<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; reportaż</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/reportaz/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Tue, 15 Sep 2026 23:37:06 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Anna i Jakub Górniccy (Outriders)</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/anna-i%c2%a0jakub-gorniccy-outriders/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/anna-i%c2%a0jakub-gorniccy-outriders/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Feb 2023 01:14:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karol Pisarski</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Górnicka]]></category>
		<category><![CDATA[Anna i Jakub Górniccy]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[Jakub Górnicki]]></category>
		<category><![CDATA[Outriders]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[reporterzy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=30007</guid>
		<description><![CDATA[Wojna to częsty temat współczesnej kultury – książek, filmów, gier komputerowych. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Kiedy jednak wojna przestaje być fikcją i staje się, jak w Ukrainie, częścią codzienności dla dziesiątków milionów ludzi, powstaje pytanie: jak opowiadać o ich życiu i doświadczeniu w sposób zrozumiały i przekonujący dla odbiorców żyjących w pokoju i bezpieczeństwie? Outriders, medialny start-up utworzony przez Annę i Jakuba Górnickich i współtworzony przez międzynarodowy kolektyw reporterski, znalazł odpowiedź.</h3>
<blockquote><p>To połączenie wysokiej próby profesjonalnego dziennikarstwa z innowacyjnym wykorzystaniem cyfrowych technologii medialnych. Doskonałym wyrazem takiej strategii jest projekt „Jeden dzień w…”, opowiadający o życiu w czasie wojny w sześciu miastach Ukrainy. Reporterzy Outriders wspólnie z kolegami przewodnikami z Ukrainy pokazują, jak wygląda życie w cieniu nieustannego zagrożenia bombardowaniami w Kijowie, Odessie, Krzywym Rogu, Zaporożu, Dnieprze, Mikołajowie. Technologia VR/360 pozwala widzom zanurzyć się w życie tych miast i podążać w naturalny sposób za opowieścią narratora.</p>
</blockquote>
<p>Podobne umiejętne łączenie technologii i dziennikarskiego rzemiosła stało się znakiem firmowym Outriders i sprawdza się nie tylko do tworzenia opowieści o tak dramatycznych wydarzeniach jak wojna czy protesty w Białorusi. Interaktywne materiały prasowe, technologia VR, podcast, ale także klub i festiwal pokazują, że dla twórców Outriders najważniejsze są opowieści o współczesnym świecie, a nowe technologie to środek, który właściwie wykorzystany pomaga w dotarciu z treścią do odbiorców. Dzięki temu – jak uzasadnia Paweł Schreiber – „stali się w pewnym momencie jednym najważniejszych źródeł bezpośrednich rzetelnych informacji najpierw z ogarniętej protestami Białorusi, a teraz – z Ukrainy”.</p>
<blockquote><p>Redaktorką naczelną Outriders jest Anna Górnicka, dziennikarka, ekspertka ds. komunikacji, która pracowała m.in. jako redaktorka online w tygodniku „Wprost” i specjalistka ds. komunikacji w Wydawnictwie Szkolnym PWN. Współzałożycielem jest Jakub Górnicki, reporter działający głównie w Ukrainie, Białorusi i na Bałkanach, którego pasjonują nowe media, reportaż multimedialny oraz projekty reporterskie.</p>
</blockquote>
<p><em><strong>Oni nominowali:</strong> <strong>Marek Czerniak</strong> (Fundacja Indie Games Polska), <strong>Marzena Falkowska</strong> (Altergranie), <strong>Mirosław Filiciak</strong> (Uniwersytet SWPS, „Pixel”), <strong>Maria B. Garda </strong>(University of Turku, Polskie Towarzystwo Badania Gier), <strong>Adam Mazur</strong> (Blokmagazine. com, Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu), <strong>Iza Pogiernicka</strong> (twitch. tv/9kier, „CD-Action”), <strong>Paweł Schreiber</strong> (UKW, „Pixel”), <strong>Barnaba Siegel</strong> („CD-Action”), <strong>Michał Radomił Wiśniewski</strong> („Pixel”, Dwutygodnik. com), <strong>Elwira Wojtunik</strong> (Fundacja Photon, Patchlab Digital Art Festival).</em></p>
<p><em><strong>Ponadto zgłoszeni zostali:</strong> <strong>Jakub Cisło</strong>, <strong>Paweł Janicki</strong> (WRO), <strong>The Kissinger Twins</strong>, <strong>Piotr Krajewski, Violetta Kutlubasis-Krajewska </strong>(WRO), <strong>Paweł i Wojciech Lekki</strong> (Exor Studios), <strong>Kasia Molga</strong> (Studio Molga Ltd), <strong>Agata Nawrot i Sebastian Krzyszkowiak</strong> (Holy Pangolin), <strong>Mateusz Pawłowski, Jakub Tomczak i Szymon Żak</strong> („Kroniki Myrtany: Archolos”), <strong>Krzysztof Pijarski</strong> (Laboratorium Narracji Wizualnych – vnLab/ Łódzka Szkoła Filmowa), ) <strong>Michał Stalewski i Natalia Stalewska</strong> (Evil Indie Games), <strong>Łukasz i Kamila Spierewka</strong> (Afterburn), <strong>Maciej Szcześnik</strong>, <strong>Ewa Szczepanowska</strong> (Warszawska Szkoła Filmowa), <strong>Tate Multimedia</strong> (Dawid Marcinkowski i Katarzyna Kifert), <strong>Techland</strong>, <strong>Paweł Wilk</strong> (Ice Code Games), <strong>Michał „Kiero” Woźniak </strong>(Madwizards).</em></p>
<p><em>Fot. Leszek Zych/ Polityka</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/anna-i%c2%a0jakub-gorniccy-outriders/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nellie Bly: W 72 dni dookoła świata</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/nellie-bly-w-72-dni-dookola-swiata/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/nellie-bly-w-72-dni-dookola-swiata/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Dec 2018 00:09:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Michal Karas</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[aktywistka]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarka]]></category>
		<category><![CDATA[Elizabeth Cochrane Seaman]]></category>
		<category><![CDATA[Nellie Bly]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[reporterka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=26771</guid>
		<description><![CDATA[Gdy zaczynała pracę w gazecie, jedyną rolą dla kobiety było pisanie o pracach domowych, modzie, ogrodnictwie czy wychowaniu dzieci. Dzięki jej wysiłkowi, przed końcem kariery dziennikarstwo wyglądało już zupełnie inaczej... ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p lang="pl-PL">Elizabeth urodziła się w zamożnej rodzinie Cochrane&#8217;ów, potomków irlandzkich imigrantów w USA. Miała czwórkę rodzeństwa i aż dziesięcioro przybranych braci i sióstr. Młoda pannica w pierwszych latach życia nie mogła narzekać na brak wygód, znana była jako „Pinky”, z racji zamiłowania do różowych ubrań. Trafiła do prestiżowej szkoły z internatem, jednak już w wieku 7 lat jej idylla się skończyła. Ojciec – strażnik majątku – zmarł, a Elizabeth z matką i rodzeństwem wyprowadziła się w poszukiwaniu lepszego życia do rozrastającego się pobliskiego Pittsburgha.</p>
<h2>Początek pisania</h2>
<p lang="pl-PL">W wieku 16 lat Elizabeth przeczytała w miejscowej gazecie, „Pittsburgh Dispatch” artykuł o niedwuznacznym tytule „Do czego przydają się dziewczyny”, z którego wynikał jeden donośny wniosek: do rodzenia dzieci. Dziś byłoby to uznane za jawny seksizm, wtedy było normą. Ale nie dla niej! Pod pseudonimem Samotna Sierotka napisała polemikę do tekstu.</p>
<p lang="pl-PL">Redaktor prowadzący był tak zachwycony tekstem, że opublikował w kolejnym wydaniu reklamę, prosząc autorkę o ujawnienie się. Gdy doszło do kontaktu, dziewczyna otrzymała zlecenie na swój pierwszy tekst. Nosił tytuł „The girl puzzle” i traktował o złożonym wpływie rozwodu na kobiety. Zaapelowała otwarcie o zmianę prawa w tej materii.</p>
<p lang="pl-PL">Tekst okazał się tak dobry, że autorka otrzymała etat w rozwijającym się medium. Ponieważ dotąd pisała pod pseudonimem Samotna Sierotka, musiała – zgodnie z obyczajem – przybrać właściwy alias, złożony z imienia i nazwiska. Wybór padł na bohaterkę popularnej piosenki, Nelly Bly. Jednak redaktor popełnił błąd przy pierwszym zapisie i stanęło na Nellie Bly.</p>
