<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; zachowania</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/zachowania/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Jak działać, by nie dopuszczać do przemocy</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-dzialac-by-nie-dopuszczac-do-przemocy/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-dzialac-by-nie-dopuszczac-do-przemocy/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Apr 2024 00:20:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dagna Starowieyska</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[przemoc]]></category>
		<category><![CDATA[reakcja na przemoc]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[zachowania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29585</guid>
		<description><![CDATA[Polska jest relatywnie bezpiecznym krajem, ale nie jest wolna od przemocy. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>GUS podaje, że w 2018 roku było blisko 250 tysięcy mężczyzn i ponad 28 tysięcy kobiet prawomocnie skazanych za przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu. O tym, co można zrobić, żeby zminimalizować ryzyko utraty zdrowia lub życia z powodu przemocy opowiada Robert Kotecki, doświadczony negocjator policyjny i doradca ds. bezpieczeństwa.</h3>
<p><strong>Pewien znany włoski dziennikarz, Tiziano Terzani, na bazie swoich doświadczeń z wojny w Kambodży radził swojemu synowi, żeby, gdy ktoś mierzy do niego z broni, uśmiechnął się do napastnika. Co pan na to?</strong></p>
<blockquote><p>Nie ma, niestety, konkretnych rekomendacji, do zastosowania w tego rodzaju zdarzeniach, które gwarantowałyby na 100 proc. ich szczęśliwe i bezpieczne zakończenie. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji, w tym m.in. od osobowości, stanu emocjonalnego i celów agresora. Nie jest jednak wykluczone, że dobry skutek może przynieść jakaś intuicyjna, niestandardowa reakcja, jak wspomniany uśmiech, choć gwarancji nie ma. Chciałbym jeszcze w tym kontekście podkreślić, że zarówno pistolet, jak i „zwyczajny” nóż należy traktować równie poważnie, jako groźną, potencjalnie śmiercionośną broń.</p>
</blockquote>
<p><strong>Przestępstwa z udziałem broni palnej nie są chyba jednak w Polsce na szczęście zbyt częste. Porozmawiajmy więc o bardziej powszechnie występujących formach przemocy. Co mówią na ten temat policyjne statystyki?</strong></p>
<p>Policja najczęściej styka się w ramach swoich interwencji z przemocą domową, której przyczyny są bardzo różne, począwszy od problemów natury psychicznej do problemów finansowych. Choć stereotypowo uważa się, że to mężczyzna jest „przemocowcem”, to jednak w praktyce nierzadko okazuje się, że jest odwrotnie. Sam w swojej pracy policyjnej nie raz zetknąłem się z sytuacjami, w których to kobiety znęcały się nad mężczyznami. (zarówno jednak ze statystyk policyjnych, jak i doświadczeń organizacji pomagających ofiarom oraz sprawcom przemocy wynika, że ofiarami przemocy domowej zdecydowanie najczęściej są kobiety i dzieci – przyp. red).</p>
<p><strong>Co osoba obawiająca się ataku ze strony domownika może zrobić, aby do niego nie dopuścić lub też co powinna zrobić, gdy już do ataku dojdzie? </strong></p>
<blockquote><p>W przypadku przemocy domowej najczęściej problem ma naturę przewlekłą, czyli trwa już od dłuższego czasu. Rzadko się zdarza, aby ktoś zadzwonił, bo właśnie pierwszy raz doznał przemocy w domu. Przemoc domowa, czy to psychiczna czy fizyczna, zwykle narasta przez długi czas, przez co generalnie wszyscy się do niej powoli przyzwyczajają. Jeżeli się tego procesu nie zastopuje na samym początku, gdy tylko pojawią się pierwsze przejawy agresji np. słownej, to później coraz trudniej jest zapobiegać atakom i uniknąć eskalacji przemocy.</p>
</blockquote>
<p><strong>Jak można to zastopować?</strong></p>
<p>Trzeba najpierw do tego mieć pewną elementarną wiedzę odnośnie zachowań przemocowych, czyli m.in. świadomość, że <strong>jak ktoś krzyczy na mnie i do mnie przeklina albo mnie popchnie czy opluje, to już jest przemoc, na którą nie można pozwalać. Jeśli ktoś na pierwsze tego rodzaju zdarzenie stanowczo nie zareaguje, to w praktyce oznacza, że daje on agresorowi przyzwolenie na dalsze takie zachowania.</strong> W efekcie, następnym razem będzie on krzyczał jeszcze głośniej, przeklinał mocniej i dojdzie do eskalacji przemocy.</p>
<p><strong>Ale konkretnie, co wtedy trzeba powiedzieć? Jak należy zareagować? Gdy ktoś nam w domu pierwszy raz ubliża, startuje do nas z pięściami, krzyczy na nas, przyjmie agresywną postawę, wykonuje jakieś nerwowe ruchy, sięga po jakieś przedmioty albo nam grozi?</strong></p>
