naszego samochodu: na jakiej podstawie mamy podjąć decyzję czy warto interweniować czy nie?</strong></p>
<blockquote><p>Zawsze w tego typu sytuacjach należy zacząć od oceny, czy mamy pole ucieczki, na wypadek gdyby ktoś komu zwrócimy uwagę, np. wyjął nóż. Musimy też ocenić realnie swoje siły w porównaniu do tego kogoś: czy jesteśmy w stanie się obronić albo obezwładnić kogoś w razie ataku. Jeśli nie ma możliwości ucieczki, a potencjalny agresor jest od nas większy i silniejszy, to oczywiście lepiej sobie odpuścić, wycofać się i dopiero gdy jest się już w bezpiecznym miejscu, to można ewentualnie podjąć jakieś działanie. To nie są sytuacje zero &#8211; jedynkowe. Nie mam więc tutaj uniwersalnych rekomendacji.</p>
</blockquote>
<p><strong>W jeszcze gorszej sytuacji, gdy np. jesteśmy świadkami rozboju czy gwałtu, ryzyko związane z naszą potencjalną interwencją wydaje się być dużo większe. Rozumiem, że wtedy, o ile nie jest się Brucem Lee, należy po prostu się ukryć i zadzwonić po policję?</strong></p>
<p>Jeśli natkniemy się na taką sytuację, gdzie np. trzech napastników gwałci kobietę, to raczej nie decydujemy się na bezpośrednią, fizyczną interwencję. Ale można wtedy spróbować zadziałać z bezpiecznej odległości, żeby przerwać ich działanie i uratować kobietę przed gwałtem, za pomocą mocnego komunikatu czy nawet blefu: „Halo, przecież to się wszystko nagrywa, czy chcecie trafić za kratki?” Albo po prostu: „Halo, przestańcie natychmiast, już tutaj jedzie policja!” Oczywiście nawet takie działanie jest ryzykowne, bo przecież agresorzy mogą się wtedy na nas rzucić. Trzeba więc najpierw dobrze oszacować sytuację i zapewnić sobie bezpieczeństwo, a następnie jak najszybciej zawiadomić policję. Dobrą praktyką będzie również poinformowanie osoby najbliższej o tym, gdzie się znajdujemy i o tym, co się dzieje.</p>
<p><strong>A może lepiej z bezpiecznej odległości krzyczeć: pomocy, ratunku, gwałcą! Czyli spróbować wezwać na pomoc ludzi z najbliższego sąsiedztwa.</strong></p>
<p>To raczej nie zadziała. W każdym razie może być mało skuteczne, zwłaszcza gdy jest się w miejscu słabo zaludnionym. Doświadczenie wskazuje, że gdy się chce zaalarmować ludzi i skłonić ich do wyjścia z domu, to <strong>najlepiej jest wołać: &#8222;Uwaga, pali się, pożar, ratunku!&#8221;</strong></p>
<blockquote><p>Ludzie, niestety, słabo reagują na inne nawoływania. W kontekście gwałtów warto jeszcze dodać, że wbrew pozorom dochodzi do nich nie tylko w przysłowiowych krzakach, lecz często także w mieszkaniach czy biurach (badania wskazują, że większość sprawców gwałtu to osoby, które ofiara znała &#8211; przyp. red.).</p>
</blockquote>
<p>Ponadto chciałbym zaznaczyć, że w sytuacji sam na sam z napastnikiem panie nie są wcale bez szans na wyjście z próby gwałtu obronną ręką. I to często bez użycia siły. Podam przykład. Jedna pani robiła kiedyś wywiad z pewnym mężczyzną. W pewnym momencie ten pan zamknął drzwi swojego lokalu i powiedział: „A teraz się zabawimy, do rana będziemy razem wyczyniać cuda…” Kobieta jednak intuicyjnie zareagowała na to blefując: „Ale ja powinnam już wyjść, bo mój mąż czeka na dole w aucie i skoro mam zostać u pana na noc, to muszę pójść mu powiedzieć, żeby jednak na mnie nie czekał”. I tamten facet ją wypuścił.</p>
<blockquote><p>W innej podobnej sytuacji kobieta powiedziała: „OK, ale proszę najpierw idź się chociaż wykąp”. Wtedy on poszedł się kąpać, a ona uciekła. <strong>Nierzadko więc człowiek intuicyjnie wynajduje dobre rozwiązania, które go ratują i to bez użycia siły. I to jest oczywiście najlepsza opcja.</strong> Z rozwiązaniami siłowymi wiąże się zawsze spore ryzyko utraty zdrowia lub życia.</p>
</blockquote>
<p><strong>A co by pan radził zrobić w sytuacji, gdy zostaniemy napadnięci w jakiejś ciemnej uliczce albo bramie?</strong></p>