<h2>Szybko stała się niewygodna</h2>
<p lang="pl-PL">Wczesne teksty również skupione były na sytuacji kobiet. By pojąć trudy pracy w fabryce, Elizabeth wcieliła się w rolę pracownicy. Jednak opisywanie fatalnych warunków zdecydowanie nie pasowało przedsiębiorcom, od których pieniędzy uzależnione było wydawnictwo. Została odsunięta od poważniejszych tematów, zmuszona do opisywania mody, gotowania czy ogrodnictwa. By uciec od tych obowiązków pojechała na korespondencję do Meksyku, skąd opisywała bogatą i odmienną kulturę.</p>
<p lang="pl-PL"><img class="alignnone size-full wp-image-26772" title="nellie-bly" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2018/11/nellie-bly.jpg" alt="" width="700" height="396" /></p>
<p lang="pl-PL">Tam również nie umiała jednak trzymać się z dala od kłopotów. W jednej z korespondencji opisała przypadek dziennikarza aresztowanego przez reżim Porfirio Díaza za krytykę władzy. Gdy urzędnicy w Meksyku dowiedzieli się o jej publikacji, Nellie również stanęła przed widmem niewoli. Uciekła więc z powrotem do USA, ale nie odpuściła: opisała wyjątkowo ostro ówczesny model sprawowania władzy w Meksyku, nazywając go wprost tyranią. W Pittsburghu nie zagrzała jednak miejsca, wyjechała do Nowego Jorku. Gdy już skończyły jej się pieniądze, udało się dostać pracę. Nie byle gdzie, bo w „New York World” prowadzonym przez samego Josepha Pulitzera!</p>
<h2>Epizod w domu dla obłąkanych</h2>
<p lang="pl-PL">Jedną z najgłośniejszych prac Nellie była wyjątkowo skrupulatna relacja ze szpitala psychiatrycznego oskarżanego o koszmarne traktowanie kobiet. To właśnie podjęciem tego wyzwania przekonała Pulitzera, by ją zatrudnił. Nie było mowy o oficjalnej wizycie. Jedynym sposobem, by dostać się do środka, było skuteczne udawanie niepoczytalności.</p>
<p lang="pl-PL">W ramach przygotowania do zadania 23-latka udała się do domu przejściowego dla samotnych kobiet. Tam celowo nie przespała nocy, by jej źrenice były rozszerzone, a stan umysłowy ułatwiał przekonujące odegranie roli. Następnie zaczęła oskarżać współmieszkanki, że są szalone i czyhają na nią. Odmawiała zaśnięcia w kolejnej dobie tak skutecznie, że wezwano policję i natychmiast trafiła przed sąd. Stamtąd skierowano ją „do celu”, na mroczną wówczas wyspę Blackwell&#8217;s Island.</p>
<p lang="pl-PL">Wytrwała w okrutnych warunkach 10 dni, wyłapując możliwie wiele szczegółów. Po tym okresie, za poręczeniem wydawcy „New York World”, została zwolniona. Jej pierwszy reportaż na temat życia w szpitalu psychiatrycznym spowodował tak wielką sensację, że ośrodek przeszedł gruntowną reformę. Później wydała na ten temat całą książkę, podobnie zresztą jak o półrocznym pobycie w Meksyku.</p>
<h2>Pokonała Fileasa Fogga!</h2>
<p lang="pl-PL"><img class="alignleft" src="http://www.sukcesjestkobieta.pl/wp-content/uploads/2018/11/nellie-bly1.jpg" alt="" width="250" height="447" />W 1888 roku, na fali ogromnej popularności książki „W 80 dni dookoła świata”, Bly zasugerowała wydawcy, że chce pokonać opisaną trasę samodzielnie i potrzebuje środków. Początkowo zgody nie było, ale reporterka o uznanym już wtedy nazwisku podobno postawiła nawet ultimatum, że jeśli Pulitzer nie sfinansuje jej podróży, to pójdzie do innego wydawcy i zrealizuje projekt dla niego. Dostała zielone światło.</p>
<p lang="pl-PL">14 listopada 1889 roku wyruszyła śladami fikcyjnego przecież Fogga, z tą jedynie różnicą, że ruszyła z Nowego Jorku, nie Londynu. Przez Irlandię i Londyn dotarła do Paryża, gdzie zdążyła jeszcze przeprowadzić wywiad z autorem powieści, Juliuszem Vernem. Z Francji, przez włoskie Brindisi i Kanał Sueski dotarła do Bombaju. Z każdego punktu podróży przesyłała korespondencję, choć nie zawsze na bieżąco. Nie wszędzie był telegraf i przyszło jej korzystać ze zwykłej poczty.</p>
<p lang="pl-PL">Stąd koleją indyjską przejechała do Kalkuty, gdzie ponownie przesiadła się na statek, tym razem przez Singapur do Hongkongu. Podczas ograniczonego pobytu w Chinach zdążyła jeszcze przygotować materiał o obozie dla trędowatych. W efekcie postojów i opóźnień na terenie Azji dotarła do zachodniego wybrzeża USA z 2-dniowym opóźnieniem.</p>
<p lang="pl-PL">Otrzymujący telegraficzne relacje od reporterki Pulitzer zrobił wówczas coś niesłychanego: wyczarterował ekspresowy pociąg, okrzyknięty mianem Miss Nellie Bly Special. Skład jechał niemal bez przerwy z zachodu aż do Chicago, pokonując trasę w 69 godzin. W styczniu 1890 oznaczało to, że padł nowy rekord prędkości na kolei, średnio ok. 60 km/h. Po tym fascynującym finiszu dziennikarka dotarła z powrotem do Nowego Jorku po 72 dniach drogi i stała się pierwszą osobą, która pokonała literacką trasę.</p>
<h2>Z dziennikarstwa do przemysłu i z powrotem</h2>
<p lang="pl-PL">Pięć lat po ukończeniu historycznej trasy, w wieku 31 lat, Bly wyszła za milionera Roberta Seamana. Magnat przemysłowy był od niej starszy o aż 42 lata i wkrótce zaczął podupadać na zdrowiu. Porzuciła więc literacki pseudonim i znów jako Elizabeth opiekowała się mężem, a następnie zastąpiła go na czele wielkiej firmy.</p>
<p lang="pl-PL">Za sterami Iron Clad nie sprawdziła się jednak równie dobrze, jak z piórem w ręku, choć miała na swoim koncie nawet dwa udane patenty: na kankę na mleko oraz pojemnik na śmieci. Z powodu jej zarządzania oraz sprzeniewierzenia środków przez podwładnego firma zbankrutowała.</p>
<p lang="pl-PL">Elizabeth znów wcieliła się w rolę Nellie, tym razem jako korespondentka wojenna na wschodnim froncie I wojny światowej. Była pierwszą kobietą w strefie wojny pomiędzy Austrią i Serbią, a na dodatek aresztowano ją pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Wielkiej Brytanii.</p>
<p lang="pl-PL">Ponieważ nigdy nie stroniła od aktywizmu społecznego, opisywała również historyczną procesję sufrażystek z 1913 roku i znów doprowadziła do skandalu. Relację z marszu zatytułowała „Sufrażystki stoją wyżej od mężczyzn”. W tekście trafnie zasugerowała, że dopiero w 1920 kobiety otrzymają prawo do głosowania w wyborach. Niestety, nie nacieszyła się tymi przemianami, zmarła na zapalenie płuc w 1922 roku, przeżywszy 57 lat. Ale za to jakich lat!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/nellie-bly-w-72-dni-dookola-swiata/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Idealne zdjęcia z wakacji</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/idealne-zdjecia-z-wakacji/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/idealne-zdjecia-z-wakacji/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Aug 2016 03:59:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karol Pisarski</dc:creator>
				<category><![CDATA[w skrócie]]></category>
		<category><![CDATA[aparat]]></category>
		<category><![CDATA[lustrzanka]]></category>
		<category><![CDATA[obiektyw]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[zdjęcia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=22031</guid>
		<description><![CDATA[Po powrocie z wakacji pozostają nam piękne wspomnienia, nowe znajomości i zdjęcia. Podczas urlopu sporo fotografujemy, żeby mieć piękną pamiątkę, a także móc się pochwalić przed znajomymi miejscami, w których byliśmy. Aby uzyskać dobre zdjęcia warto jednak kierować się pewnymi zasadami]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dobrze jest zacząć przede wszystkim od sprzętu, bez którego nie można mówić o żadnych zdjęciach. Z nim zawsze są jednak spore problemy. Najlepiej bowiem, gdyby nie zajmował on zbyt dużo miejsca, niewiele ważył, a z drugiej strony był profesjonalny i niemalże sam robił zdjęcia. Dobry aparat wraz z zestawem obiektywów może jednak wypełnić całą walizkę. Warto zatem zrezygnować z części sprzętu. Nie warto ryzykować jego zgubieniem, zniszczeniem lub kradzieżą. Podczas wakacji nie jest nam bowiem potrzebna najnowsza lustrzanka ze wszystkimi możliwymi gadżetami i dodatkami.</p>
