<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; tolerancja</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/tolerancja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Czego nie wiemy o niesłyszących?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/czego-nie-wiemy-o-nieslyszacych/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/czego-nie-wiemy-o-nieslyszacych/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Jun 2026 16:45:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Chodacka</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[głusi]]></category>
		<category><![CDATA[język migowy]]></category>
		<category><![CDATA[miganie]]></category>
		<category><![CDATA[niepełnosprawność]]></category>
		<category><![CDATA[niesłyszący]]></category>
		<category><![CDATA[SJM a PJM]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=25788</guid>
		<description><![CDATA[Zwykle nie wiemy jak zachować się wobec osoby głuchej. Wynika to ze strachu, a ten z kolei z niewiedzy. Oto garść praktycznych wskazówek, które w obecności Głuchego pozwolą poczuć nam się bardziej komfortowo.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>- Te zasady są proste i nie jest ich dużo. Staramy się je wpoić m.in. urzędnikom, którzy uczestniczą w kursach języka migowego, a potem swoje umiejętności wykorzystują na stanowiskach, na których pracują – mówi Marta Majda, tłumaczka języka migowego, koordynator ds. języka migowego na terenie województwa Małopolskiego.</p>
<p><strong>Regulatory niewerbalne</strong><br />
Jak podkreśla Marta Majda sama znajomość znaków języka migowego nie wystarczy do skutecznej komunikacji z Głuchym. Potrzebne są jeszcze: odpowiednia mimika twarzy, a także zamiganie zdania tak jak zamigałby je Głuchy. – Właśnie to uświadomienie sobie, że migowy rządzi się własną gramatyką i zdania często przypominają proste, na pozór nieskładne komunikaty, najtrudniej przychodzi osobom, które zaczynają się uczyć migać – mówi Majda i dodaje, że zdanie wielokrotnie złożone w języku polskim w języku migowym będzie się składać np. z trzech znaków.<br />
Regulatory to środki niewerbalne, zawarte w głosie mówiącego, na przykład intonacja czy akcent, których użycie jest wyrazem przestrzegania społecznych norm zachowania podczas rozmowy. Konwersacje w polskim języku migowym wymagają przede wszystkim podtrzymywania wspólnego pola uwagi wzrokowej nadawcy i odbiorcy. <br />
Zanim osoba głucha przekaże odbiorcy wizualne informacje, zwraca na siebie jego uwagę – nie głosem lecz machnięciem ręką, dotknięciem, stuknięciem w stół, miganiem światłem, i tym podobnymi sygnałami. <br />
Machanie ręką należy wykonywać wyłącznie ruchem pionowym dłoni w celu zwrócenia uwagi osoby znajdującej się w pewnej odległości lub stojącej bokiem do rozmówcy. Lekkie klepnięcie w obszarze rąk lub ramion rozmówcy jest sygnałem zwrócenia uwagi. Klepnięcie w inną część ciała może być odczytywane jako niestosowne, np. klepnięcie  kark może być odebrane jako zachowanie agresywne i obraźliwe.<br />
Lekkie uderzenie otwartą dłonią w stół jest metodą nawiązania kontaktu wzrokowego w sytuacji kiedy  rozmówca spożywa posiłek. To dzięki drganiom przenoszonym przez uderzoną powierzchnię rozmówca orientuje się i odczytuje wibracje jako sygnał zwrócenia uwagi.<br />
Miganie światłem jest z kolei skuteczną metodą przy większej grupie osób. Osoby niesłyszące jednoznacznie identyfikują to jako formę zwrócenia ich uwagi. Poproszenie kogoś o zawołanie innej osoby i tym samym zwrócenie jej uwagi jest dobrym sposobem na zawołanie kogoś, kto znajduje się w pewnej odległości. Na zasadzie „łańcuszka” można zwrócić się do osoby stojącej bliżej, jeśli udało się podchwycić jej spojrzenie, aby wezwała osobę znajdującą się w sąsiedztwie. <br />
- Kiedy komunikujemy się z osobą głuchą, nie możemy zasłaniać dłońmi ust. Patrzymy na naszego rozmówcę, nie odwracamy się, nie żujemy gumy. Kiedy wiemy, że będziemy migać warto założyć proste, ciemne ubrania, tak aby migane przez nas znaki były widoczne dla odbiorców – radzi Marta Majda.<br />
W przypadku kiedy osoby łączą bliskie relacje, bądź są rówieśnikami są dopuszczalne jeszcze dwie metody zwrócenia uwagi osoby głuchej. Rzucenie lekkim przedmiotem w oddalonego od nas rozmówcę. Rzucać należy lekko, celując w dolne partie ciała, w żadnym wypadku w twarz.<br />
Wysłanie sygnału z telefonu komórkowego to sposób na nawiązanie kontaktu z rozmówcą znajdującym się w innym pomieszczeniu, czyli poza zasięgiem wzroku. Celem jest przywołanie rozmówcy do siebie.</p>
<p><strong>Co można zrobić źle</strong><br />
O tym jak ważna jest komunikacja z osobą głuchą przekonała się pani Małgorzata, mieszkanka liczącej trzy tysiące mieszkańców podkarpackiej miejscowości, mama dwóch głuchych synów w wieku 22 i 24 lat. – Od niedawna uczestniczę w pierwszym, w swoim życiu kursie języka migowego. Dotychczas nie był mi on potrzebny, bo jakoś dogadywałam się z synami – mówi pani Małgorzata. – Kiedy jednak starszy syn ożenił się postanowiłam się podszkolić, aby lepiej móc dogadać się z synową, która także jest osobą głuchą. Poza tym często odwiedzają ich głusi znajomi, a ja nie chcę być wyłączona z konwersacji – podkreśla matka niesłyszących dzieci.<br />