<p>Jak już powiedziałem, nawet na najmniejszy tego rodzaju sygnał trzeba zareagować. Zawsze, gdy zdarzy się coś, co sprawi, że poczujemy się nieswojo. Przy pierwszej takiej sytuacji trzeba zapytać: &#8222;Dlaczego tak do mnie mówisz, dlaczego tak robisz, dlaczego mówisz do mnie podniesionym głosem, dlaczego na mnie krzyczysz?&#8221; Można też zastosować inny komunikat: &#8222;Bardzo cię proszę nie krzycz na mnie, zaczynam się ciebie bać. Przepraszam, ale jestem bardzo zdenerwowana, gdy się tak zachowujesz&#8221;. Można też ostrzec drugą stronę: &#8222;Jeśli taka sytuacja się powtórzy, to się z tobą rozstanę&#8221;. Chodzi o poinformowanie od razu, tu i teraz, tej drugiej osoby, że zrobiła coś nie tak. Jest to ważne, bo ona w silnych emocjach może nawet nie być tego świadoma, że była agresywna, że podniosła głos, przeklęła czy podniosła rękę.</p>
<p><strong>A czego lepiej wtedy nie mówić, żeby nie pogorszyć sprawy?</strong></p>
<p>Nie oceniajmy, nie rozkazujmy i nie pouczajmy. Nawet łagodne komunikaty w stylu „przestań”, „nie denerwuj się”, „uspokój się” mogą działać negatywnie. Lepiej jest zapytać: co się stało, że tak się denerwujesz? Można też dodatkowo opisać emocje, które się widzi u drugiej osoby: &#8222;Widzę, że się złościsz, czy mógłbyś powiedzieć z jakiego powodu?&#8221; I ktoś się wtedy powinien określić. Odbijamy zatem piłeczkę, ale nie narzucamy się. Dajemy drugiej stronie, która jest w emocjach, szansę na wyjście z tej sytuacji, dajemy jej możliwość wyboru. Dzięki temu ta osoba może poczuć się decydentem, panem sytuacji. Nikt przecież nie lubi być przesłuchiwany lub też do czegoś zmuszany. Nikt nie lubi słuchać rozkazów.</p>
<blockquote><p>Z pewnością więc nie warto się w takich sytuacjach licytować, nie warto wdawać się w pyskówki, czyli nie wchodzimy na taki sam poziom agresji i emocji, którym posługuje się sprawca. Niech nasze komunikaty będą łagodniejsze, nie ostrzejsze. Ostrzejsza forma zwykle będzie eskalować agresję. Chodzi więc tutaj w praktyce o <strong>umiejętność aktywnego słuchania, która pełni w komunikacji kryzysowej kluczową rolę.</strong> Aktywne słuchanie oznacza m.in. parafrazowanie wypowiedzi drugiej osoby, odzwierciedlanie jej słów i gestów, podsumowywanie tego, co mówi. Uważne zastosowanie tych technik m.in. pozwala osobom zagrożonym przemocą czy też ofiarom przemocy dowiedzieć się, jakie konkretnie słowa czy komunikaty wzbudzają agresję u drugiej strony. Warto się więc ich nauczyć.</p>
</blockquote>
<p><strong>W teorii to proste, ale przecież trudno zachować spokój w takiej sytuacji i prowadzić wtedy opanowaną, uważną konwersację.</strong></p>
<p>Owszem, nie jest to łatwe, ale można się tego nauczyć. <strong>W sytuacji kryzysowej musimy po prostu spróbować opanować własne emocje, aby być zdolnym do racjonalnego działania i zwiększyć w ten sposób szanse na pozytywne zakończenie takiej sytuacji. Nie ma wtedy zwykle czasu na jakieś zaawansowane techniki relaksacyjne.</strong> W nagłej sytuacji pozostaje nam po prostu przełknąć ślinę, wziąć głęboki oddech i zastosować jedną z wyuczonych wcześniej technik komunikacyjnych lub też technik samoobrony. Warto też przeszkolić się z pierwszej pomocy przedmedycznej, żeby w razie potrzeby wiedzieć jak pomóc sobie lub innym, a także nie zaszkodzić. Dzięki odpowiedniemu przeszkoleniu, gdy dojdzie już do sytuacji kryzysowej, wiemy, co robić. Podobnie jak w przypadku jazdy samochodem: dzięki wcześniejszemu szkoleniu wiemy gdzie jest hamulec i w czasie trudnej sytuacji na drodze po prostu robimy z niego użytek, reagujemy wtedy automatycznie. Wiedza teoretyczna i wcześniejszy trening zwiększają więc nasze szanse. Poza tym, dzięki nim jesteśmy też spokojniejsi w sytuacjach kryzysowych, bo wiemy jak się zachować.</p>
<p><strong>Niestety jednak niewielu ludzi w Polsce szkoli się w tym zakresie, a więc wróćmy jeszcze do przemocy domowej i praktycznych rad dotyczących tego, co ma zrobić ktoś, kto został właśnie zaatakowany? </strong></p>
<p>Gdy już ktoś biegnie na nas z pięściami, to wtedy pozostaje nam mniejszy repertuar działań do wyboru, czyli w zależności od sytuacji przede wszystkim: <strong>samoobrona, ucieczka albo próba „otrzeźwienia” agresora.</strong> Można w tym celu krzyknąć np.: &#8222;Janek, co ty robisz? Zaczynam się bać!&#8221; Ktoś, kto jest w silnych emocjach, w furii, nie myśli racjonalnie, można więc spróbować go oprzytomnić, wybić z tego amoku, wyrwać z jego tunelu myślowego. Może się on wtedy pohamować. <strong>Znając techniki komunikacji kryzysowej i samoobrony mamy więc wybór, czego w danej sytuacji użyć: kontrataku, samoobrony, krzyknięcia, chwytu obezwładniającego, komunikatów słownych, czy też ucieczki.</strong> Na podjęcie decyzji mamy wtedy często ułamki sekund, dlatego tak ważne jest wcześniejsze przygotowanie.</p>
<p>Najlepiej jednak dmuchać na zimne, czyli gdy widzimy, że rośnie u kogoś z domowników agresja i robi się niebezpiecznie, to można wtedy też po prostu wyjść z domu, np. iść do sąsiadki albo schronić się w pobliskim sklepie. Jeśli nie ma się u kogo schronić, to wtedy można wezwać policję. Choć trzeba mieć też na uwadze, że może to podziałać na sprawcę prowokująco i doprowadzić do eskalacji, np. wywołać chęć zemsty na ofierze.</p>
<p><strong>A zwrócenie się do agresora słowami „Proszę, nie bij mnie!” może nam pomóc? </strong></p>