<p>Fotografia podróżnicza czy reportażowa niejednokrotnie potrzebuje od nas natomiast czegoś więcej. Wtedy przydaje się m.in. obiektyw typu fish eye, który możemy wykorzystać choćby podczas bardziej wymagających wycieczek. &#8211; Jeśli zamierzamy fotografować przy dłuższym czasie naświetlania lub robić time-lapsy, to na pewno przyda się też poręczny statyw. Obecnie za stosunkowo małe pieniądze możemy kupić całkiem solidne statywy np. o konstrukcji karbonowej – to zapewnia małą wagę, a przy tym dobrą stabilność. Do fotografii krajobrazowej polecam zestaw filtrów. Wybrałbym połówkowy szary oraz dobry polaryzacyjny kołowy. Pierwszy wyrówna nam ekspozycję np. przy bardzo jasnym niebie, drugi pomoże przyciemnić kolor nieba, podbić zarys chmur czy zlikwidować odbicia z powierzchni wody &#8211; radzi fotograf Konrad Bąk.</p>
<p>W fotografii wakacyjnej ważne jest przede wszystkim oświetlenie, a także świadomość tego, jak ono się zmienia w ciągu dnia. Chętnie robimy zdjęcia podczas wschodów i zachodów słońca. W tym wypadku warto skorzystać z tzw. golden hour, a wiec czasu po wschodzie lub zaraz przed zachodem słońca. To wtedy zauważyć można wiele ciepłych barw. &#8211; Wbrew swojej nazwie, czas trwania golden hour nie zawsze jednak równa się jednej godzinie – wszystko zależy od pory roku i szerokości geograficznej, na której się znajdujemy. Jeśli więc wybieramy się w jakieś odległe miejsce, możemy przed podróżą ściągnąć jedną z wielu aplikacji mobilnych, które podają informację o czasie trwania i chwili rozpoczęcia złotej godziny i poszczególnych pór dnia &#8211; zaznacza Konrad Bąk. Można również znaleźć aplikacje, które z pewnością ułatwią fotografowanie nieba w trakcie nocy.</p>
<p>Trudno jest określić wcześniej wszystkie miejsca i rzeczy, które warto sfotografować. Czego należy jednak unikać? &#8211; Na pewno robienia tzw. tubyłek, czyli zdjęć dokumentujących wszystkie miejsca, w których się było, oraz fotografowania w samo południe, co z reguły skutkuje bardzo ostrymi kontrastami, gdzie wszystko jest albo przepalone, albo tonie w głębokich cieniach. Unikajmy też banalnych kadrów powielanych miliony razy przez niezliczoną ilość fotografów. Te zdjęcia nic nie wnoszą do świata fotografii, a już na pewno nie zaświadczą o naszej kreatywności. Można być w Rzymie i pokazać znajomym dużo ciekawsze kadry, niż kolejne zdjęcie Colosseum, Capitolu czy Fontanny di Trevi. Te zabytki każdy zna na pewno doskonale &#8211; zauważa Bąk.</p>
<p>Źródło: Tailors Group</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/idealne-zdjecia-z-wakacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Życie z marynarzem</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/zycie-z-marynarzem/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/zycie-z-marynarzem/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Jun 2014 02:39:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Chodacka</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[blog Żona Marynarza]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[żony marynarzy]]></category>
		<category><![CDATA[życie z marynarzem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=15477</guid>
		<description><![CDATA[Nie można żyć czekaniem, trzeba mieć własne sprawy. Najpiękniej jest, kiedy schodzi ze statku. Nigdy nie postawię go przed wyborem: ja czy pływanie. Tak się nie robi, kiedy się kogoś kocha]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Piotr pływał na statku Baltic Ace jako stała załoga. Miał na niego niebawem wracać. Na szczęście, otrzymał telefon z firmy o awansie i tym samym przeniesieniu na bliźniaczy statek. To uchroniło go od bycia na Balticu w dzień, kiedy wydarzyła się katastrofa (kolizja z innym statkiem). Był 5 grudnia, świętowaliśmy akurat moje urodziny. Piotr dostał telefon od przyjaciela, który przeżył tę katastrofę. Może pani sobie wyobrazić jak to nim wstrząsnęło&#8230; Spojrzał na mnie ze łzami w oczach i powiedział: &#8222;Kochanie, ja miałem być na tym statku z nimi&#8221;. Niestety, jego inny przyjaciel zginął. Są to takie sytuacje, które zostają w głowie i z każdym jego wypłynięciem jest się w strachu. Zwłaszcza teraz, gdy były takie sztormy&#8230; Nie mogę też popaść w histerię, bo wtedy nie mógłby robić tego, co kocha, czyli pływać. A nigdy nie postawię go przed wyborem: ja czy pływanie. Tak się nie robi gdy się prawdziwie kocha i pragnie tej jednej osoby. Nazywam się Karina Kończewska. Mam 32 lata. Mój narzeczony jest marynarzem.</p>
<p><strong>Jestem żoną marynarza</strong><br />
 Piotr Pływa po Europie i Rosji. Jest ode mnie młodszy o pięć lat. Zdecydowałam się opowiedzieć krótko moją historię i to pod swoim nazwiskiem, ponieważ bycie z marynarzem to jest wielka duma. Bardzo dużo przeszłam w życiu. Od 14 roku życia zmagam się z chorobą, z nowotworem złośliwym. Sport to nie zawsze zdrowie. I to sprawdziło się w stu procentach w moich przypadku. Będąc nastolatką, grałam w koszykówkę, byłam bardzo dobrze zapowiadającą się zawodniczką. Na jednym z meczów miałam wypadek. Zostałam uderzona w nogę piłką. Mówi się, że każdy ma w sobie uśpionego raka. I u mnie uderzenie tą piłką tego raka obudziło. Na nodze pojawił się guz. Ja to bagatelizowałam, ale w końcu mama zmusiła mnie do pójścia do lekarza. No i wyszło. Jestem pierwszą osobą w Polsce, która miała endoprotezę stawu kolanowego, co akurat nie skończyło się dla mnie dobrze. Historia mojej kilkunastoletniej choroby to historia wielu przykrych przeżyć, trudnych decyzji, samotności, namawiania mnie do amputacji nogi, 30 operacji i tego, że lekarze nie zawsze mają rację i, że czasem warto posłuchać tego, co podpowiada człowiekowi jego własne ciało. Dzięki temu jeszcze mam nogę. Nowotwór znikł, ale moja noga po tylu przejściach, no… nie wygląda zbyt atrakcyjnie. Jest strasznie pocięta, jest nie do naprawienia jeśli chodzi o walory wizualne. Ale to jest też moja duma, dowód mojej siły. Nie wstydzę się jej. Napisałam książkę o swoich przeżyciach, o swojej historii. Niedługo ukaże się na rynku. Zrobiłam to głównie dlatego, że ludzie wyśmiewają osoby niepełnosprawne, a nie chcę, żeby tak było.</p>
<p><strong>Mam na imię Dorota.</strong> Mam 28 lat. Jestem „roczną” żoną marynarza, pobraliśmy się w październiku zeszłego roku, znamy się siedem lat. Jeszcze nie mamy dzieci. Nie wiem czy mówić „stety” czy niestety (śmiech), bo wiadomo, wtedy zaczyna się zupełnie inne życie. Kiedy z panią rozmawiam, mijają dwa tygodnie od tego, jak mąż wyruszył w rejs. Na szczęście w Europie, więc kontakt mamy cały czas.</p>
<p><strong>Kasia:</strong> Mam 28 lat. Mieszkam w Trójmieście, a pochodzę z Redy. To dziwne, ale nigdy nie miałam styczności z żadną rodziną marynarza. W mojej rodzinie też nie było takich tradycji, ani tato, dziadek czy wujek, więc jak poznałam Zbyszka, mojego męża, a on na pierwszej randce oświadczył mi, że będzie pływał, to po prostu powiedziałam: „Tak, ta,k ok”. I tak sobie pomyślałam, co mnie to właściwie obchodzi (śmiech).</p>
<p><strong>Nasze początki</strong><br />
 <strong>Karina</strong>: Poznaliśmy się, można powiedzieć „nowocześnie” bo przez portal społecznościowy. Muszę przyznać, że on był pierwszym mężczyzną, którego ja zaprosiłam do „znajomych”. Spodobały mi się jego militarne zdjęcia. Piotr, podobnie jak ja, jest fanem militariów. Poligony, zloty, to jest jego żywioł. Zaczęliśmy korespondować na dwa tygodnie przed jego kontraktem, a potem wypłynął na trzy miesiące. Te trzy miesiące spędzaliśmy dzień w dzień, godzinami na telefonie. Piotr wrócił i było pierwsze spotkanie. I tak został (śmiech). Rachunki telefoniczne mieliśmy oboje kolosalne, na szczęście teraz w roamingu jest za darmo (śmiech), dziękuję sieciom komórkowym za to (śmiech).</p>
<p><strong>Dorota: </strong>Poznaliśmy się na studiach, na uczelni. Mąż akurat był po siedmiomiesięcznej praktyce na statku. Po tym, jak znaliśmy się dwa miesiące, wypłynął na pięć miesięcy. No i tak się zaczęło.<br />