Kontakt wzrokowy z osobą Głuchą w trakcie komunikacji jest kluczowym elementem jej powodzenia. Dlatego jego zerwanie nie kończy od razu konwersacji, ale może być odebrane jako forma lekceważenia. Komunikacji z osobą niesłyszącą szkodzą przede wszystkim: migania pod światło, czy osoba przechodząca pomiędzy rozmówcami.<br />
Do nietaktownych posunięć w trakcie komunikacji z osobą głuchą zaliczyć można przede wszystkim dwa zachowania, zwłaszcza jeśli są robione świadomie i z premedytacją. Zajmowanie wzorku inną czynnością np. pisaniem, czytaniem, bądź błądzenie wzrokiem wokół nie zwracając uwagi na osobę, która stara się rozpocząć dialog.<br />
Śledzenie wzrokiem dłoni rozmówcy zamiast patrzenie mu w oczy także odczytywane jest jako nietakt. Oczy oraz twarz rozmawiającego niosą ze sobą ogromne znaczenie gramatyczne dla osoby głuchej, które często decyduje o interpretacji wypowiedzi. Popełnianie tego błędu jest charakterystyczne dla osób dopiero rozpoczynających migać.<br />
- Mimika i gesty to elementy nie do przecenienia w komunikacji z Głuchym. W końcu nie można z taką samą miną zamigać, że stało się coś złego i, że zjadło się obiad – tłumaczy Marta Majda.</p>
<p><strong>Czy będą zmiany w ustawie o języku migowym?</strong><br />
W Polsce językiem migowym posługuje się ok. 100 tys. osób. Środowisko osób głuchych właśnie odniosło się do proponowanych zmiany do ustawy o języku migowym innych środkach wspierania komunikowania się. &#8211; Zmysł słuchu jako pierwszy ulega starzeniu i  problem niedosłuchu w pewnym momencie może dotyczyć każdego z nas – mówi Adam Stromidło, prezes Polskiego Związku Głuchych, tłumacząc dlaczego problem zmian w ustawie o języku migowym jest tak ważny. </p>
<p><strong>Założenia są, ale niekompletne</strong><br />
Proponowane założenia do projektu ustawy nie do końca zadowalają osoby głuche. Niejednoznaczność proponowanych zapisów oraz pominięcie pewnych zagadnień to główne zarzuty pod względem proponowanych zmian.<br />
- Te założenia zostały przekazane do szerszej konsultacji społecznej. Uwag z naszej strony jest sporo.  Jeśli zostaną uwzględnione to może z tego to bardzo dobry akt prawny. Jeśli pozostanie to w takim kształcie jakim jest obecnie, to będzie to niestety bubel prawny – konkluduje prezes krakowskiego PZG.<br />
Założenia skupiają się zagadnieniach dotyczących tłumaczeń w obszarze dostępu do administracji publicznej, dostępu do służb społecznych, dostępu do telewizji i filmoteki. Pomijają jednak obszar edukacji i dostępu osób głuchych i niedosłyszących do organów sprawiedliwości.<br />
Polski Związek Głuchych analizując proponowane założenia zwraca uwagę, że nie ma w nich jednoznacznego rozróżnienia na poziomie definicji i postanowień ogólnych na PJM i SJM*. Ponadto zwraca uwagę, że należy uściślić także samo pojęcie „języka migowego”.<br />
W propozycjach brakuje wspomnianych już zapisów dotyczących sfery tłumaczenia. Według PZG nie powinno się wprowadzać rozróżnień na PJM i SJM, na poziomie tłumaczeń języka migowego. – Zasadne jest używanie określenia „język migowy” ponieważ rozróżnianie tłumaczy na PJM i SJM jest sztuczne i wprowadza chaos. Nie ma tłumaczy czysto systemowych (SJM) i czysto PJM-owych. Nie ma też potrzeby, żeby byli – czytamy w oficjalnym stanowisku PZG. <br />
Środowisko Głuchych chciałoby zmian także w nauczaniu języka migowego. – Trzeba wprowadzić zapisy, które narzucą szkołom wprowadzenie PJM do programu nauczania. W tej chwili obowiązek ustawowy zapewnienia dzieciom głuchym i niedosłyszącym dostępu do nauki sztucznie spełnia się zatrudnianiem osób, które skończyły kursy SJM – czytamy we wspomnianym już stanowisku PZG.</p>
<p><strong>SJM a PJM </strong><br />
Aby w ogóle móc zacząć rozmowę o języku migowym należy wiedzieć, czym jest Polski Język Migowy (PJM), a czym jest System Językowo – Migowy*.<br />
PJM jest naturalnym językiem wizualno – przestrzennym społeczności Głuchych w Polsce, szczególnie u osób pochodzących z rodzin, w których Głuchota przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. W odróżnieniu od języków fonicznych wypowiedzi są konstruowane na gruncie modalności wzrokowej, a nie słuchowej. Polski Język Migowy posiada własną strukturę gramatyczną: składnię, morfologię, fonologię, a nawet fonetykę. Każdy język wizualno – przestrzenny, w tym także PJM posiada specyficzne cechy tj. klasyfikatorowość, niemanualność, symultaniczność, kierunkowość.<br />
Dla odróżnienia System Językowo – Migowy nie pełni funkcji języka naturalnego, lecz stanowi subkod języka polskiego. Używanie SJM polega na posługiwaniu się językiem mówionym przy jednoczesnym użyciu znaków migowych. Znaki migowe wzięte z PJM oraz alfabet palcowy wstawia się w wyrazy i końcówki wyrazów, co daje efekt symultanicznego, złożonego przekazu informacji językowych na bazie dwóch modalności: słuchowej i wzrokowej.  Zatem SJM jest wizualnym odbiciem gramatycznej struktury języka polskiego podczas gdy PJM posiada takową własną, która nie odpowiada gramatyce języka polskiego. <br />
