<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; ważny temat</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/wazny-temat/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Jak pomóc bliskiej osobie w depresji</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-pomoc-bliskiej-osobie-w-depresji/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-pomoc-bliskiej-osobie-w-depresji/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Nov 2019 10:44:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalina Samek</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[depresja]]></category>
		<category><![CDATA[depresja u bliskich]]></category>
		<category><![CDATA[psychologia]]></category>
		<category><![CDATA[ważny temat]]></category>
		<category><![CDATA[wsparcie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=28149</guid>
		<description><![CDATA[Problemy natury psychicznej dotyczą nawet 8 milionów dorosłych Polaków. Jednym z nich jest depresja – podstępna choroba, o której na szczęście mówimy coraz więcej. Mimo że temat depresji staje się coraz bardziej powszechny, to wciąż wielu z nas nie wie jak się z nią obchodzić. Z perspektywy osoby dotkniętej tym problemem najlepiej jest zgłosić się do psychologa, psychoterapeuty lub psychiatry. A co powinni zrobić bliscy takiej osoby? Tego typu pytania pojawiają się często po stronie rodziny, znajomych – to właśnie najbliższe otoczenie ma znaczący wpływ na samopoczucie chorego. Jak możemy pomóc? Co powiedzieć, a czego kategorycznie nie? O tym rozmawiamy z Małgorzatą Supińską, psychiatrką.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Depresja dotyka coraz większej części naszego społeczeństwa. Łatwo ją pomylić ze smutkiem, zniechęceniem czy spadkiem nastroju. Jednak, jeśli przez dłuższy czas obserwujemy, że komuś z naszych bliskich brakuje energii, optymizmu i chęci do działania – może się okazać, że to coś więcej niż jesienna chandra. Oczywiście nie wszystkie symptomy depresji, jako zewnętrzni obserwatorzy będziemy mogli wychwycić. Osoba dotknięta depresją zazwyczaj cierpi „w środku”, co odczuwa jako zaburzenia snu, koncentracji, rozdrażnienie i ogólny spadek formy psychofizycznej. Bywa, że pierwszymi symptomami są bóle głowy, brzucha czy występowanie lęków.</p>
<blockquote><p>Depresja jest zaburzeniem psychicznym, którego obraz może być nieco inny u różnych osób. Czasem jest to chroniczne zmęczenie, permanentny pesymizm, niskie poczucie własnej wartości, spadek libido, problemy ze snem i apetytem, zaburzenia koncentracji uwagi, ale również dolegliwości somatyczne, np. bóle głowy, dolegliwości żołądkowo-jelitowe, bóle mięśni. Oczywiście, jeżeli pojawi się zmęczenie lub częste bóle głowy nie oznacza to, że na pewno mamy depresję. W pierwszej kolejności należy wykluczyć somatyczne przyczyny takiego stanu rzeczy &#8211; Małgorzata Supińska, psychiatra z Centrum Medycznego Damiana.</p>
</blockquote>
<p>Co więc możemy zrobić? Przede wszystkim powinniśmy być czujni i jeśli coś nietypowego w zachowaniu członka naszej rodziny czy przyjaciela zwróci naszą uwagę, nie bagatelizujmy tego. A co w sytuacji, gdy już wiemy, że ktoś obok nas cierpi na depresję?</p>
<h2>Depresja u bliskiej osoby? Ty też możesz jej pomóc</h2>
<p>Poczucie bycia zrozumianym, akceptowanym jest ważnym czynnikiem stanowiącym nasze dobre samopoczucie – tym bardziej w przypadku osoby dotkniętej depresją. Jeśli chcemy pomóc, zacznijmy od rozmowy. Przede wszystkim wysłuchajmy, co bliska nam osoba ma do powiedzenia, nie przerywajmy, nie mówmy, że to chwilowe, nie zmieniajmy tematu. Niech nasz rozmówca poczuje, że naprawdę chcemy go zrozumieć, poświęcić mu swój czas. Pamiętajmy, że mówienie o tak negatywnych odczuciach jest trudne. Nie każdy od razu się otworzy. Na początku możemy spotkać się z niechęcią. Na tym etapie sformułowania typu „jak mogę ci pomóc?” i zwykłe przebywanie w otoczeniu osoby cierpiącej daje wiele. Musimy też uzbroić się w cierpliwość – taka rozmowa może okazać się nieprzyjemna i obciążająca także dla nas.</p>
<div id="attachment_28151" class="wp-caption alignnone" style="width: 710px"><img class="size-large wp-image-28151" title="wsparcie2" src="http://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2019/11/wsparcie2-1024x682.jpg" alt="" width="700" height="466" /><p class="wp-caption-text"> </p></div>
<h2>Tych komunikatów unikaj – pogorszysz sytuację</h2>
<p>Najczęściej widząc bliską nam osobę w gorszym nastroju mamy tendencję do używania zwrotów typu: „weź się w garść”, „inni mają większe problemy”, „nie wiem czym ty się tak przejmujesz?”. Niestety zastosowanie tego typu sformułowań może przynieść odwrotny skutek od zamierzonego. Takie hasła mogą wręcz nasilić objawy, dać większe poczucie braku akceptacji, a co za tym idzie postęp wycofania się z życia społecznego.</p>
<p>Jeszcze inną sytuację mamy kiedy na informację o depresji kogoś bliskiego reagujemy słowami: „będzie dobrze”, „nie martw się”. Z naszej perspektywy może się wydawać, że okazujemy tej osobie zrozumienie, ale w jej oczach wcale tak to nie wygląda. Z reguły wydaje im się, że są osamotnione ze swoim problemem i nikt z zewnątrz nie wie, co tak naprawdę czują. Dlatego zapewnianie, że wszystko na pewno się ułoży może wywołać w naszym rozmówcy poczucie kompletnego braku zrozumienia.</p>