<p>W razie napadu najlepiej jest dostosować się do poleceń napastnika. Czyli np. oddać mu pieniądze czy telefon, jeśli tego zażąda. Naprawdę nie warto ryzykować życia i zdrowia dla portfela czy paru złotych. Musimy pamiętać, że po drugiej stronie też jest człowiek, na którego również działają silne emocje. Tak, trzeba sobie uświadomić, że w chwili napadu sprawca też działa w wielkim stresie. Dlatego bardzo ważne jest, abyśmy swoim postępowaniem sprawili, aby agresor poczuł, że jest panem sytuacji. Jeśli tak się nie stanie, to istnieje duże ryzyko, że z powodu silnych emocji, stresu i napięcia napastnik wyrządzi nam krzywdę, nawet jeśli wcale tego nie planował. Paradoksalnie więc najlepiej jest sprawić, żeby sprawca szybko poczuł się bezpiecznie. Zwłaszcza, że przecież nie wiemy do końca, co nim powoduje, jak bardzo jest zdeterminowany i czy działa sam. W ten sposób zwiększamy szanse na wyjście z tego zdarzenia bez uszczerbku dla zdrowia. Radzę też w takiej sytuacji nie patrzeć natarczywie sprawcy w oczy, ani go natarczywie nie obserwować. To może być dla niego prowokujące. Lepiej spuścić wzrok. Generalnie, w większości tzw. sytuacji zakładniczych, w ciągu pierwszej godziny ich trwania istnieje największe ryzyko utraty zdrowia lub życia. Dopiero gdy sprawca poczuje, że nic mu z naszej strony nie zagraża, to po pewnym czasie stopniowo przestaje na nas zwracać uwagę. Wtedy z czasem zyskujemy szansę dowiedzenia się o co mu właściwie chodzi.</p>
<p><strong>Rozumiem, że mówimy tu o pierwszej fazie sytuacji, w której ktoś wziął nas na zakładnika podczas jakiegoś napadu albo zamachu. A co powinniśmy robić w kolejnej fazie?</strong></p>
<blockquote><p>W drugiej fazie, w której sytuacja się nieco uspokaja, zakładnicy muszą się „uczłowieczyć”. Chodzi o to, żeby sprawca napadu zobaczył w nich żywych ludzi, a nie tylko karty przetargowe czy pionki w grze.  Człowieka jest bowiem trudniej zabić niż pionka. &#8222;Uczłowieczać&#8221; możemy się poprzez odpowiednie komunikaty, np.: &#8222;Przepraszam, źle się czuję czy mogę skorzystać z toalety? Albo: przepraszam, miałem dziś zawieźć swoją mamę do lekarza, ona na pewno się martwi tym, że się nie pojawiłem o umówionej porze, czy mógłbym do niej zadzwonić i powiedzieć jej o tym, że będziemy musieli przełożyć wizytę na inny dzień?</p>
</blockquote>
<p><strong>Dzięki umiejętnej grze psychologicznej możemy więc sprawić, że napastnik szybko poczuje się panem sytuacji i się uspokoi, dzięki czemu zacznie myśleć bardziej racjonalnie i będzie mniej skłonny do zrobienia nam krzywdy. Brzmi zachęcająco, ale czy to działa nawet, gdy trafimy na bardzo inteligentnego i wyrachowanego sprawcę?</strong></p>
<p>Oczywiście stuprocentowej skuteczności nie można zagwarantować. Rozwój sytuacji zakładniczej zależy bowiem od bardzo wielu czynników. Nie na wszystkie mamy przecież wpływ i nie wszystkie też znamy. Jedno tylko wydaje się pewne: im większe emocje buzują u napastnika, tym większe jest ryzyko, że zrobi nam krzywdę. Dlatego warto postarać się o to, żeby jak najszybciej się uspokoił i poczuł, że kontroluje sytuację. Z doświadczenia wiadomo, że z czasem zakładnicy mogą nawet zmienić swój stosunek do sprawy, z negatywnego na pozytywny i odwrotnie. Ten fenomen znany jest jako syndrom sztokholmski. Historia dowodzi też, że nawet w zetknięciu z najgroźniejszymi terrorystami czy kryminalistami można przeżyć i doprowadzić do pozytywnego rozwiązania. To m.in. w tym celu służby specjalne i mundurowe zatrudniają profesjonalnych negocjatorów.</p>
<p><strong>A wracając jeszcze do napadu w ciemnej uliczce: czy warto poprosić napastnika o oddanie nam np. ważnych dokumentów, które są w portfelu? </strong></p>
<blockquote><p>W pierwszej fazie incydentu, najbardziej nerwowej i stresującej dla sprawcy, taka prośba może nie zadziałać. Lepiej więc z tym zaczekać na bardziej odpowiedni moment, czyli taki, w którym sytuacja nieco się uspokoi i opadną największe emocje. Czasem udaje się wciągnąć sprawcę do rozmowy i go zagadać, np. prosząc go o coś i jednocześnie podając jakieś przekonujące uzasadnienie dla swojej prośby. Może to zwiększyć szansę pozytywnego zakończenia sytuacji kryzysowej, ale nigdy nie wiadomo z kim tak naprawdę mamy do czynienia i w jakim kierunku potoczy się taka konwersacja. Może być bardzo różnie, włącznie z tym, że trzeba jednak będzie ratować się ucieczką lub kontratakować.</p>
</blockquote>
