<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; wolontariat</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/wolontariat/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Tue, 15 Sep 2026 23:37:06 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Monika Piątczak: Z zawodu pomaga</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/monika-piatczak-z-zawodu-pomaga/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/monika-piatczak-z-zawodu-pomaga/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Jan 2016 20:20:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[ekscentryczna bohaterka]]></category>
		<category><![CDATA[Monika Piątczak]]></category>
		<category><![CDATA[polka potrafi]]></category>
		<category><![CDATA[Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej]]></category>
		<category><![CDATA[Sukces jest kobietą]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariuszka PCPM]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=20696</guid>
		<description><![CDATA[Jest to dla mnie spełnienie marzeń zarówno zawodowych jak i prywatnych. Przede wszystkim, mogę pomagać ludziom, co daje mi ogromne spełnienie. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Zdobywam nowe doświadczenia w prowadzeniu szkoleń medycznych, poznaję nowych ludzi, obyczaje i kultury w różnych zakątkach świata. Czego chcieć więcej?</p>
<p>O czym pani marzyła, będąc małą dziewczynką?<br />
Monika Piątczak, wolontariuszka PCPM:</strong> Chciałam zostać aktorką.</p>
<p><strong>Jak zaczęła się pani przygoda z Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej? </strong><br />
Zupełnie przypadkiem. Przypadkiem rozumianym przeze mnie jako otwarcie się na nową, często niespodziewaną, drogę daną nam przez los. Kilka lat temu ekspert, który miał jechać na jeden z projektów (szkolenia medyczne w Gruzji), musiał z niego zrezygnować. Zaproponował więc udział mojemu przyjacielowi. Kolega, znając moje zamiłowania, szybko namówił mnie, abym pojechała z nim. I tak to się zaczęło… Tego typu wyjazdy zawsze były moim marzeniem.</p>
<p><strong>Jakie znaczenie ma dla pani praca w tego typu organizacji?</strong><br />
Jest to dla mnie spełnienie marzeń zarówno zawodowych jak i prywatnych. Przede wszystkim, mogę pomagać ludziom, co daje mi ogromne spełnienie. Zdobywam nowe doświadczenia w prowadzeniu szkoleń medycznych, poznaję nowych ludzi, obyczaje i kultury w różnych zakątkach świata. Czego chcieć więcej? Po pierwszym wyjeździe od razu wiedziałam, że stanie się to moją pasją. To jest po prostu to!</p>
<p><strong>Jaki jest pani plan dnia? </strong><br />
Na co dzień jestem pielęgniarką w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Pracuję na oddziale transplantologii serc oraz mechanicznym wspomaganiu krążenia. Mam dodatkowo dyżury w Szpitalu Klinicznym w izbie przyjęć. Oprócz tego, prowadzę własną działalność gospodarczą zajmującą się szkoleniami medycznymi. Wszystko to zajmuje dużo czasu. Kiedy nie jestem w pracy skupiam moją uwagę na moich dwóch córkach: Julii (12 lat) oraz Oliwii (7 lat). Prowadzę dom, gotuję, sprzątam i pomagam dziewczynkom w odrabianiu lekcji. Oczywiście odbywa się to o różnych porach dnia, w zależności od moich dyżurów. Wszystko muszę planować z dużym wyprzedzeniem. Znajduję również czas na zabawę z córkami. Wspólnie oglądamy filmy, gramy w gry planszowe, jeździmy na rowerze, itd. Rola matki daje mi wiele radości. Moje dziewczynki bardzo mnie wspierają we wszystkim, co robię. Nie zapominam również o przyjaciołach, z którymi spotykam się raz w miesiącu.</p>
<p><strong>Wyjeżdżała pani wiele razy na misje do różnych krajów w ramach pracy dla PCPM. Jakie misje może pani wymienić? </strong><br />
W Sudanie szkoliliśmy byłych partyzantów oddelegowanych na czas pokoju do pracy w straży pożarnej, a w Kenii szkoliliśmy ratowników i pielęgniarki. Podobnie na Ukrainie i w Nepalu.</p>
<p><strong>Który wyjazd miał dla pani szczególne znaczenie i dlaczego?</strong><br />