W samym środowisku osób głuchych także trwają dyskusje na temat przydatności obu systemów. Niektórzy Głusi są zdania, że jedynie PJM jest właściwym sposobem komunikacji, inni są przekonani co do konieczności edukowania także w SJM<br />
- Mówienie, że tylko PJM jest dobry, a SJM trzeba wycofać jest bardzo restrykcyjnym poglądem, od którego jestem daleka – mówi Marta Majda, tłumacz języka migowego, koordynator języka migowego na województwo Małopolskie. – W końcu osoby słyszące, dopiero uczące się migowego nie będą w stanie nauczyć się od razu PJM. Warto zacząć od podstaw, jakiegoś schematu. Kiedy pozna się SJM na tyle dobrze, że uczący się posługuje się nim swobodnie, można zaczynać naukę PJM. Uważam, że istnienie tych dwóch systemów się nie wyklucza – tłumaczy Majda.</p>
<p><em>*Definicje PJM i SJM pochodzą z publikacji „Nauczmy się rozumieć nawzajem. Poradnik dla słyszących o niedosłyszących i głuchych”</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/czego-nie-wiemy-o-nieslyszacych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jąkający się nie chcą specjalnego traktowania</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/jakajacy-sie-nie-chca-specjalnego-traktowania/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/jakajacy-sie-nie-chca-specjalnego-traktowania/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Nov 2022 01:09:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Michal Karas</dc:creator>
				<category><![CDATA[w skrócie]]></category>
		<category><![CDATA[jąkający się]]></category>
		<category><![CDATA[jąkanie się]]></category>
		<category><![CDATA[odmienność]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29360</guid>
		<description><![CDATA[Aktywnego i empatycznego słuchania potrzebują osoby jąkające się – wynika z badań przeprowadzonych m.in. w Polsce. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>„Ktoś powie: nic odkrywczego, to norma w komunikowaniu się, ale ci ludzie nie chcą specjalnego traktowania; może trochę więcej cierpliwości” – mówi badaczka.</h3>
<div>
<p>„Wyniki badań przeprowadzonych w Polsce, Czechach, na Słowacji i w Libanie potwierdziły, że osoby jąkające tak naprawdę potrzebują w komunikacji tego, co pozostali, czyli żeby mieć zaangażowanego słuchacza, który skupia się na samym komunikacie. Podobnie dzieci – one chcą być traktowane jak normalni rozmówcy, którzy po prostu potrzebują więcej czasu na przekazanie czegoś” – powiedziała dr hab. Katarzyna Węsierska z Uniwersytetu Śląskiego, która zajmuje się zaburzeniami płynności mowy, czyli balbutologopedią.</p>
<blockquote><p>Badania te wcześniej przeprowadzono w USA i Kanadzie, a następnie w tych czterech krajach. Te drugie objęły 252 osoby (w tym 102 z Polski). W kwestionariuszu respondenci proszeni byli m.in. o ocenę, w jakim stopniu różne reakcje, których doświadczają w związku z jąkaniem, są przez nich odbierane jako wspierające; ocenę, w jakim stopniu uzyskali wsparcie od innych; ocenę dotychczasowego wsparcia uzyskanego od różnych osób (np. rodzina, przyjaciele, koledzy szkolni, nauczyciele, logopedzi, pracodawcy czy współpracownicy); a także o podanie pięciu przykładów zachowań wspierających, czyli tego, co osoba, która się nie jąka może zrobić w celu udzielenia wsparcia tym jąkającym się.</p>
</blockquote>
<p>„Ponadto w ostatnim czasie podjęliśmy badania wśród dzieci i rodziców. W Polsce w badaniu wzięło udział 157 rodziców i 113 dzieci. Dane są jeszcze gromadzone w USA, Norwegii i na Słowacji” – podała dr hab. Węsierska.</p>
<p>Jednym z celów tych badań było stworzenie zbioru dobrych praktyk wspierających osoby jąkające się w komunikacji. To takie wskazówki jak: bądź cierpliwy; staraj się nie oceniać, wykaż się empatią; okazuj spokój i skoncentruj się na tym, co mówię, a nie jak; wspieraj mnie jako człowieka, okazując życzliwość; spróbuj utrzymać naturalny kontakt wzrokowy.</p>
<blockquote><p>„Jąkanie, niestety, wciąż jest silnie stygmatyzowane, jest postrzegane jako coś negatywnego, co może świadczyć o niższej inteligencji, nerwowości, jakichś cechach osobowości. A jest to po prostu atypowy sposób mówienia – atypowość, nie defekt. Przecież to, jak płynnie ludzie mówią, nie do końca jest istotne, ważniejsze jest, jakimi ludźmi są i co mają do powiedzenia. Jąkanie jest jedynie pewnym ograniczeniem, nie powinno wpływać na wartościowość tej osoby. Niby są to oczywiste sprawy, a jednak nie dla wszystkich” – mówiła.</p>
</blockquote>
<p>Dodała, że ludzie jąkający się tym lepiej mówią, im więcej mają akceptacji. Dotyczy to szczególnie dzieci. „Te badania ujawniły, że dzieci jąkające się najmniej wsparcia mają od swoich rówieśników, a to przecież głównie wśród nich w wieku szkolnym poszukują uznania” – wskazała.</p>
<p>Stąd też działania dr hab. Węsierskiej na rzecz upowszechniania tej wiedzy, obejmujące zajęcia w szkołach czy akcje online. Obecnie realizowane są przez nią projekty: „LOGOLab – Dialog bez barier” oraz „InterACT: Każdy z nas jest inny i każdy taki sam”. „Jestem idealistką, wierzę w zmiany i wierzę, że kropla drąży skałę, że edukacja jest początkiem wszystkiego” – podkreśliła.</p>