<p><strong>Kolejny przejaw agresji w codziennym życiu to tzw. jazda na zderzaku i inne niebezpieczne czy prowokacyjne zachowania kierowców na drodze. Jak wtedy reagować? </strong></p>
<p>Jazda na zderzaku stwarza poważne zagrożenie dla zdrowia i życia wielu uczestników ruchu drogowego. Ci, którzy ją uprawiają, są więc potencjalnymi zabójcami. To jakby wyciągnąć broń i strzelać na oślep.</p>
<p><strong>Czasem nawet się zdarza, że taki pirat zajedzie nam potem drogę i zmusi do zatrzymania albo wyskoczy do nas na światłach? Co wtedy? </strong></p>
<blockquote><p>Ktoś, kto świadomie naraża życie i zdrowie innych ludzi, nie jest dla nas partnerem do rozmowy. Nie uchylałbym więc w takiej sytuacji okien, ani nie otwierał drzwi. Nie wdawałbym się w dyskusję, ani tym bardziej w jakieś pyskówki. Powstrzymałbym się też od wszelkich konfrontacyjnych gestów i słów, żeby nie eskalować napięcia oraz agresji, która może zostać skierowana np. na nasze auto. Lepiej tonować emocje, zamknąć się w środku auta i jak najszybciej odjechać. Nie jest to czas i miejsce na dyskusję. Dobrze jest mieć na takie okazje kamerkę w samochodzie.</p>
</blockquote>
<p><strong>Czy spodziewa się pan w pandemii i po pandemii wzrostu agresji w społeczeństwie, w naszych domach i na ulicach?</strong></p>
<p>Niestety tak. Ludzie popadają w coraz większe kryzysy. Wiele osób sobie nie radzi i ten problem będzie narastał, także wtedy, gdy z pozoru sytuacja już się unormuje. W nowej, postpandemicznej rzeczywistości z pewnością okaże się, że nie jest już tak dobrze, tak samo jak wcześniej. Okaże się, że tyle cierpieliśmy, żywiliśmy się nadzieją na powrót do normalności, a życie po pandemii nie będzie wcale lepsze, lecz inne, trudniejsze. Pojawi się np. problem z tzw. „bumerangami”, czyli osobami dorosłymi, które wyprowadziły się z domów rodzinnych, a teraz zmuszone będę do nich wrócić, z powodu braku środków do życia. Dla tych ludzi świat się więc jakby zawali. Obawiam się, że brak wsparcia psychologicznego w okresie pandemii czy też po niej  lub choćby samoświadomości psychologicznej może mieć wpływ m.in. na wzrost liczby samobójstw. W związku z tym, nie bójmy się i nie wstydźmy korzystać z porad fachowców.</p>
<p><em>Rozmawiał: Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl</em></p>
<div id="biography-wrapper">
<p><em><img src="https://zdrowie.pap.pl/sites/default/files/styles/image_crop_portrait_100/public/202104/Kotecki_Robert.jpg?itok=0Q1NtJM4" alt="Fot. PAP/Archiwum P. Koteckiego" width="100" height="100" /></em></p>
<div id="biography-label"><em>Robert Kotecki, ekspert ds. bezpieczeństwa i negocjacji,</em></div>
<p><em>Doświadczony negocjator policyjny. Absolwent Collegium Civitas, WSPol, WSZiB. Szkolony w zakresie negocjacji policyjnych, psychologii oraz działania w sytuacjach zakładniczych, uprowadzeń i kontrterrorystycznych przez liczne jednostki specjalne, m.in.: FBI (USA), BKA/SEK (Niemcy), URNA (Czechy), ARRAS (Litwa), NCA (Anglia), GIGN (Francja), GIS (Włochy), TEK (Węgry). Posiada praktyczną wiedzę w zakresie technik obserwacyjnych, mowy ciała, mikroekspresji, manipulacji oraz identyfikacji sygnałów niebezpieczeństwa. Zajmował stanowisko Kierownika Sekcji Negocjacji Biura Operacji Antyterrorystycznych Komendy Głównej Policji (obecnie CPKP „BOA”)  oraz pełnił obowiązki koordynatora krajowego ds. negocjacji policyjnych. Brał udział w tworzeniu poradników oraz przepisów prawnych w Policji i w innych służbach, a także w pracach rozwojowych Forum Negocjatorów w unijnej grupie zadaniowej ATLAS (działającej pod egidą EUROPOLU), zrzeszającej jednostki kontrterrorystyczne Unii Europejskiej. Obecnie niezależny analityk, trener i doradca ds. bezpieczeństwa oraz komunikacji kryzysowej, nie tylko w zakresie sytuacji niebezpiecznych, lecz także konfliktowych i biznesowych. Autor profilowanych programów warsztatów specjalistycznych w zakresie bezpieczeństwa dla służb mundurowych, uczelni wyższych, instytucji państwowych i prywatnych. Specjalizuje się w interwencjach bez użycia siły, czyli za pomocą słów i technik psychologicznych. <br />