Wszystkie wyjazdy są dla mnie inne. Pierwszy projekt w Gruzji był dla mnie zderzeniem się z inną kulturą, zachwytem nad różnorodnością przyrody, ludźmi, stylem życia, jak również przekonaniem samej siebie, że dam radę. Projekt w Południowym Sudanie to już dotknięcie własnych granic możliwości. Tam doświadczyłam granic wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Musiałam radzić sobie z wyczerpującym organizm klimatem, a w dodatku ciągle brakowało nam wody i prądu. Nie było łatwo, ale nie było też wyboru. Po jakimś czasie opanowałam mycie się w połowie butelki wody, gdyż druga połowa musiała wystarczyć do picia. Poprzez te doświadczenia zaczęłam doceniać małe rzeczy i drobne radości życia codziennego. Ukraina była zupełnie inna. Tam zetknęliśmy się z niebezpiecznym konfliktem i nigdy nie byliśmy pewni jutra. W Nepalu zderzyłam się z tragedią ludzi po trzęsieniu ziemi. Coś strasznego i trudnego do opisania. Każda misja wiele mnie nauczyła. Doceniam to, co mam u siebie w kraju. Zmieniły się też moje priorytety. </p>
<p><strong>Czy pamięta pani swoją reakcję podczas pierwszej misji? Co pani czuła po przybyciu na miejsce? Pierwsze wrażenia?</strong><br />
„Nie wierzę! Zrobiłam to! Jestem tu!” Szok. Mieliśmy plan, ale ciągle czuliśmy niepewność. Z drugiej strony zaś były przygoda  i adrenalina, która dodawała nam odwagi. </p>
<p><strong>Z pewnością taka praca wymaga wiele poświęceń i odwagi. Czy miała pani kiedyś chwilę zawahania lub chciała zrezygnować?</strong><br />
Poświęcenie to przede wszystkim zostawienie w domu moich dzieci. Odwaga również jest potrzebna. Zawsze jednak po powrocie czuje się wzbogacona wewnętrznie. Nigdy się nie wahałam i nie chciałam zrezygnować. Mam świadomość tego, co robię, bo wiem, że czynię wiele dobrego i pożytecznego.</p>
<p><strong>Boi się pani wyjazdów?</strong><br />
Zawsze istnieje ryzyko, mniejsze lub większe. Przed każdym wyjazdem mamy odprawę, w której omawiamy wszelkie możliwe niebezpieczne sytuacje. Mamy pełną informację o sytuacji danego miejsca, kulturze, nastawieniu, itd. Jesteśmy dobrze przeszkoleni i wiemy, jak powinniśmy się zachowywać i czego unikać. Strach jest obecny, owszem. Uważam jednak, że jest to dobry strach, bo wynika z rozsądku.</p>
<p><strong>Jak pani sobie z nim radzi?</strong><br />
Strach przeobrażamy w działanie, które nas motywuje do tego, aby bezpiecznie wykonywać swoje zadania. Zawsze mamy kontakt z osobami, które w danym miejscu, w każdej sytuacji, nam pomogą. Dużym wsparciem są również osoby, z którymi wyjeżdżamy. Nigdy nie jesteśmy tam sami. Wspieramy się nawzajem w chwilach trudnych dla nas. </p>
<p><strong>Co jest szczególnie trudne na takich misjach?</strong><br />
Dla mnie trudnością jest tęsknota za dziećmi… Zawsze staram się mieć z nimi kontakt. Rozmawiamy, piszemy smsy. Nie zawsze jest to jednak możliwie. </p>
<p><strong>Tego typu misje są raczej domeną mężczyzn, nie czuje się pani zbyt „delikatną&#8221; na takie wymagające zadania?</strong><br />
Kobieta też jest silną i wytrwałą osobą, a także specjalistą w swojej dziedzinie, która chce się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniem. Kobieta wrażliwa też potrafi wiele zdziałać i osiągnąć. Popłakać mogę w domowym zaciszu, czy przyjacielowi w rękaw, lecz później podnoszę głowę, wypinam pierś do przodu i ruszam przed siebie… Mam świadomość własnych niedoskonałości, ale też wiem, że stać mnie na wiele i wiele mogę zrobić, jeśli tylko zaufam sobie. Małymi nieśmiałymi kroczkami dotarłam tu gdzie teraz jestem. Bezcelowe jest szukanie ideałów i zmienianie siebie. Nie poddaję się i ratuję ludzi. Kiedy wytrwale i z odwagą kroczymy przez życie, to sama codzienność daje nam to, czego właśnie potrzebujemy.</p>
<p><strong>A co na to pani rodzina, znajomi? Czy ciężko było podjąć pani decyzję, żeby wyjechać?</strong><br />
Moi znajomi bardzo dobrze mnie znają. Widzą iskrę w moich oczach, kiedy opowiadam im o przyszłym wyjeździe. Bardzo mnie wspierają i mówią tylko: „Monika, będziemy tęsknić, trzymaj się dzielnie i bezpiecznie, i pokaż, kim jesteś”. To miłe. Moje córki za pierwszym razem nie do końca rozumiały, jak to będzie wyglądało. Bardzo tęskniły, ale dzięki moim rodzicom, którzy w czasie moich wyjazdów opiekują się dziewczynkami, dzieci pod moją nieobecność mają dużo miłości i ciepła rodzinnego. Z córkami dużo rozmawiamy o specyfice mojej pracy. Teraz rozumieją to bardzo dobrze. Wiedzą, że bardzo je kocham i są całym moim światem. A rodzice, jak to rodzice, bardzo się o mnie martwią. Mimo wszystko, są ze mnie bardzo dumni. Jestem im szalenie wdzięczna za pomoc w opiece na dziećmi  za to, że mogę w ten sposób realizować moje hobby, czyli swoją pracę. </p>
<p><strong>Wyjazdy, poświęcenie, ryzyko. Pomoc tym najbardziej potrzebującym jest niezwykle szlachetna. Czy ma pani poczucie, że robi coś ważnego dla świata? </strong><br />