<blockquote><p>Węsierska przypomniała, że przyczyny jąkania się nadal nie są znane. Ma ono podłoże genetyczne i neurofizjologiczne, ale istotne są także czynniki lingwistyczne, psychologiczne i środowiskowe. Szacuje się, że na świecie jąka się ponad 70 mln ludzi. Pierwsze objawy pojawiają się u kilkuletnich dzieci i dotykają ok. 5 proc. tej grupy. U większości z nich jąkanie przejdzie samoistnie.</p>
</blockquote>
<p>„Ludzie, którzy się jąkają, mimo swych chęci, nie zawsze są w stanie komunikować się w sposób, w jaki by chcieli. To mogą być krótkie powtórzenia, takie +ślizganie się+ po wyrazach, przedłużanie słów, a czasami są to słyszalne zablokowania, jakby dźwięk nie mógł się wydobyć z ust” – mówiła.</p>
<p>Dodała, że na Zachodzie jąkania się nie leczy, ponieważ nie traktuje się go jak choroby. „W Polsce można tak jeszcze usłyszeć” – wskazała jednak.</p>
<blockquote><p>„Na ten moment nie da się wyeliminować jąkania w świecie, ale możemy mnóstwo zrobić przez edukację, profilaktykę, żeby ludzie, którzy się jąkają mogli robić wszystko, czego chcą. Największym wyzwaniem jest jednak przedarcie się do powszechnej świadomości z tą udowodnioną wiedzą. Musimy to jąkanie +odczarować+. Bo np. w pracy terapeutycznej ze starszymi dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, nie chodzi o ich +naprawianie+, wyeliminowanie jąkania, wyleczenie go, ale o naukę zarządzania tym jąkaniem, by realizować się w pełni mimo to” – podsumowała badaczka.</p>
</blockquote>
<p><em>PAP – Nauka w Polsce, Agnieszka Kliks-Pudlik, akp/ agt/</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/jakajacy-sie-nie-chca-specjalnego-traktowania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Arka w Śledziejowicach</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/arka-w-sledziejowicach/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/arka-w-sledziejowicach/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 Jun 2018 18:40:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Chodacka</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Arka]]></category>
		<category><![CDATA[L'Arche]]></category>
		<category><![CDATA[niepełnosprawni]]></category>
		<category><![CDATA[Śledziejowice]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=25787</guid>
		<description><![CDATA[”Arki” nie widać na pierwszy rzut oka. Nie wyróżnia się niczym specjalnym w porównaniu do innych domów w podkrakowskich Śledziejowicach.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>”Arki” nie widać na pierwszy rzut oka. Nie wyróżnia się niczym specjalnym w porównaniu do innych domów w podkrakowskich Śledziejowicach. Dopiero w środku widać, że  L&#8217;Arche to wspólnota, w której na co dzień funkcjonują osoby niepełnosprawne intelektualnie.</p>
<p>Przy wjeździe do jednego z dwóch domów ”Arki” nie ma potężnego banneru informującego o tym, że jest to wspólnota L&#8217;Arche. Jest tylko niewielka drewniana tabliczka, z wygrawerowaną nazwą wykonana przez podopiecznych. Inny, większy i rzucający się w oczy znak, byłby niezgodny ze statutem organizacji. Warunki życia i pracy w domach ”Arki” rozsianych po wszystkich zakątkach świata mają być jak najbardziej zbliżone do tych ”normalnych”. Z tego względu, przez długi czas, nawet mieszkańcy Śledziejowic nie zdawali sobie sprawy z kim sąsiadują. </p>
<p><strong>Aniołki, świeczki, a nawet ogrodowe huśtawki</strong><br />
Wspólnota ”Arki” w Śledziejowicach, która została założona przez Małe Siostry Jezusa 30 lat temu prowadzi dwa domy, w których mieszka 12 osób z niepełnosprawnością intelektualną wraz z asystentami. Poza tym administruje Warsztatem Terapii Zajęciowej dla 30 osób. W ramach jego działalności funkcjonują pracownie: produkcji świeczek, stolarska, malarska, gospodarstwa domowego, krawiecka, ceramiczna i zatrudnienia wspieranego. <br />
Jedną z najprężniej działających jest pracownia świeczek, za którą od 15 lat jest odpowiedzialny instruktor Mariusz Garbol.<br />
- Celem, zarówno moim, jak i innych instruktorów zawsze było to, żeby to co robimy na warsztatach było dobre i kupowane przez ludzi właśnie dlatego, że jest dobrze wykonane dobrze wykonane, a nie dlatego, że zrobione zostało przez osoby niepełnosprawne intelektualnie &#8211; mówi Mariusz Garbol.<br />
Technika, której uczestnicy warsztatów używają do wykonywania świec zapożyczona została ze wspólnot angielskiej i francuskiej. Świece wykonane sa parafiny, mają bawełniane knoty, różne kształty i kolory. Ich pomysłodawca mi zawsze są osoby niepełnosprawne, nigdy instruktor.  &#8211; Warsztat terapii zajęciowej to dla osób niepełnosprawnych intelektualnie przede wszystkim możliwość bycia z drugim człowiekiem. Uczestnicząc w zajęciach, taka osoba wychodzi ze swojego świata, z dosyć ciasnego kręgu stereotypów. W takim miejscu może zobaczyć, że inni też mają podobne problemy &#8211; mówi Mariusz odpowiadając na pytanie o korzyści z tego rodzaju terapii. &#8211; Taka osoba może tu znaleźć przyjaźń. Nawet miłość. Tu  spotyka się z akceptacją, ma poczucie bezpieczeństwa. Widzi, że jej praca przynosi fantastyczne efekty &#8211; mówi kierownik pracownik świec i dodaje, że produkcja świeczek na święta niebawem ruszy pełną parą.<br />
