<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady &#187; związki</title>
	<atom:link href="http://www.eksmagazyn.pl/tag/zwiazki/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.eksmagazyn.pl</link>
	<description>EksMagazyn - ekskluzywny magazyn dla kobiet: seks, mężczyźni, design, zdrowie, uroda, moda, imprezy, kino, recenzje, wywiady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Oct 2026 03:35:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Sexting jest zagrożeniem?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/sexting-jest-zagrozeniem/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/sexting-jest-zagrozeniem/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Oct 2026 23:11:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Edyta Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[intymność]]></category>
		<category><![CDATA[komunikacja]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[sexting]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28658</guid>
		<description><![CDATA[Ula z miłości wysłała swojemu chłopakowi intymne zdjęcie, którym on pochwalił się swoim kumplom. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Jeden z nich wykradł je z jego  komórki. Domagał się od niej wysyłania kolejnych zdjęć, szantażując, że  jeśli ich nie dostanie, opublikuje w sieci to, które już ma. To akurat  scenariusz filmu edukacyjnego dla młodzieży, ale wcale nie taki odległy  od rzeczywistości.</strong></p>
<p>Takie sytuacje coraz częściej zdarzają  się w polskich szkołach. Z badania „Nastolatki 3.0” przeprowadzonego  przez Państwowy Instytut badawczy NASK wynika, że aż 42 proc. młodych  ludzi w wieku 15-18 lat otrzymało kiedyś nagie, intymne materiały, a 13  proc. wysłało swoje nagie zdjęcia/filmy innej osobie. Tego typu  działanie w sieci to sexting.</p>
<blockquote><p>Nastolatki spędzają w  sieci średnio cztery godziny dziennie, a 8 proc. z nich robi to także w  nocy. Zdecydowana większość (ponad 90 proc.) ma swoje konta na portalach  społecznościowych takich jak Facebok, Instagram lub Snapchat. Tam  kontaktują się ze znajomymi, zawierają znajomości, wyrażają swoje  poglądy, kreują swój wizerunek.</p>
</blockquote>
<p>Specjaliści alarmują,  że w ostatnim czasie do internetu trafia coraz więcej treści  zawierających nagie lub półnagie zdjęcia lub filmy, wytworzonych przez  osoby poniżej 18 rż., świadomie angażujące się w seksualną aktywność.  Tego rodzaju działalność zyskała już nazwę: „self generated content”  (treści wytwarzane samodzielnie). Czemu nastolatki to robią? Czasem to  zabawa, podążanie za trendami, a czasem naiwność i brak asertywności.</p>
<p><strong>Self-generated content: niebezpieczna zabawa</strong></p>
<p>Często  nastolatki zamieszczają na swoich profilach wręcz intymne zdjęcia,  chcąc pochwalić się nowym (skąpym) ciuchem lub po prostu pięknym ciałem.  Nie zawsze przy tym mają świadomość, że treści publikowane w internecie  trafiają nie tylko do tych, dla których były przeznaczone.</p>
<blockquote><p>„W  sieci często publikowane są materiały, na których dzieci lub nastolatki  rozbierają się, przyjmują erotyczne pozy, naśladują ruchy  charakterystyczne dla różnych czynności seksualnych. Mimo że osoby  występujące na nich nie chciały zrobić nic złego, ich zabawy mogą  przyczynić się do powstawania nielegalnych treści, z których mogą  korzystać osoby o skłonnościach pedofilskich. Niestety zdarza się, że  pod wpływem nacisku ze strony społeczności danego portalu młodzi ludzie  decydują się na pokazanie swoich intymnych części ciała, a w niektórych  przypadkach na podjęcie różnych czynności seksualnych” – czytamy w  niedawno opublikowanym raporcie o sextingu opinię ekspertów z punktu  kontaktowego Dyżurnet.pl. To miejsce, które zajmuje się przyjmowaniem  zgłoszeń nielegalnych treści w internecie, szczególnie tych związanych z  seksualnym wykorzystywaniem dzieci.</p>
</blockquote>
<p><strong>Dla  wielu młodych osób sexting jest formą zabawy. Pozwala na wyrażenie  zainteresowania drugą osobą, czasem jest sposobem na przeżywanie  pierwszych doświadczeń seksualnych. Nierzadko dziewczyny przesyłają  swoje półnagie zdjęcia chłopakowi jako dowód miłości. Wydaje im się, że  takie zdjęcie obejrzy tylko on i nikt więcej go nie zobaczy. Brutalna  rzeczywistość jest taka, że czasem chłopak pochwali się otrzymanym  zdjęciem czy filmikiem przed kolegami, a któryś z nich gdzieś zamieści  takie zdjęcie dla żartu. Najczęściej nie wie nawet, że popełnia w ten  sposób przestępstwo, bo powielanie takich treści jest niezgodne z  prawem.</strong></p>
<p>„Wiele młodych osób podejmując ryzykowne  zachowania seksualne online nie myśli o konsekwencjach, z jakimi mogą  się później zmagać. Pokazują to głośne medialne historie, w których  ofiary sextingu nie poradziły sobie z falą hejtu i nienawiści, jaka  spotkała ich po wypłynięciu intymnych materiałów” – ostrzega Anna  Kwaśnik w Poradniku dla rodziców „Sexting i nagie zdjęcia. Twoje dziecko  i ryzykowne zachowania online” wydanego w ramach kolejnej odsłony  kampanii Ministerstwa Cyfryzacji i NASK – „Nie zagub dziecka w sieci”.</p>
<p><strong>Sexting: wstęp do cyberprzemocy</strong></p>
<p>Zdarza  się, że roznegliżowane zdjęcia są wykorzystywane do wymuszenia okupu  (pieniędzy) lub szantażu, by ofiara wysłała więcej swoich intymnych  zdjęć, pod groźbą ich opublikowania lub dalszego rozpowszechniania. Mamy  wtedy do czynienia ze zjawiskiem nazwanym sextortion. Sprawcami mogą  być zarówno osoby poznane w sieci, jak i znajomi, np. ze szkoły. Zwykle  pierwsze zdjęcia ofiara wysyła komuś dobrowolnie, kolejne są już  wymuszane.</p>
<blockquote><p>Ostatnio dużo mówi się też o zjawisku  „revenge porn” czyli „pornografii z zemsty”. Takie sytuacje zdarzają się  szczególnie w społeczności szkolnej. „Młode osoby często działają  impulsywnie, a pod wpływem emocji robią rzeczy, których później żałują,  np. rozsyłają intymne zdjęcia byłej dziewczyny, albo przyjaciółki, z  którą się pokłócą. Sprawca zazwyczaj nie liczy się z konsekwencjami,  działa pod wpływem emocji, chwili” – ocenia Anna Kwaśnik.</p>
</blockquote>
<p>Coraz  częściej zdarza się też, że treści są preparowane i choć są  nieprawdziwe, wyglądają bardzo realistycznie. Stąd nazwa: deepfakes (z  ang. deep- głęboki, fake-fałsz). W sieci dostępnych jest wiele prostych w  obsłudze aplikacji, które umożliwiają takie praktyki.</p>
<p><strong>Uwaga!</strong></p>
<p><strong>Dzieci  mogą być nie tylko ofiarami sextingu, ale też jego sprawcami! Warto od  najmłodszych lat wyjaśniać im, jakich treści nie wolno publikować i  rozsyłać! Sprawcy sextingu można postawić zarzuty o rozpowszechnianie  treści pornograficznych z udziałem osób małoletnich.</strong></p>
<p><strong>Tragiczne konsekwencje</strong></p>
<p>Co  się dzieje w świecie osoby, która stała się ofiarą sextingu, sextortion  czy innego rodzaju cyberprzemocy? Szkody są najczęściej bardzo poważne.</p>
<blockquote><p>„Ich  rozmiar zależy od tego co się stało, jaka to była sytuacja, jaki  materiał został udostępniony, kto był sprawcą. Pewne jest to, że  niezależnie od rozmiaru sprawy krzywda emocjonalna się dzieje &#8211; nikt nie  czuje się komfortowo, gdy ktoś ujawnia intymne treści na jego temat. To  dotyczy bardzo wrażliwej sfery życia. To szczególnie bolesne dla  młodych ludzi, dla których przynależność do grupy rówieśniczej,  akceptacja środowiska, status społeczny są bardzo ważne” – podkreśla  Anna Borkowska z Państwowego Instytutu Badawczego NASK.</p>
</blockquote>
<p>Z  badań ekspertów wynika, że ofiarom najczęściej doskwiera uczucie  zażenowania, wstydu, poczucie braku możliwości rozwiązania takiej  sytuacji, a także ogromne pokłady poczucia winy. Czują, że zawiodły, bo  to one zainicjowały tę sytuację. Warto jednak pamiętać, że cokolwiek się  wydarzyło, nikt nie ma prawa wykorzystać takich materiałów przeciwko  osobie jej tworzącej. Problem w tym, że ofiara w ten sposób nie myśli,  wpadając w błędne koło samooskarżenia, poczucia winy, kresu normalnego  życia.</p>
<blockquote><p>„Do tych wszystkich uczuć dołącza strach, że te  materiały zostaną rozpowszechnione, że zapozna się z nimi wiele osób,  że zobaczą je znajomi, rodzina. Ofiary boją się, na jaki pomysł może  jeszcze wpaść sprawca i co się w tej sytuacji może jeszcze wydarzyć” –  mówi ekspertka NASK.</p>
</blockquote>
<p>Sytuację pogarsza to, że  paradoksalnie to izoluje ofiarę od najbardziej potrzebnego w tej  sytuacji wsparcia &#8211; towarzystwa innej życzliwej osoby, od proszenia o  pomoc i od uzyskania tej pomocy.</p>
<blockquote><p>„Taki mix emocji  powoduje, że nastolatki nie zgłaszają tego nigdzie, że czują się jak w  pułapce, osaczone, bezsilne, nie wiedzą co robić, jak prosić o pomoc” –  podkreśla Borkowska.</p>
</blockquote>
<p><strong>Warto zwrócić uwagę na  to, że choć sextortion dzieje się w internecie, to jego efekty dotkliwie  odczuwalne są w realnym. Nastolatki często mówią, że po tym, jak  znalazły się takiej sytuacji, musiały zamknąć konto, zmienić nick,  hasła, traciły folowersów. Choć dla dorosłego może się to wydawać  banalnymi konsekwencjami, dla nastolatka może to oznaczać koniec świata:  zerwanie kontaktu ze znajomymi i z dotychczasowym modelem  funkcjonowania.</strong></p>
<p>Nic dziwnego, że często też dzieci nie  radzą sobie z tą sytuacją i muszą korzystać z pomocy psychologa,  terapeuty, a czasem lekarza, bo rozwinęła się u nich depresja lub inne  zaburzenia.</p>
<p><strong>Co gorsze, czasami środowisko zamiast pomóc pogłębia jeszcze problem.</strong></p>
<p>„Gdy  takie materiały wypływają do sieci ofiara, która i tak znajduje się w  bardzo trudnej sytuacji, doświadcza powtórnej wiktymizacji, ponieważ  spotyka się ogromną falą hejtu. Stąd prośba – jeśli widzimy takie  materiały w sieci nie komentujemy ich, nie „szerujmy”, a jeśli już  musimy zareagować, napiszmy coś, co może być wsparciem dla ofiary, nie  stawajmy po stronie sprawców, nie udostępniajmy tych materiałów, nie  rozsyłajmy ich dalej, nie hejtujmy” – apeluje ekspertka NASK.</p>
<p><strong>Internet nie zapomina</strong></p>
<p>Obojętnie,  czy mówimy o sextingu, cyberprzemocy, hejcie – nie ma lepszej metody  pomocy niż dobra rozmowa. Od najmłodszych lat powinniśmy uczulać dzieci  na to, jakie materiały mogą zamieszczać online, a jakich w żadnych  wypadku nie powinny upubliczniać.</p>
<blockquote><p>„Internet nie  zapomina. To, co wrzucamy dziś, nawet po skasowaniu może być tam  dostępne przez kilkanaście lat. Dzieci są bardzo świadome i nigdy nie są  za małe, żeby z nimi na ten temat rozmawiać” – uważa minister  cyfryzacji Marek Zagórski.</p>
</blockquote>
<p>Warto też mieć pieczę nad  tym co dziecko robi w internecie – jeśli dziecko jest małe, nie  zostawiać go samego w sieci, jeśli jest starsze, nie zostawiać zupełnie  bez kontroli.</p>
<p><em>Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/sexting-jest-zagrozeniem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Toksyczny związek: jak można go uzdrowić</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/toksyczny-zwiazek-jak-mozna-go-uzdrowic/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/toksyczny-zwiazek-jak-mozna-go-uzdrowic/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Sep 2026 00:39:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Julia Nieznalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[intymność]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[tokstyczne związki]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29113</guid>
		<description><![CDATA[Naruszanie lub przekraczanie granic dobrostanu psychicznego i fizycznego w związku może przybierać różne formy. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Jak się przed tym bronić i kiedy warto rozważyć zakończenie związku – podpowiada dr Robert Kowalczyk, psycholog i seksuolog kliniczny.</h3>
<p><strong>Dziś, w ciągu życia, tworzymy znacznie więcej bliskich związków niż sto lat temu. Dużo małżeństw się rozpada, szukamy nowych partnerów. Jak rozpoznać toksyczną relację? Co powinno wzbudzić naszą czujność? </strong></p>
<p>W psychologii określenie „toksyczny” jest używane często jako słowo-wytrych. „Toksyczne relacje”, „toksyczne osoby”… To wyrażenie może się odnosić do bardzo wielu kategorii. Dla mnie toksyczne związki, to takie gdzie naruszane są granice dobrostanu: psychicznego czy fizycznego. Gdy mówimy o manipulacji, użyciu kogoś, wykorzystywaniu. Zakładamy, że relacja, a w szczególności relacja z najbliższymi, nie powinna z samej swej istoty polegać na używaniu kogoś.</p>
<p><strong>A świadome pomijanie potrzeb partnera? </strong></p>