Tak, mam w sobie poczucie ważności tego, co robię. To mobilizuje mnie do dalszego działania, rozwoju i jednocześnie jest gratyfikacją za dobrze wykonaną pracę. </p>
<p><strong>Jakie są reakcję mieszkańców danego kraju na waszą obecność?</strong><br />
Spotykamy się z przyjaznym nastawieniem. Początkowo traktowani jesteśmy jak szczególni, ważni goście, później już jak „sami swoi”, ale zawsze z szacunkiem. Ludzie są pomocni we wszelkich przedsięwzięciach. Czasem tylko należy zrozumieć ich odmienność w postrzeganiu niektórych spraw. </p>
<p><strong>Czy może pani opowiedzieć o ludziach spotkanych na misji? Którzy panią poruszyli najbardziej, wpłynęli na panią w pewien sposób? </strong><br />
Podczas ostatniego wyjazdu poznałam Sabinę – pielęgniarkę, pracującą w jednym ze szpitali w Kenii. Kobieta ta samotnie wychowuje dwójkę świetnych dzieciaków, pracuje w szpitalu, a także prowadzi sama punkt medyczny. Ma ogromne serce do tego, co robi i jest otwarta na zdobywanie nowej wiedzy. Jak sama mówiła, gdyby nie ona, to nikt nie pomógłby tym biednym ludziom na co dzień. Sabina ma mnóstwo obowiązków, ale wszystko robi z uśmiechem. Dała mi mnóstwo inspiracji. Dlatego wiem, że radosna kobieta jest kobietą spełnioną.</p>
<p><strong>Czyli czuje się pani kobietą spełnioną…</strong><br />
Jak najbardziej. Mam świetną pracę i cudowne dzieci. Kocham to, co robię. Prowadzę szkolenia medyczne na całym świecie, a to dla mnie ogromna satysfakcja zawodowa. Mam grono wspaniałych znajomych i prawdziwych przyjaciół, na których zawsze mogę polegać. </p>
<p><strong>Jakie ma pani osobiste plany na przyszłość?</strong><br />
Przede wszystkim czerpać z życia tyle, ile się da. Cieszę się każdym dniem i nie tracę wewnętrznej radości. Pragnę więcej czasu spędzać z dziewczynkami. Moje dalsze plany to ciągły rozwój w zawodzie ratownika i pielęgniarki. Chcę zwiedzić świat na tyle, na ile to możliwe.</p>
<p><strong>Czym jest dla pani szczęście?</strong><br />
Kiedy czuję, że mój uśmiech na twarzy nie jest „przyklejony”, a wypływa z mojego wnętrza. </p>
<p><strong>Gdyby złapała pani złotą rybkę i mogła spełnić swoje 3 życzenia. Jakie by one były?</strong><br />
Po pierwsze, chciałabym aby moje córki w przyszłości miały możliwości finansowe, nieograniczające ich w podjęciu nauki i zdobywaniu doświadczenia tam, gdzie chcą. Po drugie, zabrałabym wszystkich moich bliskich znajomych i rodzinę na wycieczkę statkiem wokół ziemi. Kolejnym moim życzeniem byłaby odbudowa Nepalu po trzęsieniu ziemi. Chciałabym, aby mieszkańcy tego zakątka ziemi mieli domy, aby dzieciom utworzyć sierocińce, gdzie byłyby szczęśliwe. Nie będę wspominać o zakończeniu wojen na świecie, bo to nie jest w zasięgu rybki, ale w rękach ludzi.</p>
<p><strong>Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka</strong></p>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/ekscentryczna-bohaterka/monika-piatczak-z-zawodu-pomaga/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zawód: Pomaganie</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/zawod-pomaganie/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/zawod-pomaganie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Oct 2015 01:46:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Dom Ayllu Situwa]]></category>
		<category><![CDATA[Stowarzyszenie Manko]]></category>
		<category><![CDATA[Stowarzyszenie Wiosna]]></category>
		<category><![CDATA[Szlachetna Paczka]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=19113</guid>
		<description><![CDATA[Praca w fundacji, stowarzyszeniu czy organizacji pozarządowej kojarzy się zwykle z bezpłatnym wsparciem. I choć wielu młodych ludzi pomaga na zasadzie wolontariatu, sporo osób pracuje w organizacjach pożytku publicznego i nie wyobraża sobie innego zarobkowego zajęcia
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Kasia, Stowarzyszenie Wiosna*:</strong><br />
 Jestem kobietą NGO (z ang. organizacja pozarządowa – przyp. red.). Odkąd pamiętam, działam i pracuję w organizacjach pozarządowych, co nie znaczy, że nie próbowałam w międzyczasie pracować w korporacji. Udało mi się wytrzymać 3 miesiące. To uświadomiło mi, że moje miejsce jest w organizacji pozarządowej.</p>
<p><strong>Dominika, Stowarzyszenie Manko**:</strong><br />
 Zawsze marzyłam o pracy przy kampaniach społecznych. Do Stowarzyszenia Manko i kampanii Lokal Bez Papierosa.pl trzy lata temu trafiłam jako wolontariusz, potem stałam się stażystką, a następnie samodzielnym pracownikiem – Koordynatorem Działu PR.<br />