Również od 15 lat, tyle, że pracownią ceramiczną kieruje Hania Szkopek, także instruktor terapii zajęciowej. &#8211; W ”Arce” w Śledziejowicach jestem od 1994 roku. Pochodzę z województwa łódzkiego, ale bardzo zależało mi, żeby pracować w jednym z domów L&#8217;Arche, dlatego przeprowadzka do Małopolski nie była dla mnie problemem &#8211; mówi Hanna, która w ”Arce” wcześniej prowadziła już pracownię malarską i krawiecką, a pracownię ceramiczną objęła na początku 2010 roku. Hania na pracę w ”Arce” zdecydowała się po lekturze książki założyciela L&#8217;Arche oraz artykule w lokalnej gazecie.<br />
- Na początku w warsztatach chodzi o to, żeby odkryć talent takiej osoby niepełnosprawnej intelektualnej, a potem go rozwijać &#8211; mówi o swojej pracy Hanna. &#8211; W pracowni ceramicznej obecnie zaczyna się już gorący okres przedświęteczny. Przygotowujemy choinki i aniołki, które potem będziemy sprzedawać. Nigdy nie mamy problemów ze zbytem tego  co powstanie na warsztatach &#8211; mówi zadowolona instruktorka.<br />
Sporymi sukcesami może pochwalić się także pracownia stolarska, która obecnie realizuje zamówienia na cztery huśtawki ogrodowe. <br />
Od roku pracownią stolarską w warsztacie terapii zajęciowej kieruje Michał Skowronek. &#8211; Pracownia zajmuje się bieżącymi potrzebami wspólnoty, jeśli coś trzeba naprawiać to naprawiamy &#8211; mówi o funkcjonowaniu pracowni instruktor Michał. &#8211; Oprócz tego wykonujemy bardzo różne rzeczy, od skrzynek, poprzez zabawki na huśtawkach kończąc. Do tej pory z naszej pracowni wyszło pięć takich huśtawek. Teraz mamy zamówienia na kolejne cztery. Na brak zainteresowania naszymi produktami nie narzekamy &#8211; podkreśla Michał. <br />
Wiesia Kaleta jest jedną z podopiecznych śledziejowickiego L&#8217;Arche. Jest na tyle samodzielna, że dojeżdża do Krakowa i pracuje przy sprzątaniu kamienic, ostatnio zaczęła także praktykę w salonie fryzjerskim. &#8211; Lubię jeździć do Krakowa pracować. Nie lubię tak siedzieć w jednym miejscu. Wolę cały czas się ruszać &#8211; mówi Wiesia. &#8211; Nie ważne czy to sprzątanie czy obcinanie włosów &#8211; dodaje. <br />
Od 2009 roku wspólnota prowadzi także Środowiskowy Dom Samopomocy, otaczając troską 15 osób i stwarzając im możliwość rehabilitacji fizycznej, aktywnego spędzania czasu oraz nabywania nowych umiejętności.</p>
<p><strong>L&#8217;Arche, nie Arka</strong><br />
Od niedawna Wspólnota ”Arka”, wróciła do swojej pierwotnej nazwy Wspólnota L&#8217;Arche. &#8211; Wolimy, aby nazwa była wymawiana źle, ale żeby to było L&#8217;Arche, a nie ”arka”. Zbyt dużo jest instytucji i skojarzeń z tym słowem w Polsce, a my chcemy kojarzyć się z jedną, konkretną nazwą &#8211; mówi Wioleta Wegrzyn, fundraiserka i odpowiedzialna za promocję L&#8217;Arche. <br />
L’Arche została założona przez Jeana Vanier we Francji w 1964 roku. Zainspirowany przez dominikanina o. Thomasa Philippa, syn gubernatora Kanady, wykładowca filozofii na Uniwersytecie w Toronto, podjął decyzję o dzieleniu życia z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Zamieszkując z dwoma upośledzonymi mężczyznami w niewielkim domu w Trosly- Breuil we Francji, powołał do życia pierwszy Dom L’Arche. Jean Vanier znalazł na całym świecie swych naśladowców &#8211; obecnie federację tworzy 137 Wspólnot w 135 krajach, rozsianych na wszystkich kontynentach. Życie razem osób z upośledzeniem umysłowym i asystentów, którzy chcą im towarzyszyć i stać się ich przyjaciółmi stanowi istotę L’Arche.<br />
Po pierwszej wspólnocie zrodzonej we Francji w tradycji katolickiej powstało wiele innych wspólnot w różnych kontekstach religijnych i kulturowych. Wszystkie wspólnoty złączone są w Międzynarodowej Federacji L&#8217;Arche, która jednoczy je i stanowi dla nich wsparcie. Dokumentami określającymi cele i zasady istnienia wspólnot są : Międzynarodowa Karta L&#8217;Arche i Konstytucja Międzynarodowej Federacji Wspólnot L&#8217;Arche.<br />
W Polsce wspólnoty posiadają osobowość prawną i funkcjonują jako FUNDACJA L’ ARCHE (wcześniej ARKA) z oddziałami w Śledziejowicach, Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie.<br />
- Życie w każdej wspólnocie, dzięki jednolitym zasadom wygląda wszędzie tak samo. Jadąc do ”Arki” na Jamajce, czy Haiti zobaczymy takie same zasady funkcjonowania. Trzymanie się  zasad i statutu, choć nie zawsze łatwe, jest dla nas bardzo istotne &#8211; podkreśla Wioleta Węgrzyn.</p>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/arka-w-sledziejowicach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwykłość pożądana</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/zwyklosc-pozadana/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/zwyklosc-pozadana/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Jan 2012 04:01:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[bariery]]></category>
		<category><![CDATA[niepełnosprawność]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>
		<category><![CDATA[zwykłość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=7280</guid>