<p>Nie słucham partnera, pomijam go, unieważniam. Albo narzucam mu swój sposób myślenia, sposób narracji, który uważam za lepszy. To przykład relacji asymetrycznej. Jeśli w relacji kogoś używam, bo mu nakazuję, żeby działał według mojego wyobrażenia, dla mnie stanowi to przekroczenie granic w związku. </p>
<p><strong>Granica kompromisu w relacji?</strong></p>
<p>Przemoc. Niekoniecznie tylko fizyczna. Może to być na przykład przemoc ekonomiczna: „Nie zrobisz tego, to nie dostaniesz pieniędzy”. Albo szantaż: „Nie zrobisz, nie wyjdziesz z domu”. W takich przypadkach granica zostaje przekroczona.</p>
<blockquote><p>Kompromis polega na tym, że jestem w stanie w nieraniący sposób negocjować swoje granice… Czyli, jedna osoba mówi, że jest w stanie z czegoś zrezygnować i druga też daje pole do działania.</p>
</blockquote>
<p><strong>Przygotowując się do rozmowy z Panem przeczytałam wiele historii kobiet będących w związkach, w których pojawia się zazdrość.</strong></p>
<p>Tak, to element bardzo często obecny w relacjach, czasami zazdrość jest wręcz chorobliwa. Na przykład nie pozwalam mojej partnerce zapytać na ulicy o godzinę, bo to jest już dla mnie zdrada.</p>
<blockquote><p>Albo każę jej robić w pracy zdjęcia z kim siedzi i co robi, bo muszę to wiedzieć. Kontrola partnera czy partnerki, dyrygowanie, wpływanie na jej zachowania. To zdecydowanie mieści się pod hasłem „toksyczność”, narusza granice.</p>
</blockquote>
<p><strong>Jeśli od samego początku czujemy, że partner ma tendencję do kontroli i wchodzimy w tę relację, robimy to na własną odpowiedzialność. A co robić, jeśli na początku świetnie maskuje te swoje skłonności, a dopiero potem pokazuje „prawdziwą twarz”?</strong></p>
<p>Na przykład osobowości psychopatyczne tak mają, że się na początku prezentują bardzo dobrze i dopiero później wychodzi ich „prawdziwa” twarz.. </p>
<p><strong>Czy określenie „psychopata” nie jest nadużywane podobnie jak „toksyczny związek”? Jak rozpoznać klasycznego psychopatę?</strong></p>
<p>Psychopatia to bardzo określone zaburzenie osobowości. W społeczeństwie „czystych” psychopatów jest 2-3 procent. Częściej są to mężczyźni niż kobiety.</p>
<p>Mamy trzy obszary, w których psychopatia jest widoczna. Obszar relacyjny, emocjonalny i behawioralny. Jeżeli chodzi o element emocjonalny, psychopata nie ma wyrzutów sumienia i poczucia winy. Nawet, jeśli pojawi się u niego działanie, które jest złamaniem jakiejś normy. Na przykład, psychopata spoliczkował partnerkę, tłumaczy sobie i jej, że nie uderzył dlatego, że jest zły, tylko, że ona go sprowokowała.</p>
<blockquote><p>On jest doskonały, a ona nieobliczalna, wariatka &#8211; stąd takie działanie podjął. Uczuciowość u psychopaty jest bardzo powierzchowna. Często się myśli, że tacy ludzie nie przeżywają emocji. To nieprawda, mają, bo gdyby nie mieli, to by nie potrafili tak doskonale nimi manipulować. Nie mają za to tak zwanej uczuciowości wyższej, a także brak im odpowiedzialności za własne czyny. „Inni są winni, głupi, jacykolwiek”. Psychopata lubi też kłamać i pokazywać się w bardzo dobrym świetle. Chce wyróżniać się w otoczeniu, być bohaterem. Taki pan „całuje rączki teściowej”, „dzieciakom nosi plecaki”. A w domu potrafi zrobić piekło.</p>
</blockquote>
<p><strong>Straszne.</strong></p>
<p>Ta dobra prezentacja na zewnątrz jest dość charakterystyczna, dlatego ofiarom psychopatów trudno dotrzeć do innych z przekazem, że są dręczone. Psychopaci często prowadzą też pasożytniczy tryb życia, żerują na innych. Wciąż potrzebują superbodźców, na przykład w seksie. A ponieważ potrzebują większej stymulacji, na przykład częściej zdradzają. Dla nich to dodatkowy element podniecenia – nieliczenie się z innymi, traktowanie ich jak pionki w grze.</p>
<blockquote><p>Często kobiety w relacji z psychopatą przyjmują jego narracje, naprawdę wierzą, że są gorsze. Psychopaci mają tendencję do wybierania kobiet, które będą im podległe, nad którymi górują. Odcinają je od otoczenia. „Po co ty będziesz rozmawiać z tymi swoimi głupimi koleżankami, siedź w domu i zrób to, co do ciebie należy”. Albo odcinają rodzinę. Chodzi o to, żeby kobieta nie miała wsparcia na zewnątrz. Mogą też odcinać od pieniędzy: „Po co ty będziesz pracować, ja ci zapewnię utrzymanie” i po pewnym czasie staje się ona od niego kompletnie zależna.</p>
</blockquote>
<p><strong>Na ile świadomie wybieramy osobę, z którą wchodzimy w relację? </strong></p>
<p>W pierwszych relacjach często powielamy schematy wyniesione z domu. Doskonałym przykładem reprodukcji schematu są rodziny z problemem alkoholowym. Są osoby, które wybierają alkoholików na partnerów, pomimo że widziały z czym się to wiąże. Ponieważ  odnajdują się  na przykład w roli „ratownika, ofiary czy kata”, bo… wyuczyły się tej roli w domu. Zdarza się, że wchodzimy w kolejne relacje i pomimo negatywnych konsekwencji powielamy schemat. „Następny facet, który się okazał draniem”. A może to ja wybieram drani, bo mój ojciec taki był i znajduję sobie partnerów na jego wzór i podobieństwo. Niby oczywista zależność, ale często wyparta czy nie do końca uświadomiona.</p>
<blockquote><p>Z doświadczania wiem, że dopóki się tego psychoterapeutycznie nie przepracuje, będzie się powielać wzorce. Chodzi o to, żeby zawczasu rozpoznać koleiny, w które się wpada. A wpada się w nie, bo są znane, co równa się: bezpieczne.</p>
</blockquote>
<p><strong>A nie jest tak, że z wiekiem coraz trudniej nam wejść w relacje, bo stajemy się mniej elastyczni i wydaje się, że każdy związek jest nie taki jak powinien? </strong></p>
<p>To jest w ogóle problem naszych czasów, poszukiwanie tej jedynej czy tego jedynego – idealnego, który spełnia większość naszych standardów, bo sami przecież zainwestowaliśmy w siebie dużo. Mamy w głowach wzorzec idealnego związku i z pełną determinacją chcemy tę utopię zrealizować.</p>
<blockquote><p>Niedawno spotkałem się określeniem, które w mojej ocenie w sposób niezwykle trafny określa współczesne podejście do poznawania się &#8211; „tinderyzacja randek/relacji”. Nazwa pochodzi od aplikacji Tinder – gdzie w sposób niezwykle prosty możemy wystawić się na „rynku matrymonialnym”. Chodzi o to, że partnerów szybko się poznaje … i równie szybko można ich się pozbyć. Kiedy pojawia się w związku trudna sytuacja, pierwszy konflikt, rozczarowanie, w głowie rodzi się taka myśl: „To nie jest ten jedyny, jedyna?”, „Czy powinnam/powinienem być w tej relacji?”, „A może źle wybrałem tą dziewczynę, jest tam 10 innych, które czekają i może z nimi nie będę miał takich problemów?” – po co się trudzić, jak jest tyle innych możliwości.</p>
</blockquote>
<p>Taka jest rzeczywistość. Co zrobić, żeby ograniczać te negatywne skutki tinderyzacji relacji? Budować świadomość w związku. Nie przekreślać go razu, ale naprawiać. Oczywiście medal ma dwie strony, bo nie da się naprawiać czegoś bez końca.</p>
<p><strong>No właśnie, zwłaszcza, gdy w grę wchodzą niszczące człowieka relacje, o których już wspominaliśmy. Co jest lepsze? Rozstać się od razu czy tkwić?</strong></p>
<p>Decyzja o pozostaniu lub wyjściu z relacji zależy od tego, jakie mamy zasoby. Istotne jest, na ile dany człowiek jest świadomy relacji w jakiej tkwi. Po pierwsze trzeba zacząć pracę od siebie, wzmocnić swoje zasoby, ale też popatrzeć na swoją relację, spróbować ją w jak najbardziej obiektywny sposób „zdiagnozować”. Zastanowić się, jakie potrzeby są zaspokajane, a jakie nie są. Określić to. Warto to jeszcze raz podkreślić &#8211; jeżeli wchodzi w grę przemoc, należy jak najszybciej poszukać pomocy. Często bez pomocy z zewnątrz spirala przemocy będzie się nakręcać.</p>
<p><strong>A jakimi „toksykami” bywają kobiety? </strong></p>
<p>Ulubionym narzędziem kobiet jest wzbudzanie poczucia winy, można to robić na tysiące sposobów. I są takie związki, które na poczuciu winy są oparte. „Jesteś taki, jak twój ojciec” „Nie troszczysz się o dzieci” &#8211; takie zdania często padają z ust kobiet. Oczywiście, te stwierdzenia mogą być prawdziwe. Tylko pytanie, na ile są używane w wymiarze toksycznym. Mogą być też kobiety roszczeniowe, które uważają, że im się coś należy, bo po prostu są.</p>
<blockquote><p>Taki „syndrom księżniczki”, która cały czas musi być adorowana, karmiona komplementami, bo taka jest jej „naturalna” rola. Kobiety również mogą być sprawcami przemocy, obrażać swojego partnera, dewaluować jego osiągnięcia. Dawać do zrozumienia, że się do niczego nie nadaje, że nie jest dobrym mężczyzną. Porównywać z innymi, krytykować. Czasami też w grę wchodzi zaborczość: „Ty mi musisz podać swój PIN, hasła”. Nie umieją uszanować czyjejś prywatności i granic. A przecież związek nie powinien być oparty na nieustannym szpiegowaniu.</p>
</blockquote>
<p><strong>Ile można dać wolności w relacji?</strong></p>
<p>Tyle, żeby obie strony czuły się bezpiecznie. Rozumiem, że mogą być takie sytuacje, które stanowią wyzwanie w relacji, na przykład ktoś został zdradzony i w związku z tym jest bardziej wyczulony. Ale jeśli kontrola pojawia się praktycznie bez przyczyny, to mamy toksyczne zachowanie. Także wtedy, gdy oczekuję, że partner będzie się meldował co 5 minut. Warto porozmawiać z czego wynikają takie oczekiwania, po co to robimy.</p>
<blockquote><p>Jeśli  pojawia się stwierdzenie „Bo ja ci nie ufam”, warto sobie wyjaśnić, skąd się to wzięło. A przerzucanie się hasłami „Nie, bo nie” albo „Ty jesteś szalona” do niczego nie prowadzi. Dochodzimy tu do świętego Graala psychologii – prawidłowej komunikacji w relacji. Zrozumienie, że nie jest się nieomylnym, że partner może mieć rację, bywa często uwalniające.</p>
</blockquote>
<p><strong>Ale jeśli relacja jest toksyczna, właściwie żadne tłumaczenie nie przyniesie zrozumienia.</strong></p>
<p>Często bez terapii nie. Jeżeli jesteśmy w toksycznej relacji i z jakiejś przyczyny w niej tkwimy, to oczekiwanie, że coś się zmieni nagle jest oczekiwaniem nierealnym. Jeśli nie chcemy iść do terapeuty, porozmawiajmy z jakąś bliską osobą. Włączmy kogoś do tej rozmowy.  </p>
<p><strong>Gdzie się zwrócić po pomoc, jeśli mamy podejrzenie, że tkwimy w takiej toksycznej relacji?</strong></p>
<p>W Polsce mamy całą masę psychoterapeutów. Są to najczęściej osoby po psychologii, czy medycynie.  Warto sprawdzić do kogo idziemy, bo nie każdy psycholog czy psychiatra jest od razu psychoterapeutą. Powinien posiadać certyfikat psychoterapeuty, uprawnienia do prowadzenia psychoterapii. Znaczy to, że skończył odpowiednią szkołę terapeutyczną. Niestety, jest dużo osób, które nie mają takich kwalifikacji, a podejmują działalność psychoterapeutyczną.</p>
<blockquote><p>Ważne by trakcie pierwszej rozmowy ustalić oczekiwania, jakie się ma względem tych spotkań. Terapia nie polega na tym, że dostaniemy gotowe rozwiązania; możemy otrzymać narzędzia, zbudować świadomość. Powinniśmy iść do terapeuty, jeśli w relacji odczuwamy cierpienie, terapia to próba zlokalizowania przyczyny tego wewnętrznego bólu. Zaczynamy indywidualnie, potem warto wejść w terapię par.</p>
</blockquote>
<p><strong>Terapia działa?</strong></p>
<p>Rozmowa działa. Czasami wydaje się, że sytuacja jest patowa, każdy jest zacietrzewiony w tych swoich przekonaniach i wyobraża sobie partnera w określony, najczęściej negatywny  sposób. Spotkanie przy tej trzeciej osobie wymaga od nas pewnej konwencji. Terapeuta pewne rzeczy kanalizuje, pewne rzeczy wzmacnia i okazuje się, że ta rozmowa zaczyna być konstruktywna.</p>
<blockquote><p>Patrząc na terapie par, które prowadziłem widzę, że w większości przypadków konflikt udało się rozwiązać, że nie było jeszcze za późno. Często osoby, których relacje się porozpadały mówią „Jakbyśmy wcześniej zareagowali, to może by do tego nie doszło”.</p>
</blockquote>
<p><strong>Łatwiej pomóc osobom młodszym czy starszym?</strong></p>
<p>Patrzę na ludzi, którzy do mnie przychodzą, są to zarówno młodzi, w swoich pierwszych związkach, ale i osoby starsze z wieloma doświadczeniami. Młodzi mają mniej doświadczenia, a starsi boja się, że kolejny raz wpadną w ten sam toksyczny schemat. Każdy wiek jest dobry, by stworzyć dobrą, świadomą relację.  </p>
<p><em>Rozmawiała: Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl </em></p>
<div id="biography-wrapper"><em><img src="https://zdrowie.pap.pl/sites/default/files/styles/image_crop_portrait_100/public/201904/Robert_Kowalczyk.jpg?itok=u20bGIC4" alt="Fot. PAP/ M.Kmieciński" width="100" height="100" /></em></p>
<div id="biography-label"><em>dr Robert Kowalczyk, psycholog i seksuolog</em></div>