 <strong><br />
 Grzesiek, Szlachetna Paczka***:</strong><br />
 Praca w Szlachetnej Paczce nauczyła mnie, że dobro wraca w postaci umiejętności, znajomych i nowej wiedzy o sobie samym. Wiem, że ja też mogę zmieniać świat!</p>
<p><strong>Jacek, w Peru prowadzi dom Ayllu Situwa dla dzieci ulicy****:</strong><br />
 Spędziłem w Limie kilka lat i zrozumiałem, że doraźna pomoc nie wystarczy. Miałem do czynienia z dziećmi żyjącymi na ulicy, w gangach, bez przyszłości. Takich, które nie mają żadnego schronienia. Postanowiłem więc, z pomocą dobrych ludzi, stworzyć miejsce, do którego te dzieci będą mogły pójść. Tak powstał dom Ayllu Situwa.</p>
<p><strong>Cenny jak wolontariusz<br />
 Kasia:</strong> Praca na rzecz ludzi i z ludźmi to moje życie i pasja. Uwielbiam wszystko, co z tym związane &#8211; ideały, które stoją za nimi, ludzi, którzy je tworzą, atmosferę, dzięki której tworzę rzeczy, o których wcześniej nawet nie marzyłam. Nie ma znaczenia czy jest to praca w organizacji ekologicznej, w której pomagałam małym i średnim przedsiębiorstwom rozwijać się dzięki działaniom na rzecz ochrony środowiska, czy redakcja portalu o zmianach klimatu, czy też promocja programu Akademia Przyszłości (realizowanego przez Stowarzyszenie Wiosna), który pomaga dzieciom mającym za sobą trudną historię uwierzyć w siebie. Te organizacje, ci ludzie robią niesamowite rzeczy, a ja mam szansę robić to z nimi.</p>
<p><strong>Dominika:</strong> Ta praca daje mi niesamowite możliwości rozwoju zawodowego i poczucie, że to co robię ma sens. Największą przyjemność sprawia mi poczucie, że kampanie społeczne, które realizuję, przyczyniają się do realnej zmiany rzeczywistości i świadomości społecznej. Dzięki temu zyskuję mobilizację i chęć do dalszego działania. Praca daje mi także możliwość rozwoju zawodowego – uczestnictwa w zagranicznych szkoleniach i międzynarodowych konferencjach.<br />
 <strong><br />
 Jacek: </strong>To nie jest praca. To moje życie od kilku lat. Razem gotujemy, jemy śniadania, pracujemy, cieszymy się i czasami smucimy. Na co dzień pomagają mi wolontariusze z Polski i Peru, bo pracuję, żeby móc utrzymać dom. I powiem tylko, że pracując, nawiązując kontakty z ludźmi biznesu, odkrywam, że w wielu z nich tkwi dobry potencjał i chęć pomagania innym. Wystarczy go tylko dostrzec i w kimś obudzić.<br />
 <strong><br />
 Delikatna zmiana świata</strong><br />
 <strong>Kasia:</strong> Praca w organizacjach pożytku publicznego daje ogromną satysfakcję, bo w końcu robisz coś, co naprawdę ma znaczenie, ma sens. Robisz coś, z czego jesteś dumna i nie musisz się tego wstydzić. Zmieniasz świat. Może brzmi to naiwnie czy patetycznie, ale gdy spotykasz się z uśmiechniętym, pełnym życia i energii dzieckiem, które zanim trafiło do Akademii Przyszłości było bardzo nieśmiałe, nie miało przyjaciół, było szykanowane w szkole, to naprawdę tego doświadczasz… Szansa na rozwijanie własnych pomysłów, wdrażanie nieszablonowych rozwiązań, poznawanie ciekawych ludzi, robienie rzeczy z pozoru niemożliwych &#8211; to chyba cenię najbardziej w tej pracy.<br />
 Jak myślę o niezwykłych rzeczach, które wydarzają się w mojej pracy czy wolontariacie w TEDx, to do głowy przychodzą mi spotkania z ludźmi. Począwszy od spotkań z ludźmi znanymi, jak Szymon Majewski, Jerzy Dudek czy Tomek Majewski, z którymi prawdopodobnie nigdy nie spotkałabym się, gdyby nie praca w „Wiośnie”, poprzez poznanie niemal 800 podobnych do mnie osób &#8211; organizatorów lokalnych konferencji TEDx z 80 krajów na całym świecie, których miałam szansę poznać w tym roku podczas TEDxSummit w Katarze, po spotkania ze “zwyczajnymi niezwyczajnymi” ludźmi &#8211; wolontariuszami Akademii Przyszłości, którzy bezinteresownie poświęcają swój czas i uwagę, aby raz na tydzień przez cały rok spotykać się z jednym dzieckiem, by pomóc mu uwierzyć w siebie. Spotkanie z nową osobą jest dla mnie takim niezwykłym wydarzeniem. A ponieważ w pracy poznaję dużo ludzi, to mam niezłe szczęście.</p>
<p><strong>Dominika:</strong> Jako koordynator działu PR na przestrzeni 3 lat pracy udało mi się uzyskać ponad 2000 relacji w mediach lokalnych i ogólnopolskich, udzielać komentarzy do telewizji, radia, prasy, organizować konferencje prasowe na najwyższym poziomie. To właśnie cenię w Stowarzyszeniu – że zaufało mi i pozwoliło mi się rozwinąć. Myślę, że żadna korporacja w tak krótkim czasie nie dałaby mi osiągnąć tyle, co tutaj.</p>
