public-enemies-depp-cotillard-wrogowie-publiczni
Johnny Depp sprawdził się w roli gangstera / kadr z filmy Wrogowie Publiczni
Aneta Zadroga
04/09/2010

Gangsterzy publiczni…

… czyli jak zrobić film, w którym zły przestępca będzie dobrym, uroczym, zabawnym i zabójczo przystojnym bohaterem, a dobry policjant złym brutalem bijącym kobietę? Nie wiecie? Zapytajcie Michaela Manna, bo jego „Public Enemies” to właśnie taki obraz

Bałam się „Wrogów Publicznych”, bo dużo o filmie i Johnnym Dillingerze przed premierą czytałam. Widziałam też poprzednie filmy Manna i, szczerze mówiąc – poza „Gorączką” trudno w jego twórczości o dobry kawałek gangsterskiego kina. No i najważniejsze – lubię Johnnego Deppa od momentu, kiedy jako dziecko obejrzałam „Edwarda Nożycorękiego. W takim zestawieniu trudno o obiektywizm, a więc go tu nie będzie.

Fakty

Film Manna to opowieść o Ameryce z czasów Wielkiego Kryzysu (tak, tak, większego, niż mamy obecnie). Jej bohaterowie to amerykańscy gangsterzy lat 30-tych – John Dillinger, Baby Face Nelson i Pretty Boy Floyd (ach, jak on pięknie umiera!). To również historia początków FBI (bez którego trudno dziś sobie wyobrazić dobry film sensacyjny).

John Dillinger przeżył 31 lat. W tym czasie obrabował kilkanaście banków, uciekł kilkakrotnie ścigającej go policji, został idolem brukowców, przeżył romans z pół-Francuzką, pół-Indianką i zginął z rąk funkcjonariuszy. Młody, przystojny, sprytny, obrośnięty legendą – taka postać aż się prosi o kinową biografię. Dillinger nie mógł sobie lepszej wyśnić. Wciela się w niego idol zarówno nastolatek, jak i statecznych pań w średnim wieku – Johnny Depp i robi to z tak ogromną gracją i wrodzonym sobie wdziękiem, że jego bohatera nie sposób nie polubić.

Mity

Dlaczego kobiety lubią gangsterów? Bo są pociągający. No i sprytni, bo żeby przetrwać muszą kombinować. Są jeszcze silni – bo wielu jest pretendentów do zajmowania miejsc na samym szczycie gangsterskiej hierarchii, a na szczyt i do historii wchodzą tylko ci najbardziej wytrwali. Bo zawsze są nienagannie ubrani. Czarujący. Zniewalający. Romantyczni. W gruncie rzeczy prawi i dobrzy… Nie są tacy? Oczywiście, że nie! Ale taki właśnie jest Dillinger stworzony przez Manna, a zagrany przez Deppa. I to sekret tej bajki o dobrym złodzieju.

Cóż za piękna postać… Gangster z „Wrogów Publicznych” to ROMANTYK! O tak. Jest wspaniały, w gruncie rzeczy nie robi niczego bardzo złego, nikogo przecież nie zabija, a kocha prawdziwie i wiernie. Okrada tylko zły system, a nie biednych ludzi. Ba, potrafi okryć płaszczem marznącą zakładniczkę, zwrócić pieniądze kasjerowi w okradanym banku, wzruszyć się podczas seansu w kinie na filmie z Clarkiem Gablem w roli głównej, żartować z dziennikarzami w więzieniu, a nawet ukarać współpracownika, który zastrzelił strażnika więziennego! To prawdziwy bohater.

Ścigający go agent Melvin Purvis (Christian Bale) jest przeciwieństwem romantycznego gangstera. Zimny, wyrachowany, opanowany, dążący do celu i mający poczucie misji. Skuteczny. Bez uczuć. Któż polubi taką postać?

Opowieść

Johnny Depp spisał się na medal. Stworzył postać nieszczęsnego Wertera, który cierpi i wie, że jego czasy się skończyły, albo w ogóle ich nie było. Wie, że zginie, albo trafi do więzienia. Ale to nie przeszkadza mu w kolorowym życiu. „Chcę wszystkiego. Chcę pojechać wszędzie” – mówi. Takiego gangstera nie sposób nie pokochać!

Z drugiej strony widzimy nowych mafiosów. Kalkulujących, oszukujących za pomocą pojawiających się powoli nowych technologii. Strzelaniny odchodzą w zapomnienie, czasy kowbojskie się kończą. Widowiskowe napady na banki i brawurowe ucieczki również. Ci nowi, źli gangsterzy, obok policji, chcą zniszczyć Dillingera. Bo nie tylko używa przestarzałych metod i nie nadąża za postępem. Przyczynia się do tego, że zaczyna się tworzyć policja ścigająca przestępców po całych Stanach, nie tylko w miejscu popełnienia przestępstwa. Dillinger jest wrogiem publicznym, czyli policyjnym, ale i wrogiem przestępców. Odrzucony przez świat i „swoich” musi umrzeć. Jak wszyscy romantycy.

Happy End?

„Public Enemies” to film dobry. Nie rewelacyjny, chociaż ma kilka rewelacyjnych scen, jak chociażby ta, w której Dillinger przychodzi do szatni po swoją ukochaną i jednym zdaniem opowiada jej o sobie wszystko.

Chociaż wszyscy wiemy, jak się kończy historia gangstera, obraz trzyma w napięciu. To sukces. Cieszą dopracowane kreacje Deppa i Bale’a (swoją drogą ten drugi zdaje się być urodzony do roli typów wyrafinowanie stojących po stronie prawa), uroku dodaje piękna Marion Cottilard o pięknych oczach wiernego, kochającego, bezbronnego zwierzątka.

Poezją można nazwać scenografię i kostiumy, nie wspominając o autach z epoki. I na koniec ogromna pochwała należy się za montaż. Zdjęcia kamerą prowadzoną z ręki nadają filmowi momentami formę paradokumentu. Jest głośno, szybko, chaotycznie, niewyraźnie, brzydko… Bardzo dobrze – to pozwala widzowi poczuć się trochę tak, jakby zajrzał na plan filmu, w trakcie kręcenia scen strzelanin.

No i zakończenie. Mój prywatny plus dla reżysera za umieszczenie w finale kadrów z „Wielkiego gracza” George’a Cykora z Clarkiem Gablem w roli głównej. Ta wzmianka o szybkim życiu i szybkiej śmierci. Spojrzenie pięknej kobiety. Uśmiech gangstera-romantyka, który jest trochę jak bohater grany przez Gable’a. Strzały, błysk fleszy, ostatnie słowa umierającego Dillingera wyszeptane do ucha stróża prawa… I agent FBI spełniający ostatnią wolę gangstera. Jakże to okropnie romantyczne. Jakie banalne. Ale jakie efektowne!

public-enemies-depp-cotillard-wrogowie-publiczni
public-enemies-depp-cotillard-wrogowie-publiczni

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.