<p><em>Ukończył psychologię stosowaną na Uniwersytecie Jagiellońskim. Absolwent studiów podyplomowych z zakresu opiniowania sądowo-psychologicznego (Uniwersytet Śląski w Katowicach) oraz studium doktoranckiego na Wydziale Lekarskim Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu. Kierownik Zakładu Seksuologii Wydziału Psychologii i Nauk Humanistycznych Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego.  Współpracuje (jako wykładowca) z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, Akademią Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, Uniwersytetem SWPS oraz Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego.  Autor i współautor ponad 80 publikacji medycznych i psychologicznych o zasięgu krajowym i międzynarodowym.  Uczestniczy w realizacji wielu projektów naukowo-badawczych z dziedziny seksuologii, psychologii i psychiatrii.  Członek Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego oraz Rady Naukowej (MSM) Krajowego Centrum ds. AIDS.  Psychoterapeuta – seksuolog  w Centrum Terapii Lew-Starowicz.  <br />
</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/toksyczny-zwiazek-jak-mozna-go-uzdrowic/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Będzie mniej małżeństw</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/bedzie-mniej-malzenstw/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/bedzie-mniej-malzenstw/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Jun 2026 01:43:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Julia Nieznalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[kobiety]]></category>
		<category><![CDATA[liczba małżeństw]]></category>
		<category><![CDATA[macierzyństwo]]></category>
		<category><![CDATA[małżeństwa]]></category>
		<category><![CDATA[powody małżeństw]]></category>
		<category><![CDATA[późne macierzyństwo]]></category>
		<category><![CDATA[rodzenie dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=25718</guid>
		<description><![CDATA[Z danych demograficznych wynika, że w perspektywie najbliższego dziesięciolecia liczba nowo zawieranych małżeństw w Polsce zmniejszy się o mniej więcej jedną czwartą.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Oznacza to pogorszenie sytuacji branży ślubnej, która – według ostrożnych szacunków – generuje co najmniej 6-7 mld zł obrotu rocznie – zauważa demograf prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.</p>
<p>&#8222;Patrząc na to, że mam do czynienia w dzisiejszej Polsce z zawieraniem związków małżeńskich przez mniej więcej 26-letnie kobiety i 28-letnich mężczyzn, musimy sobie zdawać sprawę, że w nadchodzących kilkunastu latach liczba takich właśnie osób, w najlepszych wieku do zawierania związków małżeńskich, będzie się zmniejszać&#8221; &#8211; podkreślił prof. Szukalski.</p>
<p>W naturalny sposób ten wiek osiągać będą roczniki z końca lat 80. oraz urodzone w latach 90. &#8222;W każdym roczniku jest od 3 do 5 proc. mniej osób, co przekłada się na stały spadek&#8221; &#8211; dodał.</p>
<p>Jego zdaniem należy oczekiwać, że liczba nowo zawieranych małżeństw w perspektywie mniej więcej najbliższego dziesięciolecia zmniejszy się o jedną czwartą i to mimo, że liczba małżeństw powtórnych będzie nadal nieznacznie wzrastać. &#8222;To są nieubłagane prawa bardzo szybkiego zmniejszania się w latach 90. liczby dzieci, które były wydawane na świat&#8221; &#8211; podkreślił.</p>
<p><strong>Ekspert szacuje, że liczba nowo zawieranych małżeństw w perspektywie 10 lat zmniejszy się o mniej więcej 40-50 tys. rocznie, co oznacza spadek z obecnego poziomu 180-190 tys. do 140-150 tys. małżeństw rocznie.</strong></p>
<p>To wszystko oznacza brak dobrych informacji dla osób związanych z branżą ślubną czy weselną – mówi demograf.</p>
<p>Ekspert zwraca uwagę, że zawarcie małżeństwa to także ważny akt ekonomiczny, choć ekonomiczne znaczenie uroczystości ślubnych jest zwykle niedoceniane. Skromnie zakładając, że typowy ślub i wesele kosztują 25 tys. zł, a w ostatnich latach ogółem nowych małżeństw jest ok. 190 tys. – oznacza to koszty organizacji sięgające w skali kraju rocznie ponad 4,7 mld zł &#8211; podkreśla naukowiec.</p>
<p>Kwota ta – zapewne zaniżona wobec rzeczywistej – pozwala się utrzymać dziesiątkom tysięcy ludzi zajmujących się szyciem i sprzedażą ubiorów ślubnych, organizacją ślubów i wesel, czy ich obsługą np. gastronomiczną, muzyczną czy fotograficzną. Jeśli dodać do tego koszty ubiorów, kwiatów, prezentów i dojazdu ponoszone przez zaproszonych gości &#8211; okazuje się, iż &#8222;przemysł ślubny&#8221; generuje przynajmniej 6-7 miliardów złotych rocznie obrotu.</p>
<p>Prof. Szukalski podkreśla, że złe wieści dla osób żyjących z organizacji ślubów i wesel wzmocnione są jeszcze jednym czynnikiem – rosnącym odsetkiem małżeństw powtórnych. W takim przypadku, gdy dokonuje się formalizacja powtórnego związku, jest ona robiona z mniejszych przepychem i mniej uroczyście.</p>
<p>&#8222;Zdecydowanie częściej jest to organizacja ślubu bez uroczystości weselnych, z niewielkim przyjęciem, co oznacza po prostu nie wchodzenie na ten rynek usług około weselnych. A to oznacza, iż wszystko wskazuje, że &#8211; patrząc z punktu widzenia demograficznego – kwoty, jakie w przyszłości będą wydawane na organizację ślubów i wesel, będą mniejsze niż obecnie&#8221; &#8211; ocenił demograf.</p>
<p><strong>W ostatnich 20 latach pojawiała się też w Polsce nowa moda na coraz późniejsze macierzyństwo; ta tendencja utrzyma się w kolejnych latach &#8211; przewiduje demograf prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.</strong></p>
<p>Według niego obecny wzrost znaczenia późnego macierzyństwa ma podłoże w sytuacji kobiet na rynku pracy i odraczaniu decyzji prokreacyjnych do chwili osiągnięcia przez kobiety stabilnej sytuacji zawodowej i ekonomicznej.</p>
<p>Demograf zaznaczył, że za późne macierzyństwo uznawane są narodziny dziecka po ukończeniu przez kobietę 35 lat. I choć w przeszłości kobiety w tym wieku zawsze rodziły dzieci, to zazwyczaj było to już ich kolejne dziecko, zaś późne macierzyństwo wynikało na ogół z wielodzietności.</p>
<p>„Jeśli spojrzymy 50 lat wstecz, to okazywało się, że tak naprawdę prawie połowa dzieci wydawanych na świat po 35. roku życia, to były dzieci: piąte, szóste, siódme z kolei. Natomiast jedno na kilkanaście było dzieckiem pierwszym” &#8211; dodał.</p>
<p>W ostatnich latach to jednak się zmieniło, bowiem w coraz większym stopniu w grupie kobiet 35+ mamy do czynienia z urodzeniami pierwszego dziecka, które stanowią mniej więcej 1/5, i drugiego dziecka, które stanowią ponad 40 proc. urodzeń w tym wieku. „A zatem jest to diametralna zmiana” &#8211; podkreślił prof. Szukalski.</p>
<p>Demograf przewiduje, że również w nadchodzących latach będziemy mieli do czynienia ze wzrostem ważności późnego macierzyństwa, a odpowiadać za to będą dwa czynniki. „Po pierwsze podwyższanie się typowego wieku wstępowania w związki małżeńskie, rozpoczynania takiego prawdziwego, dorosłego, rodzinnego życia, w tym także wydawania na świat potomstwa” &#8211; zaznaczył.</p>
<p>W najbliższych zaś latach drugim ważnym czynnikiem będzie wkraczanie w wiek 35+ kobiet z tzw. drugiego wyżu demograficznego, czyli urodzonych na przełomie lat 70. i 80. ub. stulecia.</p>
<p>„Nakładanie się tych dwóch czynników – długookresowego opóźniania decyzji prokreacyjnych i krótkookresowego dochodzenia do wieku 40 lat przez liczne generacje drugiego, powojennego wyżu, prowadzi do tego, że w długiej, a zwłaszcza w krótkiej perspektywie należy liczyć się ze wzrostem liczby dzieci urodzonych przez kobiety trzydziestokilkuletnie, czy wręcz czterdziestoletnie” &#8211; zaznaczył demograf.</p>
<p><strong>Jego zdaniem, w ostatnich dekadach różne były powody opóźniania przez kobiety decyzji o urodzeniu pierwszego dziecka. W latach 90. i na początku XXI wieku kluczowym czynnikiem było upowszechnienie się edukacji i masowe wejście młodych kobiet w system szkolnictwa wyższego, co w naturalny sposób prowadziło do odroczenia wstępowania w dorosłość.</strong></p>
<p>Natomiast ostatnich 10-15 lat to czas, w którym to rynek pracy zdecydowanie silniej oddziałuje na opóźnianie decyzji prokreacyjnych. „Tak się jakoś składa, że pracodawcy niechętnie zatrudniają młode kobiety, które &#8211; chcąc nie chcąc &#8211; w tych pierwszych latach starają się za wszelką cenę wykazać dyspozycyjnością, odpowiedzialnością. I bardzo często prowadzi to do odraczania momentu, w którym podejmuje się próby wydania na świat potomstwa” &#8211; ocenił prof. Szukalski.</p>
<p>Jeśli do tego – jego zdaniem &#8211; dodać niepewność towarzyszącą w pierwszych latach aktywności zawodowej, to jest to pełen zestaw czynników, które wpływają na to, że pojawia się tendencja do coraz późniejszego macierzyństwa. I jak podkreślił demograf, późne macierzyństwo to coraz bardziej wyraźny syndrom wielkomiejski, gdzie w naturalny sposób dobrze wykształcone kobiety, mające relatywnie dobre dochody najpierw próbują uzyskać pewną pozycję na rynku pracy, a &#8222;potem troszkę poużywać życia&#8221;.</p>
<p>„Próba stabilizacji rodzinnej w dużych miastach pojawia się znacznie później w stosunku do kobiet mieszkających w mniejszych ośrodkach miejskich czy na wsi, a przede wszystkim kobiet o zdecydowanie niższym statusie w zakresie wykształcenia i pozycji na rynku pracy” &#8211; ocenił naukowiec.</p>
<p><em>Źródło: PAP Nauka w Polsce</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/bedzie-mniej-malzenstw/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ciąża = małżeństwo? Już nie</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/seksowne-ciekawostki/ciaza-malzenstwo-juz-nie/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/seksowne-ciekawostki/ciaza-malzenstwo-juz-nie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 15 Jun 2026 02:32:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Prochowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[seksowne ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[ciąża]]></category>
		<category><![CDATA[ciąża a małżeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[małżeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[powody małżeństwa]]></category>
		<category><![CDATA[przyczyny małżeństwa]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eksmagazyn.pl/?p=25714</guid>
		<description><![CDATA[W Polsce obniża się liczba małżeństw naprawczych, czyli zawieranych w sytuacji spodziewanego przyjścia na świat dziecka. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ciąża powoli przestaje być powodem zmuszającym do zawarcia małżeństwa – uważa demograf prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.</p>
<p>Zdecydowana większość przychodzących na świat dzieci w Polsce rodzi się w związkach małżeńskich. Większość dorosłych Polaków (67 proc.) jako coś złego ocenia również wzrost liczby urodzeń pozamałżeńskich.</p>
<p>Zdaniem prof. Piotra Szukalskiego widoczne jest jednak rozluźnienie związku między momentem zawierania małżeństwa a skłonnością do prokreacji. Dzieci nie muszą rodzić się już tylko w małżeństwie. &#8222;Z drugiej zaś strony małżeństwo nie oznacza natychmiastowego podejmowania prób realizacji planów prokreacyjnych” &#8211; uważa demograf.</p>
<p>W związku z tym obniża się skala „małżeństw naprawczych”, zawieranych w sytuacji, kiedy wkrótce ma pojawić się potomstwo. Ciąża &#8211; jak mówi prof. Szukalski &#8211; powoli przestaje być powodem zmuszającym do zawarcia małżeństwa.</p>
<p>Przez ostatnie 25 lat wskaźnik małżeństw, które zostały „przymuszone” do zawarcia związku szybko spadał. Obecnie udział małżeństw doczekujących się dziecka w trakcie pierwszego roku od zawarcia małżeństwa wynosi 22,6 proc., kiedy w 2000 r. było to aż 40,7 proc. W przypadku skrócenia tego okresu do 9 miesięcy w 2000 r. udział ten wynosił ponad 33 proc, a obecnie o ponad połowę mniej &#8211; 16 proc.</p>
<p>Jednocześnie spadek liczby małżeństw naprawczych, jak i liczby urodzeń w czasie pierwszych 9 czy 12 miesięcy trwania związku małżeńskiego, łączy się z silnym wzrostem częstości urodzeń pozamałżeńskich. Obecnie odpowiadają one za jedną czwartą ogółu urodzeń, podczas gdy w roku 2010 wskaźnik ten wynosił 20,6 proc., a dekadę wcześniej jedynie 12,1 proc.</p>
<p>W rezultacie można mówić o wzroście znaczenia urodzeń, które zostały poczęte poza małżeństwem – łącznie w ostatnich latach obejmują one ok. jedną trzecią ogółu urodzeń. Podejrzewać należy, iż – wraz ze wzrostem liczby urodzeń pozamałżeńskich – rośnie też liczba dzieci, które są świadkami ceremonii ślubnej swych rodziców.</p>
<p>Demograf podkreślił, że ludność polskiej wsi jest zdecydowanie bardziej tradycyjna. W związku z tym są tam silniejsze oczekiwania społeczne do zawierania „małżeństw naprawczych”.</p>
<p>„Towarzyszy temu również niższy o kilka punktów proc. w stosunku do ludności miast, udział urodzeń pozamałżeńskich na obszarach wiejskich. To potwierdza tezę o niższym poziomie akceptacji przez mieszkańców wsi dla nietradycyjnych zachowań demograficznych” &#8211; zaznaczył prof. Szukalski.</p>