<h2>Znalezienie źródła – pierwszy krok do wyleczenia</h2>
<p>Oczywiście najczęściej dopiero pomoc psychologa lub psychoterapeuty pozwoli osobie cierpiącej na depresję uporać się z tym problemem. Niezmiernie istotne jest ustalenie przyczyny wystąpienia zaburzeń. Depresja może być bowiem spowodowana wieloma czynnikami, do których zaliczamy:</p>
<ul>
<li>czynniki biologiczne (np. uwarunkowania genetyczne, zmiany neurohormonalne, stan zdrowia somatycznego);</li>
<li>czynniki psychologiczne (np. stresujące wydarzenia życiowe i sposoby radzenia sobie z nimi, sposób myślenia);</li>
<li>czynniki społeczne i kulturowe (np. sieć wsparcia społecznego, samotność, sytuacja materialna czy zawodowa).</li>
</ul>
<p>Warto zdawać sobie sprawę, że depresja może przerodzić się w chorobę przewlekłą, nawracającą, a nawet mieć tak poważne konsekwencje jak śmierć. Dlatego tak ważne jest szybkie działanie, gdy tylko zauważymy pierwsze niepokojące objawy. Pomoc terapeuty to jeden z elementów składowych terapii. Równie ważne jak specjalistyczna pomoc jest wsparcie rodziny i przyjaciół, którzy ułatwią walkę z chorobą.</p>
<blockquote><p>- Pamiętajmy, że wsparcie bliskich jest jednym z pierwszych i kluczowych czynników w procesie powrotu do formy. Depresja to nie wyrok, więc może być całkowicie wyleczona, dzięki  leczeniu farmakologicznemu i terapii z psychologiem czy psychoterapeutą &#8211; przypomina specjalistka.</p>
</blockquote>
<p>Źródło: 38 PR</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-pomoc-bliskiej-osobie-w-depresji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowożeńcy na dorobku</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/nowozency-na-dorobku/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/nowozency-na-dorobku/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Oct 2015 11:39:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[eksmagazyn]]></category>
		<category><![CDATA[finanse]]></category>
		<category><![CDATA[nowożeńcy]]></category>
		<category><![CDATA[ważny temat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=19696</guid>
		<description><![CDATA[Magda i Rafał – oboje zatrudnieni w korporacjach. Ewa i Tomek – ona zarabia w banku, on obecnie szuka pracy. Monika i Wojtek – tylko on ma zajęcie. Dorywczo. Na budowie. Pomaga im rodzina. Jak pracują młode małżeństwa w Polsce?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Według danych GUS, liczba małżeństw w Polsce spada z roku na rok. Dwa lata temu zawarto ok. 256 tys. nowych związków małżeńskich. To prawie 2 tys. mniej niż rok wcześniej. Urząd szacuje, że w ubiegłym roku było jeszcze gorzej – liczba nowożeńców &#8211; w porównaniu z danymi sprzed 12 miesięcy &#8211; spadła o ok. 15 proc.<br />
 <strong><br />
 Zawodowo prawie równi</strong><br />
 Według GUS, pobieramy się coraz później. Na początku lat 90. ponad połowa mężczyzn zawierających małżeństwo nie osiągała 25. roku życia, w 2008 r. – już tylko niespełna 25 proc z nich, idąc do ołtarza, nie przeżyła ćwierć wieku. W przypadku kobiet sytuacja wygląda podobnie – decyzję o ślubie podejmują coraz później.<br />
 Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika także, że bezsprzecznie największą grupę wśród młodych małżeństw (niemal 67 proc.) stanowią te związki, w których zarówno mąż, jak i żona realizują się zawodowo.<br />
 Tak jest w przypadku Magdy i Rafała. Młode małżeństwo z Gdańska – przed ołtarzem stanęli w 2012 roku. Magda ma 31 lat, Rafał – 29. Poznali się jeszcze na studiach, jednak z decyzją o ślubie czekali do czasu, jak żartują, aż stać ich będzie na porządny kredyt na mieszkanie.<br />
 Oboje pracują. Magda w branży mediowej, Rafał w outsourcingu.<br />
 – Zarobki? W tej chwili Rafał zarabia prawie dwukrotnie tyle, co ja, awansował i spłaca ratę kredytu za nas oboje – żartuje Mada. – Oboje pracowaliśmy od czasu skończenia studiów. Z małżeństwem czekaliśmy, aż nasza zawodowa sytuacja się ustabilizuje. Ja starałam się o etat, bo z tym wiąże się ubezpieczenie i składka emerytalna, i, o ile zaraz po studiach te rzeczy wydają się mało istotne, o tyle z upływem czasu, rośnie ich znaczenie. Rafał czekał na awans, ponieważ jako szeregowy pracownik dostawał niecałe 2 tys. netto. Z takimi zarobkami i mną – osobą o nieregularnych dochodach, nie mieliśmy co liczyć na kredyt – opowiada kobieta.<br />
 Magda zarabia obecnie ok. 2 tys. na rękę. Jak sama mówi, niewiele, ale etat ma dopiero od półtora roku. Rafał dostaje ok. 4 tys. na rękę, jest kierownikiem projektów w firmie obsługującej księgowo zagranicznych inwestorów. – Mamy dwa osobne konta, wydatki dzielimy w taki sposób, że osoba, która zarabia więcej, pokrywa więcej kosztów utrzymania. Wcześniej, jeszcze przed ślubem, również mieliśmy taki układ. Sprawdzał się dobrze. Nawet wtedy, kiedy za czasów mojego freelancowania, zarabiałam więcej niż mój obecny mąż – żartuje.</p>
<p><strong>Kobieta bez pracy</strong><br />