</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-dzialac-by-nie-dopuszczac-do-przemocy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Toksyczna relacja – kiedy po prostu się spakować i wyjść?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/toksyczna-relacja-%e2%80%93-kiedy-po-prostu-sie-spakowac-i-wyjsc/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/toksyczna-relacja-%e2%80%93-kiedy-po-prostu-sie-spakowac-i-wyjsc/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Jan 2024 17:50:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Prochowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[balans w życiu]]></category>
		<category><![CDATA[Naomi Shragai]]></category>
		<category><![CDATA[praca i życie]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[toksyczne relacje]]></category>
		<category><![CDATA[toksyczne związki]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=30036</guid>
		<description><![CDATA[Relacje to jeden z najważniejszych aspektów naszego życia. Wchodzimy w nie zarówno na gruncie prywatnym, jak i zawodowym. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Niektóre utrzymują się  latami, część z nich przemija. Każda wymaga jednak od nas energii i  zaangażowania, dzięki którym można zbudować prawdziwie wartościową więź z  innym człowiekiem. Choć w każdym związku zdarzają się dobre i złe  chwile, a nawet poważne kryzysy, raz na jakiś czas warto zadać sobie  pytanie o jakość relacji. Czy są dla Ciebie dobre? Czy przynoszą Ci coś  pozytywnego? A wreszcie – czy nie są one toksyczne? O tym przeczytasz w  dalszej części artykułu.</strong></p>
<div>
<div id="article-content">
<h2>Toksyczne relacje – czy sama możesz je rozpoznać?</h2>
<p>Masz poczucie, że w związku jesteś tą osobą, która powinna tylko  dawać? Cokolwiek nie zrobisz, wiesz, że druga osoba poczuje się urażona?  Chcesz sprostać cudzym wymaganiom i jednocześnie rezygnujesz z własnych  potrzeb? A może po spotkaniu z kimś czujesz się wyczerpana i sama nie  wiesz dlaczego? To symptomy, którym warto przyjrzeć się bliżej.  Toksyczne relacje mogą przytrafić się każdej z nas i chyba nie ma osoby,  która na swojej drodze nie spotkała człowieka, który próbował nią  manipulować lub był przyczyną złego samopoczucia.</p>
<p>Jeśli nie wiesz, na co jeszcze zwrócić uwagę, zobacz <a rel="dofollow" href="https://silakobiet.pl/toksyczna-relacja-kiedy-milosc-jest-trucizna/">artykuł Marty Bartosik</a>, w którym opowiada, jakie są sygnały ostrzegawcze. Jeśli posiadasz odpowiedni poziom samoświadomości, bez trudu je rozpoznasz.</p>
<h2>Jak zdefiniować toksyczną relację?</h2>
<p>Obrazowe przedstawienie niezdrowej zażyłości znaleźć można w słynnej  książce wydanej w 1995 roku, której tytuł brzmi: „Toxic People”. To  właśnie w niej autorka Dr. Lillian Glass przywołuje kilka cech, którymi  można opisać toksyczną relację.</p>
<p>1. Brak wsparcia,</p>
<p>2. Niezdrowa rywalizacja,</p>
<p>3. Konflikt.</p>
<p>Autorka zwraca uwagę na próby sabotowania drugiej osoby i na rzeczy  tak elementarne, jak szacunek, czy wreszcie jedność i spójność w  związku. Jak jednak wykorzystać tę definicję w praktyce i na jakich  polach naszego życia mogą pojawiać się niezdrowe relacje?</p>
<h2>Toksyczne relacje w pracy – czy to przydarza się także Tobie?</h2>
<p>Praca to ważny aspekt ludzkiego życia. Nie tylko ze względu na fakt,  jak dużą część dnia poświęcamy obowiązkom, ale i z uwagi na możliwości,  jakie daje. Rozwój, satysfakcja, realizacja – to słowa, jakie mogą i  powinny kojarzyć się z życiem zawodowym. Nie da się jednak ukryć, że  biuro to także przestrzeń dla kształtowania się toksycznych relacji.  Mogą one wystąpić zarówno na linii przełożony – podwładny, jak i w  grupie współpracowników. Co powinno dać Ci do myślenia?</p>
<p>Sprawdź, czy otrzymywane prośby mieszczą się w granicach obowiązków  lub po prostu koleżeńskiej uprzejmości. Czy nie czujesz się manipulowana  i zamieszana w konflikty, rozmowy i sytuacje, w których nie chcesz brać  udziału? Pamiętasz definicję toksycznej relacji? Nie zapominaj o jednej  z podstaw tej zdrowej – szacunku, którego masz prawo wymagać,  szczególnie w miejscu pracy.</p>
<p>Wymagaj go bezwzględnie i bez wyjątków obdarzaj nim innych. Nie  staraj się jednak zdobywać sojuszników własnym kosztem. Pamiętaj, że  niestety wiele osób przenosi swoje osobiste problemy na grunt zawodowy.</p>