<p><strong>Jacek: </strong>Co jest niezwykłego w tej pracy? Małe chwile. To, że ktoś podejdzie i uściśnie ci rękę. Albo, że małe dziecko jest przez kilka minut najszczęśliwsze na świecie, bo może wykąpać się w gorącej wodzie. I zjeść ciepły posiłek. I nie musi przed nikim uciekać. Takie proste rzeczy dla nas, Polaków, a okazuje się, że wcale nie są oczywiste dla wielu ludzi.</p>
<p><strong>Ile się zarabia?</strong><br />
 <strong>Kasia:</strong> Pracując w organizacji pozarządowej można się utrzymać, choć mam świadomość tego, że robiąc to samo w korporacji czy agencji PR zarabiałabym więcej. Jednak satysfakcji z pracy nie da się przeliczyć na pieniądze.</p>
<p><strong>Dominika:</strong> Jestem pełnoprawnym pracownikiem. Ta praca jest moim źródłem utrzymania. Trzeci sektor bardzo się rozwija i profesjonalizuje, dywersyfikując źródła utrzymania. Uważam to za wielki atut, gdyż obecnie praca w organizacjach pozarządowych daje możliwość rozwoju, przy jednoczesnym poczuciu stabilności. Nie trzeba już pracować w korporacji czy urzędzie, żeby móc się utrzymać. Nareszcie można działać z poczuciem misji i otrzymywać za to godziwe wynagrodzenie.</p>
<p><strong>Na plus i na minus</strong><br />
 <strong>Kasia:</strong> Zapominasz o istnieniu standardowych ośmiu godzin w pracy. Nie istnieje coś takiego jak „etat”. Praca w NGO to ciągłe „zaginanie czasoprzestrzeni”. Bo zawsze chcesz zrobić coś lepiej, efektywniej, pomóc większej liczbie osób. Bywa, że człowiek zapomina, że ma swój dom i rodzinę…</p>
<p><strong>Dominika:</strong> Angażowanie się w tak wiele działań prowadzi czasem do zatracania granicy między życiem prywatnym, a zawodowym. Taka praca pochłania bardziej niż inne.<br />
 <strong><br />
 Grzesiek: </strong>Ja pracuję jako wolontariusz, za pomoc w Szlachetnej Paczce nie dostaję wynagrodzenia. Wydaje mi się, że w Polsce bardzo często wolontariat jest kojarzony z czymś, co jest za darmo, więc jest niewiele warte. A to nieprawda. Wolontariatem zajmują się zazwyczaj osoby aktywne, którym nie wystarczają same studia, chcą się rozwijać i robić coś dodatkowego. Ja na przykład zarządzałem jako lider Szlachetnej Paczki grupą 80 osób. Nauczyłem się wielu rzeczy związanych z motywowaniem ludzi, delegowaniem zadań, koordynowaniem i monitorowaniem pracy. Było to dla mnie duże wyzwanie i jednocześnie jedno z najcenniejszych doświadczeń życia.</p>
<p><strong>Dla kogo taka praca?</strong><br />
 <strong>Kasia:</strong> Chyba najważniejsza cechą pozarządowca jest otwartość &#8211; otwartość na ludzi, na różnorodność, na to, co nowe, na zmianę, także w sobie. Bo w końcu pracujesz z ludźmi, ale przede wszystkim dla ludzi. Łatwość nawiązywania kontaktów bardzo się przydaje. To również upór i determinacja, bo często robisz rzeczy, o których inni powiedzieliby, że są niemożliwe do zrealizowania, a tam gdzie nie da się wejść drzwiami wchodzisz oknem. Dla dobra sprawy oczywiście.<br />
 <strong><br />
 Jacek: </strong>Tu nie ma miejsca na pracę od – do. Na przedmiotowe podchodzenie do kogokolwiek. Trzeba być szczerym i prawdziwym, na każdym kroku. Bo dzieciaki, z którymi się pracuje, mają instynkt. Potrafią wyczuć, jeśli ktoś jest nieprawdziwy, udaje. Dlatego trzeba taką pracę czuć, a nie wykonywać. No i trzeba się liczyć z tym, że nie zawsze będzie „sukces”. W przypadku dzieci, z którymi pracuję, nie można podchodzić do tego w sposób: „Ja ci pomagam, daję szansę, daję pieniądze na edukację, wyciągam cię z getta, więc musisz się starać i być mi wdzięczny”. To tak nie działa. Jeśli pomagasz i dajesz szansę, dajesz ją danemu dziecku, nie sobie. I możesz jedynie mieć nadzieję, że to dziecko będzie na tyle silne, że z niej skorzysta. Ale musisz też mieć świadomość, że może mu się nie udać i że w pewnej chwili wróci na ulicę. I nic nie będziesz w stanie z tym zrobić.</p>
<p>*Stowarzyszenie Wiosna<br />
 Organizacja pożytku publicznego, która organizuje między innymi akcję Szlachetna Paczka polegającą na obdarowywaniu ubogich rodzin prezentami na święta czy prowadzi Akademię Przyszłości – zajęcia wolontariuszy ze zdolnymi dziećmi z ubogich rodzin. Pomysłodawcą i założycielem Wiosny jest ks. Jacek Stryczek &#8211; duszpasterz akademicki i duszpasterz ludzi biznesu, znany z nowatorskich (w tym multimedialnych) kazań i poruszających happeningów.</p>
<p>**Stowarzyszenie Manko<br />