 Jednak nie wszyscy nowo upieczeni małżonkowie mają tak stabilne życie zawodowe, jak Magda i Rafał. Firma Sedlak &amp; Sedlak sprawdziła, jak często dochodzi do sytuacji, w której przynajmniej jeden z małżonków nie posiada własnych źródeł utrzymania – korzysta z pomocy finansowej partnera lub też innych bliskich.<br />
 Okazuje się, że dotyczy to niemal 1/5 nowożeńców (18 proc.). Kolejne 14 proc. nowożeńców utrzymuje się wyłącznie przy pomocy bliskich – nie mają żadnych źródeł utrzymania.<br />
 Jeśli ktoś w małżeństwie pozostaje na utrzymaniu, to najczęściej jest to kobieta (niemal 69 proc. wszystkich analizowanych przypadków).<br />
 &#8211; Rozwiązanie to wpisuje się w tradycyjny model rodziny, w którym mężczyzna zarabia pieniądze, a kobieta zajmuje się gospodarstwem – podkreślają autorzy badania.<br />
 Monika ma 24 lata. Jej mąż Wojtek jest od niej o rok starszy. Mieszkają w małej miejscowości niedaleko Kętrzyna na Mazurach. Monika skończyła liceum gastronomiczne. Po skończonej nauce zaczęła pracę w restauracji niedaleko miejsca zamieszkania.<br />
 – Problem w tym, że to była praca sezonowa. Więc pracowałam od wiosny do późnej jesieni, zimę spędzałam w domu. W międzyczasie poszłam na kurs fryzjerski, myślałam o dotacji z urzędu pracy i o otworzeniu własnego salonu – opowiada Monika.<br />
 Plany zawodowe młodej kobiety uległy zmianie, kiedy okazało się, że jest w ciąży. – Zdecydowaliśmy się przyspieszyć ślub, który i tak planowaliśmy, ale później, kiedy będzie nas stać na wynajęcie własnego mieszkania. Nie chcieliśmy zostać u rodziców – przyznaje Wojtek. Mężczyzna pracuje dorywczo w branży budowlanej, zwykle jednak są to nieregularne zlecenia. – Raz zdarza się miesięczna robota za 2-3 tys., innym razem – układam kafelki za 900 zł. Na razie jednak nie mam zbyt dużego wyboru, bo nasze wydatki są duże – mówi.<br />
 Monika pół roku temu urodziła dziecko. Młodzi małżonkowie mieszkają u cioci Moniki, która udostępniła im swój dom.<br />
 – Dzięki temu nie musimy wydawać pieniędzy na wynajem mieszkania. To ogromna pomoc – mówi Wojtek. – Moje zarobki wystarczają na zakupy i opiekę nad dzieckiem – dodaje.<br />
 Monika, choć na razie musiała zrezygnować z pracy, zapewnia, że nie chce zostać w domu. – Jak tylko będę mogła, postaram się wrócić do pracy. Rodzina będzie musiała nam pomóc w opiece nad dzieckiem. Ale żeby utrzymać się na jakimkolwiek poziomie, zwłaszcza w małej miejscowości, obie osoby w małżeństwie muszą pracować – przekonuje.</p>
<p><strong>Na utrzymaniu żony</strong><br />
 Jak wynika z badania Sedlak &amp; Sedlak, w 12 proc. przypadków młodych małżeństw, to żona pracuje, a mąż nie posiada własnych źródeł dochodu.<br />
 Ewa i Tomek pobrali się półtora roku temu. Wtedy jeszcze oboje pracowali. Ewa – 28 letnia marketingowiec &#8211; w jednym ze stołecznych banków, dwa lata od niej starszy Tomek – jako księgowy w dużej ogólnopolskiej firmie. Tuż przed ślubem, młodzi ludzie kupili mieszkanie. – Oczywiście na 30-letni kredyt. Wtedy nic nie zapowiadało katastrofy. Siedem miesięcy po ślubie, mój mąż został zwolniony z pracy. Dotknęły go zwolnienia grupowe – mówi Ewa.<br />
 Kobieta pracuje w banku od ponad pięciu lat. Zaczęła staż jeszcze na studiach i tak została. Później przyszedł awans. Dziś jest szefową działu zajmującego się doradztwem klientom. Zarabia ok. 5 tys. zł na rękę. – Sporo, jeśli ma się dwa źródła utrzymania, raczej niewiele, jeśli w małżeństwie czy związku pracuje jedna osoba. Kiedy pracowaliśmy oboje, mieliśmy do dyspozycji ok. 8 tys. zł miesięcznie. Wystarczało na ratę i większość rzeczy, na które mieliśmy ochotę. Kiedy Tomek stracił pracę, na początku byliśmy przerażeni – wspomina Ewa. – Pamiętam, jak siedzieliśmy przez całą noc z kartką i długopisem i podliczaliśmy, z czego musimy zrezygnować, żeby jakoś przetrwać czas bezrobocia mojego męża. Tomek zrezygnował z kursu hiszpańskiego, ja z regularnych zajęć w klubie fitness i ze szkoły tańca. Skończyły się nasze weekendowe wypady poza Warszawę. Zaczęliśmy poważnie zaciskać pasa, co na początku nie było zbyt łatwe, za bardzo byliśmy przyzwyczajeni do sytuacji, kiedy oboje mamy stałą pracę i stały przypływ pieniędzy – przyznaje Ewa. – Jednak potrzeba matką wynalazku i tak wynaleźliśmy nasz własny sposób na oszczędzanie – dodaje.<br />
 Okazało się, że oszczędności były mniej przejściowe, niż młodzi małżonkowie przypuszczali. Tomek od ponad pół roku szuka stałej pracy. Bezskutecznie. – Czasami trafią się jakieś zlecenia od znajomych, ale więcej niż tysiąc złotych w ciągu miesiąca jeszcze nie udało mi się zarobić. To nieco upokarzające dla kogoś, kto od czasów studiów nie miał problemów z zatrudnieniem – mówi Tomek.<br />
 Przyznaje także, że sytuacja, w której jest na utrzymaniu żony, to nie najbardziej komfortowe rozwiązanie, jakie umie sobie wyobrazić. – Ale żona pociesza mnie, że kiedy ja już będę miał dobrą posadę, a ją spotka to, co mnie kilka miesięcy temu, nie będzie miała wyrzutów sumienia, że wydaje moje pieniądze. Tyle, że będę musiał zarabiać o wiele więcej, niż ona obecnie – żartuje Tomek.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/nowozency-na-dorobku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Taka straszna trwoga*</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/taka-straszna-trwoga/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/taka-straszna-trwoga/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Aug 2015 02:47:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Chodacka</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[powiązania intymne]]></category>