<blockquote><p>Nie ma, niestety w tej kwestii uniwersalnych rekomendacji. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. U jednego agresora to zadziała, a u innego nie. Dla niektórych takie słowa mogą być wręcz zachętą do eskalacji przemocy, bo dadzą agresorowi poczucie władzy i mocy. Poza słowami ważna jest również postawa naszego ciała, mimika i gesty, czyli komunikacja niewerbalna.</p>
</blockquote>
<p><strong>No właśnie, gdy np. idziemy ulicą i naprzeciw zbliża się agresywna grupa tzw. „dresiarzy” albo „kiboli”, jaką postawę najlepiej przyjąć?</strong></p>
<p>Tu znowu nie ma uniwersalnych recept. Zależy, na kogo trafimy i jaki jest ich cel. Może być tak, że gdy spuścimy głowę i wzrok, to agresorzy stwierdzą:  „Oho, patrzcie, idzie jakaś „ciapa”, to będzie dla nas łatwy cel” i to ośmieli ich do agresji. Inni jednak mogą stwierdzić: „Eee, patrzcie, jaki zestrachany, już na sam nasz widok spękał” i to im wystarczy, już takiej osoby nie zaatakują. Jeśli z kolei ktoś idąc naprzeciw takiej grupy zaprezentuje pewną siebie postawę, to wtedy też reakcja potencjalnych agresorów może być różna. Jedni stwierdzą: „O, patrzcie jaki „kozak!”, to może się z nim trochę zabawimy i pokażemy mu gdzie raki zimują”. Inna grupa jednak na widok takiego odważnie maszerującego człowieka może mu odpuścić. Czasem więc lepiej się skulić, a czasem lepiej być asertywnym, raz pomoże krzyknięcie, a innym razem spokojny i łagodny ton. Nie ma reguły. Przy wyborze odpowiedniej techniki pomocne byłoby wcześniejsze szkolenie, nie tylko teoretyczne, ale połączone z praktyką.</p>
<p><strong>Wychodzi na to, że najlepiej jednak być trochę takim „supermenem”, czyli osobą przeszkoloną z technik samoobrony, komunikacji kryzysowej i udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej, dzięki czemu ma się do dyspozycji szeroki wachlarz możliwości do wyboru w razie ataku. </strong></p>
<p>Myślę, że każdy powinien być w tym zakresie przeszkolony. Pamiętajmy, że zgodnie z prawem istnieje coś takiego jak obrona konieczna, czyli prawo pozwala nam się bronić, gdy zostaniemy zaatakowani.</p>
<p><strong>Zwłaszcza, że nie zawsze jest czas na to, żeby wezwać na pomoc np. policję. </strong></p>
<p>Tak, i dlatego też warto się ponadto doposażyć w różne urządzenia i aplikacje zwiększające nasze bezpieczeństwo. Na przykład <strong>w telefonach można zainstalować specjalne aplikacje alarmowe S.O.S.</strong> Dzięki nim, np. po naciśnięciu trzy razy przycisku włączającego telefon urządzenie wykonuje zdjęcia z tylnej i przedniej kamery, a potem przesyła je do wskazanej osoby, wraz z danymi lokalizacyjnymi (GPS). Takie tajne powiadomienie alarmowe może nam uratować życie nie tylko w przypadku porwania albo napadu, ale może też pomóc w razie wypadku lub jakiegoś nagłego incydentu zdrowotnego. Nasze bezpieczeństwo może też zwiększyć zakup tzw. piszczyka, a także gazu do samoobrony.</p>
<blockquote><p>Tego rodzaju sprzęt można kupić w sklepach militarnych. Piszczyk robi taki hałas, że może zarówno spłoszyć agresora, jak też i zwrócić uwagę innych na to co się z nami właśnie dzieje. Jeśli chodzi o gaz, to warto dodatkowo przeszkolić się z jego stosowania, żeby wiedzieć czego się spodziewać w sytuacji, kiedy się go użyje, bo przecież będzie on wtedy działał także na nas. Lepiej być na to przygotowanym.</p>
</blockquote>
<p><strong>Rozumiem, że mówiąc o gazie i piszczykach odwołuje się pan już nie tylko do przemocy domowej, lecz znacznie szerzej, do różnych możliwych sytuacji z użyciem przemocy. Czy najczęściej mają one charakter kryminalny? </strong></p>
<p>Niekoniecznie. Sprawcami tzw. przemocy ulicznej oczywiście nierzadko są kryminaliści, ale chyba jednak częściej są nimi tzw. zwykli ludzie. Wystarczy, że zwrócimy komuś uwagę, np. że powinien założyć maseczkę, że nie powinien śmiecić, że otworzył okno w tramwaju, czy też zareagujemy słownie na jakiś akt wandalizmu albo staniemy w czyjejś obronie. W praktyce już nawet takie zwrócenie komuś uwagi lub tylko odezwanie się w czyjejś obronie może wywołać agresję i doprowadzić do czynnej napaści na nas, gdyż jest często odbierane przez innych jako atak lub zagrożenie.</p>
<p><strong>Myślę, że każdy doświadczył kiedyś podobnej sytuacji. Jeśli jednak, pomimo związanego z tym ryzyka, chcemy zwrócić komuś uwagę lub stanąć w czyjejś obronie, to jak powinniśmy to zrobić?</strong></p>