		<description><![CDATA[Andżelika nie może być po prostu specjalistką ds. sprzedaży. A Marcin nigdy nie będzie tylko inżynierem odnawialnych źródeł energii. Przemek też chce być zwyczajny, ale żeby to pokazać, musiał sam przejechać całą Polskę na wózku inwalidzkim. Armand nie pragnie niczego więcej, jak właśnie owej „zwykłości”]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ich niepełnosprawność definiuje ich tożsamość. Zamiast w CV, pracodawca zawsze najpierw popatrzy na wózek. Zresztą, każdy najpierw patrzy na wózek&#8230; Albo na to, że ktoś jest niewidomy. Żeby na niepełnosprawnego ktoś popatrzył najpierw jak na człowieka, a nie na kalekę, potrzeba dokonywać rzeczy niezwykłych. I to cały paradoks niepełnosprawności &#8211; żeby być zwykłym, trzeba niejednokrotnie zrobić albo osiągnąć coś, co wielu pełnosprawnym nie mieści się nawet w głowie…</p>
<p><strong>Autostrad budował nie będę</strong><br />
 Przemka na wózku posadził wypadek, który on i jego dziewczyna &#8211; Basia mieli na trasie do Warszawy, pewnego czerwcowego poranka w 2003 roku. Mężczyzna latami walczył o to, żeby być przeciętnym człowiekiem, z przeciętnymi problemami, widzianym przez pryzmat tego, jaki jest, a nie tego, jaki stał się po wypadku.<br />
 Akceptacja własnej niepełnosprawności przyszła późno, bo po trzech latach leżenia bez ruchu i prośbie do śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego o eutanazję. Tak naprawdę nie była to prośba o śmierć, a desperackie błaganie o życie. Po wewnętrznej walce z samym sobą, Przemek dał w końcu życiu drugą szansę. I jedyne, o czym marzył, to&#8230; bycie na powrót zwykłym człowiekiem&#8230;<br />
 Aby pokazać swoją zwykłość, postanowił przejechać na wózku Polskę wszerz. Tak po prostu. Z okazji tego, że Polska została współorganizatorem Euro 2012.<br />
 &#8211; To nie jakiś przesadny patriotyzm. To ludzki i kibicowski odruch, żeby zrobić coś dobrego. Pokazać Europie, że jesteśmy, mamy wspaniałą historię i równie wspaniałych ludzi, pełnych wytrwałości, pasji i poświęcenia &#8211; mówił w rozmowach z mediami, które zaczęły się nim interesować, kiedy ruszył w swoją podróż. &#8211; Dróg i stadionów w tym stanie nie pomogę budować. A dusza kibica nie pozwala siedzieć bezczynnie – tłumaczył cierpliwie.<br />
 Przemkowi brakowało kogoś, kto mógłby go wesprzeć w realizacji planu. Znalazł Annę Dymną, która pomogła w załatwieniu lekarza i rehabilitacji. Na swoim wózku, którym może sterować prawie bezwładną ręką, ruszył w podróż po Polsce. Był rok 2007. Wyprawę planował kilka miesięcy. Za jego wózkiem jechał samochód z prowiantem, jego bratem, rehabilitantką i Basią. <br />
 Wtedy się nie udało, mężczyzna trafił do szpitala, bo w drodze pojawiły się kłopoty ze zdrowiem, nad którymi nie dało się zapanować, ale Przemek się nie poddał. Latem 2008 r. spróbował ponownie. Udało się. Przejechał ponad tysiąc kilometrów ze Słubic do Zosina. Stał się sławny. Pisały o nim gazety, media internetowe, mówili o nim w radiu, pokazywali go w telewizji. A on powtarzał wszystkim, że nie robi niczego niezwykłego. Po prostu żyje. Jak każdy inny człowiek. &#8211; Gdyby to pan przejechał Polskę wszerz, to czy inni dziennikarze zrobili by z pana bohatera? &#8211; zapytał jednego z dziennikarzy podczas jednej z konferencji prasowych. &#8211; Nie &#8211; odpowiedział tamten. &#8211; No widzi pan, nie jestem żadnym bohaterem. Jestem zwykły.</p>
<p><strong>Cały artykuł do przeczytania w VIII numerze EksMagazynu. Już w Empikach w całej Polsce!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/zwyklosc-pozadana/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy to ważne, z kim sypiam?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/czy-to-wazne-z-kim-sypiam/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/czy-to-wazne-z-kim-sypiam/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Jan 2011 12:43:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dyskryminacja]]></category>
		<category><![CDATA[geje]]></category>
		<category><![CDATA[mniejszości]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[stereotypy]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=796</guid>
		<description><![CDATA[Co mają ze sobą wspólnego były hutnik spod Krakowa w podeszłym wieku, młoda Romka z okolic Nowego Targu i grafik - gej? To, że mało kto postrzega ich najpierw przez pryzmat zdolności i umiejętności, a dopiero później przez pryzmat wieku, uprzedzeń rasowych i orientacji seksualnej...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trzy różne historie, nie wszystkie od razu zakończone happy endem. W każdej główny bohater jest inny, ale zmierza do tego samego &#8211; do życia, może nawet nie takiego, jakie sobie wymarzył, ale takiego, które nie będzie się różniło od życia innych.</p>
<p><strong>Gejom mówimy &#8222;nie&#8221;</strong></p>
<p>Maciek ma 33 lata. Urodził się w małej podlaskiej miejscowości. Zawsze dobrze się uczył, bo zamiast ganiać za piłką z kolegami, czytał książki, chodził do biblioteki i uczył się na kolejne klasówki. Odkąd w wieku 13 lat dostał swój pierwszy komputer, wiedział, że jego praca będzie jakoś związana z tym urządzeniem. I tak się też stało. Maciek skończył liceum, poszedł na studia i znalazł dobrą pracę blisko domu. Wszystko było pięknie. Do czasu.</p>