 Misją Stowarzyszenia Manko jest promowanie pozytywnych postaw i wartości, szczególnie wśród młodych ludzi. Działania podejmowane w tym celu to prowadzenie wydawnictwa oraz organizowanie projektów i kampanii społecznych. Najbardziej spektakularne i ogólnopolskie kampanie społeczne to RyzyKochania, Lokal Bez papierosa i Polska BEZ dymu. Zaangażowanie i skuteczność Stowarzyszenia Manko zaowocowały dostrzeżeniem przez międzynarodowe organizacje zdrowotne: WHO, Fundację Bloomberga, Tobacco Free Kids, World Lung Foundation, z którymi MANKO współpracuje od 2009 roku. Między innymi dzięki tej współpracy MANKO wraz z koalicją „Tytoń albo zdrowie” doprowadziło do zmiany prawa i wejścia w życie nowej ustawy (15 listopada 2010 r.), zakazującej palenia papierosów w miejscach publicznych.</p>
<p>***Szlachetna Paczka<br />
 To projekt, który co roku łączy tysiące osób: wolontariuszy, rodziny w potrzebie, darczyńców i dobroczyńców. Potrzebujące rodziny opowiadają o swojej trudnej sytuacji wolontariuszom, spotkanym po raz pierwszy w życiu, darczyńcy przygotowują konkretną pomoc materialną dla rodzin, którą potrzebującym przekazują wolontariusze.</p>
<p>****Dom Ayllu Situwa<br />
 Dom Ayllu Situwa powstał z zaangażowania i serca wolontariuszy i streetworkerów pracujących na ulicach Limy. Jednym z nich był Jacek Klisowski. Przyjechał z Polski do Peru jako kleryk kombonianin. Misjonarzem nie został, ale pokochał dzieci ulicy, wśród których pracował i między innymi dla nich postanowił zostać w Peru. Prowadzi dom dla kilkunastu dzieci ze stolicy Peru od ponad 5 lat.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/zawod-pomaganie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dom dla dzieci ulicy</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/dom-dla-dzieci-ulicy/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/dom-dla-dzieci-ulicy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Jan 2013 02:39:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aneta Zadroga</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dom dla dzieci ulicy]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci ulicy]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci ulicy w Limie]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci ulicy w Peru]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Klisowski]]></category>
		<category><![CDATA[piranias]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=10398</guid>
		<description><![CDATA[Nazywane są „piranias” – dzieci ulicy. Grają, śpiewają, sprzedają cukierki i wszystko, co można sprzedać, prostytuują się, starając się w ten sposób zarobić na życie i utrzymanie rodziny. Niektórzy dołączają do gangów. Nieliczni trafiają pod skrzydła Jacka Klisowkiego, który od kilku lat prowadzi w Limie – stolicy Peru - dom dla dzieci, którymi nie ma się kto zająć]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Rano śniadanie – wcześniej wspólnie przygotowane, wyprawka do szkoły, po powrocie nauka czytania, odrabianie lekcji. Czasami wagary. Później, po powrocie ze szkoły &#8211; wspólne gotowanie obiadu i wspólne jedzenie. Sprzątanie, spanie, śniadanie, etc. Zwykłe dla nas czynności dla dzieci wychowanych na ulicy w Peru to codziennie przygoda, z którą nie miały wcześniej do czynienia. Podobnie, jak poczucie tego, że ktoś się tobą opiekuje, że masz swoje miejsce, do którego możesz wrócić. Niewiele jest takich miejsc dla najbiedniejszych dzieci w Limie. Jedno jest dziełem Polaka – Jacka Klisowskiego.</p>
<p><strong>Nieistniejące</strong><br />
 Dla mieszkańców, lokalnych władz są już niejako elementem krajobrazu, wpisują się w całość, której nikt zdaje się nie zauważać, nikt też nie chce jej naprawiać, bo nie ma na to pomysłu. Pieniędzy. Chęci. Potrzeby.<br />
 Dzieci ulicy najczęściej zajmują się drobnymi przestępstwami, wciąga je narkotykowy biznes, wyłapują lokalne gangi. Przemoc, głód, brutalne traktowanie, niepewne jutro – to codzienność dla tysięcy dzieci i nastolatków w Ameryce Południowej. Wyrasta tam już trzecie pokolenie ludzi, których domem jest ulica.<br />
 Lima na mapie ubóstwa i narkotykowego biznesu w Ameryce Południowej zaznacza się bardzo wyraźnie. Miasto rozrasta się w niewyobrażalnym tempie. Wbija się w ostatnie doliny i dociera do zboczy Andów. Tam powstają ubogie dzielnice &#8211; slumsy. Kwitnie mafijny handel gruntami, rośnie bezrobocie i bieda, rządzą gangi. Kilka tysięcy dzieci musi żyć na ulicy, bo nie ma dla nich innego miejsca. Wiele z nich nie ma domu, żadnych dokumentów, niechciane, nikomu niepotrzebne, prawie nie istnieją. Nie mają prawa do opieki zdrowotnej, szkoła i nauka pozostają w sferze marzeń.<br />