<p>Jeżeli już zwracamy komuś uwagę, to najlepiej zrobić to w sposób łagodny, proszący, jednocześnie podając jakiś konkretny powód (uzasadnienie) swojej prośby. W ten sposób pozwalamy agresorowi m.in. na wyjście z twarzą z trudnej sytuacji. Czyli np., gdy ktoś otworzył zimą okno w autobusie bez pytania innych o zgodę, to można go poprosić: „Przepraszam pana bardzo, jestem chory, jest mi zimno, boję się, że się przeziębię, czy byłaby taka możliwość, aby zamknąć to okno?” Zwracamy więc komuś uwagę grzecznie, z szacunkiem, podając konkretny powód, nawet wymyślony (czyli jakąś przekonującą „legendę”), a na końcu pytamy czy mógłby zamknąć to okno. Wtedy dajemy tej osobie władzę, on staje się decydentem i może wyjść z tego z twarzą. W niektórych przypadkach skuteczne może się okazać inne postępowanie, czyli np. posłużenie się językiem sprawcy: „weź, no co ty odpier…, zamknij to okno!” Jest to jednak bardziej ryzykowny i konfrontacyjny sposób, który może doprowadzić do eskalacji przemocy. Zwłaszcza w sytuacjach publicznych może to wywołać odwrotny skutek, bo gdy inni ludzie patrzą na jakąś sytuację, to wtedy agresor jest poddany dodatkowej presji. Żeby w swoim mniemaniu nie wyjść na pośmiewisko, może on wtedy zareagować ostrzej niż w sytuacji sam na sam.  Ponieważ ryzyko eskalacji przemocy w takich sytuacjach jest całkiem spore, to kluczową kwestią jest właściwa ocena sytuacji.</p>
<p><strong>Oszacowanie ryzyka i przewidzenie możliwych scenariuszy rozwoju wypadków w takiej sytuacji jest jednak dość trudne. Np. widzimy, że ktoś sika na naszej klatce albo jakiś podejrzany typ kręci się koło naszego samochodu: na jakiej podstawie mamy podjąć decyzję czy warto interweniować czy nie?</strong></p>
<blockquote><p>Zawsze w tego typu sytuacjach należy zacząć od oceny, czy mamy pole ucieczki, na wypadek gdyby ktoś komu zwrócimy uwagę, np. wyjął nóż. Musimy też ocenić realnie swoje siły w porównaniu do tego kogoś: czy jesteśmy w stanie się obronić albo obezwładnić kogoś w razie ataku. Jeśli nie ma możliwości ucieczki, a potencjalny agresor jest od nas większy i silniejszy, to oczywiście lepiej sobie odpuścić, wycofać się i dopiero gdy jest się już w bezpiecznym miejscu, to można ewentualnie podjąć jakieś działanie. To nie są sytuacje zero &#8211; jedynkowe. Nie mam więc tutaj uniwersalnych rekomendacji.</p>
</blockquote>
<p><strong>W jeszcze gorszej sytuacji, gdy np. jesteśmy świadkami rozboju czy gwałtu, ryzyko związane z naszą potencjalną interwencją wydaje się być dużo większe. Rozumiem, że wtedy, o ile nie jest się Brucem Lee, należy po prostu się ukryć i zadzwonić po policję?</strong></p>
<p>Jeśli natkniemy się na taką sytuację, gdzie np. trzech napastników gwałci kobietę, to raczej nie decydujemy się na bezpośrednią, fizyczną interwencję. Ale można wtedy spróbować zadziałać z bezpiecznej odległości, żeby przerwać ich działanie i uratować kobietę przed gwałtem, za pomocą mocnego komunikatu czy nawet blefu: „Halo, przecież to się wszystko nagrywa, czy chcecie trafić za kratki?” Albo po prostu: „Halo, przestańcie natychmiast, już tutaj jedzie policja!” Oczywiście nawet takie działanie jest ryzykowne, bo przecież agresorzy mogą się wtedy na nas rzucić. Trzeba więc najpierw dobrze oszacować sytuację i zapewnić sobie bezpieczeństwo, a następnie jak najszybciej zawiadomić policję. Dobrą praktyką będzie również poinformowanie osoby najbliższej o tym, gdzie się znajdujemy i o tym, co się dzieje.</p>
<p><strong>A może lepiej z bezpiecznej odległości krzyczeć: pomocy, ratunku, gwałcą! Czyli spróbować wezwać na pomoc ludzi z najbliższego sąsiedztwa.</strong></p>
<p>To raczej nie zadziała. W każdym razie może być mało skuteczne, zwłaszcza gdy jest się w miejscu słabo zaludnionym. Doświadczenie wskazuje, że gdy się chce zaalarmować ludzi i skłonić ich do wyjścia z domu, to <strong>najlepiej jest wołać: &#8222;Uwaga, pali się, pożar, ratunku!&#8221;</strong></p>
<blockquote><p>Ludzie, niestety, słabo reagują na inne nawoływania. W kontekście gwałtów warto jeszcze dodać, że wbrew pozorom dochodzi do nich nie tylko w przysłowiowych krzakach, lecz często także w mieszkaniach czy biurach (badania wskazują, że większość sprawców gwałtu to osoby, które ofiara znała &#8211; przyp. red.).</p>
</blockquote>
<p>Ponadto chciałbym zaznaczyć, że w sytuacji sam na sam z napastnikiem panie nie są wcale bez szans na wyjście z próby gwałtu obronną ręką. I to często bez użycia siły. Podam przykład. Jedna pani robiła kiedyś wywiad z pewnym mężczyzną. W pewnym momencie ten pan zamknął drzwi swojego lokalu i powiedział: „A teraz się zabawimy, do rana będziemy razem wyczyniać cuda…” Kobieta jednak intuicyjnie zareagowała na to blefując: „Ale ja powinnam już wyjść, bo mój mąż czeka na dole w aucie i skoro mam zostać u pana na noc, to muszę pójść mu powiedzieć, żeby jednak na mnie nie czekał”. I tamten facet ją wypuścił.</p>
<blockquote><p>W innej podobnej sytuacji kobieta powiedziała: „OK, ale proszę najpierw idź się chociaż wykąp”. Wtedy on poszedł się kąpać, a ona uciekła. <strong>Nierzadko więc człowiek intuicyjnie wynajduje dobre rozwiązania, które go ratują i to bez użycia siły. I to jest oczywiście najlepsza opcja.</strong> Z rozwiązaniami siłowymi wiąże się zawsze spore ryzyko utraty zdrowia lub życia.</p>
</blockquote>
<p><strong>A co by pan radził zrobić w sytuacji, gdy zostaniemy napadnięci w jakiejś ciemnej uliczce albo bramie?</strong></p>