 Mieliśmy typowo „marynarski” start, który zdecydowanie nie należał do lekkich. Teraz, na szczęście, pływa na 6-8 tygodni i jest to do przeżycia. Przez te pięć miesięcy dzwonił do mnie, pisał e-maile.  Paweł kupował karty SIM w państwie, w którym akurat stacjonował, były to przeważnie Chiny lub Afryka, no i dzwonił na stacjonarny telefon. A, że ja byłam akurat na studiach, wynajmowałam pokój, nie miałam stacjonarnego telefonu, to chodziłam po sąsiadach i on właśnie tam dzwonił. Jako, że były to już oczywiście telefony przenośne, to wracałam do swojego pokoju i tak gadaliśmy, czasem godzinę, czasem dwie. Zależnie od tego, jaki miał czas i jakie było połączenie. Sąsiedzi wykazywali zrozumienie (śmiech). Widzieli, co się ze mną dzieje, widzieli moje podekscytowanie, nie robili mi problemu. To, że innego mężczyzny nie chcę, zdałam sobie sprawę po dwóch latach. Jak już przeżyliśmy te najdłuższe kontrakty, stwierdziłam, że jednak jest wspaniale, jak wraca. Poza tym, jak człowiek się zakocha, to nie kalkuluje. Podczas pierwszego rejsu Pawła schudłam siedem kilo. Czyli dla mnie na plus (śmiech). Jak wrócił, to zastał trochę inną osobę (śmiech).</p>
<p><strong>Kasia: </strong>Małżeństwem jesteśmy pięć lat, znamy się siedem. Zbyszek był po rocznym rejsie, a poznaliśmy się na dyskotece w Sopocie. Akurat zszedł na ląd i od razu poznał mnie (śmiech). <br />
 Od pięciu lat pływa non stop. Jak byliśmy narzeczeństwem, to wypłynął dwa razy na 1,5-miesięczne kontrakty, i wtedy, po raz pierwszy, trochę to odczułam. Ale to też było inaczej niż teraz, bo byłam młodsza, mieszkałam jeszcze wtedy u rodziców. Odkąd skończyłam szkołę średnią pracowałam na etacie, studiowałam zaocznie, byłam bardzo zajętą osobą. Kiedy mąż schodził na ląd, to ja zamiast na weekendach siedzieć w szkole, jechałam do niego.</p>
<p><strong>Karina: </strong>Od naszej pierwszej rozmowy, do pierwszego spotkania „na żywo” minęło prawie cztery miesiące. Dlaczego nie doszło do spotkania jeszcze przed rejsem? Trudno powiedzieć. Chyba oboje badaliśmy grunt (śmiech). Ja chciałam i miałam te tzw. motyle w brzuchu, bo Piotr bardzo mi się podobał. Ja jestem z Chodzieży, a Piotr z Koszalina, więc tutaj doszła jeszcze kwestia odległości. Co oczywiście niczego nie tłumaczy. Na pewno każde z nas się bało, był stres i strach, że w rzeczywistości czar pryśnie. Dodatkowo, ja byłam dopiero kilka miesięcy po rozwodzie. Byłam mężatką siedem lat.</p>
<p><strong>Kasia:</strong> My mieliśmy to szczęście i bardzo to sobie cenię, że zanim zaczął pływać regularnie, to mieliśmy dla siebie rok, kiedy byliśmy cały czas ze sobą. Mieliśmy czas zbudować fundament naszego związku, mieliśmy szansę funkcjonować, jak tzw. normalne małżeństwo (śmiech), mieliśmy szansę się „dotrzeć” i myślę, że to nam bardzo dużo dało.</p>
<p><strong>Dorota:</strong> Mąż jest z Beskidów, teściu bardzo interesuje się marynistyką, więc kiedy Paweł zakomunikował, że pojedzie na Akademię Morską do Szczecina, to rodzice nie robili mu problemów. Ja się śmieję, że Paweł przyjechał po mnie na Pomorze Szczecińskie. Ja jestem z Wielkopolski, Paweł z Małopolski, a spotkaliśmy się w Szczecinie.</p>
<p><strong>Najbardziej nie lubię…</strong><br />
 <strong>Dorota:</strong> Najgorsze jest to, że nie można sobie niczego zaplanować. Ani urlopu, ani definitywnie potwierdzić, że np. będziemy na czyimś weselu. Wszystko to dzieje się spontanicznie. Kiedy planujemy za bardzo naprzód, to nic nie wychodzi, bo albo kontrakt się przesunie, albo Paweł wróci za późno, itd. Czasami też jest mi źle z tym, jak np. jestem chora i wolałabym, żeby przy mnie był.</p>
<p><strong>Karina: </strong>Często zastanawiałam się nad tym, co będzie kiedy Piotra nie będzie, a ja go będę bardzo potrzebować. Na przykład potknę się w domu, albo na ulicy. Dla mnie dużym obciążeniem będzie, jak zajdę w ciążę. Martwię się czy dam sobie radę sama. Ale mam rodzinę, przyjaciół, poradzę sobie. Poza tym, tak naprawdę każdej, zdrowej kobiecie też może się coś przydarzyć. Trzy razy otwierała mi się rana i nie było przy mnie nikogo i musiałam sobie sama radzić. Plus osoby z otoczenia, które nie mają pojęcia o życiu z marynarzem, często nie szczędzą sobie uwag typu: „No tak, ty go będziesz potrzebować, a jego nie będzie” lub „Marynarz, wiadomo, inna kobieta w każdym porcie”. Piotr mi zawsze powtarza, że to marynarze bardziej się martwią, bo te kobiety, które zostają, mają większy dostęp do tego, żeby coś zmajstrować.</p>
<p><strong>Kasia:</strong> Epizod z zazdrością już przerobiliśmy i to wiele nas nauczyło. Nie można być zazdrosnym. Jak mam ochotę wyjść z koleżankami to zostawiam dziecko u dziadków i to robię. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.</p>
<p><strong>Dorota: </strong>W związku z tym, że te kontrakty są krótsze, to jest lepiej. Bo w momencie, kiedy wita się kogoś po pięciu miesiącach, to tak, jakby witało się obcego człowieka. Najdłuższy rejs męża to było prawie pół roku, inne trwały po 4-5 miesięcy, dopiero tak naprawdę od trzech lata pływa po 8-12 tygodni. Przez 4,5 roku pływał na bardzo długo. Wtedy, kiedy powinno się chodzić na lody do kawiarni, spacery, randki, my wisieliśmy na telefonach, bo Pawła nigdy nie było. Takich definitywnych końców, żeby ktoś kończył związek, właściwie nigdy nie było. Paweł chyba lepiej to wszystko znosi niż ja.</p>
<p><strong>Kasia:</strong> Bardzo trudne dla mnie było, kiedy musiałam sama z dzieckiem w środku nocy jechać do szpitala. To były dla mnie najcięższe momenty. Teraz mam to już w miarę ułożone, wiadomo, jak coś jest nowe, to bardziej to przeżywamy. Teraz jest dobrze. Choć zdarza mi się popłakać, zdarza mi się, że nie chce z nikim rozmawiać, ale czy nie każdy tak ma? Motto, którym się kieruje to: „Nie można żyć czekaniem”. Żona marynarza nie może czekać, musi to sobie tak zorganizować, żeby nie czekać. Teraz, na przykład, jestem zła, bo mamy jeden samochód, a mąż przyjechał i mi go zabiera (śmiech). Ja mam wszystko ładnie poukładane, a on jak przyjeżdża, burzy tę rutynę.</p>
<p><strong>Karina:</strong> Ja na początku bardzo bałam się powiedzieć Piotrowi o chorobie. Nie wiedziałam, jak zareaguje. Ale odkąd się dowiedział, od razu mnie zaakceptował, otrzymuję od niego tyle uczucia i wsparcia, że lepiej nie mogłam sobie tego wyobrazić. Od momentu, kiedy pierwszy raz na mnie spojrzał, nie pozwolił mi poczuć się gorszą. Kiedyś rozmawialiśmy o wakacjach, o tym, że pojechalibyśmy sobie gdzieś, najlepiej nad morze, bo przecież oboje je kochamy. A potem pomyślałam sobie, że przecież nie ubiorę bikini, nie pokażę mu się tak. I takie teksty o wakacjach mnie bolały, czego Piotr nie był świadom, bo o niczym nie wiedział. Ale potem stwierdziłam „wóz albo przewóz” i opowiedziałam mu wszystko. Zawsze staje w mojej obronie, kiedy ktoś np. krzyczy: „Otwórzcie drzwi do pociągu bo kaleka idzie”. Chodzę o kuli, mam nadzieję, że operacja, na którą teraz czekam, to zmieni. Piotr sprawił, że w pełni poczułam się kobietą. W ogóle mam wrażenie, że cała moja choroba przygotowała mnie na związek z marynarzem. W szpitalach zawsze byłam sama, zwykle były to jakieś izolatki. Często musiałam podejmować bardzo trudne decyzje samodzielnie, amputować nogę, nie amputować. Takie sytuacje, które miały mnie przygotować na związek, w którym muszę być twardą kobietą. Gdzie jestem sama w domu, gdzie nie ma mężczyzny obok.</p>
<p><strong>Dorota:</strong> Kiedyś zastanawiałam się, co będzie, jak ja zajdę w ciążę, jego nie będzie pięć miesięcy, albo dziecko urodzi się, jak go nie będzie i przegapi wszystkie „pierwsze” momenty, bo przecież taki maluszek szybko rośnie. Teraz już od tego odchodzę. Paweł nie pływa już tak daleko, pływa krócej, a firmy idą pracownikom na rękę w takich życiowo – rodzinnych sytuacjach. <br />
 Bałam się też tego, że jak zacznę pracę, a on akurat będzie na lądzie, nie będziemy mieć dla siebie za dużo czasu, ale okazuje się, że dobrze to godzimy. Trudno też, żebym brała urlop za każdym razem, kiedy Paweł schodzi ze statku. Ale jest OK, fajnie sobie to poukładaliśmy. Mamy swoje rytuały, jemy razem śniadanie, po moim powrocie z pracy razem gotujemy, po prostu spędzamy razem czas.</p>