		<category><![CDATA[samotność]]></category>
		<category><![CDATA[uczucia]]></category>
		<category><![CDATA[ważny temat]]></category>
		<category><![CDATA[znajomi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=18505</guid>
		<description><![CDATA[Z badań opublikowanych przez chicagowskiego psychologa Johna Cacioppo wynika, że lepiej być otyłym niż samotnym. To drugie zabije nas szybciej. Życie w pojedynkę, coraz częściej wybierane przez młodych i z przymusu obierane przez osoby starsze, ma dewastujący wpływ na psychikę]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie mylił się tragicznie zmarły Rysiek Riedel, wokalista grupy „Dżem”, który śpiewał: „Samotność, to taka straszna trwoga. Ogarnia mnie, przenika mnie”. To, co Riedlowi grało w duszy, naukowo udowodnił prof. John T. Cacioppo z Uniwersytetu w Chicago. Cacioppo wraz ze współpracownikami obserwowali przez sześć lat ponad dwa tysiące osób w wieku powyżej 50. roku życia. Okazało się, że osoby, które nie miały bliskich i czuły się osamotnione, były bardziej zagrożone przedwczesną śmiercią. Ryzyko zgonu było u nich dwa razy wyższe niż u osób otyłych, lecz aktywnych towarzysko. Psycholog John Cacioppo przeprowadził analizy, z których wynika, że wpływ samotności na stan naszego zdrowia jest podobny do życia w biedzie, która aż o 19 proc. zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci po 50. roku życia. Osób starszych, a zatem również samotnych, przybywa. W wiek starczy wchodzą teraz osoby urodzone w latach 50. i 60., kiedy nastąpił boom demograficzny. Samotność w wieku dojrzałym wpływa na jakość snu, podnosi ciśnienie krwi, zwiększa poziom kortyzolu (tzw. hormonu stresu), zwiększa ryzyko depresji, u osób samotnych pojawia się otępienie. Naukowiec podkreślił też, że nieumiejętność radzenia sobie z samotnością w żadnym wypadku nie jest oznaką słabości. W końcu ewolucja uczyniła nas „zwierzęciem stadnym”.</p>
<p>Prof. Cacioppo podzielił zdrowe związki międzyludzkie na trzy kategorie. Pierwsza z nich to powiązania intymne, które łączą nas z osobami, które kochamy, które również nas darzą uczuciem i są nam bardzo bliskie. Druga kategoria obejmuje powiązania z innymi ludźmi, znajomymi, z którymi bezpośredni kontakt daje nam uczucie przyjemności. Do trzeciej kategorii zaliczają się powiązania kolektywne, które dają nam poczucie przynależenia do jakieś zbiorowości, grupy. Jeśli wszystkie trzy kategorie funkcjonują w życiu człowieka, to przekłada się to na dobre samopoczucie. Amerykańscy naukowcy zbadali uczucie osamotnienia w kontekście mieszkania w pojedynkę. Okazało się, że mieszkanie samemu nie jest największym problemem samotnych. Kluczową rolę odgrywa subiektywne odczucie osamotnienia. Odczuwanie samotności jest też bardzo indywidualną sprawą, jedni znoszą je lepiej od innych.</p>
<p>Według prof. Cacioppo na samotność może cierpieć nawet 60 milionów Amerykanów. Kiedy Amerykanom w 1985 r. zadano pytanie, ile zaufanych osób, powierników mają w życiu, najczęstszą odpowiedzią było trzy. To samo badanie w 2004 roku wykazało, że najczęstszą odpowiedzią było zero. Idolka Amerykanów Oprah Winfrey wymyśliła nawet akcję społeczną „Just Say Hello. Fight Loneliness”, w której ona oraz inne gwiazdy srebrnego ekranu oraz telewizji zachęcają do zwykłego powiedzenia „Cześć” do kogo tylko mamy ochotę, tak aby dać sobie i innym szansę na nowe znajomości, a przez to zminimalizowanie dręczącego uczucia samotności.</p>
<p>– Byłem bardzo zmartwiony, kiedy zacząłem prowadzić to badanie, że dojdę do wniosków, że samotni są otyli, niewysportowani, nieatrakcyjni jako dzieci. Ale nie o to tu chodzi – stwierdza Cacioppo. Samotność, więzy ludzkie i izolacja są przedmiotem badań naukowca z Chicago od ponad trzydziestu lat. W swojej książce z 2009 r. zatytułowanej po prostu „Samotność” stawia tezę, że ludzie są z natury bezinteresowni, a przynajmniej powinni być dla własnego zdrowia i wyższego celu, jakim jest przekazanie genów. – Żyjemy i trwamy, i nasze geny też żyją i trwają tylko dlatego, że jesteśmy ze sobą społecznie połączeni. Odwrotnością więzi społecznej jest samotność – twierdzi Cacioppo. Według profesora, ból samotności jest takim samym bólem jak ten fizyczny i takim samym odczuciem jak głód czy pragnienie. Odczuwanie samotności zatem jest ostrzeżeniem, które wysyła nam ciało, abyśmy coś z tym zrobili, tak aby móc dalej przetrwać. Samotność jest wtedy, kiedy jednostka odczuwa społeczną izolację. Można mieć mnóstwo znajomych, współpracowników, być otoczonym przez tabuny ludzi i nadal czuć się samotnie. W związkach międzyludzkich liczy się jakość, a nie ilość. Jeżeli szukamy ukojenia w małżeństwie lub ramionach partnera, możemy się rozczarować. O ile ludzie będący w związkach małżeńskich są mniej narażeni na samotność, to nie są na nią uodpornieni. Cacioppo twierdzi jednak, że samotność nie jest wcale aż taka zła! Pod warunkiem, że zdarza się od czasu do czasu. Co więcej – ma wartość dla całych społeczeństw, ponieważ osoba, która czuje się samotna, ma impuls do działania.</p>