<p>W razie napadu najlepiej jest dostosować się do poleceń napastnika. Czyli np. oddać mu pieniądze czy telefon, jeśli tego zażąda. Naprawdę nie warto ryzykować życia i zdrowia dla portfela czy paru złotych. Musimy pamiętać, że po drugiej stronie też jest człowiek, na którego również działają silne emocje. Tak, trzeba sobie uświadomić, że w chwili napadu sprawca też działa w wielkim stresie. Dlatego bardzo ważne jest, abyśmy swoim postępowaniem sprawili, aby agresor poczuł, że jest panem sytuacji. Jeśli tak się nie stanie, to istnieje duże ryzyko, że z powodu silnych emocji, stresu i napięcia napastnik wyrządzi nam krzywdę, nawet jeśli wcale tego nie planował. Paradoksalnie więc najlepiej jest sprawić, żeby sprawca szybko poczuł się bezpiecznie. Zwłaszcza, że przecież nie wiemy do końca, co nim powoduje, jak bardzo jest zdeterminowany i czy działa sam. W ten sposób zwiększamy szanse na wyjście z tego zdarzenia bez uszczerbku dla zdrowia. Radzę też w takiej sytuacji nie patrzeć natarczywie sprawcy w oczy, ani go natarczywie nie obserwować. To może być dla niego prowokujące. Lepiej spuścić wzrok. Generalnie, w większości tzw. sytuacji zakładniczych, w ciągu pierwszej godziny ich trwania istnieje największe ryzyko utraty zdrowia lub życia. Dopiero gdy sprawca poczuje, że nic mu z naszej strony nie zagraża, to po pewnym czasie stopniowo przestaje na nas zwracać uwagę. Wtedy z czasem zyskujemy szansę dowiedzenia się o co mu właściwie chodzi.</p>
<p><strong>Rozumiem, że mówimy tu o pierwszej fazie sytuacji, w której ktoś wziął nas na zakładnika podczas jakiegoś napadu albo zamachu. A co powinniśmy robić w kolejnej fazie?</strong></p>
<blockquote><p>W drugiej fazie, w której sytuacja się nieco uspokaja, zakładnicy muszą się „uczłowieczyć”. Chodzi o to, żeby sprawca napadu zobaczył w nich żywych ludzi, a nie tylko karty przetargowe czy pionki w grze.  Człowieka jest bowiem trudniej zabić niż pionka. &#8222;Uczłowieczać&#8221; możemy się poprzez odpowiednie komunikaty, np.: &#8222;Przepraszam, źle się czuję czy mogę skorzystać z toalety? Albo: przepraszam, miałem dziś zawieźć swoją mamę do lekarza, ona na pewno się martwi tym, że się nie pojawiłem o umówionej porze, czy mógłbym do niej zadzwonić i powiedzieć jej o tym, że będziemy musieli przełożyć wizytę na inny dzień?</p>
</blockquote>
<p><strong>Dzięki umiejętnej grze psychologicznej możemy więc sprawić, że napastnik szybko poczuje się panem sytuacji i się uspokoi, dzięki czemu zacznie myśleć bardziej racjonalnie i będzie mniej skłonny do zrobienia nam krzywdy. Brzmi zachęcająco, ale czy to działa nawet, gdy trafimy na bardzo inteligentnego i wyrachowanego sprawcę?</strong></p>
<p>Oczywiście stuprocentowej skuteczności nie można zagwarantować. Rozwój sytuacji zakładniczej zależy bowiem od bardzo wielu czynników. Nie na wszystkie mamy przecież wpływ i nie wszystkie też znamy. Jedno tylko wydaje się pewne: im większe emocje buzują u napastnika, tym większe jest ryzyko, że zrobi nam krzywdę. Dlatego warto postarać się o to, żeby jak najszybciej się uspokoił i poczuł, że kontroluje sytuację. Z doświadczenia wiadomo, że z czasem zakładnicy mogą nawet zmienić swój stosunek do sprawy, z negatywnego na pozytywny i odwrotnie. Ten fenomen znany jest jako syndrom sztokholmski. Historia dowodzi też, że nawet w zetknięciu z najgroźniejszymi terrorystami czy kryminalistami można przeżyć i doprowadzić do pozytywnego rozwiązania. To m.in. w tym celu służby specjalne i mundurowe zatrudniają profesjonalnych negocjatorów.</p>
<p><strong>A wracając jeszcze do napadu w ciemnej uliczce: czy warto poprosić napastnika o oddanie nam np. ważnych dokumentów, które są w portfelu? </strong></p>
<blockquote><p>W pierwszej fazie incydentu, najbardziej nerwowej i stresującej dla sprawcy, taka prośba może nie zadziałać. Lepiej więc z tym zaczekać na bardziej odpowiedni moment, czyli taki, w którym sytuacja nieco się uspokoi i opadną największe emocje. Czasem udaje się wciągnąć sprawcę do rozmowy i go zagadać, np. prosząc go o coś i jednocześnie podając jakieś przekonujące uzasadnienie dla swojej prośby. Może to zwiększyć szansę pozytywnego zakończenia sytuacji kryzysowej, ale nigdy nie wiadomo z kim tak naprawdę mamy do czynienia i w jakim kierunku potoczy się taka konwersacja. Może być bardzo różnie, włącznie z tym, że trzeba jednak będzie ratować się ucieczką lub kontratakować.</p>
</blockquote>
<p><strong>Kolejny przejaw agresji w codziennym życiu to tzw. jazda na zderzaku i inne niebezpieczne czy prowokacyjne zachowania kierowców na drodze. Jak wtedy reagować? </strong></p>
<p>Jazda na zderzaku stwarza poważne zagrożenie dla zdrowia i życia wielu uczestników ruchu drogowego. Ci, którzy ją uprawiają, są więc potencjalnymi zabójcami. To jakby wyciągnąć broń i strzelać na oślep.</p>
<p><strong>Czasem nawet się zdarza, że taki pirat zajedzie nam potem drogę i zmusi do zatrzymania albo wyskoczy do nas na światłach? Co wtedy? </strong></p>