<p><strong>Kasia: </strong>W tym momencie żyjemy systemem 1&#215;1, jeden miesiąc w domu, jeden miesiąc na morzu. Ten stan ma oczywiście sporo zalet, bo często się widzimy. Ma też wady. To jest stan ciągłych zmian i życia na walizkach. I też czasem bywa tak, że tydzień spędza na szkoleniu, więc bycia razem zostaje nam trzy tygodnie. I wtedy jest kocioł. To są zaledwie trzy weekendy (śmiech). A to ktoś chce się spotkać, a to my chcemy wyjść, bo jesteśmy młodzi, chcemy poszaleć (śmiech). <br />
 W Święta Bożego Narodzenia męża nie było drugi rok z rzędu. W ogóle z tymi ważnymi datami jest taka sprawa, że jego nigdy wtedy nie ma. Jakoś tak się składa. Za to w swoje urodziny zawsze jest (śmiech). Sytuacja ze świętami jest specyficzna. Z mojego bloga (www.zonamarynarza.pl) wiem, że dziewczyny różnie to znoszą, jedne łatwiej, inne trudniej. Ja miałam taki moment, to był pierwszy rok, że strasznie marudziłam mężowi, wręcz mu wytykałam wszystko: „Znowu cię nie będzie, i na moich urodzinach cię nie będzie, i na świętach cię nie będzie!”. I wtedy on mi powiedział: „Słuchaj, tak już będzie zawsze, że będą sytuacje i momenty, kiedy ja nie będę obecny i trzeba się do tego przyzwyczaić”. I wtedy sobie pomyślałam, że ma rację. I te daty przestały mieć znaczenie. Znaleźliśmy też na to sposób. Zbieramy kilka okazji i po prostu je świętujemy, jak mąż jest. Na przykład, w ubiegłym roku, choinkę ubraliśmy bardzo wcześnie, Sylwestra zrobiliśmy w połowie grudnia. Mam kuzynkę, żonę marynarza również, która mrozi wszystkie potrawy z Wigilii i jak mąż przyjeżdża, to ona mu to wszystko odgrzewa. Okazuje się, że wszystko jest do ogarnięcia, ważne jest przetłumaczenie sobie pewnych rzeczy. Można siąść i płakać, tylko po co? Najgorsza jest samotność. Kiedy siedzę sama wieczorem, dziecko śpi, a ja widzę puste łóżko… Wtedy wszystko jest smutne.</p>
<p><strong>Dorota: </strong>Parę razy miałam chwilę zwątpienia i wyrzucałam sobie, że akurat musiałam się zakochać w marynarzu i myślałam: „Jak teraz nie zadzwoni, to koniec z tym związkiem, bo ja nerwowo nie wytrzymam”. I zawsze wtedy dzwonił, pisał, albo coś wysyłał. To chyba musi być jakaś opatrzność. Dzwonił nawet z satelitarnego telefonu, a te rozmowy nie są tanie.</p>
<p><strong>Kasia:</strong> Często jest tak, że rodziny marynarskie nie mają wokół siebie innych rodzin marynarskich, tylko te „normalne”. Łatwo się wtedy porównywać, nawet podświadomie. Z takim murem niezrozumienia zetknęłam się, kiedy chciałam wrócić do pracy po urodzeniu dziecka. I spotykałam się z opiniami, że po co, przecież ja nic nie muszę, skoro mój mąż pływa. Najlepiej siedzieć w domu, rodzić dzieci, pachnieć i nic nie musieć. To mi się nie podobało. Teraz pracuję 6 godzin w tygodniu, bo na razie na tyle mogę sobie pozwolić z dzieckiem pod opieką. Liczy się dla mnie, że coś robię, gdzieś wychodzę. Z kolei inne żony marynarzy, które znam, a jeszcze nie mają dzieci – pracują na pełny etat albo nawet więcej.</p>
<p><strong>Karina:</strong> Ogromnym wsparciem dla mnie jest teściowa. To ona nauczyła mnie odbierać brak wiadomości jako dobrą wiadomość. Gdy nie było kontaktu z Piotrem, to ja przesiadywałam na kanałach informacyjnych, zamartwiając się, czy statek jest bezpieczny. Ona pokazała mi, jak podchodzić z dystansem do jego pracy. Ona nauczyła się tego samego przy Piotra tacie. Tak, jak moja mama zawsze dla mnie była największą pomocą w czasie choroby, tak teraz Piotra mama jest dla mnie wsparciem w przetrwaniu tęsknoty. Także fajnie jest mieć dwie mamy (śmiech).</p>
<p><strong>Nieustające zakochanie</strong><br />
 <strong>Karina:</strong> Mam wrażenie, że los poniekąd wynagrodził mnie za chorobę takim wspaniałym mężczyzną, jak Piotr. I też, żeby było jasne, w chorobie spotkało mnie też mnóstwo pięknych chwil. Jeżeli w ogóle można powiedzieć, że nie żałuje się choroby. Planujemy ślub z Piotrem. Miał się odbyć na Boże Narodzenie ubiegłego roku, które oboje kochamy, ale zrezygnowaliśmy przez pogodę. Teraz celujemy w czerwiec lub lipiec. Jestem w takiej komfortowej sytuacji, że mam wolną rękę w organizacji ślubu (śmiech). To chyba marzenie każdej przyszłej panny młodej. Piotr się w nic nie wtrąca, byle tylko dopłynął szczęśliwie (śmiech).<br />
 Bardzo chcemy mieć z Piotrem dzieci, to będzie taka wisienka na torcie. To wieczne zakochanie jest najlepsze. Teraz na przykład szukamy razem mieszkania, cały czas jesteśmy w kontakcie, przesyłam mu np. zdjęcia kanapy, którą wybrałam. To jest fajne (śmiech). Jak wraca, to czuję taką dumę. A poza tym, jak coś zbroi, to wystarczy, że ubierze się w swój mundur galowy i miękną mi kolana (śmiech).</p>
<p><strong>Kasia:</strong> Kiedy mąż jest, to po prostu chwytamy chwile. Każda minuta jest wykorzystana, na sport, rozrywki, spotkania, spacery, itd. Paradoksalnie, może bardziej wykorzystuje się ten czas, niż gdyby się żyło „normalnym” trybem? Bo to wszystko, co my robimy, to są takie randki. Po prostu za sobą tęsknimy i chcemy coś porobić razem.</p>
<p><strong>Karina:</strong> Ja bym chciała, żeby Piotr był cały czas przy mnie, bo daje mi wszystko, czego zawsze szukałam w mężczyźnie, no ale niestety, nie jest to możliwe. Ja w ogóle jestem zdania, że związki na odległość trwają dłużej. Kilka razy przyłapałam się na tym, że jak rozmawiamy na Skypie, to idę najpierw do toaletki i się perfumuję. Cały czas, przez tęsknotę, podtrzymuje się ten stan zakochania. Polecam!</p>
<p><strong>Dorota:</strong> Najlepsza strona takiej sytuacji jest taka, że ja mam czas dla siebie, realizuję się zawodowo, mam czas na spotkania z koleżankami, na zainteresowania. A kiedy Paweł wraca, jestem cała dla niego (śmiech). Jest tylko praca i mąż. No i oczywiście te powroty. Cały czas podgrzewamy sobie atmosferę tymi rozłąkami, więc jak Paweł jest, to jest po prostu miesiąc miodowy (śmiech). Okres świąteczny w 2013 roku był pierwszymi świętami w ciągu naszej siedmioletniej znajomości, które spędziliśmy razem. To były bardzo ciepłe święta, miło je wspominam. Staraliśmy się, żeby było wszystko: pasterka, kolędy, choinka. Bo nie wiemy, czy będzie następny rok.</p>
<p><strong>www.zonamarynarza.pl<br />
 Kasia:</strong> Kiedy mąż zaczął pływać, ja zaczęłam „googlować” frazę „żona marynarza”. Nie znalazłam nic wartościowego. I założyłam bloga pod tym tytułem, to był 2009 rok. I jakoś mi ten blog wtedy nie wypalił, coś nie chwyciło. Zrobiłam tylko kilka wpisów. Może nie do końca go wtedy jeszcze czułam? Pamiętam to dobrze, bo był moment, kiedy w Polsce panowała „świńska grypa”, a mój mąż był wtedy w Meksyku. Polskie media siały panikę. Ja nie mogłam się skontaktować ze Zbyszkiem. W końcu się dodzwoniłam i okazało się, że wszystko jest w porządku. <br />
 Bloga zakładałam z myślą o żonach marynarzy, a tymczasem blog czytuje też sporo samych marynarzy. Ostatnio nawet miałam pytanie od jednego z panów o moją opinię, ponieważ spierał się ze swoją narzeczoną, o to, kto ma gorzej, on &#8211; będąc na morzu, czy ona &#8211; zostając w domu. Doszli do wniosku, że jednak on. Zastanawiam się, czy panowie nie chcą kontrolować swoich żon i partnerek  czytając bloga (śmiech). Delikatnie mnie to zirytowało, bo trudno porównać, kto ma gorzej, to są dwa różne światy. <br />
 Piszę dla żon marynarzy, a jest to bardzo wąskie środowisko. Zaczęłam się zastanawiać, czy ludzie spoza „branży” wiedzą w ogóle, kim jest marynarz? Na pewno są takie bardzo stereotypowe wyobrażenia: „Pływa na 9 miesięcy, pływa z portu do portu, nigdy go nie ma”. A to się bardzo zmieniło. Dzisiaj marynarze bardzo różnie pływają. Ale jeżeli mówimy o grupie mężczyzn w przedziale 25-45, to zwykle nie są to rejsy dłuższe niż cztery miesiące. I to jest taki naprawdę „maks”. To też wszystko zależy od tego, gdzie się pływa. Jest mnóstwo specjalistycznych statków. To nie jest tak, że ktoś sobie pomyśli: „Nie wiem, co ze sobą zrobić, zostanę marynarzem”. Żeby pływać profesjonalnie na statkach, trzeba przejść naprawdę długą drogę.<br />
