untitled-7
Ela Makos
13/05/2018

Patryk Vega: Miłośnik niebezpiecznych kobiet w kinie

„Chciałem pokazać kobiety, które są silne, samowystarczalne i zdeterminowane. Kobiety, które nie są zależne od mężczyzn, bo potrafią dać sobie radę same. Kobiety współczesne, skomplikowane emocjonalnie, których na szczęście jest dzisiaj coraz więcej”.

Patryk Vega, reżyser nietuzinkowy, w filmie „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” odkrywa realia świata policji z całkowicie innej strony niż dotychczas, bo z perspektywy kobiet-policjantek. O determinacji płci pięknej, fascynacji kobietami, pracy z nimi, a także najbliższych planach filmowych – Patryk Vega, mężczyzna, który kobiet się nie boi!

Tematyka policyjna, kryminalna jest panu bardzo bliska. Dlaczego?

Patryk Vega: W wieku 14 lat obejrzałem „Milczenie owiec” i wtedy zapragnąłem być jak Clarice Starling. W tym celu nawet udałem się na studia resocjalizacyjne, ale spóźniłem się na egzamin. W życiu generalnie jest kilka tematów, które są wieczne z tego względu, że dotykają najważniejszych kwestii w życiu człowieka, jak m.in. bezpieczeństwo, zdrowie, życie.

Policja, służba zdrowia czy wymiar sprawiedliwości – to obszary tak bogate w konflikty ludzkie, że produkcje na świecie od dziesięcioleci biorą się za opowiadanie o tych środowiskach. Uważam, że są to „wieczne tematy”, które jednak można przedstawiać na różne sposoby. Kiedy zaczynałem się zajmować światem policji, nie podejrzewałem, że będę mógł o nim opowiedzieć za pośrednictwem kobiet. 20 lat temu policja bardzo się różniła, w tym sensie, że rzeczywiście kobiety były dużo bardziej dyskryminowane i w zasadzie w tych cięższych wydziałach, były odsyłane raczej do pracy biurowej. Kiedy w zeszłym roku dowiedziałem się od policjanta, zajmującego się kadrami, że 40 proc. funkcjonariuszy przyjętych do policji stanowią kobiety, zapaliła mi się lampka i wiedziałem, że jest to kierunek, w którym chcę podążać. To był bezpośredni impuls do tego, aby zrealizować „Niebezpieczne kobiety”.

Tematyka kobiet jest panu szczególnie bliska?

Już na studiach pisałem pracę o feministycznym ruchu w Polsce. Tak, tematyka kobieca zawsze była dla mnie fascynująca, ponieważ kobiety wiedzą coś, czego ja nie wiem. Szczególnie interesowały mnie kobiety, pracujące w „męskich zawodach”. Wydawało mi się to ekscytujące w jakiś sposób – kobieta,  wyposażona w inną wrażliwość i komplikację emocjonalną – jest w stanie funkcjonować w ultra-niesfeminizowanych branżach. Cieszę się, że w nowym filmie mogłem dotknąć tego na szeroką skalę. Pokazując nie tylko jedną bohaterkę, ale aż pięć. Myślę, że na bazie setek godzin rozmów podczas pracy nad filmem, zbliżyłem się do prawdy o ich świecie.

Jakie jest przesłanie pana filmu „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”? Co chciał pan przekazać widzowi?

Przede wszystkim nie chciałem się wymądrzać na temat kobiet, tylko oddać im w tym filmie głos. Myślę, że wyczułem ducha czasu. Nie przypadkiem ten film spotyka się z kobiecymi ruchami społecznymi, które dzisiaj mają miejsce. Nie planowałem tego, a film oddaje szczególny signum temporis, czyli to, jak nasza rzeczywistość się zmienia. Chciałem pokazać kobiety, które są silne, samowystarczalne i zdeterminowane. Kobiety, które nie są zależne od mężczyzn, bo potrafią dać sobie radę same. Kobiety współczesne, skomplikowane emocjonalnie, których na szczęście jest dzisiaj coraz więcej

Jak ocenia pan kobiety w szeroko pojętym świecie biznesu? Czy kobiety potrafią być „niebezpieczne”?