<blockquote><p>Ktoś, kto świadomie naraża życie i zdrowie innych ludzi, nie jest dla nas partnerem do rozmowy. Nie uchylałbym więc w takiej sytuacji okien, ani nie otwierał drzwi. Nie wdawałbym się w dyskusję, ani tym bardziej w jakieś pyskówki. Powstrzymałbym się też od wszelkich konfrontacyjnych gestów i słów, żeby nie eskalować napięcia oraz agresji, która może zostać skierowana np. na nasze auto. Lepiej tonować emocje, zamknąć się w środku auta i jak najszybciej odjechać. Nie jest to czas i miejsce na dyskusję. Dobrze jest mieć na takie okazje kamerkę w samochodzie.</p>
</blockquote>
<p><strong>Czy spodziewa się pan w pandemii i po pandemii wzrostu agresji w społeczeństwie, w naszych domach i na ulicach?</strong></p>
<p>Niestety tak. Ludzie popadają w coraz większe kryzysy. Wiele osób sobie nie radzi i ten problem będzie narastał, także wtedy, gdy z pozoru sytuacja już się unormuje. W nowej, postpandemicznej rzeczywistości z pewnością okaże się, że nie jest już tak dobrze, tak samo jak wcześniej. Okaże się, że tyle cierpieliśmy, żywiliśmy się nadzieją na powrót do normalności, a życie po pandemii nie będzie wcale lepsze, lecz inne, trudniejsze. Pojawi się np. problem z tzw. „bumerangami”, czyli osobami dorosłymi, które wyprowadziły się z domów rodzinnych, a teraz zmuszone będę do nich wrócić, z powodu braku środków do życia. Dla tych ludzi świat się więc jakby zawali. Obawiam się, że brak wsparcia psychologicznego w okresie pandemii czy też po niej  lub choćby samoświadomości psychologicznej może mieć wpływ m.in. na wzrost liczby samobójstw. W związku z tym, nie bójmy się i nie wstydźmy korzystać z porad fachowców.</p>
<p><em>Rozmawiał: Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl</em></p>
<div id="biography-wrapper">
<p><em><img src="https://zdrowie.pap.pl/sites/default/files/styles/image_crop_portrait_100/public/202104/Kotecki_Robert.jpg?itok=0Q1NtJM4" alt="Fot. PAP/Archiwum P. Koteckiego" width="100" height="100" /></em></p>
<div id="biography-label"><em>Robert Kotecki, ekspert ds. bezpieczeństwa i negocjacji,</em></div>
<p><em>Doświadczony negocjator policyjny. Absolwent Collegium Civitas, WSPol, WSZiB. Szkolony w zakresie negocjacji policyjnych, psychologii oraz działania w sytuacjach zakładniczych, uprowadzeń i kontrterrorystycznych przez liczne jednostki specjalne, m.in.: FBI (USA), BKA/SEK (Niemcy), URNA (Czechy), ARRAS (Litwa), NCA (Anglia), GIGN (Francja), GIS (Włochy), TEK (Węgry). Posiada praktyczną wiedzę w zakresie technik obserwacyjnych, mowy ciała, mikroekspresji, manipulacji oraz identyfikacji sygnałów niebezpieczeństwa. Zajmował stanowisko Kierownika Sekcji Negocjacji Biura Operacji Antyterrorystycznych Komendy Głównej Policji (obecnie CPKP „BOA”)  oraz pełnił obowiązki koordynatora krajowego ds. negocjacji policyjnych. Brał udział w tworzeniu poradników oraz przepisów prawnych w Policji i w innych służbach, a także w pracach rozwojowych Forum Negocjatorów w unijnej grupie zadaniowej ATLAS (działającej pod egidą EUROPOLU), zrzeszającej jednostki kontrterrorystyczne Unii Europejskiej. Obecnie niezależny analityk, trener i doradca ds. bezpieczeństwa oraz komunikacji kryzysowej, nie tylko w zakresie sytuacji niebezpiecznych, lecz także konfliktowych i biznesowych. Autor profilowanych programów warsztatów specjalistycznych w zakresie bezpieczeństwa dla służb mundurowych, uczelni wyższych, instytucji państwowych i prywatnych. Specjalizuje się w interwencjach bez użycia siły, czyli za pomocą słów i technik psychologicznych. <br />
</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-dzialac-by-nie-dopuszczac-do-przemocy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polacy potwierdzili, jak wstręt wpływa na osądy moralne</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/polacy-potwierdzili-jak-wstret-wplywa-na-osady-moralne/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/polacy-potwierdzili-jak-wstret-wplywa-na-osady-moralne/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Feb 2021 02:47:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dagna Starowieyska</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[ocena sytuacji]]></category>
		<category><![CDATA[odczucia]]></category>
		<category><![CDATA[reakcje]]></category>
		<category><![CDATA[uczucia]]></category>
		<category><![CDATA[wstręt]]></category>
		<category><![CDATA[zachowania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28977</guid>
		<description><![CDATA[Uczucie wstrętu zwiększa szanse na to, że czyjeś osądy moralne będą bardziej surowe - potwierdzili psychologowie z Wrocławia i Lublina. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Aby to sprawdzić, ankietę o dylematach moralnych przeprowadzili&#8230; w pobliżu śmietnika, w którym wylali śmierdzący środek odstraszający dziki. &#8222;Osądy etyczne, które wydajemy, nie muszą być racjonalne&#8221; &#8211; komentuje dr hab. Michał Białek.</h3>
<p>&#8222;Myślimy, że jesteśmy racjonalni w naszych osądach moralnych. A okazuje się, że część z tych osądów jest kompletnie wzięta z sufitu. To, że potrafię po fakcie usprawiedliwić, dlaczego daną postawę uważam za etycznie słuszną, nie znaczy, że bazuje ona na faktach&#8221; &#8211; komentuje psycholog moralności dr Michał Białek z Uniwersytetu Wrocławskiego.</p>