<p>Cacioppo wysunął tezę, że kiedykolwiek nie przeprowadzilibyśmy badania, pytając ludzi o to, czy czują się samotnie, zawsze odpowiedzi zsumowałyby się do minimum 20 proc. Przyczyn samotności specjalista w temacie upatruje w dłuższym życiu a także technologii, choć wskazuje, że chodzi głównie o to, jak jest ona wykorzystywana. – Mój syn jest duszą towarzystwa. Pisze SMS-y non stop. Ale prawie zawsze dotyczą one spotkania się gdzieś – mówi Cacioppo. – Jeśli jednak masz 4000 znajomych z Facebooka, ale nigdy nie zobaczyłeś żadnego z nich twarzą w twarz, to tylko fasada, która daje złudne poczucie, że mamy przyjaciół – dodaje. Cacioppo ma swoich krytyków. Jerome Kagan, emerytowany profesor psychologii na Harvardzie, na ogół zgadza się z Cacioppo i nie zaprzecza fizjologicznym odkryciom badacza, ale zastanawia się, czy Cacioppo nie próbuje na siłę odpowiedzieć na odwieczne pytanie, dlaczego my, jako gatunek, czujemy lukę i niepokój.</p>
<p>– Ludzie, którzy czuli się samotnie w XV wieku, zrzucali winę na niepobożne życie. W epoce industrialnej, że nie żyją jak baronowie mafii. Społeczeństwo mówi nam, że aby odnieść sukces, trzeba mieć pieniądze i przyjaciół. Jeśli tego nam brakuje, to szukamy odpowiedzi – mówi Kagan. Czy profesor od samotności sam czasem bywa samotny?</p>
<p>– Dużo podróżuję i naprawdę brakuje mi kontaktu z żoną, dziećmi i przyjaciółmi – mówi Cacioppo. Stosuje się wówczas do własnych rad – jest wolontariuszem w domu dla osób starszych lub jeździ na rowerze. Lekiem na samotność od lat było opium, które nie tylko przytępiało ból, ale także zmysły. Cacioppo jest zdania, że leki oparte na opiatach nigdy nie powinny być stosowane jako rozwiązanie długoterminowe.</p>
<p>– Wyłączenie w sobie samotności dzięki środkom farmakologicznym, to jak wyłączenie w sobie uczucia głodu. Nie wiemy, kiedy jesteśmy głodni. Nie można tego robić – twierdzi profesor.</p>
<p>*Tytuł to cytat z piosenki zespołu Dżem – „List do M”</p>
<p><em>Artykuł pochodzi z 26. wydania EksMagazynu. Pełny tekst znajdziecie w numerze drukowanym.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/taka-straszna-trwoga/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak zrównoważyć życie?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-zrownowazyc-zycie/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-zrownowazyc-zycie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 23 Aug 2014 02:11:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Chodacka</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[eksmagazyn]]></category>
		<category><![CDATA[konsument]]></category>
		<category><![CDATA[marnotrawienie żywności]]></category>
		<category><![CDATA[moda]]></category>
		<category><![CDATA[przeinformowanie]]></category>
		<category><![CDATA[ważny temat]]></category>
		<category><![CDATA[życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=16478</guid>
		<description><![CDATA[W świecie, w którym na wyciągnięcie ręki możemy mieć praktycznie wszystko, powiedzenie, że mniej znaczy więcej, jeszcze nigdy nie było tak na czasie. Kupujemy za dużo ubrań, jemy za dużo pożywienia, za dużo pracujemy. I, zwykle, nie jesteśmy przez to szczęśliwsi]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>- Kupujcie mniej ubrań. Mniej, ale lepszej jakości. Zdaję sobie sprawę z tego, że ja jestem uprzywilejowana i mnie jest łatwiej coś takiego powiedzieć. Jeżeli czegoś nie potrzebuję, to po prostu to pożyczam – mówiła na londyńskim Fashion Weeku, we wrześniu 2013 roku, Vivienne Westwood. &#8211; Zamiast sześciu rzeczy, kupcie jedną, ale taką, która naprawdę wam się podoba &#8211; podkreślała ekscentryczna projektantka mody. W myśl powiedzenia: „Kto bogatemu zabroni?” Bo czyż to nie sabotaż własnej kolekcji, pytali dziennikarze. Westwood odparła, że moda jest już dla niej przede wszystkim środkiem do wyrażania manifestów społecznych.</p>
<p>Dziennikarka Lucy Siegle, w 2011 roku obliczyła, że przeciętna kobieta rocznie kupuje ubrania o równowartości kilogramowej połowy swojej wagi, w szafie ma przeciętnie 20 części garderoby, których nigdy nie założy, a jej szafa jest cztery razy większa, niż kobiety w roku 1980. Nietrudno w to uwierzyć, kiedy zdamy sobie sprawę, że duża sieciówka produkuje rocznie około pół miliarda ubrań, a nową kolekcję wprowadza do sklepów średnio co 14 dni.<br />
 Siegle obliczyła, że przeciętna Brytyjka wyda na ubrania średnio 134 tys. funtów w ciągu swojego życia. Te i inne odkrycia opublikowała w książce „To Die For: Is Fashion Wearing Out the World?” Obliczenia dziennikarki poparte są badaniami, które przeprowadzili badacze z Uniwersytetu w Cambridge, dotyczyły one m.in. importu tekstyliów. <br />
 &#8211; Problemem jest fakt, że zasoby naszej planety są ograniczone, z czego bardzo mało osób zdaje sobie sprawę i w ogóle się tym przejmuje. Choćby pól pod uprawę bawełny będzie coraz mniej, a my to eksploatujemy teraz w niewyobrażalnych ilościach. Może warto zastanowić się nad tym, że trzeba produkować mniej, ale lepiej – mówi Maria Huma, z polskiego oddziału Clean Clothes Campaign (CCC), organizacji, która walczy o zmiany w przemyśle odzieżowym.<br />