<h2>Toksyczne związki – czy da się ich uniknąć?</h2>
<p>O ile w pracy ochroną przed osobami, które wprowadzają toksyczną  atmosferę, są zasady, jakimi rządzi się dana organizacja, a o poprawność  stosunków powinny zadbać dedykowane działy i przełożeni, o tyle na  gruncie prywatnym jesteśmy zdane wyłącznie na siebie. I niestety często w  związkach romantycznych, ale i tych przyjacielskich trafiamy na  niewłaściwe osoby. Takie relacje potrafią ciągnąć się latami i rzutować  na całe nasze życie.</p>
<p>Jeśli masz za sobą związek z osobą, którą możesz uznać za toksyczną,  warto wdrożyć kilka kroków, które pomogą Ci teraz i w przyszłości. Na  początek, nie katuj się wspomnieniami wcześniejszych pomyłek. Jeśli  znasz podcast Joanny Okuniewskiej „Ja i moje przyjaciółki idiotki” z  pewnością wiesz, jak wiele z nas ma za sobą związki z osobami, które nie  zasługiwały na ogrom miłości i zaufania. Nie obwiniaj się. W zamian  jednak postaraj się odrobić lekcje.</p>
<p>Nie ważne jak zraniona się czujesz, nie zamykaj się na nowe  znajomości. Nie trać ufności do ludzi, ale postaraj się realistycznie  oceniać sytuacje. Kluczem do sukcesu jest zrozumienie, że poprzednie  doświadczenia Cię wzbogacają, nie powinny jednak hamować.</p>
<p>Nie bój się także korzystać z pomocy. Jeśli zauważasz, że toksyczne  relacje negatywnie wpływają na Twoje samopoczucie, nie potrafisz się z  nich wyplatać, z tego powodu cierpisz i nie potrafisz pójść dalej, to  czas najwyższy na powiedzenie o tym komuś, kto naprowadzi Twoje życie na  właściwe tory.</p>
<h2>A co, jeśli od lat trwasz w toksycznych relacjach?</h2>
<p>Najtrudniejszy przypadek to ten, w którym po latach zauważasz, że  Twoje relacje nie są zdrowe – być może nie jesteś w stanie określić ich  jako jednoznacznie toksycznych, ale widzisz w nich przestrzeń do  naprawy. Trwający od dekad związek nieprzynoszący satysfakcji, kontakty z  mniej lub bardziej lubianymi członkami rodziny, środowisko pracy  hamujące Twój rozwój – to dobre przykłady.</p>
<p>Jeśli nie chcesz kończyć relacji z partnerem, możesz skorzystać z  różnych rozwiązań. Jednym z nich jest terapia dla par, dzięki której  dacie szansę swojemu związkowi, a i sami zyskacie przestrzeń do  rozwiązania niektórych problemów. Pod okiem specjalisty łatwiej będzie  je zdefiniować i wybrać metodę pomocy.</p>
<p>Wiele osób zauważa, że posiada toksyczne relacje z matką, ojcem czy  innymi bliskimi. Tematy dotyczące poszczególnych członków familii są  niejednokrotnie najbardziej bolesne. Niestety, musisz liczyć się z tym,  że druga strona nie musi być chętna do zmian, może nie zauważać potrzeby  ich wprowadzenia. Istnieje szereg metod, dzięki którym możesz  dowiedzieć się więcej o radzeniu sobie z tym problemem, począwszy od  popularnych podcastów czy poradników.</p>
<p>Jednym z nich jest „Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie  rodziców. Jak uwolnić się od przeszłości i zacząć nowe życie”, napisany  przez Lindsay C. Gibson.</p>
<p>Zrozumieć skomplikowane relacje pracownicze i mechanizmy, jakie stoją  za wieloma zachowaniami w sferze zawodowej pomoże Ci z kolei książka  Naomi Shragai „Człowiek, który pomylił swoją pracę z życiem”. Napisany  przez Katarzynę Miller i Suzan Giżyńską „Poradnik obsługi toksycznych  ludzi”, sprawdzi się natomiast w wielu codziennych sytuacjach.</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/toksyczna-relacja-%e2%80%93-kiedy-po-prostu-sie-spakowac-i-wyjsc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jaki wpływ na miłość ma uzleżenienie</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jaki-wplyw-na-milosc-ma-uzlezenienie/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jaki-wplyw-na-milosc-ma-uzlezenienie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Mar 2023 00:50:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Edyta Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[nałogi]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[uzależnienie]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29549</guid>