<blockquote><p>Czy słusznym jest poddanie schwytanego zamachowca torturom, żeby dowiedzieć się, czy podłożył gdzieś kolejną bombę? Czy lekarz powinien podać chorym nowy lek, którego skutki uboczne doprowadzą do śmierci części osób, ale jednak większości chorych uratuje życie? Czy gdyby była możliwość podróży w czasie, etycznym byłoby zabicie Hitlera, zanim dojdzie do władzy? Albo &#8211; analogicznie &#8211; zabicie osoby, która dopiero w przyszłości porwie dziecko dla okupu?</p>
</blockquote>
<p>Polscy psycholodzy przed takimi dylematami stawiali badanych w sprytnie zaaranżowanym eksperymencie. Ankieter bowiem zaczepiał przechodniów stojąc niedaleko śmietnika, z którego unosił się bardzo brzydki zapach. A konkretnie był to smród środka odstraszającego dziki, który naukowcy wcześniej tam wylali. W swoich badaniach psycholodzy chcieli bowiem sprawdzić, czy uczucie wstrętu (wywołane czynnikiem z zewnątrz) wpłynie w jakiś sposób na wybory moralne badanych.</p>
<p><strong>DZIKOŚĆ SERCA</strong></p>
<p>Okazało się, że osoby, które w ramach badania zadeklarowały większy poziom wstrętu, były bardziej surowe w swoich ocenach moralnych. Zwracały więc większą uwagę na to, by etyczna była droga do celu (cel nie uświęca środków &#8211; podejście deontologiczne), zamiast szacować odległe w czasie zyski i straty danego czynu (podejście utylitarystyczne). Osoby, które odczuwały wstręt były więc bardziej skłonne sądzić, że: nie należy torturować zamachowca, nie można podać ratującego życie leku o groźnych skutkach ubocznych ani zabijać kogoś niewinnego, by nie dopuścić go do wyrządzenia zła.</p>
<blockquote><p>Nie można powiedzieć jednak, że osoby badane w smrodliwym otoczeniu podejmowały inne decyzje moralne niż pozostałe. Kluczowym czynnikiem był deklarowany przez samego badanego poziom wstrętu. Bo nie każdy, kto wąchał środek przeciw dzikom zareagował wstrętem. Badania (są one potwierdzeniem i doprecyzowaniem wyników wcześniejszych już badań dotyczących wstrętu i moralności) ukazały się w czasopiśmie Social Psychological and Personality Science.</p>
</blockquote>
<p><strong>SMRODEK DYDAKTYCZNY</strong></p>
<p>Dr hab. Białek wyjaśnia, jak to możliwe, że wstręt związany ze smrodem może zmienić podejście do tego, co etyczne, a co nie. &#8222;Do zapachów szybko się przyzwyczajamy i przestajemy je zauważać. Wstręt wywołany przez brzydki zapach może jednak w nas ciągle pozostawać&#8221; &#8211; mówi. Jeśli zaś ktoś nie zdaje sobie sprawy, skąd w nim ten wstręt się bierze, to często szuka przyczyny w sobie samym np. w informacjach, które przetwarza &#8211; w przypadku badanych były to scenariusze moralne. &#8222;Badany wnioskował więc, że wstręt wzbudzają w nim zachowania, o których czyta. A przez to bardziej był skłonny uznać je za niemoralne&#8221; &#8211; tłumaczy proces Michał Białek.</p>
<p><strong>SKLEPY CYNAMONOWE</strong></p>
<p>Wyjaśnia, że mechanizm związany z działaniem zapachu na uczucia wykorzystuje się już od dawna w marketingu. W niektórych sklepach &#8211; np. z ubraniami &#8211; rozpylane są przyjemne zapachy. Czujemy tę woń, kiedy wchodzimy, ale potem o niej zapominamy. &#8222;A bodziec cały czas działa i przyjemnie nas pobudza. Przez to zaś jest szansa, że nasze przyjemne pobudzenie przypiszemy ubraniom, które oglądamy&#8221; &#8211; wyjaśnia psycholog.</p>
<blockquote><p>I dodaje: &#8222;Badania pokazują, że najpierw mamy intuicję, a dopiero potem poszukujemy argumentów, żeby przekonać samych siebie, że to słuszne&#8221;.</p>
</blockquote>
<p><strong>NIEMORALNA PIŻAMA</strong></p>
<p>Psychologów moralności zastanawia, jak ludzie ustalają, co jest dobre, a co złe. &#8222;Wydawałoby się, że najprostszym podejściem byłoby uznawać za złe to, co szkodzi innym. Ale tak nie jest. Na moralność składa się bowiem wiele różnych spraw&#8221; &#8211; mówi. Zwraca uwagę, że ludzie czują, że nie za bardzo etyczna jest kradzież, ale i&#8230; przyjście w piżamie do pracy. &#8222;Gdyby jednak spytać ludzi dlaczego piżama ich oburza &#8211; mają problem, żeby to racjonalnie wyjaśnić&#8221; &#8211; mówi dr Białek. I dodaje, że w tym przypadku za naganne uważamy nie to, co czyni innym krzywdę, ale to, co łamie konwencje społeczne.</p>
<p><strong>EWOLUCJA WOLNIEJSZA NIŻ POSTĘP WIEDZY</strong></p>
<p>Naukowiec tłumaczy, że moralność ma swoje źródła w przeszłości ewolucyjnej. &#8222;W społeczeństwach, gdzie jest dużo zagrożeń, dużo nieznanego, warto było polegać na rzeczach już sprawdzonych, robionych od dawna, aby się chronić przed niebezpieczeństwem&#8221; &#8211; mówi naukowiec. I tłumaczy, że kiedy było dużo chorób, a nie było jak ich leczyć, ludzie mieli tendencję, by nie jeść i nie dotykać tego, co obrzydliwie pachnie i wygląda, czy np. unikać obcych ludzi &#8211; aby chronić się przed chorobami czy śmiercią. A wstręt to emocja, która tym wyborom towarzyszyła.</p>