 Lucy Siegle zwraca uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny aspekt. O ile do tej pory przeciętna kobieta czerpała dla siebie wzorce z czerwonego dywanu, o tyle równie ważne stały się dla niej stylizacje gwiazd poza oficjalnymi okazjami, czyli te na co dzień. To młyn na wodę dla firm odzieżowych. Kwintesencją tego trendu jest z pewnością rozwinięcie skrótu nazwy firmy Asos – As Seen On Screen.</p>
<p><strong>Etyka na wieszakach</strong><br />
 &#8211; Ciężko sprowadzać problem ubrań do prostego pytania: „Czy etycznie jest kupować w sieciówce”? &#8211; odpowiada Maria Huma. &#8211; Staramy się nie mówić konsumentom, co i jak mają kupować, a raczej pokazać alternatywy i to, że można inaczej. Na pewno zwracamy uwagę na fakt, że kupowanie ubrań wiąże się z takimi zagadnieniami, jak: ochrona środowiska, prawa człowieka czy prawa pracownika. Ostatnio bardzo wyraźnie dotarło do konsumentów to, jak powstają ubrania, które sprzedawane są w sieciówkach. Proces ich produkcji jest scentralizowany, one przyjeżdżają do nas z bardzo daleka i tu pojawia się kwestia ekologii. To jest pierwszy krok do tego, żeby się zastanowić, na ile sens mają szybkie zakupy, coś, co określiłabym „szybką modą” &#8211; podkreśla działaczka CCC. <br />
 Niby wiemy, że „chińszczyzna”, że ubrania zostały wyprodukowane w Azji i koszulka za 20 zł niekoniecznie przetrwa kolejne pranie, ale szerokim echem w polskich mediach odbiła się tragedia w Bangladeszu, podczas której zginęło 1138 pracowników, a ponad 2000 zostało rannych w fabryce Rana Plaza. Ubrania w niej szyła firma LPP, właściciel takich marek jak Cropp, Reserved, Mohito czy House. <br />
 &#8211; Oczywiście, wcześniej dochodziło do incydentów, ale ta tragedia była tak duża, że media nie mogły jej przemilczeć, a i do konsumentów coś dotarło. Za taką sytuację powinny wziąć odpowiedzialność najbogatsze państwa zachodnie i wywierać takie naciski na wielkie korporacje, aby sposób produkcji ubrań, a tym samym sytuacja ludzi, którzy pracują w fabrykach, się zmieniły. Miejsca pracy w fabrykach produkujących dla sieciówek nie są tworzone w sposób zrównoważony, ani sensowny. To jest wyzysk. Państwa, w których lokuje się fabryki dla sieciówek, to często takie, które są na dorobku, często skorumpowane. Już nawet nie chodzi o wskazanie winnego w przypadku tego zawalonego budynku, ale o to, żeby polepszyć warunki pracy w przyszłości – informuje przedstawicielka Clean Clothes Campaign.</p>
<p><strong>Mniej i lepiej</strong><br />
 Przekaz, który idzie od ludzi związanych z modą oraz przedstawicieli NGOs, jest jasny. Warto się zastanowić czy nie lepiej kupować mniej, lepszej jakość i wyprodukowanych, np. w Polsce lub też niedaleko nas, ubrań. Czy nie lepiej kupić jedną rzecz, ale od polskiego, młodego projektanta. <br />
 &#8211; Kwestie etyczne przy tym zagadnieniu są bardziej skomplikowane, bowiem ludzie w Azji są uzależnieni od tego, że my te ubrania kupujemy. Oni dzięki temu mają pracę. Z drugiej strony, ta praca jest słabo płatna, jest ciężka, no, ale jest – podkreśla Huma. <br />
 Na czym skupia się działalność Clean Clothes Campaign? Po pierwsze nacisk i kampanie skierowane do firm. <br />
 &#8211; Należy zaznaczyć, że nie są to kampanie bojkotujące dane marki. Jeżeli to są kampanie skierowane np. do HM czy Zary, to nie mówimy: ta firma jest zła, a inna jest lepsza. Nasz przekaz jest taki: „Trzeba naciskać na tę firmę, gdyż warto, żeby się poprawiła”. Konsumenci, organizacje pozarządowe, mają taką moc i sporo rzeczy na przestrzeni ostatnich 20 lat już się zmieniło na lepsze. Często działania, które podejmujemy, nie wychodzą poza naszą wewnętrzna aktywność, np. rozmowy, mediacje. Ale często też dochodzi do kampanii i wtedy prosimy o pomoc konsumentów. Prosimy o to, żeby wysyłali listy, podpisywali petycje. Inną formą działań są rozmowy ze związkami, pracownikami, poprzez które staramy się wypracować konkretne rozwiązania, porozumienia, międzysektorowe układy – opisuje Maria Huma. &#8211; Takim porozumieniem jest np. porozumienie dot. bezpieczeństwa fabryk w Bangladeszu. CCC od początku była bardzo aktywna w tej kwestii, zanim w ogóle miała miejsce słynna tragedia. Przed katastrofą tylko dwie firmy weszły do tego porozumienia, były to Tchibo i THC właściciel marki Tommy Hilfiger. Te firmy widziały problem niebezpiecznych fabryk w Bangladeszu, zanim tragedia się wydarzyła.</p>
<p><strong>Aktywny konsument</strong><br />
 Co możemy zrobić? &#8211; Nie należy być biernym konsumentem. Namawiamy do podpisywania petycji, do zainteresowania, skąd dana rzecz pochodzi, gdzie została wyprodukowana. Wystarczy zapytać sprzedawcę w sklepie czy wie, w jakich warunkach dana odzież powstała. Można samodzielnie napisać do firmy, danego koncernu. Wbrew temu, co można myśleć, takie działania mają moc i firmy, pod naciskiem, w końcu decydują się na zmiany. Trzeba wybierać odzież, która z dużym prawdopodobieństwem została wyprodukowana z poszanowaniem praw człowieka, praw pracownika. Warto wybierać odzież z oznaczeniami Fair Trade czy z ekologicznej uprawy bawełny. W Polsce jeszcze 4 lata temu nikt o tym nie słyszał – mówi Maria Huma. &#8211; Przede wszystkim zalecam ograniczenie kupowania ubrań. Tak naprawdę mamy masy rzeczy, których w gruncie rzeczy nie potrzebujemy. Trzeba kupować mniej rzeczy i lepszej jakości. Warto wybrać coś, co nie musiało przebyć ogromnie długiej drogi do sklepu, coś z miejscowego zakładu odzieżowego, od polskiego projektanta, itd. Warto dać rzeczy drugie życie, poprzez zakupy w second handach.  Warto wybierać firmy, które zwracają uwagę na jakość produkcji i dobro pracownika. Można je znaleźć w bazie Ekonsument.pl/dobrezakupy – dodaje.<br />