		<description><![CDATA[Psychiatra z WUM Bartosz Łoza, mówi, że partner ma prawo stawiać warunki, jeśli „druga połówka” ma problem z uzależnieniem, a miłość pomaga w terapii.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Czy uzależnienia wpływają na jakość związków? W Polsce co piąta osoba pali papierosy, liczbę patologicznych hazardzistów szacuje się na prawie 30 tysięcy, około 2 proc. użytkowników internetu ma cechy uzależnienia od tego medium, a uzależnionych od alkoholu jest nawet 900 tysięcy. Psychiatra z WUM Bartosz Łoza, mówi, że partner ma prawo stawiać warunki, jeśli „druga połówka” ma problem z uzależnieniem, a miłość pomaga w terapii.</h3>
<p>Na początku jednak warto zaznaczyć, że jego zdaniem nie ma złej miłości.</p>
<blockquote><p>- Nawet pomyłki są lepsze od pustki. Historia błędów to już zupełnie inna historia niż przeżywanie miłości – podkreśla specjalista, kierownik Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.</p>
</blockquote>
<p>Jak się dzieje, że się „uzależniamy” od siebie?</p>
<p>- W średnio co piątej relacji czujemy wzajemną atrakcyjność, ale już szansa na głęboką więź spełnia się średnio po spotkaniu 500 potencjalnych partnerów/partnerek. Można oczywiście zwiększać lub zmniejszać to prawdopodobieństwo. O kilkanaście procent zwiększają się szanse na bliskość, jeśli po prostu dążymy do spotkań – i co ciekawe, podobnie skuteczne są spotkania prawdziwe, jak i wirtualne &#8211; wyjaśnia.</p>
<p>I dodaje, że im jesteśmy starsi,  tym szanse na głębokie więzi są większe. Tak przynajmniej wykazali badacze z uniwersytetu w Bath.</p>
<blockquote><p>- Jest kilka, synergicznie działających rodzajów więzi. Inna działa w sypialni, inna na osi czasu. Ale nie jest z kolei prawdą, że ikoniczne zachowania „ekstatyczne” w miłości nie są dostępne po latach. To raczej sprytne wytłumaczenie dla leniuszków, którzy przestali inwestować w związki. Fascynujące jest, gdy w terapiach małżeńskich jedna chwila okazania sobie uwagi wystarcza, by doprowadzić do euforii i wyjścia z kryzysu – mówi prof. Łoza.</p>
</blockquote>
<p>Wiemy też, co w poszukiwaniach partnera skazane jest raczej na porażkę.</p>
<p>- W cytowanych już badaniach z uniwersytetu w Bath ustalono, że umawianie nas na randki przez mamę i tatę daje najgorsze, 1-procentowe prawdopodobieństwo sukcesu – mówi naukowiec.</p>
<h3>Uzależnienia a miłość</h3>
<p>W związku z tym, że ryzyko, iż para lub jedno z partnerów w niej zmaga się z uzależnieniem, jest w Polsce stosunkowo wysokie, warto zadać sobie pytanie, na ile ten czynnik ma wpływ na relację. Okazuje się, że jest to czynnik ryzyka rozpadu i dotyczy to każdego rodzaju uzależnienia.</p>
<blockquote><p>- Uzależnienie od palenia papierosów jest jednym z głównych czynników niepowodzenia w związku. Z badań przeprowadzonych przez naukowców z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego wynika, że ryzyko rozpadu małżeństw, w których tylko jeden partner jest palaczem, jest nawet o 90 proc. wyższe niż wśród par, w których pali albo obydwoje partnerów, albo żaden z nich.  Stąd być może popularność alternatywnych sposobów przyjmowania nikotyny (podgrzewacze, e-papierosy), które są mniej obciążające estetycznie – mówi psychiatra.</p>
</blockquote>
<p>Różne społeczeństwa mają różne poziomy tolerancji na różne uzależnienia. Polska jest na przykład krajem o stosunkowo wysokim poziomie tolerancji na nadużywanie alkoholu czy palenie papierosów. Prof. Łoza przestrzega, że uzależnienia, wobec których panuje wysoka tolerancja społeczna, są w pewnym sensie bardziej niebezpieczne, także dla związków.</p>
<p>- Nie włączają się wówczas automatycznie ostrzeżenia. Na szczęście minęły już czasy pochwał w stylu „mocna głowa” (do alkoholu), albo „jest taka zdolna, że zrobiła trzy fakultety”  (chociaż żyje w samotności), czy bohaterów pracy palących zamaszyście kolejne papierosy podczas przerw. Powszechność użycia smartfonów w przestrzeni publicznej budzie właściwie przerażenie, przy czym jest to chronione swoistą zmową milczenia, bo robią tak wszyscy. Nie życzę Państwu w Walentynki randki, gdzie klikacie każde z osobna w swoje ekraniki – mówi.</p>
<h3>Uzależnienia i miłość. Jak pomóc?</h3>