<p><em>Źródło: PAP Nauka w Polsce</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/seksowne-ciekawostki/ciaza-malzenstwo-juz-nie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak to jest w białym związku?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/jak-to-jest-w-bialym-zwiazku/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/jak-to-jest-w-bialym-zwiazku/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 May 2026 23:25:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalina Samek</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[białe związki]]></category>
		<category><![CDATA[intymność]]></category>
		<category><![CDATA[jak funkcjonują białe związki]]></category>
		<category><![CDATA[zwiąki bez seksu]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28661</guid>
		<description><![CDATA[Kochają się, pragną siebie, ale nie mają pełnego współżycia płciowego. Taki stan może trwać latami.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Para chce współżyć, ale nie  może. Czasem przychodzą po pomoc. Dr Sławomir Jakima, lekarz psychiatra i  seksuolog oraz Ewa Małachowska, psycholog i psychoterapeuta &#8211;  seksuolog, leczyli kilkaset takich par. Zaobserwowali kilka cech, które  te pary łączyły.</strong></p>
<p>Warto wiedzieć, że białe związki znamy  zarówno z historii, jak i literatury. Białe małżeństwo łączyło Bolesława  V Wstydliwego i Kingę (być może motywowane względami religijnymi: para  złożyła śluby czystości). Adoptowany przez Bolesława Leszek Czarny  okazał się – według małżonki Gryfiny – impotentem. Jak wskazują  historycy, po wybuchu skandalu zgodził się na kurację… dietą z żab i  węży. Nie wiadomo, czy skuteczną, pewne jest, że para nie doczekała się  potomstwa.</p>
<blockquote><p>Białym małżeństwem okazał się związek  pisarza i krytyka sztuki Johna Ruskina z Effie Gray. Kobieta  doprowadziła do anulowania małżeństwa z powodu impotencji męża, co było  sporym skandalem w wiktoriańskiej Anglii. Losy tego związku w sugestywny  sposób pokazuje film „Effie Gray” w reżyserii Richarda Laxtona.</p>
</blockquote>
<p>Biblijna  Księga Tobiasza zawiera opowieść o Sarze, która siedmiokrotnie wyszła  za mąż i za każdym razem, zanim doszło do zbliżenia w noc poślubną, jej  oblubieniec umierał (za sprawą demona, w którego władzy była Sara).  Ósmemu, Tobiaszowi, udało się przeżyć m.in. dzięki pomocy anioła.  Poradził mu: “A gdy już będziesz miał z nią się złączyć, powstańcie  najpierw oboje i módlcie się, i proście Pana nieba, aby okazał wam  miłosierdzie i ocalił was” (Tb 6,18).</p>
<blockquote><p>Co oczywiste,  współczesna medycyna i psychologia ma do zaoferowania inne metody, choć –  podobnie jak w Biblii – istotnym elementem terapii jest tu zaufanie  partnerów do siebie i do terapeutów. Trzeba też pamiętać, że niemożność  współżycia nie wynika z woli, a jej przyczyny są złożone.</p>
</blockquote>
<p><strong>Nieskonsumowane związki: zaskakujące fakty</strong></p>
<p>Nie  jest pewne, jakie jest rozpowszechnienie zjawiska białych związków;  wiadomo, że są różnice pomiędzy różnymi obszarami kulturowymi. Jak  podawał dr Jakima, szacuje się, że w Europie i USA ok. 5 proc. par żyje w  nieskonsumowanych związkach, a w krajach arabskich jest ich więcej, być  może ze względu na powszechniejsze występowanie zaburzeń erekcji w  tamtejszych społeczeństwach.</p>
<p>Co może zadziwiać, to partnerzy w  białych związkach odczuwają podniecenie i pożądanie, jednak nie są w  stanie doprowadzić do stosunku płciowego. Czasami przez całe lata.</p>
<p><strong>- 80 proc. par ma inne formy seksu, osiągają orgazm, odczuwają pożądanie – mówił dr Jakima.</strong></p>
<p><strong>Zwrócił  uwagę, że Ruskin w filmie Laxtona, choć odrzuca żonę, okazując chłód i  niemal odrazę wobec jej czułości, to nie powstrzymuje się od masturbacji  w jej obecności. Nieskonsumowane związki nie muszą się jednak  charakteryzować chłodnymi relacjami między partnerami – wprost  przeciwnie.</strong></p>
<blockquote><p>Lekarz podjął się próby  scharakteryzowania partnerów w białym związku. Kobiety – jak mówił &#8211;  cechują się wysokim poziomem lęku, często w ich rodzinie występowało  uzależnienie od alkoholu, często czuły się osobami niesprawnymi.  Powszechny jest też wysoki lęk przed ciążą – dr Jakima zwrócił uwagę, że  wiele jego pacjentek, choć od lat lub nigdy nie miały stosunku  płciowego, stale stosuje antykoncepcję.</p>
</blockquote>
<p>Mężczyźni z  kolei są najczęściej wierni, ugodowi, nie naciskają na drugą stronę, by  uprawiać seks, są współczujący i rozumiejący, mają prawidłowo  wykształconą osobowość i przeciętny poziom lęku.</p>
<p><strong>- Nasuwa  się pytanie: co się dzieje, że ludzie trwają w tych związkach,  deklarując chęć seksu, posiadania dzieci, ale żyją bez seksu? –  zastanawia się dr Jakima.</strong></p>
<p>Zwrócił uwagę, że są trzy filary dobrego związku: współdziałanie, współodczuwanie i współrozumienie.</p>
<p><strong>- Jeśli jedno z trzech jest zaburzone, w relacji dochodzi do problemów. W tych związkach wszystko gra – mówił.</strong></p>
<p>Nie  warto się zatem przejmować tym, że związek pozostaje nieskonsumowany?  Nie. Bo jednak, choć niektóre z tych związków trwają latami, to jednak  wiele się rozpada. Ile? Nie wiadomo. Zgodnie z danymi przedstawionymi w  artykule Agnieszki Bugaj poświęconym analizie wyroków stwierdzających  nieważność małżeństwa w jednym tylko sądzie metropolitalnym – w  Warszawie – w latach 1994 -1999 zapadło 48 wyroków z uwagi na „niemoc  płciową”. Mało? W 1999 roku do wszystkich sądów biskupich w Polsce  wpłynęło 1265 spraw o uznanie nieważności małżeństwa z różnych przyczyn.</p>
<p><strong>Pary  w takich związkach borykają się też z różnymi dotkliwymi problemami,  np. frustracją, zaburzeniami depresyjnymi, stanami lękowymi u jednego  lub obojga partnerów.</strong></p>
<p><strong>Białe związki: przyczyny i terapia</strong></p>
<p>Dr  Jakima i Ewa Małachowska podkreślają, że tak, choć rokowanie w dużej  mierze zależy od motywacji. W pierwszej kolejności lekarz musi jednak  sprawdzić, czy brak możliwości współżycia wynika z przyczyn organicznych  (np. nieprawidłowa budowa anatomiczna penisa czy pochwy). Według obojga  terapeutów w większości przypadków brak rozpoczęcia współżycia wiąże  się jednak z czynnikami psychogennymi i dotyczącymi relacji między  partnerami, bardzo rzadko spotyka się przyczyny organiczne.</p>
<blockquote><p>Kobiety  w białych związkach często borykają się z pochwicą. W Polsce może na  nią cierpieć nieco ponad 2 proc. kobiet. To odruchowe i niezależne od  woli silne kurczenie mięśni pochwy i mięśni dna macicy, wskutek czego  niemożliwe jest odbycie stosunku przez kobietę. Jak wyjaśniają w  artykule opublikowanym w Seksuologii Polskiej Ewa Małachowska i Sławomir  Jakima, zaburzenie to ma charakter odruchu obronnego, który jest  wywołany rzeczywistą, przewidywaną lub nawet tylko wyobrażaną próbą  penetracji. Co więcej, skurcze mięśni mogą być tak silne, że są  odczuwane przez kobietę bardzo boleśnie.</p>
</blockquote>
<p>Przyczyną  pochwicy jest niemożliwy do powstrzymania lęk (przed zbliżeniem, bólem,  ciążą), który powoduje dotkliwe reakcje fizjologiczne, z silnym bólem  włącznie. Może być skutkiem traumy, jakiej doświadczyła kobieta w  dzieciństwie (np. była wykorzystywana seksualnie), rygoryzmu religijnego  w rodzinie i popełnionych wobec dorastającej dziewczynki błędów  wychowawczych, złych pierwszych doświadczeń seksualnych. Może być ten  problem pogłębiony przez niedelikatnego ginekologa, do którego udała się  po raz pierwszy kobieta.</p>
<blockquote><p>Mężczyźni także mogą  odczuwać tak silny lęk przed współżyciem, że doświadczają zaburzeń  erekcji wskutek których nie są w stanie odbyć stosunku. „W  dotychczasowym życiu pacjenta mogły się wydarzyć sytuacje, które  wywoływały strach, poczucie winy, niską samoocenę, różne sytuacje  zawstydzające. Te przeżycia lub doznania mogą się przekładać na sferę  seksualną. Lęk przed kompromitacją, ośmieszeniem, jest silnym hamulcem  utrudniającym wystąpienie erekcji. Innymi czynnikami mogą być: rygoryzm  religijny, lęk przed spowodowaniem ciąży, przed zakażeniem. Niemniejszą  rolę odgrywają czynniki sytuacyjne, takie jak brak intymności,  stresujące zachowania partnerki” – czytamy we wspomnianym artykule.</p>
</blockquote>
<p>Para,  która zdecyduje się na konsultację u specjalisty (trzeba wybrać się do  seksuologa) powinna być przygotowana na to, że lekarz będzie chciał  spotkać się z każdym partnerem z osobna, by indywidualnie od każdego z  nich zebrać wywiad. Podstawą udanej terapii jest wzajemne zaufanie  między terapeutą/terapeutami i parą, poprzedzone zawarciem kontraktu  terapeutycznego. Być może lekarz zaleci przyjmowanie leków.</p>
<p><strong>Dr  Jakima zaznaczył, że część par decyduje się na wizytę u specjalisty z  uwagi na to, że chcą zajść w ciążę. Jego zdaniem lepsze rokowanie co do  wyleczenia mają te pary, które chcą nie tylko mieć dzieci, ale i  prowadzić udane życie seksualne.</strong></p>
<p><em>Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/jak-to-jest-w-bialym-zwiazku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak tworzyć udaną relację?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-tworzyc-udana-relacje/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-tworzyc-udana-relacje/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Mar 2026 01:13:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalina Samek</dc:creator>
				<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[budowanie relacji]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[trwałe związki]]></category>
		<category><![CDATA[uczucia]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29567</guid>
		<description><![CDATA[Podstawą stworzenia dobrego związku jest… samoakceptacja. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Poprzez kontakt z samym sobą stajemy się bogatsi wewnętrznie, a tym samym ciekawsi dla naszego partnera – zwraca uwagę psychoterapeuta Jakub Zając z Centrum Terapii Dialog.</h3>
<p><strong>Po czym można rozpoznać dobry związek?</strong></p>
<p>Tyle ile związków, tyle może być wariantów dobrego związku. Ale na pewno mogę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie dobrego związku bez pewnej dozy bliskości i intymności Kluczowe są też elementy przyjaźni i miłosnego uczucia. Dobry związek jest wtedy, gdy w świadomy sposób dbamy o niego, np. dobrymi rytuałami, planowaniem wspólnego czasu, gdy inicjujemy sytuacje, które budują bliskość, czułość, intymność, dobre wspomnienia, np. wyjścia do knajpy, wyjazdy, miłe wieczory.</p>
<p><strong>Dlaczego niełatwo jest zbudować dobry związek? </strong></p>
<p>Może dlatego, że aby stworzyć dobry związek trzeba lubić siebie samego. Gdyby poobserwować ludzi, którzy są razem szczęśliwi łatwo zauważyć, że każda z tych osób ma także dobrą relację z sobą samym. Trudno mi wyobrazić sobie, że można stworzyć dobry związek, gdy nie potrafimy się dogadać sami ze sobą. Problemy, które wnosimy do relacji wpływają na nią, dlatego warto pamiętać, że droga do dobrego związku prowadzi przez rozpoznanie swoich problemów i pracy nad sobą.</p>
<p><strong>Ale czy to znaczy, że jeśli mam problemy ze sobą, to nie mam szansy na dobry związek?</strong></p>
<p>Tak kategorycznie, bym tego nie ujął, ale coś w tym jest. Jeśli ktoś ma za sobą parę związków i w każdym kolejnym coś nie gra, to być może trzeba się trochę nad sobą zastanowić.</p>
<p><strong>Co zatem można zrobić, by tworzyć lepszy związek?</strong></p>
<p>Podstawą jest samoakceptacja. Bo jeśli będę mieć pozytywne zdanie o sobie, to nie będę potrzebować partnera, który by mi to potwierdzał. Oczywiście to miłe jeśli partner o tym mówi, ale jeśli ja tego od niego oczekuję. Jeśli jestem w związku po to, aby tego słuchać, jeśli obarczam partnera takim „obowiązkiem” to nie wpływa dobrze na relację. Nie chodzi bowiem o to, by partner był źródłem naszej samoakceptacji, partner może nam jedynie to potwierdzać.</p>
<p>Ważna jest też umiejętność zarządzania własnym stresem. W obecnych czasach, gdy pracujemy na pełnych obrotach, żyjemy w ciągłym w biegu, czynnikiem powodzenia w długofalowym związku jest to, jak radzimy sobie z sytuacjami stresowymi. Z pozoru wydaje się to nie mieć znaczenia dla tej sytuacji, jednak stres potrafi narobić wiele zamieszania. Przyniesiony z zewnątrz, niezarządzony, najczęściej rozładowywany jest na bliskich, a to musi odbić się na relacji.</p>
<blockquote><p><strong>Sporo stresu dostarcza nam pandemia. Jaki ma ona wpływ na związki?</strong></p>
<p>Co tu dużo mówić, to trudny czas dla wszystkich. Mamy wiele stresów, żyjemy w poczuciu wielkiej niewiadomej. Wymóg izolacji sprawił, że spędzamy ze sobą w jednym domu, czasem w jednym pokoju 24 godziny na dobę, jesteśmy nasyceni tymi relacjami &#8211; a to nawet bardzo dobre związki może wystawić na solidną próbę.</p>