 Jakiś czas po falstarcie bloga, zaczął się szał na Facebooka, a ja założyłam blogowi profil. Mój świat został wtedy wywrócony do góry nogami, bo urodziłam dziecko. Wszystko się zmieniło. Nie miałam aż takiego bezpośredniego kontaktu z innymi kobietami, w takiej sytuacji, jak ja. Ale zaczęłam być rozpoznawana, przynajmniej w trójmiejskiej blogosferze (śmiech).<br />
 Blog przenosi się czasami do „prawdziwej” rzeczywistości. Rozpoczęłam teraz cykl „Spotkania przy kawie”, w którym spotykam się z kobietami, żonami marynarzy, a potem na blogu opowiadam ich historię. Chcę pokazać też ich przeżycia, nie tylko swoje. 14 marca w Sopocie, odbyło się pierwsze spotkanie kobiet skupionych wokół bloga www.żonamarynarza.pl, w którym wzięli udział specjaliści: psychoterapeuta, radca prawny, trener personalny. Kiedy mam gorszy dzień, kiedy nie mogę odkręcić słoika, a męża nie ma, żeby to zrobić dla mnie, i mnie to tak strasznie wkurza i irytuje, to piszę posta na bloga. Nauczyłam się już, że rozmowy z ludźmi, którzy nie są z tego środowiska, nic nie dają. Wręcz są odbierane jako narzekanie. Chcę, żeby było jasne, że blog „Żona Marynarza” nie jest po to, żeby się ciągle wypłakiwać. Nie chodzi mi o generowanie negatywnych emocji, wręcz przeciwnie!</p>
<p>Na zdjęciu Kasia Wajs</p>
<p>MUA: Magdalena Wozińska</p>
<p>Stylizacja: Magdalena Wozińska &amp; Kasia Wajs</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/zycie-z-marynarzem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mateusz Skwarczek fotografia</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/eventy/mateusz-skwarczek-fotografia/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/eventy/mateusz-skwarczek-fotografia/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 Oct 2013 18:22:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eventy]]></category>
		<category><![CDATA[Dolny Pałac Sztuki]]></category>
		<category><![CDATA[Mateusz Skwarczek]]></category>
		<category><![CDATA[Mateusz Skwarczek fotograf]]></category>
		<category><![CDATA[Mateusz Skwarczek fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[portret]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa zdjęć]]></category>
		<category><![CDATA[zdjęcia]]></category>
		<category><![CDATA[zdjęcia reportażowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=13735</guid>
		<description><![CDATA[Młody, zdolny, z niesamowitym okiem do zdjęć. Mateusz Skwarczek, który fotografował m.in. jednego z okładkowych bohaterów EksMagazynu – Radka Majdana zaprasza na wystawę swoich najlepszych zdjęć. Wernisaż wystawy obędzie się 17 października, w czwartek o godz. 17.45 w Dolnym Pałacu Sztuki]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kilka słów o autorze. Mateusz Skwarczek. Rocznik 1978. Absolwent Liceum Plastycznego im. A. Kenara w Zakopanem. Dyplom z fotografii w Instytucie Sztuki Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Od 2006 roku fotoreporter Gazety Wyborczej i Agencji Gazeta. Swoje fotografie publikował w najważniejszych czasopismach w Polsce. Nagrodzony w 2011 r. w konkursie Grand Press Photo – 1. miejsce w kategorii Wydarzenia za zdjęcie pojedyncze. Nominowany do nagrody Fotoreporter Roku Małopolski 2012. Jest to jego druga wystawa indywidualna. Jego pracę można śledzić na bieżąco tutaj: <a href="http://skwarczek.wordpress.com" target="_blank">http://skwarczek.wordpress.com.</a></p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2013/10/KOSA1.jpg" alt="" /><br />
 „<em>Kłodne, czerwiec 2010 – domy rozjeżdżają się, tracą grunt pod nogami. Bo domy tez maja nogi, na których przecież stoją. Tak widział je Mateusz Skwarczek – domy jak ludzie. Z kręgosłupem, który okazał się miękki; z organami wewnątrz. Z sercami, a nawet z myślami. W czerwcu 2010 roku Kłodne przeżyło tragedię – powódź uruchomiła ziemię, ziemia nasiąkła deszczem, deszcz zamienił ja w błoto. I wszystko zjechało w dół, po zboczach.<br />
 <img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2013/10/OSUWISKA.jpg" alt="" width="640" height="427" /><br />
 Fotoreporterzy pojechali do Kłodnego. Wyjęli aparaty i naciskali migawki. Każdemu wyszło cos innego, ale mianownik był wspólny – śmierci domów, które wcale nie są rzeczą; mimo, że beton, że cegły, że meble. Mateusz widział tam ruch. A przecież te domy nie ruszały się z prędkością światła, nie sunęły jak po autostradzie. Na jego zdjęciach domy falowały. I falują wciąż. (…) Za jedno z tych zdjęć Mateusz dostał nagrodę Grand Press Photo.<br />
 <img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2013/10/MAJDAN_OK.jpg" alt="" width="647" height="970" /><br />
 (…) Portrety. (…) Mateusz robi zdjęcie, a potem portretowany pyta: czy to ja jestem?, niby ja, bo wszystko moje i takie same mam oczy, ale siebie w sobie poznać nie mogę. Jest zdziwiony nie tym, jak wygląda, ale kogo w sobie zobaczył.</em>” – tak o pracy fotograficznej Mateusza pisze dziennikarka i reportażystka Gazety Wyborczej Renata Radłowska.<br />
 <img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2013/10/MMA.jpg" alt="" width="647" height="970" /><br />
 I ma dużo racji. Mateusz robi zdjęcia, które żyją. Opowiadają historię, pokazują ludzie takimi, jacy są, jacy mogą być, jacy chcieliby się stać. Jego zdjęcia nigdy nie są jednowymiarowe. I to chyba największa zaleta dobrej fotografii – to, że każdy odbiorca może w niej dostrzec coś innego, swojego, intrygującego, coś, co sprawi, że zatrzyma się na chwilę, a zdjęcie zostanie mu długo w pamięci.</p>
<p><img src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2013/10/NowyJork.jpg" alt="" /></p>
<p><em><strong>Przekonajcie się o tym wybierając się 17 października, w czwartek o godz. 17.45 do Dolnego Pałacu Sztuki w Krakowie na wernisaż otwierający wystawę „Mateusz Skwarczek fotografia”. Wystawa czynna będzie do 10 listopada 2013 r. EksMagazyn zaprasza i na pewno się na na tej wystawie pojawi! Do zobaczenia 17 października!</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/kalendarz-imprez/eventy/mateusz-skwarczek-fotografia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historie dworcowe</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/historie-dworcowe/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/historie-dworcowe/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Apr 2012 06:06:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[w skrócie]]></category>
		<category><![CDATA[dworzec]]></category>
		<category><![CDATA[Dworzec Zachodni Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[jadłodajnia]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=7821</guid>
		<description><![CDATA[Pani Kasia zna tu, na Zachodnim, wszystkich. Taksówkarzy, złodziei, właścicieli sklepików, bezdomnych i handlujących w przejściach podziemnych tymi wszystkimi tanimi chińskimi przedmiotami, które jakimś cudem sprzedają się na tyle, żeby można było zarobić na życie…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czwartkowe przedpołudnie. W pewnym barze, czy jak kto woli, jadłodajni, na Dworcu Zachodnim, w Warszawie dzień, jak co dzień. Kilka stolików zajętych, kolejka przy kasie. Widok dość ciekawy. Stoliki przykryte ceratowymi obrusami w kolorze błękitu i fioletu w bliżej nieokreślone wzory. Na każdym stoliku wazonik ze sztucznymi kwiatkami. Nad barem kalendarz kominiarza i święty obrazek. Obok kalendarza wypisane czarnym flamastrem na zielonej kartce menu. Wybór niewielki, ale wszystko świeże i smaczne &#8211; jak na tanią jadłodajnię. Nie jakieś tam Wierzynki, ale, jak mówią klienci, można dobrze zjeść.</p>