Tytuł filmu nie oznacza dla mnie, że kobiety są groźne. Niebezpieczna kobieta, to kobieta elektryzująca, namiętna i fascynująca. Wydaje mi się, że mężczyznom kobiety jawią się jako niebezpieczne dlatego, że ich po prostu nie rozumieją. Faceci w dużej mierze są „debilami emocjonalnymi”, w związku z tym, nie potrafią się odnaleźć w kobiecym świecie. Myślę, że mężczyźni są nieświadomymi uczestnikami prawdziwych przygód kobiet. Ja się kobiet nie boję. Jak powiedziałem, one mnie niezwykle fascynują, ponieważ wiedzą coś, czego ja nie wiem. I zdecydowanie wolę pracować z kobietami. Dlaczego? Ponieważ kobiety są w stanie poświęcić swoje ego dla wyższego celu, skupić się na wytworzeniu wyższego dobra, kosztem trudnych emocji. Przykre jest to, że kobieta w tak wielu obszarach życia jest dyskryminowana, bo musi być dwa razy lepsza od faceta, żeby osiągnąć to samo, co on. Zmiany jednak następują również w naszym kraju, co mnie niezwykle cieszy. Kobiety dochodzą do ogromnych sukcesów w biznesie i jestem przekonany, że będzie to stała tendencja wzrostowa.

Jak wyglądała pana współpraca z kobietami na planie filmu „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”?

Robię kino bliskie życia. A w nim nie ma tylko ustalonego scenariusza i dialogu. To coś więcej. Kiedy robiłem filmy o mężczyznach, musiałem dokonywać kompresji świata, czyli z dwudziestu bohaterów, żyjących w prawdziwym świecie, tworzyć np. pięciu. Tymczasem, kiedy postanowiłem spenetrować świat policji na nowo od strony kobiet – w „Niebezpiecznych kobietach”, napotkałem na fascynujące bohaterki, z tak barwnymi życiorysami, że w zasadzie były gotowymi historiami na film. Nie musiałem dużo kombinować, moja rola polegała na nie wtrącaniu się. Wystarczyło tak naprawdę dopuścić te kobiety do głosu i pozwolić na narrację w filmie… Dzięki temu udało mi się stworzyć film, o którym moja żona mówi, że jest to pierwszy film w moim życiu interesujący dla kobiet.

Z aktorkami pracowałem w ten sposób, że poznawałem je z odpowiednikami ich postaci, funkcjonującymi w realnym świecie. Wiedziałem, że da to super efekt. Na przykład kiedy poznałem Maję Ostaszewską z protoplastką jej bohaterki, rezultat był niesamowity. Maja skopiowała całą osobowość, styl mówienia, poruszania się, wczuła się w myślenie tamtej dziewczyny, w to jakie ma potrzeby i pragnienia… Wiedziałem, że zetknięcie aktorek z autentycznymi kobietami okaże się bezcenne, bo więcej z tego skorzystają, niż z jakichkolwiek dyskusji i rad co do tego, jak postać ma zostać skonstruowana. Posunąłem się w tym jeszcze dalej.

Wiedziałem, że jeśli ktoś nie posmakował pracy w Policji i nie doświadczy tego na własnej skórze, to można mu długo i namiętnie o tym opowiadać, ale tak naprawdę nigdy tego nie zrozumie. Udało mi się zorganizować współpracę ze służbami i włączyć aktorki do autentycznych załóg policyjnych. Dzięki temu jeździły ze swoimi bohaterkami na prawdziwe, policyjne akcje. Jeśli ktoś w ciągu nocy miał do czynienia z samobójstwem, pobiciem, czy był świadkiem brutalnej interwencji, na własne oczy zobaczył patologię społeczną, to 12 godzin takiej służby da mu więcej doświadczeń emocjonalnych niż jakakolwiek rozmowa na temat roli. Posmakowanie tego prawdziwego, policyjnego życia dało niezwykły efekt na ekranie. Aktorki same zobaczyły w jaki sposób kobiety z policji funkcjonują. Dzięki temu powstały wielowymiarowe i fascynujące postaci kobiece.