<p>Ale zdarza się też, że taki wspólny czas wpływa na niektóre pary pozytywnie, wręcz ożywczo – wreszcie mają więcej czasu dla siebie, częściej się widują, mają więcej okazji do różnego rodzaju zbliżeń, także do seksu. Tak może się zdarzyć szczególnie jeśli przed pandemią partnerzy nie mieli czasu dla siebie, dużo pracowali, mijali się, byli w częstych rozjazdach.</p>
</blockquote>
<p><strong>Jak w czasie pandemii chronić się przed wspomnianym wcześniej nasyceniem relacją?</strong></p>
<p>Z grubsza w ten sam sposób jak wtedy, gdy nie ma pandemii. Ale akurat w tym czasie jeszcze ważniejsze wydaje się zadbanie o czas wyłącznie dla siebie samego. Chodzi o to, aby była równowaga &#8211; jeżeli jesteśmy bardzo dużo i intensywnie ze sobą, nabiera to szczególnego znaczenia. Gdy nie mamy w domu warunków do tego, aby pobyć samemu pomóc mogą spacery czy wyjście gdzieś osobno. To jednak nie powinny być przypadkowe chwile, warto je zaplanować i regularnie powtarzać, np. wtorkowe popołudnie jest tylko dla mnie i co by się nie działo nie zmieniam tego, bo jestem dla siebie ważny. Warto pamiętać, że przez kontakt z samym sobą stajemy się bogatsi, a tym samym ciekawsi dla naszego partnera.</p>
<p><strong>Porozmawiajmy o kłótniach. W idealnych związkach nie powinny się zdarzać?</strong></p>
<p>To nieprawda. Powiem więcej – byłoby zaskakująco gdyby ich nie było. Nawet w najlepszych związkach może bowiem nastąpić chwilowe „zmęczenie materiału”.</p>
<p>To absolutnie normalne. Właściwie bałbym się związku, w którym cały czas jest idealnie – to pachnie dla mnie wyparciem, niezauważaniem czegoś. Fakt, że bywamy sobą zmęczeni jest zupełnie naturalny &#8211; pytanie co z tym robimy. Jest fantastyczna książka „Żyć w rodzinie i przetrwać”, w której słynny psychoterapeuta Robin Skynner i nie mniej słynny komik John Cleese prowadzą rozmowę o tym, jak życie w rodzinie wpływa na nas, na nasze relacje i sposób postrzegania świata. Okazuje się, że w dobrych związkach partnerzy prowadzą cały czas rodzaj obserwacji siebie w akcji i dyskutują o tym co widzą.</p>
<p>To pokazuje, że związek jest tematem do rozmowy, należy więc jak najwięcej rozmawiać.</p>
<p>Ale pamiętajmy też, że bliskość i intymność są trochę chaotyczne, nie da się ich zaplanować. Dlatego udoskonalanie w nieskończoność, ciągłe wyjaśnianie wszystkiego, rozkładanie na atomy każdej sprzeczki, niekończące „rozkminianie” problemów, może być meczące dla drugiej strony i może oznaczać problemy w bliskości z tą drugą osobą.</p>
<blockquote><p><strong>Czy naprawdę istnieje coś takiego jak syndrom „siódmego roku”?</strong></p>
<p>Więcej badań jest nawet na temat syndromu czwartego roku. I faktycznie o ile statystyka nic nie mówi o pojedynczym człowieku tylko o masach ludzkich, to jednak coś jest na rzeczy. Następuje taki moment w związku, kiedy dochodzi do naturalnego przesycenie sobą, do spadku zainteresowania partnerem. To nieuniknione. Oczywiście nie musi to być od razu kryzys, który nas łamie,  z którym nie wiemy jak sobie poradzić. Jednak kryzys jest wielką szansą dla związku.</p>
</blockquote>
<p><strong>Jak to rozumieć?</strong></p>
<p>Każdy kryzys nas wzbogaca, czegoś nas uczy. Dobrym sposobem przekonania się o tym jest terapia par. Nie jest to żaden wstyd &#8211; wiele dobrych związków ma za sobą takie doświadczenie. Terapię par z jednej strony należy potraktować jako następstwo kryzysu – warto wybrać się na nią, gdy nie radzimy sobie sami z problemami. Ale to może też być świetna okazja, żeby przyśpieszyć rozwój związku &#8211; pod warunkiem jednak, że naprawdę chcemy być razem. W przeciwnym razie terapia się nie uda.</p>
<p><strong>Są osoby, które uważają, że długotrwałe związki są dla ludzi nienaturalne. Zgadza się Pan z taką teorią?</strong></p>
<p>Jest całkiem pokaźna grupa ludzi, która wchodzi w serie 4-letnich związków. Cztery lata to uśredniony czas, kiedy kończy się pierwsza namiętność, ale jeszcze nie wykształca się w pełni intymność. Zmieniając partnera w takim momencie możemy mieć wszystko od nowa – fascynację, uczucie świeżości, namiętność. Jednak mimo wszystko dużo tracimy. Broniłbym długofalowych związków, bo one dostarczają nam jednak unikatowych doznań, rozwoju siebie, którego nie zapewnią nam krótkotrwałe związki. Ale nie podąłbym się ocenić czy lepszy jest jeden 50-letni związek niż trzy 15-letnie.</p>
<p><strong>Sporo mówi się o tym, że kiedyś to naprawiało się związki, a teraz wymienia się partnera i jest po problemie…</strong></p>
<p>Faktycznie produktowo-transakcyjny model związku to trochę znak naszych czasów. Taki mamy też model współczesnego życia i to przekłada się na relacje międzyludzkie. Jednak warto zauważyć, że kiedyś często dogadywanie się odbywało się wielkim kosztem własnych potrzeb. Oczywiście kiedy remedium na pierwszy kryzys jest myśl o zmianie partnera, to coś jest nie tak. Natomiast kulturę szybszych rozwodów mimo wszystko oceniam jako lepszą niż tę, w której za nic w świecie się nie rozstaniemy i latami trwamy w złych związkach. Przez mój gabinet przewija się wystarczająca liczba pacjentów skrzywdzonych dziwnymi układami rodziców. Zresztą &#8211; mamy jedno życie, więc czy jest sens marnować je w związku który nie jest satysfakcjonujący? Więcej szans nie będzie.</p>
<p><strong>Wiele par jest ze sobą ze względu na dzieci. To słuszne czy nie?</strong></p>
<p>Jest wiele opinii na ten temat. Osobiście uważam, że argument bycia ze sobą dla dzieci jest chybiony. W gabinecie często słyszę: jestem wkurzona na rodziców, że się nie rozstali, a ja latami musiałam patrzeć na rozkład ich związku. Gdyby się rozstali miałabym przejrzystą sytuację i emocjonalne wzorce, a to, że żyli ze sobą pod jednym dachem czując do siebie niechęć było strasznie ciężkie.</p>
<blockquote><p>Dlatego uważam raczej, że ze względu na dzieci warto jest się dobrze rozstać. Dzieci muszą wiedzieć, że dalej mają oboje rodziców, na których mogą liczyć, a tylko poszli różnymi drogami. Oczywiście zawsze to będzie dla nich bolesne, jednak pytanie co jest większym dramatem: cywilizowane rozstanie rodziców,  czy patrzenie jak rodzice się zwalczają, słuchanie ich kłótni, patrzenie na chłodną obojętność, czy lepiej mieć rodziców osobno, ale wiedzieć, że się szanują. Dodatkowo dzieci przejmują nieświadomie takie wzorce i praktykują w swoich późniejszych związkach. Dla mnie to kluczowy argument.</p>
</blockquote>
<p><strong>Czy możliwe jest stworzenie związku na odległość?</strong></p>
<p>Długofalowo jest to bardzo trudne, bo jednak związek wymaga bliskości, także takiej terytorialnej bliskości ciała i nie mam na myśli tylko seksu, ale przytulania się, bycia blisko. Na dłuższą metę jest to ważne. Natomiast są związki, które przez kilka, kilkanaście miesięcy są rozdzielone i dają radę. Jest sporo badań, które pokazują, że bez „obrazu” jest trudno wzbudzić pewne pokłady empatii i współodczuwania, dlatego jeśli para musi się na jakiś czas rozstać warto zadbać o to, aby widywać się chociaż na zoomie czy innej platformie, sporo jest teraz możliwości. Warto dbać chociażby o takie kontakty, ale także próbować raz na jakiś czas zorganizować spotkanie „na żywo”, nawet gdzieś w połowie drogi. Generalnie przyjąłbym jednak takie myślenie, że to jest stan podwyższonego zagrożenia. Prawdopodobieństwo zbudowania trwałego, wieloletniego, szczęśliwego związku na odległość jest statystycznie małe. Odległość jest po prostu niebezpieczna dla związku. Choć oczywiście, jeśli czujemy się z tą osobą dobrze, warto spróbować.</p>
<p><strong>A co z wiązaniem się z młodszym partnerem? Czy można zbudować dobry związek z dużą różnicą wieku?</strong></p>
<p>W tym przypadku odpowiedź brzmi: tak, jest to możliwe. Jest to pewna trudność, ale nie mam poczucia, że taki związek z góry jest zagrożony.</p>
<p>Są pewne kwestie, które mogą okazać się problematyczne, jak na przykład to że po latach jeden z partnerów wciąż będzie w sile wieku, a drugi będzie już w wieku podeszłym. Jednak w dzisiejszych czasach 15 lat różnicy nie stanowi problemu. Zdecydowana różnica wieku, np. 30 lat, może okazać się kłopotliwa, ale jeśli jest miłość i czułość to czemu nie.</p>
<p><strong>W ostatnich miesiącach, trudnych także dla osób samotnych, szczególnym zainteresowaniem cieszyła się aplikacja Tinder. Jak ocenia Pan taki sposób zawierania znajomości? </strong></p>
<p>Budzi ona moje wątpliwości, choć być może jako psychoterapeuta mam nieco skrzywioną perspektywę – moja ocena bazuje na rozmowach z pacjentami, z których większość miała raczej trudne doświadczenia z nią związane. Ale zachowałbym jakiś rozsądek, wydaje się, że są sytuacje, w których Tinder może pomóc. Pytanie kto korzysta z tej aplikacji, bo jeśli ktoś, kto nie czuje się dobrze w swojej skórze i szuka za wszelką cenę partnera, który miałby być lekiem na jego kłopoty, to jest szansa, że taką osobę spotka tam wiele rozczarowań.</p>
<p><em>Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl </em></p>
<div id="biography-wrapper">
<p><em><img src="https://zdrowie.pap.pl/sites/default/files/styles/image_crop_portrait_100/public/202102/Jakub_Zajac.jpg?itok=GAGaz26s" alt="Fot. PAP/Archiwum J.Zająca" width="100" height="100" /></em></p>
<div id="biography-label"><em>Jakub Zając, psychoterapeuta</em></div>
<p><em>Swoje doświadczenie zdobywał m.in. w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Przeszedł m.in. staż Gestalt w Instytucie Terapii Gestalt oraz szkolenie zawodowe w Instytucie Integralnej Psychoterapii Gestalt, oraz szkolenie Master Persons Analysis. Wspiera również firmy jako konsultant i trener oraz prowadzi roczną grupę rozwojową dla liderów w Akademii Psychologii Przywództwa Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej. Specjalizuje się w psychoterapii indywidualnej osób dorosłych, w tym szczególnie w obszarach: trudności w relacjach/braku satysfakcjonujących relacji; trudności w obszarze zawodowym związanych z pełnieniem funkcji liderskich, zaburzeń lękowych; zaburzeń nastroju i trudności w obszarze emocji; zaburzeń osobowości oraz wsparcia w rozwijaniu osobowości; zaburzeń z poziomu egzystencjalnego np. lęk przed śmiercią/odczucie pustki/braku sensu życia.</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/spoleczenstwo/jak-tworzyc-udana-relacje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozmowy o seksualności osób chorych</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/zdrowie-i-uroda/zdrowy-styl-zycia/rozmowy-o-seksualnosci-osob-chorych/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/zdrowie-i-uroda/zdrowy-styl-zycia/rozmowy-o-seksualnosci-osob-chorych/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Feb 2026 01:20:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Edyta Nowicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[zdrowy styl życia]]></category>
		<category><![CDATA[choroba]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[rozmowy o seksie]]></category>
		<category><![CDATA[seksualność]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29489</guid>
		<description><![CDATA[Pacjenci z diagnozą nowotworu zmagają się z całą listą problemów seksualnych związanych z leczeniem. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Są przerażeni chorobą, tym co ich czeka, a do tego tracą swoje dotychczasowe życie, w tym często bliskość z osobą, z którą dzielą życie. O często przemilczanych, a ważnych problemach w trakcie leczenia opowiada psycholożka Marta Banout, zajmująca się m.in. pacjentami na oddziale onkologicznym szpitala specjalistycznego nr 3 w Rybniku.</h3>
<p><strong>Po co rozmawiać o seksie z pacjentem chorym na raka? Taka osoba ma przecież wtedy wiele innych problemów&#8230;</strong></p>
<p>A to może być jeden z nich, dla niektórych osób nie mniej ważny od samej choroby onkologicznej. Zresztą WHO definiuje zdrowie jako stan dobrostanu fizycznego, psychicznego i społecznego, możliwość realizowania potrzeb, a nie tylko brak choroby czy niepełnosprawności, więc troska o zdrowie pacjentów z chorobą nowotworową to również dbałość o ważne dla nich aspekty życia.</p>
<p>W kontekście aktywności seksualnej na przykład obniżenie nastroju związane z chorobą może wpływać na to, że pacjent nie będzie miał ochoty na współżycie. Podjęcie tego tematu podczas wizyty to dla obu stron furtka do porozmawiania o tym, czy jest to chwilowa przerwa w życiu intymnym, czy coś, co trwa od dłuższego czasu, oraz czy stanowi to dla pacjenta problem. Otwarta rozmowa pozwoli także zorientować się, czy to nie jeden z objawów depresji. Zadanie pacjentowi takiego pytania to też możliwość edukacji, a proszę mi wierzyć – wiele osób nie wie, czy może podjąć współżycie w trakcie leczenia, czy dopiero po jego zakończeniu, ponieważ nikt z nimi o tym nie rozmawiał.</p>