 Globalne siecówki coraz częściej też podejmują akcje, które mają na celu pokazać ich zaangażowanie w ochronę środowiska i pozytywne zmiany w przemyśle odzieżowym. Na przykład, w siecówce H&amp;M, w ubiegłym roku można było oddawać używane rzeczy, a w zamian dostać bon do wykorzystania w sklepie.</p>
<p><strong>Przejedzony świat</strong><br />
 We współczesnym świecie na równi z problemem głodu i niedożywienia, występuje problem przejedzenia, a co za tym idzie &#8211; marnotrawstwa jedzenia. Jak wynika z danych FAO na świecie marnuje się aż 1/3 wyprodukowanej żywności, co idzie w parze z problemem nadwagi i otyłości w krajach rozwiniętych. Szacuje się, że w Wielkiej Brytanii jest już ponad milion osób z BMI pomiędzy 40 a 50, czyli właśnie chorobliwie otyłych. Ponad 30 proc. dzieci na Wyspach cierpi na otyłość. Polska na tle Wielkiej Brytanii wcale nie wypada rewelacyjnie. Już 60 proc. społeczeństwa ma nadwagę lub jest otyła (wyniki badań Instytutu Żywności i Żywienia z czerwca 2012 – przyp. red.). Bardzo szybko gonimy kraje zachodnie w niechlubnych statystykach.<br />
 Problem otyłości przyjmuje skalę epidemii. Otyli rodzice wydają na świat dzieci, które borykać się będą z takim samym problemem. Jak wskazują badania WHO, jeden na trzech jedenastolatków w Europie jest otyły. Najwięcej otyłych jedenastolatków mieszka w Grecji, Portugalii, Irlandii i Hiszpanii. 60 proc. z tych dzieci będzie otyłych także w wieku dorosłym. Przyczyn takiej sytuacji należy upatrywać w nieodpowiedniej diecie, bogatej w tłuszcze i cukry oraz braku ruchu.</p>
<p><strong>Walka z nadmiarem</strong><br />
 W krajach, w których rząd zajął się szerzeniem edukacji w zakresie odżywiania oraz aktywności fizycznej, udało się zahamować wzrost epidemii otyłości u dzieci. Są to: Francja, Norwegia, Szwajcaria. <br />
 Według badania Eco Pulsce Shelton Group (firma koncentruje swoją działalność na zrównoważonym rozwoju), przeprowadzonego w 2012 roku na grupie 1013 Amerykanów, wyodrębniono czynności, z powodu których badani czuli się winni. Na szczycie listy znalazło się marnowanie jedzenia, a na miejscu trzecim marnowanie wody. <br />
 &#8211; Mamy jak najlepsze intencje. Wypełniamy nasze kosze w supermarkecie zdrowymi wędlinami, owocami i świeżymi warzywami. Mamy wielkie plany na gotowanie w domu przez cały tydzień. Potem okazuje się, że za długo zeszło nam w pracy, a dziecko trzeba odwieźć na kolejne zajęcia, więc w biegu łapiemy kawałek pizzy. Pod koniec tygodnia wyrzucamy zepsute jedzenie z naszej lodówki. To nie znaczy, że powinniśmy wrócić do kupowania niezdrowych mrożonych obiadów. Należy lepiej zaplanować zakupy i spróbować kupować tylko to, czego potrzebujemy i faktycznie zużywać to, co kupiliśmy – czytamy w podsumowaniu raportu. <br />
 Szacuje się, że Amerykanie marnują 40 proc. zakupionej żywności, a Brytyjczycy ok. 33 proc.</p>
<p><strong>Tony żywności w koszu</strong><br />
 Do głównych przyczyn marnotrawienia jedzenia należą: brak planowania, intensywny tryb życia, zapominalstwo, zbyt dużo jedzenia w lodówce, kompulsywne kupowanie, korzystanie tylko z niewielkiej ilości danego produktu potrzebnego do potrawy (np. łyżeczka przecieru pomidorowego), częstotliwość kupowania (zakupy raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie sprzyjają marnotrawstwu żywności), dokonywanie złych wyborów w sklepie. <br />
 Jednak marnotrawienie żywności odbywa się nie tylko w gospodarstwie domowym już po jej zakupie, czyli na końcu łańcucha pokarmowego, ale też w marketach i fabrykach je produkujących. O ile producenci, już od dawna byli zwolnieni z podatku VAT od przekazywanej bankom żywności, o tyle marketom dotychczas o wiele bardziej opłacało się żywność utylizować lub po prostu zostawiać nieopatrznie otwarte śmietniki dla bezdomnych, którzy mogli z nich korzystać. Od października 2013 roku zniesiono VAT na żywność przekazaną na cele dobroczynne. Szacowano, że dzięki temu można zyskać 600 tysięcy ton rocznie dodatkowej żywności do rozdysponowania. Jak wynika z informacji, które podał PAP pod koniec marca 2014 r., z Federacją Polskich Banków Żywności (FPBŻ) w ogólnopolskiej skali jedzeniem dzielą się tylko 2 duże sieci handlowe. &#8211; Niestety, większość sklepów nie jest zainteresowana współpracą. Dalej wolą wyrzucać żywność do kosza &#8211; mówiła Agnieszka Bielska z FPBŻ.<br />
 Na poziomie gospodarstwa domowego, aby uniknąć marnotrawstwa jedzenia, należy lepiej zorganizować lodówkę, nie kupować zbyt dużo na zapas, nie ulegać promocjom, kupować tylko to, co możemy zużyć, starać się wykorzystywać resztki.</p>
<p><strong>Mniej i szczęśliwiej</strong><br />