<p>- Mam jeden mankament, który utrudnia bardzo życie w małej miejscowości, gdzie każdy wie o każdym wszystko &#8211; uśmiecha się młody mężczyzna. &#8211; Jestem gejem. Nigdy nie miałem dziewczyny, nigdy nie chodziłem na randki, nie jestem już ojcem co najmniej dwójki dzieci, jak większość moich znajomych ze szkoły. Nie pasuję do otoczenia &#8211; przyznaje Maciek.</p>
<p>Do takiego samego wniosku doszedł były szef Maćka. Na jednym z wyjazdów integracyjnych, podczas suto zakrapianej imprezy, wśród współpracowników mężczyzny rozgorzała dyskusja na temat mniejszości seksualnych. &#8211; Choć trudno to nazwać dyskusją. Były to niewybredne uwagi na temat homoseksualistów. Poczułem się nimi bardzo dotknięty i stanąłem w obronie tego, kim jestem. Oczywiście nie przyznałem się wtedy. Ale od tamtego wieczoru moja tajemnica ciążyła mi coraz bardziej &#8211; opowiada Maciek. &#8211; Aż pewnego dnia wysłałem do wszystkich, łącznie z szefem maila, w którym poinformowałem po pierwsze o tym, że jestem gejem, a po drugie, że odchodzę z pracy. Od szefa usłyszałem tylko, że to dobra decyzja, bo dla takich ludzi jak, ja w firmie nie ma miejsca. Spakowałem się w jeden dzień, tydzień później byłem już w Warszawie, u znajomych. Pracę znalazłem w ciągu miesiąca. Od razu na rozmowie poinformowałem przyszłego pracodawcę, że jestem homoseksualistą. Nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Powiedział, że nie obchodzi go to, z kim sypiam, byle bym nie robił tego w godzinach pracy. Jestem w tej firmie do dziś &#8211; mówi grafik.</p>
<p>Rodzicom Maciek nigdy nie powiedział o swojej orientacji seksualnej, ale to taka tajemnica Poliszynela w jego rodzinie. &#8211; Oni nie pytają, ja nie muszę kłamać. Myślę, że zdają sobie sprawę z tego, że nigdy się nie ożenię i nie dostarczę im wnuków &#8211; uśmiecha się Maciek. &#8211; Dlaczego tak myślę? Kiedy mój ojciec, który całe życie przepracował w fabryce mebli i całe życie o gejach wiedział tylko tyle, że to chorzy zboczeńcy, powiedział ostatnio podczas rodzinnego obiadu, że każdy ma prawo żyć i kochać, jak chce, dotarło do mnie, że przed najbliższymi coming out nie jest konieczny &#8211; wyznaje młody mężczyzna. &#8211; Szkoda, że nie wszyscy ludzie są w stanie wytłumaczyć sobie różnorodność tak, jak mój tata &#8211; dodaje.</p>
<p><strong>I 100 tysięcy nie pomoże</strong></p>
<p>Praca, nawet nie taka, w której można się realizować, ale często jakakolwiek, jest dla wielu osób celem bardzo trudnym do osiągnięcia. Z wielu przyczyn. Na przykład z powodu sześćdziesiątki na karku.</p>
<p>- Jakbym wiedział, że te sto tysięcy to tak mało na życie, tobym nie wziął odprawy. Jak człowiek ma mniej pieniędzy, to je umie wydawać. Jakoś to wszystko idzie wtedy łatwiej, sprawniej, a i odłożyć coś można. Jak dostanie za dużo, to przepływają przez palce jak woda &#8211; mówi były hutnik spod Krakowa. Pana Wiesława poznaliśmy przed ponad rokiem, kiedy stracił pracę. Nie chciał wtedy rozmawiać. &#8211; Później napiszecie, że jestem nieudacznikiem, bo przepuściłem sto tysięcy &#8211; mówił. &#8211; A to nie tak, że wydaliśmy z żoną te pieniądze, one po prostu rozeszły się szybciej, niż się spodziewaliśmy.</p>
<p>Mężczyzna dostał blisko 100 tys. zł odprawy w krakowskiej Hucie im. Sendzimira, w której w 2009 i 2010 przeprowadzono zwolnienia grupowe. Zakład się wówczas modernizował, a zbędni pracownicy odchodzili, za sporą odprawą, która zależała głównie od czasu przepracowanego w zakładzie.</p>
<p>Pan Wiesław mieszka na obrzeżach krakowskiej Nowej Huty w 45-metrowym mieszkaniu spółdzielczym. Przepracował w hucie ponad 30 lat swojego życia. Dziś jest, jak o sobie mówi, panem pod sześćdziesiątkę. Jak odchodził z pracy, dostawał prawie 3 tys. na rękę. Żona nigdy nie pracowała. Dzieci już na swoim. Z odprawy się ucieszył. &#8211; Żona powiedziała: &#8222;Bierz, a później coś znajdziesz. Później cię zwolnią, bo mają młodszych i lepszych&#8221;, więc złożyłem wniosek &#8211; opowiada pan Wiesław.</p>
<p>Pieniądze szybko się rozeszły. Na początek trzeba było wykupić mieszkanie &#8211; bo jak długo można mieszkać w nie swoim. Później przyszła kolej na urządzenie. Po 10 tysięcy dla dzieci i jakiś lepszy samochód, bo ten opel, którym jeździli, to potrafił się zepsuć na środku skrzyżowania w mieście&#8230; I tak ze stu tysięcy po pół roku zrobiło się 10 tys. zł. Wtedy przyszedł czas na działanie.</p>
<p>– Człowiek łatwo się do dobrego przyzwyczaja, ale trzeba myśleć o przyszłości – zauważa pan Wiesław. I opowiada, że kiedy pieniądze z odprawy się rozeszły, przypomniał sobie, że trzeba poszukać pracy. Zapisał się do pośredniaka, ale tam pojawiała się jedna oferta miesięcznie i to zanim się dodzwonił do jakiegoś pracodawcy, była już nieaktualna. &#8211; Szukałem w gazetach. Dzwoniłem, umawiali mnie na wizyty &#8211; opowiada mężczyzna. &#8211; Ubrany jak na jakieś święto chodziłem na te spotkania. A tam mówili o rzeczach, których nie rozumiałem, krzywo patrzyli, żem taki stary. Raz, czy dwa to mi nawet w biurze powiedzieli, że się nie nadaję, bo lata nie te i źle się prezentuję&#8230; I to do jakiej roboty &#8211; stróża nocnego, albo zwykłego chłopa na budowie&#8230;</p>