<blockquote><p>Chciałabym jednak na samym początku podkreślić jedną ważną rzecz: <strong>w sytuacji choroby nowotworowej, tak samo jak w każdym innym momencie życia, pacjenci mają prawo angażować się w aktywność seksualną lub z niej rezygnować, z wielu różnych powodów – dopóki nie stanowi to dla nich źródła cierpienia, nie jest to problemem czy anomalią. </strong></p>
</blockquote>
<p>Czasem brak ochoty na seks wynika z zupełnie innych niż choroba powodów: aseksualności, zmian związanych z wiekiem, problemów hormonalnych, konfliktów w relacji i tak dalej… Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą doświadczać różnych trudności związanych ze sferą płciowości, relacji i aktywnością seksualną, ale sam fakt chęci czy przeciwnie – braku chęci współżycia w trakcie choroby nie jest powodem do obaw czy interwencji.</p>
<p><strong>Dlaczego rozmowa o seksualności to problem? Wydawałoby się, że dotyczy przecież normalnych spraw w życiu człowieka.</strong></p>
<p>Powodów może być co najmniej kilka. Społecznie dyskusje o seksualności to ciągle tabu i dla wielu osób to krępujący temat, więc jeśli ktoś z personelu medycznego nie rozpocznie takiej rozmowy, to najczęściej pacjent sam nie zapyta. Brak edukacji seksualnej sprawia, że kłopotem bywa brak znajomości adekwatnego nazewnictwa, nieumiejętność dobrania słów umożliwiających opisanie sytuacji. Może pojawić się lęk przed stereotypami i stygmatyzacją, zwłaszcza u osób nieheteronormatywnych. Czasem chorzy obawiają się, że zostaną potraktowani jak ktoś, kto nie podchodzi poważnie do swojej choroby, że usłyszą coś w rodzaju: „Masz raka, a tylko seks ci w głowie; to nie czas na takie pytania”.</p>
<blockquote><p>Przeniesienie ciężaru rozpoczęcia takiej rozmowy na osobę przeprowadzającą wywiad przynosi im ulgę, daje im poczucie komfortu i normalizuje temat. Pytając o aktywność seksualną dowiadujemy się też innych rzeczy o życiu pacjenta: czy jest w związku, czy ma jakieś wsparcie w chorobie, jak sobie radzi. To pokazuje nam złożoność sytuacji życiowej, w której nasz pacjent się znajduje i może być dla nas sygnałem, że potrzebuje pomocy czy choćby skierowania do psychologa. Pytanie o aktywność seksualną może też sprawić, że pacjent podzieli się z nami objawami wcześniejszych schorzeń, o których nie mówiłby, gdybyśmy nie podjęli tego tematu, a które są dla niego problemem i mogą mieć znaczenie dla przebiegu leczenia onkologicznego.</p>
</blockquote>
<p><strong>Dlaczego wobec tego lekarze nie zadają takich pytań?</strong></p>
<p>Niektórzy zadają, ale kiedy tego nie robią, mają z pewnością wiele powodów. Może nie wydaje im się to istotne? Może sami się krępują? Czasami z góry zakładają, że konkretnego pacjenta takie sprawy nie dotyczą, a pytanie o to wywoła skrępowanie; np. rezygnują z poruszania tematu seksualności z pacjentami starszymi, podczas gdy badania pokazują, że dla wielu osób w wieku senioralnym aktywność seksualna nadal jest istotna i satysfakcjonująca.</p>
<p>Dlatego trzeba pamiętać, by potraktować ten temat jak każdy inny – zupełnie normalnie – i nawet jeśli reakcja pacjenta będzie dziwna, nietypowa, przykładowo wybuchnie on śmiechem, to rolą lekarza jest normalizowanie tematu. To daje przestrzeń do tego, by pacjent, jeśli tylko ma taką potrzebę, mógł podzielić się wątpliwościami czy obawami.</p>
<p><strong>Czego konkretnie dotyczą te rozmowy?</strong></p>
<p>Pacjenci i pacjentki zmagają się z całą listą problemów seksualnych związanych z chorobą i leczeniem. Trzeba jednak pamiętać, że seksualność to nie jest tylko aktywność seksualna, współżycie; to znacznie szersze pojęcie, które dotyczy zarówno poczucia tożsamości płciowej, orientacji psychoseksualnej, jak i różnych innych obszarów życia, podejmowanych ról społecznych, relacji międzyludzkich i całej sfery emocjonalnej.</p>
<blockquote><p>Jednym z najczęstszych problemów związanych ze współżyciem, które spotykają pacjentów w trakcie leczenia onkologicznego lub po nim, jest spadek popędu seksualnego spowodowany otrzymywanymi cytostatykami lub lekami antydepresyjnymi. Czasem to efekt fizycznych objawów choroby, które odczuwają pacjenci, np. nasilenia dolegliwości bólowych lub bólu przy współżyciu (co może wynikać z przebiegu choroby lub zmian hormonalnych spowodowanych leczeniem). Częstym problemem u kobiet, związanym bezpośrednio z przyjmowanymi lekami jest suchość pochwy – warto wtedy edukować na temat lubrykantów, które mogą wspomóc i ułatwić współżycie.</p>
</blockquote>
<p>Wiele osób podczas leczenia onkologicznego, w wyniku obniżonej odporności, zmaga się z dodatkowymi problemami i infekcjami intymnymi, utrudniającymi kontakt seksualny i wymagającymi leczenia. U niektórych pacjentów pojawiają się problemy z erekcją (co samo w sobie powoduje często stres, nawet jeśli nie uniemożliwia współżycia). Dodatkowo niektóre zabiegi, jak np. radykalna prostatektomia, mogą spowodować trwałą impotencję.</p>
<p>Warto zaznaczyć, że u części pacjentek pojawiają się zmiany okołomenopauzalne. Jednak co najważniejsze: większości tych problemów można zaradzić, ale żeby to zrobić, trzeba o nich mówić. Dlatego zachęcam też wszystkich pacjentów, aby nawet wtedy, kiedy lekarz nie porusza tematu, samodzielnie rozpoczęli rozmowę i uzyskali pomoc w ważnych dla siebie sprawach. W razie potrzeby można również skorzystać z pomocy seksuologów.</p>
<p>Na „techniczne” i logistyczne problemy nakładają się sprawy relacyjne, np. konflikty między partnerami, które łączą się z chorobą i przekładają się na życie seksualne. Wielu pacjentów obawia się, czy aktywność seksualna jest dla nich bezpieczna, czy nic im się nie stanie. Inni odczuwają strach przed tym, jak ciało, zmienione przez chorobę, będzie odbierane przez partnera/partnerkę.</p>
<blockquote><p>Pacjenci czasem martwią się własną nieatrakcyjnością, tym, że nie staną na wysokości zadania. Często są to obawy, które łączą się ze społecznymi stereotypami związanymi z leczeniem onkologicznym: przekonaniem o utracie kobiecości czy męskości w wyniku zabiegu chirurgicznego lub wypadania włosów, w związku z  wyglądem bez peruki. Bywa, że to wszystko powoduje ogromne cierpienie.  Zdarza się, że pacjent mówi: „Nie mam ochoty na seks, nie lubię swojego ciała”. Dobrze byłoby wtedy wysondować, czy to „nie mam ochoty” wynika ze strachu przed reakcją partnera/partnerki, czy to objaw depresji, a może jeszcze coś innego.</p>
</blockquote>
<p>Problem negatywnego postrzegania swojego ciała to zresztą osobny temat, który najczęściej wymaga pracy terapeutycznej, jednak w niektórych sytuacjach nawet jednorazowa konsultacja i poradnictwo psychologiczne mogą pomóc.</p>
<p>Jest też cały szereg problemów związanych z efektami zabiegów ratujących życie, jak bywa np. w przypadku wyłonienia stomii. Dla wielu pacjentów może to być poważne utrudnienie, również w kontekście współżycia. Rolą lekarza czy terapeuty jest wsparcie i edukacja pacjenta, udzielenie mu informacji na temat tego, że życie seksualne ze stomią jest możliwe, że są sposoby, aby zabezpieczyć worek stomijny. Nie wszyscy np. wiedzą, że dostępna jest odpowiednia bielizna, która pomaga utrzymać worek stomijny „na miejscu”, a równocześnie nie odbiega wyglądem od klasycznych modeli.</p>
<p>Tak więc różnorodność problemów u pacjentów i pacjentek onkologicznych, które mogą mieć wpływ na ich życie seksualne, jest ogromna. Nie dla każdej osoby będą one równie istotne, ale warto pamiętać, że mogą się pojawić.</p>
<p><strong>Czy kwestie światopoglądowe mogą przeszkadzać w leczeniu?</strong></p>
<p>Raczej nie przeszkadzają, ale mogą mieć istotne znaczenie.</p>
<p>Przy wielu rodzajach leczenia cytostatykami, jeśli dana osoba jest aktywna seksualnie, wymagane jest stosowanie antykoncepcji, co dla niektórych osób bywa nie do przyjęcia. Takie rozmowy wymagają sporo wyczucia, aby szanując poglądy pacjentów równocześnie rzetelnie poinformować ich o potencjalnych zagrożeniach płynących z ewentualnego zajścia w ciążę. Zawsze warto mieć kontakt przykładowo do rozsądnego duchownego, który może wesprzeć tych pacjentów, dla których ważne jest nauczanie kościoła w kwestiach seksualnych.</p>
<p>Jednak światopogląd to także ogólne przekonania o aktywności seksualnej. Czasem słyszę też od pacjentek i pacjentów, że skoro już „normalnie się nie da”, to „szkoda zachodu”. To po raz kolejny brak edukacji seksualnej, bo wspomniane „normalnie” najczęściej oznacza dla pacjentów stosunek waginalny (penis-pochwa), a tymczasem seks to przecież dużo więcej, to różne sposoby podejmowania aktywności: stosunek oralny, analny, pocałunki, wzajemne pieszczoty, masturbacja, wzajemna masturbacja partnerów. Właściwie wszystko, co nazywane jest „grą wstępną”, to nie żaden wstęp, tylko już aktywność seksualna, która też może dać partnerom przyjemność i satysfakcję. Jeśli na ten moment nie mogą, nie chcą lub nie są w stanie podejmować aktywności seksualnej takiej, jaką podejmowali do tej pory, to być może warto rozważyć razem inną formę współżycia. Warto wspominać też o tym, że bliskość można budować stopniowo i nawet jeśli nie można podjąć „tradycyjnego” współżycia, to czułość, bliskość, pieszczoty, pocałunki mogą być ważne i odpowiadać na najważniejsze potrzeby chorego. Ciągle powtarzam, że we wszystkich tych tematach najważniejszy jest jednak jeden aspekt: szczera rozmowa obojga partnerów na temat swoich oczekiwań, lęków, chęci lub ich braku.</p>
<p><strong>Choroba onkologiczna często dotyka pary, które są ze sobą od lat i wiele razem przeżyły, dlaczego więc teraz nie potrafią się dogadać? </strong></p>
<p>Najczęściej właśnie z powodu braku rozmowy. Proszę sobie wyobrazić parę, w której ona jest po mastektomii i partnerzy uczą się bliskości na nowo. W głowie partnerki pojawia się przekonanie: „Nie jestem już kobieca, na pewno mu się nie podobam”, a jej partner, z szacunku dla niej, myśli: „Muszę być ostrożny i delikatny, żeby nie sprawić jej bólu”, ale nie mówią sobie o tym. To może powodować różne problemy, bo jeżeli partner zbliży się do swojej partnerki z takim przekonaniem i zacznie jej dotykać ostrożnie, to dla niej może to stanowić potwierdzenie jej przypuszczeń: „Aha, dotyka mnie tak ostrożnie, na pewno się do tego zmusza”. Odsuwa się więc, albo wzdryga, a on może wtedy pomyśleć: „Mimo wszystko ją zabolało, więc lepiej przestać”. Kiedy partner cofa dłoń, partnerka myśli, że go obrzydza i tak dalej&#8230; Tego typu sytuacje mogą wiązać się z ogromnym cierpieniem psychicznym i emocjonalnym, mogą  prowadzić do utraty szeroko pojętej bliskości, a to głównie z powodu braku komunikacji.</p>
<p><strong>Kiedy mówimy o związku seksuologii i onkologii warto pamiętać, że seksualność pacjenta to jest coś, z czym on już wchodzi w chorobę. To oznacza, że lekarze powinni – oprócz swojej specjalności – mieć choćby podstawową wiedzę na temat seksualności człowieka&#8230; </strong></p>
<p>Zdecydowanie. Szczególnie, że może nam się „trafić” pacjent inny niż zwykle. Żyjemy w społeczeństwie, które jest nastawione jest na heteronormatywność, wychodzimy z założenia, że wszystkie osoby, z którymi się spotykamy są heteroseksualne, a ich tożsamość płciowa jest zgodna z płcią nadaną przy urodzeniu. Tymczasem tak nie jest i musimy umieć na to zareagować, szczególnie, że niejednokrotnie do wszystkich problemów, których dotychczas te osoby doświadczały, dochodzą teraz kłopoty związane z chorobą onkologiczną, co bardzo komplikuje ich sytuację. Na co dzień nie myślimy często o sytuacji osób nieheternormatywnych, więc tym bardziej nie wpadają nam do głowy ewentualne komplikacje związane z procesem choroby i leczenia, ale nawet, jeśli mielibyśmy towarzyszyć w takich sytuacjach rzadko, warto wiedzieć, jak zareagować.</p>
<blockquote><p>Na przykład jeśli osoba transpłciowa nie przeszła jeszcze korekty płci, to znaczy funkcjonuje już społecznie jako kobieta, ale nie odbyła się jeszcze rozprawa sądowa, która metrykalnie zmienia jej płeć lub nie odbyła się chirurgiczna korekta płci, to pojawia się pytanie: na jakiej sali położyć taką osobę? Nie ma rozwiązań prawnych pasujących do każdej sytuacji, czasami po prostu trzeba pomyśleć jak zorganizować leczenie, by z szacunkiem i życzliwością potraktować każdego pacjenta. Można na przykład wygospodarować jakąś pojedynczą salę, by nie naginać przepisów, ale też jednocześnie nie tworzyć problemu. Do dobrych praktyk należy zapytanie takiej osoby, jak się do niej zwracać – badania pokazują, że używanie imienia jakiego życzy sobie osoba transpłciowa zmniejsza współczynnik samobójstw w tej grupie. Polskie prawo nie uwzględnia państwowego dostępu do ginekologa dla transpłciowych mężczyzn, którzy nie zdecydowali się na korektę płci i mają wewnętrzne bądź zewnętrzne narządy płciowe żeńskie. To oznacza, że  tacy pacjenci nie są objęci ogólnodostępną, darmową opieką i profilaktyką zdrowotną, co może przekładać się np. na zbyt późne rozpoznawanie choroby nowotworowej.</p>