<blockquote><p>&#8222;To był mechanizm adaptacyjny, który był przydatny kiedyś, kiedy wiedza o świecie była ograniczona. Teraz jednak ten mechanizm zaczyna szwankować. Wiele z tego, co było postrzegane jako ryzyko, ryzykiem w świetle badań naukowych wcale nie jest&#8221; &#8211; mówi psycholog. Ufanie wstrętowi wyprowadzać nas może więc czasem na manowce.</p>
</blockquote>
<p><strong>HOMOSEKSUALIZM I GMO</strong></p>
<p>Dr Białek powołuje się na badania, z których wynika, że niechęć wobec osób homoseksualnych u niektórych powodowana może być właśnie uczuciem wstrętu. &#8222;U niektórych osób seks homoseksualny wzbudza wstręt, a przez to uznają one gejów za osoby niemoralne&#8221; &#8211; wskazuje naukowiec. I dodaje, że potem osoby te próbują racjonalizować swoje osądy &#8211; mówiąc np. że geje są niemoralni, bo np. niszczą tradycyjną rodzinę.</p>
<blockquote><p>&#8222;Nie jest więc tak, że najpierw pojawia się myśl, że +geje niosą ryzyko dla rodziny+ i dlatego pojawia się wobec nich wstręt. Jest raczej odwrotnie: najpierw nie lubię gejów, a potem znajduję argumenty, żeby się usprawiedliwić, dlaczego kogoś nie lubię&#8221; &#8211; tłumaczy dr Białek.</p>
</blockquote>
<p>Dodaje, że podobnie rzecz ma się np. z niechęcią do GMO. &#8222;Pokarm, w którym jest coś sztucznie zmienionego, może odstręczać. I stąd jedzenie go zaczyna być postrzegane jako niemoralne&#8221; &#8211; opowiada.</p>
<p><strong>Mechanizm wstrętu pozwalał więc kiedyś ludziom dość efektywnie poruszać się w świecie. Pomagał unikać jedzenia zepsutych pokarmów, dotykania jadowitych zwierząt i kontaktu z chorymi osobami. &#8222;To działało dobrze przez wieki, więc zostało mocno w nas wmontowane. Ale teraz, kiedy warunki przetrwania się zmieniły, nie musi to być jedyny wyznacznik oceniania zachowań. Jeśli osoby homoseksualne lub o odmiennym kolorze skóry uważam za odpychające, to nie znaczy, że one są gorsze. I że to uczucie powinno kierować moimi sądami moralnymi&#8221; &#8211; kończy naukowiec.</strong></p>
<p><em>PAP &#8211; Nauka w Polsce, Ludwika Tomala, lt/ ekr/</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/polacy-potwierdzili-jak-wstret-wplywa-na-osady-moralne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mruczysz pod nosem?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/mruczysz-pod-nosem/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/mruczysz-pod-nosem/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 14 Sep 2012 02:25:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>karolina</dc:creator>
				<category><![CDATA[w skrócie]]></category>
		<category><![CDATA[mówienie do siebie]]></category>
		<category><![CDATA[mruczenie pod nosem]]></category>
		<category><![CDATA[nietypowe zachowania]]></category>
		<category><![CDATA[zachowania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=8234</guid>
		<description><![CDATA[Szukając zgubionych kluczy warto mruczeć pod nosem: “klucze, klucze, klucze" i mieć w nosie, co pomyślą inni. Nowe badania dowodzą bowiem, że mówienie do siebie pomaga w poszukiwaniach konkretnego przedmiotu]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trudno zaprzeczyć, że co najmniej raz na kilka dni większość z nas mówi sama do siebie. Wielu zagaduje w ten sposób nawet kilka razy dziennie. Naukowcy zastanawiali się, czemu służy takie pozornie nieracjonalne zachowanie.</p>
<p>W nowym badaniu, opisanym w &#8222;Quarterly Journal of Experimental Psychology&#8221;, psychologowie Gary Lupyan z University of Wisconsin-Madison i Daniel Swingley z University of Pennsylvania (USA) przeprowadzili serię eksperymentów pozwalających odkryć, czy mówienie do siebie może pomagać w poszukiwaniach przedmiotów. Do badania zainspirowały ich obserwacje ludzi, którzy próbując coś znaleźć (np. słoik masła orzechowego na sklepowej półce albo kostkę masła we własnej lodówce) bardzo często jednocześnie mruczą pod nosem.</p>
<p>W jednym z eksperymentów uczestnikom pokazano 20 zdjęć różnych przedmiotów i poproszono, by wśród nich wskazali jeden konkretny. U niektórych uczestników na ekranie komputera wyświetlał się pasek z nazwą przedmiotu, który trzeba znaleźć (&#8222;proszę poszukać czajniczka&#8221;). Innym razem uczestników proszono, aby szukali przedmiotu i jednocześnie powtarzali jego nazwę. Okazało się, że mówienie do siebie pomaga ludziom szybciej wskazać pożądany przedmiot.</p>
<p>W innym doświadczeniu uczestnicy dokonywali wirtualnych zakupów, w czasie których na ekranie komputera widzieli zdjęcia przedmiotów często obecnych na sklepowych półkach. Poproszono ich, by znaleźli, najszybciej jak umieją, wszystkie obrazki przedstawiające konkretny przedmiot, np. wszystkie siatki z jabłkami albo butelki dietetycznej coli. Także w tym przypadku w poszukiwaniach pomagało mamrotanie nazwy przedmiotu &#8211; nawet, jeśli był on dobrze znajomy.</p>
<p><strong>PAP Nauka w Polsce</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/w-skrocie/mruczysz-pod-nosem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->