Z reguły jest tak, że to „męskie kino” nie wierzy kobiecym bohaterkom. Kobieta w policyjnych filmach była zawsze taka bardzo „przetrącona” przez życie, że albo była jakąś introwertyczką, na granicy depresji… Tymczasem tutaj mamy stuprocentowe kobiety, które oprócz tego, że funkcjonują w męskim świecie i często mają lepsze wyniki od facetów, to jeszcze po pracy wracają do domu, w którym mają dwójkę dzieci, inne życie. To jest coś, co nie miało precedensu nawet w literaturze światowej. Zafascynowało mnie to kompletnie do tego stopnia, że następne moje filmy, również chcę poświęcić opowiadaniu o kobietach, w męskich światach, w męskich zawodach. W tym kierunku chcę iść, jeśli chodzi o moje najbliższe kino.

Ile kobiet pracowało na planie filmu „Niebezpieczne Kobiety”?

Myślę, że na pewno więcej niż sto.

Niewątpliwie ma pan dar przekonywania. No bo jak inaczej nazwać namówienie najlepszych polskich aktorek na epizodyczne role w pana filmach, jak np. Annę Muchę?

Kocham aktorów i współpracę z nimi. Nie proponuję im ról, oceniając warunki fizyczne. Wygląd się nie liczy. Największą satysfakcję w tym zawodzie daje ucieczka od swojej osobowości, stworzenie postaci, która jest „najdalej od nas”. Nie jest frajdą granie samego siebie. Aktorzy uwielbiają trudne wyzwania, a ja im takie możliwości oferuję.

Im bardziej zadania aktorskie są skomplikowane, z tym większym entuzjazmem aktor/aktorka do niego podchodzi. Każdej roli poświęcam bardzo dużo uwagi. Jest to dość „intymna” relacja między aktorem a reżyserem, która wymaga pewnego ekshibicjonizmu emocjonalnego, a nawet godzenia się na manipulację.

Aktorka musi się na nie zgodzić, bo gramy do tej samej bramki. Aktorki muszą zrozumieć, że będę próbował „wciskać w nich rozmaite guziki”, aby wyzwolić w nich konkretne emocje, ale robimy to wszystko we wzajemnym szacunku i zaufaniu. Aktorki muszą mieć poczucie bezpieczeństwa. Ja nie robię im krzywdy, tylko wykorzystuję ich emocje w dobrym celu. To bardzo dużo pracy z obydwu stron.

Czym dla pana jest kino?

Kino dla mnie jest fuzją sztuk. Nie ma innej formy, która skupiałaby tyle rozmaitych dziedzin. W przypadku książki – praca wygląda zupełnie inaczej. W kinie łączy się energia setek ludzi i setek aspektów, począwszy od światła po wybór obiektywów, przez inscenizację, psychologię, kostiumy, charakteryzację, scenografię, wystrój wnętrz, czy muzykę, dźwięk… To wszystko trzeba połączyć w jeden strumień, który zacznie pracować na opowiedzenie filmowej historii. Film jest sztuką, która dzieje się równolegle na wielu kanałach komunikacji.

Jest pan dowodem na to, że dobre kino broni się samo i nie potrzebuje tabloidowego rozgłosu. W jaki sposób wybiera pan media, z którymi współpracuje?

To jest mój tajemny „know-how”, nie chciałbym za bardzo się obnażać z tego, jak udało mi się opracować współpracę z mediami. Ale mogę powiedzieć, że po latach pracy udało mi się wyselekcjonować grono dziennikarzy, których szanuję za profesjonalizm i uczciwość zawodową. Chętnie z takimi ludźmi współpracuję i pozwalam im bliżej przyjrzeć się mojej pracy, bo wiem, że podejdą do tego rzetelnie.

Robi pan poniekąd kino niszowe, ponieważ w Polsce gatunek sensacyjny nie jest tak popularny jak ma to miejsce np. w USA. Dlaczego właśnie „sensacja”?