<p>Pan Wiesław szukał długo. Ponad pół roku. &#8211; Nawet ulotki poszedłem już rozdawać, bo pieniędzy było coraz mniej, a do emerytury daleko. A ja zdrowy chłop jestem, nie jednego dwudziestolatka przegonię w robocie &#8211; wzdycha. W końcu zadzwoniła do niego jedna z firm, do której syn pomógł mu wysłać CV &#8211; szukali ochroniarza. &#8211; Zdziwiłem się, bo to ze trzy miesiące do tyłu było. Ale poszedłem na spotkanie. Dostałem tę pracę, ale, wie pani, zrozumiałem przez te pół roku, że staremu ciężko się u nas żyje. Nawet jeśli chciałby pracować, to nie ma lekko. Ale ja tam się nie zrażam, powtarzam sobie, że jak nie tu, to gdzie indziej, i jak widać, działa &#8211; uśmiecha się mężczyzna. Dziś już nie bezrobotny.</p>
<p><strong>Zaczęło się od porwania</strong></p>
<p>Większość z ponad 20 tys. Romów żyjących w Polsce nie ma pracy i korzysta z pomocy społecznej. To przyczynia się do ich społecznego wykluczenia. Według ostatniego badania przeprowadzonego dwa lata temu, ponad połowa Romów mieszkających na przykład w Małopolsce, nigdy nie pracowała, jakiekolwiek zajęcie miała jedynie co 10 osoba. Co piąty obywatel romskiego pochodzenia ma wykształcenie zawodowe, a średnim może pochwalić się tylko 4 proc.</p>
<p>Inga pochodzi spod Tarnowa. Jest bezrobotna. W dodatku jest Romką, co utrudnia jeszcze znalezienie pracy. To stwierdzenie jest niepoprawne politycznie, dlatego nikt głośno nie powie Indze, że nie da jej pracy, bo jest Cyganką, a jak wiadomo, na Cyganów liczyć nie można, ale Inga czuje, że ma to spore znaczenie. Uwielbia kwiaty i umie z nich wyczarować wszystko. Tera się cieszy, bo na warsztatach uczy się profesjonalnych zasad bukieciarstwa. &#8211; Nie myślałam, że układanie kwiatów może być pracą. Może mi to przynosić nie tylko przyjemność, ale i korzyści. Może nawet, jak skończę kurs, to ktoś mnie zatrudni, jak zwykłego, dobrego pracownika &#8211; wzdycha młoda kobieta.</p>
<p>Inga bierze udział w projekcie &#8222;Romska droga do pracy&#8221;. Pieniądze pochodzą z unijnych środków, a cel to przygotowanie kilkuset Romów z Małopolski i Podkarpacia do samodzielnego szukania pracy. Są też staże dla najbardziej aktywnych. &#8211; Poza pomocą w odnalezieniu się na rynku, ważna jest poprawa wizerunku Romów i ich integracja ze społecznościami lokalnymi &#8211; podkreśla Anna Wieczorek, jedna z koordynatorek projektu prowadzonego wspólnie przez Uniwersytet Łódzki, UEK z Krakowa oraz Centrum Aktywizacji Zawodowej Romów.</p>
<p>- Początki były trudne. Najpierw nikt nie chciał z nami rozmawiać, bo byliśmy obcy w tej zamkniętej społeczności &#8211; wspomina Marcin Stańczak z Uniwersytetu Łódzkiego. &#8211; Nikt też nie podchodził poważnie do tego, co proponowaliśmy &#8211; dodaje, i wspomina jedną z przygód, która przydarzyła się organizatorom szkoleń zawodowych w Małopolsce. &#8211; Wysłaliśmy po grupę mężczyzn autokar, który miał ich dowieźć na miejsce spotkania. Nie zjawiali się przez kilka godzin, więc zadzwoniłem, żeby spytać, co się stało. Okazało się, że mężczyźni porwali pojazd! &#8211; opowiada.<br />
 &#8211; Jak to porwali? &#8211; pytamy.<br />
 &#8211; Wsiedli i poprosili kierowcę o kurs do innego miasta, bo jeden z nich miał tam akurat coś do załatwienia. Kierowca oczywiście się zgodził, bo trudno odmówić z czterdziestu rosłym mężczyznom &#8211; uśmiecha się Stańczak.</p>
<p>Podobnych przygód było więcej, ale kiedy do współpracy udało się uczelniom zaprosić organizacje i liderów romskich, bariera braku zaufania zaczęła powoli znikać. &#8211; Musieliśmy ich przekonać, że nie chcemy ingerować w ich odrębność. Nie chcemy się też narzucać. Chcemy doradzać, odpowiadać na pytania i pomagać w tych dziedzinach, w których sami Romowie poproszą o pomoc &#8211; wyjaśnia Stańczak.</p>
<p>Rekrutację chętnych do znalezienia pracy prowadzono już w Krośnicy, Ochotnicy Górnej, Nowym Targu, Krakowie, Mielcu, Tarnowie i Krośnie. Na każde ze spotkań z pracodawcami przychodziło po kilkadziesiąt osób. &#8211; Pomoc w szukaniu pracy to doskonały pomysł. Bo wśród Romów bezrobocie, obok niskiego poziomu edukacji, to największy problem &#8211; ocenia pełnomocnik wojewody małopolskiego ds. mniejszości zawodowych Elżbieta Mirga-Wójtowicz. &#8211; Przez pracę Romowie mogą się integrować, a to zmniejsza negatywne stereotypy i nietolerancję &#8211; zaznacza.</p>
<p>Inga o stereotypach i nietolerancji wie sporo. &#8211; Nie raz widziałam zdziwione spojrzenia, kiedy pojawiałam się na rozmowie kwalifikacyjnej i starałam się o pracę, jak każdy inny człowiek. Dopiero na tych warsztatach popatrzyli na mnie, jak na pracownika, a nie Cygankę, która na pewno okradnie, albo po kilku dniach rzuci pracę &#8211; wyznaje. &#8211; Ale na szczęście się da &#8211; uśmiecha się.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/czy-to-wazne-z-kim-sypiam/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->