<p>Ktoś właśnie kończy obiad, ktoś zastanawia się, co wybrać, ktoś inny liczy, ile ma pieniędzy i na co mu wystarczy… Dziś najpopularniejsza jest golonka i schabowy z kurczaka. Z ziemniakami i surówką z białej kapusty. Golonka to rarytas, jest w menu zwykle tylko dwa razy w tygodniu. Schabowy z kurczaka zjeść można codziennie. Do wyboru zwykle jest jeszcze wątróbka i udko z kurczaka – pieczone, z kością. Ziemniaki – puree, na specjalne zamówienie można dostać frytki, ale czeka się na nie dłużej, tak z 15 minut.</p>
<p>Za barem i w kuchni uwija się pani Kasia – trzydziestoletnia blondynka, ani gruba, ani chuda, włosy związane w koński ogon, niebieski fartuch, paznokcie pomalowane na czerwono, oczy na niebiesko – pod kolor fartuszka. Pani Kasia zna tu, na Zachodnim, wszystkich. Taksówkarzy, złodziei, właścicieli sklepików, bezdomnych i handlujących w przejściach podziemnych tymi wszystkimi tanimi chińskimi przedmiotami, które jakimś cudem sprzedają się na tyle, żeby można było zarobić na życie…</p>
<p><strong>Pan Henio</strong><br />
 Przy jednym ze stolików siedzi mężczyzna około sześćdziesiątki. Czarna, wytarta, skórzana kurtka ze ściągaczem nieco poniżej pasa, taka, jak z filmów z lat 80., krótko ostrzyżone włosy z lekką łysiną, czarny wąs, niebieskie dżinsy, adidasy. Je ogórkową, za chwilę pani Kasia poda mu golonkę z ziemniakami i kiszonym ogórkiem. Stali bywalcy tak właśnie nazywają sympatyczną kelnerkę – panią Kasią. A ona – o tych stałych bywalcach wie bardzo dużo. Bo, jak już tak przychodzą, to zwykle lubią sobie pogadać o życiu. I nawet nie trzeba ich specjalnie wypytywać. Przyzwyczajają się do człowieka i mówią sami.</p>
<p>„To pan Henio. Naprawdę ma na imię Władysław, ale wszyscy mówią na niego pan Henio. Nie wiadomo, dlaczego. Jeździ taksówką. Z tego, co wiem, od ponad dwudziestu lat. Zwykle przychodzi z samego rana, jako pierwszy klient, kiedy schodzi z nocnej zmiany. Pije dwie sypane kawy bez mleka, je jajecznicę na boczku, a później bierze jeszcze Coca Colę na drogę. Bardzo miły człowiek. Chociaż trochę z innej epoki. Jak przychodzi i dyżur był słaby, po przestał pół nocy na postoju i niewiele zarobił, zawsze narzeka na „system”. Mówi, że za komuny było lepiej, może i nie było całej tej wolności, ale człowiek przynajmniej miał uczciwą pracę i starczało do pierwszego. Jego żona choruje na cukrzycę. Mają syna, skończył jakieś studia, ale nie mógł znaleźć pracy i wyjechał do Anglii. Siedzi już tam ze cztery lata, nie przelewa mu się, jak i rodzicom. Więc pan Henio narzeka. Innej, lepszej pracy nie znajdzie, w jego wieku i bez szkoły trudno. To jeździ na taksówce. Często wspomina, jak kiedyś, jeszcze za komuny, a nawet na początku lat 90. ludzie mieli dużo pieniędzy. Potrafili zamawiać taksówkę do Serocka, ba, co tam Serocka, do Pułtuska, na nawet do Ostrołęki, jak dobrze popili. A to będzie ze 150 kilometrów. Dziś już takich zamówień nie ma.”</p>
<p><strong>Cały artykuł znajduje się w najnowszym, 9. numerze EksMagazynu.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/historie-dworcowe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Odejścia i (nie)powroty</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/odejscia-i-niepowroty/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/odejscia-i-niepowroty/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Nov 2011 11:55:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Chodacka</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[odejścia]]></category>
		<category><![CDATA[powroty]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[zaginięcia]]></category>
		<category><![CDATA[zaginieni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=6742</guid>
		<description><![CDATA[Czasem śni mi się Janek. Staje w drzwiach, a ja zaczynam na niego strasznie krzyczeć: gdzie był i dlaczego tak długo milczał. I zamykam mu drzwi przed nosem...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W tym roku, w kwietniu, minęło dokładnie 11 lat od kiedy Janka nie ma. To było dokładnie 4 kwietnia 1999 roku. Tuż przed świętami Wielkanocnymi. Wtedy widziano go ostatni raz.</p>
<p><strong>Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…</strong><br />
 Kiedyś myślałam, że dobrze będzie zrobić mu taką symboliczną tablicę pamiątkową, na grobie jego matki. Żeby można było do niego pójść, posiedzieć, zapalić mu świeczkę. Ale moi synowie się sprzeciwili. Powiedzieli, że chcą myśleć, że tata żyje i że może kiedyś wróci. A jak zrobimy tę tablicę, to będzie tak, jakby nie żył. W sumie, jakby na to popatrzeć z technicznej strony, to nie żyje – rok temu sądownie uzyskałam orzeczenie sądu, które uznało Janka za osobę zmarłą. To było 11 lat po tym, jak zaginął. Słyszałam, że kiedyś można się było starać o coś takiego po siedmiu latach. Nie wiem czy to dobrze czy źle, że teraz jest 10. W sumie, pięć lat to chyba byłoby za krótko, a 10 wydaje się za długo. Po pięciu latach ten ktoś zaginiony mógłby wrócić, a ta osoba, która została, mogłaby już mieć ułożone życie. Siedem wydaje się optymalne.</p>
<p>Małżeństwem byliśmy 15 lat, kiedy Janek zaginął. Nasi chłopcy mieli wtedy po 14 i 15 lat.</p>
<p>Tak się złożyło, że ja wtedy byłam w Stanach Zjednoczonych. Byliśmy młodzi, na dorobku.</p>
<p>Kilka lat wcześniej dostaliśmy to mieszkanie, kupiliśmy samochód, naczynia z Zeptera. Mieliśmy troszkę długów, nawarstwiło się rat i trzeba było to spłacać. Mój teść był w USA, trafiła się okazja, żebym tam pojechała, odpracowała długi i coś zaoszczędziła. Tak też się stało. Na miejscu, z pracą było różnie, ale w końcu się udało. Opiekowałam się Żydówką polskiego pochodzenia, ona była troszkę niewidoma i zniedołężniała, ale dobrze mi się pracowało. Byłam tam 1,5 roku, kiedy zadzwoniła moja mama z wiadomością, że Janek wyszedł do lekarza i nie wrócił i że jest to zgłoszone na policję, i że jest poszukiwany.</p>
<p>To był straszny szok. Tym bardziej, że do domu dzwoniłam kilka razy w tygodniu i wszystko wydawało się w porządku. Wiedziałam, że zostawiłam w Polsce dzieci i męża, i starałam się mieć z nimi jak najczęstszy kontakt. Moja mama przychodziła i pomagała bardzo dużo. Choć mąż też potrafił. Nie uchylał się od żadnych prac domowych.</p>
<p>Bardzo szybko załatwiłam bilet powrotny i byłam w Polsce już dwa tygodnie po zaginięciu Janka. Przez ten czas nic się nie wyjaśniło. Ktoś go niby widział w kościele, potem okazało się, że to nie on. Policja działała jakoś tak opieszale, nie informowali mnie o niczym. Doszło do tego, że szukaliśmy pomocy u jasnowidzów. Teść był u jakiejś wróżki. Ta mu powiedziała, że mafia porwała Janka. A przecież mąż nie miał nic wspólnego z żadnymi gangsterami. Był porządnym, normalnym człowiekiem. Skończył studia, pracował w hucie.</p>
<p>Rodzina męża była też u słynnego jasnowidza z Człuchowa. On kazał wziąć jakąś rzecz, która należała do Janka. Zawieźli koszulę. Wziął tę koszulę, czekali dwie godziny. Po tym czasie przez uchylone drzwi przekazał im na kartce opis, tego, co według niego się stało. On stwierdził, że mąż został zamordowany, a jego zwłoki zakopano niedaleko huty, w której pracował. Rozrysował nawet mapkę, gdzie one się mają znajdować. Z tą mapką poszliśmy na policję. Policja niby przeszukała ten teren i nic nie znalazła. Zgłosiliśmy Janka także do programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, ale nie było po nim odzewu. Na tym etapie nasze poszukiwania się praktycznie skończyły. Nie szukaliśmy już pomocy u wróżek i jasnowidzów, bo każdy mówił co innego. Poza tym, chcąc wynająć jakiegoś detektywa, trzeba się liczyć z dużymi kosztami. A ja miałam dwójkę dzieci na utrzymaniu. Potem jeszcze pięciokrotnie byłam w USA, żeby jakoś finansowo dać sobie radę.</p>
<p><em><strong>Cały reportaż znajdziecie w najnowszym, siódmym numerze EksMagazynu w Empikach oraz w <a href="http://www.sklep.eksmagazyn.pl/index.php/elektroniczne-wydanie-eksmagazynu?page=shop.browse&amp;category_id=2" target="_blank">naszym sklepie internetowym tutaj.</a></strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/odejscia-i-niepowroty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przezroczyści</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/przezroczysci/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/przezroczysci/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Sep 2011 12:08:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dyskryminacja]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[starość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=5710</guid>