 Dzieci rodzą kolejne dzieci i tak powstają kolejne pokolenia żyjące w niewyobrażalnym dla Europejczyków ubóstwie. Nastoletnie matki, często już z dwójką dzieci, młode dziewczyny w ciąży wąchające klej by nie czuć głodu czy zimna, brud, choroby, przemoc. To codzienność.<br />
 Wybór mają niewielki. Mogą sprzedawać wspomniane cukierki, grać i tańczyć na ulicy, kraść albo dołączyć do gangu. Często wchodzą w świat dziecięcej prostytucji, która tutaj nikogo nie dziwi. Sposób na zarobienie Ne bułkę, jak każdy inny.<br />
 &#8211; Największym ich zmartwieniem, największym wyzwaniem, to, czym zajmują swoje myśli i na co nakierowują wszystkie swoje działania jest to, by przetrwać do następnego dnia &#8211; tłumaczy Jacek Klisowski, który takimi właśnie dziećmi zajmuje się już od dziesięciu lat. Od prawie sześciu lat prowadzi w Limie, w dzielnicy Chorrillos, dom dla kilkunastu chłopców w różnym wieku. Finansuje go głównie z własnych pieniędzy. Razem z nim pracuje tam kilku wolontariuszy z Peru i z Polski.<br />
 <strong><br />
 Wolontariusz</strong><br />
 Jacek z niespotykaną pasją oddaje się opiece nad dziećmi. Wcześniej pracował na ulicy jako streetworker. Dlatego teraz, gdy pojawia się w miejscach, gdzie spotykają się dzieci, od razu go rozpoznają i rzucają się na szyję. &#8211; One po prostu potrzebują miłości, której nie miały w domach, bo tym domem często jest ulica &#8211; wyjaśnia.<br />
 Dlatego właśnie powstał Dom Ayllu Situwa. Stworzony z zaangażowania i serca wolontariuszy i streetworkerów pracujących na ulicach Limy. Jego pomysłodawca, Jacek Klisowski przyjechał z Polski do Peru jako kleryk kombonianin. Misjonarzem nie został, ale pokochał dzieci ulicy, wśród których pracował i między innymi dla nich postanowił zostać w Peru. <br />
 &#8211; Spędziłem w Limie kilka lat i zrozumiałem, że doraźna pomoc nie wystarczy. Miałem do czynienia z dziećmi żyjącymi na ulicy, w gangach, bez przyszłości. Takich, które nie mają żadnego schronienia. Postanowiłem więc, z pomocą dobrych ludzi, stworzyć miejsce, do którego te dzieci będą mogły pójść. Tak powstał dom Ayllu Situwa – wyjaśnia Polak.</p>
<p><strong>Początki</strong><br />
 &#8211; To nie chodzi o to, żeby włazić tym dzieciakom w życie z buciorami. Tak nie można, tak się nie da i w taki sposób niczego się nie osiągnie – mówi o swojej codzienności Jacek. <br />
 Dobrze pamięta swoje początki w Peru. &#8211; Nigdy wcześniej nie byłem sobie w stanie wyobrazić takiej biedy, ubóstwa, takiego wykluczenia. Mogę powiedzieć, że to była taka bolesna metamorfoza. Po czterech latach pracy w charakterze streetworkera, wolontariusza, kumpla, zdecydowałem, że trzeba zrobić coś więcej. Ta praca była 24 godziny na dobę, trzeba było być przygotowanym na to, że telefon może zadzwonić o każdej porze i trzeba będzie pojechać komuś pomóc. Pierwszym etapem mojego pobytu w Limie był etap poznania świata dzieci ulicy. Na początku jest ciekawość, ale ciekawość połączona z chęcią. Chęcią pomocy. Zmiany. Zaczynasz pojawiać się na ulicy, poznawać dzieciaki, rozmawiać z nimi. A one tego potrzebują. Zaczynają cię też poznawać, zaczynają ci ufać, otwierać się, opowiadać o sobie, o swoim życiu, o swoich marzeniach. I okazuje się, że w tej biedzie, mają swoje marzenia – wspomina. &#8211; Pamiętam taką sytuację, kiedy, pewnej nocy, pojechaliśmy do szpitala. Leżał tam kilkunastoletni chłopiec z raną postrzałową klatki piersiowej. Przywiozła go jakaś kobieta. Pierwsze pytanie lekarzy dotyczyło tego, kto zapłaci za opiekę nad nim… Siedzieliśmy tamtej nocy z moim przyjacielem Włochem, również pracującym na ulicy z ubogimi dziećmi i chyba wtedy to było dla mnie takie pierwsze mocne doświadczenie tamtych realiów.<br />
 Polak podkreśla, że trudno jest nam sobie wyobrazić warunki, w jakich dorastają i wychowują się dzieci, które znalazły schronienie w jego domu. &#8211; W Peru jest tak, że biedni ludzie nie mają prawa do niczego. Nie masz ubezpieczenia, nie masz dokumentów, nie masz pieniędzy, nie możesz liczyć na opiekę lekarską, na cokolwiek. Nie istniejesz. Nikogo nie obchodzisz. Często widziałem, jak biedni, młodzi ludzie umierali przed szpitalem. Nikt się nimi nie zajmował. Za kradzież kromki chleba czy zegarka, zdarzało się, że chłopcy siedzieli kilka lat w więzieniu…</p>