Mój film wygenerował największy sukces finansowy 2016 roku, więc zdecydowanie nie uważam tego gatunku za kino niszowe. Zwiastun „Pitbulla. Niebezpiecznych kobiet” ma na ten moment już ponad 7,5 miliona wyświetleń (początek listopada 2016 – przyp.red.), więc to absolutny rekord wszech czasów i zjawisko masowe w wymiarze socjologicznym. Moim zdaniem to co robię to mainstream. Ludziom przejadł się „glamour”, dlatego, że nie jesteśmy już społeczeństwem aspirującym jak w latach 90. czy na początku XXI wieku. We wszystkich serialach polskich można było zaobserwować wówczas przesadną dawkę luksusu, gdzie nasi ulubieni bohaterowie mieli wspaniałe apartamenty, ekskluzywne samochody, romanse…

Oglądaliśmy rzeczywistość o „oczko” lepszą niż ta za oknem. Dziś już nasza widownia jest inna, wychowana na „Grze o Tron”, itp. Dzięki temu po raz pierwszy w historii kobiety poszły w Walentynki na film, w którym obcinano palce (śmiech). Udało mi się trafić w nowe zapotrzebowanie rynku. To, co robię, jest unikalne. Nie wystarczy nakręcić kryminał, żeby odnieść sukces.

Po pierwsze niepowtarzalnym znakiem firmowym jest moja dokumentacja. Ja te filmy czerpię z życia, robię notatki, spisuję autentyczne sytuacje, potem wkładam to wszystko w film.

Druga element jest taki (za co przez lata mnie ganiono, a właśnie jest to największym odkryciem amerykańskiej kinematografii współczesnej), że łącząc kilka gatunków w ramach jednego jesteśmy w stanie tworzyć nadwartość. W przeszłości zarzucano mi, że moje filmy są „nierówne”. Tymczasem okazało się, że teraz właśnie TO zdecydowało o sukcesie Pitbulla. Ludzie nie poszli na czysty kryminał, tylko na „kanapki z ogórkiem”, czy „komara na pupie Olki”. To film, który łączy kryminał z humorem, emocjami i niezwykle barwnymi postaciami. Skakanie po gatunkach w ramach jednego utworu powoduje, że trafia zarówno do młodzieży jak i do ludzi dojrzałych. Dzięki temu, widownia obrazu jest bardzo szeroka i to ze wszystkich warstw społecznych.

Wspominał pan, że najbliższe pańskie kino również będzie oscylować wokół tematyki kobiecej. Może pan zdradzić nad czym pracuje? Czego widz może się spodziewać?

Przygotowuję równocześnie trzy filmy i we wszystkich bohaterkami będą kobiety. Zabieram się za film o siedmiu lekarkach, w klimacie Pitbulla, ale uderzający w służbę zdrowia. Będzie to pełen realistycznego humoru, pierwszy film oddający brutalne realia współczesnej służby zdrowia. Po spektakularnym sukcesie w UK (byliśmy na pierwszym miejscu box office, przed hollywoodzkimi superprodukcjami, o czym donosił nawet Guardian) chcę wyjść ze swoimi filmami na zagraniczne rynki. Dlatego szykuję europejskie kino policyjne, pokazujące jak policje z wielu krajów walczą wspólnie ze zorganizowaną przestępczością w dzisiejszej Europie. Mogę zdradzić, że bohaterką będzie kobieta, która była pierwszym wówczas „cover-manem” (policjantem przygotowującym operacje pod przykryciem – przyp. red.).

Kobiety udowadniają, że żadna dziedzina nie jest im obca, i wytrwale dążą do celu. Nie wszystkie kobiety jeszcze mają niestety odwagę na to, aby sięgać po więcej, boją się „męskiego świata biznesu”.

Jestem przekonany, że we wszystkim trzeba się kierować intuicją, którą kobiety mają rozwiniętą dużo bardziej niż mężczyźni. Chciałbym im w tym miejscu przekazać: jeśli czujecie coś w swoim sercu i jesteście absolutne przekonane do tego, co chcecie zrobić, róbcie to na przekór wszystkiemu. Nawet, jeśli będziecie słyszały przez kilka lat, że to nie ma sensu i się nie nadajecie, nie poddawajcie się i powtarzajcie sobie, że właśnie na tym etapie odpada 95 proc. rywali, która nie jest w stanie znieść krytyki. Widziałem w wielu obszarach zawodowych kobiety znacznie lepsze od mężczyzn, więc prawda jest taka, że nie macie w mężczyznach konkurencji. To tylko kwestia Waszej determinacji.

Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka

untitled-7
untitled-7

Komentarze Dodaj komentarz (6)

  1. WifetToBe 17/05/2018 07:14

    CytujSkomentuj

    Bardzo nie podoba mi się obecna modła na krytykowanie Vegi, dlatego, że robi komercyjne kino sensacyjne po polsku. Bardzo modnie jest odsądzać go od czci i wiary i powtarzać jak kiepskie kino robi. A to kin walą tłumy. U nas chyba w ogóle nienawidzi się ludzi, którzy sukces komercyjny osiągają. Generalnie uważam, że Vega robi świetne kino sensacyjne (umówmy się – nie są to dramaty psychologiczne). W tym jest dobry, w tym się wyspecjalizował. Jedne obrazy udają mu się bardziej, inne mniej.
    Byłam ostatanio na Pitbullu, w którym zagrała i który współprodukowała Doda. I mam jeden wniosek – Pasikowski powinien został w niebycie, czylitam gdzie był przez ostatnie lata. Aż szkoda oryginalnego Pitbulla i jego bohaterów bo to przecież klasyka.

  2. Cecylia86 17/05/2018 08:18

    CytujSkomentuj

    A mnie z kolei bardzo bawi to krytykanctwo, zwłąszcza, że przecież w Polsce każdy jest: a) znawcą piłki nożnej, b) znawcą skoków narciarskiech, c) krytykiem filmowym ;) Najbardziej bawi mnie obserwowanie wywodów z użyciem bardzo trudnych, wielosylabowych słów, które mają dowodzić tego, jak złe kino robi Vega, jak płytkie i w ogóle pełne przemocy i wylgaryzmów. No ludzie, przecież on robi kino sensacyjne. Co ma tam być? Rozważania bohaterów o sensie istnienie przy zachodach słońca i przekleństwa w stylu „psia kostka”. Jesteśmy okropni, a to, czego żaden Polak drugiemu Polakowi nigdy nie wybaczy, to właśnie sukces. A za pana Vegę trzymam kciuki i jego filmy oglądam. Bo robi coś, czego dawno (od Pasikowskiego właśnie w latach 90-tych, gdzie się bardzo dobrze sprawdzał) w polskim kinie nie było. I robi to dobrze.

  3. Sebastian 18/05/2018 17:40

    CytujSkomentuj

    A ja lubię, lubię dobre kino sensacyjne, lubię filmy Vegi, tak samo, jak starego, najleoszego Pitbulla serialowego. O mogą się mądrzyć wszyscy znawcy kina, ale prawda jest taka, że Patryk Vega robi dobre filmy, nie są tanie, akcja się dzieje, bywają zabawne i mają dobrych aktorów. Po co komu więcej, kiedy idzie do kina dla rozrwyki. Bo i tak przecież można, nie tylko chodzić na ambitne dzieła wielkich europejskich twórców, które tak naprawdę tylko bywają fajne, bo w większości są bez ładu i składu.

  4. Renia.W 19/05/2018 07:06

    CytujSkomentuj

    Umówmy się, Vega nie robi nie wiadomo jakiego kina. Nie są to filmy wysokich lotów, wszystkie, poza bardzo ale to bardzo słabym moim zdaniem BOTOKSEM, są na jedno kopyto i trochę chyba potrzeba odmiany, żeby się ludziom nie znudziły. Ale, Vega wie, jak robić komercyjnie dobre filmy i za to też należy mu się szacunek. Nie każdy szuka duchowości od razu w kinie, zwłaszcza w multipleksie.

  5. Sylwia 21/05/2018 19:29

    CytujSkomentuj

    A mnie się średnio podoba. Nie lubię filmów, gdzie bluzgi lecą jeden za drugim, jest nawalanka, zero jakiejś ważniejszej fabuły. Takie proste obrazki dla mało wymagającego widza. A że się takie filmy sprzedają – no cóż, jest zapotrzebowanie, to i Vega ma co robić ;)

  6. Iza 22/05/2018 17:56

    CytujSkomentuj

    Dajcie chłopu spokój. Wiadomo, że nie robi filmów, które muszą się wszystkim podobać. Ale taki urok kina popularnego, czy sensacyjnego. Przecież do czasów Vegi, po Pasikowskim tego gatunku w polskim kinie nie było. Teraz jest, ludzie na to chodzą, a reżyser zarabia dobre pieniądze. Dziś słyszałam, że wykupił prawa do Pitbulla i będzie go dalej robił. I dzięki bogu, bo ten najnowszy z Doroińskim to niestety kompletna porażka :/

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.