</blockquote>
<p>Trochę inny rodzaj problemów mają osoby o orientacji psychoseksualnej innej niż heteroseksualna, a więc m.in. lesbijki, geje i osoby biseksualne. Obawa przed homofobią ze strony personelu medycznego, problemy rodzinne (np. odrzucenie przez rodzinę pochodzenia, brak wsparcia społecznego), brak możliwości wzięcia zwolnienia opiekuńczego na członka rodziny w przypadku braku prawnego sformalizowania związku, obawa o przyszłość wspólnie wychowywanych dzieci w przypadku śmierci biologicznego rodzica&#8230; Ale to już temat na osobną rozmowę. W kontekście pomocy psychoonkologicznej warto po prostu zadbać o to, żeby każdego pacjenta i każdą pacjentkę traktować z szacunkiem i uważnością w odniesieniu do ich indywidualnych rozterek, problemów i trudności, nie zakładając i nie narzucając rozwiązań, ale mając świadomość różnorodnych zależności.</p>
<p>W XXI wieku wiedza jest dostępna na wyciągnięcie ręki – aby dobrze pomóc każdej osobie zmagającej się z diagnozą choroby nowotworowej w możliwie wielu aspektach jej życia, warto zdobyć chociaż podstawową wiedzę psychologiczną i seksuologiczną.</p>
<p><em>Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl</em></p>
<p><em>Wywiad powstał dzięki wykładowi wygłoszonemu przez Martę Banout podczas V FORUM PSYCHOONKOLOGII, organizowanym przez Stowarzyszenie UNICORN.<br />
</em></p>
<div id="biography-wrapper">
<p><em><img src="https://zdrowie.pap.pl/sites/default/files/styles/image_crop_portrait_100/public/202101/MBanout.jpg?itok=O5JcqZKk" alt="Fot. PAP" width="100" height="100" /></em></p>
<div id="biography-label"><em>Marta Banout, psycholożka</em></div>
<p><em>Psycholożka, psychoterapeutka w trakcie szkolenia w nurcie poznawczo-behawioralnym, certyfikowana terapeutka terapii Simontonowskiej, edukatorka seksualna. Członkini Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego oraz Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej. Doktorantka Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Pracuje w Centrum Medycznym „Na Rudzkiej” i na oddziale onkologicznym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku oraz w gabinetach „Konkret” w Gliwicach. Ukończyła kursy Racjonalnej Terapii Zachowania, Dialogu Motywującego, High Speed Methods to Reduce Resistance and Boost Motivation (Drs. David Burns &amp; Jill Levitt) oraz szkolenia z zakresu pomocy psychologicznej osobom LGBTQ+ . Jest autorką artykułów w czasopiśmie „Psychologia w praktyce”; prowadzi warsztaty dla młodzieży i dorosłych (dotyczące m. in. komunikacji, higieny zdrowia psychicznego, stresu i profilaktyki zdrowotnej).</em></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/zdrowie-i-uroda/zdrowy-styl-zycia/rozmowy-o-seksualnosci-osob-chorych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czego pragną dziś single?</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/czego-pragna-dzis-single/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/czego-pragna-dzis-single/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Feb 2026 15:50:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Julia Nieznalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[okiem specjalisty]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[realcje]]></category>
		<category><![CDATA[singiel]]></category>
		<category><![CDATA[single]]></category>
		<category><![CDATA[Walentynki]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=30086</guid>
		<description><![CDATA[Obraz smutnej i sfrustrowanej starej panny a także zagubionego i zahukanego starego kawalera to już obrazek nieaktualny i czas najwyższy odłożyć go do lamusa. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Single 30+ to ludzie pewni swoich potrzeb, skupieni na pasjach a partnera poszukują do wspólnego spędzania czasu bardziej niż do małżeństwa. Raport przygotowany przez OpinionWay dla portalu randkowego Meetic przynosi radykalnie odmienny wizerunek dzisiejszych singielek i singli 30+ oraz potrzeb którymi kierują się przy wyborze partnera.</h3>
<p>Raczej pies niż dziecko, wspólny spacer chętniej niż siatkówka, portal randkowy, a nie siłownia &#8211; tak najnowsze badania, wykonane na zlecenie aplikacji Meetic, obrazują polskich singli w przedziale od 30 do 60 lat. Zebrane informacje odsłaniają ich upodobania a także oczekiwania wobec ewentualnych partnerów. Ujawniają, jak i gdzie szukają drugiej połówki, a także na co zwracają uwagę w tych poszukiwaniach. Współczesny Singiel 30+ to człowiek świadomy swoich oczekiwań. Równolegle z pracą, rozwija wiele zainteresowań i pasji, a 39% z nich aktywnie szuka drugiej połówki. “Są to osoby mające oczekiwania, realizujące swoje życie zgodnie z nimi i szukające „wisienki na torcie” w postaci partnera &#8211; mówi psycholog par Piotr Mosak. Idąc dalej tropem owocowych metafor &#8211; aktualnie single to już nie są dwie połówki pomarańczy, które dopiero razem tworzą całość, a dojrzałe owoce, poszukujące w życiu partnerstwa. Uruchomiona rok temu aplikacja Meetic jest właśnie taką platformą, która odpowiada na potrzeby dzisiejszych singli 30+, którzy chcą dzielić się dobrymi chwilami i poznawać ludzi, którzy mają te same zainteresowania.</p>
<h3>Uciekająca Panna Młoda</h3>
<p>Poszukiwania prowadzone są aktywnie i w sposób bardzo różnorodny. „Współcześni Single poszukują i nie zniechęcają się niepowodzeniami. &#8211; komentuje Piotr Mosak &#8211; Szukają̨ gdzie się̨ da i jak się̨ da. Oczywiście aplikacje randkowe to główny sposób tych poszukiwań dla blisko 40% singli. Na dalszych miejscach znalazły się spotkania towarzyskie, kluby, miejsca publiczne, znajomi, rodzina”. Kto ma szansę przyciągnąć uwagę? Popularne powiedzenie mówi o sile przeciwieństw, ale najnowsze badania zdają się temu przeczyć. Według nich, single lgną do podobieństw i im ich więcej, tym lepiej. Piotra Mosaka w ogóle to nie dziwi: “Kiedy mamy bardzo zindywidualizowany świat to trudno nam stworzyć związek. Podobieństwo zainteresowań jest ważnym czynnikiem psychologicznym trwałości związku”. 89% badanych Singli stawia na podobne wartości, podobny stosunek do pieniędzy, środowiska i wiary, oraz podobne tempo życia. Dla 93% ważna jest otwarta głowa, a dla 86% poczucie humoru. Umiejętność rozbawienia to kompetencja ceniona przez niemal 30% uczestników ostatnich badań.</p>
<blockquote><p>Czy ktoś, kto spełni cenione kryteria zostanie na całe życie? Mit “tej jedynej” połówki pomarańczy i tu nie wytrzymuje konfrontacji z badaniami. „Wbrew powszechnym wyobrażeniom, nie każdy pragnie być w związku na całe życie &#8211; mówi Piotr Mosak i znów przytacza wyniki badań, według których aż 65% singli deklaruje, że potrzebuje czegoś więcej by związać się z kimś na stałe. “Oznacza, to że Single w ostatnich latach rozglądają się za partnerami do wspólnego spędzania czasu &#8211; podkreśla Mosak- rozwijania hobby, uprawiania sportu, podróży czy po prostu randek. Co ciekawe 42% mężczyzn pragnie ustatkowanego życia, a kobiet 32%”.</p>
</blockquote>
<h3>Najtrudniejszy pierwszy krok</h3>
<p>Obalony mit połówki pomarańczy, spadająca atrakcyjność wizji Panny Młodej w bieluchnej sukni z welonem i obrączki na palcu &#8211; czy to znaczy, że romantyzm jest passe? Nie do końca. Gdy poruszyć temat samej randki, wciąż pojawiają się wizje rodem z hollywoodzkich filmów: “Romantyczna kolacja przy świecach i nastrojowej muzyce przy pełni księżyca”, “Mężczyzna powinien przynieść róże. Zaprosić na kawę”, “Taka na której mężczyzna zaprasza kobietę na romantyczny spacer, lub do jakiegoś ciekawego lokalu” &#8211; w tych wypowiedziach zdaje się jeszcze wybrzmiewać echo tęsknot za królewiczem na białym koniu, który zauważy, wyłowi z tłumu, przejmie inicjatywę. “Tak mnie wychowano”, “nie chcę wyjść na desperatkę” &#8211; uzasadniają kobiety.</p>
<blockquote><p>“Królewicz” musi jednak uważać, by z otwartością i inicjatywą nie przesadzić. Narzucanie się, pisanie o seksie, dziwne, nietypowe poglądy” &#8211; uznawane są za sygnał ostrzegawczy, a “pytanie na pierwszej rozmowie o seks, jak lubię, czy lubię, i żeby wysłać nagą fotkę” to coś, co trzydziestosiedmioletniej uczestniczce badania od razu włącza czerwone światło i kończy rozmowę. Dla czterdziestodwuletniego korzystającego z aplikacji randkowych, nie do zaakceptowania jest sytuacja, gdy “informacje profilowe są sprzeczne z tym co dana osoba mówi o sobie na czacie prywatnym”.</p>
</blockquote>
<p>A co z wyglądem zewnętrznym? Na poziomie deklaracji, nie jest istotny, w każdym razie mniej istotny niż zainteresowania, upodobania. Zdjęcie według badanych to sprawa drugorzędna. Jednocześnie profile na portalach randkowych, które zdjęć nie zawierają, traktowane są jako podejrzane, mniej przyciągające uwagę.</p>
<blockquote><p>A poczucie bezpieczeństwa jest ważne. I tu jest dużo do zrobienia. Zaledwie 30% użytkowników czuje się bezpiecznie korzystając z aplikacji randkowych, wśród kobiet ten odsetek jest jeszcze niższy i wynosi zaledwie 20%. Dlatego ważne jest więc by znaleźć takie miejsce, taką przestrzeń, która pozwoli na “wyławianie z tłumu” osób, które w sposób najbardziej zbliżony odpowiadają oczekiwaniom.</p>
</blockquote>
<p>„Takie właśnie powinno być́ zadanie serwisów czy portali randkowych – trafianie w potrzeby singli, które są̨ tożsame z prawdziwym życiem &#8211; podsumowuje Piotr Mosak &#8211; Dużo informacji, aby móc sprawdzić́ kto kim jest, wiele cech, aby sprawdzić́ na ile do siebie pasujemy, przejrzystość́ i bezpieczeństwo autentyczności profili, dopasowanie do kryteriów żeby nie marnować́ czasu oraz postawienie na nowoczesne środki komunikacji jak rozmowy video czy profile incognito. Cieszę się, że taki portal randkowy jak Meetic poważnie podchodzi do potrzeb singli i ich bezpieczeństwa” &#8211; kwituje psycholog. Meetic zapewnia bowiem z jednej strony tryb INCOGNITO (który często wskazywany jest przez singli jako ważna opcja), poza tym &#8211; zatwierdzanie zdjęć przez moderatora, bardzo szczegółowy kwestionariusz i aż 90 elementów opisu osoby w profilu. A to z jednej strony ułatwia stworzenie szerokiego opisu (bo któż z nas nie ma problemu z odpowiedzią na prośbę “powiedz coś o sobie” albo “co słychać?”). Jest też opcja wizytówki audio &#8211; coś dla osób, do których serca trafia się przez ucho a nie żołądek, oraz możliwość rozmowy w trybie wideo, co stwarza szerokie możliwości poznania się na wielu płaszczyznach.</p>
<h3>Chodź ze mną… na spacer</h3>
<blockquote><p>Podstawą relacji jest według współczesnych singli zaufanie. To na nim można budować dobry, udany związek &#8211; tego zdania są zarówno kobiety, jak i mężczyźni niezależnie od wieku. 40% kobiet stawia na poczucie bezpieczeństwa, a mężczyźni skupiają się bardziej na potrzebach seksualnych (24%).</p>
</blockquote>
<p>Dla jakości relacji mają znaczenie także wspomniane już wcześniej wspólne lub podobne pasje, ale niekoniecznie wspólne ich realizowanie, tak uważa 39% badanych Singli 30+. Wydaje się, że współcześni single kreśląc wizje swoich związków od razu stawiają na równowagę i harmonię między “razem” i “osobno”, między autonomią a zależnością. Do spraw indywidualnych zdaje się zaliczać sport. “Współczesny singiel jest bardzo aktywny. &#8211; zauważa doktor Mosak &#8211; Uprawia od biegania, roweru, pływania, przez siłownię, po jogę̨, nordic walking, tenis, siatkówkę̨ i koszykówkę̨. Zajmuje mu to prawie godzinę̨ dziennie, a w weekendy ponad godzinę̨”. Ale pytany już o aktywność, którą najchętniej podejmowałby z partnerką/partnerem, aż 57% wskazuje spacer i kontakt z naturą.</p>
<h3>Będziemy mieli… psa</h3>
<p>Być może ma to związek z kolejnym aspektem, uwidaczniającym się w cytowanym badaniu. Jeszcze nie tak dawno nieodzownym elementem rodziny były dzieci, które pojawiały się jako naturalna, oczywista, niemal niekwestionowana konsekwencja stworzenia związku. Raport przygotowany dla Meetic pokazuje, że dla współczesnych singli o wiele ważniejszy od stosunku do dzieci, jest stosunek partnera do… zwierząt, a być może najpiękniejsze, co można usłyszeć z ust ukochanej osoby to: “Kochanie, będziemy mieli… psa!”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/okiem-specjalisty/czego-pragna-dzis-single/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dominacja w związku</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/dominacja-w-zwiazku/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/dominacja-w-zwiazku/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Jan 2026 01:58:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Prochowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[strefa przyjemności]]></category>