 Joshua Becker to pisarz i bloger, który pisze o tym, jak żyć szczęśliwie, posiadając mniej. Bloga becomingminimalist.com założył w 2008 roku. Wydał cztery książki, które przybliżają czytelnikowi temat prostoty życia. Publikacje książkowe Beckera, w których sprzedaje sekret nieskomplikowanego życia, bez nadmiaru rzeczy materialnych, sprzedały się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Decyzję o zmianie stylu życia podjął w 2008 roku. Jedną z zasad, które bloger i pisarz wyznaje jest: „Own less stuff, live more free” lub „You don&#8217;t need much money to live rich life”.<br />
 Joshua Becker o sobie: „Spędziłem większość mojego życia na niekończącym się poszukiwaniu dóbr materialnych. I tak naprawdę nie wierzyłem, że były one kluczem do szczęścia, ale nikt, kto spojrzałby na moją książeczkę czekową, nie pomyślałby w ten sposób. Na szczęście, odbyłem rozmowę z moim sąsiadem, która zmieniła moje życie na zawsze. Natychmiast usunąłem bałagan z naszego domu i życia. W rezultacie okazało się, że rozpoczęliśmy nowe życie, skupione na wartościach, które są dla nas ważne. To podróż, która pokazała mi, że kluczem do obfitego życia jest posiadanie mniej”.</p>
<p><strong>Off-line</strong><br />
 Britta Steffen to niemiecka pływaczka, która znalazła klucz do zwycięstwa, kierując się nietypowymi, jak na sportowca, zasadami. Robi przerwy, daje sobie czas na relaks, przed zawodami korzysta z prawa do lżejszego treningu, nie odmawia sobie deserów, w ważniejszych kontraktach ma zapisane prawo do popołudniowej drzemki. Kluczem do sukcesu okazało się dla niej mniej stresu i rywalizacji. Przestała postrzegać siebie przez pryzmat wyników sportowych, a pracując z psychologiem poradziła sobie ze strachem przed porażką. Uwolniła się od presji udowadniania sobie i innym swoich możliwości i właśnie wtedy zaczęła osiągać sukcesy (np. podwójne zwycięstwo podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie). Nie przejmuje się też za bardzo swoim wykluczeniem cyfrowym. E-maile sprawdza po kilku dniach, a komórki zwykle ze sobą nie nosi. Britta po Igrzyskach w Pekinie została okrzyknięta jedną z największych lekkoatletek na świecie.<br />
 Przykład niemieckiej pływaczki i jej celowego, samodzielnego wykluczenia się z nieustannego bycia on-line i dostępną, porusza jeden z ważniejszych problemów współczesnego świata, w którym internet, smartfony, nieustanna wymiana informacji za pośrednictwem e-maili, zmieniają sposób naszego myślenia. Jak pisze Ulrich Schnabel w publikacji „Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia”, postęp techniczny ze swoimi różnorodnymi opcjami i możliwościami wyboru, zamiast ułatwiać nam życie, często naraża nas na dodatkowy stres.<br />
 &#8211; Aż do lat 80. ubiegłego wieku wielość możliwości uważana była przez socjologów za gwarancję szczęśliwego życia. Stopniowo wiara ta uległa erozji Jak pokazała to już w międzyczasie psychologia społeczna, często pożądany okazuje się stan przeciwny: mniej oznacza więcej – pisze Ulrich Schnabel, dając przykład konsumenta, który w sklepie przy zbyt dużym wyborze produktów, wychodzi z niego z poczuciem dyskomfortu, że przeoczył to lepsze wino i bardziej chrupkie czipsy, a do koszyka zapakował te gorsze.</p>
<p><strong>Przeinformowani</strong><br />
 Niemiecki dziennikarz wskazuje też na ogromny stres spowodowany przez zalew informacji.<br />
 &#8211; Wielu ma wrażenie, że dosłownie tonie w potoku informacji, bezradnie męczy się w wirach własnych e-maili, tweetów, feedów i blogów, i nawet na pozornie pewnej wyspie czasu wolnego, nikt nie jest bezpieczny od nieustannego zalewu męczących wiadomości z blackberry i smartfonów. (…) Przeciążenie informacyjne stało się źródłem największego cierpienia społeczeństwa wiedzy. Podczas porannego otwierania swojej skrzynki e-mailowej, niektórzy czują się jak antyczny bohater Syzyf, z największym wysiłkiem opierający się każdego dnia swojemu losowi, którego ciężar nigdy nie staje się lżejszy. Jak tylko człowiekowi udaje się przetrawić jedną górę informacji, skrzynka zapełnia się ponownie i cały wysiłek trzeba rozpoczynać od nowa – pisze Schnabel. <br />
 Kluczem do rozwiązania problemu przeciążenia informacyjnego jest reglamentowanie sobie informacji i sztuka wyboru, tak, aby nie utonąć w zalewie wiadomości i newsów. I w tym przypadku mniej oznacza więcej. <br />
 Schnabel podaje kilka prostych zasad korzystania z poczty elektronicznej, które pozwolą uniknąć stresu związanego z ciągle przepełniającą się skrzynką, np. dokonanie rozdziału pomiędzy skrzynką zawodową, a prywatną, wydzielenie okresu, kiedy nie czyta się poczty, odbieranie e-maila tylko wtedy, kiedy można się od razu nim zająć, odbieranie wiadomości tylko w określonym czasie. Ulrich Schnabel przytacza też postać Dana Russella, menadżera wysokiego szczebla z IBM, który do każdej wysłanej wiadomości załączał komunikat „Przyłącz się do ruchu Slow-e-Mail! Czytaj swoje e-maile tylko dwa razy dziennie! Odzyskaj czas własnego życia i ponownie naucz się marzyć!”.</p>
<p>Anna Chodacka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-zrownowazyc-zycie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->