<p>Wciąż powszechnie uważa się, że do rozstania się z uzależnieniem wystarczy tzw. silna wola. Nie tędy droga, bo zarówno to, jak człowiek wpada w uzależnienie, jak i to, jak się z niego leczy, to splot bardzo wielu czynników.</p>
<blockquote><p>- „Silna wola” brzmi w terapii raczej złowieszczo. Ufam raczej w terapeutyczne korzyści, które pozwalają na wyjście z uzależnienia. Ufam w kompromisy, jak na przykład programy redukcji szkód. Wprowadzenie podgrzewaczy tytoniu zredukowało zagrożenia niebezpiecznymi substancjami w papierosach o 90-95 proc. Wołając o silną wolę, prosimy się raczej o klęskę i dalsze psychologiczne perturbacje – przestrzega specjalista.</p>
</blockquote>
<p>Programy redukcji szkód są stosowane m.in. w leczeniu alkoholizmu, nikotynizmu i uzależnienia od tzw. twardych narkotyków.</p>
<blockquote><p>Partner osoby uzależnionej może odegrać ważną rolę, jeśli chodzi o terapię. Niektórzy uciekają się do swoistego szantażu: „Jeśli mnie kochasz, to rzucisz (palenie, picie, narkotyki, pornografię itd.)”. To działa?</p>
</blockquote>
<p>- Może zadziałać. Miłość to przeżycie mogące zresetować wszystko. Ale trzeba mieć odwagę z tej atomowej opcji skorzystać. Inną sprawą jest, że uzależnienia biochemiczne czy behawioralne powracają w stanach kryzysów par – mówi profesor.</p>
<p>Jego zdaniem z pewnością partnerzy nie tylko mogą, ale i powinni żądać od siebie rezygnacji z takich ryzykownych zachowań, które prowadzą do uzależnień.</p>
<blockquote><p>- To kwestia odpowiedzialności. Na pewno powinni to ułatwiać i wspierać. Szereg uzależnień rozwija się w wyniku kultywowania codziennych nawyków. Jeśli nie można sobie wyobrazić spotkania towarzyskiego bez „drinka” lub „dymka”, a często odbywa się to w formie całej rozbudowanej ceremonii, to powstają warunki do rozwoju uzależnienia. Trzeba mieć odwagę zmieniać nawyki – podkreśla Bartosz Łoza.</p>
</blockquote>
<p>Bo każde uzależnienie ma wpływ na jakość i trwałość związku. Niezależnie od tego, czy mowa o pracoholizmie, alkoholizmie czy paleniu papierosów, uzależnieniu od słodyczy, sportu czy gier komputerowych.</p>
<p>Refleksja nad uzależnieniami w parach jest o tyle bardziej obecnie konieczna, że z badań wynika, iż pandemia wywarła niekorzystny wpływ na nasze nawyki i intymne zachowania.</p>
<blockquote><p>- Niestety, cały rok 2020 zakończył się mniejszą liczbą ślubów i spadkiem urodzeń dzieci. Z badania CBOS dla Biura ds. Substancji Chemicznych wynika, że w czasie lockdownu Polki i Polacy częściej palili papierosy lub wrócili do palenia po pewnym okresie abstynencji. Wstępne szacunki wskazują, że spożycie alkoholu w 2020 roku mogło wzrosnąć o jedną piątą – mówi prof. Łoza.</p>
</blockquote>
<p>Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jaki-wplyw-na-milosc-ma-uzlezenienie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przytulanie wzmacnia związek, nawet jeśli są deficyty z dzieciństwa</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/przytulanie-wzmacnia-zwiazek-nawet-jesli-sa-deficyty-z-dziecinstwa/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/przytulanie-wzmacnia-zwiazek-nawet-jesli-sa-deficyty-z-dziecinstwa/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Jul 2022 00:59:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalina Samek</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[w skrócie]]></category>
		<category><![CDATA[bliskość]]></category>
		<category><![CDATA[budowanie związku]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[przytulanie]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[związek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28984</guid>
		<description><![CDATA[Im więcej tym lepiej. Mowa o przytulaniu. Tą metodą można łagodzić lęk, także ten związany z pandemią. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>W związkach przytulanie jest na wagę złota – wzmacnia je. Co ciekawe, jeśli czułości w związku jest mało, przekłada się to na większe niezadowolenie z takiej relacji u kobiet niż u mężczyzn.</h3>