		<category><![CDATA[BDSM]]></category>
		<category><![CDATA[dominacja]]></category>
		<category><![CDATA[dominacja w związku]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=29455</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy skłonność do dominacji staje się niebezpieczna? ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>O naturze symbiotycznych relacji rozmawiamy z psychologiem Piotrem Mosakiem.</strong></p>
<p><strong>EksMagazyn: Czy w naturze człowieka leży uległość?</strong></p>
<p><strong>Piotr Mosak, psycholog:</strong> Musi leżeć. Różnimy się od siebie i gdyby nie było osób uległych, to te dominujące nie miałyby nad kim górować. Pamiętajmy też, że biznesem, mediami i wieloma innymi obszarami rządzą osoby przede wszystkim dominujące, bo te uległe z natury nie pchają się na świecznik i nie mają potrzeby zdobywania świata. Sto lat temu rządzili mężczyźni, a świat damski był kompletnie nieznany, mimo, że istniał. Tak samo nie znamy świata osób uległych. One nie mają powodu, by o sobie mówić. Każdy ma swój powód do czerpania przyjemności. Tą przyjemnością może być uległość.</p>
<p><strong>Czy można czerpać satysfakcję z bólu? </strong></p>
<p>To przyjemność innego rodzaju, której osoby nie lubiące bólu nie są w stanie zrozumieć. Może ona się wiązać z tym, że tym osobom sprawia satysfakcję już sama myśl, że ktoś je chce, pożąda, zainteresował się nimi. Wtedy są w stanie wiele znieść, a nawet czerpać z tego przyjemność. Uczą się tego od dziecka, kiedy rodzice interesują się nimi tylko wtedy, kiedy są niegrzeczni. Rodzice nieświadomie wzmacniają negatywne zachowania. Nie interesują się grzecznymi dziećmi. Wtedy dzieci uczą się myślenia na zasadzie: „Aha, mamusia się mną zainteresuje, jak się położę w kałuży. Co prawda, to kosztuje klapsa, ale potem mama zajmuje się mną przez godzinkę i jest super”. Być może w przypadku uległych osób jest podobnie: „Ktoś mnie wiąże, bije, to znaczy, że się mną interesuje, jestem dla niej/niego ważny”. Uległość sprawia wtedy przyjemność sama w sobie. To, że można coś dla tej drugiej osoby zrobić, ulec jej. Dochodzi do tego uległa natura, kiedy ta osoba nie ma potrzeby pchania się na afisz, dyskutowania, posiadania zdania na każdy temat, bycia duszą towarzystwa. Jeśli znajdzie kogoś, kto lubi dominować, kogo pokocha i dogadają się w sprawie granic, których nie można przekraczać, to taki związek doskonale rokuje.</p>
<p><strong>Czy kiedy ktoś odkryje, że jest uległy lub dominujący, powinien próbować z tym walczyć? Niektórzy są przerażeni taką skłonnością. Boją się, że nie stworzą dobrego związku.</strong></p>
<p>Wydawać się może, iż osoba uległa nie ma potrzeby tworzenia równorzędnej relacji. Wbrew pozorom, to właśnie osoby w sadomasochistycznym związku tworzą równorzędną relację. Dwóm osobom dominującym, nieustannie będącym w konfliktach, a większość z nas jest taka, wydaje się, że są w związku równorzędnym, a nie są. Mają mnóstwo niespełnionych oczekiwań. W przypadku związku sadomasochistycznego mamy dwie osoby, które się uzupełniają, można by powiedzieć, że idealnie, jak gniazdko i wtyczka. Żadna z nich nie udaje, że jest końcówką kabla i żadna nie udaje, że jest gniazdkiem w ścianie. Jeśli łączy ich uczucie, jeśli szczerze podejdą do ustalania warunków, na jakich są ze sobą, to tak naprawdę w swojej intymności i prywatności, mają idealny układ.</p>
<p><strong>Związki sadomasochistyczne mogą być trwałe? </strong></p>
<p>Tak. To jest układ związku równorzędnego, tylko że ta równorzędność nie polega na tym, że każdy ma równo i po pół, bo to jest bzdura. XX wiek popełnił ogromny błąd uważając, że „każdemu po równo” jest nadrzędną wartością. Po równo to jest komunizm, a nie sprawiedliwość. Sprawiedliwie jest wtedy, kiedy każdy dostaje tyle, ile potrzebuje. Ustalanie, że jednego dnia garnki myje mąż, a drugiego żona jest bez sensu, jeśli on tego nie znosi. To jest głupie i do niczego nie prowadzi. Lepiej dogadać się w ten sposób, że ona zmywa, a on odkurza, jeśli oboje czują się w tym dobrze. Niech znajdą swoje obszary. Mamy w sobie odrobinę uległości i dominacji. Bardzo rzadko zdarzają się czyste postawy uległy i dominujący. Reszta osób jest mieszaniną i jako para raz robią to, a raz tamto. Natomiast kiedy te skrajne przypadki, pełnej uległości z dominacją znajdą się, jeśli się jeszcze do tego pokochają, to mają szansę na sielskie życie. Nie nam to oceniać na zasadzie: „To pewnie złe, bo ja bym nie wytrzymał bycia uległym więcej niż przez 20 minut”.</p>
<p><strong>Dlaczego osoby ryzykują swoje życie uprawiając seks? </strong></p>
<p>Ludzie palą papierosy &#8211; to jest gorsze od podduszania! Ludzie jeżdżą zbyt szybko samochodami, uprawiają przygodny seks bez zabezpieczeń, piją za dużo alkoholu i zażywają narkotyki, a pani się pyta dlaczego niektórzy lubią podduszanie? Tu nie ma różnicy. Nikt nie robi afery o to, że dorośli, odpowiedzialni ludzie, biorą się za palenie papierosów, a obrzydzenie budzi w nas para, która lubi kneblowanie w czasie seksu. Oni robią to w swojej intymności. Jeśli wiedzą o ryzyku, jeśli decydują się na to i szanują prawo do powiedzenia „stop”, to tak naprawdę jest ich sprawa i mniejsze ryzyko, niż przy niektórych narkotykach.</p>
<p><strong>Czy są ciemne strony takich układów?</strong></p>
<p>Inna sprawa, jeśli zdarzy się, że uległa osoba mówi „stop” lub hasło bezpieczeństwa, a dominująca bije ją dalej. Tak też może się zdarzyć. Trudno jest rozpoznać osobę, która nie potrafi zapanować nad swoją agresją. Niebezpieczna jest sytuacja, kiedy osoba dominująca przyjemność czerpie nie tylko z tego, że jest dominująca, co może być ok, ale również z samej agresji. Agresja może wciągać i zdarza się czasem, że bywa dla kogoś tak fascynująca, że przestaje się kontrolować. Są bowiem dwie kwestie: lubię być dominujący, a podnieca mnie akcja i przekraczanie granic, coraz dalej i dalej. Ta druga postawa może być niebezpieczna. To jak z dzieckiem, które nie potrafi przestać się w coś bawić. Wszyscy mówią, żeby dało sobie już spokój, a ono zachowuje się tak dalej, mimo, że dla nikogo nie jest to już przyjemne.</p>
<p><strong>Seks kojarzy się</strong> <strong>ze spontanicznością, z utratą kontroli. Czy ludzie rzeczywiście potrafią się kontrolować w łóżku, tak jak twierdzą zwolennicy BDSM?</strong></p>
<p>U nich pojawia się dodatkowy element – ból. Jeśli zapamiętamy się w seksie, to najczęściej nie ma bólu, więc i niebezpieczeństwa. Natomiast, jeśli jest z jednej strony namiętność, ale pojawia się ostry ból, mocniejszy niż ten akceptowalny, podniecający, to on natychmiast wyłącza to zapamiętanie. I wtedy on lub ona krzyczą „stop” lub hasło bezpieczeństwa i to również dla drugiej strony jest trzeźwiące. Jeśli ktoś kogoś podwiesza u sufitu, rani go i zaczyna po nim spływać krew, to jest duża szansa, że on to w końcu poczuje, nawet jeśli znalazł się w super podniecającej sytuacji.</p>
<p><strong>Dlaczego ludzie, którzy uprawiają sadomasochistyczny seks budzą w nas taki niepokój? </strong></p>
<p>Bo przeciętni ludzie mają bardzo niską granicę bólu. Ja również nie znoszę kiedy coś mnie boli, dziękuję bardzo. Dlatego ludzie uprawiający BDSM są dla mnie nie do końca zrozumiali, ale akceptuję ich preferencje i nie potępiam.</p>
<p><strong>Czy to już zboczenie, czy jeszcze odchylenie?</strong></p>
<p>Jeżeli są dwie strony, które uzgodniły zasady, „podpisały kontrakt”, szanują się, a jeszcze w tym szanowaniu są uczucia i mają przyjemność w realizowaniu pragnień drugiej osoby, to wzbogacanie erotyki o takie zachowania nie będzie zboczeniem. Zboczenie jest wtedy, kiedy mamy w nosie potrzeby drugiej osoby, mamy potrzebę zadawania lub odczuwania bólu i tylko i wyłącznie wtedy odczuwamy przyjemność seksualną. Kiedy druga osoba staje się przedmiotem gry seksualnej, a nie podmiotem. Jeśli nie ma w tym potrzeb i ograniczeń drugiej osoby, to myślę, że można mówić o odchyleniu.</p>
<p><strong>Jeśli osoba, która nie ma takich skłonności, spotka drugą, która wyzna jej: „Lubię jak się mnie poniża”, powinna się z nią wiązać?</strong></p>
<p>To zależy na jakim poziomie takie potrzeby występują u danej osoby. Jeśli ona potrzebuje tego za każdym razem do osiągnięcia satysfakcji w seksie, to mamy mur, bo to znaczy, że nie będzie innego seksu. Wtedy należy zmykać, bo taki związek będzie albo bardzo trudny, albo niebezpieczny, a koniec końców skończy się przykro. Natomiast czasem może być tak, że taka osoba lubi wśród innych rzeczy to, żeby ją od czasu do czasu np. związać. Jeżeli tak, jeśli to jest urozmaicenie, zabawa, jeśli jest w tym szacunek i słowo bezpieczeństwa, to nie widzę w tym problemu.</p>
<p>Rozmawiała: Joanna Jałowiec</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/strefa-przyjemnosci/dominacja-w-zwiazku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego sextujemy? Niekoniecznie dla seksu</title>
		<link>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/dlaczego-sextujemy-niekoniecznie-dla-seksu/</link>
		<comments>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/dlaczego-sextujemy-niekoniecznie-dla-seksu/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Jan 2026 06:46:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kalina Samek</dc:creator>
				<category><![CDATA[seksowne ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[seksowny temat]]></category>
		<category><![CDATA[cyberseks]]></category>
		<category><![CDATA[seks w związkach]]></category>
		<category><![CDATA[sexting]]></category>
		<category><![CDATA[związki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://www.eksmagazyn.pl/?p=28414</guid>
		<description><![CDATA[Sexting może być elementem gry wstępnej, ale to tylko część prawdy. Jak się okazuje, często pikantne wiadomości wysyłamy partnerom i partnerkom w zupełnie innych, mniej oczywistych celach.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Parę dekad wstecz to była zupełna nowość, dziś – przy wielości aplikacji – wydaje się, że sexting to wręcz standard w romantycznych relacjach. Oczywiście stał się barwniejszy i bardziej sugestywny odkąd wszystkie telefony mają aparat z wieloma milionami pikseli, a do tekstu dołączyły emoji. Ale to wciąż element gry wstępnej, pobudzania drugiej osoby i zachęcania do zbliżeń.</p>
<h2>A może nie tylko?</h2>
<p>W amerykańskim badaniu prowadzonym na 160 osobach będących w związku na jaw wyszło, że sextowanie ma cel seksualny tylko w co trzecim przypadku! I to niezależnie od wieku, płci czy orientacji seksualnej. A skoro nie chodzi o pobudzenie seksualne i pożądanie drugiej osoby, to o co? Właśnie to pytanie postawili sobie badacze psychologii z Texas Tech University.</p>
<div id="attachment_28415" class="wp-caption alignnone" style="width: 710px"><img class="size-full wp-image-28415" title="sms" src="https://www.eksmagazyn.pl/wp-content/uploads/2020/01/sms.jpg" alt="" width="700" height="408" /><p class="wp-caption-text"> </p></div>
<blockquote><p>– Ponieważ stało się to akceptowalną formą komunikacji pragnień seksualnych, chcieliśmy pokazać, jak ludzie korzystają z tego narzędzia w swoich związkach. Okazuje się, że sexting jest ewolucją tego, jak kiedyś przekazywaliśmy swoje uczucia. Ludzie pisywali namiętne listy, później robili sobie buduarowe zdjęcia – mówi prof. Joseph M. Currin.</p>
</blockquote>
<p>Naukowcom udało się wyodrębnić trzy różne motywacje stojące za sextowaniem i wszystkie z nich są niemal jednakowo silne, stojąc za jedną trzecią wiadomości.</p>
<ul>
<li>Pierwsza grupa to SMS-y wysyłane jako element gry wstępnej pomiędzy partnerami – to ta najbardziej oczywista motywacja.</li>
<li>Drugi powód jest już bardziej złożony. Sexty są wysyłane dla utwierdzenia się w więzi z drugą osobą – zainteresowanie grą wstępną oznacza, że druga strona wciąż jest silnie zainteresowana nami.</li>
<li>Trzecia motywacja z kolei niekoniecznie świadczy najlepiej o autorach wiadomości: wysyłane są w celu uzyskania pozaseksualnych korzyści później, np. prezentu czy zaproszenia na randkę.</li>
</ul>
<blockquote><p>– Zaintrygowało nas, że aż dwie trzecie uczestników zaangażowanych w sexting korzystało z tej formy komunikacji w celach nieseksualnych. To może nawet sugerować, że część z nas nie lubi sextingu i wolałaby go nie stosować, ale to istotne narzędzie uzyskania afirmacji w związku, pozbycia się stresu czy uzyskania korzyści – komentuje wyniki doktorantka Kassidy Cox.</p>
</blockquote>
<p>Źródło: Society for the Scientific Study of Sexuality</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://www.eksmagazyn.pl/wazny-temat/seksowny-temat/dlaczego-sextujemy-niekoniecznie-dla-seksu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->