		<description><![CDATA[Były hutnik spod Krakowa, staruszek z Mazur, młoda Romka z okolic Nowego Targu, grafik – gej. Cztery różne osoby, jedna wspólna przypadłość – „Przeźroczystość”. Jak mówią, mało kto postrzega ich najpierw przez pryzmat zdolności i umiejętności i osobowości, a dopiero później przez pryzmat wieku, uprzedzeń rasowych i orientacji seksualnej...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pan Waldemar ma 68 lat. W rodzinnej miejscowości koło Olsztyna na Maurach, mówią na niego po prostu „Waldek”. Kiedyś miał żonę i pracę, mieszkał w wynajętym domu. Kiedy przeszedł na rentę, myślał, że w końcu odpocznie od roboty, nacieszy się życiem…</p>
<p><strong>Niewidoczni?</strong><br />
 Ale zdarzyło się nieszczęście. Żona Waldka zmarła na raka, a on został sam. Z rentą w wysokości 500 zł miesięcznie. Bez kogoś, kto utrzymałby gospodarstwo domowe w całości. – Nigdy nie byłem dobrym organizatorem, więc jak zabrakło Janiny (żony – przyp. red.), wszystko się posypało – mówi starszy mężczyzna. Próbował się czymś zająć, znaleźć pracę, w końcu był murarzem, więc coś tam potrafił. – Ale starego nikt do roboty nie weźmie. Ma młodych, co zrobią taniej i szybciej. A, że gorzej, kogo to dziś obchodzi? – wzdycha Waldek. Pracy nie było, a renta nie starczała na czynsz i leki, które musiał zażywać na serce. Wyprowadził się na stancję do pobliskiego miasta.</p>
<p>Mieszka tam już od dwóch lat. Wynajmuje malutki pokoik na poddaszu, żywi się u księży w przytułku dla bezdomnych, albo w MOPSie. Pieniądze, które zostaną po opłaceniu czynszu, idą na leki. – Czasami człowiek myśli, że lepiej byłoby nie doczekać tej starości. Bo stary nikomu nie jest potrzebny. I żyje tylko dlatego, że musi. Ludzie przechodzą obok, a jak na ciebie patrzą, to tak, jak byś był przezroczysty – mówi z wyrzutem mężczyzna.</p>
<p>Pani Anna ma 81 lat. Pochodzi z Krakowa. Fizycznie jest sprawną osobą, porusza się bez problemu, ale ma inne zmartwienia. Niedowidzi i niedosłyszy, często łapie się na tym, że nie rozumie wielu rzeczy, nawet będąc w zwykłym sklepie, do którego dotarcie jest już nie lada wzywaniem. – Młody starego nie zrozumie, nie wytłumaczy i nie pomoże, co najwyżej może się śmiać, że ktoś nie da rady wejść po schodach, bo właśnie padał deszcz i jest za ślisko. To mi się zdarza co kilka dni – uśmiecha się starsza kobieta, która, jak podkreśla, tylko pogodą ducha broni się przed niezrozumieniem ludzi. – Życie dziś jest coraz trudniejsze dla staruszków, bo świat poszedł bardzo do przodu. Ledwie nauczyłam się korzystać z przenośnego telefonu, a co dopiero inne rzeczy. Ktoś powinien pamiętać, że starzy ludzie też żyją, a nie są eksponatami w muzeum – ironizuje. Bo, jak mówi, tylko trochę ironii jej jeszcze zostało. To dbra broń przed światem.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Cały reportaż &#8222;Przezroczyści&#8221; znajdziecie w najnowszym numerze EksMagazynu &#8211; do kupienia w Empikach w całej Polsce oraz w <a href="http://www.sklep.eksmagazyn.pl/" target="_blank">e-wydaniu &#8211; do kupienia w naszym sklepie internetowym.</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/przezroczysci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Już jest! VI numer EksMagazynu!</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/juz-jest-vi-numer-eksmagazynu/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/juz-jest-vi-numer-eksmagazynu/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Sep 2011 03:03:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[strefa przyjemności]]></category>
		<category><![CDATA[Ela Zapendowska]]></category>
		<category><![CDATA[GSA]]></category>
		<category><![CDATA[Indiana Jones]]></category>
		<category><![CDATA[Kajah]]></category>
		<category><![CDATA[męskie akty]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[Sebastian Karpiel-Bułecka]]></category>
		<category><![CDATA[VI nuemr EksMagazynu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=5701</guid>
		<description><![CDATA[Drogie Czytelniczki, oddajemy w Wasze ręce kolejny numer EksMagazynu. Nie ułatwiamy Wam powrotu z wakacji serwując jedynie lekkie, przyjemne i nic nieznaczące teksty. Z listów, które przysyłacie do Redakcji wiemy bowiem, że sięgacie po EksMagazyn właśnie dlatego, że piszemy o rzeczach ważnych, czasami trudnych do zrozumienia, może też niełatwych do zaakceptowania, ale otaczających nas każdego dnia, takich, obok których nie można przechodzić obojętnie]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zaczynamy hasłem, nad znaczeniem którego często się nie zastanawiamy – dyskryminacja. Czasami jest to jawny brak akceptacji, czasami obojętność, a czasami szablonowe myślenie i szufladkowanie tego, co widzimy, wynikające z braku chwili na zrozumienie. W reportażu „Przezroczyści” poznacie historie ludzi, którzy na własnych doświadczeniach pokazują, że bezrefleksyjne hasło może być piętnem odciskającym się na wielu aspektach życia.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2011/09/okladkamedia1.jpg" alt="" width="650" height="919" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Z niezrozumieniem, i to w najlepszym wypadku, spotykają się osoby, które dotyka GSA. Genetyczny pociąg seksualny, o którym mowa, to temat tabu. A przecież co chwilę docierają do nas informacje o kazirodczych związkach, a nawet zbrodniach popełnianych na tle seksualnym na najbliższych członkach rodziny. To temat trudny, tym bardziej zasługujący na zgłębienie. Starałyśmy się to zrobić w aporcie „Kocham cię genetycznie”.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2011/09/indianamaly.jpg" alt="" width="650" height="907" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>W jesiennym numerze znajdziecie także artykuł o „leczniczych komórkach macierzystych”, poznacie historie dzieci – leków, dowiecie się, dlaczego ludzie decydują się na tak kontrowersyjne decyzje, jak spłodzenie kolejnego potomka dla ratowania chorego dziecka…</p>
<p>Zapraszamy Was również do niekomercyjnego świata Kayah, na spacer – niekoniecznie boso – z Sebastianem Karpielem &#8211; Bułecką, wokalistą Zakopower, na przejażdżkę z mistrzem kierownicy – Michałem Kościuszko, na ostrą rozmowę z równie ostrą Elżbietą Zapendowską i na kanapę do jednego z najbardziej uwielbianych przez Amerykanów komika – Jimmy’ego Kimmela.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2011/09/portertjasinski.jpg" alt="" width="650" height="907" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Piszemy też o sadystycznych praktykach seksualnych w Renesansie, przedstawiamy historię powstania królowej szafy &#8211; „małej czarnej”, wspominamy modzie na pole dance i zastanawiamy się, czy Joanna Papieżyca jest tylko wymysłem średniowiecznych kronikarzy, czy też „papież w spódnicy” naprawdę istniała…</p>
<p>Na deser zaś serwujemy pociągającego i zmysłowego awanturnika. Indiana Jones &#8211; tym razem, zamiast tajemnic z zamierzchłych czasów, odkrywa nieco swoich… Bo wiemy, że tak naprawdę sięgacie po EksMagazyn z dwóch powodów. O pierwszym wspomniałam na początku, drugi zaczyna się na stronie 48. Satysfakcjonującej lektury i przyjemnych wrażeń.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2011/09/indiana2maly.jpg" alt="" width="650" height="466" /></p>
<p>Zdjęcia do sesji Indiana Jones wykonała <strong>Beata Synkiewicz</strong>. Więcej jej twórczości znajdziecie<a href="http://beatasynkiewicz.flog.pl/" target="_blank"> tutaj.</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/juz-jest-vi-numer-eksmagazynu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->