<p><strong>- Nie krępuj się poprzytulać trochę więcej na kanapie. Jest wiele dowodów na to, że dotyk łagodzi stres – mówi Samantha Wagner z amerykańskiego Binghampton University. „Journal of Social and Personal Relationships” publikował niedawno jej badania sugerujące, że im przytulania i dotyku partnera więcej, tym lepiej, szczególnie w przypadku kobiet, które wykazują lękowo-ambiwalentny styl przywiązania do partnera.</strong></p>
<blockquote><p>O co chodzi? Ludzie mają różny styl bliskości z partnerem, co wynoszą w dużej mierze z dzieciństwa. Teorię o stylu przywiązania stworzył brytyjski naukowiec John Bowlby. W dużym uproszczeniu dotyczy ona wpływu, jaki wywiera na rozwój małego dziecka zaniedbanie (opuszczenie) przez opiekuna, przy czym nie chodzi tylko o porzucenie fizyczne dziecka, ale o niepoświęcanie mu takiej uwagi, jakiej potrzebuje, by harmonijnie się rozwijać. Na skutek tego powstają dwa style przywiązania do potencjalnego partnera:</p>
</blockquote>
<h3>- Styl unikający (oddalający) – taka osoba może mieć problem z tworzeniem bliższych relacji. Jej niezależność jest dla niej ważniejsza niż związek, jest jej trudno dzielić się swoimi intymnymi przeżyciami z partnerem.</h3>
<h3>- Styl lękowo-ambiwalentny – taka osoba nadmiernie obawia się utraty bliskich. Stara się odnaleźć kogoś, z kim będzie mogła spędzić resztę życia i robi wszystko, by być cały czas w jej pobliżu.</h3>
<p>Dziecko, które miało wystarczająco dobrych rodziców, którzy zaspokajali jednocześnie jego potrzebę bliskości i autonomii, według Bowlby’ego wykształcają w dorosłym życiu styl oparty na poczuciu bezpieczeństwa – ufają partnerowi, nie obawiają się porzucenia, potrafią zaprosić go do swojego wewnętrznego świata i szanują świat partnera.</p>
<p><strong>Oczywiście, każdy ze stylów odnoszących do tworzenia więzi społecznych istnieje w całym spektrum nasilenia, co może się również zmieniać z czasem. Dla badań Wagner najważniejsze było, że ludzie reprezentujący styl unikający będą potrzebowali większego dystansu interpersonalnego, natomiast styl lękowo-ambiwalentny skutkuje szukaniem większej bliskości.</strong></p>
<p>W jej badaniach wzięły udział 184 heteroseksualne pary małżeńskie. Ponieważ procedury wymagały m.in. zmierzenia poziomu hormonów płciowych, z badań wykluczono osoby poddawane terapiom hormonalnym, kobiety zażywające pigułki antykoncepcyjne, karmiące piersią czy po menopauzie. Mężowie i żony osobno wypełniali testy psychologiczne pozwalające ustalić jaki reprezentują styl przywiązania, jak często są dotykani i przytulani przez swojego partnera (chodziło o czułość nieprowadzącą do zbliżenia) i czy są zadowoleni ze swojego małżeństwa.</p>
<blockquote><p>Nie dziwi, że generalnie, im więcej czułości deklarowali małżonkowie, tym czuli się bardziej usatysfakcjonowani z dotyku partnera, nawet jeśli reprezentowali unikający styl przywiązania. Jeśli fizycznej czułości było mało, mężowie reprezentujący styl lękowo-ambiwalentny byli mniej zadowoleni z przytulania na kanapie. Żony reprezentujące taki styl przywiązania nieustannie zabiegały o więcej czułości.</p>
</blockquote>
<p>Samanta Wagner interpretuje uzyskane wyniki w następujący sposób: dla badanych mężczyzn dużo czułości na co dzień wiąże się z większą satysfakcją płynącą z relacji. Innymi słowy: dotyk to pozytyw, lukier na małżeńskim cieście. Z kolei dla kobiet niski poziom czułości wiąże się z niezadowoleniem ze związku, co oznacza, że dotyk jest niezbędnym składnikiem relacji. A to subtelna różnica.</p>
<p><strong>Więcej oznacza więc lepiej, bo za każdym razem małżonek widzi, że jego partner stara się mocniej zaangażować w ich relację.</strong></p>
<blockquote><p>W dobie pandemii koronawirusa, dystansowanie społeczne sprawia, że wielu z nas odczuwa brak dotyku bliskich. Spotykamy się tylko w wąskim gronie. Stąd autorka opisywanych badań uważa, że powinniśmy jeszcze bardziej niż zwykle okazywać sobie fizyczną czułość.</p>
</blockquote>
<p>– Uścisk stał się jeszcze cenniejszy niż był do tej pory – mówi Wagner.</p>
<p><em>Anna Piotrowska dla zdrowie.pap.pl, PAP Zdrowie</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/przytulanie-wzmacnia-zwiazek-nawet-jesli-sa-deficyty-z-dziecinstwa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->