<p><strong>Nie praca</strong><br />
 Widziany oczyma Europejczyka, dom Jacka Klisowskiego to dom jak wiele innych – z telewizorem, pralką, obowiązkami i przyjemnościami. Ale dla chłopców, których sytuacja zmusiła do życia na ulicy, to często jedyna szansa na lepsze dziś i jutro. Jedyna szansa na normalność, na życie, poczucie, że jest miejsce, w którym ktoś czeka i ktoś się o nich troszczy.<br />
 &#8211; To nie jest praca. To moje życie od kilku lat. Razem gotujemy, jemy śniadania, pracujemy, cieszymy się i czasami smucimy. Na co dzień pomagają mi wolontariusze z Polski i Peru, bo pracuję, żeby móc utrzymać dom. I powiem tylko, że pracując, nawiązując kontakty z ludźmi biznesu, odkrywam, że w wielu z nich tkwi dobry potencjał i chęć pomagania innym. Wystarczy go tylko dostrzec i w kimś obudzić – opowiada Jacek Klisowski.<br />
 Co jest niezwykłego w tej pracy? &#8211; Małe chwile. To, że ktoś podejdzie i uściśnie ci rękę. Albo, że małe dziecko jest przez kilka minut najszczęśliwsze na świecie, bo może wykąpać się w gorącej wodzie. I zjeść ciepły posiłek. I nie musi przed nikim uciekać. Takie proste rzeczy dla nas, Polaków, a okazuje się, że wcale nie są oczywiste dla wielu ludzi – tłumaczy. &#8211; Dzieciaki to moje życie, a praca to praca, którą wykonuję regularnie. Ona jest potrzebna, żeby spełnić moje i czyjeś marzenia – podkreśla Jacek.</p>
<p><strong>Całe życie</strong><br />
 Przez kilka lat przez dom prowadzony przez wolontariuszy przewinęło się kilkunastu młodych chłopaków. Jedni znaleźli pomysł na życie poza ulicą, inni na nią wrócili. Tak tu bywa, nigdy nie ma gwarancji, że komuś uda się pomóc. Za każdym razem, przy każdym dziecku, można jedynie się starać i próbować, z całych sił, najmocniej, jak się da.<br />
 &#8211; Tu nie ma miejsca na pracę od – do. Na przedmiotowe podchodzenie do kogokolwiek. Trzeba być szczerym i prawdziwym, na każdym kroku. Bo dzieciaki, w którymi się pracuje, mają instynkt. Potrafią wyczuć, jeśli ktoś jest nieprawdziwy, udaje. Dlatego trzeba taką pracę czuć, a nie wykonywać – tłumaczy Jacek. &#8211; No i trzeba się liczyć z tym, że nie zawsze będzie „sukces”. W przypadku dzieci, z którymi pracuję, nie można podchodzić do tego w sposób: „ja ci pomagam, daję szansę, daję pieniądze na edukację, wyciągam się z getta, więc musisz się starać i być mi wdzięczny”. To tak nie działa. Jeśli pomagasz i dajesz szansę, dajesz ją danemu dziecku, nie sobie. I możesz jedynie mieć nadzieję, że to dziecko będzie na tyle silne, że z niej skorzysta. Ale musisz też mieć świadomość, że może mu się nie udać i że w pewnej chwili wróci na ulicę. I nic nie będziesz w stanie z tym zrobić.<br />
 Do domu Jacka trafiają dzieci, które oddają mu pod opiekę matki, często nie mające środków na utrzymanie wielodzietnej rodziny. Ale zdarza się, że dzieci przychodzą też same. Tak, jak dziesięcioletni Elvis. Chłopiec chciał innego, normalniejszego życia, nie tego, które wciąga na ulicy. Chodzi do szkoły muzycznej, z którą płaci osoba, której nie zna &#8211; Rafał z Krakowa. Mężczyzna co miesiąc przesyła pieniądze na edukację młodego Peruwiańczyka. Obiecał pomoc aż do skończenia studiów przez Elivisa.<br />
 &#8211; Jeśli będziemy dostawać pieniądze tylko doraźnie, na jednorazowe przedsięwzięcie i działanie, nic nie zmienimy, tego jestem pewien. Potrzebna jest długofalowa, regularna pomoc, żeby wyciągnąć te dzieciaki z ulicy, żeby nauczyć je życia, zasad, tego wszystkiego, czego my uczymy się naturalnie w domu, w szkole, w społeczeństwie, w którym żyjemy &#8211; mówi Jacek Klisowski.</p>
<p><strong><em>W artykule wykorzystano materiały i reportaże Darka Zalewskiego, zrealizowane dla stacji TOK FM.</em></strong></p>
<p><strong>W Polsce działania Jacka i prowadzonego przez niego domu Ayllu Situwa wspiera Fundacja Papaya. Jeśli chcecie pomóc finansowo, możecie wpłacić pieniądze na konto: 87 2490 0005 0000 4500 9773 3878 z dopiskiem „darowizna dla dzieci ulicy”. Więcej informacji o pracy Fundacji Papaya i domu w Limie można znaleźć na stronach internetowych: <a href="http://www.fundacjapapaya.pl" target="_blank">www.fundacjapapaya.pl</a> oraz <a href="http://www.ayllusituwa.org" target="_blank">www.ayllusituwa.org</a>.</strong></p>
<p><strong>Materiał pochodzi z 14. numeru EksMagazynu. Całość znajdziecie w papierowym wydaniu.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/dom-dla-dzieci-ulicy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->